1
[Zgromadzeni śpiewają: „Tylko Mu wierz” - wyd.] Jak się powodzi, bracie Carl? Odsuńcie to krzesło do tyłu. W porządku. Czy to jest moje? O, tutaj to jest, dobrze. Otóż, na pewno jest miłą rzeczą być z powrotem w domu Pańskim dzisiaj wieczorem, a szczególnie w tym, bowiem moim przywilejem było poświęcić ten dom Panu przed jakimś czasem, kiedy nasz drogi brat Sharritt zbudował ten budynek. I myśmy go poświęcili Panu do Jego służby. I jest dobrze być w domu Bożym kiedykolwiek, nieprawdaż? Jest to naprawdę piękne pomieszczenie. A tutaj na południu w tym chłodnym polarnym paśmie, które - gdzie jest... Przyjechałem tutaj, by się wydostać z naszej chłodnej pogody i dostałem się wprost do tego. Powiedziałem ubiegłego wieczora: „Mam nadzieję, że nie przyniosłem wam wszystkie te kłopoty”. Otóż, wy wiecie, mówi się, że lato spędza tu swój zimowy odpoczynek. A być może przyszła tutaj zima, by popatrzeć na nie i zobaczyć, jak sobie tu radzi. Lecz jest dobrze być tutaj, kiedykolwiek.
2
Zawsze odczuwałem pewien sentyment do Phoenix, już od małego chłopca. Ja miłuję Phoenix. Phoenix było moim pierwszym miejscem, w którym głosiłem ludziom, którzy nie byli białej rasy, a byli to Indianie. Udałem się w góry do ich rezerwatu. Sądzę, że dzisiaj wieczorem są tutaj może ludzie, którzy pamiętają, jak dałem Bogu obietnicę na podium, że jeśli On uzdrowi alkoholika i kobietę chorującą na gruźlicę, to ja udam się do rezerwatu, by usługiwać Indianom. A oni mi to przypomnieli i oboje zostali uzdrowieni. Więc ja się udałem do rezerwatu Apaczów, a tam Pan dał nam wielkie zwycięstwo. Nie mogę sobie przypomnieć nazwiska tej pani, która tam została uzdrowiona z choroby raka. Ja - był to nadzwyczajny przypadek. Ona była tam misjonarką - Zbory Boże, na ile to dobrze pamiętam. Szliśmy z nią - Mitchell - i... To się zgadza. Czy jest tutaj ktoś, kto był razem z nami na tym zgromadzeniu tam w górach w rezerwacie wówczas - owego wieczora. Myślałem... Tak, to się zgadza.
3
Myślałem, że będę musiał wystąpić przeciw temu. Nie potrafiłem im tego, co chciałem powiedzieć, wyjaśnić na tyle, aby to zrozumieli. Nigdy nie zapomnę tego wieczora. Był tam... Pewien czas po tym, kiedy tam głosiłem przez chwilę i mówiłem im o Chrystusie... Stałem na schodach sali misyjnej, a oni mieli to pomieszczenie pełne, więc ludzie stali wszędzie na zewnątrz. Zatem, ja im zwiastowałem. I tego wieczora stała się pewna znamienna rzecz - był tam stary brat, Indianin, którego przynieśli tam na desce gdzieś nad ranem. I oni byli przemoczeni, ponieważ przebrnęli przez rzekę, przeprawili się gdzieś na drugą stronę i przynieśli go do pomieszczenia. Zapytałem się tego młodego człowieka - powiedziałem: „Czy się nie boisz, że zachorujesz na zapalenie płuc?” On odrzekł: „Jezus Chrystus troszczy się o mnie. Przyniosłem mojego tatę”. „Dobrze”. Zapytałem: „Czy wierzysz, że on zostanie uzdrowiony?” „Tak”. On trząsł się na skutek sparaliżowania. Dwaj młodzi chłopacy go przynieśli. Pomodliłem się za tego starego mężczyznę. Po pewnej chwili usłyszałem, jak ktoś krzyczy. Spojrzałem na dół. Ten stary człowiek miał tą deskę na swoich plecach, chodził dookoła i machał na każdego. Tylko prosta wiara, by wierzyć! To wszystko, czego trzeba.
4
Przypominam sobie miłą starą Indiankę tego wieczora - ona miała długie warkocze, zwisające w dół. Chodziła o kulach, a one były zrobione prymitywnie - wyglądały jak kije od miotły z kawałkiem deski dwa na cztery cale przybitej z góry i owiniętej szmatami. I rzeczywiście, tą następną, która przychodziła, była... Ona była w kolejce modlitwy, podchodzącej z wnętrza budynku. Lecz podchodził tam pewien młody chłopiec Indianin, wyglądał na bardzo mocnego młodzieńca. On był... Przepychał się przez wszystkich, by się dostać do kolejki. I to biedne, stare stworzenie próbowało wysunąć swoje kije. Ona oglądała dwa lub trzy uzdrowienia, zanim dostała się do kolejki. I ja sobie pomyślałem, kiedy spojrzała na mnie - miała duże, głębokie zmarszczki, a łzy toczyły się jej po tych rozoranych zmarszczkami policzkach - ja sobie pomyślałem: „Matka kogoś”. Nie powiedziałem jej ani słowa, ani się za nią nie modliłem, czy coś takiego. Ona tylko patrzała do góry na mnie. A kiedy to czyniła, ona - nagle podała mi te kule i odeszła normalnie, tak prosto.
5
Mój syn próbuje mnie ustawić właściwie tu na podium. Czy słyszycie teraz lepiej? Czytałem dzisiaj opowiadanie o wieprzu, którego zabrano do świątyni. I sądzę, że zauważyliście... [Mikrofon jest ustawiany - wyd.] Teraz słyszycie lepiej, mimo wszystko. Tak właśnie toczy się życie. Ono ma wiele problemów w sobie, mimo wszystko, nieprawdaż? Otóż, ludzie stoją i - my nie mamy - nie chcemy zajmować na próżno czasu; abyśmy mogli pomóc, o ile możliwe. Wy jesteście takimi miłymi ludźmi, że ja - chciałbym po prostu długo do was mówić. Jesteśmy obecnie tutaj z wizytą w Społeczności Biznesmenów Pełnej Ewangelii. A rejonowa konferencja odbędzie się w Ramada, rozpocznie się pod koniec tego... Zobaczmy. Jaka to będzie data? 24. - od 24. do 28. w Ramada Inn. I będzie tam kilku cudownych mówców: Brat Oral Roberts i wielu innych, i ja. Zawsze przeżywamy wspaniałe chwile. A kiedy ludzie zejdą się razem w ten sposób, to przeżywamy wspaniałe chwile w tej Ramada Inn.
6
Być może brat Oral Roberts i ja będziemy tam usługiwać w usłudze uzdrawiania. Nie wiem na pewno. To byłoby po prostu fajne, jeśli... Otóż, jeszcze nigdy nie urządzaliśmy nabożeństwa wspólnie. Ja nie wiem, co on pomyśli o urządzeniu zgromadzenia - on i ja wspólnie, lecz ja jestem ochotny. Jeżeli on zgodzi się z tym, wiecie, to spróbujemy. A zatem będziemy się modlić za chorych. Jeśli zauważyliście, nie urządzaliśmy nabożeństw uzdrowieniowych. Nie rozdawaliśmy kart modlitwy ani niczego, z powodu ciżby w małych kościołach. Wy wiecie, kiedy ludzie... Niemal nie było możliwe wprowadzić ludzi do środka ani wyprowadzić na zewnątrz. A kiedy tak się dzieje, powoduje to zbiorowisko zamieszania, a dowódca straży pożarnej nie lubi tego. Więc my po prostu opuściliśmy usługę uzdrawiania w tych nabożeństwach i starałem się przynosić tylko proste, krótkie poselstwo Ewangelii do... A wasza obecność i współpraca ze mną, i wasze modlitwy za mną dodają mi zachęty, abym tutaj był. I mam nadzieję, że te krótkie poselstwa zachęcą was, abyście szli naprzód i żyli dla Chrystusa.
7
I ja zauważam, że częstokroć ludzie przechodzą z kościoła do kościoła. I dzięki temu zapoznajemy się wszyscy i jesteśmy przyjaźnie usposobieni jedni względem drugich. I ja to lubię. Możemy tutaj być równie dobrze na niebiańskich miejscach, ponieważ pielgrzymujemy wspólnie do tego miejsca, gdzie będziemy razem w niebiańskich miejscach - w niebie. Pewnego dnia otrzymałem pocztą trochę krytyki. Może to potrwa pewien czas, zanim trochę dopasujemy wzajemnie nasze uczucia. Każdy kaznodzieja wie, że musi powiedzieć coś innego, aby się trochę dostroić do słuchaczy, a słuchacze do niego.
8
Był pewien... Chrześcijańscy biznesmeni opublikowali pewien artykuł w swoim „Głosie” biznesmenów o małej... Myślę, że nazwiemy to po prostu wizją, a ona się trochę odróżniała od tych wizji, które ja miewam. Byłem - zostałem zabrany do góry z tego miejsca, gdzie się znajdowałem - nie wyglądało mi to o wiele wyżej, niż po dach tego budynku. A tam byłem na innym miejscu, gdzie zobaczyłem wszystkich, którzy już stąd odeszli. Wielu z was czytało ten artykuł, oczywiście. I tam - potem On powiedział mi, że to są - kim oni są, a oni byli wszyscy znowu młodzi i byli rzeczywistością. Zawsze obawiałem się umrzeć. Nie bałem się, że pójdę do zguby, lecz nie chciałem być duchem. Ja tylko... Chciałem być ludzką istotą, bowiem zawsze rozumiałem jako człowiek, żebym mógł uścisnąć ludziom dłoń. I myślałem sobie: „Co będzie, kiedy się tam dostanę i spotkam brata Rose, a on byłby jakimś małym białym obłoczkiem lub czymś podobnym? A ja bym poznał jakimś innym zmysłem, że to jest brat Rose, lecz nie potrafiłbym mu uścisnąć dłoni i nie mógłbym rozmawiać z nim, względnie...”. I zastanawiałem się: „Czy nie byłoby to okropne?” Lecz pomyślałem sobie: „Gdybym potem powrócił, oczywiście, będę miał dział w zmartwychwstaniu”. Nie przyszło mi na myśl to miejsce Pisma, że jeśli ten ziemski przybytek zostanie zburzony, mamy już inny, który na nas czeka.
9
Więc owego poranka wstałem z łóżka i pomyślałem sobie: „Chłopcze, masz już pięćdziesiąt lat. Jeżeli masz zamiar uczynić coś dla Pana, to się raczej pośpiesz. Za chwilę będziesz zbyt starym”. I nagle zostałem zachwycony na pewne miejsce i mogłem spojrzeć wstecz, i zobaczyłem samego siebie, leżącego tam na dole. Nigdy przedtem nie miałem takiego przeżycia. Wiele razy miałem wizje i widziałem samego siebie stojącego gdzieś, a potem... O, jeżeli tego człowiek nie pojmuje, to sobie pomyśli, że postradał swoje zmysły. Stoisz tutaj, a obserwujesz samego siebie tam. A potem znikasz stąd i znajdujesz się w swojej osobie tam. Jest to może daleko wstecz lub wiele lat naprzód, itd. Trudno to wyjaśnić. Nie można tego wyjaśnić. Nie możesz wyjaśnić Boga. Musisz Mu wierzyć. Widzicie? Jeżeli to potrafisz wyjaśnić, to już nie jest wiara. Musisz temu po prostu wierzyć.
10
A kiedy On powiedział mi - widziałem wszystkich tych ludzi, a oni byli... Oni mieli ciała. Oni nie mogli zgrzeszyć. Ci mężczyźni i kobiety... Te kobiety obejmowały mnie, a one były każdym calem kobietami. Lecz tam nie było żadnej możliwości popełnienia znowu grzechu, ponieważ (rozumiecie?) nasze cielesne gruczoły będą tam przemienione. My mamy... Obecnie jesteśmy odmiennej płci, jest tak w celu rozmnażania się ludzi na ziemi i żebyśmy mogli rodzić dzieci w naszych małżeństwach. Lecz tam nie będzie to już więcej potrzebne. Tam nie będą się już rodzić dzieci. Nie będziemy mieć gruczołów seksualnych w tym nowym świecie, rozumiecie, w ogóle nie. Lecz kobieta będzie kobietą z jej sylwetką, a tak samo mężczyźni będą mężczyznami. Lecz tam nie będzie już więcej męskiej i żeńskiej płci wśród nich, jak mamy je obecnie. Nie będą już mieli tych gruczołów, więc szatan nie będzie już miał żadnej możliwości wciągnąć ich w kolejny podstęp.
11
Więc w tym zauważyłem... Te kobiety podbiegały i obejmowały mnie swoimi ramionami i mówiły: „Nasz drogi bracie, tak bardzo się cieszę, że jesteś tutaj”. Otóż, to było zdumiewające - wszystkie były młode i wszystkie były najpiękniejszymi kobietami z długimi włosami w długich sukienkach, wiecie, w szacie - w białej jedwabnej szacie. I jak ślicznie one wyglądały. Następnie przyszli bracia, po prostu w... Najprzystojniejsi mężczyźni, jakich kiedykolwiek widziałem. Wyglądało na to, jakby wszyscy byli w wieku dwudziestu lat, a ich oczy się iskrzyły - oni, o, oni byli każdym calem mężczyznami. I ja się dziwiłem. A oni mnie brali w ramiona i obejmowali mnie, i mówili: „Nasz drogi bracie”.
12
Zastanawiałem się, jak... Spojrzałem wstecz na dół i mogłem dostrzec samego siebie leżącego jeszcze tam na łóżku. Pomyślałem sobie: „To jest dziwne”. A potem zapytałem się... Podeszła do mnie naprawdę miła pani, zarzuciła mi ramiona na szyję i powiedziała: „O, bracie Branham, my się tak cieszymy, że ty jesteś tutaj, nasz drogi bracie”. Patrzyłem się na nią, a ona odeszła, a ten głos, który mówił do mnie, powiedział: „Czy jej nie poznajesz?” Ja odrzekłem: „Ja - nie poznaję”. „Ona miała już ponad dziewięćdziesiąt lat, kiedy przyprowadziłeś ją do Chrystusa”. I tam ona była - najpiękniejsza istota z kobiet, na jaką kiedykolwiek patrzyłem. I powiedziałem: „Nic dziwnego, że ona mówiła: Drogi bracie'„. Rozumiecie? Ona się już nigdy więcej nie może zmienić. Ona jest taką na całą wieczność. Ja powiedziałem: „Pragnę zobaczyć Jezusa!” Było mi powiedziane: „On znajduje się wyżej. Pewnego dnia On przyjdzie i ty będziesz sądzony na podstawie Ewangelii, którą głosiłeś, ponieważ ty byłeś liderem”. Ja zapytałem: „Otóż, czy Paweł musi być sądzony przez jego tłum?” On odrzekł: „Tak”. Więc ja rzekłem: „Ja głosiłem tą samą Ewangelię, którą on głosił. Zwiastowałem ją dokładnie tak, jak on ją zwiastował”. A miliony głosów krzyczały: „My na tym polegamy”.
13
Potem stała się dziwna rzecz. Dawniej miałem małego wierzchowca i nazywałem go Prince. I jak bardzo kochałem tego małego konia. Każdego rana objeżdżałem na nim moje sidła, zanim szedłem do szkoły. I ujrzałem tego małego wierzchowca podchodzącego do mnie, i on położył swoją głowę na moim ramieniu, i zarżał. Poklepałem go po szyi. Powiedziałem: „Prince, wiedziałem, że ty będziesz tutaj”. Poczułem, że coś liże moją dłoń. Był to mój stary pies na kuny. Odprowadzał mnie do szkoły, przynosił mi odzienie, chodził ze mną na polowanie. Powiedziałem: „Prince, czy Fritz, wiedziałem, że ty również będziesz tutaj”. A potem odczułem, że coś się dzieje. Powracałem.
14
Było to opublikowane w „Głosie” chrześcijańskich biznesmenów. A pewien kaznodzieja napisał mi niedawno, on powiedział: „Cenię sobie tę wizję, bracie Branham. Brzmiało to wszystko bardzo dobrze, dopóki nie uczyniłeś wzmianki o koniach. Niebo jest zgotowane dla ludzkich istot. W niebie nie ma takiej rzeczy, jak konie”. „Otóż” - odrzekłem - odpowiedziałem mu: „Bracie, ja wcale nie mówiłem, że byłem w niebie. Zapytałem się tam, gdzie jest Jezus, a On był jeszcze wyżej”. Dalej rzekłem: „Lecz gdyby ci to trochę pomogło - w księdze Objawienia jest powiedziane, że kiedy Jezus opuścił Niebiosa niebios, On jechał na białym koniu, a całe zastępy niebiańskie jechały za Nim na białych koniach. Rozumiesz?...?... Więc one zstępowały z Niebios nieba”.
15
I czułem się tak dobrze z powodu jednej rzeczy - kiedy zacząłem wracać, On mi powiedział: „Wszystkich, których kiedykolwiek miłowałeś i wszystkich, którzy kiedykolwiek miłowali ciebie, Bóg dał tobie”. Pewnego świetlanego dnia tam po drugiej stronie będzie to inne. Ja po prostu nie mogę... Nie możecie pozwolić na to, słuchacze, abyście ominęli to miejsce. Nie pozwólcie na to. Cokolwiek czynicie, zróbcie... Nie bójcie się. Nie trzeba się wcale obawiać. Nie ma się czego bać. O, kiedy pomyślałem, że muszę powracać, zasmuciło mnie to. „Czy będę musiał znowu powrócić? Czy będę musiał powrócić do tego, czego się bałem?” Rozumiecie? Potem, kiedy wejdziemy do zmartwychwstałego ciała, będziemy jeść i pić. Oni nie jedli, ani nie pili. Nie mieli potrzeby spożywania pokarmu i picia. Oni nigdzie nie szli i oni nie byli zmęczeni. To było po prostu... Nie mam słowa, którym mógłbym się posłużyć. Było to doskonałe - to nie wyraża tego całkiem. Było to coś ponad to, co my nazywamy doskonałym. Oni tam właśnie przybyli - o to chodziło - na to miejsce, i to było cudowne.
16
Więc - o, słuchajcie, przyjaciele. Myślę, że jestem przy zdrowych zmysłach i ja - wiem, że to brzmi dziwnie. Lecz nigdy nie potrafiłem ani nie próbowałem wyjaśnić ludziom tych spraw. Wiele rzeczy, które są... To jest ponad wszelkie wyjaśnianie. I tylko wprowadzicie ludzi w zamieszanie. Lecz gdybym to potrafił, a odczuwałem, że tak trzeba uczynić, byłoby to alarmujące. Lecz zwróćcie na to uwagę. Ja to mówię. Nie bójcie się. Śmierć jest po prostu strachem, próbującym was powstrzymać od czegoś. Moi drodzy, jest to tak chwalebne. Przewyższa to wszystko, co sobie potraficie pomyśleć. Nic dziwnego, że Biblia mówi: „Czego oko nie widziało i czego ucho nie słyszało i co na serce ludzkie nie wstąpiło, to nagotował Bóg dla tych, którzy Go miłują”. O, tylko spójrzcie poza kurtynę czasu. Od tego czasu staram się jeszcze bardziej niż kiedykolwiek przedtem w moim życiu pozyskiwać ludzi dla Chrystusa. Nie możecie sobie pozwolić na to, abyście to zaprzepaścili. Nie przegapcie tego. Upewnijcie się, że jesteście w porządku z Bogiem, a wszystkie rzeczy będą w porządku.
17
Otóż, mam tutaj zapisanych kilka notatek i myślałem, że będę głosił trochę dzisiaj wieczorem w oparciu o nie. I myślę, że jutro wieczorem będziemy na północ stąd, około dwudziestu mil stąd lub więcej - Mesa - myślę, że to jest Mesa. Czy tak? Mesa - Mesa... A potem, następnego wieczora w Tempe; Tempe. I ja - mam plan podróży tutaj w mojej kieszeni - z tego dokumentu, który mi dał brat Williams, lecz byłem dość zajęty. Po prostu tego jeszcze nie przeglądnąłem. Billy po prostu przychodzi i zabiera mnie i mówi: „Jedziemy tam-a-tam i tam-a-tam, i wnet wyruszamy”. I kiedy przyjadę tutaj, to on próbuje mnie udławić.
18
Otóż, czy wszyscy czują się naprawdę religijnie? Powiedzcie „Amen”, jeżeli się tak czujecie. To jest naprawdę dobre. To fajne. Pochylmy teraz nasze głowy, jak już uczyniliśmy, a tak samo nasze małe zmysły humoru i wyrażania się. Jesteśmy dziećmi i zbieramy się i rozmawiamy jako dzieci, i my... Nawet Bóg ma poczucie humoru, wiecie. Więc pochylmy nasze głowy teraz i módlmy się do Niego, zanim będziemy czytać Jego Słowo. Kiedy mamy pochylone nasze głowy, czy są tutaj tacy, którzy mają prośbę o modlitwę? Oznajmijcie to przez podniesienie swoich rąk. Niech was Bóg błogosławi. Skłońmy teraz nasze głowy.
19
Nasz Niebiański Ojcze, my przychodzimy do Twojej Obecności teraz, kiedy pochylamy nasze głowy i nasze serca w pokorze. Przybliżamy się we wierze ponad księżyc i gwiazdy do tronu Bożego w Imieniu Pana Jezusa, bo jesteśmy pewni, że jeśli przychodzimy w Jego Imieniu, to Ty nas wysłuchasz. Będziemy przyjęci do Twojej Obecności przez Jego Imię. I jaki to jest przywilej, kiedy wiemy, że jesteśmy przyjęci do Obecności Bożej dzięki Imieniu Jezus Chrystus. A On nam powiedział, Ojcze, że o cokolwiek prosilibyśmy w Jego Imieniu, to Ty w Twojej obfitości miłosierdzia i łaski wybaczysz nasze grzechy i dasz nam nasze pragnienie. Ojcze, tak bardzo cieszymy się z tego. Nie ma żadnej innej rzeczy, o której moglibyśmy pomyśleć, która byłaby większym przywilejem, niż mieć ten przywilej. Dla nas obywateli Ameryki byłoby wielkim przywilejem podejść do naszego prezydenta. Musielibyśmy jednak przebrnąć przez wiele rzeczy, aby móc podejść do prezydenta tylko na krótką chwilę czasu - aby mu zająć chwileczkę z jego bardzo zajętego planu. Musielibyśmy przejść przez urzędy, musielibyśmy przechodzić różnymi drogami, musielibyśmy jasno oznajmić nasze powody, i musieli by nas przeegzaminować, zanim byłby nam dany ten przywilej.
20
Lecz kiedy pomyślimy o tym, że Bóg, Stwórca niebios i ziemi czeka na nas, abyśmy się przybliżyli - my, niegodni grzesznicy. On czeka, żebyśmy przyszli w Imieniu Pana Jezusa i zapewnia nas, że nam będzie dane to, o co prosimy, jeżeli tylko wierzymy - że nam to będzie dane. Potem będziemy bacznie zwracać uwagę na nasze prośby i wiemy, że nie mówilibyśmy głupio czy nie prosilibyśmy głupio. A jeśli tak uczyniliśmy, modlimy się, żebyś nam Ty wybaczył, Panie. Modlimy się dzisiaj wieczorem o łaskę dla każdej z tych rąk, które były podniesione. Niechby im były dane ich prośby, Panie. Niechby czuli tą pewność w swoich sercach w tej chwili, że kiedy jesteśmy w Twojej Obecności, to... Kiedy otworzymy nasze oczy i podniesiemy nasze głowy z tego prochu, z którego Ty nas ukształtowałeś, obyśmy odczuwali tą zakotwiczoną pewność, że nam było dane to, o co prosiliśmy.
21
Chcielibyśmy prosić za tymi, Panie, którzy są być może w tym budynku dzisiaj wieczorem, którzy jeszcze nie weszli do Twej Obecności w modlitwie, by prosić o wybaczenie grzechów. Niechby to był ten wieczór, w którym coś będzie powiedziane albo coś zostanie uczynione, albo Duch Święty uczyni coś, co sprawi, że ich serca zadrżą i poproszą o tą przebaczającą łaskę. Uzdrów chorych, Panie. Modlimy się, żebyś im Ty dał tą pewność dzisiaj wieczorem, że modlimy się modlitwą wiary i ona uzdrowi chorych. Bowiem moglibyśmy powiedzieć i dodać, że to jest TAK MÓWI PAN, bo to jest napisane w Słowie Pańskim.
22
Zatem, Ojcze, modlimy się, abyś Ty pobłogosławił te krótkie uwagi, które były przedłożone dzisiaj tutaj do Twego Słowa. Zaczerpnij z tego czytanego tekstu kontekst dla każdego serca. A gdyby to zawiodło w jakiś sposób, Panie, i minęło namaszczenie Ducha Świętego, niech On z Bożej łaski idzie razem z tym Słowem i umieści to w tym sercu, gdzie to powinno być. I obyśmy dziś wieczorem zobaczyli rękę Wszechmogącego, wyciągniętą poprzez ten budynek i dokonującą rzeczy, które by były nadzwyczaj obfite i przewyższające wszystko, co moglibyśmy uczynić lub pomyśleć. Kiedy odejdziemy stąd dzisiaj wieczorem i udamy się do naszych domów, obyśmy mogli powiedzieć jak ci, którzy szli do Emaus: „Czy nasze serca nie pałały w nas, kiedy On rozmawiał z nami w drodze” - bowiem prosimy o to w Jego Imieniu. Amen.
23
Otóż, wielu słuchaczy notuje sobie trochę tekst, którym posługuje się kaznodzieja. Więc chciałbym - jeżeli to chcecie wiedzieć - chciałbym czytać dwa fragmenty w Piśmie Świętym. Mianowicie 1. Mojżeszowa, 22. rozdział - tam przejdziemy najpierw i będziemy go czytać, a potem w ew. Jana 12, 32. będziemy czytać drugi fragment z Pisma Świętego. Zatem - w ew. Jana... W 1. Mojżeszowej
rozpoczniemy 7. wersetem z 22. rozdziału.
I rzekł Izaak do Abrahama, ojca swego, mówiąc: Ojcze mój! A on odpowiedział: Otom ja, synu mój. I rzekł Izaak: Oto ogień i drwa, a gdzież baranek na ofiarę paloną?
Odpowiedział Abraham: Bóg sobie obmyśli baranka na ofiarę paloną, synu mój; i szli obaj pospołu.
A teraz w ew. Jana 12, 32. - czytamy te słowa, wypowiedziane ustami naszego Pana:
A Ja jeśli będę podwyższony od ziemi, pociągnę wszystkich do siebie.
A więc tematem, który pragnę zaczerpnąć z tych miejsc Pisma, jest: „Przyjęcie Bożej obmyślanej drogi dla czasu końca”. Pozwólcie, że to zacytuję jeszcze raz - z powodu taśm. Myślę, że nagrywają te poselstwa na taśmy. A na taśmach, które mamy do dyspozycji, jest około pięciuset tekstów, na podstawie których głosiłem. Mają tam już coś podobnego do tego, lecz nie dokładnie ten temat: „Przyjęcie Bożej obmyślanej drogi w czasie końca”.
24
Wy wiecie, że istnieje wiele dróg, które ludzie obierają, lecz naprawdę są tylko dwie drogi, którymi człowiek może iść. Jest to właściwa droga i zła droga. I my wszyscy dzisiaj wieczorem tutaj jesteśmy na jednej z tych dróg - na właściwej drodze albo na złej drodze. Nie ma drogi pośredniej. Jezus powiedział: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” - to znaczy temu światu. Albo postępujemy właściwie, albo źle. A zatem, jeżeli tylko zejdziemy z naszej własnej drogi - to jest jedyny sposób, jak możemy wejść na drogę Bożą. A Bóg zatroszczył się o przygotowaną drogę dla każdego. On jest tą obmyślaną drogą. A wpadamy w kłopoty dlatego, że nie idziemy tą właśnie drogą, ale wtrącamy do niej nasze własne drogi. I to jest powodem wypaczenia. A wszystko, co jest wypaczone, na tym nie można polegać. Zatem, Bóg ma drogę. Przypatrzmy się więc niektórym z Jego dróg.
25
Weźmy coś w przyrodzie, ponieważ przyroda była moją pierwszą Biblią. Ja wiem, że Bóg jest Stworzycielem i On stworzył przyrodę. A On żyje w Swoim stworzeniu w przyrodzie. Weźmy na przykład drzewo. Właśnie przed kilku chwilami zatrzymałem się pod jednym z nich tam na zewnątrz, względnie Billy zatrzymał samochód, a na tym drzewie były gałęzie. I zauważyłem, że liście opada. Otóż, nigdy nie potrafiliśmy, ani nigdy nie uda nam się znaleźć lepszego sposobu, w jaki drzewo mogłoby ukryć swoje życie w czasie zimy, niż Bożą przygotowaną drogę dla niego, jak ukryć swoje życie. Otóż, co gdybyśmy próbowali sfabrykować jakiś inny sposób, niż doskonały, obmyślany dla tego drzewa sposób?
26
Co gdyby w każdym sierpniu albo we wrześniu w kraju - szczególnie tam, skąd ja pochodzę - na północy... Gdybyśmy musieli wejść do sadu jabłoni i wziąć jakieś urządzenie, i podpiąć je do jabłoni mniej więcej w sierpniu, kiedy jabłka są już dojrzałe, i wyciągnąć życie z tego drzewa, i zabrać je do dobrego, ciepłego pomieszczenia, i przechowywać je przez całą zimę - to życie - sok tego drzewa i umieścić go do dobrego, ciepłego zbiornika, i przechowywać go do wiosny, i na wiosnę przetoczyć go z powrotem do drzewa? Wy wiecie, że to by w ogóle nie zdało egzaminu. Nigdy by się to nie udało. Gdybyśmy to próbowali zrobić, uśmierciłoby to tylko to drzewo. Lecz Bóg ma sposób, jak zatroszczyć się o to życie w zimie. Bóg przygotował drogę. Wiedząc, że zima przyjdzie na to drzewo, On przygotował dla niego drogę. Nie tak dawno byłem - miałem ten przywilej przyprowadzić przez to siedemdziesięciopięcioletniego ateistę do Chrystusa.
27
Pan Wood, mój sąsiad... A on był z wyznania świadkiem Jehowy i miał chłopca, który był kaleką - miał swoją nogę podkurczoną pod siebie. A myślę, że jego żona należała do ruchu Andersona w Kościele Bożym. I oni się przeprowadzili do Louisville, Kentucky, gdzie mieszkali poza miastem w małej miejscowości Crestwood, odległej około trzydziestu mil z Louisville. A na nabożeństwie w tamtejszym audytorium, słuchacze widzieli dziewczynę, która miała jakąś chorobę, na skutek której zamieniała się w kredę czy w wapień. I ona - ta choroba sparaliżowała ją już wysoko ponad jej biodra i ona się nie poruszała już od kilku miesięcy. A zaczęło się to rozwijać od jej stóp. Pewnego wieczora modliłem się za nią i następnego dnia ona biegała do góry i w dół po schodach tak szybko, jak tylko potrafiła.
28
I pan Wood przyprowadził swego syna. Oczywiście on się wcale nie dostał na nabożeństwo. I zaraz potem zostałem zabrany za morze - udałem się tam w sprawach naszego Pana. A po powrocie miałem nabożeństwo tam na północy w Ohio i on przyprowadził tego chłopca imieniem Dawid. On siedział zupełnie w tyle, o, niemal o pół miejskiego bloku. A Duch Święty wszedł do środka i powiedział: „Dzisiaj wieczorem jest tutaj pewien człowiek. On i jego żona siedzą zupełnie w tyle audytorium”. Nie widziałem go nigdy w moim życiu. On powiedział: „Ten człowiek nazywa się Wood. On jest budowniczym. Ma chłopca kalekę, którego noga jest na skutek paraliżu dziecięcego podkurczona. Lecz TAK MÓWI PAN: ten chłopiec jest uzdrowiony”. Ten chłopiec, nie będąc przyzwyczajony do czegoś takiego, siedział tam przez chwilę. Za chwilkę jego matka rzekła: „Dawidzie, dlaczego nie próbujesz powstać?” A kiedy on powstał, jego noga była tak normalna jak ta druga.
29
Ten człowiek sprzedał swoje przedsiębiorstwo i przeprowadził się tutaj; jest moim najbliższym sąsiadem. I ach, on jest takim miłym bratem. Niedawno rankiem, kiedy się dowiedział, że wyjeżdżam stąd na dłuższy czas, on - było to o brzasku dnia, kiedy wyjeżdżałem z domu, i on tam stał na ulicy jako autostopowicz i wołał, ponieważ chciał pojechać ze mną. I on mnie objął i ruszyliśmy ulicą w dół. Taki cudowny brat. Stałsię moim zażyłym przyjacielem.
30
Przed około trzema laty byliśmy na południu w Kentucky i łowiliśmy wiewiórki. A była poważna susza. I teraz - jeżeli ktoś z was wschodnich ludzi wie, co to jest szara wiewiórka - Houdini jest żółtodziobem w umiejętności uciekania w porównaniu z nią, kiedy jest przestraszona. Ja je lubię łowić; więc polowaliśmy na nie strzelbą .22. A kiedy polowaliśmy - byłem tam na wakacjach około dwa tygodnie i obozowaliśmy pod gołym niebem. Było bardzo sucho i człowiek szedł po prostu przez las i tylko nadepnął na listek, a ta mała wiewiórka... O, moi drodzy. Fiuu i już jej nie było widać. Ona uciekła.
31
Więc brat Wood powiedział: „Bracie Branham, znam tutaj pewien teren, na którym są głębokie jary”. Ilu z was wie, co to jest jar? Hm, z której części Kentucky jesteście? Tak właśnie nazywają to tam na południu w Kentucky. Myślę, że tutaj nazywacie to kanionem, czy tak jakoś - woda przepływa tym głębokim jarem. A kiedy człowiek zejdzie do takiego głębokiego jaru, tam jest ciągle wilgotno i można tam iść nie robiąc hałasu. On rzekł: „Lecz ten stary człowiek jest ateistą i ach, on nienawidzi kaznodziejów”. A ja byłem przedtem w tym kraju tylko raz, a mianowicie na nabożeństwie. Powiedziałem więc: „W porządku. Czy ty się z nim znasz?” On odrzekł: „On zna bardzo dobrze mego ojca”. Powiedziałem: „Chodźmy i zapytajmy się go, bo tutaj marnujemy tylko czas”.
32
I ruszyliśmy tam jego małym samochodem terenowym i jechaliśmy pod górę i w dół przez lasy i wzgórza. I ach, moi drodzy. W końcu dotarliśmy do małej miejscowości. A byli tam dwaj starzy mężczyźni, siedzący pod jabłonią. Było to około 20. sierpnia. A więc on wysiadł z samochodu, podszedł do nich i rzekł: „Nazywam się Wood”. Powiedział: „Jestem Banks Wood”. Dalej rzekł: „Chciałbym się zapytać, czy moglibyśmy polować na twoim terenie”. On odrzekł: „Czy jesteś synem Jim Wood'a?” Otóż, jego ojciec jest wykładowcą u świadków Jehowy, względnie nim był. I cała jego rodzina przyszła do Chrystusa, każdy z nich na podstawie wizji, każdemu z nich było powiedziane dokładnie, co się będzie dziać. I wypełniło się to dokładnie w ten sposób. O, jak bardzo bym sobie życzył, abym mógł zatrzymać i opowiedzieć wam po prostu dzieje tej rodziny - jak oni przyszli do Chrystusa - każde z tych dzieci jest obecnie w Królestwie Bożym i jest ochrzczone Duchem Świętym.
33
A zatem - kiedy Go Banks przyjął, jego - cała jego rodzina wyklęła go. Na tym się skończyło. On był wygnańcem. Lecz jeden po drugim, każdy z nich wpadł do niego na krótko, by się pozdrowić, a Duch Święty uchwycił ich i powiedział im pewne sprawy i potem oni przyszli do Chrystusa. I oni szli i powiedzieli o tym komuś innemu, a ten poszedł i powiedział znowu innemu, i on też przyszedł do Chrystusa. I w ten sposób cała rodzina przyszła do Chrystusa.
34
A więc kiedy wysiedliśmy z... On wysiadł z samochodu i zagadnął tego starca, a on zapytał: „Czy jesteś synem Jim Wood'a?” On odrzekł: „Tak”. On powiedział: „Jim Wood jest uczciwym człowiekiem. Tak jest. Proszę bardzo, poluj gdzie tylko chcesz”. On odrzekł: „Dziękuję ci”. Dalej rzekł: „Przywiozłem ze sobą mego pastora”. On powiedział: „Wood, chyba mi nie chcesz powiedzieć, iż tak upadłeś, że musisz wozić ze sobą kaznodzieję, gdziekolwiek się udajesz?”
35
Pomyślałem sobie, że pora na mnie, abym wysiadł. Wysiadłem więc z samochodu i podszedłem do nich. O rety! Wy bracia też polujecie. Moi towarzysze na polowaniach - wiem, że jesteście tutaj. Jaki byłem popryskany krwią i zabrudzony, a wąsy miałem ot tak długie, wiecie, nie mogłem się wykąpać już dwa tygodnie, i ach... Wysiadłem więc z samochodu i powoli szedłem ku nim. On badał mnie wzrokiem od góry w dół dwu lub trzykrotnie. Sądzę, że sobie pomyślał: „Jakiś kaznodzieja”. Powiedziałem: „Dzień dobry”. A on odrzekł: „Dzień dobry”. A pan Wood chciał mnie przedstawić jako swego pastora i zaczął... Zanim to zdążył zrobić, ten stary człowiek powiedział: „Otóż” - rzekł - „Mówię ci to bez ogródek”. On powiedział: „Ja jestem - podobno jestem ateistą. Nie znoszę was zbytnio, młodzieńcy, którzy się nazywacie kaznodziejami”. Ja odrzekłem: „Tak jest. W porządku”. Dalej rzekłem: „To zależy od opinii”. A on powiedział: „Hm, wiesz, ja jestem ateistą”. Ja powiedziałem: „Nie sądzę, że to byłoby warte chlubienia się. Czy nie myślisz?” On odrzekł: „Otóż, uważam, że nie”. A więc ja powiedziałem... pomyślałem w moim sercu: „Panie, jeżeli mi kiedykolwiek pomogłeś, to pomóż mi teraz”. Ten drugi stary mężczyzna siedzący tam, nie powiedział ani słowa; był w kapeluszu z połową ronda zagiętą w dół (nie wiem, czy wiecie, jak taki kapelusz wygląda) obszytym podwójną kokardką, wiecie. A więc oni sobie tam tylko tak siedzieli na chwilę. A on powiedział: „Czy wiesz, co mam przeciwko wam, kaznodziejom? Wy ujadacie na niewłaściwe drzewo”. Ilu z was wie, co to znaczy „ujadać na niewłaściwe drzewo”? To określa kłamiącego psa, wiecie, który ujada na niewłaściwe drzewo. Zwierzyna już z niego uciekła. Na tym drzewie nie ma niczego. Więc on rzekł: „Wy kaznodzieje ujadacie na niewłaściwe drzewo”. Tam w górze nie ma niczego - innymi słowy. Wy mówicie o Bogu, a nie ma takiej rzeczy jak Bóg„. „Otóż” - powiedziałem - „My temu oczywiście wierzymy”. On odrzekł: „Hm, ty może wierzysz, lecz ja nie”. A ja odrzekłem: „Dobrze, to jest w porządku”.
36
A on powiedział: „Czy widzisz ten stary komin tam na tym wzgórzu?” Ja odrzekłem: „Tak jest”. On mówił dalej: „Ja się tam urodziłem”. I powiedział: „Mój tata zbudował ten dom tutaj. Przeprowadziliśmy się tutaj na dół, kiedy miałem około szesnastu lat. Po śmierci mojego ojca ja zająłem ten dom. Wychowałem tutaj moją rodzinę. Jestem tutaj już siedemdziesiąt sześć (czy siedemdziesiąt osiem, lub coś podobnego) lat”. Dalej mówił: „Każdego dnia patrzyłem się do nieba, przepatrywałem te lasy, przepatrywałem tę ziemię, ale nigdy nie zobaczyłem czegoś, co by wyglądało jak Bóg”. Ja odrzekłem: „Hm, to bardzo źle”. A on odrzekł: „Dlatego właśnie uważam, że wy, kaznodzieje, ujadacie na niewłaściwe drzewo”. Ja odrzekłem: „Tak jest”. A potem się coś wydarzyło. Spojrzałem do góry na jabłoń. Spojrzałem na dół, a pod nią leżały jabłka. Zapytałem: „Nie masz nic przeciwko temu, jeżeli sobie wezmę jedno z tych jabłek?” On odrzekł: „Proszę bardzo. I tak pożerają je żółte żakiety”. Jestem pewien, że wiecie, co to są żółte żakiety (szerszenie). Schyliłem się więc i wziąłem do ręki jedno z tych jabłek, i otarłem je o nogawkę moich spodni, wiecie. Ugryzłem kawałek z niego i powiedziałem: „To jest wyśmienite jabłko”. On odrzekł: „Tak, to dobre jabłko”. Ja zapytałem: „Ile lat ma to drzewo?” On powiedział: „Ja je tutaj zasadziłem. Zaraz - ono ma czterdzieści siedem, czterdzieści osiem lat; coś koło tego”. On powiedział: „Zasadziłem je jako malutką odrośl”. Powiedział: „Przesadziłem je tutaj skądś, z innego miejsca. Przyniosłem je tutaj”. Ja odrzekłem: „Tak jest”. Dalej rzekłem: „Czy ono rodzi w każdym roku?” „Każdego roku rodzi fajne jabłka”. Powiedział: „Konserwujemy do słoi dużą ilość jabłek z niego”. A ja rzekłem: „Otóż, to jest wspaniałe. Cieszę się, że to słyszę”. I dalej rzekłem: „Wiesz, mamy dopiero 15. sierpnia”. I powiedziałem: „Ono jest dziewięćdziesiąt procent czasu w cieniu, niemal przez cały czas. Dziwna rzecz, że wszystkie listki opadają z tego drzewa, a nie mieliśmy jeszcze mrozu”. A on rzekł: „O, to jest - to dlatego, że jego soki zeszły w dół do korzeni”. „O” - powiedziałem - „czy tak jest naprawdę?” On odrzekł: „Tak”. Ja powiedziałem: „Soki powracają do korzeni? Dlaczego?” On powiedział: „Otóż, gdyby pozostały tam na górze, to zima by je uśmierciła”. Ja rzekłem: „Uśmierciła co?” On odrzekł: „To drzewo. Zarodek jego życia jest w tych sokach i on schodzi w dół i ukrywa się tam w korzeniach”. Ja rzekłem: „O!” Rzekłem: „Nuże, to jest... Coś takiego!” On odrzekł: „Otóż, to nic niezwykłego”. A ja powiedziałem: „Nie, nie. To jest po prostu dzieło przyrody”.
37
On powiedział: „Wiesz, chcę ci coś powiedzieć”. Dalej rzekł: „Zanim odjedziesz, chciałbym coś powiedzieć. Mianowicie słyszałem o jednym kaznodziei pewnego razu, którego chciałbym jeszcze słuchać. Jeżeli on kiedykolwiek przyjedzie do naszego kraju, chcę go słuchać”. Ja rzekłem: „O! To jest miłe”. Powiedziałem... On powiedział: „On był przed dwoma laty tutaj w Acton na kampanii ewangelizacyjnej u metodystów - na ich uroczystości - tam w obozie metodystycznym”. A Banks spojrzał... Odwróciłem się do Banksa - ja... Był to... (To jest brat Wood.) Powiedziałem... A on powiedział: „Zapomniałem teraz, jak nazywał się ten człowiek”. Dalej mówił: „Wiesz, on nigdy przedtem nie był w tym kraju”. I mówił: „Pewna stara pani żyje tutaj na wzgórzu, o milę dalej na wzgórzu. Ona umierała na raka. I zawieziono ją do Louisville sto dwadzieścia mil stąd i tam lekarze otworzyli ją. A cały jej żołądek i jej kiszki były zupełnie przerośnięte rakiem. I oni nie mogli nic dla niej uczynić”. On powiedział: „Potem zeszyli ją i przywieziono ją z powrotem. Chodziliśmy tam każdego dnia, ja i moja żona. I nie mogli jej już więcej podnosić; musieliśmy tylko przeciągnąć pod nią prześcieradło i tak zmieniać jej łóżko”. I powiedział: „Chodziliśmy tam przez kilka tygodni. On spodziewał się po prostu każdej nocy, że ona niebawem umrze”. I powiedział: „Jej siostra żyje dalej, nad innym potokiem (Wiecie, w ten sposób to tam określają. To nie jest droga; jest to potok.) - tam nad innym potokiem”.
38
Usłyszałem, że ktoś się śmieje. Jest tutaj po prostu dużo ludzi z Kentucky. Tak, poza... Otóż, ja się urodziłem nad Little Rennix, czy jak to nazywają - tam na południu. Mój dziadek żył nad Big Rennix, który wpada do Bumshell. Rzeka Bumshell przychodzi w dół do Little Rennix, płynie dalej na dół koło Casey's Fork i wpada prosto do rzeki Cumberland. Otóż, to jest tuż po drugiej stronie Green Briar Ridge. Tam właśnie urodziła się moja matka - na Green Briar Ridge.
39
A on powiedział: „Ta niewiasta mieszkała w innej miejscowości”. I powiedział: „Jest to około dwudziestu mil stąd. I ona przyszła owego wieczora i siedziała zupełnie w tyle na terenie tego obozu”. Dalej rzekł: „Ten kaznodzieja... Kiedy on był na podium, modlił się za chorych ludzi”. Dalej rzekł: „On mówił ludziom, kim oni są i wszystko odnośnie tego”. Dalej mówił: „Ta niewiasta przybyła tam późno i nie miała tej karty, które tam rozdawano”. I powiedział: „Ten kaznodzieja zwrócił się do niej i powiedział jej... Powiedział: Ty wiesz, ty, pani siedząca tam w tyle, ty się nazywasz Tak-i-tak. A dzisiaj wieczorem, kiedy odjedziesz do domu, weź małą chusteczkę, która jest w twojej kieszeni i ma na swoim rogu niebieską figurkę.' Dalej powiedział: Ty masz siostrę, która się nazywa Tak-i-tak'. I powiedział: Ona umiera na raka żołądka'. Widziałem to właśnie w wizji. Nuże, weź tę chusteczkę i idź i połóż ją na nią, i TAK MÓWI PAN: Ona zostanie uzdrowiona'„. On powiedział: „I ta pani... Owego wieczora usłyszeliśmy okropny hałas tam na wzgórzu. Pomyślałem sobie, że tam mają Armię Zbawienia” - powiedział on - „około północy. Pomyśleliśmy sobie, że ta stara pani zmarła”. I on powiedział: „Czy wiesz co? Udałem się tam razem z moją żoną następnego dnia, by zobaczyć, czym moglibyśmy ich pocieszyć - wcześnie rano. A ona tam siedziała przy stole z garnkiem kawy - właśnie nalewała kawę i razem z jej mężem spożywali półksiężycowe jabłkowe kołacze na śniadanie”. Otóż, to...
40
Ilu z was wie, co to są półksiężycowe jabłkowe kołacze? Wiecie, czuję się obecnie jak w domu. To było po prostu... Ja je lubię, a lubię je polać syropem z prosa cukrowego. W całej waszej miejscowości starałem się kupić ten syrop. A kiedy tutaj znowu przyjadę, przywiozę sobie po prostu wiaderko tego syropu, ponieważ nie mogę sobie dać rady bez niego. I wy wiecie, ja go używam w dużej ilości, ponieważ jestem poniekąd baptystą, wiecie. Ja nie jestem zwolennikiem pokrapiania tych kołaczy, po prostu chrzczę je całe - naprawdę porządnie. I ja...Więc polewam je obficie tym syropem. Zatem, on wtedy powiedział: „Ona je jadła”. Ja odrzekłem: „Czy tak było naprawdę? Chyba nie mówisz na serio”. „Otóż” - powiedział on - „udaj się tam zaraz i przekonaj się”. Rzekł: „Było to przed dwoma laty”. I powiedział: „Ona nie tylko wykonuje swoją własną pracę, ale również pracę sąsiadki”. Widzicie, teraz on głosił mi. Wiecie, moja mama mawiała mi: „Daj krowie dość długi powróz, a ona się sama powiesi”. Więc to jest mniej więcej prawdą. On się sam poprzez to usidlił, kiedy powiedział: „Idź tam na wzgórze i popatrz”. Ja powiedziałem: „Nuże, popatrz pan. Pan mi chce powiedzieć, że lekarze otworzyli tą kobietę i stwierdzili, że ma raka?” „To się zgadza”. I ja powiedziałem: „I zaszyli ją z powrotem? A potem mi chcesz powiedzieć, że tamten mężczyzna oddalony piętnaście mil stąd widział tę kobietę i powiedział dokładnie, co się stanie, kiedy położą na nią tę chusteczkę? I ta kobieta wyzdrowiała z tej choroby raka?” On odrzekł: „Idź zaraz tam na wzgórze. Ja ci powiem, jak się tam dostaniesz”. Ja odrzekłem: „Nie, nie. Ja wierzę twoim słowom”. Powiedziałem: „Przyjmuję twoje słowa”. Powiedziałem: „Tak jest. Tak”.
41
Ja jadłem to jabłko, wiecie, przez cały czas - żułem je. Powiedziałem: „To jest fajne jabłko”. Dalej powiedziałem: „Pragnę ci zadać pytanie. Co sprawiło, że ta miazga zeszła w dół w tym drzewie i weszła do korzeni?” „Patrz” - powiedział on - „ona tak musi uczynić, żeby zachować jego życie w czasie zimy”. Ja powiedziałem: „Czy następnej wiosny wraca z powrotem i przynosi ci kolejny plon jabłek?” „Tak jest”. I ja rzekłem: „Chcę ci teraz zadać pytanie. Jaka inteligencja pędzi tę miazgę... Patrz, jest jesień. Miazga schodzi w dół do korzeni i ukrywa się. Gdyby się tak nie stało, to zima uśmierciłaby to drzewo. Ona wraca do korzeni i pozostaje tam aż do wiosny. A potem, kiedy się ogrzeje i nastaje właściwa pora, miazga powraca do góry i wydaje kolejny zbiór jabłek dla człowieka. Otóż, ty wiesz, że to jest życie roślinne. Ono nie ma swej własnej inteligencji. Powiedz mi zatem, jaka inteligencja posyła to życie na dół do korzeni tego drzewa? Ono nie ma swojej własnej inteligencji”. On powiedział: „To jest po prostu przyroda”. Ja powiedziałem: „Weź zatem to wiadro wody i postaw je na tamtym drewnianym słupku, a zobaczymy, czy przyroda pośle tę wodę na dół w jesieni, a przyprowadzi ją z powrotem na wiosnę. Rozumiesz? Absolutnie nie. Co to jest?”
42
Zatrzymajmy się teraz na chwilę. Jest to Boża przygotowana droga. Ona działa tylko w ten sposób, w jaki Bóg zatroszczył się o to. Cichy głos mówi: „Zejdź w dół do korzeni” i miazga schodzi. Otóż, ona to czyni bez żadnej inteligencji. Co powinniśmy czynić my, kiedy ten sam Bóg mówi do nas? My... Lecz my mamy prawo odrzucić to albo przyjąć. A w większości wypadków odrzucamy to. Drzewo nie może tego odrzucić. Ono zna tylko jedną normalną procedurę: być posłusznym swemu mistrzowi. „Hm” - powiedział on - „nigdy przedtem o tym nie rozmyślałem”. A ja powiedziałem: „Powiem ci coś. Rozmyślaj o tym przez długi czas, kiedy my pójdziemy na polowanie. A kiedy powrócę, powiesz mi, co to jest - co mówi tej miazdze w drzewie, aby zeszła do korzeni i pozostała tam w czasie zimy i powróciła następnej wiosny. Kiedy stwierdzisz, która inteligencja tym kieruje - tym życiem drzewa i mówi: Zejdź w dół do korzeni i wróć do góry', to ja ci powiem, że to jest ta sama Inteligencja, która powiedziała mi, by ta niewiasta tam poszła i włożyła tę chusteczkę na t” kobietę, a ona zostanie uzdrowiona„. On rzekł: „Powiedziała tobie?!” A ja powiedziałem: „Tak jest”. Powiedziałem: „Jak się nazywał ten człowiek? Czy sobie przypominasz?” On odrzekł: „Nie mogę sobie przypomnieć”. Ja rzekłem: „Czy to nie był Branham?” On odrzekł: „Tak jest”. Ja rzekłem: „Ja jestem bratem Branhamem”. I tam na tym miejscu on powstał i chwycił mnie za ręce. Powiedział: „Nareszcie zrozumiewam, co mi chcesz powiedzieć”. I przyprowadziłem go do Chrystusa.
43
Ubiegłego roku byłem tam znowu. On już odszedł do Pana. To jest łaska Boża. Siedziała tam jego żona pod drzewem i obierała jabłka z tego samego drzewa. Podszedłem do niej i zapytałem: „Czy mogę iść tutaj na polowanie?” Ona odrzekła: „My nie pozwalamy na żadne polowanie”. Ja rzekłem: „O, przepraszam”. Ja - dalej rzekłem: „Ja myślałem, że mam pozwolenie”. Ona rzekła: „Od kogo otrzymałeś pozwolenie?” Ja odrzekłem: „Od twego męża”. A ona powiedziała: „Mój mąż zmarł”. Ja powiedziałem: „Właśnie niedawno zmarł, nieprawdaż?” Ona odrzekła: „Tak. On nigdy nie dawał ludziom pozwolenia”. Ja powiedziałem: „Tam pod tą jabłonią... Ubiegłego roku byłem tutaj i rozmawialiśmy o tym drzewie”. Ona zapytała: „Czy jesteś bratem Branhamem?” Ja powiedziałem: „Tak”. Ona puściła swoją miskę z jabłkami na ziemię. Powiedziała: „Bracie Branham, on umarł w zwycięstwie Jezusa Chrystusa. To jego ostatnie świadectwo”.
44
O co tu chodzi? Po prostu dawać baczenie; nie uzasadnianie czegoś matematycznie albo dociekanie, jak się to dzieje, lecz po prostu jedna zwykła mała rzecz: dawać baczenie na Bożą przygotowaną drogę i trzymać się tej drogi. Widzicie, ta sama Inteligencja, która powiedziała temu niememu drzewu: „Zejdź w dół i ukryj swoje życie”, ta sama Inteligencja pokazała mi wizję o tej niewieście. A ona się tego uchwyciła. A on nie mógł zaprzeczyć ani jednej ani drugiej sprawie. Tam stało to drzewo, a tam była ta niewiasta. Amen. Widzicie - Boża przygotowana droga.
45
Tak samo nie znaleziono lepszego sposobu, jak kurczę mogłoby się wydostać ze skorupki jajka, niż wykłuć sobie dziobem drogę na zewnątrz. Nie ma żadnego lepszego sposobu. Nauka nie potrafiła wyprodukować czegoś innego. Jeśli rozbijecie skorupkę, by go wyjąć, to go uśmierci. Ono umrze. Ono musi wyjść Bożą przygotowaną drogą, aby mogło żyć. Amen. To sprawdza się również u ludzkich istot. Ono jest do tego odpowiednio wyposażone. Czy obserwowaliście kiedykolwiek małe kurczę, kiedy wydostaje się ze swej skorupki? Ono ma dodatkową małą łuskę na swoim dzióbku - mały biały skrobak. I ten malec w skorupce - kiedy zacznie wchodzić do niego życie, on zaczyna kiwać swoją małą główką. Co to czyni? Ten mały skrobak skrobie tę skorupkę i robi ją cienką. Kiedy jego życie jest coraz mocniejsze, on zaczyna uderzać tym skrobakiem w skorupkę. A kiedy wydostanie się ze skorupki, już go nie potrzebuje. Więc on mu po prostu odpada.
46
I ta mała łuska jest po prostu ochroną na przedzie jego dzióbka. Gdyby tak nie było, ono by miało zdeformowany dzióbek i nie mogłoby zbierać ziarnek dla siebie. O, moi drodzy. Boża obmyślana droga do zachowania życia, którą mu Bóg przygotował - po prostu sposób, jak się wydostać ze skorupki. Nie ma innego lepszego sposobu. Wszystko inne by go uśmierciło. Ono musi wyjść w przygotowany przez Boga sposób. Otóż, jeśli próbujecie sfabrykować jakiś inny sposób albo wymyślić jakiś sposób, to je uśmiercicie. Tak właśnie przedstawia się sprawa z chrześcijańskim kościołem dzisiaj. On próbował zaakceptować jakiś sfabrykowany sposób, zamiast przebijać swoją drogę do Królestwa Bożego. On to próbował w jakiś inny sposób, a to nie będzie funkcjonować. Wy uśmiercacie swego pacjenta. Uśmiercacie swoje dziecko - Boże dziecko, próbując sfabrykować jakiś sposób.
47
„O, głośne płakanie i krzyczenie nie jest przydatne do niczego. Nie trzeba tego wszystkiego i tamtego wszystkiego”. Ależ tak, to właśnie jest potrzebne! „Nie trzeba tego umierania”. Dopóki nie ma śmierci, nie może być urodzenia. Urodzenie przychodzi tylko dzięki śmierci. „Dopóki ziarno pszeniczne nie wpadnie do ziemi i nie umrze, ono samo zostaje”. Ono musi zbutwieć i ulec skażeniu. A potem z tego skażenia wykiełkuje życie. Nie będzie to funkcjonować w żaden inny sposób. Ono musi najpierw zbutwieć i ulec skażeniu. A tak samo musi się stać z nami: Musimy umrzeć samym sobie i być narodzeni na nowo z Ducha Bożego. Nie, ludzie nie wynaleźli żadnego lepszego sposobu, jak mogłoby kurczę wydostać się ze skorupki; ono musi sobie wykłuć dziobem swoją drogę. To jest Boża przygotowana droga dla niego i ono jest wyposażone do tego. Bóg by nie przygotował drogi nie zatroszczywszy się zarazem o narzędzie do tego. Więc On przygotował drogę i zatroszczył się o narzędzie dla kurczęcia, aby się mogło wydostać na wolność. Amen.
48
Otóż, nie wymyślono też jakiegoś lepszego pomysłu dla kaczek i gęsi, jak mają się przeprawić z północy na południe, niż zgromadzić się do odlotu i potem odlecieć w kierunku na południe. Nie ma innej drogi. Widzicie, zanim one odlecą na południe albo zanim odlecą z południa na północ, one się najpierw zgromadzają przed odlotem. Zanim one opuszczą swoje tereny lub domostwa, by polecieć do nowego domu, one się zbierają do odlotu. Pszczoły robią to samo. One się roją. Takie jest prawo przyrody. Co to jest? One mają przebudzenie. One się wszystkie roją i zlatują się razem. Nigdy w swoim życiu nie słyszeliście takiego szumu. A zanim my możemy opuścić ten nasz ziemski przybytek i pójść do nowego przybytku, musimy się zgromadzić - w przebudzeniu. O kiedy się znajdziesz w pobliżu grupy kaczek i gęsi - nigdy w swoim życiu nie słyszałeś tyle gęgania. Co one mają? Przebudzenie. One się gotują, by się wzbić w powietrze. Amen. Tego właśnie trzeba nam dzisiaj - zgromadzić się na przebudzenie; nie ma innej drogi, żadne członkostwo. Bóg nie liczy większości. On honoruje szczerość na Jego przygotowanej drodze.
49
Zatem, ludzie nie odkryli czegoś innego, co by zajęło jej miejsce. Nie może być lepszej drogi. Otóż, co gdyby na przykład naukowcy powiedzieli: „Biedne małe kaczki. My chcemy po prostu, żeby się już więcej nie zbierały do odlotu. I zarzucimy na nie sieć, nim się wzbiją do odlotu. I wpędzimy je do klatki na drób i przewieziemy je na południe”. To jest tak, jakbyście je wpędzili do jakiejś organizacji, czy czegoś podobnego, wiecie - wpędzając je gdzieś do klatki. Tak wozi się je na ubój. One wiedzą, że je wiozą na ubój, kiedy się dostaną do takiej klatki. Lecz kiedy lecą Bożą przygotowaną drogą, to znajdują się daleko od tego. Więc może nie powinienem był mówić tego w ten sposób. Nie chciałem tego powiedzieć jako oszczerstwo przeciw organizacji. Lecz wy wiecie, co mam na myśli. Być może to jest... O, tak nie można tego czynić. Nie możesz biegać do organizacji i zamknąć samego siebie w klatce, i mówić: „Ja jestem metodystą” albo „baptystą” lub gdziekolwiek. Nie o to chodzi. Nie, nie. Wy się musicie zgromadzić razem. To się zgadza. Musicie dojść do takiego stanu, że potraficie się przebić na wolność. Tamte - one się zlatują razem i dostają się do tej klatki. A kiedy się one... Kiedy je tam wpędzicie, to one wiedzą, że jadą na ubój.
50
Lecz co by się stało, gdybyście je wszystkie potrafili zebrać razem i wpędzić je do tej klatki, i przewieźlibyście je na południe i wypuścili je na wolność - przedtem, zanim one zaczną się wzbijać do odlotu, zarzucilibyście na nie sieć. „My nie wierzymy w dni cudów”. Rozumiecie? „Wy biedne kaczki, nie możecie już więcej latać. To było dla kaczek innego wieku”. Jak długo Bóg robi kaczki, On robi je wszystkie takie same. A jeżeli Bóg przygotowuje dla kaczki drogę, którą może polecieć, to tą samą drogą lecą wszystkie kaczki. I czy wiecie, co by się stało? To by w końcu uśmierciło tę kaczkę. Ona by była taka słaba, jej skrzydła nie urosłyby właściwie. Ona by już więcej nie mogła latać. Tak jak jej kuzynka z podwórka - to tylko brzuch, nie kaczka. Widzicie, ona już nie ma skrzydeł, którymi by się wzbiła w powietrze. To się zgadza. Rozumiecie? Ona by się stała tak sflaczała, jak jej kuzynka z podwórka - jak jej denominacyjny brat, który nigdzie nie dojdzie. Rozumiecie? To się zgadza. Rozumiecie? To się zgadza. On dojdzie tylko do tego - stanie się sflaczałym. On nie będzie nic wiedział o lataniu na wolności. Amen.
51
O to właśnie dzisiaj chodzi. My ich próbujemy wpędzić do klatki i wmówić im, że dni cudów przeminęły. I taki nie potrafi zaufać sobie - podnieść swoich stóp z tej ziemi. To by go uśmierciło. On długo nie pożyje. Lecz wy wiecie, że ta zwykła kaczka powiedziałaby, gdyby mogła odpowiedzieć: „Nie, dziękuję”. „O, to jest łatwe. Nie musisz nic robić. Możesz sobie postępować jak tylko chcesz”. Ona by powiedziała: „Dziękuję. Ja na pewno postępuję tak, jak chcę, ponieważ Coś jest we mnie, co mnie popędza. (Amen!) I ja muszę postępować w ten sposób, jak ja chcę”. I każdy człowiek, który jest zrodzony z Ducha Bożego - w nim się coś dzieje. On musi się wzbijać do niebiańskich stron - przeżywać emocje, mieć coś innego, co czyni to rzeczywistości„. Ta mała kaczka stałaby się w końcu podobną do kury, domowego drobiu. Ona by się już nie potrafiła wzbić w powietrze. Zatem, gdyby kura kontynuowała latanie w powietrzu, patrzcie, ona by potrafiła dobrze latać. Mogłaby polecieć na wschód, zachód, północ i południe i mogłaby oglądać różne rzeczy.
52
I jeszcze jedna sprawa. Widzicie, ona by tego po prostu nie potrafiła. Ponieważ podczas swej drogi z Kanady odżywia się innymi materiałami, innym pokarmem, którego by nie otrzymała, gdybyście ją zamknęli w klatce i karmili ją kukurydzą przez cały czas. Czy potraficie teraz czytać między wierszami? Umieścilibyście tam człowieka, więc on by znał tylko apostolskie wyznanie (tak zwane), i jak ma chodzić do szkoły niedzielnej, i to jest mniej więcej wszystko, o co tu chodzi: płacić kaznodziei i żyć sobie według swojej woli.
53
Lecz, o, kiedy jesteście w locie... Amen. Kiedy jesteście w locie, to odżywiacie się czymś więcej niż waszym denominacyjnym wyznaniem tylko. Odżywiacie się witaminą - duchową witaminą, która buduje mocne ciało, pełne muskułów i pióra w skrzydłach, które was potrafią podnieść z waszych nóg i pokazać wam rzeczy, które mają przyjść: Ducha Świętego. „Kiedy On, Duch Święty przyjdzie, On wam pokaże te rzeczy, objawi wam te rzeczy, które wam powiedziałem, i pokaże wam rzeczy, które mają nastać”. Tak. Nie, nie możecie jej zamknąć w klatce i zabrać jej. To nie będzie działać. Nie. Jeżeli ją zamkniecie w klatce, to pojedzie na ubój.
54
Ani człowiek nie potrafi obrać lepszej drogi niż tą, na którą go stać. Możesz iść i powiedzieć: „Otóż, panie Kaczorze, powiem panu coś. Pan leci złym szlakiem. Musi pan lecieć tędy, zmienić swój szlak. Przyleć tutaj nad wybrzeże. To pójdzie... To jest lepsze, niż lecieć tym szlakiem, którym lecisz”. To po prostu nie będzie działać. Nie, nie. Oni myślą, że znają lepszy szlak, niż przygotowany przez Boga szlak dla nich. Lecz oni wiedzą to po swojemu. Względnie czy moglibyście im obrać lepszego wodza, niż Bożego obmyślanego wodza, którego im Bóg dał? I człowiek nigdy nie będzie mógł obrać biskupa czy organizację, czy cokolwiek innego dla kościoła, kto by zajął miejsce kierownictwa Ducha Świętego. Nie ma żadnej innej rzeczy, która by to mogła czynić. Jest to Boża obmyślana droga. Bóg przygotował dla nich drogę: Wodza - natchnionego wodza. I ten wódz jest natchniony. Wiecie, obserwowałem je wiele razy, kiedy wyruszałem na polowanie wcześniej - polowałem na dzikie owce czy coś podobnego - kiedy człowiek musi wyruszyć wcześnie, by się wspiąć na góry. Jeszcze nie było mrozu. Być może na szczytach gór jest trochę śniegu. Nagle zacznie wiać chłodny wiatr ponad górami. Wśród kaczek jest wódz, który się nim z natury urodził. On zaraz zacznie pływać po tym jeziorze i kwaknie cztery lub pięć razy i nastanie zbieranie się do odlotu. Tak jest. One go wszystkie uznają. One go poznają według tego, jak on zakwacze. O, moi drodzy.
55
Wy wiecie, o czym mówiłem ubiegłego wieczora - o trąbie Ewangelii, jeżeli ona wydaje niepewny dźwięk... Jego trąba nie wydaje nie-... On nie wydaje niepewnego dźwięku. One są prawdziwymi kaczkami. One znają głos kaczora. Co, gdybyście tam umieścili starą perliczkę albo indyka? Jego gulgotanie nie brzmiałoby właściwie. One znają głos ich wodza. Kościół także powinien go znać. „Mają formę pobożności, a zapierają się jej mocy. Od takich...”. Nie pozwólcie im prowadzić. „Zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga, wiarołomni, fałszywi oskarżyciele, niepowściągliwi, gardzący tymi” kaczkami, które latają. Rozumiecie? Czy rozumiecie, co chcę powiedzieć? Oni znają ten głos Ewangelii. „Moje owce znają Mój głos. Za obcym nie pójdą”. Bóg to zawsze potwierdza jako prawdziwe.
56
Zwróćcie uwagę. A zatem, właśnie one nie mogą dostać jakiegoś... Wy nie możecie wybierać dla nich. Co gdybyście tam wyszli i powiedzieli: „O, chwileczkę tylko, małe kaczki. Wy się na pewno mylicie. Tutaj jest fajny wielki kaczor. Moje drogie, on wygląda między wami jak król. A zatem, czy wiecie co teraz zrobię? Wyleję mu na głowę trochę wody i zrobię mu inaugurację. Uczynię go królem kaczek. Włożę na niego koronę i ubiorę go trochę inaczej, abyście go wszystkie uznały. Zawsze naśladujcie tego jegomościa tutaj, ponieważ on jest wykształcony”. Wypuśćcie go tylko na jezioro. On sobie może kwakać tak mocno, jak tylko potrafi. Każda kaczka odwróci się do niego plecami, ponieważ on wydaje niepewny dźwięk. Tak. Lecz pozwólcie, żeby ten mały kaczor, który został obrany przez Boga, by być wodzem - niech on zakwacze, a obserwujcie, jak wszystkie zlatuj„ się na przebudzenie. „Gdzie jest ścierw, tam się zgromadzą orły”. On wie o tym wszystko. Rozumiecie? Więc On ma przygotowaną drogę. A kaczki znają tą przygotowaną drogę. Jest to zbyt złe, że człowiek jej nie zna. W porządku. Lecz tak właśnie się to dzieje.
57
Zatem, w porządku. Jeżeli on jest natchnionym kaczorem przywódcą, to on doprowadzi ich do przygotowanego przez Boga dla nich miejsca. I gdybyśmy tylko słuchali tego, co mówi Wódz, Duch Święty, to On będzie nas prowadził na nowo prosto do Słowa. To jest Boża obmyślana droga. Na tej drodze nie potrzebujemy wyznań wiary ani denominacji i dzikich chwastów. Jest tam szczególna trawa dla kaczek i inny pokarm, który musimy spożywać, który spożywają kaczki, kiedy lecą na południe. I tam jest pokarm, który te... Rzeczywiście - kwiaty Boże... Podążające do nieba stworzenia spożywaj„ pokarm po drodze. A tym pokarmem jest: „Nie samym chlebem żyć będzie człowiek, lecz każdym Słowem, wychodzącym z ust Bożych”. Rozumiecie? Ten kaczor, kaczor przywódca będzie ich prowadził na obmyślane przez Boga miejsce - prosto do Luizjany, którego nie znają te inne kaczory i nie wiedzą, gdzie on się udaje. On się wzbije do góry i zatoczy koło.
58
Czytałem w czasopiśmie „Life” przed trzema lub czteroma laty, jak pewien stary gąsior zaczął zgromadzać grupę gęsi tam na północy. I on się uważał za przywódcę. I zanim się spostrzegły, znalazły się w Anglii i dotychczas jeszcze nie powróciły. To prawda. Więc one muszą zważać na to, jakiego kaczora czy gąsiora one naśladują. Więc oni mówią, że tam w Anglii są również kanadyjskie gąsiory. I zaleciały tam do Anglii i zbierają się ze wszystkich stron do odlotu, lecz nie wiedzą, którym szlakiem lecieć z powrotem. O, moi drodzy. To, z czym igrał sobie kościół tak długo, jest również bardzo złe: on się ocknął na pewnym miejscu i oni nie wiedzą, jak się mają dostać z powrotem. Oni mówią: „Otóż, my... Dowiedziałem się, że babcia mówiła, że jej babcia opowiadała, jak jej babcia opowiadała, że dawniej miewali nabożeństwa uzdrowieniowe w kościele. Lecz dni cudów przeminęły” - pozwoliliście komuś zwieść was na złe tory. Raczej naśladujcie Bożej inspirowanej drogi. To jest jedyna droga.
59
Zważajcie. Ten mały kaczor... Nikt inny nie potrafił ich nigdy skierować na inną drogę. One wiedzą, że ten mały wódz poprowadzi ich dokładnie na obmyślane przez Boga miejsce. A jak on to czyni? Przy pomocy przygotowanych przez Boga instrumentów. On ma wysunięte swoje anteny przez cały czas. Tak i my powinniśmy je mieć - by wyłowić głos Ducha Świętego naszymi duchowymi antenami. Stwierdzamy zatem, że on wzbija się w powietrze - wysoko w powietrze. On ma wysunięte swoje anteny. On wie, jaką paszą muszą się karmić te małe kaczki, by mogły dokonać tego przelotu. Więc kiedy zobaczy coś dobrego tam na ziemi, zobaczycie, że on obniża lot i zlatuje na ziemię. I cała grupa wyląduje zaraz na ziemi i mają po prostu jubileusz gastronomiczny. A potem on kwaknie „Kwa” i znowu wzbijają się w powietrze i lecą dalej prosto na południe. To jest właściwe. Boży lider - Boży wódz dla kaczek. To się zgadza.
60
I pragnę powiedzieć jeszcze coś innego. Wiecie, że nie potrafili odkryć naukowo jakiegoś lepszego sposobu, żeby niemowlę otrzymało to, czego chce, niż przez krzyczenie o to. Wiecie, że nie można go nauczyć, aby zawarczało. Nie można go też tak szybko nauczyć, aby mówiło. Lecz czy wiecie, jak ono to dostaje? Ono po prostu obiera Bożą obmyślaną drogę do tego. Ono o to krzyczy, jęczy i kopie nóżkami, i płacze tak długo, aż to otrzyma. Rozumiecie? To się zgadza. Rozumiecie. To jest właściwe. To jest jedyny sposób - mianowicie krzyczeć o to. Ludzie nie mogą znaleźć lepszej przygotowanej drogi, niż Bożą obmyślaną drogę. To się zgadza. Zostawcie to po prostu w spokoju.
61
A te naturalne sprawy... Zatrzymałem się niedawno w Niemczech i przemawiałem tam do wielkiego tłumu ludzi. I powiedziałem: „Co jest z wami, Niemcy? Wiecie, szedłem po ulicy i zaszczekał pies. A on szczekał po angielsku”. Dalej powiedziałem: „Pewna matka próbowała uspokoić swoje niemowlę tam na zewnątrz przy samochodzie przed chwilą, bo ono płakało. A ono płakało po angielsku”. Powiedziałem: „Dlaczego wpadliśmy do takiego zamieszania? Widzicie, one postępują w Boży obmyślany sposób. A my wywodzimy się od wieży Babel, rozumiecie, i wpadliśmy w takie zamieszanie”. To się zgadza.
62
Wiecie, Boża obmyślana droga jest drogą najlepszą. Nie znają lepszego sposobu, by niemowlę otrzymało to, czego chce, jak krzyczeć o to. Jak dawniej mawiał doktor Bosworth: „Niemowlę, które krzyczy najgłośniej, otrzyma najlepszą opiekę”; i mniej więcej tak ma się ta sprawa. A to dotyczy też Bożych dzieci. Mogę wam przedstawić dwa sposoby podejścia: Mężczyzna, żujący zapamiętale swoją gumę do żucia, powstaje i mówi: „Ty wiesz, Ojcze, jestem tutaj dzisiaj wieczorem. Jeżeli chcesz dać mi Ducha Świętego, w porządku, ja jestem tutaj. Jeśli chcesz mnie uzdrowić, ja siedzę tutaj. Lecz jeśli Ty nie chcesz, no cóż, dobrze. To jest Twoja wola, Panie. (On zapisał swój testament tutaj w Biblii). To jest Twoja wola. W porządku. (To jest Jego wolą - wprost tutaj). A jeśli Ty chcesz, abym Go miał, to Go będę miał. Niemniej jednak, jeżeli Ty nie chcesz, no cóż, to jest w porządku”. Tak niczego nie otrzymasz!
63
Lecz niech ten człowiek przyjdzie tam i zawoła tak, jak Buddy Robinson. On zatrzymał się na środku pola kukurydzy, przywiązał swego muła i powiedział: „Panie, jeżeli Ty nie dasz mi Ducha Świętego, to kiedy znowu przyjdziesz, znajdziesz kupkę kości, leżących wprost tutaj. Ja tutaj pozostanę tak długo, aż Go otrzymam”! To jest poważne zabranie się do sprawy. Bóg ciągle poleca Swemu ludowi, Swoim wierzącym dzieciom, aby zawsze szły przygotowaną przez Niego drogą. To jest Bożym zamiarem: Polecać Swoim dzieciom Swoją obmyślaną drogę. Wołajcie o to, czego wam potrzeba. On pragnie, abyście wołali!
64
Kiedy Piotr zaczął iść po wodzie, myślał sobie, że sobie dobrze daje radę. „Czy widzicie, jak wielką rzecz czynię?” Lecz zaczął tonąć. On nie powiedział: „Otóż, sądzę, że to zawiodło” i tonąłby dalej aż na dno - tylko kilka pęcherzyków powietrza wyszłoby do góry i na tym by się skończyło. Rozumiecie? Nie, nie. On zawołał: „Panie, ratuj mnie”. Amen. A ta wiekuista ręka sięgnęła w dół i podniosła go znowu do góry. Dlaczego? On zawołał. Tak właśnie jest z kościołem. Nie leżymy wystarczająco długo na twarzy, nie krzyczymy wystarczająco długo; nie wytrwamy w tym. Jeżeli małe niemowlę chce czegoś, to ono będzie kopać nóżkami i krzyczeć, aż stanie się czerwone w twarzy. Wy się obawiacie, że będziecie musiały usunąć ten (Jak to nazywacie?) tusz do rzęs z waszej twarzy, czy cokolwiek to jest, to czernidło. Kiedy otrzymacie od Boga to, czego chcecie, to go usuniecie mimo wszystko. Więc wy - więc nie musicie się martwić o to. Wasze włosy będą w nieładzie. Lecz to nie gra żadnej roli. Nie. Absolutnie nie.
65
Otóż, Bóg się nie spodziewa, żebyśmy przychodzili do Niego z jakąś intelektualną mową. Przypominam sobie, że tak próbowałem czynić, kiedy próbowałem zostać zbawiony. Miałem zamiar napisać Mu list i przymocować go na drzewie w lesie, wiedziałem bowiem, że On będzie przechodził tym lasem i powie mi - rzekłem Mu, że wstydzę się samego siebie i nie chciałem tego uczynić. Więc udałem się tam na modlitwę i powiedziałem sobie: „Zobaczymy teraz. Pewnego razu widziałem obraz, na którym ludzie trzymali swoje ręce ot tak”. Powiedziałem: „Panie Jezu, pragnę, żebyś Ty przyszedł tutaj na chwilę. Pragnę rozmawiać z Tobą - tylko na chwilę. Ja słucham”. Nikt nie odpowiedział. Powiedziałem więc: „Zrobiłem to źle”. W porządku. „Panie Jezu, być może powinienem to zrobić w ten sposób”. Potem powiedziałem: „Panie Jezu, czy zechciałbyś przyjść i pomóc mi? Jestem grzesznikiem. Chcę rozmawiać z tobą przez chwilę”. Nikt nie przyszedł. Złożyłem moje ręce. Powiedziałem: „Panie Jezu, czy przyszedłbyś tutaj? Ja pragnę - słyszałem, jak ludzie mówili: „Bóg przemówił do mnie”. Powiedziałem: „Panie Jezu, czy przyszedłbyś tutaj? Pragnę rozmawiać z Tobą”.
66
Oczywiście, potem diabeł przychodzi na scenę. Tak właśnie on czyni. On ci może powie, że cię bolą kolana. „Nie trzeba prosić”. Rozumiecie? „Zaczekaj, otrzymasz to jutro wieczorem”. On jest zawsze w pobliżu, kiedy nie jesteś na to przygotowany. I wtedy on powiedział do mnie... Lecz wykorzystaj zawsze to, co on mówi. Skorzystaj z tego. On mi rzekł: „Czy wiesz co? Ty masz już dziewiętnaście lat, dwadzieścia lat”. Rzekł: „Ty masz już dwadzieścia lat. Zbyt długo zwlekałeś”. Zacząłem płakać: „O, Boże, ja zwlekałem zbyt długo. Panie, choć mnie nawet nie słuchasz, powiem Ci to mimo wszystko. Zawsze pragnąłem to uczynić”. O, bracie, to Go przyprowadziło na scenę. Rozumiecie? Co to było? Zawołaj! Tak proste! Zawołaj: „Panie Jezu, Ty to obiecałeś, Panie”. Wtedy On przychodzi na scenę. To jest sposób, jak Go przyprowadzić na scenę. Ty jesteś niemowlęciem. Wołaj, krzycz o to! Nie próbuj mówić: „Zazwyczaj coś takiego lub owakiego” i masz jakąś wzniosłą napisaną modlitwę, którą zmawiałeś przez godzinę lub dwie. To nie będzie do niczego przydatne. Jak ludzie mówią: „Czy zmówiłeś modlitwę?” Nie! To jest grzech - zmawiać modlitwę! Módl się modlitw„. Nie zmawiaj jej, lecz módl się modlitwą. „Zmów za mnie modlitwę”. Ja powiedziałem: „Nie czyń tego za mnie. Możesz się za mną modlić, lecz nie zmawiaj modlitwy”. Absolutnie nie. Nie, po prostu módl się za mną, kiedy się modlisz. Dobrze.
67
Wołaj o swoje potrzeby! To jest obmyślany przez Boga sposób. Czy tego Jezus nie wyjaśnił, gdy mówił o niesprawiedliwym sędzi, w sprawie kobiety, która wołała we dnie i w nocy? O ileż więcej Niebiański Ojciec da Ducha Świętego tym, którzy wołaj„ o Niego we dnie i w nocy! Szukaj! Szukaj ustawicznie. Pukaj! Pukaj ciągle! Pukaj tak długo, aż On otworzy. Wytrwaj w tym! Wołaj tak długo, aż obiecane Słowo zostanie potwierdzone! Wtedy to masz. Nie musisz się już więcej martwić. Kiedy widzisz, że Biblia to obiecała, to wytrwaj w tym i wołaj tak długo, aż to otrzymasz! Jeżeli małe niemowlę szuka ciastka i chce je mieć, ono po prostu krzyczy i krzyczy, i krzyczy, i kopie, kopie i krzyczy, i woła, aż jest czerwone w twarzy. Jego matka da mu ciastko i wszystko się skończyło. Rozumiecie? Ono otrzymało to, co widziało, czego chciało. Jeżeli ono chce liznąć z twojego lodu, to ono będzie po prostu stąpać na palce i walczyć tak długo, aż go otrzyma. Rozumiecie?
68
Otóż, w ten sposób powinniśmy postępować. Jeżeli widzę obietnicę w Biblii, jest to Boże Słowo, to po prostu pozostaję przy nim i wołam tak długo, aż Bóg mi to da. On to uczyni, abyś Mu się ciągle nie naprzykrzał. Tak byłoby w naturalnym zakresie. Lecz On chce, abyś to czynią. On lubi, kiedy ty prosisz. „Proście o obfitość, aby radość wasza była zupełna”. Tak, tak. Wołaj tak długo, aż Jego Słowo zostanie potwierdzone. Otóż, przyjaciele, zważajmy teraz przez chwilę. Wołajcie, aż Słowo zostanie potwierdzone. Kłopot w tym, że otrzymamy ciastko i myślimy, że to już wszystko, co jest do dyspozycji. Jest tego pełny, zastawiony stół! Dojdziemy do tego, że potrafimy mówić językami i mówimy: „O, bracie, to jest to”. O nie. Nie o to chodzi. To jest tylko odrobina z tego. To się zgadza. „O, jestem tak szczęśliwy, żebym krzyczał”. To jest trochę więcej z tego. Lecz jest jeszcze o wiele więcej z tego. Tylko wołaj dalej, aż... To jest Boża obmyślana droga dla Jego ludu. Bożą obmyślaną drogą jest zawsze wziąć Jego Słowo i trzymać się Go tak długo, dopóki ci nie zostanie potwierdzone. Czy nadążacie teraz ze mną? Boża obmyślana droga! Trzymaj się obietnicy tak długo, aż ci zostanie zamanifestowana!
69
I pamiętajcie, jestem teraz nagrywany na taśmę. Każda obietnica Boża w Biblii... Jest to teraz pod pewnym warunkiem. To jeszcze nie znaczy, że tak jest tylko dlatego, iż wierzysz, że to tam jest. Aż się to wypełni! Faryzeusze i saduceusze byli tak bardzo religijni z swoimi sakramentami, jak tylko mogli być. Lecz Bóg rzekł: „Oni są smrodem w moich nozdrzach”. Widzicie, tam nie było szczerości. Nie było to tak, jak powinno być. Musicie przyjść w oparciu o podstawową obietnicę oraz na podstawie waszego mentalnego nastawienia odnośnie tego.
70
Spójrzcie na tych czterystu kapłanów owego czasu albo proroków, których tam miał Achab. Oni mówili: „Ramot Gilead należy do nas. Jozue przez Ducha Świętego rozdzielił ten kraj, a mają go Syryjczycy”. A jeden prorok powiedział: „Nuże, słuchajcie. To jest fundamentalną prawdą”. Otóż, on był prawdziwym baptystą i on powiedział: „To się dokładnie zgadza. To jest fundamentalna obietnica. Ten kraj należy do nas”. Sporządził więc sobie dwa duże rogi i powiedział: „Wyrusz tam i weź te rogi i wypchnij stamtąd Syryjczyków. To należy do Izraela”. To się zgadza. Zasadniczo było to prawdą.
71
Lecz co powiedział prosty Micheasz? On powiedział: „Widziałem Izraela rozproszonego jak owce nie mające pasterza”. Rozumiecie? Achab, ten obłudnik, pozwalający Jezabeli, żeby nim kierowała i czyniła wszystko... Prawdziwe Słowo Boże, przychodzące przez tego proroka, przeklęło tą rzecz. I jak mógłby Bóg błogosławić to, co prorok przeklął w Imieniu Pańskim? Rozumiecie? Tak nie może być. Bez względu na to, jak bardzo religijnym narodem jesteśmy, jak dobrą mamy przeszłość, on jest coraz bardziej skażony i zepsuty. On przepadł. Niezależnie od tego, jak wspaniałe jest życie naszej organizacji w kościele, my w to wierzymy. To jest fajne, w porządku, ale to jest zepsute. Bóg odłożył ich na półkę i tam oni leżą. A w historii nie ma wzmianki o tym, żeby oni powstali na nowo. Więc to jest złe, spisane na straty, niedobre.
72
On zawsze pragnie zobaczyć Swoje Słowo potwierdzone, a Ono będzie potwierdzone tylko pod pewnymi warunkami; to znaczy kiedy spełnicie te warunki. Widzieliście już ludzi, którzy potrafi„ wziąć Boże Słowo i sprawić, żeby Ono żyło dla nich? A inni przychodzą z tym samym Słowem i nie mogą przez nie niczego dokonać. Jest to uwarunkowane. To się zgadza.
73
Spójrzcie tutaj. Pokażę wam pewien przykład w Biblii. Izrael był w drodze do obiecanego kraju. Oto przychodzą do Moaba, który miał tą samą religię - dokładnie. Było to potomstwo córek Lota. I zauważcie, kiedy Balaam zstąpił na dół, był to Bóg, który mówił do niego. On zbudował siedem ołtarzy, tak samo jak Izrael miał siedem ołtarzy. On położył siedem czystych ofiar, byczków na tych ołtarzach. To jest dokładnie to, co miał Izrael. I jeszcze jedna sprawa - on złożył siedem baranów, co mówiło o przyjściu Mesjasza. Dokładnie to samo miał Izrael. Zasadniczo obaj byli w porządku; zasadniczo. Lecz było to uwarunkowane. Amen. On nie dostrzegał prawdziwej obietnicy Bożej. To jest to samo, co było podczas przyjścia Chrystusa. To jest ta sama rzecz, do której musi dojść dzisiaj. Jest to uwarunkowane. Racja.
74
Job... Co czynił Bóg? Przygotowywał obmyślaną drogę. Job, prorok, potrzebował pocieszyciela. Słuchajcie teraz uważnie. Mój czas upłynął. Job potrzebował pocieszyciela. I ci mężowie próbowali go pocieszać, ale nie potrafili go pocieszyć. Oni zawsze wytrącili Joba z równowagi. Lecz Job zaraz powracał. On potrzebował pocieszyciela. Bóg zatroszczył się o pocieszyciela, kiedy mu pokazał wizję o Jezusie Chrystusie. I on zawołał: „Ja wiem, że mój Odkupiciel żyje” (mój Odkupiciel, jest tylko jeden.) „I w ostatecznych dniach On stanie na tej ziemi”.
75
Pamiętajcie więc, ta wizja... Wy powiecie: „Mój odkupiciel”... On mu pokazał Chrystusa. Chrystus jest Słowem. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Słowem był Bóg. A to Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami”. A kiedy Job, będąc prorokiem... Nuże, słuchajcie. Job był prorokiem, a Słowo Pańskie przychodzi do kogo? Do proroka, absolutnie. Do niego właśnie przychodzi Słowo. Według tego poznajecie, czy oni są prorokami, czy nie. Oni pozostają w Słowie. Słowo zostaje objawione prorokowi, a Job był prorokiem. On nie mógł zobaczyć końca. Lecz kiedy zobaczył Słowo, to będąc prorokiem, powiedział: „Ja wiem, że mój Odkupiciel żyje” - kiedy kościół zawiódł, kiedy wszystko inne zawiodło. Nawet jego umiłowana żona zawiodła go i kiedy ona rzekła: „Dlaczego nie przeklinasz Boga, abyś mógł umrzeć, Jobie?”
76
On odparł: „Mówisz jak głupia kobieta. Pan dał, Pan zabiera. Niech będzie błogosławione Imię Pańskie”. I zaczęły grzmieć grzmoty i błyskać błyskawice - Duch zstąpił na proroka i on zrozumiał Słowo. Potem rzekł: „Ja wiem, że mój Odkupiciel żyje. W ostatecznych dniach On stanie na tej ziemi. Choćby robactwo skórne roztoczyło to ciało, jednak w moim ciele będę oglądał Boga. (Amen.) Zobaczę go sam. Moje oczy ujrzą go, a nie inne. Niczego na ten świat nie przynieśliśmy i na pewno niczego stąd nie zabierzemy. Pan dał i Pan zabiera. Błogosławione bądź Imię Pańskie”. Jakie pocieszenie! On prosił o członka kościoła. Bóg dał mu wizję. On prosił, żeby przyszedł biskup i dał mu pocieszenie - albo prezbiter. Bóg dał prorokowi wizję. Tego właśnie on potrzebował.
77
Izrael potrzebował wyjść z Egiptu. Potrzebowali jakiegoś sposobu - jakiejś potęgi militarnej albo czegoś, co by ich mogło wyzwolić z rąk Egipcjan. Bóg zatroszczył się o proroka z potwierdzonym oryginalnym Słowem, Mojżesza. Czy się to zgadza? Oni chcieli, żeby powstała armia i pokonała Egipcjan i wyprowadziła ich z Egiptu. Lecz Bóg posłał im Słowo, proroka z potwierdzonym Słowem Bożym, jak powiedział przedtem Abrahamowi: „Twoje potomstwo będzie przebywać w obcym kraju. Lecz Ja nawiedzę ich potężną ręką” - Słowo, które wypowiedział Bóg. Oni wołali o wyzwoliciela, a Bóg posłał im proroka ze Słowem. Bóg miał przygotowaną drogę, aby było można rozpoznać różnicę między wierzącymi a niewierzącymi. I Bóg... Otóż, niektórzy z nich powiedzieli: „Hm, jeżeli teraz spadnie plaga, to udamy się po prostu do szpitala. Jeżeli plaga przypadkowo spadnie, czy wiecie, co uczynimy? Pójdziemy i wezwiemy dr Kowalskiego. On będzie wiedział, jak się o to zatroszczyć”. Lecz to nie funkcjonowało. Pomimo tego oni byli przemądrzali.
78
„Otóż, jeśli spadnie plaga, zejdziemy po prostu pod ziemię do jaskini i zamkniemy za sobą drzwi”. To by się na nic nie zdało. „My pozostaniemy w domu i założymy maski na twarze, i zastosujemy jakiś środek odkażający”. Nie byłoby to do niczego przydatne. Bóg przygotował drogę. Tak. A co to było? Krew. Bóg się zatroszczył, choć się to wydaje takie proste, żeby wzięli krew baranka i pokropili drzwi. Jednak Bóg powiedział, że to była jego droga i On to honorował. „Wszyscy pierworodni, którzy nie będą pod tą krwią, poumierają”.
79
Kiedy Noe potrzebował przygotowanej drogi, by zachować swój dom, Bóg polecił mu skonstruować arkę. Oni budowali może imitacje łodzi. Tak sobie myślą ludzie dzisiaj. Widzicie jednak, że to była specjalna łódź. Ludzie prawdopodobnie mieli wówczas łodzie, tak jak mają je dzisiaj. Lecz to była specjalna łódź. Ona była... Słuchajcie mnie teraz uważnie. Była to arka skonstruowana przez Boga. A Kościół dzisiaj powinien być taki sam. Powinien to być Kościół, skonstruowany na podstawie Biblii.
80
Mam takie doświadczenie: Nie być najlepszym członkiem kościoła, lecz mieć przeżycie, które się wywodzi ze Słowa Bożego: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą”. Przeżycie pochodzące od Boga - to jest jedyna rzecz, która mnie zabierze do góry. To jest jedyna rzecz, która was zabierze do góry! Wszystko, co was podniesie ponad to... Nie dbam o to, ilu ludzi przychodzi i mówi: „Patrz, ja jestem dobrym metodystą, baptystą, prezbiterianinem albo zielonoświątkowcem”. To nie ma dla Boga żadnego znaczenia. Musi to być nauczanie od Boga. A to czyni Duch Święty przez Słowo. A Duch Święty nie będzie nauczał niczego innego, niż Słowa, ponieważ On jest Duchem Świętym. Mężowie w dawnych czasach, pędzeni przez Ducha Świętego, pisali Biblię w Boży obmyślany sposób.
81
Otóż, Izrael potrzebował żywności. A Bóg im ją dał i oddzielił wierzących od niewierzących. To samo mamy dzisiaj: wierzących i niewierzących - odseparowanych. Mojżesz... Muszę teraz przeskoczyć wiele notatek. Lecz Mojżesz, wierny sługa Boży... Słuchajcie teraz wy, pamiętający dawne czasy; niektórzy z was, podobnie jak i ja, którym przybywa coraz więcej lat, słuchajcie. Mojżesz służył Bogu wiernie. On musiał znosić ich szemranie, również wszystkich Datanów, którzy powstali i mówili: „Patrz, są jeszcze inni mężowie prócz ciebie, którzy też prorokują. Ty nie jesteś jedyną najważniejszą osobą”. A on wiedział, że miał dla nich poselstwo od Boga. Powstali podrabiacze. Mojżesz tylko powiedział: „Boże, co ja mogę uczynić?” A On powiedział: „Oddziel się od nich. Ja ich wszystkich pochłonę. Weźcie swoje laski i wejdźcie do wewnątrz, a zobaczycie, która wypuści pączki. Rozumiesz? Ja wam pokażę, kto jest kapłanem, a kto prorokiem”. I Mojżesz wiernie wykonywał swój urząd.
82
Potem on się zestarzał - sto dwadzieścia lat chodził on wiernie z Bogiem. Całe czterdzieści lat na pustyni, znosił wszelkiego rodzaju prześladowania od narodów i ludu, ustawicznie, a potem przyszedł na pewne miejsce, aby umrzeć. On potrzebował miejsca, gdzie mógł umrzeć. Bóg przygotował mu miejsce - na skale. O Boże! Pozwól mi tam umrzeć również - na tej Skale! Tą Skałą był Chrystus, wiecie. Bóg zatroszczył się dla Mojżesza o miejsce, gdzie mógłby umrzeć. Tam właśnie również ja pragnę umrzeć. Pozwól mi umrzeć w Chrystusie! A potem, kiedy już umarł, jego ciało leżało tam na górze, potrzebował tych, którzy noszą trumnę. Więc Bóg zatroszczył się o nich dla niego - o aniołów. Dlaczego? Tylko oni mogli go zanieść tam, gdzie on szedł. Amen. Bóg zatroszczył się o niosących trumnę. To się zgadza. Ja jestem zależny od Ducha Świętego, od Słowa, od obietnicy. Nie by zabrać człowieka na jakiś wielki, uroczysty pogrzeb. Oni tak uczynili temu bogatemu człowiekowi, lecz on podniósł swoje oczy w piekle, rozumiecie? Nie chodzi mi o jakiś luksusowy pogrzeb, to nie ma żadnego znaczenia. Ja pragnę obrać Bożą obmyślaną drogę. Tych, którzy s„ w Chrystusie, Bóg przyprowadzi razem z Nim, kiedy On przyjdzie. To jest ta obmyślana droga. Bóg przygotował swemu wiernemu prorokowi miejsce, gdzie mógł umrzeć.
83
Enoch, kiedy chodził pięćset lat z Bogiem, Bóg mu powiedział: „Enochu, ty nie będziesz musiał umrzeć. Czy chcesz odejść do góry do domu? Czy odczuwasz tęsknotę za domem, Enochu?” On odrzekł: „Tak, Panie. Odczuwam tęsknotę”. Bóg rzekł: „Czy już wystarczająco długo chodziłeś w tym przybytku dla chorób zakaźnych?” On odrzekł: „Tak”. Bóg rzekł: „Dobrze, zacznij więc iść”. Enoch potrzebował drabiny; Bóg dał mu bitą drogę. To była Boża droga dla niego: zatroszczył się o drogę dla niego - do góry. On nawet nie... On po prostu odszedł prosto do góry, ot tak. On się wcale nie musiał wysilać. Ruszył prosto do góry, a Duch Święty za nim i podniósł go prosto do góry. On odszedł prosto do góry bitą drogą świątobliwości, prosto do Królestwa Bożego.
84
Eliasz, kiedy on przez całe swoje życie potępiał ostrzyżone włosy i wymalowaną twarz Jezabeli, pierwszej damy w kraju - ją i osławionego prezydenta owego czasu, który był kiepskim przykładem dla ludu i zwiódł ich na złą drogę. I w rzeczywistości on myślał sobie, że jest jedynym człowiekiem, który to głosi. I on po prostu głosił, ile tylko potrafił. I on pracował tak bardzo, że się czuł zmęczony i chciał już odejść do domu. Wiedział, że Bóg jest na wysokościach. On potrzebował powrozu, aby się mógł wspiąć do góry - by się wspiąć do niebios. Lecz Bóg posłał mu rydwan z dwoma końmi zaprzęgniętymi do niego. To była Boża przygotowana droga, by go zabrały do góry. On się może spodziewał, że otrzyma powróz, ale Bóg posłał rydwan. To była Jego droga. Jozue... A na końcu tej drogi - taki był koniec Eliasza. Tak było z Noem. Zawsze było takie zakończenie.
85
Teraz Jozue. Kiedy on doszedł do końca tego szlaku przez pustynię, zważajcie, był mu potrzebny most przez Jordan do obiecanego kraju. Bóg... On potrzebował mostu, lecz Bożą obmyślaną drogą była moc, nie most; On posłał moc. I On zatrzymał bieg rzeki, a on przeszedł na drugą stronę po suchym gruncie. To była Boża obmyślana droga. Nie most - on miał lepszego inżyniera. Więc On mu po prostu posłał moc, zepchnął wody wstecz, dopóki on nie przeprawił się na drugą stronę po suchym gruncie.
86
Daniel - dla sprawy Bożej został on wrzucony do lwiej jamy. Było mu tam potrzebne ogrodzenie; lecz Bóg dał mu anioła. Co za różnica. Była to Boża obmyślana droga. On potrzebował ogrodzenia, lecz Bóg dał mu anioła. O ileż lepszym płotem on był. On ci zawsze daje coś lepszego, niż o co prosisz, zawsze. Tak. On potrzebował płotu; Bóg posłał mu anioła. Hebrajscy młodzieńcy - oni potrzebowali wody, by ugasić ten ogień. Lecz Bóg posłał im czwartego Męża. To było wszystko, czego oni potrzebowali. On rozwiązał więzy na ich rękach i rozmawiał z nimi, i oni wyszli z pieca nie mając na sobie nawet zapachu ognia. Oni potrzebowali wody, Bóg posłał im czwartego Męża.
87
Ci mędrcy tam w Babilonie, czy w Indiach, oni wiedzieli, że coś się lada chwila stanie. Oni wiedzieli, że urodził się Król, i był im potrzebny kompas. Bóg posłał im gwiazdę, aby ich prowadziła do Króla. Rozumiecie, oni szli Bożą obmyślaną drogą. Wyobrażam sobie, jak jeden z nich powiedział: „Słuchaj, Baltazarze, ty wiesz, że jesteś wielkim człowiekiem; czy zabrałeś ze sobą swój kompas?” On odrzekł: „Nie”. „Otóż, jak się tam dostaniesz?” „Ja idę Bożą obmyślaną drogą”. To jest ta droga. „Jak ty się tam dostaniesz?” „Bożą obmyślaną drogą”. „Co to jest?” „Ta gwiazda, to jest ona. To jest Boża obmyślana droga dla nas”. Oni potrzebowali kompasu, a Bóg dał im gwiazdę.
88
Świat potrzebował pewnego dnia Zbawiciela, a Bóg posłał Swego Syna. Kiedy On przyszedł, nie rozpoznali Go. Ludzie Go nie chcieli. Oni mówili, że chcą Zbawiciela, lecz kiedy Bóg posłał Go w Swój sposób... Oni prosili o króla; Bóg dał im niemowlę. Oni chcieli potężnego męża, który by zdeptał Rzym. Bóg dał im małe płaczące niemowlę w stajni. Widzicie? Lecz to była Boża obmyślana droga. My... Lecz oni nie chcieli tego w ten sposób, jak Bóg chciał im to posłać. Oni tego chcieli w swój własny sposób. Rozumiecie? Więc dlatego oni wpadli w zamieszanie - ponieważ nie przyjęli Jego drogi. Lecz byli niektórzy, którzy ją przyjęli.
89
To było miejsce urodzenia kościoła - w Dzień Pięćdziesiąty, kiedy Jezus polecił im, aby szli na cały świat i głosili Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, a te znaki będą towarzyszyć tym, którzy uwierzą. On im powiedział, co mają czynić - powiedział im, że mają iść do miasta Jeruzalem i czekać. Oni potrzebowali statutu. Oni chcieli założyć instytucję. Oni chcieli ustanowić wyznanie wiary. Bóg dał im Ducha Świętego. O! Oni potrzebowali denominacji, lecz Bóg dał im Ducha Świętego. Co za różnica - jak to Bóg czyni. Duch Święty był Bożą obmyślaną drogą do prowadzenia kościoła; nie jakiś biskup. Duch Święty! To właśnie było... To był ich „statut”. I od owego dnia do dziś jest to „statut” każdego narodzonego na nowo dziecka: Duch Święty!
90
Obecnie, po dwóch tysiącach lat, przyjaciele... Kończymy. Obecnie, po dwóch tysiącach lat człowiek jest zdecydowany forsować swoją wolę. On sobie ustanowił statut. On sobie opracował zasady etyki ludzkiej roboty. I co on osiągnął? Przez to doszło do wielkiego odstępstwa od Prawdy. Oni tak bardzo zdryfowali, że ludzie nie wiedzą, co mają robić. Wyznania wiary, denominacje i wszelkiego rodzaju izmy, sensacje, a każdy twierdzi, że Biblia tak mówi. Oni biorą pewną część tego, lecz nie wezmą tamtej części tego. Oni nie postępuj„ według tego „statutu”, dlatego zgubili właściwy kierunek.
I po wszystkich tych latach, kiedy mamy ponad dziewięćset różnych organizacji chrześcijaństwa, a każda potępia inną organizację, mówiąc: „To jest właściwe, a tamci są w błędzie” i „To jest właściwe, a tamto jest złe”, i tak dalej... A ci biedni ludzie są w takim zamieszaniu, że nie wiedzą, co jest właściwe, a co złe.
91
Czego nam trzeba? Trzeba nam wrócić na właściwy kurs, powrócić do danego nam przez Boga „statutu”. Czego potrzebujemy? Potrzebujemy autentycznego, prawdziwego, biblijnego znaku potwierdzającego prawdę. Kościół potrzebuje potwierdzonej prawdy Ewangelii na tę drogę w czasie końca. Bóg obiecał dać im znak na ten ostateczny czas.
92
Czy sobie przypominacie, kiedy Jezus mówił i powiedział: „Królowa z południa powstanie w dniu ostatecznym, powstanie i potępi tę generację”. Ona przyszła z najdalszych krańców ziemi, by słuchać mądrości Salomona. On miał ducha rozpoznawania. Jakże, ona podróżowała tak daleko, by zobaczyć to rozpoznawanie, a On powiedział: „Większy niż Salomon jest tutaj”. On powiedział również o tym, jak prorok Jonasz - „Jako Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i noce, tak musi być Syn człowieczy w sercu ziemi trzy dni i trzy noce”.
93
On też powiedział: „Złe i cudzołożne pokolenie będzie szukało znaku”. Jeżeli to nie jest ten znak, względnie ta generacja, to ja nie wiem, gdzie ona jest - słaba, zła, chodząca do kościoła, cudzołożna generacja. Oni będą szukać znaku i On powiedział, że go otrzymają. Bo jako „Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni, tak długo będzie Syn człowieczy w sercu ziemi”. Lecz potem nastanie zmartwychwstanie, podobnie jak Jonasz wyszedł z brzucha wieloryba.
94
Malachiasz 4. rozdział obiecał nam, że w ostatecznych dniach wyjdzie poselstwo, które obróci serca dzieci z powrotem do wiary ojców - do oryginalnej wiary ojców. Obietnica ta była dana. Jezus to obiecał. Wiara wierzących czasu końca zobaczy oryginalny znak Mesjasza. Zważajcie! Jeżeli On wstał z martwych, a wyznania wiary wypychały Go na zewnątrz poprzez wszystkie te lata i zaprzeczały tej prawdzie, to t„ rzecz”, której wypełnienia mamy wyglądać w dniach ostatecznych, jest przywrócenie z powrotem do oryginalnej wiary, z powrotem do wiary pierwszych ojców Pięćdziesiątnicy. Oni ujrzeli Jego zmartwychwstanie.
95
Dzisiaj również widzimy Jego zmartwychwstanie - znak Jego zmartwychwstania. Jonasz był trzy dni i noce w brzuchu wieloryba. A trzeciego dnia on wyszedł z wieloryba. Jezus wstał z martwych po trzech dniach pobytu w ziemi. Dwa tysiące lat był On nieobecny w kościele. Lecz On obiecał przez Joela: „Co zostawiła szarańcza, to pożarła gąsienica. Lecz Ja przywrócę” - mówi Pan - „wszystko, co pożarła szarańcza, gąsienica, chrząszcz i inne robaki. Ja to przywrócę w ostatecznych dniach”. Prorok powiedział: „W czasie wieczora będzie światło”. To samo słońce, które świeci na wschodzie, świeci i na zachodzie. Był to dzień, ciemny dzień. Oni się złączyli i ustanowili wyznania wiary i inne rzeczy. Lecz czasu wieczornego będzie Światło: to samo słońce, te same rezultaty, te same znaki, te same cuda - wieczorny czas.
96
Jak On udowodnił, że jest Mesjaszem? To pytanie wyłania się obecnie po dwóch tysiącach lat uderzania przeciwko temu: Czy On jest ciągle Mesjaszem? Otóż, kim On był wówczas... Żyd. 13, 8. mówi: „On jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki”. On musi być tym samym dzisiaj, kim On był wówczas. Jak On udowodnił, że jest Mesjaszem? Według Słowa Bożego. Albowiem Bóg powiedział przez Mojżesza: „Pan, wasz Bóg, wzbudzi wam proroka, podobnego do mnie”. Dlatego właśnie ta kobieta u studni... Kiedy On ujawnił jej grzechy, ona rzekła: „Panie, ja widzę, że Ty jesteś prorokiem. Wiemy, że gdy przyjdzie Mesjasz, on nam będzie mówił te sprawy. On odrzekł: „Ja, który z tobą rozmawiam, jestem Nim”. Ona szybko pobiegła i mówiła ludziom w mieście: „Chodźcie, zobaczcie Człowieka, który mi powiedział, co czyniłam. Czy On właśnie nie jest Mesjaszem?” A ludzie temu uwierzyli, ponieważ oni wyglądali tego znaku Mesjasza; czterysta lat nie mieli proroka.
97
Jezus powiedział: „Jak było w dniach Lota, tak będzie w czasie przyjścia Syna Człowieczego” - kiedy Bóg objawił Samego Siebie w ciele ludzkim, jadł mięso z cielęcia, pił krowie mleko i siedział tam przed nimi - Bóg, Jahwe, zamanifestowany w ciele, ze swymi plecami zwróconymi do namiotu, a powiedział, co sobie Sara mówiła w namiocie za Nim.
98
Czasu wieczornego będzie światło!
Potwierdzone Boże Słowo jest znakiem tego czasu, w którym żyjemy. Będzie Światłość! I On obiecał przez Malachiasza 4. i na wielu miejscach w Biblii, że ludzie czasu końca zobaczą tą samą manifestację, którą tamci widzieli, ponieważ On nie może zmienić tego znaku. On to obiecał.
99
Otóż, my słyszeliśmy Go mówiącego językami na Golgocie. Widzieliśmy Go, czyniącego wszystkie te rzeczy, które On czynił. Widzieliśmy apostolski kościół wówczas na początku, jak ten apostolski kościół - ich pociągnięcia, które oni czynili. Widzimy, jak to powraca tutaj - wprost do kościoła na nowo w tych ostatecznych dniach. Co to jest? Jest to Bóg potwierdzający, tak jak On potwierdzał dla Mojżesza, jak On to czynił na przestrzeni wieków.
On przygotował drogę, abyśmy nie mogli zostać zwiedzeni, abyśmy wiedzieli, że Jezus powiedział w ew. Jana 14, 12: „Kto wierzy we Mnie, znaki, które Ja czynię - te sprawy, które Ja czynię, i on czynić będzie”. O to będzie chodziło. Otóż, gdyby On umarł i pozostałby martwym, to te sprawy by ustały. Lecz jeżeli On żyje ponownie, to Jego sprawy dziej„ się dalej tak, jak wówczas, bowiem On jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. Czy temu wierzycie?
100
Słuchajcie, pozwólcie, że to powiem. Jezus udowodnił przez biblijne znaki Mesjasza, że On jest Mesjaszem. On to udowodnił. On nim był. Niechby mi teraz Bóg pozwolił udowodnić, że On jest ciągle tym samym. Czy temu wierzycie? On to udowodnił. On Nim był. On udowodnił, że Nim był. Obym mógł z łaski Bożej udowodnić, że On Nim jest. On udowodnił, że Nim był. Zatem, udowodnijmy, że On nim jest. Dokładnie to właśnie On obiecał. Tak właśnie On powiedział. W ten sposób On to powiedział. A „te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą”.
101
Co to jest? Obmyślana droga Boża, droga zmartwychwstania - ta rzecz, która przenosi człowieka z jego głupoty do światłości Ewangelii, przenosi go z intelektualnego mózgu podobnego do jakiegoś wielkiego systemu maszyny i upokarza jego serce przed Bogiem! „No wiesz” - mówicie - „ten człowiek jest taki inteligentny, bracie Branham. On ma cztery stopnie naukowe, on jest bakałarzem sztuki; on ma to wszystko...”. Ja nie dbam o to, co on ma. On będzie musiał zapomnieć wszystko, czego się nauczył, aby mógł poznać Chrystusa. To się zgadza. On będzie się musiał upokorzyć i porzucić wszystko, co mu dał świat. I człowiek się nauczy Chrystusa przez pokorę, wierząc w Niego. I to jest czas wieczorny.
102
Co powiedziałem tutaj na początku? Co to było, o czym mówiłem tutaj? Przyjęcie Bożej obmyślanej drogi w czasie końca! Każdy z tych mężów, każdym razem poprzez całą Biblię, poprzez przyrodę widzimy... Otóż, Bóg nie bierze drzewa dzisiaj, by je uczynić czymś innym, a jutro uczyniłby je znów czymś innym. On go nie czyni tak, żeby dzisiaj ta miazga schodziła w dół, a jutro powracała w inny sposób. A następnym razem On skłoniłby je, by tą miazgę wypuściło na zewnątrz. Nie, On trzyma się dokładnie Swego kursu. A każdy z tych mężów, o których mówiliśmy na podstawie Biblii - Bóg trzyma się dokładnie Swego kursu względem nich - dokładnie według Swego Słowa. Nie było ani jednego, któryby nie był dokładnie według Jego Słowa - poprzez całą Biblię dokładnie według Jego Słowa.
103
Potem, kiedy powiesz: „Otóż, ja jestem dokładnie według Jego Słowa”, wtedy On potwierdza, że to jest prawd„. Otóż, On ciągle trzyma właściwy kurs dzisiaj wieczorem, jeżeli tylko temu uwierzymy. Czy będziecie wierzyć? Pochylmy nasze głowy. Teraz bądźcie tak pełni czci, jak tylko możecie być, na chwilę... Bóg zatroszczył się o drogę, aby mógł przyprowadzić wierzących do wiary ku Zachwyceniu: o Bożą drogę, Jego obmyślaną drogę, by przyprowadzić wierzących do wiary ku Zachwyceniu! [Brat Branham akcentuje z wielkim naciskiem każde słowo w powyższym cytacie - wyd.]
104
Zanim zrobię wezwanie do ołtarza, chciałbym powiedzieć jedno: Czuję się prowadzony, by to uczynić. Czy są chorzy ludzie w tym budynku? Podnieście swoje ręce. Chciałbym was poprosić, żebyście się zachowywali cicho, siedzieli spokojnie, jeszcze tylko chwileczkę. Za następnych pięć minut będziemy już na zewnątrz, jeżeli tylko będziecie pełni czci. Widzicie teraz, jeżeli robicie niepokój, to niepokoicie kogoś. A ja mam całą tą sprawę pod władzą Ducha Świętego. Muszę ją mieć, żebym to mógł czynić. Bóg dał obietnicę. Nie byłem to ja. Był to On, kto dał tą obietnicę.
105
Otóż, na ile mi wiadomo, są tutaj niektórzy ludzie, których znam. Są również niektórzy, których nie znam. Aktualnie widzę, jak sądzę, około czterech ludzi, których znam. A jednym z nich jest brat Williams tutaj oraz brat Rose. Ja ich znam. A matka Sharrit siedzi tam przy drzwiach. Ja - oczywiście, ja ją znam. Tutaj jest siostra Williams, siedzi tutaj. Znam ją. A ta pani, siedząca wprost tutaj, dwa rzędy przede mną, ona pracuje w oddziale konfekcji w sklepie, i jest przyjaciółką rodziny. Nie wiem, jak się nazywa, lecz myślę, że jest członkiem zboru brata Outlawa tutaj. Ja myślę, że to się zgadza. A następnie widzę brata Dauch i siostrę Dauch z Ohio - siedzą tutaj. Przed chwilą słyszałem brata Sothmanna, mówiącego „Amen” gdzieś tam w tyle. Obserwowałem. To są mniej więcej wszyscy, których widzę i znam tutaj.
106
Ilu z was jest chorych i wiecie, że ja was nie znam? Podnieście swoje ręce, którzy wiecie, że nic o was nie wiem; podnieście swoje ręce. W porządku. Miejcie tylko wiarę teraz i wierzcie. Zatem, jeżeli wam teraz mówiłem prawdę, to Bóg jest zobowiązany potwierdzić to Słowo, że jest prawdą. Czy się to zgadza? Tak jest. Zatem to będzie ta obmyślana droga, zgodnie z tym, o czym mówiłem dzisiaj wieczorem. To jest obmyślana Boża droga - powiedzieć wam, że to jest prawda, ponieważ wszyscy wiedzą, że to jest absolutnie niemożliwe. To byłby cud, którego nauka nie potrafi wyjaśnić. Nie możecie wyjaśnić cudu. On przewyższa wyjaśnianie.
107
A gdyby Bóg przemówił tutaj dzisiaj wieczorem do jednej osoby, która by wiedziała, że ja jestem dla nich obcym, i powiedziałby im, co uczynili lub co nie powinni byli czynić, względnie co oni będą czynić, czy też co nie powinni czynić, czy coś takiego - tak samo czynił Jezus, kiedy był tutaj na ziemi. W ten sposób On dał się poznać publiczności - to był znak Mesjasza. Ilu z was to wie, powiedzcie „Amen”. Wtedy kościół w to wierzy. Tylko w ten sposób ci ludzie, kiedy On to czynił... Oni - ta niewiasta dotknęła się rąbka Jego szaty. On odwrócił się i powiedział: „Kto się Mnie dotknął?” On nie odczuł jej fizycznie, lecz była to jej wiara, która to uczyniła. Nuże, ty możesz mieć taką wiarę, jeżeli się tylko będziesz modlił i powiesz: „Panie Jezu, zabierz ze mnie wszelkie wątpliwości. Usuń ze mnie moje wątpliwości i pozwól mi w to wierzyć. Jestem w rozpaczliwej potrzebie. I ja przychodzę dzisiaj wieczorem, bo Biblia mówi, że Jezus Chrystus jest Najwyższym Kapłanem, który potrafi współczuć naszym słabościom”.
108
Czy wiedzieliście, że ten znak, ten cud, nie został uczyniony w historii od śmierci ostatniego apostoła? To się zgadza. Właśnie przewertowałem całą historię i książki, o których wiem - „Dwa Babilony” Hislopa. Przeczytałem „Księgę męczenników” Foxa. Czytałem przed-nicejskich ojców, Sobór w Nicei, i o czasach po-nicejskich. Przeczytałem wszystkie te książki. Nie spotkałem się z tym nigdzie w historii Marcina Lutra, Johna Wesley'a, w pierwszym przebudzeniu, w przebudzeniu w Walii. Oni krzyczeli, wykrzykiwali i chwalili Boga, w końcu popadli w mówienie językami. A zatem to powinien być ostatni znak. Był to ostatni znak, który zobaczyła Sodoma, zanim została spalona. I przypomnijcie sobie, On tego nie objawił Sodomie. On to objawił Abrahamowi - temu wybranemu przez elekcję. I ten dar nie idzie do tych świeckich kościołów na zewnątrz, jeżeli zwróciliście uwagę. On idzie do wybranego Kościoła. To są ci, którzy odnoszą z tego korzyść. Tylko oni to otrzymają.
109
Gdyby się to stało tam na zewnątrz, oni by powiedzieli to samo, co powiedzieli wówczas, kiedy On to czynił: „On jest Belzebubem, wróżbitą”. I każdy wie, co to jest wróżbita; wie, że to jest nawet nierozsądnie tak powiedzieć. Oni nie znają podstawowej zasady telepatii czy wróżenia. To jest dzieło diabła - próba podrabiania dzieła Bożego. Bóg pokazuje to prorokowi; diabeł ma medium. Ci dwaj są dość blisko siebie. Jezus powiedział, że to by niemal zwiodło wybranych, gdyby to było możliwe. To jest prawdą. Mamy całą masę podrabiania. On rzekł: „Jako Jambres i Jannes sprzeciwiali się Mojżeszowi, tak będą czynić ci ludzie, mając skażone umysły i odrzucając prawdę”. Lecz ich głupstwo wyjdzie na jaw.
110
Teraz w Imieniu Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, biorę tych słuchaczy pod moją władzę przez Ducha Świętego! Dzięki Duchowi Świętemu w Imieniu Jezusa Chrystusa. Proszę was, jako wierzących, nie poruszajcie się. Siedźcie spokojnie. I wierzcie, że Jezus Chrystus jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. I ja jestem tutaj, by ogłaszać Jego dzieła i Jego drogi; byłem bardzo powściągliwy w tych sprawach ostatnich piętnaście, szesnaście lat mojej pracy na polu misyjnym. Lecz obecnie nadchodzi godzina, kiedy się lada chwila coś stanie. To poselstwo pójdzie do innego narodu, do innych ludzi. Lecz kiedy jesteśmy w Obecności Jego świętej Istoty... Uważam, że Kościół w Ameryce jest już mniej więcej wywołany. On jest dokończony. On jest obmyty. On jest gotowy - prawdziwy Kościół. Obłuda ciągle pozostaje, lecz prawdziwy Kościół był prawdziwym Kościołem od początku - ten znowuzrodzony, predestynowany według powołania Bożego.
111
Jeżeli wierzysz całym swoim sercem, proszę cię, żebyś się modlił i rzekł: „Panie Jezu (w swoim sercu), pozwól mi dotknąć Twojej szaty. I jak poznam, że Ty jesteś ciągle tym samym Najwyższym Kapłanem? Mów do mnie przez usta brata Branhama. I jeżeli on powiedział mi prawdę, a ja wierzę, że tak jest...”. Wspomnij to na pewno w twojej modlitwie, bowiem On powiedział mi: „Jeżeli pozyskasz ludzi, aby ci uwierzyli...”. To jest jedyna...Ty... On nie mógł uczynić wielu potężnych uczynków, ponieważ oni Mu nie wierzyli. Nie wierzcie, że ja Nim jestem, lecz wierzcie, że On mnie posłał. I ja jestem tutaj, by Go zamanifestować. On udowodnił, że Nim jest. Niechby mi Bóg pomógł udowodnić, że On wstał z martwych - Mesjasz - ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki.
112
Bądźcie teraz pogrążeni w modlitwie. Ja obserwuję i czekam. Proszę, módlcie się. A jeżeli Pan daruje nam to i udowodni nam, że to jest znak czasu końca, czy będziecie chodzić w Światłości? Czy Mu uwierzycie? Czy macie wiarę w Niego? On nie ma względu na osobę. Tylko miejcie wiarę, wszyscy i wszędzie. Teraz, kiedy macie pochylone wasze głowy, ja dziękuję Panu. Tutaj jest ta Światłość, którą widzicie na zdjęciu. Ona jest teraz tutaj wprost w tym pomieszczeniu. I ja ją widzę tuż obok niewiasty, która siedzi po mej prawej stronie. Ona się modli za synem, który jest w kłopotach. Tylko nie wątp. Miej wiarę.
113
Po mojej lewej stronie jest niewiasta i ona jest w trwodze. Ona się obawia, że ma raka. Jest bardzo wstrząśnięta z powodu tego. Mam nadzieję, że tego nie zaprzepaści. Ta niewiasta próbowała długi czas przecisnąć się tutaj do pomieszczenia. Ona się obawia. Ona nie jest stąd. Przybyła z innego miasta, a to miasto jest jeszcze mniejsze niż to; myślę, że leży na południe stąd. Ono jest na zboczu góry. Jest to Tucson. Nazywa się pani Bach. Czy wierzysz? Czy przyjmiesz swoje uzdrowienie? W porządku. Nie obawiaj się tego więcej. Twoja wiara cię uzdrawia. Pani, która się nazywa Hershey. Nie zapomnij: Bóg może udowodnić, że ten syn jest niewinny, jeżeli będziesz wierzyć całym swoim sercem. Nie wątp. Miej wiarę, wierz. Pani siedząca tutaj po drugiej stronie, po mej prawej stronie - ona cierpi z powodu dolegliwości serca. Nazywa się pani Cloud. Jeśli będziesz wierzyć całym swoim sercem i przyjmiesz swoje uzdrowienie, to Bóg wszechmogący uzdrowi cię. Czy temu będziesz wierzyć? W porządku. Wierz całym swoim sercem. Pani zupełnie w tyle, po mojej prawej stronie, w prawym rzędzie, w ciemnej sukience na sobie - Pani Yates, wierz całym swoim sercem, a twoje dolegliwości w plecach opuszczą cię.
114
O, moi drodzy. Czy Go miłujecie? Czy Mu wierzycie? Czy On jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki? Otóż, jeśli On udowadnia to i wy widzicie, że to jest prawdą, a ci ludzie poświadczają, że ich nie widziałem nigdy w moim życiu... Lecz spójrzcie. Jeśli teraz weźmiecie moje słowo odnośnie tego, co mówię, jeśli będziecie wierzyć całym swoim sercem i położycie na siebie wzajemnie swoje ręce, to zostaniecie uzdrowieni - jeśli tylko będziecie w to wierzyć całym swoim sercem. Jest to znak czasu końca. Włóżcie teraz swoje ręce wzajemnie na siebie - wy, którzy się będziecie modlić jedni za drugich. Jeśli jesteś grzesznikiem, wyznaj swoje grzechy. Jeśli jesteś odstępcą od wiary, wyznaj, że jesteś złym. Jeśli jesteś chory, wyznaj, że chcesz zostać uzdrowiony i powiedz: „Ja Ci wierzę, Boże”. Otóż, Biblia wcale nie mówi, że tylko modlitwy Williama Branhama dokonają tego, lecz On powiedział: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą. Jeżeli włożą swoje ręce na chorych, to oni wyzdrowieją”. Czy temu wierzycie?
115
Otóż, ile razy... Jak długo jestem już z wami, Phoenix? Od około siedemnastu lat przyjeżdżam tutaj. Czy widzieliście, żeby się to okazało błędne, choćby jeden raz? Czy nie było zawsze dokładnie w ten sposób, jak to Duch Święty wypowiedział - tysiące tysięcy razy i do wielu tłumów ludzi? Ile razy dookoła całego świata - ze wszystkich narodów, pokoleń, języków i ludzi? To jest Jezus Chrystus, nie wasz brat. A ja wam cytuję Jego Słowo. „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą. Jeżeli będą wkładać swoje ręce na chorych, to oni odzyskają zdrowie”! Włóżcie teraz swoje ręce na kogoś i módlcie się za nimi! Nie módl się teraz o samego siebie, bowiem inni modlą się za tobą. Ty módl się za nimi. A teraz pochylmy nasze głowy w majestatycznej Obecności Jezusa Chrystusa, Który Sam udowadnia, że jest między nami. Otóż, On jest waszym Bogiem tak samo, jak On jest moim Bogiem.
116
Módlcie się teraz w ten sposób, jak się modlicie w swoim zborze. Módl się za tą osobą, która włożyła swoje ręce na ciebie. Módl się w zamian za to za niego i wierz w Boga. Wyznaj swoje grzechy i powiedz: „Panie, ja jestem zły. Ja wątpiłem! Już więcej nie będę wątpił! Ja wierzę w tej chwili, że Ty mnie uzdrowisz”. Uzdrów tę osobę, Panie! Uzdrów tę kobietę! Uzdrów tego mężczyznę! Uzdrów tę kobietę! Uzdrów to niemowlę! Uzdrów tą młodą dziewczynę! Uzdrów tego młodego chłopca! O, Panie Boże, Stwórco niebios i ziemi, jak możemy tutaj tak siedzieć, Panie? To powinno przynieść wiarę ku Zachwyceniu - moc Bożą, która ogarnie wszystkich słuchaczy, Panie, i podniesie ich do wyższych sfer - do chwały Bożej!
117
Niechaj diabeł, który związał tych ludzi, wypuści ich na wolność! Na podstawie obietnicy Bożej, której ja wierzę, na podstawie Biblii, której nauczam, na podstawie Boga, który udowadnia, że to jest Biblia, który udowadnia, że On jest Bogiem tej Biblii!
Po dwóch tysiącach lat On ciągle żyje między nami dzisiaj wieczorem, jako zmartwychwstały, ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki. Na podstawie Jego przelanej Krwi i tego, że On żyje, będąc obecny po dwóch tysiącach lat, ja wyzywam diabła z całym jego niedołężnym duchem choroby i dolegliwości: „Wypuść tych ludzi na wolność w Imieniu Jezusa Chrystusa. Wyjdź z nich, aby mogli chodzić w wolności. Wypuść na wolność tego grzesznika, wypuść na wolność tego odstępcę od wiary, wypuść na wolność tego chorego mężczyznę albo niewiastę. Ja żądam ich uzdrowienia, ich zbawienia w Imieniu Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Opuść ich, ty wstrętny, zły, nieczysty duchu niewiary i wątpliwości. Odejdź z tego zboru, z tej grupy ludzi, w Imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
118
Ja wierzę. Wierzę, że modliliśmy się modlitwą wiary. Pragnę, abyście teraz coś uczynili wprost tam, gdzie jesteście. Wbijcie sobie pal - w swoim umyśle: „Bezpośrednio tutaj na tym krześle, dzisiaj wieczorem, kiedy wstałem i usłyszałem Słowo, zobaczyłem, że Bóg potwierdza Swoje Słowo i udowadnia, że Ono jest prawdziwe, modlono się o mnie modlitwą wiary. Jeżeli diabeł będzie mi kiedykolwiek próbował wmawiać, że jestem chory albo dzieje się coś złego, to ja go przyprowadzę prosto do tego pala. Właśnie w tej chwili modlono się o mnie modlitwą wiary i ja jestem uzdrowiony z moich chorób. Jestem zbawiony z moich grzechów. Jestem dzieckiem Bożym i więcej nie będę zwracał uwagi na kłamstwa diabła. Jestem wolnym sługą Bożym”. Amen. Czy to uczynisz? Powiedz: „Amen”. Podnieś swoją rękę i powiedz: „Ja w to wierzę”. Amen, Amen.
119
Dla mnie jest ta sprawa załatwiona. To dzieło jest dokonane. Wszystko przeminęło. Bóg tak powiedział i to jest udowodnieniem. Jak On może uczynić coś innego, niż potwierdzić Swoje Słowo? Jeżeli On potwierdzi to dla mnie, On może potwierdzić to również tobie. Czy temu wierzysz? W porządku, powstańmy na nasze nogi i uwielbiajmy go. Oddajmy Mu wszelką chwałę i cześć. Amen. W porządku. Chwała Bogu! Dziękuję Ci, Panie Jezu. My Ciebie miłujemy. My Ciebie chwalimy. Przyjmujemy te rzeczy. Wierzymy, że Ty czynisz to dla nas teraz. Ty jesteś naszym Zbawicielem. Ty jesteś naszym Lekarzem i my ciebie za to miłujemy. Niech będzie błogosławione Imię Pańskie na zawsze. Przyjmij tych ludzi, Panie, i pozwól im od tej chwili być Twoimi sługami na zawsze dzięki Imieniu Jezus. Niech was Bóg błogosławi.