Wytrwałość

Phoenix, Arizona, USA

63-0113E

1
Pozdrawiam to miłe audytorium dziś wieczorem tutaj - siostrę Webster i brata Greena i wszystkich słuchaczy, członków tego zboru. Uważam to zawsze za wielki przywilej dla mnie, że mogę przyjść do domu Pańskiego, a do tego dzisiaj wieczorem być ponownie w jednym z jego zborów stanowczych chrześcijan.
2
Przypominam sobie, że przed laty, kiedy po raz pierwszy przybyłem do Los Angeles, słyszałem o siostrze McPherson. Lecz ona odeszła do góry po złotych schodach, zanim ja stałem się kaznodzieją.
Kiedy udałem się do Los Angeles po raz pierwszy, udałem się do Forest Lawn. Słyszałem, że ona została tam pogrzebana, i udałem się tam i stanąłem nad jej grobem, pochyliłem moją głowę i podziękowałem Bogu za jej szlachetne życie. Od tego czasu widziałem szyldy stanowczych chrześcijan niemal w każdym państwie, do którego jechałem misyjnie. Miałem ten przywilej, że byłem w kaplicy i czekałem w jej gabinecie. Zanim ona wychodziła za kazalnicę, miała tam swój gabinet i ja tam siedziałem wiele wieczorów, kiedy głosiłem w tej kaplicy i rozmyślałem o tych godzinach, w czasie których ona rozważała tam, zanim wystąpiła za kazalnicę - jaka świętość otwarcia Słowa Bożego. Jestem tutaj dzisiaj wieczorem z kilkoma zwolennikami, którzy starają się zachować to poselstwo żywym... Niech Bóg będzie z wami i błogosławi was.
3
A potem, spotkałem się znowu z bratem Green, kosztownym drogim przyjacielem - z bratem i siostrą Green. I kiedy byłem tam na zewnątrz przed chwilą, spotkałem się z nim i powiedziałem mu, jak bardzo cieszyłem się z poselstwa zawartego w tej pieśni śpiewanej pewnego dnia tam u chrześcijańskich biznesmenów - Imię Jezus„, czy jak on ją nazwał. Oni jej jeszcze nie nagrali. Powiedziałem mu: „Pozwól, że będę pierwszym klientem” - była to tak piękna pieśń. I myślałem, że może by mi zaśpiewali, kiedy tutaj przyjechałem, a moja żona siedziała z dziećmi tam w tyle, by jej słuchać. I jestem pewien, że oni cieszyli się z tego również. A jego głos nie jest... On jest naprawdę znanym w naszej okolicy. Mam wiele z jego nagrań. Kiedy się czuję rzeczywiście źle, idę do mieszkania - mam w domu gramofon - i odtwarzam dużo z jego nagrań i po prostu siadam, i słucham ich. Chcę powiedzieć mojej żonie siedzącej tam w tyle - właśnie dostałem ich trochę więcej. Naprawdę się z nich cieszę. One są po prostu przystanią odpocznienia, kiedy słucham tych pieśni Ewangelii i wiem, że nie są śpiewane przez jakiś sztucznie wyćwiczony głos, lecz pochodzą ze serca prawdziwego chrześcijanina. On mi powiedział, że ma tam jeszcze kilka płyt dzisiaj wieczorem. Chcę, aby moja żona przeglądnęła je z nimi i stwierdziła, czy ma tam takie, których jeszcze nie mamy, i żeby je na pewno nabyła. Myślę, że je mają tam w westybulu, i one są...
4
Wiecie, główną rzeczą jest...Jeżeli chodzi o śpiewanie, ja lubię te... Lubię ćwiczone głosy, lecz nie lubię zbytnio wyćwiczonego głosu. Wtedy człowiek musi pilnować, jak długo potrafi zatrzymywać w sobie oddech, aż jest cały siny na twarzy, a tak czy owak nie śpiewa niczego. Lecz lubię staromodne zielonoświątkowe śpiewanie, kiedy się człowiek po prostu otworzy i śpiewa. Ja to lubię. A brat Green ma ten dar - on i siostra Green. A więc jesteśmy - wiemy, że to jest wspierane przez te chóry, i tak dalej. I jest bardzo dobre wiedzieć, że możemy się uchwycić tych pieśni.
5
Otóż, po raz pierwszy spotkałem brata Greena - myślę, o ile sobie dobrze pamiętam, że to było w Kansas City, gdzie dawniej miewaliśmy konferencje. Jak lubiłem usiąść na dworze... Oni mówili: „Otóż, jeszcze nie pora rozpoczynać”. Lecz ja czekałem na dworze w moim samochodzie i chciałem koniecznie słuchać tego śpiewania, kiedy on i siostra Green śpiewali. Więc ja mu tam na dworze powiedziałem: „Ufam, że pewnego dnia, kiedy się przeprawię na drugą stronę rzeki...”. Tak bardzo lubię śpiew, ale po prostu nie umiem śpiewać, i na tym koniec. Zawsze pragnąłem śpiewać, ale nie potrafię po prostu. Dawniej próbowałem śpiewać w zborze pieśń: „Staromodne zgromadzenie w staromodnej kaplicy” i zupełnie to pogmatwałem. Kiedy wróciłem do domu, wziąłem po prostu moją żonę za rękę i powiedziałem: „Kochanie, już nigdy więcej nie będę próbował tego, tak mi Bóg dopomóż”. Ja po prostu spowodowałem, że wszyscy inni pomylili się.
6
Lecz pewnego chwalebnego dnia będę śpiewał. I zawsze myślałem, że może tam po drugiej stronie na wzgórzu, gdzie koło tronu spływa w dół rzeka żywota, kiedy ten wielki chór wszystkich odkupionych - te wspaniałe głosy będą śpiewać na tym wzgórzu, mam nadzieję, że po drugiej stronie wzgórza będzie niewielkie drzewo, dające cień. Jeżeli będziecie mnie chcieli odwiedzić, po prostu wpadnijcie tam do mnie. Ja tam będę siedział i słuchał ich. Lecz kiedy przejdziecie na drugą stronę do waszego pałacu pewnego poranka i wyjdziecie na werandę waszego pałacu... A gdzieś na dole w głębi lasów będzie zbudowana mała chata. Wyjdziecie na werandę i usłyszycie, jak ktoś śpiewa: „Zdumiewająca łaska, jak słodki jej dźwięk”, to powiecie: „O, bratu Branhamowi powiodło się, ponieważ on jest tam. On - w końcu tam dotarł”. Zatem, ja - wtedy będę mógł śpiewać. Aż do tego czasu muszę po prostu robić radosny hałas dla Pana.
7
Czy nie jesteśmy szczęśliwi? Nie mamy powodu do martwienia się - żadnego powodu. Jesteśmy zakotwiczeni w Chrystusie, umieszczeni na niebiańskich miejscach, podniesieni do góry do łaski ku Zachwyceniu w tej chwili, siedzimy w Jego Obecności na niebiańskich miejscach w Jezusie Chrystusie. Nawet śmierć nie może nas dotknąć - jesteśmy zakotwiczeni, nic nie może nas martwić, jesteśmy zabezpieczeni i czekamy na Jego Przyjście. I jesteśmy tak bardzo wdzięczni za to.
8
Otóż, trzeba mi dzisiaj wieczorem po nabożeństwie jechać około 150 mil samochodem. A kiedy mamy taki fajny tłum słuchaczy jak ten, trwa mi to długo, zanim rozpocznę; a potem dwukrotnie tak długo, by zakończyć. Spróbuję więc przejść zaraz do tematu i wygłosić to, co planowałem mówić - tak szybko, jak to będzie możliwe. Pragnę podziękować pastorowi i współpracownikom, i wszystkim innym za tą możliwość, że mogłem przyjechać tutaj, by złożyć moje świadectwo o Jego łasce dzisiaj wieczorem w tym zacnym zgromadzeniu. Wspiąłem się niedawno na Południową Górę, spojrzałem w dół na tę dolinę. I pomyślałem o czasach przed trzydziestu pięciu laty, kiedy po raz pierwszy wstąpiłem do tej doliny. Jak rozrosło się to miasto, rozpostarło się po prostu przez całą dolinę Maricopa tutaj. Jak daleko okiem sięgnąć jest po prostu miasto. Siedziałem tam razem z moją żoną i powiedziałem: „Wiesz, kochanie, być może przed około trzystu laty nie biegał tutaj nikt inny niż kojoty i dziki jaweliny, i tak dalej - poprzez ten kraj. A potem przyszedł tutaj człowiek i zaczął budować. Potem zaczęła się rozwijać cywilizacja; wtedy rozpoczął się grzech i gwałt.
9
Pomyślałem sobie: „Czy by to nie było cudowne miejsce?” Zawsze myślałem sobie, że pewnego dnia chciałbym żyć w Phoenix. I potem - patrząc na tą dolinę, niemal płakałem w moim sercu, bo jak pięknym byłoby to miejsce, gdyby tu nie było grzechu. Jakże, oni wzięli po prostu pustynię i zbudowali na niej mieszkalne domy. Dzisiaj jeździliśmy po okolicy na szczyt Pleców Wielbłąda - są tam śliczne domy, niemal jakby człowiek wstąpił do raju. A zatem, byłoby to piękne, lecz wszędzie tutaj jest grzech: spelunki z whisky, niemoralność, po prostu wszelkie zło - wszelkiego rodzaju urządzenia i sidła wroga, by usidlić ludzkie dusze. Moja żona powiedziała: „Więc dlaczego jesteś tutaj, Billy?” Ja powiedziałem: „Kochanie, to są ciemności. Lecz wiesz, że pomimo wszystkich ciemności tam na dole są tam również małe punkty światła. To są wybrani Boży. A ja jestem tutaj, by stanąć z nimi ramię w ramię, połączyć moje serce z ich sercami, mój głos z ich głosami i wołać przeciwko tym ciemnościom. Dlatego właśnie jestem znowu tutaj w Phoenix”. Niechby nam Bóg niebios dopomógł.
10
A kiedy przeminie ten wieczór i nasze małe zgromadzenie rozejdzie się po mieście - ze zboru do zboru, pomiędzy wszystkie denominacje pełnej Ewangelii, a zakończy się konferencją u chrześcijańskich biznesmenów w Ramada, ufam, że pozostawimy tutaj w tej dolinie znak, który będzie oznaczał - te małe światełka, które tu zostały rozsiane, że wiele dusz znajdzie Chrystusa, wielu chorych zostanie uzdrowionych we wierze. Już zaczynamy oglądać - pokazują się rezultaty. I ja ufam dzisiaj wieczorem, że jeśli ktoś przyjdzie tutaj dziś wieczór pod opiekę i schronienie tego pomieszczenia, to coś będzie powiedziane w pieśni, w świadectwie albo w czytaniu Słowa, lub w czymś innym, co sprawi, że wyjdziesz z tych drzwi jako inna osoba - nie taki, jaki tutaj wszedłeś. Pomóż, aby się to stało działem nas wszystkich.
11
A teraz, zanim przejdziemy do Słowa, zbliżmy się do jego Autora w modlitwie. Pochylmy nasze głowy na chwilę. Kiedy mamy nasze głowy i nasze serca pochylone przed Bogiem, czy byłaby tutaj wśród słuchaczy jakaś prośba dzisiaj wieczorem, to znaczy czy macie coś szczególnego, o co chcielibyście prosić Pana, aby wam w tym pomógł? Tylko podnieś swoją rękę i głęboko w swoim sercu powiedz: „Panie, Ty wiesz, co to jest”. Dziękuję ci. Niech ci Bóg błogosławi.
12
Nasz Niebiański Ojcze, my przychodzimy teraz w tym wszystko zaspakajającym Imieniu Pan Jezus, wiedząc, że On obiecał: „Jeżeli będziecie prosić Ojca o cokolwiek w Moim Imieniu, będzie wam dane”. My przychodzimy najpierw, by wyznać, że grzeszyliśmy, popełnialiśmy zło i nikt z nas nie jest dobrym, ani jeden. I przychodzimy, by wyznać nasze grzechy w Imieniu Pana Jezusa. Prosimy o wybaczenie. I Ty widziałeś ręce tych ludzi, które były podniesione dzisiaj wieczorem, i Ty wiesz, co przedstawiały te ręce - czego oni potrzebują. I ja zanoszę moją modlitwę razem z ich modlitwami, kładąc ją na Twoim ołtarzu i prosząc o miłosierdzie, abyś Ty, Panie, okazał miłosierdzie i odpowiedział na każdą i na wszelką potrzebę. Pragnę Ci podziękować za ten zbór, za jego pastorów i za wszystkich zwykłych wierzących, za wszystkich diakonów i zarząd starszych, i za wszystkich, którzy tu chodzą. Błogosław ich, Panie. I my wiemy, że nasze zebrania i schodzenie się razem byłoby całkiem na próżno, gdybyś Ty nie spotkał się z nami.
13
Modlimy się więc, Niebiański Ojcze, abyśmy mieli teraz tę pewność, że Ty jesteś z nami. Bądź z nami nadal, o Panie przez cały wieczór. Pomóż nam. Jeżeli są tutaj przypadkowo tacy, którzy weszli do środka z ulicy lub z opłotków i dróg tego świata, którzy byli w swoim życiu obojętni wobec Ciebie, niechby to był ten wieczór, w którym powiedzą to wszystko zaspakajające „Tak”, podporządkowując się Bogu, oddając samych siebie Jezusowi Chrystusowi. Jeżeli są chorzy wśród nas, Panie, Ty jesteś wielkim Lekarzem, który nie zawiódł w żadnej sprawie. Myślimy o tym dniu, w którym żyjemy, kiedy choroby i wielka ciemność okrywają ziemię. Lecz myślimy znowu, że kiedy Ty prowadziłeś swój lud - Mojżesz wyprowadził ich z Egiptu i prowadził ich do obiecanego kraju - podczas całej ich pielgrzymki trwającej czterdzieści lat. A gdy weszli do obiecanego kraju, to nie było między nimi nikogo słabego.
14
Ilu lekarzy chciałoby dzisiaj wieczorem popatrzyć na przepis lekarski, który miał Mojżesz, który zachowywał cały ten lud w zdrowiu przez długich czterdzieści lat. A pomimo tego Ty tego nie ukryłeś. Ty objawiłeś to nam wszystkim i jest to napisane tutaj na tych stronicach - tak prosto. „Jam jest Pan, który uzdrawia wszystkie choroby twoje”. Obyśmy sobie zdali sprawę z tego, Panie - ci chorzy i będący w potrzebie, i wiedzieli, że nie ma takiej choroby, na którą Ty nie byłbyś środkiem - podwójnym lekarstwem. Błogosław czytanie Twego Słowa. I niechby nasze serca uniżyły się teraz ze względu na powagę tego nabożeństwa. Z głębi naszych serc jesteśmy napełnieni radością, ciesząc się z śpiewania o Ewangelii i z tych świadectw, i tak dalej, jesteśmy po prostu tak wdzięczni. Obyśmy teraz mogli słuchać Twego Słowa. I mów do nas, Ojcze, i błogosław tych kilka notatek, które sobie przygotowałem na ten wieczór, bowiem prosimy o to w Jego Imieniu i ku Jego chwale. Amen.
15
Jest wielu ludzi, którzy przychodząc na nabożeństwo, lubił sobie zawsze notować to, co kaznodzieja ma do powiedzenia albo co czyta z Pisma Świętego. I jeśli tak czynicie, pragnę, żebyście otworzyli razem ze mną krótkie miejsce Pisma, które się znajduje w ew. Mateusza 15. rozdział, od 21. do 28. wersetu. Chciałbym to przeczytać.
I wyszedłszy stamtąd, udał się Jezus w okolice Tyru i Sydonu.
I oto niewiasta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała, mówiąc: Zmiłuj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Córka moja jest okrutnie dręczona przez demona.
On zaś nie odpowiedział jej ani słowa. I przystąpiwszy uczniowie jego, prosili go, mówiąc: Odpraw ją, gdyż woła za nami.
A On, odpowiadając, rzekł: Jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela.
Lecz ona przyszła, złożyła mu pokłon i rzekła: Panie, pomóż mi!
A On, odpowiadając, rzekł: Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom.
Ona zaś rzekła: Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich.
Wtedy Jezus, odpowiadając, rzekł do niej: Niewiasto, wielka jest wiara twoja; niechaj ci się stanie, jak chcesz. I uleczona została jej córka od tej godziny.
16
Gdybym to miał nazwać tekstem, chciałbym mówić tylko na chwilę, względnie przez kilka minut raczej na temat: „Wytrwałość”. Myślałem, że skoro pani McPherson i ten zbór zawsze tak dzielnie wspierał Boskie uzdrowienie, a my nie możemy głosić pełnej Ewangelii, bez głoszenia Boskiego uzdrowienia, ponieważ ono jest częścią Ewangelii...
17
Przypominam sobie, że jako mały chłopiec czytałem pewien artykuł w jednym z czasopism: „Life” albo „Look”, lub w którymś z tych czasopism, byłem jeszcze młodym chłopakiem - o tym, jak ludzie stroili sobie żarty z pani McPherson, głoszącej Boskie uzdrowienie. I oni mówili, że ona posługiwała się pewną sztuczkę. Twierdzili, że kobiety, które miały wola - ona dała sobie szpilkę pod swój palec, a te kobiety wkładały sobie nadmuchany balonik pod swoje odzienie. A potem pani McPherson wkładała ręce na tę kobietę, wbiła szpilkę w ten balonik i uciekło z niego powietrze. Ja byłem wtedy grzesznikiem, lecz miałem lepszy zmysł niż myśleć sobie coś takiego. Gdyby ta szpilka ukłuła w ten balonik, on by wybuchł. Więc powiedziałem: „Niewątpliwie ta niewiasta znosi prześladowanie”. A potem, odkąd stałem się pracownikiem na Bożej niwie, uświadamiam sobie, co ona musiała znosić. Jeżeli człowiek stoi w obronie prawdy, to jest zawsze znienawidzony przez wroga.
18
Myślę, że słowo „wytrwały” oznacza według Webstera: „uporczywy, wytrwały, nieugięty w osiągnięciu celu”. A każdy człowiek na ziemi, albo który był kiedykolwiek na ziemi, który coś osiągnął, który czegoś dopiął, musiał być wytrwałym. Człowiek musi być najpierw pewien, w czym jest zakotwiczona jego wiara. Otóż, wiara nie jest czymś, co jest łatwo unoszone przez jakiś - nazwalibyśmy to pospolitym określeniem „hokus-pokus”. Wiara może być na właściwej pozycji tylko wtedy, kiedy jest zakotwiczona na czymś niezachwianym. Gdybym ci powiedział, abyś wyszedł i włożył swoją rękę na to drzewo, a będziesz uzdrowiony, to mógłbyś w to wątpić. Więc... Dlaczego? Nie mamy żadnego poparcia do czegoś takiego. Miałbyś tylko moje słowo. A gdybym ci powiedział, że obmycie się w jakiejś wodzie tutaj w tej dolinie przyniosłoby ci uzdrowienie, byłoby to zależne od tego, jak wielkie zaufanie miałbyś wobec mnie. A wiara przychodzi przez słuchanie. Słuchanie czego? Słowa Bożego. Dlatego, jeżeli to jest Słowo Boże, a Ono jest - możemy polegać na tym, czego Ono naucza. Bóg nie może się zmienić. Bóg musi na zawsze pozostać Bogiem. Jego Słowo musi być w tym wieku tak samo prawdziwe, jak było prawdziwe kiedykolwiek, w każdym wieku.
19
Otóż, my jesteśmy ograniczeni. Możemy powiedzieć coś w tym roku, a może nawet jutro musimy to zmienić, bo nie jesteśmy całkiem pewni tego; ponieważ jesteśmy ograniczeni. My się tylko domyślamy. A „domyślać się” znaczy tyle, co „zaryzykować bez autorytetu”. Lecz kiedy Bóg mówi cokolwiek, jest to doskonałe. On tego nie musi zmienić. Abraham nie zwątpił w obietnicę Bożą z niedowiarstwa; lecz umocnił się i oddał chwałę Bogu, ponieważ wiedział, że On potrafi dokonać, względnie uczynić czy zrobić to, co On obiecał. Zatem, jeżeli Bóg był kiedykolwiek zawołany na widownię by podjąć decyzję, to decyzja, którą Bóg podejmuje na początku, musi pozostać na zawsze ta sama. Ona się nie może nigdy zmienić. Ona nie może zostać zmieniona, ponieważ On jest nieskończonym. A wszystko nieskończone, nie miało ani początku ani końca. Więc On tego nie może odwołać w przyszłym roku i powiedzieć: „Ja się pomyliłem”. A zatem, jeżeli to była Jego decyzja, to każdy człowiek, który czyni to samo - przychodzi do tej samej decyzji, którą Bóg podjął dla jednego człowieka na podstawie jego wiary - by w to wierzył, on musi spełnić te same wymagania każdym razem - człowiek musi w to wierzyć. Bóg musi postępować każdym razem tak, jak postępował po raz pierwszy, inaczej postępowałby po raz pierwszy błędnie. A kto może oskarżyć Boga o to, że postępuje błędnie? Bóg musi zawsze pozostać przy Swojej decyzji. „Jeżeli możesz wierzyć...”.
20
Zatem, aby coś osiągnąć, musisz sobie ustalić pewien cel i powiedzieć: „Wierzę w to”, i przywiązać się do tego, i ciągle o to usiłować, przybliżać się do tego coraz bardziej, wiedząc, że masz - że to istnieje - wiedząc, że tam jest coś, do czego przychodzisz. Jak było powiedziane o małym chłopcu z latawcem. Trzymając sznurek w swoim ręku, powiedział... Inny mężczyzna zagadnął go: „Co trzymasz, synu?” On odrzekł: „Mego latawca”. On rzekł: „Ja nie widzę niczego prócz sznurka”. On odrzekł: „Lecz na jego końcu jest latawiec”. Ten człowiek spojrzał do góry i rzekł: „Ja nie widzę latawca”. Mały chłopiec odrzekł: „Ani ja nie widzę”. On rzekł: „Hm, jak zatem wiesz, że masz latawca”. On odrzekł: „Czuję go, jak szarpie na końcu sznurka”. Otóż, taka właśnie jest wiara. „Wiara jest substancją tych rzeczy, których się spodziewamy, dowodem rzeczy niewidzialnych”. Z chwilą, kiedy skierujesz swoją wiarę na to i potem zakotwiczysz się w tym, to przychodzisz do tego. Bez względu na to, czy to widzisz, czy nie, ty wiesz, że to istnieje mimo wszystko. Ty się z tym zmagasz i to cię ciągnie. Każdy człowiek, który kiedykolwiek uczynił coś pożytecznego, wytyczył sobie pewien cel, a potem był nieugięty i wytrwały, by tego dokonać.
21
Wielcy mężowie - George Washington, nazywany „ojcem naszego narodu”, kiedy on przyszedł do Valley Forge... Po spędzeniu całej nocy w modlitwie, aż był przemoknięty od śniegu powyżej swoich bioder - na skutek klęczenia w śniegu; następnego poranka przeprawił się przez Delaware pełną lodu. Dlaczego? On był wytrwały. On miał odpowiedź. Nic nie mogło mu stanąć w drodze. Trzy lub cztery kule z muszkietu przewierciły jego kapelusz, lecz nie zraniły go. On próbował... On chciał coś osiągnąć i on się przebił w modlitwie w tej sprawie, a był wytrwały. Nic nie stało mu w drodze.
22
Czy moglibyście sobie wyobrazić Noego w jego czasie, jak wytrwałym był Noe? Otóż, on był tylko farmerem i oni żyli w czasie większych naukowych badań być może, niż my żyjemy obecnie, ponieważ w owych czasach budowano piramidy. A jeżeli ktoś z was miał ten przywilej, że był przy tej wielkiej piramidzie w Egipcie i widział Sfinksa, i tak dalej, patrzcie, to jest zdumiewające, kiedy to człowiek widzi. Jak oni w ogóle dostali te bloki kamienne tam do góry na wysokość wieżowca w mieście? One ważyły setki ton. Dzisiaj nie potrafilibyśmy tego powtórzyć. My tego nie rozumiemy. Oni mieli coś... Oni mieli farby. Oni mieli coś, czym potrafili zabalsamować ciało tak, że wyglądało dość naturalnie tysiące lat. My nie mamy tej sztuki ani farb, itd., które oni mieli - wielki naukowy wiek.
23
Lecz pewnego dnia, kiedy Noe był na polach, być może zbierał swój plon, Bóg zjawił mu się i powiedział mu: „Przygotuj się, by ocalić swój dom - zbuduj arkę. Będzie padał deszcz”. Otóż, my wszyscy wiemy, że ten przedpotopowy świat nie miał żadnych deszczów. A więc to nie zgadzało się z opinią naukowców owego czasu. Jego poselstwo było przeciw temu. Nic dziwnego, że ci przebiegli naukowcy mogli przyjść do niego i powiedzieć: „Otóż, spójrz tutaj, panie Noe. Mamy obecnie urządzenia, które potrafimy wypuścić na księżyc i potrafimy robić wszelkie naukowe badania. I tam w górze nie ma wody. Więc jak może stamtąd padać jakaś woda, kiedy tam w górze nie ma wody, która by padała? Ty jesteś głupi. Twierdzisz coś, co nie ma żadnej podstawy. Tam w górze nie ma wody”. Lecz Noe mógł powiedzieć: „Bóg powiedział, że będzie padał deszcz i na tym sprawa załatwiona. Bóg tak powiedział”. Sto dwadzieścia lat był on nieugiętym przed tym naukowym światem w jego czasach i ciągle twierdził, że jego poselstwo jest poprawne, bowiem ono przyszło od Boga. On miał do wykonania pewne zadanie; on miał poselstwo, by się o nie troszczyć; i on był nieugiętym w czynieniu tego. Bez względu na to, co mówił pozostały świat; Noe słuchał Boga. Jedynie to miało dla niego znaczenie. On słyszał ten głos. On był pewien, że to był Bóg i on przygotowywał coś, co wydawało się wielkim głupstwem dla tego świata. Pomimo tego Noe wiedział, że Bóg dotrzyma Swego Słowa.
24
Czy to nie powinno być lekcją dla nas dzisiaj w tej godzinie... Jak powiedział Jezus: „Jak było w dniach Noego, tak będzie w czasie przyjścia Syna Człowieczego” - poselstwo, które jest głupstwem dla tego świata, oni go nie rozumieją. Lecz ci, którzy skontaktowali się z Duchem Świętym, wiedzą, że On powróci znowu. Wyobrażam sobie tych ludzi, jak wyrażali litość nad biednym starym Noem - jak wiele uciech tego świata i tych rzeczy, które się działy, on przegapił. Lecz Noe, ciągle nieugięty, trzymał się tego nadal. Pewnego dnia Bóg powiedział Noemu: „W porządku, ty wykonałeś swoją część. Wejdź teraz do arki - ty i twój dom”. I oni zauważyli, że ptaki zaczęły wlatywać do arki, a zwierzyna wchodziła do niej parami. Noe i jego rodzina weszli do środka.
25
I zawsze są wierzący, którzy wierzą tylko do pewnej granicy (tak ich nazywam), ludzie, którzy będą chodzić do zboru. Oni się cieszą z poselstwa, może z chóru, czy z śpiewaków, z kaznodziei lub z świadectwa. Oni się cieszą z tego. Lecz wejść do środka i być częścią tego - oni tego po prostu nie uczynił. Oni lubił tego słuchać, lecz nie chcą być częścią tego. Oni nie chcą się zidentyfikować z nimi. Oni pragną stać gdzieś na boku. Tak było zawsze i niewątpliwie było tak w owym czasie.
26
Potem, kiedy drzwi arki zostały zamknięte, wielu z tych ludzi mówiło: „Otóż, podejdźmy do niej i stańmy dookoła. Jeżeli urzeczywistni się to, na przykład, że ten stary człowiek miał rację... Wszyscy trochę myśleliśmy, że ten stary człowiek miał trochę pomieszane zmysły, lecz ja - cieszyłem się, słuchając go, kiedy głosił, stojąc tam w tych drzwiach. A teraz, wiemy, że coś zamknęło te drzwi. Otóż, on był dobrym starym człowiekiem. A gdyby przypadkiem spadło trochę wody z nieba, no wiecie, on by nas zabrał do środka”.
Widzicie, człowiek nie chce ufać... Człowiek nie chce nadużywać Bożej dobroci. Chce na pewno wejść do środka, kiedy ma okazję do tego. Wtedy pierwszą rzeczą, jak wiecie, pierwszego dnia to... Patrzcie, jak Bóg czasami wywiera nacisk na Swój lud. Wyobrażam sobie, że pierwszego dnia Noe powiedział swojej rodzinie: „W porządku. Teraz wejdziemy na górne piętro. Otóż, rano niebo stanie się ciemne. Nigdy przedtem nie było ciemne. Nigdy tego nie widzieliśmy. Zacznie padać deszcz. Błyskawice będą przechodzić po nieboskłonie”. Następnego dnia wzeszło słońce. ładnego znaku - Noe i jego rodzina patrzyli się przez cały dzień. Otóż, wszystko działo się tak samo, jak przedtem. Wyobrażam sobie, że wierzący do pewnej granicy rzekli: „E, ten stary człowiek się mylił”. Więc oni powrócili do miasta, jedli, pili i zawierali małżeństwa. Wyobrażam sobie, że jego rodzina... Jakim napięciem musiało to być dla tego męża. Lecz on nie zrezygnował i nie zaczął stukać do drzwi i mówić: „Ludzie, wyważcie te drzwi. Ja się pomyliłem”. Dlaczego? On wiedział, że ma prawdę, i on się jej trzymał. Jeżeli deszcz nie padał dzisiaj, to on będzie padał jutro. To było właściwe.
27
W porządku. Potem nastał drugi dzień i stwierdzamy, że słońce wzeszło. Ono przeszło po nieboskłonie, tak jak czyniło to każdego dnia; nie było znaku deszczu. On był ciągle nieugięty. Noe siedział tak w arce przez całych siedem dni. Mówił: „Jeżeli deszcz nie padał dzisiaj, to będzie padał jutro”. Widzicie, on był zakotwiczony. On był nieugięty, wytrwały, bo wiedział, że Bóg tak powiedział i musi się to dziać w ten sposób Otóż, w końcu siódmego dnia, kiedy on wyjrzał z okna, niebo pociemniało, wiatr dął ponad wzgórzami, drzewa przechylały się, ludzie krzyczeli, nikt nie wiedział, co robić. I po pewnej chwili duże krople deszczu zaczęły padać po raz pierwszy, uderzając w powierzchnię ulic. Rowy się napełniły, a małe źródełka zaczęły bulgotać; woda zaczęła się podnosić. Ludzie wsiedli do swoich łódek i tonęli. Wiatry szalały okropnie. A woda była coraz głębsza i głębsza. Po pewnym czasie zaczęła podchodzić do arki. On obserwował to przez okno.
28
W końcu, ludzie krzyczeli... On nie mógł w żaden sposób wyciągnąć ręki i zabrać ich. On był wysoko w górze, na górnym piętrze. Oni na skutek grzechu przegapili dzień łaski. Nic więcej dla nich nie pozostało. Potem było już za późno. W końcu... Jakie uczucia musiał mieć Noe, kiedy patrzał na ulicę i oglądał te małe łódki, czy były skonstruowane przez Boga, czy nie. Widzicie, ludzie sobie tak myślą dzisiaj: oni potrafił skonstruować swoją własną arkę; oni potrafił zrobić swoje własne zbawienie. Nie możecie tego uczynić. Bóg dokonał zbawienia dla nas, a my je musimy przyjąć. Arka skonstruowana przez człowieka nie ostoi się po prostu. Wszystko, co potrafi osiągnąć człowiek, co jest sprzeczne z wolą Bożą i ze Słowem Bożym, nie ostoi się.
29
Lecz jakie to musiało być, kiedy pani Noe i jej synowe i synowie, i tak dalej, kiedy widzieli, jak woda podchodzi do arki, a pomimo tego arka stała jeszcze spokojnie. Lecz po pewnej chwili czuli, że arka się podniosła. Ona pływała. O, Noe wiedział, że wszystko, co starał się osiągnąć, wszystko, co uczynił, jego poselstwo opłaciło się. Arka podniosła się. Ona opuściła ziemię. Tak samo jest, kiedy człowiek pozostanie - nie podchodzi do pastora, by z nim uścisnąć dłoń, zapisać swoje nazwisko do księgi, lecz kiedy on tam pozostanie tak długo, aż odczuje, że coś wewnątrz niego zostało uwolnione i on zaczyna płynąć na drugą stronę w wierze, wiedząc, że jego grzechy przeminęły i on jest zakotwiczony swoją duszą w Chrystusie, i coś podnosi go wyżej i wyżej; jest nieugięty, wytrwały.
30
Mojżesz był bardzo wytrwały. Kiedy on wyszedł w Egipcie i zabił człowieka... I z całą jego edukacją i z jego wykształceniem, a jednak on uczynił to źle, ponieważ pokładał ufność w tym, co potrafił osiągnąć przez swoje wykształcenie i przez swoje własne... Było nam powiedziane, że on był walecznym mężem. I stwierdzamy, że to, w czym on był wyćwiczony, zawiodło. A kiedy to zawiodło, on nie był w tym wytrwały. On uciekł na pustynię na okres czterdziestu lat. Lecz pewnego razu spotkał Boga w płonącym krzaku i on zdjął swoje obuwie. Zobaczył chwałę Bożą. On ujrzał, jak sucha laska zamieniła się w węża, a potem zamieniła się znowu w laskę. Widział, jak trędowata ręka została uzdrowiona mocą Bożą i usłyszał głos Boży mówiący do niego. Wtedy nic nie mogło go zatrzymać.
31
Ja go często opisywałem; myślę, że to nie jest świętokradcze - stary mężczyzna w wieku osiemdziesięciu lat, ze swoją żoną, siedzącą okrakiem na mule trzymającą syna na swoim biodrze. Następnego dnia - broda zwisała mu w dół, miał laskę w swoim ręku i szedł - jego oczy skierowane do góry na nieboskłon, a biała broda powiewała. Ktoś powiedział: „Dokąd idziesz, Mojżeszu?” „Idę do Egiptu, by go zająć”. Jednoosobowa inwazja - wyglądało to trochę śmiesznie. Boże drogi są dla cielesnego umysłu śmieszne, lecz one są kosztowne dla tych, którzy są w nich zakotwiczeni. Oni wiedzą, o czym mówił. Oni idą wytrwale naprzód.
32
O, jaka to musiała być rzecz - Noe względnie Mojżesz raczej szedł na południe do Egiptu, do państwa, przed którym drżał cały świat, mniej więcej jak przed Rosją dzisiaj. Jednoosobowa inwazja, stary człowiek, osiemdziesięcioletni ze swoją żoną, siedzącą na mule i z pokrzywioną laską w swoim ręku, szedł do Egiptu, by go zająć. Dla świata jest dziwną rzeczą, że on tego dokonał. On go zajął. Bóg musi mieć tylko jednego męża, jednego człowieka gdzieś, który jest przywiązany do Niego - kogoś, kto wie, na czym stoi i jest wytrwały. Wtedy żadne prześladowania ani poróżnienia nie martwił go wcale. On szedł do Egiptu, by go zająć, i on go zajął.
33
Wyglądało to bardzo absurdalnie, kiedy tam stał mężczyzna wysoki czternaście stóp albo więcej - mam na myśli, że jego palce były długie czternaście cali, z włócznią w swoim ręku dużą jak wał tkacki, być może połowę odległości stąd do tamtych drzwi - stał tam po drugiej stronie i rzucał wyzwanie Izraelowi. Po drugiej stronie był Saul, o głowę i ramiona wyższy niż jego armia wyćwiczonych mężów; wszyscy byli dobrze wyćwiczeni, a stchórzyli. To się zgadza. A diabeł chciał im rzucić wezwanie. Tak właśnie czyni diabeł, kiedy sobie myśli, że zajmuje najlepszą pozycję. „Chodź tutaj. Nie przelewajmy tyle krwi. Tylko dwaj z nas. Jeżeli ja zabiję waszego męża, to my będziemy - wy będziecie nam służyć. Jeżeli on zabije mnie, to tylko jeden z nas zginie zamiast całych naszych armii”. Jaka propozycję potrafi on uczynić. Wszyscy byli przestraszeni na śmierć.
34
I wyglądało to absurdalnie, zobaczyć małe dziecko z przygarbionymi ramionami, które podchodziło, odziane w krótką owczą skórę, z procą u swego boku, z kilkoma rodzynkowymi kołaczami w swoim ręku; przyszedł odwiedzić swoich braci. A ten diabeł chełpił się przed mężem Bożym wówczas i on postanowił zabrać się do niego. Dlaczego? On wiedział, Kim jest Bóg. On powiedział: „Wy mi chcecie powiedzieć, że pozwolicie na to, aby armie żyjącego Boga pozwoliły temu nieobrzezanemu Filistynowi urągać przeciw armiom żyjącego Boga? Ja pójdę z nim walczyć”. O, moi drodzy. Dlaczego? On był nieugięty. Jego bracia powiedzieli: „E, my wiemy, że jesteś nieposłuszny. Wracaj do domu do swoich owiec, które ci ojciec polecił pilnować. Ty przyszedłeś tutaj tylko po to, by zobaczyć bitwę”.
35
Nie możecie przekonać męża Bożego, kiedy mu coś zostanie położone na sercu. Więc on podszedł do Saula. Wyobrażam sobie, że Saul podrapał się po głowie i spojrzał na niego. Powiedział: „Podziwiam twoją odwagę, synu, lecz tamten człowiek jest walecznym mężem. Ten mężczyzna jest wojownikiem od swojej młodości, a ty nie jesteś niczym więcej niż młodzieńcem i nie wiesz niczego o procy - względnie nie umiesz się obchodzić z włócznią, względnie jak walczyć w pojedynku”. O, lecz zważajcie, jak on mu coś przedstawia. „Twój sługa pilnował owiec swego ojca”. I on powiedział: „Pewnego dnia nadszedł niedźwiedź i porwał jednego z baranków mojego ojca, a ja ruszyłem za nim w pościg i zabiłem go. Potem przyszedł lew i chwycił jednego, i porwał go ze stada. A ja ruszyłem za nim i zabiłem go”. Dalej mówił: „Bóg, który dał mi zwycięstwo nad niedźwiedziem i nad lwem, o ileż więcej On da mi zwycięstwo nad tym nieobrzezanym Filistynem, który urąga armiom żyjącego Boga?” Saul powiedział: „Lecz ty jesteś jeszcze dzieckiem”. On rzekł: „Nie masz niczego na sobie, tylko krótką owczą skórę. Czekaj, ja włożę na ciebie moją zbroję”.
36
Zabrał go więc i włożył na niego swoją zbroję. Czy wyobrażacie to sobie? Biblia mówi, że on był rumianym, małym chłopakiem, ważącym może 110 funtów, a włożono na niego dużą zbroję mężczyzny, który ważył około 250 funtów, wysokiego siedem stóp i coś. On był nią całkiem przygnieciony. Czy moglibyście wyobrazić to sobie? Dawid się rozejrzał. Naramienniki mniej więcej o tyle za długie, a jego pancerz zwisał mu daleko w dół, wyglądało to, jakby miał na sobie jakąś suknię. On stwierdził, że ta kościelna kamizelka nie pasuje mężowi Bożemu. Uhm. Powiedział: „Zdejmijcie to ze mnie. Ja się na tym nie znam. Pozwólcie mi iść z tym, na czym znam się dobrze”. Tutaj to macie. On szedł w mocy Ducha Świętego.
37
Myślę, że był to Hudson Taylor, który raz rozmawiał z chińskim misjonarzem. Ten Chińczyk powiedział: „Panie Taylor, odczułem moje powołanie w Chrystusie”. Dalej rzekł: „Czy mam iść teraz i studiować, by zdobyć promocję bakałarza sztuki, a potem stopień doktora filozofii, i wszystkie promocje doktora, które muszę mieć”. Pan Taylor powiedział: „Idź teraz, synu. Wyrusz teraz. Nie czekaj, aż nastanie ten czas. Ty zmarnujesz zbyt dużo swego życia”. Uważam, że to jest właściwe. Zgadzam się z panem Taylorem. Idźcie teraz. Nie chcę teraz bronić mojego braku wykształcenia mówiąc, że nie trzeba nam edukacji. Ona może ma swoje miejsce. Lecz edukacja bez zbawienia nie ma żadnej kotwicy. Są to tylko żagle a żadna kotwica. Idź, kiedy twoja lampa zostanie zapalona. Nie czekaj, aż się wypali do połowy. Idź wtedy, kiedy ją zapalisz. Jeżeli nie umiesz nic innego niż zapalić lampę, to mów innym, jak ją mają zapalić i może oni będą również płonąć. Uhm. Więc skoro tylko twoja lampa płonie, idź i mów wszystkim, jak zapaliłeś swoją lampę. A być może oni zostaną zapaleni od ciebie. Rozumiesz? Zważajcie. Dawid był oczywiście wytrwały, nieugięty; on to wiedział.
38
Samson spotkał się pewnego dnia na polu z tysiącem Filistynów, którzy go otoczyli. I on się rozejrzał po wszystkich koło siebie... On nie był wyćwiczonym w pojedynku mężem. Lecz kiedy on odwrócił swoją głowę, odczuł to przymierze - te kędziory włosów musnęły po jego ramionach. To było wszystko, co mu było potrzebne. On wziął... Pierwszą rzeczą, którą chwycił do ręki, była szczęka muła i on pobił nią tysiąc Filistynów. Dlaczego? On był nieugięty, ponieważ on wiedział, że Bóg zawarł z nim przymierze dotyczące tych siedmiu kędziorów. Jak długo one wisiały na swoim miejscu, nic nie mogło mu wyrządzić krzywdy. O, bracie, siostro, jak kościół żyjącego Boga powinien stać dzisiaj wieczorem wytrwały, nieugięty. Jak długo odczuwamy przymierze Ducha Świętego - Krew Jezusa Chrystusa oczyszczającą nas od wszelkiego grzechu, nie śmiemy pozwolić na to, aby coś stanęło nam w drodze. Wytrwali i nieugięci - oczywiście!
39
Jan, wielki prorok, o którym było mówione, że powstanie - kiedy on był na pustyni, Bóg powiedział mu... Oni wyglądali Mesjasza, oczywiście; czterysta lat przedtem mieli proroka. Lecz Bóg powiedział mu na pustyni, On powiedział: „Otóż, oni będą ci chcieli wmówić: „Dr Taki-a-taki jest tym człowiekiem, który ma być Mesjaszem, o ile go masz ogłosić. Patrz, on jest najlepszym człowiekiem w naszym zgromadzeniu.' I oni ci będą mówić: „Otóż, syn tutejszego arcykapłana - on jest tym człowiekiem, który to powinien mieć', i tak dalej. Lecz patrz, Janie, to jest poważne zadanie. Ty musisz być pewien tego. Więc ja ci dam znak. Ten, na kogo zobaczysz zstępującego Ducha Świętego i pozostającego na nim, ten właśnie będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem”.
40
Jan tam stał i obserwował zgromadzenie, kiedy ludzie przychodzili. I on - wszyscy przychodzili - ten, tamten, i ktoś inny. Lecz on nie mógł Go zobaczyć. Pewnego dnia, kiedy tam stał i rozmawiał z kapłanem, rzekł: „Ty mi chcesz powiedzieć, że nastanie czas, kiedy zostanie zniesiona dzienna ofiara?” On powiedział: „Oto przyjdzie Człowiek”. I on spojrzał, a On tam był. Powiedział: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. On to wiedział: ponieważ Bóg powiedział mu: „Ten, na kogo ujrzysz zstępującego Ducha Świętego...”. On to wiedział. On był nieugięty.
41
Z powrotem do tej młodej niewiasty. Mamy po prostu wiele rzeczy, które moglibyśmy powiedzieć o różnych ludziach, którzy byli wytrwali, nieugięci i uporczywie dążyli, by coś osiągnąć. Mam taki mały slogan, którym posługuję się dosyć często; być może będzie on przydatnym również dla was: „Zwycięzca nigdy nie rezygnuje, a rezygnujący nigdy nie zwycięża”. Pomyślcie tylko o tym: „Zwycięzca nigdy nie rezygnuje, a rezygnujący nie może zwyciężyć”. Człowiek musi w tym wytrwać! A zanim w ogóle rozpoczniesz, bądź absolutnie przekonany, że postępujesz właściwie. A potem bądź nieugięty. Nie pozwól, żeby cię coś wyrugowało z tego przekonania. Idź naprzód. Miałem już dosyć przeżyć odnośnie tego i wy to wiecie. Lecz wiem jedną rzecz: Kiedy jesteś całkiem przekonany, że postępujesz według woli Bożej, kiedy jesteś całkiem pewny, że jesteś skierowany na Golgotę, nic nie może cię poruszyć. Ty tam jesteś.
42
Ta młoda niewiasta - ona była Greczynką, czy Syrofenicjanką. I ona słyszała już o sławie Jezusa. Otóż, jak przychodzi wiara? Przez słuchanie, słuchanie Słowa. Ona o Nim słyszała. I wy wiecie, ona być może miała wiele spraw, które były dla niej przeszkodą, dlatego że była Greczynką. Wiara przychodzi przez słuchanie. My to wiemy. I ona miała wiele rzeczy, które były dla niej przeszkodą. Lecz wiara znajduje źródło, o którym nikt inny nie wie. Wiara znajduje to źródło, którego nikt inny nie może wyjaśnić. Jest to coś, co człowiek wie. Inni nie mogą tego zobaczyć, lecz wiara to widzi. Wiara to widzi, podczas gdy naturalne oko tego nie widzi. Lecz to wewnętrzne oko widzi tą rzecz.
43
Więc ona potrzebowała Jezusa. Ona miała... Musisz uczynić najpierw jedną rzecz, jeżeli masz zamiar znaleźć Chrystusa: Musisz wiedzieć, że Go potrzebujesz. Kiedy sobie myślisz, że Go po prostu nie potrzebujesz, to Go nigdy nie znajdziesz, ponieważ nie będziesz Go szukał pilnie. Czy zwróciliście uwagę na to miejsce Pisma, które mówi: „Szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzone”. W rzeczywistości nie jest to takie pukanie [Brat Branham puka w kazalnicę - wyd.] a będzie otworzone. Kto szuka - nie tylko mówi: „Otóż, ja wyszedłem Panie. Oto jestem. Czy mnie chcesz?” Nie, to nie jest właściwie. Kto szuka, kto puka - ustawicznie. Musi to wytrzymać porównanie z pozostałym Pismem Świętym, podobnie jak w wypadku niesprawiedliwego sędzi i wdowy. Ona ciągle pukała do jego drzwi. Ona była nieugięta. Jeżeli on odrzucił ją dzisiaj, to jutro naprzykrzała mu się znowu.
44
W ten sposób pragnijcie przychodzić do Boga. Przypominajcie Mu swoje prośby każdego poranka, każdego wieczora, każdego dnia, przez cały czas, ustawicznie. Po prostu szukajcie ciągle, proście ustawicznie, pukajcie nieustannie. Nie pukajcie tylko na chwilę, a potem się zmęczycie i odchodzicie. Stójcie tam ciągle. „Panie, ja jestem tutaj i nie odejdę stąd. Jestem teraz w twoich rękach. Pozostanę wprost tutaj. Czy zmęczyłeś się słuchaniem? Ja przeżywam wspaniały czas pukając, ponieważ wiem, że Ty przychodzisz”. Amen. Wtedy coś się dzieje. On musi załatwić twoją sprawę, rozumiesz, więc On wychodzi, żeby ci odpowiedzieć! Otóż, wiara to znajduje.
45
Jego Słowo jest Mieczem. Biblia mówi w liście do Hebrajczyków 4, 12, że Słowo Boże jest ostrzejsze niż obosieczny miecz. Jest tylko jedna rzecz, która potrafi trzymać ten Miecz. Jest to ręka wiary. Ręka wiary jest jedyną rzeczą, która potrafi władać tym mieczem wiary - względnie mieczem Słowa. Otóż, może masz słabe ramię, wystarczające do tego, by je podnieść po usprawiedliwienie; jesteś taki słaby. Być może to jest wszystko, przez co potrafisz się przebić. Lecz ten miecz Słowa otworzy swoim cięciem każdą obietnicę, którą nam Bóg w nim dał, jeżeli ludzie mają dobre, mocne ramię wiary trzymające go tam. „Ja wierzę Bogu w sprawie mego uzdrowienia”. „Ja wierzę Bogu w sprawie mego chrztu”. Bóg dał obietnicę, a wiara trzyma ten Miecz. On ją wytnie z tamtej skały. Każda obietnica Boża może zostać wycięta przez Słowo Boże, bo ona jest Mieczem.
46
Ona miała wiele przeszkód, lecz jej wiara nie miała żadnej. Ty może masz wiele przeszkód. Każdy człowiek, który rozpocznie pielgrzymkę, by się spotkać z Chrystusem, stwierdzi, że ma wiele przeszkód, lecz jego wiara nie ma żadnych. Wiara nie ma żadnych przeszkód. Wiara ma włosy na swojej piersi, ma wielkie potężne muskuły. Rozumowanie podnosi się i mówi: „Wiesz, to jest rozsądne”. Wiara napręża swoje muskuły, wysuwa swoją potężną pierś i mówi: „Zamknij usta! Siadaj!” A rozum skoczy gdzieś do kąta i siada na swoje krzesło. Racja. Wiara ma muskuły i ona myśli poważnie to, co mówi. Tego właśnie potrzebujemy dziś wieczorem. Tego właśnie potrzebuje kościół stanowczych chrześcijan. Tego potrzebuje zielonoświątkowa grupa. Tego potrzebuje cały świat. Tego właśnie ja potrzebuję. Tego wy potrzebujecie. I powinniśmy się zawstydzić, że to musimy przyznać, lecz potrzebujemy wiary, która się uchwyci Bożego Słowa i powie, że Ono jest prawdą; stawi czoło diabłu i powie: „TAK MÓWI PAN”.
47
Pewnego dnia czytałem o tym, jak jeden człowiek mówił, że diabeł zjawił się przed nim, i mówił, że to był tylko taki mały, niepozorny diabeł. I on rzekł: „Bu”. Ten człowiek powiedział: „Ja odskoczyłem do tyłu”. Dalej rzekł: „A on rzekł: „Bu'. Ja odskoczyłem do tyłu; każdym razem, kiedy diabeł krzyknął: „Bu', ja odskoczyłem do tyłu i on stawał się większym, a ja mniejszym”. On powiedział: „On ciągle mówił: „Bu'„. Powiedział: „Ja stawałem się każdym razem mniejszym, kiedy odskoczyłem do tyłu, a on stawał się większym”. Powiedział: „Wiedziałem, że będę musiał z nim za chwilę walczyć”. Dalej rzekł: „Rozejrzałem się wokoło i rozmyślałem, czym... I znalazłem Słowo Boże. Trzymałem Je w mojej ręce. A kiedy diabeł powiedział: „Bu', to ja mu odparowałem: „Bu'„. I powiedział: „Kiedy odrzekłem „Bu' - każdym razem, kiedy rzekłem „Bu', on stawał się coraz mniejszym, a ja stawałem się większym”. To jest właściwe. Ty będziesz musiał z nim prędzej czy później walczyć! Wy wiecie, iż ludzie nie wierzą, że diabeł istnieje. Ja zderzam się z nim przez cały czas, uhm, stawiam mu czoło każdego dnia. Każdy wierzący tak samo. Tak, człowiek musi walczyć z nim prędzej czy później, więc możesz równie dobrze rozpocząć już teraz. Jest tylko jedna rzecz, której on się boi - mianowicie Krwi i Słowa. Wiara się go trzyma. Ona jest mocna i maszeruje naprzód.
48
Stwierdzamy zatem, że ta młoda Greczynka, jak powiedziałem, ona miała wiele przeszkód, lecz jej wiara nie miała żadnych. Wiara nie ma żadnych przeszkód. Oni jej może powiedzieli: „Czy wiesz, że jesteś Greczynką? Ty jesteś Greczynką. Wiesz, ty - nie należysz do jego denominacji. Nie chodź tam do tej grupy”. Otóż, to jest jedna z tych przeszkód. Rozumiecie? Lecz jeśli masz wiarę, to idziesz mimo wszystko. Nie ma żadnego znaczenia, w jakiej denominacji On jest - po prostu On tam jest. Ona miała potrzebę. Ona miała córkę, która umierała na epilepsję. I ona musiała dotrzeć do Niego, ponieważ lekarze nie mogli jej pomóc; jak na razie nie potrafił. Więc ona musiała dotrzeć do Jezusa. Ona słyszała, że On uzdrawia tego rodzaju choroby. „Otóż” - mówili oni - „On nie jest... On nie przychodzi ze swoim przebudzeniem do waszej denominacji”. To jej nie przeszkadzało. Ta młoda niewiasta miała wiarę. Była nieugięta. Ona po prostu wyminęła tł grupę. Jej wiara odprowadziła ją od tej grupy.
49
O, gdyby tylko mogli tak postępować dzisiaj. Ktoś powie: „Dzisiaj wieczorem jest nabożeństwo w kościele stanowczych chrześcijan”. „Hm, on nie należy do waszej denominacji. Raczej trzymajcie się od niego z dala”. Tylko się przebijajcie gwałtem do przodu. Wasza wiara bierze was zaraz naprzód. Widzicie, wiara nie ma przeszkody. Ona idzie mimo wszystko. Nic nie może jej zatrzymać. Jak powiedziałem, ona jest mężna, ma wielkie muskuły. Ona jest panem sytuacji, pozostałe boją się jej. Tak jest. One będą uciekać od niej jak od ospy wietrznej. One się zaraz usuwają z drogi. One nie mają nic wspólnego z nią. Kiedy wielka wiara powstaje i mówi: „Ja wiem, komu wierzę i jestem przekonana”, o to chodzi.
50
Być może była tam inna grupa, która podeszła i rzekła: „Dni cudów przeminęły. Nie ma czegoś takiego. To jest grupa ekstrawaganckich religijnych fanatyków - tamci Żydzi. My jesteśmy Grekami. My jesteśmy mądrzy. My jesteśmy inteligentną grupą ludzi. My dajemy światu sztukę, muzykę i religię, i nie ma czegoś takiego, jak to”. Lecz ona była nieugięta. Dla niej dni cudów nie przeminęły, ponieważ coś mówiło jej tutaj w głębi serca, że tak nie jest, i że Jezus ma to, czego ona szuka. I ona była zdecydowana dotrzeć do Niego. Bez względu na to, czy jej denominacja sponsorowała to, czy nie, ona szła mimo wszystko. Ona miała zamiar dojść tam. Była wytrwała, mimo wszystko nieugięta. Być może dla nich dni cudów przeminęły, lecz nie dla niej.
51
Tak ma się sprawa z każdym wierzącym. Ci ludzie mówił, że dni cudów... Pewien człowiek powiedział mi niedawno: Nie dbam o to, co pan mówi, panie Branham„ - powiedział - ja nie wierzę, że istnieje coś takiego jak Boskie uzdrowienie”. Ja odrzekłem: „Oczywiście, dla ciebie nie. Ono nie było dane dla niewierzących, tylko dla tych, którzy wierzą. (To się zgadza). Ono nie było posłane dla niewierzących. Było posłane dla wierzących. Ty nie możesz się z niego cieszyć, ponieważ nic o tym nie wiesz”. On chciał mi powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak Duch Święty. Ja powiedziałem: „Przychodzisz o około trzydzieści trzy lata za późno w tej sprawie”. Powiedziałem: „Ja to wiem lepiej. Ja Go otrzymałem”. „E, to nonsens”. Ja odrzekłem: „Być może dla ciebie, lecz nie dla mnie. Dla mnie On jest rzeczywistością. On jest Życiem, czymś zakotwiczonym”. Przyszedł za późno, by mi to powiedzieć.
52
Oni przyszli za późno, by nam mówić o Boskim uzdrowieniu. My zostaliśmy przecież uzdrowieni. Zostaliśmy na pewno napełnieni Duchem Świętym! Otrzymaliśmy łaskę ku Zachwyceniu! Amen. Jest za późno dla którejkolwiek z tych rzeczy. Niech oni raczej zamkną usta. My Go na pewno otrzymaliśmy. Nasza wiara może powiedzieć: „Siadajcie. Ja wiem, o czym mówię”. „Hm, doktor...”. Nie dbam o to, co dr Taki-a-taki powiedział. Biblia to mówi, a ja mam wiarę w tę Księgę w mojej ręce. A moja wiara trzyma Ją i ogłasza: Jezus przychodzi. Ja wierzę, że otrzymałem Ducha Świętego, ponieważ widzę Go żyjącego w moim życiu. Amen. Jest to zgodne ze Słowem. Nic... Zamanifestowane objawienie, doskonałe potwierdzenie, że Biblia ma rację, a Jezus Chrystus jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki; niech sobie kpił z tego. Oni mogą się śmiać z wszystkiego, z czego chcą.
My będziemy tak samo nieugięci, jak byli oni - jakim był Noe, jakim był Mojżesz.
53
Powstali wszyscy inni podrabiacze - Jannes i Jambres rzucili swoje laski, a one zamieniły się w węże. Tam byli ci mężowie, tak poważani, jak tylko mogli być, czynili dokładnie to, co im Bóg powiedział, a przyszła tam grupa podrabiaczy i rzucili na ziemię swoje laski. Mojżesz mógł czynić tylko jedno: stać cicho i oglądać chwałę Bożą. Amen. Bóg będzie stał przy tym. Jeżeli On posyła ciebie i ty jesteś tego pewien, to wykonasz to dzieło, które Bóg przeznaczył dla ciebie. Ty będziesz tam stał, a Bóg zabierze od ciebie każdego cielesnego podrabiacza. Tak jest. Stój tam. Ty możesz być nieugiętym, ponieważ wiesz, komu uwierzyłeś i co jest właściwe. Zbadaj swoje objawienie na podstawie Słowa. Jeżeli ono jest sprzeczne ze Słowem, zostaw to w spokoju. Jeżeli jest zgodne ze Słowem, to Bóg jest zobowiązany, On powinien dotrzymać Swego Słowa.
54
Otóż, być może stała tam na rogu grupa pań, wiecie. A one mówiły: „Oto ona przychodzi. Ona ma teraz to dziecko, które ma epilepsję, a dr Taki-a-taki powiedział, że na epilepsję nie ma lekarstwa. I tutaj ona jest, idzie do tamtej nieznanej denominacji, żeby tu przyszedł ten fanatyczny prorok i uzdrowił to dziecko”. Więc one sobie powiedziały: „Powinnyśmy zatrzymać Zuzię...”. Mam nadzieję, że tutaj nie ma żadnej Zuzi. Lecz: „Powinnyśmy zatrzymać Zuzię i powiedzieć jej to, ponieważ ona była dobrą niewiastą. Nie mamy niczego przeciw jej życiu. Lecz powinnyśmy ją zatrzymać. I wiem, że jest tylko jedno, co trzeba uczynić. Ona przeszła koło wszystkich innych, lecz ona nie przełamie tej bariery: „Czy wiesz co, Zuziu? Twój mąż cię opuści, ponieważ on jest członkiem zarządu albo diakonem. I on cię opuści, jeżeli tam pójdziesz, jest to tak pewne, jak ten świat stoi'„. Ona była nadal nieugięta. Szła prosto naprzód. Widzicie, wiara nie zna żadnej przeszkody. Ona musi tam dojść. Potem ona przechodziła koło innej grupy, która powiedziała: „Czy wiesz co? Kiedy powrócisz pokonana i stwierdzisz, że to nie polega na prawdzie, wszyscy w sąsiedztwie będą sobie kpić z ciebie”. To nawet nie sprawiło, żeby się jej uszy zaczerwieniły. Ona była nieugięta. Ona szła prosto naprzód. Ja to lubię. Lubię tą nieugiętość.
55
Potem stał tam jeden z diakonów i powiedział: „Czy wiesz, co oni uczynił, jeżeli tam pójdziesz? Wyrzucą cię z twego kościoła, ponieważ przyłączyłaś się do tych ekstrawaganckich religijnych fanatyków, albo do tych ludzi”. I powiedział: „Ty wiesz...”. Wybaczcie mi. Może nie powinienem tego mówić. Rozumiecie? „Ty przyłączyłaś się do nich. Zostaniesz wyłączona ze swego kościoła”. Ona była nadal nieugięta. Wiara nie zna porażki. Ona pragnęła osiągnąć jedną rzecz, mianowicie dostać się do Jezusa. Ona miała potrzebę, a On był tym Jedynym, który mógł zaspokoić tę potrzebę.
56
A ja to mówię dzisiaj wieczorem, bracie i siostro. Mam pięćdziesiąt trzy lata. Służyłem Mu od czasu, kiedy miałem około dwudziestu lat. On zaspokoił każdą moją potrzebę, którą kiedykolwiek miałem. A kiedy nadejdzie godzina mej śmierci, jestem pewien, że czego będę potrzebował w tej chwili - dwóch skrzydeł, by przelecieć na druga stronę rzeki - On tam będzie! Nie martwcie się. Ja wiem, że On tam będzie. Ja po prostu włożę ten stary miecz z powrotem do pochwy, zdejmę przyłbicę i położę ją tam na brzegu rzeki, kiedy usłyszę ten plusk wody. I ja zawołam: „Wyślijcie łódź życia. Ja przychodzę do domu dzisiaj rano”. Ona tam będzie. Tak jest. Poranna Gwiazda zstąpi na dół i oświetli tą drogę. Przeprawimy się przez rzekę. Tak jest. Amen.
57
Ona była nieugięta. Pragnęła coś osiągnąć. Ona wiedziała, że musi być wytrwała, aby dotrzeć do Jezusa, więc musiała omijać wszystko inne. W końcu przyszła. Otóż, w końcu przyszła tutaj. Wszystko było teraz fajne. A oto przychodzi kolejna przeszkoda. Ten właśnie Człowiek, któremu ona zgodnie z jej wyznaniem zaufała, ten Człowiek, do którego ona starała się dotrzeć - Jezus - On rzekł: „Ja nie jestem posłany do twej rasy”. O rety! Czy nie sprawiłoby to, że zielonoświątkowcy wybuchliby? Hm, hm, moi drodzy. „Ja nie jestem posłany do waszej rasy”. Coś takiego! To był szok. Lecz czy wiecie co? Wiara nie zna żadnego szoku.
58
A potem On się znowu odwrócił... Po pokonaniu wszystkich tych rzeczy, które ona przechodziła, jej wiara trzymała mocno, bowiem ona wiedziała, że Jezus mógł jej dać jej pragnienie. I ona pokonała wszystkie te bariery, a kiedy dotarła do Niego, to została kategorycznie odrzucona. „Ja nawet nie jestem posłany do waszej rasy”. Wyobrażam ją sobie stojąca tam, a jej oczy błyszczały. Ona teraz stała przed Nim. Tam właśnie musiała być. A On powiedział: „Prócz tego twoja rasa nie jest niczym innym niż zgrają psów”. O rety! Co, gdyby On tak powiedział tobie? Ty byś rzekł: „Zabiorę moje dokumenty z tego kościoła stanowczych chrześcijan i udam się gdzieś indziej. Już tu nigdy więcej nie wrócę. Wezmę je od Takiego-a-takiego”. O, tak. Tak jest. Lecz ona pomimo tego wytrwała. O, widzicie? Wiara nie zna porażki. Nic nie może jej zatrzymać. Chociaż Jezus powiedział jej - Ten właśnie, do kogo ona przyszła - powiedział: „Ja nie jestem posłany do twojej rasy, a ona nie jest niczym innym niż zgrają psów”. Coś takiego! Lecz co się stało? Ona się tego uchwyciła prawdziwą wiarą. Wiara nie zna porażki; bez względu na to, skłd ona przychodzi. Nie znała porażki, ponieważ ona miała wiarę. Ona pomimo tego wytrwała. O, ja to lubię.
59
Ona nie była roślinką z cieplarni, hybrydą, jak niektórzy z nich dzisiaj - te skrzyżowane religie, które mamy dzisiaj, jak wiecie. One nie są dobre. Dzisiaj jest wszystko hybrydą, mieszańcem. Mają nawet mieszane kościoły, skrzyżowanych chrześcijan, którzy zostali przyjęci przez uścisk dłoni. O, oni się potrafił lepiej ubierać i być może posługują się lepszym angielskim językiem, i tak dalej, i tym podobnie. Lecz nie ma w tym życia. Weźcie dużą wyśmienitą kolbę kukurydzy-hybrydy; może jest dwukrotnie piękniejsza od tej drugiej. Zasadźcie ją, ona umrze. Nie ma w niej życia. To się zgadza. Nie chcemy niczego skrzyżowanego. Chcemy tą autentyczną rzecz. Jeżeli jej nie macie, pozostańcie tam tak długo, aż ona przyjdzie. Dlaczego mielibyśmy przyjmować namiastkę, kiedy niebiosa Pięćdziesiątnicy są pełne rzeczywistości? Rozumiecie? Nic skrzyżowanego! To się nie ostoi. Roślinę hybrydę musicie zawsze opryskiwać, przepędzać z niej robaki. Tak samo jest z niektórymi z tych skrzyżowanych chrześcijan. Musicie się nimi opiekować jak niemowlęciem i pieścić ich, i obiecać im, że będą diakonem lub czymś innym. Trzeba ich ochraniać przed tymi świeckimi robakami niewiary. „Oni odejdą z kościoła”. Wyrzućcie ich tak czy owak. To jest właściwe. Oni nigdy nie byli w środku.
60
Nie można się przyłączyć do kościoła. Możesz się przyłączyć do loży. Możesz się przyłączyć do loży metodystów, do loży baptystów, do loży zielonoświątkowców. Lecz jeśli kiedykolwiek przyjdziesz do Chrystusa, to zostaniesz zrodzony do Kościoła, (To się zgadza!) do mistycznego ciała Chrystusa. Te inne są lożami. To się zgadza. To jest w porządku, nie mam niczego przeciwko nim, lecz wy jesteście zrodzeni przez Ducha Bożego do Kościoła żyjącego Boga. Nie możecie się do Niego w ogóle przyłączyć. A kiedy jesteście zrodzeni do Niego, to macie znowuzrodzenie; nie jesteś już więcej hybrydą, ani tym, który się przyłącza przez uścisk dłoni, ani autostopowiczem. Wy wiecie, że autostopowicz ciągle stopuje. Tak się dzieje. „Otóż, ja wiem, lecz dr Taki-a-taki...”. Nie, nie. O to chodzi. To jest właściwe. Dokładnie tak jest.
Ona była nieugięta. Nie była krzyżówką. Nie trzeba jej było ciągle opryskiwać perfumami, doprowadzać ją do porządku. Ona tam stała.
61
Część naszych nawróconych dzisiaj - zbyt wielu z nich jest hybrydami - po prostu czymś takim, jak raz powiedział Dawid duPlessis - myślę, że on kiedyś powiedział: „Bóg nie ma wnuków”.
62
To jest kłopot z naszym ruchem zielonoświątkowym - zyskujemy zielonoświątkowych wnuków. Oni przychodzą, ponieważ ich ojcowie i matki byli zielonoświątkowcami. Bierzemy ich do kołyski na kółkach i przychodzą bez żadnego przeżycia, a twierdzą, że są również zielonoświątkowcami. Absolutnie nie.
Bóg nie ma wnuków. On nie jest dziadkiem; On jest Ojcem. Racja. A jeśli się kiedykolwiek dostaniesz do niebios, będziesz musiał zapłacić tą sama cenę, którą zapłaciła twoja matka i twój ojciec. Amen. Być może to brzmi srogo, lecz to jest prawdą. Jest to szorstki sposób wyjaśniania tego, lecz jestem pewien, że rozumiecie taki angielski język. Jeżeli to nie jest dobry angielski język, to jednak wyjaśnia to, co się wam staram powiedzieć, jeżeli tego tylko będziecie słuchać. Tak. Ona nie była hybrydą, nie musiała być opryskiwana i pieszczona. „Otóż, droga siostro, ja - mówię ci, dobrze...”. O, nie. Absolutnie nie. I bez względu na to, co ją powaliło na ziemię, ona rzekła: „To prawda, my nie jesteśmy niczym innym, niż zgrają psów. Jest prawdą, że nie jesteśmy tego godni”. O, moi drodzy. Ona przyznała, że On miał rację.
63
Mam zamiar powiedzieć bardzo ważne stwierdzenie. Przygotujcie się. Wiara będzie przyznawać każdym razem, że Słowo ma rację! I każdym razem, gdy ktoś mówi, że dni cudów przeminęły, czy coś przeciw Biblii, to nie jest autentyczna wiara. Wiara będzie zawsze przyznawać Słowu prawdę. Musicie się Go trzymać. Bez względu na to, cokolwiek innego jest mówione, co ktokolwiek inny mówi, Słowo ma zawsze rację. Niech każde ludzkie słowo jest kłamstwem, a Moje prawdą. Ktokolwiek by dodał lub ujął z niego, tak samo zostanie ujęta jego część z Księgi Życia„!
64
Czy Bóg będzie sądził świat przez kościół? Przez który? Katolicki? Czy przez sześćset sześćdziesiąt i kilka różnych denominacji? Jak On to uczyni? Bóg będzie sądził świat przez Jezusa Chrystusa. A Chrystus... Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Słowem był Bóg. Słowo ciałem się stało i przebywało między nami„. Bóg i Słowo są tym samym. To jest Bóg w postaci drukowanej. Wy to macie - jeżeli otrzymaliście Ducha Świętego! Zasiejcie tam do wnętrza to nasienie. On doprowadzi je do życia, to życie się okaże, zamanifestuje i potwierdzi to. Jezus powiedział w ew. Jana 12: „Kto wierzy we Mnie (raczej ew. Jana 14, 12), sprawy, które Ja czynię, i on czynić będzie”. Więc wiara zawsze przyznaje Mu Prawdę. O, moi drodzy!
65
Lecz wy wiecie, ona powiedziała: „To jest prawdą. My nie jesteśmy niczym innym niż zgrają psów i nie jesteśmy... Ty rzeczywiście nie byłeś posłany do nas. Lecz Panie, nie spodziewam się całego chleba, który mają dzieci, ja szukam tylko okruszyn”. O, moi drodzy! Czy zwróciliście teraz uwagę, słuchacze? Ludzie chcą to otrzymać - zostać uzdrowieni i otrzymać Ducha Świętego w ten sposób, jak oni sobie to wyobrażają, że Go powinni otrzymać. „Ja do ciebie teraz przyjdę, bracie, jeżeli mnie zaprowadzisz na górę do pomieszczenia, gdzie mnie nikt nie będzie widział, i włożysz na mnie swoje ręce i będziesz mi błogosławił, i włożysz do mnie Ducha Świętego. Ja to przyjmę”. O, nie!
66
Naaman chciał w ten sposób przyjąć swe uzdrowienie pewnego razu. Lecz Elizeusz powiedział mu, by się udał do starego, mętnego Jordanu i zanurzył się w nim siedem razy. Widzę go po prostu wysiadającego z jego rydwanu. O, taki wielki człowiek, trzymając się za nos. Oto wchodzi on do wody na czubkach palców, jak kot w melasie, wiecie - wychodzi ot tak, wiecie, wysiadając w ten sposób, by wstąpić do wody. On rzekł: „O, ja tego nie znoszę” - tak się upokarzać. Niektórzy ludzie przychodzą do ołtarza tak, jakby to dla nich była jakaś nieprzyjemna sprawa. Tak. „O, ja tego nie chcę uczynić”. On zanurzył się raz i rzekł: „Jestem ciągle trędowaty”. Prorok powiedział: siedem razy! Tak jest. Aż był całkiem posłuszny Słowu! Aż wy będziecie Mu całkiem posłuszni! Miał dobrego człowieka, stojącego tam na brzegu, który powiedział: Prorok powiedział siedem razy, ojcze. (Rozumiecie?) Proszę, zanurzaj się dalej„. O to chodzi. Jeżeli tego nie otrzymasz pierwszego wieczoru, zanurz się znowu następnego wieczoru. Rób to ciągle dalej, aż to otrzymasz.
67
Nuże, przypomnijcie sobie. Ona była jak Rachab nierządnica, ta młoda niewiasta. Ona nie widziała nigdy cudu. Tylko słyszała o cudzie. Co ona uczyni z nami w dniu sądu? Ona nie widziała cudu. Była poganką. Ona go nigdy nie widziała, lecz słyszała. A myśmy i widzieli i słyszeli, a pomimo tego wątpimy. O, moi drodzy. Ona była podobna do Rachaby nierządnicy. Kiedy przyszli szpiedzy, ona nie musiała powiedzieć: Mówię wam: Przyprowadźcie tu Jozuego i niech on urządzi dla mnie nabożeństwo, i ja zobaczę, jak on troszczy się o swoją fryzurę, i jak on przemawia, i jakim ceremoniałem posługuje się za kazalnicą. I zobaczę, czy go mogę przyjąć, czy nie„. Ona powiedziała: „Słyszałam, że Bóg niebios jest z wami, i proszę tylko o jedno - abym została ocalona”. Tutaj to macie. Ta młoda niewiasta była naprawdę nieugięta. Ona wytrwała. „Tylko mnie oszczędźcie, a ja uczynię wszystko, czego chcecie ode mnie”. O, tutaj to macie. To jest właściwe.
68
Ta młoda niewiasta była nieugięta, bez względu na to, jak trudne to było. O, ona miała właściwe podejście do daru Bożego. Ona miała właściwe podejście: pokora. Ona upadła u Jego stóp i miała pokorę. Ona nie powstała i nie powiedziała: Nuże, chwileczkę tylko. Ty wiesz, że my jesteśmy Grekami. Ty powiedziałeś, że jesteśmy psami. Chwileczkę tylko, Panie. Czy Ty sobie zdajesz sprawę z tego, że my jesteśmy mistrzami sztuki i jesteśmy mistrzami tego-i-tego oraz tego-i-tego?„ Nawet jej to nie przyszło na myśl. Ona po prostu uznała, że On ma rację i upadła u Jego stóp, i rzekła: „Pomóż mi, Panie. Ja będę spożywała tylko okruszyny. Jeżeli moja córka nie może otrzymać całej kromki chleba, czy Ty pozwolisz jej, by otrzymała choć okruszyny, skoro jest psem?” O, moi drodzy. Tutaj to macie. Czy zadowolilibyśmy się tylko okruszynami, gdyby Duch Święty objawił komuś dzisiaj wieczorem, że jest uzdrowiony? Czy byłbyś gotowy przyjąć tylko okruszyny? Albo chciałbyś, żeby Bóg podszedł i podniósł cię, i dał ci jakieś uczucie? Gdybyś tylko powiedział w swoim sercu: Moja choroba się skończyła„, to już jej więcej nie masz. „Ja wierzę, że zostanę uzdrowiony - od dzisiejszego wieczora”. Czy przyjąłbyś okruszyny? Względnie chciałbyś, żeby wszyscy podchodzili do ciebie i wkładali na ciebie ręce, i polewali cię olejem, i zrobili regularny obrządek w ten sposób - albo spodziewasz się po prostu okruszyn? Bóg to uhonoruje.
69
Wiecie, wielu uczniów widziało Go po Jego zmartwychwstaniu. Tomasz powiedział: Nie, e-e, ja w to nie uwierzę. Ja muszę włożyć moje ręce do Jego blizn od gwoździ w Jego rękach i do Jego boku. Potem w to uwierzę„. On powiedział: „Chodź tutaj, Tomaszu”. Powiedział: „Dotknij Mnie”. I on to uczynił. Potem powiedział: „Panie mój i Boże mój”. On rzekł: „Tomaszu, wierzysz dlatego, bo widziałeś i dotknąłeś się”. „Tak, Panie”. On powiedział: „O ileż większa jest nagroda tych, którzy nie widzieli, a pomimo tego wierzą”.
70
Czy jesteście gotowi? Czy jesteśmy takimi poganami, jak ta pogańska niewiasta? Czy ona nie była przykładem dla nas wszystkich?
„Proszę, daj mi te okruszyny, Panie. Pozwól mi tylko słuchać któregoś męża... Nigdy nie czytałam Słowa, lecz powiedziano mi, że Ty uzdrawiasz chorych. Ja - te okruszyny będą dla mnie wystarczające. Ja w to wierzę. Pozwól mi usłyszeć, jak ktoś mówi i czyta to ze Słowa, że Duch Święty... Piotr powiedział w Dniu Pięćdziesiątym: „Pokutujcie, każdy z was, i dajcie się ochrzcić w Imieniu Jezusa Chrystusa na odpuszczenie waszych grzechów, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Albowiem ta obietnica jest dla was i dla waszych dzieci, i dla tych, którzy są jeszcze daleko, ilu ich Pan, nasz Bóg powoła'.
71
Panie, ja odczuwam, że to jest właściwe„. To jest okruszyna. Chodźcie!
To jest wszystko, co musicie uczynić. Chodźcie! Czy jesteśmy gotowi przyjąć te okruszyny? Czy jesteśmy gotowi upokorzyć samych siebie? Ona była gotowa. Ona była gotowa upokorzyć się. Wiara zawsze przyznaje Słowu rację. Wiara jest zawsze pokorna. Wiara się upokarza. Zatem - ona spodziewała się tylko okruszyn. Obserwujcie, co powiedział Jezus. „Dlatego, że tak mówisz - dlatego, że tak mówisz: „Jestem gotowa przyjąć te okruszyny, Panie' - dlatego, że tak mówisz, twoje dziecko jest zdrowe. Ty otrzymałaś swoja prośbę, bo temu wierzysz”. Wiara przyznaje, że Słowo Boże ma rację. Wiara uznaje wszystkie te rzeczy. Marta, Maria - moglibyśmy przypomnieć wiele kobiet poprzez całł Biblię - niewiastę Sunamitkę; jest wiele spraw i przypadków, które moglibyśmy sobie przypomnieć. Nie mamy na to czasu. Z tego... Mam tutaj zanotowanych około pięć stronic o ludziach, którzy przyszli po okruszyny. Lecz omińmy to na chwilę, aż odczuję, że Duch Święty kończy. Uważam, że to jest niepotrzebne.
72
Pozwólcie, że podzielę się z wami jednym małym przeżyciem. Biznesmeni napisali niedawno krótki artykuł w swoim czasopiśmie. I pamiętajcie, jeżeli opublikujecie coś pisemnie, to lepiej, gdy to potraficie obronić. My to mamy - zadokumentowane oświadczenie od lekarza. Zauważyłem tutaj w kościele dość dużo Hiszpanów dziś wieczorem. Byłem w mieście Meksyku i mieliśmy tam wspaniałe nabożeństwa. Byłem tam trzy wieczory. I był tam jeden człowiek, którego nazwałem Mańana. On miał mnie zabrać do samochodu o szóstej godzinie, a zabrał mnie dopiero około dziewiątej. I ja zawsze... ponieważ on był taki powolny, mówiłem, że on jest jutro„. Rozumiecie? A kiedy dotarliśmy do tej wielkiej areny, na której miałem głosić, musieli mnie tam zabrać po drabinie na mur, a potem spuścili mnie na powrozach na platformę.
73
Poprzedniego wieczora był tam Meksykanin, który przyszedł na nabożeństwo. A ten stary człowiek, pomimo ulewnego deszczu, przyszedł na platformę - ślepy. I on tam przyszedł. Spojrzałem na niego. Miałem na nogach dobre buty, miałem również dobry garnitur. A ten biedny stary człowiek - on był boso a jego spodnie - zupełne łachmany. I mówię wam, moim tłumaczem był - wy, słuchacze, go znacie, brat Espinoza z Sacramento w Kalifornii - zielonoświątkowy brat. On tłumaczył. Myślę, że w ciągu dwóch wieczorów mieliśmy około trzydziestu czy czterdziestu tysięcy nawróconych z katolicyzmu na chrześcijaństwo i oni otrzymali Ducha Świętego.
74
A ten stary ślepy człowiek przyszedł na platformę. I jeżeli człowiek nie ma współczucia z tymi ludźmi, za których się modli, to niepotrzebnie modli się o nich. Człowiek musi się wczuć do ich sytuacji. I pomyślałem: „Gdyby żył mój stary tata, to byłby w wieku tego starego człowieka. Oto on jest. Nie ma butów”. I on nie miał na sobie koszuli, tylko stary surdut, podarty, zaprószony, i stary kapelusz w swojej ręce pozszywany sznurkami. Być może ten stary człowiek nie miał nigdy w swoim życiu przyzwoitego pokarmu. A zatem, jak okrutnym był jego los. Tutaj on był potykając się w swojej ślepocie, a jego oczy były całkiem białe. Spojrzałem na tego starego człowieka i po prostu włożyłem moje ręce na niego. A brat Espinoza nie tłumaczył tej modlitwy. I ja powiedziałem: Niebiański Ojcze, gdybym mu mógł dać moje buty, to wysunąłbym z nich moje nogi tak, aby tego nikt nie widział, dałbym mu moją marynarkę i odprawiłbym go. Lecz on jest o wiele większym ode mnie. Jednakowoż, Boże, okaż mu miłosierdzie. Przywróć mu jego wzrok„. On krzyknął: „Chwała Bogu!” Rozejrzałem się wokoło. On widział tak dobrze, jak ja. Następnego wieczora był tam stojak na wieszanie odzienia, tak długi jak ten budynek i tak wysoki, a na nim pełno starych szali i obdartego odzienia. Gospodarka w Meksyku jest mizerna. Być może Pedro zarabia - on jest murarzem; być może zarabia szesnaście pesos na dzień, lecz musi pracować cztery dni, by sobie kupić parę butów. Lecz on musi oszczędzić z tego tyle, by mógł zapłacić kilka pesos za świecę, aby była palona za jego grzechy na złotym ołtarzu wartości miliona dolarów. To właśnie mnie boli, kiedy widzę tych drogich ludzi.
75
Oni przychodzili tam o dziewiątej godzinie - nie było już wolnych siedzeń. Opierali się jeden o drugiego jak owce na pastwisku. Padał deszcz. Niewiasty stały, ich rozczochrane włosy zwisały przemoczone w dół; czekały cały dzień w gorącym słońcu względnie w deszczu, aby tylko słuchać Słowa Bożego. O, co one będą czynić, kiedy Phoenix powstanie w dniu sądu razem z nimi, kiedy fajne kościoły są wszędzie i nie można ich nawet spędzić do trzody. Tam ona stała, względnie on stał; otrzymał swój wzrok. Tego wieczoru, kiedy wszedłem do środka, padał ulewny deszcz. Brat Jack Moore, wielu z was zna go, brat Espinosa i kilku braci było na platformie. A Billy, mój syn, on zazwyczaj rozdaje karty modlitwy. I on nie mógł mówić po hiszpańsku do tych ludzi, musiał więc polecić Mańanowi, aby do nich mówił. Lecz on właśnie chodził wokoło, by dopilnować, aby Mańana nie sprzedawał kart modlitwy. Więc na to musimy zważać, wiecie, na sprzedawanie kart modlitwy. Więc on go po prostu pilnował i chodził i czuwał, i pilnował, aby on tylko wręczał kartę Temu-i-temu, i tak dalej. Więc on powiedział...
76
Podszedł do mnie... Ja zacząłem głosić. Wielki stos tych ubrań leżał na tym długim stojaku. Ja nie wiem, jak oni w ogóle wiedzieli, które należało do kogo. Więc oni byli... Ja właśnie zacząłem głosić, a Billy poklepał mnie po ramieniu i rzekł: „Tato, będziesz musiał coś zrobić z tą młodą kobietą tam wśród słuchaczy”. Powiedział: Mam około trzystu porządkowych, a oni jej nie potrafił zatrzymać„, nieduża młoda hiszpańska dziewczyna, mniej więcej tak wysoka, śliczna dziewczyna. Ona miała martwe niemowlę na swoich rękach zawinięte w kocu.
I on rzekł: „Mańana rozdał już wszystkie karty modlitwy”. Dalej rzekł: „Ona nie ma karty modlitwy, a tam jest... Kolejka ustawiała się tam już od dwóch godzin czekając na ciebie, kiedy przyjdziesz”. I rzekł: „Ona chce tutaj przynieść to małe niemowlę, a my jej nie potrafimy zatrzymać”.
77
Otóż, ona przedostała się wprost po głowach porządkowych albo wbiegła im pod nogami i jakkolwiek. Ona była nieugięta. Ona chciała się dostać na platformę. Widziała, jak ten ślepy człowiek został uzdrowiony poprzedniego wieczora. Ona była wytrwała. Ja powiedziałem: „Bracie Moore, ona nie wie, kim ja jestem. Ona nie wie, kto jest kto. Zejdź tam po prostu ty i módl się o to niemowlę. Na tym będzie sprawa załatwiona”. On powiedział: „W porządku, bracie Branham”.
78
Więc Billy chwycił go za rękę, jakby prowadził mnie, i tak schodzili z platformy. Ja się odwróciłem i powiedziałem: „Cieszę się bardzo, że mogę być tutaj dzisiaj wieczorem”. I te nabożeństwa nie są dla was dziwne, wy ludzie tu w Phoenix. Nagle zobaczyłem przed sobą małe meksykańskie niemowlę, bez zębów, uśmiechające się - w wizji, którą tam otrzymałem. Powiedziałem: „Zaczekaj chwilę, zaczekaj chwilę, bracie Espinoza. Chodź do...”. „Co jest - co się dzieje?” Ja powiedziałem: „Podejdź do mikrofonu”. Dalej rzekłem: „Powiedz jej, aby przyszła tutaj”. On rzekł: „Tato” - Billy powiedział - nie możesz jej przyprowadzić tutaj omijając wszystkie te karty modlitwy„. Ja powiedziałem: „Przyprowadź ją tutaj. Właśnie widziałem wizję”.
79
Więc on ją zawołał i wrócili z powrotem. I oto ona przychodziła ze zwiniętym kocem w swoich rękach, a malutkie niemowlę leżało w nim - było martwe już od wczesnego rana, umarło na zapalenie płuc, malec ot tak długi. I oto ona przychodzi, łzy spływają jej po policzkach, jej młode ciemne oczy, jej włosy zwisały w dół, bardzo śliczna młoda pani. Ona podbiegła do platformy i upadła na kolana, i zaczęła krzyczeć: „Padre...”. Ja powiedziałem: „Powstań na chwilę”. Pomyślałem: „Panie, co jeśli to nie jest ona? Co, jeśli to nie było to? Ja nie wiem. Widziałem tylko malutkie meksykańskie niemowlę, bez zębów - jego małe dziąsła, i ono się śmiało do mnie, znajdowało się wprost tam”.
80
A ona płakała. Położyłem moją rękę na ten mokry koc, a właśnie padał deszcz. Powiedziałem: Niebiański Ojcze, ta młoda kobieta - nie wątpię w moim umyśle, że Ty dajesz jej odpowiedź„. Powiedziałem: „Widziałem wizję - Ty wiesz, że to prawda - o małym niemowlęciu. Ja tylko przyjmuję we wierze, że to jest to niemowlę. Nie znam tej kobiety ani tego niemowlęcia, lecz coś... Ty działasz na obu końcach tej linii”. I włożyłem moje ręce na nie. A kiedy to uczyniłem, ono zaczęło kopać i krzyczeć tak głośno, jak tylko potrafiło. Matka szarpnęła z niego ten koc i tam ono było - żywe w jej ramionach. Powiedziałem: „Bracie Espinoza, nie notuj tego, lecz poślij jakiegoś dobrego, wiernego człowieka”. A ona mówiła po meksykańsku, że lekarz orzekł, iż to niemowlę zmarło na zapalenie płuc tego poranka około ósmej czy dziewiątej godziny, a teraz było po dziesiątej w nocy. Ja rzekłem: „Poślij po napisane, zadokumentowane oświadczenie od tego lekarza, który orzekł, że ono zmarło”. I ten meksykański lekarz napisał oświadczenie i podpisał je: „Ja orzekłem to niemowlę za zmarłe - nie oddychało, nie było żadnych znaków życia - w moim biurze dzisiaj rano o dziewiątej godzinie”. A teraz była dziesiąta godzina w nocy. I następnego poranka to niemowlę było w gabinecie lekarza, by je znowu zbadał - całkiem normalne. Dlaczego? Ponieważ ta młoda kobieta była wytrwała, nieugięta.
81
Wiara nie zna porażki. Gdyby było pięć tysięcy stojących jej w drodze, nic nie mogło zająć jej miejsca. Jej kościół mógł ją wyłączyć, jej sąsiedzi mogli się naśmiewać. Lecz Bóg, który potrafił otworzyć oczy ślepego człowieka poprzedniego wieczora, mógł także wskrzesić jej niemowlę, ponieważ On jest tym samym Bogiem wczoraj, dzisiaj i na wieki! A jeżeli ta grupa ludzi dzisiaj wieczorem, ci szukający okruszyn - jeżeli nimi jesteście, to ten sam Bóg, który przyprowadził was tutaj, który mógł przyprowadzić was na takie miejsce, Bóg, który was zbawia, Bóg, który mógł was napełnić Duchem Świętym, ten sam Bóg może wymazać każdą odrobinę choroby i smutku, cokolwiek to jest w waszych sercach dzisiaj wieczorem, jeżeli temu wierzycie nieugięcie, wytrwale. Wyciągnij rękę i chwyć tą okruszynę wiary teraz i powiedz: „Panie, dziękuję Ci za to. Oto przychodzę”. Sąsiad powie ci jutro: „Ty nie jesteś uzdrowiony”. Odpowiedz mu: „O, ja jednak jestem. Jestem uzdrowiony. Znalazłem okruszynę ubiegłego wieczora w kościele stanowczych chrześcijan. Coś zakotwiczyło się we mnie. Nic mnie już nigdy nie zatrzyma. Ja to mam”. Pochylmy teraz nasze głowy na chwilę.
82
Czy potrzebujesz okruszyny dzisiaj wieczorem? Czy mógłbyś wziąć okruszynę i być nieugiętym dzięki niej - małą okruszynę wiary, która przyszła do młodej pogańskiej Greczynki - nigdy w swoim życiu nie widziała cudu i była pogańska bałwochwalczynią? Lecz ona słyszała, że to było skuteczne dla kogoś innego. Ona tego nigdy nie widziała, lecz uwierzyła temu. I pomimo wszystkich rozczarowań, które przeżyła, jednak na podstawie czegoś, mówiącego w jej sercu, że jej dziecko zostanie uzdrowione... Wy wiecie, kiedy przyszła do domu, znalazła swoją córkę leżąca w łóżku. Te paroksyzmy odstąpiły od niej. Nie tylko dla niej samej, lecz również dla jej córki, która nie była obecna... Czy potrzebujesz okruszyny dzisiaj wieczorem? Jeżeli potrzebujesz, czy podniósłbyś swoją rękę i powiedział: „Panie, proszę choćby tylko o okruszynę”.
83
O Niebiański Ojcze, spójrz na tych poszukujących okruszyn pogan. Czasy się jeszcze nie zmieniły, Panie. Oni słyszeli o tym. Oni słyszeli, że Ty uzdrawiasz chorych. Oni słyszeli, że Ty napełniasz Duchem Świętym; Ty dajesz odpocznienie wyczerpanym. O Boże, daruj tym, którzy wołają dzisiaj wieczorem jak ta droga młoda pani przed wielu laty: „Panie, my naprawdę nie jesteśmy godni przyjąć takich błogosławieństw, jak twój lud, Izrael. Lecz szukamy tylko okruszyn, które spadają ze stołu Mistrza”. Dzisiaj wieczorem pokazaliśmy ten wspaniały pokarm, którym Ty karmiłeś swój kościół. I dzisiaj wieczorem mamy nie tylko okruszyny, lecz jesteśmy zaproszeni do stołu. W rzeczywistości nie musimy brać okruszyn, lecz cieszymy się, że je otrzymujemy. Jesteśmy jednak zaproszeni do stołu dzisiaj wieczorem. Jezus rozpostarł Swój stół, przy którym są karmieni wszyscy święci Boży. On zaprasza Swój wybrany lud, by przyszedł i karmił się. Daruj tego dzisiaj wieczorem, Ojcze, żeby każdy, kto ma jakąś potrzebę, został zaspokojony.
84
A kiedy mamy pochylone nasze głowy oraz nasze serca w pokorze przed Bogiem, chciałbym wiedzieć, ilu ludzi w tym budynku nie jest zbawionych. Bowiem gdyby Jezus przyszedł i dla świata nastałby koniec dzisiaj wieczorem, a wy bylibyście... Czy jesteś ochotny przyjąć tą małą okruszynę wiary, która została umieszczona do twego serca i przyjść do stołu dzisiaj wieczorem, przedkładając swoją małą okruszynę wiary przed Bogiem, i chciałbyś tak uczynić, czy zechciałbyś po prostu powstać i podejść tutaj, abyśmy się mogli modlić za tobą tutaj u ołtarza? Czy chciałbyś po prostu przyjść - bez żadnego zwlekania? Proszę, podejdź tutaj. Niech ci Bóg błogosławi, mój bracie. Czy chciałby przyjść jeszcze ktoś? Pan niech będzie z tobą, moja siostro. Ty właśnie przychodzisz tutaj. Czy byłby tutaj jeszcze ktoś, kto chciałby okruszyn - czy chciałbyś teraz przyjść do stołu Pana? Powiedz: „Panie, nie jestem godzien przyjść. Ja - jestem tylko psem. Jestem tylko... Nie jestem godzien więcej, niż tamta kobieta, lecz ja przychodzę - tylko po okruszynę?” Czy chciałbyś przyjść, przyjacielu grzeszniku? Chodź. Może to jest twoja ostatnia okazja.
85
Widzicie, jakim staje się dzisiaj świat? Ludzie już więcej nie pragną przyjść. Nie można ich niemal przekonać. Wydaje się, że Ewangelia idzie na pole misyjne. Niech ci Bóg błogosławi, mój dobry bracie. Niech ci Bóg błogosławi. To jest cudowne. Proszę, stań wprost tutaj na chwilę. Ktoś inny niech stanie tutaj obok i powie: „Ja stoję z tym człowiekiem”. Niech ci Pan błogosławi, synu. Niech ci Bóg błogosławi, to jest właściwe. Przyjdź wprost tutaj. Powiedz: „Ja chcę okruszynę, Panie. Okruszyna mi wystarczy. Coś dotknęło mego serca. Ja teraz przychodzę”. Niech ci Bóg błogosławi, synu. Niech ci Bóg błogosławi, mój bracie. Stań wprost tutaj. Czy jeszcze ktoś odczuwa w swoim sercu małą okruszynę wiary, która cię wabi, abyś przyszedł do stołu teraz? Czy chciałbyś tu przyjść razem z tymi czterema młodzieńcami, stojącymi tutaj i czekającymi? Ja głosiłem dzisiaj wieczorem o kobiecie, a przychodzą tu mężczyźni. Co ty na to, siostro? Czy nie przyjdziesz również po okruszynę? Czy masz tę odrobinę wiary, która ci mówi, że nie jesteś w porządku? Powiedz: „Otóż, ja nie wiem, co to jest okruszyna, bracie Branham?” Tą okruszyną jest coś w twoim sercu teraz, co ci mówi, że nie jesteś w porządku. Powinieneś pokutować. Chodź tutaj, czy nie przyjdziesz? Wstań i przyjdź pokornie, szybko do tego źródła, napełnionego Krwią. Czy nie wyjdziesz? „Ja jestem grzesznym, bracie. Módl się za mną”. Chodź tutaj. Niech ci Bóg błogosławi, bracie. Niech ci Bóg błogosławi. Czy jeszcze ktoś? „Ja pragnę tylko okruszyny, Panie. Tej małej okruszyny w moim sercu. Ja przychodzę teraz, by to przedłożyć”. Czy przyjdziesz?
86
Otóż, czy jest tutaj ktoś, kto odstąpią od wiary, odszedł, a chciałby przyjść? Czy przyjdziesz teraz? Ktoś bez Ducha Świętego, kto jeszcze nie otrzymał Ducha Świętego? O, przyjacielu, jeżeli ta światłość stała się dla ciebie taką rzeczywistością w tych ostatecznych dniach, czy nie przyjdziesz, by tutaj również stanąć? To jest może czas, kiedy to wielkie pragnienie w twoim sercu - coś mówi ci: „Ja wierzę, że Pan da mi chrzest Duchem Świętym dzisiaj wieczorem. Pragnę przyjść i stanąć”. Chodźcie do ołtarza. Czy to uczynicie? Stańcie razem z nami do modlitwy, wy, którzy odczuwacie tą małą okruszynę, mówiącą: „Ja potrzebuję Ducha Świętego”. Jeżeli człowiek może przyjechać tak długa drogę z Ohio - przylecieć tutaj samolotem odrzutowym - niech ci Bóg błogosławi, bracie Grant. Prezbiterianin z Ohio może tu przylecieć samolotem odrzutowym, by stanąć u ołtarza, a co wy ludzie z Phoenix? Niech ci Bóg błogosławi, moja siostro. Stań zaraz tutaj na chwilę. Czy nie przyjdziecie? -... płynąca z żył Emanuela„.
87
Czy nie przyjdziesz, podczas gdy źródło jest otwarte dzisiaj wieczorem, aby być napełnionym dobrymi rzeczami Bożymi? Chciałbym wiedzieć, kiedy jeszcze czekamy przez chwilę - na pewno jest tutaj więcej tych, którzy pragną wziąć te okruszyny. Z pewnością powinni być tacy. Czy nie przyjdziecie? Proszę, uczyńcie to, kiedy was proszę jeszcze raz. Przyjmijcie to szczerze w swoim sercu i powiedzcie: „Ja teraz przychodzę. To jest moja pora, bym przyszedł. Ja przychodzę mimo wszystko”. Niech wam Bóg błogosławi, siostry. To jest bardzo dobre. Czekamy teraz na was cierpliwie, żebyście przyszły. Pochylmy teraz nasze głowy, kiedy czekamy, i zaśpiewajmy ten refren:
Jest źródło napełnione krwią,
Płynącą z Emanuela...
Czy nie przyjdziesz teraz? Czy nie weźmiesz swojej okruszyny i przyjdziesz?...
w tym strumieniu...
Jeżeli pragniesz Ducha Świętego, czy nie przyjdziesz? Przyjdź teraz.
Oczyszczą wszystkie swoje plamy i winy.
Oczyszczą wszystkie swoje plamy i winy.
A grzesznicy zanurzeni...
Chodź, przyjacielu.
Oczyszczą wszystkie swoje plamy i winy.
Umierający łotr ucieszył się, gdy zobaczył...
Ty tutaj...?... wprost tutaj u ołtarza...?...
chociaż taki wstrętny, jak on,
Oczyszczą wszystkie swoje grzechy...
88
Niech ci Bóg błogosławi, mój bracie. W ten sposób trzeba to czynić. Chciałbym wiedzieć, czy kaznodzieje chcieliby przyjść tutaj i stanąć teraz razem z nami. Kaznodzieje w tym budynku, chodźcie i stańcie tutaj razem z nami przez chwilę teraz, wy instruktorzy, którzy jesteście zainteresowani zgubionymi duszami. -... mógłbym ja, chociaż tak wstrętny jak on, Oczyścić wszystkie moje grzechy„. Chciałbym wiedzieć, czy są tutaj kaznodzieje, instruktorzy Słowa, którzy by chcieli przyjść. Pamiętajcie, podejmujecie decyzję odnośnie waszego wiecznego miejsca przeznaczenia. Jest tutaj około siedmiu, czy ośmiu, dziesięciu ludzi, stoją tutaj i wy wiecie, co to znaczy. Jedna dusza jest warta dziesięć tysięcy światów. Nie śmiemy tego brać na lekką wagę.
89
Teraz wy, którzy jesteście chorzy i pragniecie modlitwy wiary za was, czy chcielibyście powstać wprost tam, gdzie jesteście. Wy, którzy jesteście chorzy i w potrzebie... To jest dobre. Zatem, moi bracia kaznodzieje, ja... To jest właściwe. Włóżcie ręce na tych ludzi. Teraz wy, chorzy ludzie, stańcie trochę bliżej siebie, abyście mogli włożyć swoje ręce wzajemnie na siebie. Otóż, Biblia mówi do was chorych: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy uwierzą”. Ty musisz być wierzącym, inaczej byś nie stał tutaj. „Jeśli włożą swoje ręce na chorych, to oni odzyskają zdrowie”. Wy wiecie, że to jest prawdą. To jest Pismo Święte, które nie może zawieść. A wy pokutujący, którzy przychodzicie do ołtarza, moi bracia i siostry, którzy przychodzicie do ołtarza dziś wieczorem jako śmiertelne istoty, wiedzące, że musicie stanąć przed obliczem Bożym pewnego razu. Biblia mówi, że grzechy niektórych ludzi idą przed nimi, a innych idą za nimi. Wy wyznajecie wasze grzechy dzisiaj wieczorem, i wasze grzechy pójdą przed wami, i będą przebaczone przez Krew Pana Jezusa.
90
A wy tutaj, poszukujący chrztu Duchem Świętym, Bóg dał obietnicę w Dz. Ap. 10. Czytamy: „Kiedy Piotr jeszcze mówił te słowa, Duch Święty przypadł na tych, którzy to słyszeli” - oni byli tak głodni. Teraz wy jesteście głodni i przynieśliście tą małą okruszynę tutaj. Przyjmijmy teraz prawdziwy pełny pokarm Bożych błogosławieństw. Wszystko to jest dla was. Teraz wy, ludzie, którzy wierzycie w modlitwę, pochylmy nasze głowy wspólnie i módlcie się teraz i wierzcie. Zapomnij teraz, kto jest koło ciebie. Wiedz, że nie ma przy tobie nikogo prócz Jezusa Chrystusa. Każdy z was niech się modli w ten sposób jak zawsze, w ten sposób, jak się zawsze modli. I bracia, włóżcie wasze ręce na tych ludzi, i wierzmy teraz, że Duch Święty przyjdzie i uczyni te rzeczy, o które prosimy.
91
Nasz Niebiański Ojcze, my odczuwamy, że nie stoimy tu na próżno. Dziękujemy Ci za te dusze. Wiemy, że Ty jesteś tu teraz, by ich zbawić. Ja się modlę, abyś nam to darował, Panie. Niechby ich wiara patrzała ponad wszelki cień wątpliwości. Niechby ci, którzy pragną Ducha Świętego, na których wierzący włożyli swoje ręce, również chorzy i cierpiący - niech moc Boża poruszy tym budynkiem tam i z powrotem - tymi przejściami i tymi ludźmi i zbawi każdego grzesznika. Napełń każdego wierzącego Duchem Świętym i uzdrów każdą chorą osobę. Spełnij te rzeczy, Panie. Ja wierzę, że Ty jesteś tutaj, i Ty jesteś tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. Twoje obietnice nie mógł zawieść.
92
Wierzymy, że Ty dałeś polecenie Twemu Kościołowi i oni udali się do miasta Jeruzalem. Oni weszli do górnego pokoju i byli tam chwaląc i błogosławiąc ustawicznie Boga. A nagle zstąpił tam z nieba dźwięk potężnego szumiącego wiatru i napełnił cały dom, w którym byli zgromadzeni. Ty jesteś tym samym i potrafisz uczynić to samo. Niech ta moc, która zstąpiła w Dniu Pięćdziesiątym, ochrzci tą grupę ludzi dziś wieczorem w mocy zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Tą modlitwę zanoszę w Imieniu Jezusa za tych ludzi, ku chwale Bożej.
93
Podnieście teraz wasze ręce. Modliłem się teraz modlitwą wiary, modlitwą wiary w przebaczenie. Podnieście swoje ręce i powiedzcie: „Chwała Panu”! Zacznijcie Go po prostu uwielbiać i błogosławić Mu za to! Wyznawajcie swoje grzechy! Wierzcie całym swoim sercem! Podnieście swoje ręce ku Bogu i powiedzcie: „Dziękuję Ci, Panie Jezu. Ja wierzę, że Ty dajesz mi w tej chwili Ducha Pańskiego, Ty mnie ochrzcisz Duchem Świętym i dasz mi te błogosławieństwa”! W porządku, bracie. Błogosławcie Go teraz. Chodź, bracie.