1
Dziękuję ci, bracie Neville. Tak bardzo się cieszę, że mogę być tutaj, bracie Neville, i za tą sposobność, że możemy znajdować się ponownie w niebiańskich miejscach w Chrystusie Jezusie. Duże ilości słuchaczy nigdy nie sprawiały mi kłopotu; zawsze mnie to podnieca. Czuję się jednak bardziej w domu, kiedy mam małą ilość, uważam bowiem, że to właśnie jest zbór. Tak, mam do tego miejsce Pisma Świętego, mówiące: „Nie bój się małe stadko, albowiem wolą Ojca waszego jest dać wam królestwo.” I chciałbym w owym dniu być zaliczony do tego właśnie małego stadka, któremu On powie: „Nie bój się.”
2
Jesteśmy bardzo wdzięczni za ten przywilej, że mogliśmy przyjść tutaj dzisiaj wieczorem. I ja nie przyszedłem z tym zamiarem, by głosić. Właśnie kilka minut temu ktoś przyszedł do drzwi, gdy byłem pogrążony w studiowaniu, przygotowując sobie pewien kontekst do tematu, na który pragnę głosić w nadchodzących nabożeństwach w Phoenix i Tucson, i w tamtej okolicy. I właśnie karmiłem się w Duchu, wiecie, z dobrych rzeczy Bożych o absolucie - na temat Absolutu. Moja żona weszła i powiedziała mi, że ktoś przyszedł i pragnie zobaczyć się ze mną, a ja nie zrozumiałem tego zaraz właściwie, lecz potem, wiecie - ona zapytała: „Czy będziesz dzisiaj wieczorem w kaplicy?”
Ja odrzekłem: „Myślę, że tak.” I próbowałem dalej rozważać w duchu o tym, co miałem na sercu, a ona powróciła i powiedziała, że to jest chory mężczyzna, który przyszedł, abym się modlił o niego. Ja odrzekłem: „Dobrze, pójdę więc do kaplicy mimo wszystko (rozumiecie?) i będę się modlił o chorych.” Ja zawsze - jest to...
Wiecie, te rzeczy są... Gdy ludzie są chorzy i w potrzebie, powinniśmy iść do nich, powinniśmy iść do nich tak szybko, jak to tylko możliwe. Każdy, kto był chory, wie, jak to trzeba doceniać i jakie to ma znaczenie, gdy ktoś zostanie uzdrowiony Bożą uzdrawiającą mocą. I jest to tak cudowna rzecz, jaki to przywilej!
3
Zatem, następnej niedzieli, jeżeli Pan pozwoli, a brat Neville i nikt z braci nie będzie miał czegoś szczególnego, to myślałem, że następnej niedzieli do południa przyniosę słuchaczom moje poselstwo z okazji świąt Bożego narodzenia, żeby im umożliwić... Niektórzy z nich przybyli z dalekich stron, wiecie, na przykład z Georgii i innych miejscowości, i to pozwoli im powrócić w porę, by dokonać zakupów z okazji świąt, i tym podobnie.
A Billy właśnie wyszedł i powiedział mi, że następnej niedzieli wieczorem, tuż przed nabożeństwem, moja siostra Deloris ma jakieś małe podarunki dla dzieci, i mają tu przygotowany krótki program - krótkie przedstawienie z okazji świąt, które mają zamiar wystawić, zanim rozpocznie się nabożeństwo. A ja odrzekłem: „Dobrze, to będzie w niedzielę wieczorem, prawda?”
On odrzekł: „Tak.”
Ja powiedziałem: „Nie będzie to z niczym kolidować.”
4
Widzicie teraz, w następny wtorek będzie wigilia - względnie we wtorek za tydzień będą święta Bożego narodzenia. Więc to by sprawiało trudności ludziom, rozumiecie, bo musieliby powracać do domu w wigilię, względnie w poniedziałek, pomyślałem więc, że ja... Tak, za dwa tygodnie siostro, za dwa tygodnie - racja. Pomyślałem więc, że przyjdę dzisiaj wieczorem i powiadomię ludzi, jeżeli Pan pozwoli, a brat Neville nie ma niczego szczególnego, ponieważ zazwyczaj lubię przekazać zborowi moje poselstwo z okazji świąt Bożego narodzenia albo poselstwo wielkanocne, i cokolwiek Pan położy na moje serce, abym to przekazał. A więc następnej niedzieli, o ile Pan pozwoli, następnej niedzieli do południa wygłoszę...
5
A uczynię to do południa zamiast wieczorem dlatego, aby ludzie, którzy przyjadą z dalekich stron, mogli odjechać po południu i dotrzeć do domu. Rozumiecie? Wolałbym to raczej wygłosić wieczorem; wierzę, że wieczór jest o wiele lepszy. Lubię wieczorne nabożeństwo, kiedy słońce zachodzi - to jest coś innego. Był to Bóg w ogrodzie Eden, który przychodził w chłodzie wieczora i rozmawiał z Adamem. Rozumiecie, i ja lubię wieczorne nabożeństwa. Lecz ze względu na okoliczności, jakie tutaj mamy, będzie lepiej, kiedy wygłoszę to do południa, aby goście mogli odjechać.
Jestem wdzięczny, że kaplica jest poszerzana do sąsiedniej działki, znajdującej się tutaj za nami - i będziemy mieć większe pomieszczenie. Po wszystkim tym denerwowaniu się i sprzeczaniu będziemy je w końcu mieć. Wiecie, stary brat Bosworth miewał poczucie humoru i on powiedział tak: „Niemowlę, który krzyczy najgłośniej, otrzymuje najlepszą opiekę.” Więc to jest bardzo miłe porównanie, wiecie, i ja myślę, że opłaci nam się krzyczeć tu i tam trochę, czy tak nie myślicie?
6
Pragnę też wyrazić aprobatę bratu Antoniemu i jego grupie tutaj za tą miłą muzykę. Właśnie wszedłem do środka i słyszałem to. I wiecie, te instrumenty to trąbki. Zawsze chciałem, żeby jedno z moich dzieci, co najmniej jedno z nich grało na trąbce. Ja - a oni grają na trąbkach.
Becky zaczęła się uczyć na pianinie, lecz jest w wieku nastolatki, wiecie, i chce tego teraz zaniechać. I ona zaczęła... Nauczycielka orzekła, że będą musiały rozpocząć granie popularnej muzyki - nie jakieś tam - wiecie, co mam na myśli - tylko uwertury z klasycznej muzyki i tak dalej, żeby mogła załączyć do tego religijną muzykę. Kiedy zaczyna dochodzić do wysokiego poziomu w muzyce, to myśli sobie: „Zaniecham tego teraz po prostu.” I ja... Dzieci robią problemy. I tak czy owak, musi być do tego przede wszystkim powołanie od Boga. Myślę, że jej siostra Sara, siedząca tam w tyle, będzie i tak grała lepiej od niej, chociaż nie była ani na jednej lekcji muzyki. Zatem, powołanie od Boga jest lepsze, skoro ona jest obdarowana do tego.
Lecz ja lubię trąbkę. Przypominam sobie, kiedy oni poświęcali tę kaplicę tam na rogu ulicy, to trąbki grały tam pół dnia: „Tam, gdzie na krzyżu mój Zbawca zmarł, tam wołałem o wybaczenie grzechów, tam została zastosowana krew dla mego serca” - kiedy wkładałem mój tekst - położyłem go na kamieniu węgielnym.
7
I przypominam sobie pewien wieczór w metodystycznym kościele trójcy, kiedy stary doktor Morrison... Wielu z was, słuchacze, którzy żyliście wtedy - w dniach mojej młodości, przypominacie sobie doktora Morrisona, tego starego świętego człowieka. Asbury w swoim wieku utracił jednego z największych mężów, kiedy stracili doktora Morrisona, tego bogobojnego człowieka. I ja zawsze lubiłem słuchać, kiedy on głosił. Pewnego razu udałem się do tego metodystycznego kościoła trójcy, by go słuchać. I owego wieczora dwaj chłopcy wystąpili na mały balkon, właśnie kiedy weszliśmy tam z moją żoną i oni trzymali swoje trąbki ot tak do góry - te instrumenty, i oni zagrali: „Tam gdzie na krzyżu mój Zbawca zmarł.” A ten wielki krzyż na szczycie obracał się dookoła. Ja po prostu przystanąłem na ulicy i słuchałem z podniesionymi rękami, i zacząłem śpiewać na chwałę Bogu. Nie mogłem sobie pomoc.
Narodzony na nowo chrześcijanin przeżywa pewną emocję, kiedy to życie w nim pulsuje; coś musi się wydarzyć. Tak właśnie się dzieje. O, ja - nie ma niczego takiego, jak staromodne chrześcijańskie przeżycie. Nie zamieniłbym tego za nic - moje przeżycie nie zamieniłbym za żadne skarby tego świata, ani za cały świat ani za układ słoneczny i wszystko inne - za to, co Jezus nauczył mnie o Sobie.
8
Siedzi tutaj razem z wami pewien mężczyzna; każdym razem, kiedy spojrzę do tyłu, moje serce podskoczy. Jest to mężczyzna, którego ujrzałem, gdy przyjmował Wieczerzę Pańską niedawno wieczorem; chodzi o kuli. Czy ktokolwiek powiedział ci już, że wyglądasz jak Oral Roberts? Mówię ci, każdym razem kiedy spojrzę... Ilu z was widziało już Orala Robertsa? Niemal wszyscy. Jeżeli on nie wygląda, jak Oral Roberts... Ja przypadkowo spojrzałem do tyłu - i myślę, że on jest trochę większym od Orala mężczyzną. Lecz spójrzcie tylko, jak on czesze swoje włosy, jakie ma czoło i rysy twarzy, wygląda zawsze na jakiegoś dostojnego człowieka, siedzi jak Oral. A więc, ja zawsze myślę: „Brat Oral?” Wygląda po prostu tak jak on.
Brat Oral rozpoczyna tam teraz pewnego rodzaju Biblijną szkołę, czy coś podobnego, jak myślę. Słyszałem o tym niedawno. Co? Uniwersytet. Tak. Brat Carl Williams jest jednym z jego najbardziej wykształconych ludzi w pewnej dziedzinie; nie wiem teraz, w której.
9
Pamiętajcie zatem, w niedzielę, o ile Pan pozwoli, rozpoczniemy - ja mam na sercu poselstwo z okazji świąt Bożego narodzenia. A prócz tego jestem wdzięczny, że rozpoczęła się rozbudowa kaplicy. I mam nadzieję, że nie będzie tu chodziło tylko o powiększenie ilości członków, lecz pomnoży się łaska Boża, której Bóg udzieli naszemu zborowi, naszemu ruchowi; względnie nie naszemu ruchowi, lecz naszemu zgromadzeniu, w którym zgromadziliśmy się razem. My to miłujemy.
I ja to po prostu lubię mówić. Nie zabiorę zbyt dużo czasu. Lecz mam wiele spraw, które miałbym powiedzieć, lecz nie będę ich mówił, bo to zajęłoby zbyt dużo czasu. Chciałbym jednak powiedzieć następująco: jest to coś, czego nie mogę powiedzieć. Są pewne rzeczy, które wiem, i jest to w imieniu Pańskim, lecz ja ich nie mogę powiedzieć; wszyscy to rozumiecie. Widzicie, człowiek musi to zostawić dla siebie.
Rozumiecie? Przybliża się pewne wydarzenie - od pewnego czasu, które się niebawem wydarzy, które mnie zaalarmowało, kiedy obserwuję Ducha Świętego działającego między ludźmi do tego punktu, a oni nie uświadamiają sobie ani jednej z tych ziemskich rzeczy, rozumiecie, lecz widzę, że Duch Święty posuwa się do tego. Ja to objawię, jeżeli Pan pozwoli, w pewnym stosownym czasie. Więc pamiętajcie, to wskazuje na to, że Bóg jest między nimi.
10
Jak ktoś - myślę, że brat powiedział to przed chwilą, tak, brat Neville powiedział to: „Bóg nie zalicza nam naszego nieporządku między nami, czy naszego niewłaściwego zachowywania się w Jego oczach...” Bowiem widz, który szedł się patrzyć na Izraela i oglądał go naturalnymi oczami, w jakim oni byli nieporządku - jak źle oni postępowali i jak powinni być za to przeklęci. Lecz ten biskup nie dostrzegał tej uderzonej Skały i tego spiżowego węża (rozumiecie?), dokonującego przebłagania. Widzicie więc, kiedy Balaam patrzył się na Izrael, widział powód, by ich przeklinać. Widzicie? Lecz kiedy Bóg patrzył się na nich, On widział tą ofiarę przebłagalną. On powiedział: „Wy jesteście jak jednorożec.” Amen. „Kto może wam postawić coś w drogę? Jak bogobojne, jak sprawiedliwe są twoje namioty.” Właśnie takich widział ich Bóg, rozumiecie? Nie tak, jak widział ich człowiek, nie tak, jak widzieli ich ci wielcy dygnitarze, lecz tak, jak On ich widział.
O, Boże, niech to stanie się moim udziałem. Niech to stanie się moim udziałem, ponieważ ja nie mam w sobie niczego, do czego mógłbym rościć sobie pretensje. „Niczego nie przynoszę w moich rękach, tylko do Twego krzyża przylgnę.” Widzicie, to jest wszystko, co mamy.
11
To jest wieczorne nabożeństwo modlitewne, względnie nie jest to nabożeństwo modlitewne, ale jest to jakby ewangelistyczna grupa tutaj. Chcielibyśmy dać miejsce Słowu. I chciałbym może mówić do was dzisiaj wieczorem kilka minut. Wielu z was, którzy chcielibyście otworzyć Pismo Święte - wiecie, to jest dziwne, otworzyło mi się dokładnie to miejsce, ten tekst, który miałem zamiar przeczytać. Tak jest. To dziwne. Jest to 1. Koryntian 11. rozdział, a również kilka notatek, które sobie tutaj zanotowałem - gdzieś w tym - o których rozmyślałem, jeżeli je będę mógł znaleźć w tej chwili, o 1. Koryntian 11. rozdział. Tutaj to jest, właśnie tutaj. Tak jest.
Teraz, nim przybliżymy się do Słowa, przybliżmy się do Jego Autora, rozumiecie, który jest Słowem, abyśmy mogli prosić o miłosierdzie i o Jego błogosławieństwa, kiedy rozważamy o Nim - o Tym który jest Słowem. Módlmy się.
12
Panie, Boże, pełen łaski i miłosierdzia, który byłeś chętnym na przestrzeni wieków, kiedy człowiek zgrzeszył i położył tą wielką otchłań między sobą a Tobą, i on nie potrafił jej przekroczyć o własnych siłach. On był absolutnie, totalnie zgubiony, bez drogi powrotu. Lecz Bóg pełen łaski był ochotny przyjąć ofiarę zastępczą, zamiast niego i przyprowadził go z powrotem. To wzrusza serca wszystkich, którzy kiedykolwiek poznali Ciebie, Panie, jak Ty w Swojej wielkiej miłości i łasce przyjąłeś ofiarę zastępczą. I właśnie skończyłem to wyjaśniać, Panie. My polegamy dzisiaj wieczorem na ofierze zastępczej, na Tym, który umarł zamiast nas, grzeszników - ten Sprawiedliwy, który wziął na Siebie nasze nieprawości. W Nim właśnie pokładamy naszą ufność.
My teraz przychodzimy uroczyście do Jego Słowa z pochylonymi sercami i głowami, pełni czci i poszanowania i wdzięczności. Prosimy, żebyś Ty posłał nam łaskę dzisiaj wieczorem, przez Ducha Świętego, i abyś nam dał chleb życia, którego potrzebujemy, aby nas pokrzepiał. Ty dokładnie wiesz, czego potrzebujemy, i wiemy, że Ty obiecałeś, iż jeśli będziemy prosić, to otrzymamy.
13
Chcielibyśmy przypomnieć dzisiaj wieczorem, Panie, wszystkich tych, o których wiemy, że są chorzy i w potrzebie, aby łaska Boża była im dana w wielkiej obfitości. Ojcze, modlimy się również o tych, którzy odpadli, aby te nadchodzące święta przypomniały im w sercach to, czym oni byli kiedyś, a wypadli z Twojej społeczności na zewnątrz. Boże, modlimy się, żeby powrócili. Daruj tego, Panie, żeby powrócili do zgromadzenia, do zebrania pierworodnych, żeby powrócili do łaski i miłosierdzia, miłości i dobroci, i do uzdrowienia naszych dusz, naszych myśli i naszych ciał. Spełnij to, Panie. Błogosław Twoje Słowo dzisiaj wieczorem. Wzmocnij nas i daj nam Twoje błogosławieństwa, bowiem prosimy o to w imieniu Jezusa. Amen.
14
Chciałbym teraz na kilka chwil zwrócić waszą uwagę do 1. Listu do Koryntian, 11. rozdział, 23. 24. i 25. werset.
Albowiem ja przejąłem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której był wydany, wziął chleb,
A podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje za was wydane; to czyńcie na pamiątkę moją. Podobnie i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to nowe przymierze we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moją.
Jeżeli miałbym określić ten krótki tekst, na który pragnę się powoływać, będzie to temat: „Przypominanie sobie Pana.” Brzmi to jak wieczór, w którym - względnie jak poselstwo, które powinno być głoszone ostatniej niedzieli przy Wieczerzy Pańskiej. Lecz pragnę podejść do tego z trochę innego punktu widzenia przez kilka minut, kiedy skupiamy nasze myśli razem, aby oddawać chwałę Panu.
15
Moglibyśmy oczywiście rozpocząć u stołu Pańskiego, ponieważ to jest dobre miejsce, kiedy sobie to wszyscy przypominamy. Przypominamy sobie Pana przy Jego stole, bowiem ten tekst odnosi się w rzeczywistości do tego. Lecz to jest... Paweł powiedział, że mamy wziąć ten kielich i pić tę krew, i spożywać ten koszerny chleb na pamiątkę, by przypominać sobie, co On uczynił dla nas. A gdy to czynicie, nie chcecie przecież zrobić z tego pospolitą, codzienną rzecz; pragniecie naprawdę przyjść i przypominać sobie Pana. Rozumiecie? Przypominacie sobie, że to była Jego łaska i Jego miłosierdzie, i tylko ono daje wam jedyną nadzieję, którą mamy. Bez względu na to, co uczynilibyście kiedykolwiek, nie ma nigdzie niczego, co mogłoby się chociaż przybliżyć do tego, co Chrystus uczynił dla was.
16
W tym tygodniu miałem smutne przeżycie, a pomimo tego chwalebne. I mógłbym to powiedzieć: Pogrzebałem brata, który dawniej bywał tutaj z nami. I wielu z was zna te okoliczności. Był to nasz łaskawy brat Rogers, Busty Rogers, jak go nazywaliśmy. Everett. Brat Banks Wood tutaj oraz brat Sothmann - pojechaliśmy tam razem na pogrzeb.
I wyjechałem tam na przejażdżkę w śniegu - tam na to stare miejsce, gdzie pogrzebaliśmy go przed dwudziestoma pięcioma laty po raz pierwszy. W owym czasie, gdy go tam pogrzebałem, chrzcząc go w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, była tam mętna woda. Kiedy przejeżdżaliśmy stary znany most przy Totten's Ford, powiedziałem braciom: „Owego dnia, gdy pewien denominacyjny kaznodzieja miał tam wielki namiot, on orzekł: ‚Ten mały radykalny kaznodzieja tam w baptystycznym kościele, który chrzci ludzi w imieniu Jezusa Chrystusa' - on powiedział - ‚jeżeli ktoś z was został ochrzczony w taki sposób, nie będzie mile widziany pod moim namiotem'.”
I właśnie w tym czasie było tam przypadkowo kilku ludzi, którzy zostali ochrzczeni w imieniu Pana Jezusa, a był to brat George Wright i jego rodzina. Oni po prostu... Potem mogli uczynić tylko jedną rzecz: nie mogli powrócić do nich.
17
Więc owego dnia przy Totten's Ford - o, on po prostu wyszedł z ich zgromadzenia i przyszedł tam nad rzekę, by obserwować, i jego zbór tam stał. Ja też przyjechałem na to miejsce. W oddali nad górami padały deszcze i z zalanych pól woda spływała do rzeki, a muł z tych pól czynił niebieską rzekę bardzo mętną. Ja wszedłem do wody tak, że mi sięgała do pasa. A jeden ze starszych braci czy diakonów raczej podał mi Biblię, i czytałem, gdzie Piotr powiedział w dniu Pięćdziesiątym: „Pokutujcie, każdy z was i dajcie się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów, a przyjmiecie dar Ducha Świętego.”
18
Było to owego dnia, gdy Georgie Carter leżała tam, próbując podnieść swoje ręce, a ważyła tylko coś ponad sześćdziesiąt funtów. Leżała na łożu już dziewięć lat i osiem miesięcy, a nie mogła nawet poruszyć ręką. Jej ludziom w kościele, do którego należała, było powiedziane, że jeżeli ktoś z nich pójdzie na moje nabożeństwo, to zostaną ekskomunikowani z ich społeczności w kościele. Jednakowoż tego samego wieczora ona została natychmiast uzdrowiona. A potem chciała zostać ochrzczona, tak samo jak ta dziewczynka Nail, która tam była. Widziałem o tym wizję i wy znacie to wydarzenie, miała swoje ręce i nogi wyciągnięte; i wszedłem do jej domu na podstawie wizji i w mocy Ducha Świętego, włożyłem na nią ręce, i ona została uzdrowiona i wyszła na podwórze. I ona należała do tego samego kościoła - tak, był to metodystyczny kościół. A kaznodzieja metodystyczny, brat Smith - on właśnie stał tam na brzegu razem ze swoim zborem.
I ja zacząłem chrzcić Biblijnym chrześcijańskim chrztem. I mniej więcej w czasie, kiedy ochrzciłem pięciu czy sześciu ludzi, nagle nad wzgórzem zaczęły się przerywać chmury i pojawiły się promienie słońca. I oto cały ten metodystyczny zbór wchodzi do wody w ich odświętnych ubraniach, by się dać ochrzcić w imię Pana Jezusa Chrystusa. I jeden po drugim, panie w ich pięknych jedwabnych letnich sukienkach, brodziły w tej mętnej wodzie, łzy spływały im po twarzach i zmywały im pomadkę z ust - przychodziły tam wyznając swoje grzechy i dały się ochrzcić.
19
I razem z tą grupą, barczysty mężczyzna mocnej budowy z włosami ostrzyżonymi jak żołnierz, z szeroką twarzą, stanowczo wyglądający mężczyzna wszedł również do wody w swoim ślicznym garniturze z niebieskiego sukna. On powiedział: „Ja również podjąłem moją decyzję.” Był to Busty Rogers. Chociaż mu nikt niczego nie mówił! Tam go pogrzebałem w imieniu Pana Jezusa na podstawie jego wyznania.
A w ubiegłym tygodniu pogrzebaliśmy go do ziemi w Milltown. Głosiłem tam na temat: „Doskonałość zmartwychwstania.” Będąc misjonarzem widziałem już różne bożki i różne filozofie; i to jest wszystko, co oni mają. Nie jest to chrześcijaństwo, jest to tylko filozofia, bowiem oni wierzą w to, tamto czy w coś innego. Lecz wielki Stworzyciel, który stworzył wszelkie stworzenie... Jeżeli istnieje stworzenie, to musi istnieć i Stwórca. A jeśli istnieje stworzenie, to ono zostało stworzone przez Stworzyciela. I dzieło każdego człowieka odzwierciedla go. Jeżeli jest dobrym stolarzem, to wykonuje dobrą pracę - on buduje. A jeżeli jest dobrym mechanikiem, to wykonuje dobrą pracę. Twoja praca odzwierciedla to, kim jesteś. A Boże stworzenie odzwierciedla Boga. Bóg uczynił wszystko w pewnym celu. A wszystko, co służy Bożemu celowi, gdy umrze, to ma zmartwychwstanie. To mówi mi o jednej rzeczy.
20
Przytaczałem już wiele rzeczy, na przykład kwiaty i drzewa, i jak słońce wschodzi rano, jak urodzone niemowlę, i ono jest słabe, jego promienie są słabe. Około dziesiątej godziny jest w stadium nastolatka. A o dwunastej godzinie słońce świeci w całej swej mocy - jak kobieta albo mężczyzna w kwiecie swego wieku. Około drugiej po południu staje się mniej więcej podobne do mnie. A potem, około piątej po południu, staje się podobne do dziadka i ono zachodzi. W końcu jego promienie gasną na ziemi i ono znika. Czy to jest jego koniec? Ono posłużyło Bożemu celowi. Ono ożywia życie roślinne, kiedy przesuwa się po ziemi. Wszystkie roślinki, które były martwe od ubiegłego roku, obudzą się dzięki niemu do życia. Czy to jest jego koniec, kiedy posłużyło Bożemu celowi? Ono następnego poranka wschodzi znowu w nowości życia. Każde drzewo czyni to samo i wszystko inne - wszystko, księżyc, gwiazdy, system słoneczny - wszystko ma tę obietnicę.
A jeżeli człowiek posłuży Bożemu celowi, to zmartwychwstanie jest dla niego, jest to absolutnie pewne. Musisz czekać tylko na jedną rzecz - Bóg po prostu czeka na właściwy czas, podobnie jak czeka On obecnie.
21
Te duże listki właśnie opadły z drzewa, względnie z drzew raczej. Po całej powierzchni ziemi rozciągają się różne kolory - czerwony, zielony, niebieski, brązowy; Boża przyroda leżała w glebie martwa - Bóg po prostu zasiał Swój bukiet kwiatów. Lecz On wie, że kiedy zasieje swoje kwiaty, to na wiosnę przyjdzie zmartwychwstanie. Ziemia musi się po prostu obracać po swojej orbicie, aż ustawi się na nowo we właściwej pozycji do słońca i ono wzbudzi do życia te zasiane kwiaty.
Nie mówcie, że to jest koniec, tak samo brązowe listki na drzewie nie oznaczają, że to jest jego koniec. Ono musi uczynić tylko jedną rzecz - ono musi przetrwać czas cyklu Bożego, aż nastanie czas przyjścia Syna Bożego. Tak samo każde żyjące stworzenie, które kiedykolwiek umarło w Chrystusie, znów powstanie. W Jego obecności, przypominając Go sobie. O, kiedy ja przyjdę do końca mojej drogi, pragnę umrzeć w Jego obecności, pamiętając o Nim, że On jest zmartwychwstaniem i życiem. On właśnie Nim jest.
22
Potem, gdy przychodzimy do stołu Pańskiego - stół Pański, jak wyjaśniałem to już przedtem tutaj, nie jest... Wierzymy, że to, co nazywamy komunią, jest przyjmowaniem chleba. Zastosowaliśmy to źle. Zastosowaliśmy dobrą rzecz na niewłaściwym miejscu. Nie chodzi tu o chleb; nie chodzi tu o to wino. Lecz cała sprawa polega na tym, że „komunia” oznacza „rozmawiać z kimś” - rozmawiać z Nim, przypominając Go sobie. Uważam, że to jest najbardziej błogosławiony czas z nabożeństw. Widzicie? Każdą godzinę naszego życia powinniśmy mieć komunię - duchową łączność z Nim.
23
A komunia z Panem jest jak oaza na pustyni. Jest jak źródełko wytryskujące z ziemi, przy którym zatrzymuje się podróżnik i pije wodę, aż ugasi swoje pragnienie. To jest przypominanie sobie Pana. Przychodzimy według nakazu do Jego stołu, do którego może podejść pielgrzym, który pielgrzymuje razem z nami tutaj na ziemi - możemy podejść do Jego stołu i tam pić z Jego błogosławieństw i z Jego łaski, oraz z Jego Słowa, mając społeczność koło Jego Słowa, aż nasze pragnące dusze zostaną zaspokojone. I potem odchodzimy z tego miejsca uwielbiania orzeźwieni, zaspokojeni, i wychodzimy, by znowu stawiać czoło kłopotom na pustyni - problemom życia na pustyni. Tak, w oazie na pustyni możemy się orzeźwić, możemy się napić, kiedy jesteśmy spragnieni.
24
Tak powinno być z każdym wierzącym. To go zaspokaja. Cechuje to każdego prawdziwego wierzącego - oni pragną mieć społeczność razem. Społeczność z Bogiem ma doniosłe znaczenie; ona jest ustanowiona od Boga i ona jest święta, nienaruszalna. Sprawiedliwi wierzący pragną tej społeczności.
Jak powiedział Dawid, że jego dusza pragnie Boga, jak jeleń ryczy do strumieni wód. Ten biedny zraniony jeleń, któremu psy wyrwały płaty skóry z jego boku i jest poważnie zraniony. I on się zatrzymuje i nabiera powietrze nozdrzami, by stwierdzić, gdzie jest... Swoim węchem, który mu dał Bóg, potrafi wyczuć wodę z odległości wielu mil. I on podnosi swoją głowę do góry nabierając powietrze, podczas gdy życie uchodzi z niego razme z krwią. I on wie, że jeśli tylko uda mu się dobiec do tej wody, to będzie żył. Potem nie złapie go już żaden pies. Jeżeli uda mu się dobiec do wody, to zmyli ślad każdemu psu, którego byście posłali za nim, bo on wie, że znalazł źródło dające życie.
25
A kiedy kościół dojdzie do tego miejsca, że Chrystus ma dla nas tak wielkie znaczenie, iż pragniemy wejść do Jego obecności i mieć społeczność między sobą, to jest źródło wydające życie. Żaden diabeł nie może was potem opanować! Nawet sama śmierć jest tam pokonana! O, jaka to nadzieja, jakie to miejsce. Możemy się orzeźwić. A gdy to czynimy, przypominamy sobie, że właśnie Chrystus umożliwił nam to. To On uczynił te rzeczy dla nas; więc musimy przypominać Go sobie. Ponieważ pamiętajcie, że dawniej byliśmy obcymi i bez Boga, poganami, zwiedzeni przez nieme bożki. Pamiętajcie jednak, Chrystus umarł nie za Żydów, lecz za każdego z upadłej rasy Adama, za kogo Chrystus umarł.
26
Kiedy przychodzimy, by przypominać Go sobie przy Jego źródle komunii, powinno nam to przypominać dawne czasy, kiedy Izrael był w ich pielgrzymce. I oni szli, będąc na swoim posterunku, odbywając swoją pielgrzymkę z Egiptu do ich wyzwolenia - do obiecanego kraju, a kiedy wypełniali swój obowiązek, zabrakło im wody. I było tam sucho, gdziekolwiek popatrzyli w tej okolicy, pod każdym pagórkiem, gdzie miały znajdować się źródła - nie było tam żadnego. I oni ginęli na pustyni. A potem pojawiła się skała i Mojżesz uderzył w tę skałę, i wyszła z niej obfitość wody. Każdy spragniony mężczyzna, każda spragniona kobieta, dziecko, a nawet każde spragnione zwierzę mogło pić obficie tę wodę.
27
Jak mówi Ew. Jana 3,16, ten złoty cytat z Biblii: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto wierzy (kto wierzy, ma z Nim społeczność, przypomina Go sobie) nie zginął, ale miał żywot wieczny.” Przypominamy sobie, że Chrystus był naszą skałą, która została uderzona, by zbawić ginący świat, ginących pogan, ginących Żydów, ginący świat. Chrystus wydał Swoje życie obficie, żeby każdy, kto łaknie i pragnie, jak powiedział prorok: „Oto przychodźcie do źródła, kupujcie ode Mnie mleko i miód, bez zapłaty.” Chodźcie, ponieważ to jest komunia; chodźcie, przypominając sobie Pana.
28
Ja przypominam sobie Pana na nowo w orzeźwiającym miejscu - przy studni „Beerlahairoi,” co oznacza w języku hebrajskim: „Studnia żyjącego i widzącego mnie.” Hagar była nie zrozumiana, lecz ona wypełniała swój obowiązek. Nie zrozumiana, źle osądzana i została wyrzucona z domu, i nie miała gdzie iść z ginącym dzieckiem, a zabrakło im wody w bukłaku. Jej malec płakał i tylko serce matki wie, co to znaczy, kiedy słyszy to żałosne wołanie o wodę; jego mały język spuchnął, jego wargi były spieczone, i jej dziecko słabło z minuty na minutę. Została wyrzucona, chociaż wypełniała należycie swój obowiązek, i nie miała gdzie pójść. Ona sama nie piła, lecz wycisnęła ostatnią kroplę wody na jego spieczone wargi. A potem bukłak na wodę był pusty i ona położyła go na ziemię, i odeszła trochę dalej. A ten mały chłopiec wołał o wodę i stawał się coraz słabszy, a było to jej jedyne dziecko.
29
Niewątpliwie jej niewinne serce krzyczało: „O Boże, co ja uczyniłam? Co ja uczyniłam?” I ona nie mogła znieść widoku dziecka umierającego jej na rękach, więc położyła go pod krzakiem. I odeszła na odległość strzału z łuku, być może sto jardów lub więcej i zobaczyła małe drzewko, uklękła tam i zaczęła płakać. Ona się zastanawiała: „Dlaczego?” Jeżeli to, co uczyniła, było właściwe, to dlaczego przyszła na nią ta rzecz? Wiele razy myślimy sobie, dlaczego mamy nasze choroby i dolegliwości, rozumiecie, lecz może to wszystko dzieje się dlatego, aby nam została okazana łaska i miłosierdzie. I kiedy tak rozmyślała, słyszała słabnące krzyczenie malca o wodę, aż w końcu ucichł zupełnie.
Wtedy usłyszała głos, który przemówił do niej i powiedział: „Dlaczego płaczesz? Z powodu czego płaczesz?”
I ona podniosła wzrok i zobaczyła wytryskujące źródło. Jakie to było orzeźwiające źródło. Beerlahairoi - może nie wypowiedziałem tego właściwie. B-e-e-r-l-a-h-a-i-r-o-i, co znaczy „Studnia żyjącego i widzącego mnie, Tego, który nie może umrzeć, Melchisedeka, El-Shaddai, Tego, który żyje i widzi mnie, zna moje potrzeby, On pamięta o mnie.” I tam On przypomniał sobie mnie, tak jak ja przypominam Go sobie, i ja wiem, że On żyje, i On ma źródło tutaj na pustyni - tę studnię.
30
O, mógłbym w tej chwili głosić godzinę poselstwo o tym - o obecnym czasie, w którym w kościołach i denominacjach powstała pustynia, przyszli różni kaznodzieje, głoszący towarzyską ewangelię, a moda tego świata wśliznęła się do nich, i uczynili denominację, i doprowadzili do rozbicia...
I pomyślmy, że dzisiaj wieczorem On stoi przy studni - „żyjący i widzący mnie.” To właśnie powinno oznaczać przypominanie sobie Chrystusa dla wierzącego. Tak jest. O, ona była źle zrozumiana i została wyrzucona. Jezus, kiedy był tutaj na ziemi, powiedział: „Jam jest żywą wodą; Jam jest wodą życia.”
31
I pragnę tutaj przytoczyć inną krótką myśl, która mi przychodzi do głowy - jak Jezus był w utrapieniach i był posłany od Piłata do Heroda, tylko dlatego, aby Mu mogli urągać. Piłat nie musiał tego czynić i jak wiecie, on próbował umyć sobie ręce z tego. Lecz kiedy masz Go w swoich rękach, to musisz podjąć decyzję. Nie możesz przesunąć tego na kogoś innego. Chodzi o ciebie, indywidualnego człowieka. On był posłany do Heroda tylko dlatego, aby się naśmiewali z Niego, ponieważ On zdobył sobie już rozgłos, że jest czynicielem cudów i tak dalej, a On został wyrzucony z kościoła. Więc sam piłat pomyślał sobie, że po prostu pośle Go do Heroda i może uda mu się jakoś usunąć tą starą urazę, którą oni mieli - jeden do drugiego.
32
A więc Jezusa prowadzono ulicami i przez różne inne miejsca, aż stanął przed najwyższym sądem Heroda. a kiedy spotkał się z Herodem, to dla Heroda nastała jedyna sposobność. Jak głupim może być człowiek? Gdyby Herod tylko wiedział, że przed nim stoi wypełnienie proroctwa każdego hebrajskiego proroka z dawnych czasów i pragnienie świata - On stał przed nim, jako wypełnienie przepowiedni każdego mędrca i proroka, które zostały kiedyś wypowiedziane. On miał sposobność wpuścić do swego grzesznego serca łaskę i miłosierdzie; lecz jakim głupim człowiekiem on był.
A jednak nie był tak bardzo głupim, jak dzisiejsi ludzie, którym jest przedłożone to samo, ponieważ mieliśmy już dwa tysiące lat Jego nauki i Jego łaski. Lecz jak głupio postąpił Herod, kiedy On stał przed nim, a on nie poprosił Go o łaskę i miłosierdzie, ani o wybaczenie grzechów. On nie poznał, że przed nim stoi On. Uważam, że ten człowiek nie zdawał sobie sprawy z tego, że przed nim stoi taka osoba. Pozwolę, aby to wsiąkało do was przez chwilę. Ponieważ ten Mężczyzna nie miał takiego imienia ani wielkiego stanowiska społecznego w różnych organizacjach i klubach, i tak dalej, z którymi byłby stowarzyszony. On nie miał sławnego imienia.
33
Lecz miał je między ludźmi, którzy znali Biblię i wiedzieli o obietnicy. I może powiem to trochę mocniej: Ci, którzy byli predestynowani do żywota wiecznego, rozpoznali to w tej chwili, kiedy On tam stanął.
Lecz Herod nie dowiedział się tego; on tego nie rozpoznał. Jak to jest smutne! Wszystko, o czym mówili prorocy cztery tysiące lat - wypełnienie wołania świata stało przed nim. Tam w jego obecności stało wypełnienie tego wszystkiego. I może powiem to jeszcze raz: My uważaliśmy, że on był głupim człowiekiem, ponieważ podjął głupią decyzję, zauważyliście bowiem, że on nie poprosił Go o łaskę. On Go poprosił, aby go ubawił - „O, słyszałem, że jesteś czynicielem cudów.” On prosił o zabawę zamiast o łaskę.
To właśnie wyraża dzisiaj świat znowu - tę właśnie decyzję Heroda, kiedy widzą Chrystusa czyniącego cuda, czyniącego dzisiaj to samo, co On czynił wtedy, i ludzie domagają się tylko jednej rzeczy: „Pozwól mi zobaczyć, jak czynisz to-i-to.” Czy myślicie, że Herod będzie musiał stanąć na złym miejscu? Dzisiejszy człowiek będzie musiał stanąć na jeszcze gorszym miejscu. Herod miał cztery tysiące lat doświadczeń proroków i mędrców. My mamy sześć tysięcy, a mamy takie super nauczanie w porównaniu z tym, jakie mieli oni wtedy. Oczywiście. Co to sprawiło? Tak samo jest dzisiaj - ta sama rzecz.
34
Co się stało? Herod nie pomyślał o tym na serio. On się nie zatrzymał, by rozważać o tym.
I tak właśnie ma się sprawa z ludźmi dzisiaj. Oni widzą tą wielką rzecz, zaniepokoiło ich to, lecz oni nie zatrzymali się wystarczająco długo. Oni próbują słuchać jakiegoś rabina albo jakiegoś teologa, który obala to całkiem. Pomimo tego, gdy myślę o Jeffersonville - „Jak często chciałem was wylęgnąć, jak kwoka wysiaduje swoje kurczęta, lecz nie chcieliście. Jak często chciałem was zgromadzić? Jak często uczyniłem was tym ogrodem, do którego by zlatywały się wszystkie narody, lecz wy nie chcieliście.” Widzicie, rozumiecie?
Widzicie teraz, co będzie sobie musiał przypomnieć Herod w owym dniu? Jego wielką sposobność, którą on odrzucił! I gdzieś tam w rejonach zgubionych dzisiaj wieczór on przypomina sobie, co on z tym zrobił! Lecz obecnie jest już za późno!
35
Nie pozwólcie, żeby się to przytrafiło wam. To jest czas nawiedzenia dla nas. Przypominajmy sobie Chrystusa - że „On jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki;” Hebrajczyków 13,8. Nie czekajcie, aż znajdziecie się potępieni w jakichś rejonach po drugiej stronie, w tej dymensji, w której nie możecie iść do obecności Bożej, a wasz czas na ziemi skończył się. W przerażającym koszmarze będziecie sobie przypominać, że była wam dana sposobność, a wy ją odrzuciliście. Niech młodzi ludzie zważają na to! Niech wszyscy zważają na to.
Herod nie pomyślał o tym poważnie. Była to jedyna okazja dla niego, a on prosił tylko o zabawę - żeby Jezus pokazał mu może jakąś sztuczkę, na przykład wyciągnął królika z kapelusza, względnie coś podobnego, wiecie. On sobie myślał, że On mógłby to uczynić; innymi słowy uważał Go za jakiegoś iluzjonistę. „Słyszeliśmy, że potrafisz robić kawały. Pozwól mi zobaczyć, jak robisz jakiś kawał.”
36
I niech bym to powiedział z bojaźnią Bożą. Lecz jak często tak zwani kaznodzieje dzisiejszego czasu mawiali: „Jeżeli Duch Święty istnieje, jeśli wierzysz, że Duch Święty jest taki sam, jaki był na początku, pozwól mi zobaczyć, jak przejmie Tego-i-tego tutaj, względnie tego - o, tego człowieka tutaj, tę kobietę tam. Ja potem porozmawiam z nimi. Pozwól mi zobaczyć, jak to czynisz.”
Czy uświadamiają sobie, że to jest ten sam duch, (nie, oni sobie nie uświadamiają.) który powiedział Jezusowi: „Jeżeli jesteś Synem Bożym, uczyń z tych kamieni chleb. Jeżeli jesteś Synem Bożym, powiedz nam, kto cię uderzył po głowie. Jeżeli jesteś Prorokiem, powiedz nam, kto cię uderzył,” kiedy miał zawiązaną szmatą Swoją twarz. Uderzali Go po głowie, a potem podawali sobie kij jeden drugiemu i mówili: „Powiedz nam, jeżeli jesteś Prorokiem. Powiedz nam, kto cię uderzył; potem ci uwierzymy. Powiedz nam, jeżeli jesteś Synem Bożym. Jesteśmy szczerzy w naszych sercach. Jeżeli jesteś Synem Bożym, zstąp z krzyża, a my uwierzymy, że jesteś Synem Bożym.”
37
Zastanawiam się czy wielu ludzi dzisiaj, zarówno mężczyzn, kobiet, młodych i starych, nie znajduje się w tej samej sytuacji. I przypomnicie sobie pewnego dnia, że byliście w Jego obecności - u Jego źródła: ale chcieliście zobaczyć tylko jakiś kawał albo chcieliście zobaczyć jakąś sztuczkę, względnie coś innego: „To by sprawiło, że uwierzyłbym w to. Niech odczuwam dreszcze w moich plecach i pozwólcie mi uczynić to i tamto, a ja w to uwierzę.” Rozumiecie? Ta sama sensacja - to jest jawne bałwochwalstwo! Pozwólcie, że wam...
38
Wiecie, Jezus rzekł pewnego razu - On zadał pytanie. Chciałbym je zadać zborowi dzisiaj wieczorem. Jezus powiedział: „Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego nazywacie Mnie waszym Panem, a nie czynicie tych spraw, które wam rozkazałem? Dlaczego nazywacie Mnie Panem, a nie przestrzegacie Mojego Słowa? Dlaczego nazywacie Mnie Panem, a zaprzeczacie tym sprawom, które wam rozkazałem głosić i nauczać?” Co to jest? Co to sprawia? Jest tak dlatego, ponieważ kilka denominacyjnych tradycji stoi między nimi a Słowem. I wszystko, co stoi między tobą a Bogiem, jest bałwanem; zajmuje to miejsce Boga. Dlaczego nazywacie Mnie „Panem?” „Pan” oznacza „posiadanie na własność.” Pan posiada posiadłość. A jeżeli Bóg posiada mnie, jeśli jestem Jego i On zawrócił mnie pewnego dnia, kiedy szedłem złą drogą, i powołał mnie dla pewnego celu, co innego miałbym czynić, jak wypełniać Jego pragnienie. Podobnie On uczynił Pawłowi. Więc jak mógłbym czynić cokolwiek innego, niż przestrzegać Jego Słowa? „Dlaczego nazywacie Mnie Panem?”
39
Pragnę tu wymienić innego człowieka i zastanowić się nad nim. Co z Judaszem - z powodu czego on musi Go sobie przypomnieć? Omawiamy temat: Przypominanie sobie Pana. Judasz dzisiaj wieczorem i wszyscy - nie ma go już więcej. Musimy sobie przypomnieć, że on sprzedał swoje pierworodztwo. On sprzedał Jezusa dla osobistego zysku. My sobie kpimy z Judasza. Mówimy, że on był nieczystym, złym człowiekiem; on się nie nadawał do żadnej społeczności ani towarzystwa; on nie nadawał się do niebios. Dlaczego? On sprzedał swego Pana, choć miał nawet możliwość być Jego uczniem, być apostołem, miał najwyższe Biblijne powołanie, wyższe od proroka. On miał sposobność być apostołem, a sprzedał to prawo za osobisty zysk. I teraz on musi przypominać to sobie. Tak właśnie on przypomina sobie Jezusa: osobisty zysk!
I zastanawiam się, ilu z nich dzisiaj wieczorem, chociaż ktoś stoi za kazalnicą, chociaż jest ubrany w szatę dla chóru albo siedzi na krześle diakona lub zajmuje funkcję skarbnika, starszego zboru, czy jakiekolwiek jest jego stanowisko w kościele, względnie czy jest kaznodzieją za kazalnicą, a pomimo to sprzedaje swoją sposobność za osobistą sławę - „Doktor, biskup Taki-i-taki” za osobistą chwałę, dla osobistego zysku!
40
Pewien człowiek powiedział mi raz: „Ja wierzę, że to jest prawda. Lecz gdybym to głosił, to musiałbym żebrać tam na ulicy.”
Czy przypominacie sobie bogatego człowieka i Łazarza - od czego było zależne ich wieczne miejsce przebywania? Chociaż jeden miał - był żebrakiem, a ten drugi był bogatym człowiekiem, lecz ten obraz zmienił się pewnego dnia i obydwaj mogli sobie przypominać. Ludzie tak bardzo krzyczą dzisiaj wieczorem o Judaszu - że Go sprzedał dla osobistego zysku, a tak wielu robi to samo dzisiaj - sprzedają Go dla osobistego zysku.
Kapłani owych dni będą sobie także przypominać, że sprzedali swoją okazję, swoją szansę być Jego sługami, stać się Jego uczniami, czy stać się Jego nawróconymi. Oni ją sprzedali z powodu zielonej, jadowitej zazdrości. Oni byli zazdrośni o Jego naukę. Patrzcie, kiedy On miał dwanaście lat, On potrafił im zabić klina w głowę; a oni nie poznali, że to był Mesjasz. Oni nie mogli czynić tych rzeczy, które On czynił. I oni się obawiali, że stracą swój prestiż przed wyższą warstwą społeczną ludzi, i oni sprzedali swoją sposobność. Byli więc tak samo winni, jak Herod.
41
Dzisiejszy członek kościoła jest tak samo winny. Jeśli tamci pokładali swoją ufność w denominacjach i tak dalej w owych dniach, i bali się o swój prestiż - że zostaną wyłączeni z synagogi - co to było wtedy? Było to bałwochwalstwo, kłanianie się wyznaniu bożka, względnie kościelnej bałwochwalczej religii, zamiast przyjąć żyjące Słowo, które zostało przed nimi zamanifestowane!
Oni widzieli Słowo Boże. Biblia mówi: „Widzieliśmy Go i dotykaliśmy się Go.” Ludzkie istoty dotykały się rękami dosłownego, żyjącego, zamanifestowanego Słowa żyjącego Boga, a pozwolili, by tradycje i wyznania wiary stanęły między nimi - umywanie garnków i patelni - taka nieczysta rzecz stała między nimi a żyjącym Bogiem! Tak.
Co to było? Oni byli uprzedzeni! Oni odczuwali uprzedzenie do Jego czystej, wyraźnej Ewangelii Pisma Świętego, której On nauczał - Słowa Ojca. Oni Mu zazdrościli. Oni byli uprzedzeni do Niego. I na ile będzie im służyć pamięć, a w piekle będą o tym ciągle pamiętać - to właśnie będą sobie przypominać. Tak właśnie będą Go sobie przypominać.
Wy mówicie: „O, to byli faryzeusze.”
42
Tam mieszka pewna młoda pani, która dawniej chodziła do naszego zboru. O, przypuszczam, że może wielu z was zna ją. Ona mieszka tutaj przy tej ulicy. Ona odpadła od wiary. I każdym razem, kiedy ją spotykam, ona biegnie do mnie, wkłada swoje ręce do moich: „Bracie Bill, módl się o mnie, ja odpadłam od wiary.” Jej mąż jest... Nie, ja myślę, że oni mieszkają tutaj przy górnym końcu ulicy. Widziałem ją w Duchu, widziałem Ducha Bożego odpoczywającego na niej i ona tańczyła, cieszyła się, i tak dalej. Lecz ona odpadła od wiary. Niedawno leżała tutaj w szpitalu i umierała, jak sobie myśleli. I ona posłała po mnie, żebym przyszedł i modlił się o nią.
Ona i jej mąż byli bardzo dobrzy dla mojej żony, kiedy moja żona była małą dziewczyną w obdartym odzieniu z brudną twarzą, a oni kupili jej sukienkę lub coś innego tu i tam, aby mogła chodzić do szkoły. Nie ważne, jak mała to jest rzecz; nie może być, że uczynicie coś dla Boga, a On nie pamiętałby tego. „Cokolwiek uczyniliście dla jednego z Moich najmniejszych, uczyniliście to dla Mnie.” I tak, jak rzucalibyście chleb na wodę, on się wam wróci!
43
Tam leżała ta biedna, młoda, odpadła od wiary kobieta, płakała i trzymała mnie za rękę. I ona... Ja powiedziałem: „Dobrze, siostro, będę się modlił o ciebie.”
A tuż koło niej leżała inna kobieta ze skrzyżowanymi rękami i patrzyła się na mnie, a jej młody syn siedział obok niej, w wieku około dwudziestu lat, wyglądał jak nowoczesny Ricky (chłystek).
Nie chcę lekceważyć kogoś, jeżeli nazywa się Ricky, lecz uważam, że to jest... Nigdy w minionych czasach nie słyszeliście takiego imienia. Elvis i Ricky - to są po prostu imiona nadawane w tym wieku. Rozumiecie? Jeżeli wasze dziecko nazywa się tak, to nazywajcie go jego drugim imieniem, albo mu nadajcie inne imię.
44
Ona tam siedziała ot tak i spoglądała na mnie, a ja zacząłem pochylać moją głowę, i widziałem, że patrzyła się naprawdę... Ona rzekła: „Czekaj. Zaciągnij tę kotarę.”
Ja odrzekłem: „Chciałem się tylko pomodlić o tę kobietę. Czy ty nie jesteś wierzącą?”
Ona odparła: „Ja ci powiem; my jesteśmy metodystami i chcemy, żebyś zaciągnął tę kotarę!”
Ja odrzekłem: „Tak jest, pani” i zaciągnąłem kotarę.
Widzicie, ta sama rzecz. To samo dzisiaj - są tak uprzedzeni! Jak ona mogła wiedzieć, jakim ja jestem kaznodzieją? Nigdy w życiu nie widziałem tej kobiety. Lecz ona prawdopodobnie usłyszała od kogoś, że ja wierzę w uzdrowienie chorego, a ona była nauczana przeciwko temu. Ona nie chciała mieć nic z tym wspólnego, umywała od tego swoje ręce. Ona się obawiała, że to spadnie na nią. Nie martw się, to się nie stanie. Tak samo Piłat nie mógł zmyć tego ze swoich rąk.
45
Nie mówię przez to coś lekceważącego o metodystach; była to tylko jedna kobieta, rozumiecie; być może takie było jej nastawienie. Ja nie myślę, że wszyscy metodyści są takimi, ponieważ modliłem się o wielu z nich. Oni mnie wezwali, żeby się modlił o nich i działy się między nimi cuda i znamiona. Tu wcale nie chodzi o ludzi w tych kościołach; jest to ten system, w którym się znajdują on jest powodem tego. Lecz ona była jedną z takich. Co to było? Rasowa trucizna z zielonymi oczami - opanowana zazdrością przez diabła.
Mógłbym coś powiedzieć. Pewnego razu było tutaj w mieście pewne nabożeństwo i ludzie się pytali, dlaczego nie zaproszono mnie na nie. Hę! Lecz ja na to po prostu nie zwracam uwagi, ponieważ jestem tu w domu. Jednakowoż, nie mieli żadnego powodu - to jest po prostu zazdrość; jest to wyznanie wiary; to jest bałwochwalstwo. Jak bardzo chcielibyśmy zarzucić ramiona na każdego, lecz gdy wy stronicie od tego... Jezus chciał to uczynić. Zapamiętajcie sobie, pewnego dnia będziecie to sobie musieli przypomnieć. Będziecie to sobie przypominać.
46
To przypomina mi po prostu świadectwo, które powiedział niedawno ktoś. Pewien kaznodzieja jechał windą do góry tutaj w Heyburn Building. I stali tam trzej mężczyźni razem z tym kaznodzieją - w tej windzie, a oni nie wiedzieli, że ten człowiek jest kaznodzieją; sądzę, że nie wiedzieli. I gdy jechali w górę, zatrzymali się wszyscy na ósmym piętrze. A jeden z tych mężczyzn odwrócił się do tego kaznodziei i powiedział: „Czy wiesz co? Teraz jesteśmy tak blisko nieba, jak możemy się kiedykolwiek dostać.”
„Otóż” - odrzekł kaznodzieja - „Przypuszczam, że masz rację; sądzę, że masz rację, bo jeśli ufamy tylko naszym własnym zasługom, to dostaniemy się tylko po tyle.” To się zgadza. Jak długo pokładasz ufność w tym, co ty czynisz, to przypominasz sobie, co ty uczyniłeś. Jestem pewien, że większość z nas wie, że nie uczyniliśmy niczego, nie zasłużyliśmy na nic. On powiedział: „Ja sądzę, że jeśli ufamy naszym własnym zasługom, to dostaniemy się tylko po tyle.” Zatem, jeżeli w tym pokładamy ufność, dostaniemy się tylko po tyle.
47
Lecz ach, chciałbym coś powiedzieć. Jeżeli mogę zapomnieć, kim ja jestem i przypomnieć sobie, kim On jest, jeżeli mogę sobie przypomnieć Jezusa - jeżeli mogę przypomnieć Go sobie na krzyżu, jeżeli mogę sobie przypomnieć, co On uczynił dla mnie, i mogę sobie przypomnieć tę godzinę, kiedy On obmył moje grzechy i dał mi Ducha Świętego, aby mnie prowadził, to jestem podniesiony ponad wszystko, co trzyma się tej ziemi. Jestem podniesiony ponad wszystkie ziemskie rzeczy na niebiańskie miejsca w Chrystusie Jezusie, gdzie mogę mieć z Nim społeczność. Tam w Jego obecności zapominam, kim byłem kiedyś, zapominam o wszystkich moich grzechach, ponieważ one są w morzu zapomnienia, zapominam całą moją przeszłość, zapominam wszystko i przypominam sobie, że On uczynił mnie Swoją własnością przez Swoją własną śmierć. On zajął moje miejsce. I ja, który nie miałem prawa iść gdzieś indziej niż do piekła - On zajął moje miejsce i podniósł mnie z piekła. On poszedł tam zamiast mnie. I On podniósł mnie z piekła. On poszedł tam zamiast mnie. I On podniósł mnie do góry przez obfitość Jego łaski na ten poziom - że jesteśmy teraz synami i córkami Bożymi, i siedzimy na niebiańskich miejscach w Chrystusie Jezusie, zawsze się radując i przypominając sobie Jezusa, który przyprowadził nas bezpiecznie tak daleko. Więc z pulsującą wiarą w naszych duszach przebijamy się naprzód i z łaski On zabierze nas stąd!
48
I oczami wiary widzę Jego Pismo Święte wypełnione - „Wszystkich, których On przejrzał, tych On powołał; wszystkich, których On powołał, tych usprawiedliwił; a wszystkich, których usprawiedliwił, tych uwielbił.” Dlatego mając to na uwadze stoję w zgromadzeniu ludzi, w którym jest Duch Boży i jesteśmy podniesieni, abyśmy mogli siedzieć w niebiańskich miejscach w Chrystusie Jezusie, wyglądając tej godziny, kiedy ta nędzna forma ludzkiego życia, w której bije śmiertelne serce, które musi się zatrzymać pewnego dnia, kiedy ona zostanie przemieniona i będzie jej dane serce Ducha, które będzie bić poprzez wszystkie niekończące się czasy i to bez żadnej choroby, bez smutku, bez podeszłego wieku, czy czegokolwiek.
49
Przypominajcie sobie Jezusa. Kiedy wypróżni się beczka w domu i nie ma w niej już mąki, przypomnijcie sobie Jezusa. Kiedy lekarz mówi, że nie masz już szansy, przypomnij sobie Jezusa. Kiedy diabeł kusi cię, jak śpiewamy w naszej pieśni na zakończenie: „Kiedy pokuszenia piętrzą się ze wszystkich stron, wyszeptaj to święte imię w modlitwie.”
Przypominajcie sobie Jezusa, pamiętajcie, że On przyjdzie znowu - ten sam Jezus, który został zabrany od nas, powróci znowu w ten sam sposób, jak widzieliśmy Go odchodzącego do nieba. Pamiętajcie, On powróci po tych, którzy są Jego!
Módlmy się; pochylmy nasze głowy. I mając to nie uszeregowane poselstwo w swoim sercu, czy chciałbyś, żeby On pamiętał o tobie teraz? Jeżeli chcesz, podnieś tylko swoje ręce, a stanie się szczególna rzecz. „Panie, pamiętaj o mnie” - jak rzekł poeta - „Pamiętaj o mnie, gdy łzy spadają po moich policzkach.”
50
Nasz najświętszy Ojcze, cieszyliśmy się niezmiernie z obecności Ducha Świętego, kiedy On pokazał nam Słowo życia, ponieważ przypominamy sobie dół, z którego zostaliśmy wycięci i zostaliśmy obecnie zabrani z tego dołu i przeobrażeni na Boże dzieci z łaski Jezusa Chrystusa. Przypomniałem Go sobie, kiedy lekarz spojrzał w moją twarz i powiedział: „Pozostaje mu tylko kilka minut życia” - przypomniałem sobie Jezusa. Przypomniałem sobie Jezusa, kiedy byłem na ołtarzu wołając o miłosierdzie, a moja dusza była przygnieciona brzemieniem; przypominam sobie, jak to brzemię zostało zdjęte ze mnie. Jezus zdjął moje brzemię. Kilka miesięcy temu siedziałem na ławce i patrzyłem się przez lornetkę na lufie strzelby celując do tarczy, a szatan musiał sobie pomyśleć: „To jest moja okazja teraz.” I kiedy strzelba wybuchła, rozprysła się na kawałki, które poleciały na wszystkie strony, a ogień buchnął dookoła mnie, próbowałem podnieść moją nogę, a krew trysnęła mi z twarzy, przypomniałem sobie o Jezusie. Kiedy lekarz zbadał mnie i zobaczył, że nie wyrządziła mi krzywdy, powiedział: „Jedyna rzecz, którą wiem - Pan musiał siedzieć tam również, ochraniając Swojego sługę; bo na skutek takiej eksplozji powinien być rozerwany na kawałki.” O Boże, jak wszyscy przypominamy sobie te rzeczy.
51
Przychodzimy do źródła napełnionego krwią, płynącą z żył Emanuela. Pobłogosław nas, Panie, wszystkich razem dzisiaj wieczór. Ty znasz cel i motyw każdego serca, które podniosło rękę. Ty znasz ich pragnienia i potrzeby. I jako Twój sługa, Panie, przychodzę razem z nimi, i teraz podnosimy się z tej kaplicy idąc we wierze ponad chmury i księżyc, ponad gwiazdy i białą Mleczną Drogę, i teraz przybywamy do obecności Boga. I tuż przede mną jest rozpostarty złoty ołtarz; na nim leży Ofiara, którą sobie przypominamy - Jezus, który powiedział: „Proście Ojca o cokolwiek w Moim imieniu, a Ja to spełnię.” Niech nasza wiara nie zawodzi, Panie, lecz przypominajmy sobie, że otrzymaliśmy to, o co prosiliśmy, jeżeli temu wierzymy, bowiem przypominamy sobie, że Jezus umarł, żeby nam to zapewnić i aby to uczynić dla nas rzeczywistością.
Panie, widzimy, że Ty powiększasz naszą kaplicę. To Ty uczyniłeś to dla nas, ponieważ umożliwiłeś nam rozbudowę kaplicy. I my wiemy, że to byłeś Ty, Panie, który dałeś nam tę kaplicę na początku. Modlimy się, abyś Ty pobłogosławił te wysiłki.
52
Panie, modlimy się o naszego pastora, brata Neville, Twojego pokornego i łaskawego, wiernego sługę. On jest ochotny do usługi na każdym stanowisku, nie ważne, czy to jest na krześle w tyle albo czy chodzi o sprzątanie kaplicy. Gdziekolwiek Ty chcesz go mieć, tam on pragnie być gotowym narzędziem, by służyć Tobie, gdziekolwiek go Ty powołasz. Modlimy się, Boże, żebyś go błogosławił.
Boże, to wielkie utrapienie, przez które właśnie przechodziliśmy, i ci starsi zboru, którzy stali przy mnie, i zbór, który modlił się o mnie, aż w końcu przyszło zwycięstwo. O Boże, modlę się o nich. Przypominam ich również, Panie, a jestem pewien, że Ty pamiętasz o nich na pewno.
53
Przypominamy sobie błogosławieństwa, które nam Ty dałeś. Również przypominamy sobie Twoje Słowo, że Ty nas nigdy nie zostawisz ani nie opuścisz. Podeszły wiek nie ma tu żadnego znaczenia; Ty będziesz ciągle pamiętał o nas, kiedy świat nie będzie już istniał, a czas zaniknie w wieczności. Jest napisane coś takiego: „Czy matka mogłaby zapomnieć o swoim ssącym niemowlęciu? Ja nigdy nie zapomnę o tobie. Jesteś wyrysowany na dłoniach moich rąk” - gwoździami, które wyryły na nich nasze imiona. My wiemy, że Ty pamiętasz o nas, Panie.
Obyś Ty był zawsze w naszej najczulszej pamięci, jako nasz Zbawiciel, nasz Uzdrowiciel, nasz Król, nasz Umiłowany, nasze życie, nasze światło słońca, nasz wszystko we wszystkim, jako niewyczerpalne źródło Bożej łaski i miłości dla nas upadłych ludzkich istot z rodziny Adama. Spełnij to, Panie, kiedy poruczamy samych siebie Tobie teraz i będziemy wychodzić z tej kaplicy, przypominając sobie Jezusa. Amen.
54
Czy przypominacie Go sobie? Czy Go miłujecie? Myślę, że w moim krótkim nie uszeregowanym poselstwie mogę powiedzieć następująco: Paweł powiedział: „Cokolwiek czynimy, czyńmy w Duchu Świętym.” We wszystkich sprawach powinniśmy pamiętać o Nim. Nie podejmujmy żadnej decyzji, dopóki nie przypomnimy Go sobie; nie czyńmy niczego, ponieważ to będzie pochopne. Jeżeli wróg uderzy nas w jeden policzek, przypomnijmy sobie, co On uczynił, zanim oddamy ten policzek. Przypomnijmy sobie Jego postępowanie. Jeżeli trzeba podjąć jakąś decyzję, zaczekajmy i przypomnijmy sobie, jaką decyzję On podjąłby w tej sprawie, i niech to potem będzie naszą decyzją. Jeżeli jesteśmy w wielkim pośpiechu, przypomnijmy sobie, że On nigdy nie był w pośpiechu. Rozumiecie? Jeżeli staramy się usilnie o coś, przypomnijmy sobie, że On mieszka w wieczności; czas nie ma dla Niego żadnego znaczenia. Chodzi o motyw i cel naszego serca. Przypominajmy Go sobie.
55
I przypominajmy Go sobie teraz, kiedy będziemy śpiewać w Duchu Jego obecności tę pieśń „Miłuję Go.” Jeżeli przebywasz w miłości, to przebywasz w Bogu, bo Bóg jest miłością. Ci, którzy przebywają w Bogu, przebywają w miłości. Rozumiecie? A w miłości nie ma nienawiści. Miłość nie ma zazdrości. Miłość nie jest nadęta. Miłość nie zachowuje się źle. Miłość jest zawsze łagodna, miła, wybaczająca, łaskawa. Bez względu na to, jak pełni goryczy są inni, miłość pozostaje miłością. Miłość jest absolutem łaski. Miłość jest Bożym absolutem dla nas. Kiedy wszystkie dary i inne rzeczy ustaną, nasze prorokowanie, nasze mówienie językami, nasze wykładanie, wszystko, co czyniliśmy kiedykolwiek, względnie cokolwiek jeszcze uczynimy, kiedy miłość wchodzi do środka, ona jest absolutem. Ona jest ponad wszystkim, ponieważ wszystko inne zawiedzie. Jest to decyzja najwyższego sądu. Ona jest punktem łączącym. Ona jest gwiazdą Polarną, która jest punktem orientacyjnym dla marynarzy. Ona jest kompasem, który nas prowadzi. Miłość jest absolutem. Pamiętajmy o tym, kiedy będziemy śpiewać „Miłuję Go.”
Miłuję go, miłuję Go
Bo On wpierw umiłował mnie
I wykupił zbawienie me na Golgocie.
Miłuję Go, miłuję Go
Bo On wpierw... (Przypominam sobie,
że On umiłował mnie i dał Swego Syna.)
I wykupił zbawienie me na Golgocie.
56
Teraz, kiedy nasza siostra akompaniuje nam do tej pieśni [Brat Branham zaczyna nucić: „Miłuję Go” - wyd.] bądźmy teraz w słodyczy społeczności, kiedy siedzimy razem na niebiańskich miejscach w Chrystusie i wyjmijmy teraz wszystko z naszych serc. I pamiętajcie, że Słowo Boże tak mówi. Ja jestem Jego sługą. On jest tutaj. Uściśnijmy zatem dłonie z kimś koło siebie i powiedzmy: „Niech ci Bóg błogosławi, bracie.” Jeżeli masz tutaj nieprzyjaciela, powstań i podejdź do niego, rozumiesz, i powiedz: „Niech ci Bóg, błogosławi, bracie” i uściśnijcie sobie wzajemnie dłonie, kiedy będziemy śpiewać ten refren jeszcze raz. Czy nie uczynicie tego teraz, naprawdę mile - w Duchu Świętym.
Miłuję Go, (Niech ci Bóg błogosławi) miłuję Go
Bo On wpierw umiłował mnie
I wykupił zbawienie me na Golgocie.
Podnieśmy teraz nasze ręce.
Miłuję Go, miłuję Go
Bo On... (Przypominam sobie Jezusa)
I wykupił zbawienie me na Golgocie.
57
Pochylmy teraz nasze głowy i nućmy [Brat Branham zaczyna nucić: „Miłuję Go - wyd.] Przypominajmy sobie Jezusa! [Brat Branham nuci ten refren dalej.]
... wpierw umiłował mnie.
[Brat Branham nuci ten refren dalej.]
I wykupił zbawienie me na Golgocie.
Teraz, kiedy nasza siostra akompaniuje, słodko i łagodnie, poproszę naszego dobrego brata. Bracie Neville, czy chciałbyś coś powiedzieć? Poproszę brata Collinsa tam w tyle, naszego wiernego, prostego brata tutaj, jednego z współpracowników, czy chciałby zakończyć nabożeństwo modlitwą. Kiedy pochylamy nasze głowy - bracie Collins. [Brat Collins modli się - wyd.]