Od tego czasu

Spokane, Waszyngton, USA

62-0713

1
Dziękuję ci. Pozostańmy stać przez chwilę, kiedy pochylamy nasze głowy do modlitwy. Jeżeli ktoś ma jakąś prośbę dzisiaj wieczorem, niech ją oznajmi Bogu przez podniesienie ręki. Nasz Niebiański Ojcze, Ty widzisz te ręce i wiesz, co jest w ich sercach, wiesz, czego potrzebujemy, i Ty obiecałeś, że Sam jesteś Pomocą i ratunkiem we wszelkim ucisku najpewniejszym. Modlimy się, żebyś ich Ty wyzwolił z wszelkiego utrapienia. Spełnij to, Panie. Dziękujemy Ci za to, co Ty czynisz w kraju dzisiaj. Wielka tajemnica Ewangelii zostaje odsłonięta dla tysięcy ludzi na całym świecie, wierzących, że Ty przygotowujesz Kościół do przyjęcia w Twoim Przyjściu. Modlę się, Ojcze, żeby było wielu z tego miasta, którzy odejdą w tym wspaniałym Zachwyceniu, którego wyglądamy każdej chwili. Daruj tego. Błogosław nas wspólnie teraz, kiedy zgromadziliśmy się w Imieniu Jezusa - prosimy Boga w Jego Imieniu, żeby był z nami. Jesteśmy w Twoich rękach, Panie. Uczyń z nami to, co Ty uważasz za stosowne. Amen.
2
Oczywiście uważam to za wielki przywilej, że mogę znowu dzisiaj wieczorem stać tutaj razem z tymi słuchaczami i wierzyć, że Bóg ujmie się za nami znowu dziś wieczorem. Niechaj Jego obfita łaska odpoczywa zawsze na nas. Było to cudowne wczoraj wieczorem, kiedy widzieliśmy, jak On uzdrawiał chorych przez cały czas. I poświęciliśmy ten wieczór modlitwie za chorych. Zazwyczaj staram się nie zabierać zbyt dużo czasu dla chorych. Modlimy się każdego wieczora. Wszystko w tym jest zawarte. Najważniejszą rzeczą, którą próbujemy osiągnąć, jest pozwolić ludziom, by zobaczyli, że Chrystus nie jest martwy, że On żyje. Obyśmy tylko mogli zrozumieć, że Ten, Kto dał nam te wszystkie wspaniałe obietnice, jest tutaj, by potwierdzić te obietnice. Zatem to, co widzicie tutaj na nabożeństwie, kiedy przeżywamy takie wieczory, jest rzeczywiście... Nie sposób tego wyjaśnić. Stałem właśnie tam na zewnątrz, kiedy podeszło parę sióstr - myślę, że były trzy. I jedna siostra patrząc w dół rzekła: „Bracie Branham, ja pragnę podziękować Bogu za Jego miłosierdzie, okazane moim dzieciom dziś wieczorem - moim umiłowanym”. Kiedy przyjeżdżały tutaj, samochód się przewrócił i one się wywróciły, i wszystko możliwe, lecz nie miały nawet zadraśnięcia. One są teraz tutaj - siedzą na schodach przed drzwiami i starają się słuchać Poselstwa z zewnątrz. Zdumiewająca łaska. Czasami bywa tak, jak mówiłem ubiegłego wieczora - kiedy szli do Emaus... On chodzi z nami codziennie i pomaga nam, a pomimo tego może nie rozpoznajemy tego; tylko w niektórych przypadkach.
3
Otóż, wizje są czymś, przewyższającym wszystko, co mógłby ktoś wyjaśnić. Jest to Nieskończony Bóg, Który zna koniec przed początkiem i przepowiada koniec i mówi, jaki będzie koniec; bowiem On wiedział o każdej sprawie i ciągle wie o wszystkim. Nie ma niczego, o czym by On nie wiedział. I On nie wie obecnie niczego więcej, niż wiedział na początku, bo On jest Nieskończony. Czy wierzycie, że Bóg jest Nieskończony? Gdyby Nim nie był, to nie byłby Bogiem. Zatem, pomyślcie tylko. Tutaj jest po prostu... Nie możecie przerwać nieskończoności. Jest to dokładnie takie, jak... Być nieskończonym jest tak samo jak być - jak bym to powiedział - wiecznym. Wieczne się nigdy nie zaczęło, więc nigdy się nie zakończy. Czy pomyśleliście kiedy o tym? Wszystko, co się zaczyna, ma i koniec. Rozumiecie? A rzeczy, które nie mają końca, są rzeczami, które nie miały początku. I dlatego właśnie musimy mieć Żywot Wieczny. My jesteśmy częścią Bożego Życia, bowiem słowo Wieczny - bracia wiedzą, że ono wywodzi się z greckiego słowa „Zoe”, co oznacza „Własne Życie Boga”. Dzięki temu stajemy się Jego własnymi dziećmi. Rozumiecie? Jest to Żywot Wieczny w nas. Ten Żywot, który jest w nas, nie rozpoczął się nigdy i nie może się nigdy zakończyć. Nie możemy więc umrzeć tak samo, jak Bóg nie może umrzeć, ponieważ On jest wieczny. Jest tylko Jeden, który jest wieczny, a to jest Bóg. A my stajemy się częścią Niego, ponieważ jesteśmy synami i córkami Bożymi. Jak wspaniałą rzeczą jest wiedzieć, co Bóg obiecał.
4
Trzeba nam po prostu spędzić więcej czasu na zgromadzeniach ewangelizacyjnych. Spodziewam się, że pewnego dnia otrzymamy namiot, na który czekam już tak długo. I ja... i będziemy mogli pozostać trochę dłużej, żebyśmy mogli odrzucić wszelkie te śmieszne uczucia. Ludzie nie chcą być takimi, lecz w rzeczywistości są właśnie takimi. Rozumiecie? My jesteśmy takimi. Zgromadzamy się razem jako grupa ludzi, skądkolwiek się tylko wywodzimy - różne denominacje trzymały nas - jakiekolwiek. Więc kiedy przyjdziemy do takiego zgromadzenia jak to, to widzicie, że się dzieje coś tajemniczego. To nas naprawdę nieco szokuje. A więc to - głównie u kaznodziejów. Nie u tych, lecz u kaznodziejów najwięcej. Oni są pasterzami; oni strzegą swoich owiec, rozumiecie, więc oni zważają na każdą małą sprawę. Nie możecie zarzucać winy człowiekowi, rozumiecie, bo on to musi najpierw zrozumieć. Lecz chodzi o to, że jeśli ktoś tylko krytykuje to twardo i odrzuca to, wtedy coś jest nie tak. Jeżeli człowiek nie zastanowi się nad tym, nie wyszuka tego w Biblii i nie zbada tego dokładnie... Patrzcie, tak właśnie postępowali faryzeusze względem naszego Pana.
5
Czy wiedzieliście, że każdy prorok, który kiedykolwiek wystąpił na ziemi, nie był w ogóle przyjmowany przez ludzi? Każdy posłaniec, którego Bóg kiedykolwiek posłał, nie został przyjęty, a ludzie nie wiedzieli, kto był tym posłańcem, dopóki on nie umarł i odszedł. Nuże, to jest prawdą. Wy katolicy tutaj, jak to, że nie rozpoznaliście Joanny z Arku? Wielu z was dzieci ze szkoły przypomina to sobie. Ta niewiasta była Bożą niewiastą. Ona prorokowała; ona była duchową niewiastą. A czy wiecie, co uczynił wasz kościół? Spalił ją na stosie jako czarownicę. To prawda. Owszem, po dwustu latach pokutowaliście trochę z tego. Wykopaliście ciała tych księży i wrzuciliście je do rzeki, kiedy sobie uświadomiliście, że ona była świętą. Widzicie? Zawsze nie dostrzegali tego. Nie poznali Patricka. A ludzie myślą sobie, że św. Patrick był katolikiem. Mniej więcej tyle, ile ja nim jestem. Patrzcie, gdzie są jego szkoły - na północy w Irlandii. Nie było u niego krzyży ani krucyfiksów. On stanowczo potępiał papieża. Lecz, oczywiście, oni próbują zaszeregować go do kościoła, ale to jest błędne. Ja pochodzę z katolickiej rodziny. Wiem o czym mówię. Mam „Fakty naszej wiary” i wszystkie te książki, które studiowałem, tak samo jak wy mogliście je przestudiować. A więc - lecz te sprawy, one przechodzą niepostrzeżenie. Rozumiecie? Oni nie poznali Eliasza, nie poznali Jana, nie poznali Jezusa - aż po Jego śmierci, pogrzebie i zmartwychwstaniu. A obecnie - Duch święty przypada, a oni nie wiedzą o tym, podobnie jak w dniach Noego, aż przychodzi potop i zabiera ich precz, to się zgadza, wielka powódź nadchodzi.
6
Lecz gdyby ci faryzeusze usiedli tylko i zastanowili się! Jezus im powiedział: „Wy ukamienowaliście proroków. Potem wybieliliście im ściany - przyozdobiliście ich grobowce, a to wy włożyliście ich do nich”. Widzicie? „Lecz którego z proroków, których Bóg posłał, nie ukamienowali wasi ojcowie?” Widzicie? A tamci... I tak dalej. Musimy usiąść i rozważyć tą sprawę.
7
Byli i tacy jak Nikodem, sekretny wierzący, który przyszedł w nocy - cichaczem - i powiedział: „Rabbi, my wiemy, że Ty jesteś nauczycielem, który przyszedł od Boga. Nikt nie mógłby czynić tych rzeczy, które Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim”. Spójrzcie na młodego Jairusa. On może postępował tak, jakby nie wierzył w Boskie uzdrowienie, aż jego córeczka leżała bliska śmierci. Bóg ma sposób, jak wydobyć na jaw i pokazać wasze kolory. Rozumiecie? Więc potem, kiedy nastała kłopotliwa sytuacja, on był wierzącym. I po prostu musiała nastać taka kłopotliwa sytuacja, aby on mógł to zobaczyć. Bóg jest dla nas tak dobrym i jesteśmy wdzięczni (ja jestem) za mężczyzn i kobiety, siedzących tutaj dzisiaj wieczorem, którzy wierzą Ewangelii, wierzą w Boże uzdrowienie i czuwają.
8
Zawsze mawiałem o naszych organizacjach - wierzę, że one są piękne i wierzę, że służą pewnemu celowi. Lecz widzicie, kiedy założymy jakąś organizację, to dziewięćdziesiąt procent z nas - gdy ją założymy - ustala: „My wierzymy w to” i kropka. Gdybyście powiedzieli: „My wierzymy w to (przecinek), plus w to, co nam Bóg jeszcze doda”, byłoby to właściwe. Byłoby to świetne. Rozumiecie? Absolutnie.
9
Kiedy Słup Ognia wyruszał, to Izrael wyruszał razem z Nim. A w Nowym Testamencie, kiedy On zaczął wyruszać, dokładnie tak samo, jak w Starym Testamencie, wyruszał w tym samym kierunku... Izrael musiał iść za tym Słupem Ognia i rozbijał namioty tam, gdzie On się zatrzymał. A kiedy On zaczął się posuwać w tym ostatnim - w czasie reformacji, Martin Luther Go widział. A potem, kiedy Luther odszedł, założono organizację koło dzieła Lutra. Bóg jednak zaraz wyszedł z niej. A Wesley zrozumiał To i on wyszedł. A po Wesley'm i Asbury'm i po wielu innych, kiedy - po ich czasie - do czego potem doszło? Znów zbudowali pod płaszczykiem tego organizację. Bóg z niej wyszedł jednak zaraz i szedł prosto naprzód. Rozumiecie? A obecnie my, zielonoświątkowcy, czynimy to samo. Lecz Ducha świętego nie możecie zorganizować. Nie możecie tego uczynić. Jesteśmy zwolennikami organizacji, żeby utrzymywały braterstwo i tak dalej. To służy dobremu celowi. Lecz rozpościerajcie zawsze koc, żeby pozyskać innego brata, rozumiecie, i miejcie otwarte wasze serca, by przyjąć to, co Bóg jest gotowy zesłać dla nas. Tak właśnie trzeba to czynić. To jest prawdziwe braterstwo. I tak właśnie to lubię. Kiedy... Gdybym mógł kiedykolwiek dożyć tego, że kościół zielonoświątkowy... Otóż, Zesłanie Ducha świętego nie jest organizacją, Zesłanie Ducha świętego jest przeżyciem. Znam niemal tylu luteranów i baptystów i prezbiterianów, którzy mają przeżycie chrztu Duchem Świętym, co zielonoświątkowców, samych siebie nazywających zielonoświątkowcami. Zatem, Wylanie Ducha świętego jest przeżyciem.
10
Przed jakimś czasem... Zaczynam mówić o tym i odchodzę od mojego poselstwa. Lecz dajcie mi trochę czasu, abym to mógł powiedzieć. Czy tak? Znosicie mnie cierpliwie. To jest dobre. Byłem w Minneapolis w Minnesocie. Jest to wielki kraj Norwegów. Miałem tam zgromadzenie - byliśmy w jakimś wielkim budynku, a byłem tam właśnie w zimie, czy na wiosnę. Mieszkałem tam w małym, tanim hotelu. Wierzę, że chrześcijanie nie powinni mieć wszystko tak luksusowe. Jezus nie miał gdzie skłonić Swojej głowy, widzicie, a my musimy mieć to najlepsze, i tak dużo bezpieczeństwa i wszystkiego innego. Wstyd nam. Rozumiecie? Lecz mały hotel... I wtedy - pewnego wieczora, gdy wróciłem ze zgromadzenia... Następnego poranka wyszedłem i spożyłem śniadanie, a kiedy powróciłem, miałem tam w małej przegródce dwudziestodwu stronicowy list dla mnie. Nie wiem, jak ten człowiek w ogóle wiedział, że ja tam jestem. Więc ja go przeczytałem. I ach, chcecie mówić o dobrej krytyce? To była dopiero krytyka. I ja to doceniam. Oczywiście. Każdego człowieka, który naprawdę ma jakiś argument i chce krytykować - to nas sprawdza. Wiecie, krytyka przynosi dobre owoce, widzicie, gdy jesteśmy ochotni przyjąć ją, sprawdzić to.
11
Więc ten człowiek zbeształ mnie okropnie. Był on dziekanem pewnej uczelni i on powiedział: „Ubiegłego wieczora mówiłeś, że jesteś w usłudze już dwadzieścia pięć lat”. (Trzydzieści jeden obecnie.) Lecz on powiedział: „Dwadzieścia pięć lat”. Dalej mówił: „Ja byłem już w usłudze, zanim ty się urodziłeś”. I on powiedział: „I oglądałem wiele wspaniałych, dziwnych spraw”. Dalej mówił: „Ubiegłego wieczora jechałem piętnaście mil przez oślepiającą śnieżycę, bo myślałem, że zobaczę sługę Chrystusa. Ale zastałem tylko sprytnego wróżbiarza”. I on rzekł... Nie nazwał mnie „bratem”; mówił po prostu „Branham”. Nie mam nic przeciwko temu. Więc on powiedział: „A sama ta idea - ta teologia, to najlichsza, jaką kiedykolwiek w moim życiu słyszałem”. I on powiedział: „Na przykład powiedziałeś, że szatan nie może uzdrowić”. Dalej rzekł: „Człowiek, który stoi przed tylu ludźmi, co ty, a popełni taki błąd!” Powiedział: „No wiesz, to jest straszne”. Dalej powiedział: „Pozwól, że ci coś powiem, młodzieńcze”. Dalej mówił: „Tutaj po drugiej stronie, za naszym seminarium” - czy lokalem - „jest pewna kobieta, która ma w tym wielką wprawę”. I rzekł: „Ona nosi na sobie wielki fartuch”. Dalej mówił: „Ludzie przychodzą tam po boskie uzdrowienie i oni... A ona wychodzi i dotyka ich wszystkich swoimi rękami po głowach, ot tak”. I powiedział: „Potem, wiesz - przede wszystkim wrzucają jej monety do tego fartucha”.
12
Zatem, możecie zaraz zobaczyć, że to jest niezgodne z Pismem i od początku niewłaściwe. Każdy, kto ma choć trochę poznania Boga... Widzicie? I powiedział: „Potem ona bierze i wyciąga kilka włosów z tyłu na swojej szyi, zadraśnie ich żyły i weźmie trochę krwi, i umoczy te włosy w niej, potem idzie do małego potoku za tym lokalem i wrzuca je poza głowę do tego potoku”. Dalej mówił: „Potem zacznie iść z powrotem do tych ludzi. A jeśli ją coś zmusza spojrzeć wstecz” - rzekł - „to ci ludzie - ta choroba powraca na tych ludzi. A jeśli nie” - powiedział - „to, patrz, ta choroba nie wraca”. I powiedział: „Obserwowaliśmy to”. Dalej rzekł: „Pewien procent z nich zostało uzdrowionych”. I rzekł: „Tak właśnie przedstawia się sprawa tego, co ty mówiłeś, że szatan nie może uzdrawiać”. Otóż, i on rozwodził się jeszcze o wielu sprawach.
13
I ja pomyślałem: „Otóż, jeśli on poświęcił tyle czasu, by mi napisać dwadzieścia i dwie stronice, powinienem mu napisać przynajmniej dwie stronice w odpowiedzi. Usiadłem więc i pisałem jak najlepiej potrafiłem. Sam nie potrafię nawet przeczytać mojej pisaniny, więc... Nabazgrałem mu więc coś krótko. I napisałem: „Drogi bracie”. Musiałem go nazwać w ten sposób. Każdy mężczyzna, który głosi pięćdziesiąt lat, powinien być poważany za brata - głosił Ewangelię, bez względu na to, w jaki sposób. I ja - respektuję go jako mojego brata. I ja pisałem: „Ja sobie oczywiście bardzo cenię i szanuję twoje długie lata w służbie dla naszego Pana”. Dalej pisałem: „Na pewno jestem wdzięczny Bogu, że pozwolił ci dożyć takiego wysokiego, dojrzałego wieku, oraz za te sprawy, których dokonałeś”, i tak dalej. A był tam inny brat razem z nimi. Więc potem... z tej uczelni. Następnie ni stąd ni zowąd napisałem: „Lecz dziwną rzeczą dla mnie jest, że krytykujesz mnie tak bardzo z powodu tego, iż powiedziałem, że szatan nie potrafiłby uzdrowić”. Dalej rzekłem: „Otóż, ty powiedziałeś, że szatan potrafi uzdrawiać. Jezus powiedział, że gdyby szatan mógł wygnać szatana, to jego królestwo byłoby rozdzielone”. Powiedziałem: „Komu więc będę wierzył? Tobie albo temu, co powiedział Chrystus? Szatan nie może uzdrowić. Chrystus tak powiedział. On by działał przeciw samemu sobie. On nie może uzdrowić”. Lecz powiedziałem, że ja... „Spróbuję to wyjaśnić, jeśli mi wybaczysz”. Dalej rzekłem: „Dziekanowi uczelni albo takiemu wielkiemu człowiekowi jak ty - chciałbym ci powiedzieć: Jestem misjonarzem i widziałem ludzi, przychodzących do bożków, a oni zostali uzdrowieni. W Le Salle Le Reine, we Francji, jest pewien bożek jakiejś kobiety. A w Paryżu widziałem miejsce, gdzie mieli kobietę, martwą kobietę, i ludzie wytarli już cały kamień spoza niej, żeby zachowała miasto od klęsk. Widziałem wszystkie te sprawy”. „Widziałem również ludzi w Ameryce, którzy nazywają siebie uzdrowicielami i mówią: „Ja mam uzdrowienie tutaj i uzdrawiam w ten sposób, mam uzdrowienie w tym...” Powiedziałem: „To jest ta sama sprawa. Rozumiesz? Uzdrowienie jest jedynie w Chrystusie”. Dokładnie. Dalej rzekłem: „Lecz ci ludzie - ja nie wątpię, że ci ludzie zostali uzdrowieni. Dzieje się to jednak w ten sposób: Boskie uzdrowienie dzieje się na podstawie wiary. I ci ludzie, przychodzą do tej czarownicy, o której opowiadałeś, i oczywiście, otrzymują to. Oni sobie myślą, że przychodzą do Boga poprzez tę czarownicę, ale Bóg ich uzdrawia na podstawie ich wiary”. Rozumiecie? Oni - oni... Oczywiście. Wy - jeśli macie dosyć wiary, by w to wierzyć, stanie się to. To się dokładnie zgadza. Dalej rzekłem: „Lecz dziwną rzeczą dla mnie jest to, że dziekan luterańskiej uczelni opiera swoją wiarę na przeżyciu, zamiast na Słowie Bożym, kiedy Chrystus powiedział, że szatan nie potrafi uzdrowić. Chodzi tu o ich podejście do tego. Oni wierzą, że przychodzą do Boga poprzez tę czarownicę, czy poprzez tego bożka, i tym podobnie. Są to niewinni ludzie, którzy wierzą, że Bóg uzdrawia”.
14
Otóż, około rok później byłem tam na zgromadzeniu chrześcijańskich biznesmenów. A inny drogi brat, dr Aegery z uczelni Betania napisał mi list, w którym mówił, żeby mnie chciał mieć tam u nich. Obawiałem się tam pójść, ponieważ znałem tych intelektualnych olbrzymów. Moje wykształcenie z podstawowej szkoły nie mogło im dorównać. A on mnie zaprosił. Powiedziałem więc bratu Moore: „Jeżeli teraz pojedziesz tam ze mną i będziesz kompensował brak mego wykształcenia - ja cię trącę w kolano moim kolanem i ty od tego momentu przejmiesz rozmowę”. A zatem, on zgodził się pojechać. Siedzieliśmy więc koło stołu. Usadowili nas koło pięknego stołu tam w jednym pomieszczeniu gimnazjum. Miłe, niepozorne luterańskie kobiety usługiwały nam fajną kolacją, bardzo dobrą. A kiedy... Dr Aegery siedział obok mnie i on powiedział: „Otóż, panie Branham...” Kiedy skończyliśmy rozmowę, on rzekł: „Pragnę powiedzieć tylko jedno. Proszę mi wybaczyć” - powiedział ten człowiek. Dalej rzekł: „Otóż, ja...” Ja odrzekłem: „To było wybaczone już na początku”. A on powiedział: „My tutaj w Betanii pragniemy tego”. Dalej rzekł: „My jesteśmy... jest to wielkie...” Tamci studenci, jeżeli nie są w stanie opłacić swoich studiów, to mają tam setki akrów pszenicy i innych rzeczy, które uprawiają, aby zarobić na opłatę uczelni: to bardzo fajna szkoła. I on powiedział: „My jesteśmy pragnący. Studiujemy o Bogu”. I powiedział: „Przed kilku laty znaleźliśmy w tym o Duchu świętym i jak On działa”.
15
Dalej powiedział: „Udaliśmy się do zielonoświątkowców, którzy twierdzą, że Go mają”. I powiedział: „Widzieliśmy, jak oni wierzgali ponad stołkami i tłukli szyby w oknach, i tak dalej”. On powiedział: „Co oni mają?” Ja odrzekłem: „Ducha świętego”. A on rzekł: „Tak?” Ja powiedziałem: „Oczywiście. Oni mają tyle pary, że ją muszą wypuszczać przez gwizdek. Oni jej nie zastosują w akcji, nie pozwolą jej działać”. Dalej rzekłem: „To wszystko. Gromadzi się im tyle pary, że muszą jej dać upust w jakiś sposób”. I powiedziałem: „Oni po prostu... Gdybyście wy zastosowali tą samą moc, tą samą rzecz w akcji, we wierze, razem ze Słowem Bożym i zaczęli na niej działać, rozumiecie, zamiast dawać jej upust tylko - rozumiecie - to jest Duch święty, który się w tym potęguje”. I on powiedział: „Więc co my, luteranie, mamy twoim zdaniem?” Ja odrzekłem: „Ducha świętego”. I wtedy on zatrzymał się i spojrzał na mnie. Pomyślałem sobie: „Panie, jeżeli mi kiedykolwiek pomagałeś, to pomóż mi teraz, ponieważ ja sam dostałem się...” On powiedział: „Dobrze...”
16
Pomyślałem: „Jeśli mi tylko pomożesz, Panie...” On mi zawsze pomógł - wśród czarnoksiężników i diabłów, i po całym świecie w trudnych sytuacjach. I on powiedział... Ja powiedziałem: „Otóż, słuchaj pan”. On powiedział: „Udaliśmy się do - polecieliśmy do Los Angeles do człowieka, który napisał o wszystkich tych darach”. I powiedział: „Kiedy tam przybyliśmy, on powiedział: „Ja nie mam żadnego z nich”. Powiedział: „Ja tylko o nich pisałem”. Dalej mówił: „Otóż, moglibyśmy uczynić to samo tutaj, ponieważ...” On wziął to bezpośrednio z Pisma świętego. „Pragniemy to zobaczyć. Tej nocy, kiedy tam przybyliśmy i zobaczyliśmy to, powzięliśmy decyzję, że to jest złe. I dlatego właśnie nazwaliśmy cię sprytnym wróżbiarzem”. Ja odrzekłem: „Dobrze, ja wam to wybaczam, jak powiedziałem”. Lecz dalej rzekłem...
17
On powiedział: „Co my, luteranie, mamy?” Ja odrzekłem: „Jak powiedziałem: Ducha świętego. Słuchaj teraz”. Pomyślałem, że podtrzymam rozmowę w jego własnej linii, żeby to zrozumiał. Powiedziałem: „Pewnego razu pewien mężczyzna przygotował wielki łan pola i zasiał tam nasienie zboża. On je codziennie obserwował, aż pewnego ranka wyszedł, a tam wyrosły dwa małe kiełki”. Wy wiecie, jak wygląda zboże, kiedy wschodzi. Dalej mówiłem: „Ten mężczyzna stał na swojej werandzie i powiedział: „Chwała Bogu za ten plon zboża”. Dalej rzekłem: „Czy on je miał?” On odrzekł: „Otóż, on je miał w początkowym stadium”. Ja powiedziałem: „Powiedzielibyśmy więc, że on miał je potencjalnie. Z dnia na dzień te... To byliście wy, luteranie, na początku”. Dalej rzekłem: „Z dnia na dzień te listki wyrastały do góry i wyrosło z nich źdźbło. To byli metodyści”. I ja powiedziałem: „Potem metodyści obejrzeli się do tyłu na luteranów i powiedzieli: „Ja cię nie potrzebuję. Jestem źdźbłem. Ty nie jesteś w tym”. Lecz widzicie, ono musiało się znowu posłużyć również listkiem, żeby tam mógł wpaść pyłek. I z tego wyrósł kłos - zielonoświątkowcy z oryginalnym... Tak, jak było na początku - ziarno, które wpadło do gleby, zrodziło znowu ziarno„. Ja powiedziałem: „Otóż, mieliśmy wiele pleśni na kłosie, lecz mieliśmy również ziarna”. To się zgadza. Powiedziałem: „Tak, jak było na początku”. Dalej powiedziałem: „Dlatego właśnie jestem wśród ludzi. Oni są Bożym ludem”. I rzekłem: „Widzisz, kościół zielonoświątkowy to zaawansowany kościół luterański, ponieważ to samo życie, które było w listkach, zrodziło zboże”. I to się zgadza. On to zrozumiał.
18
On odsunął swój talerz i powstał. Powiedział... spojrzał na swoich współpracowników, na wszystkich studentów, i tak dalej - na dziekanów i całe ich zgromadzenie, i powiedział: „My tutaj w Betanii pragniemy Ducha świętego”. Zapytał: „Bracie Branham, co mamy czynić, by Go otrzymać?” Ja powiedziałem: „Odwróćcie swoje twarze od stołu, podejdźcie do ściany, uklęknijcie pod ścianą i bądźcie naprawdę szczerzy”. Podeszliśmy do nich i wkładaliśmy na nich ręce. Ponad czterdziestu z nich otrzymało na miejscu Ducha świętego. A obecnie mają więcej niż czterystu w tej szkole, czyniących wszelkiego rodzaju cuda i znamiona. Co to jest? To jest Wylanie Ducha świętego na luteranów. Rozumiecie? Wszędzie, wszędzie Duch święty... Nie możemy tego ograniczyć i powiedzieć. „My zielonoświątkowcy mamy Go”. Bóg zerwał tą granicę i wyszedł tam na zewnątrz i wziął wszystkich, którzy tam byli. „Ktokolwiek chce, niech przyjdzie”. Rozumiecie? Jest to dla ludzi. Wylanie Ducha świętego jest przeżyciem! Rzymscy katolicy,
Żydzi ortodoksyjni, którzykolwiek to są, Chińczycy, buddyści, wszyscy: „Ewangelia jest dla każdego, kto chce, niech przyjdzie”.
19
O, ja to właśnie miłuję; lubię to po prostu. O, jak bardzo to miłuję. I ja wiem, że Bóg w ostatecznym dniu wzbudzi tych, o których powiedział, że ich wzbudzi. Ja temu wierzę. Wierzę w ogólne zmartwychwstanie - to znaczy ci, którzy umarli wówczas w wierze luteranów na początku, nie wyprzedzą... oni nie wyprzedzą tych... Trąba Boża zabrzmi, a wszyscy umarli w Chrystusie powstaną. To się zgadza. Wierzę, że Kościół dochodzi do Swej doskonałości ustawicznie, dorasta. Kiedy nieprzyjaciel nadciąga jak powódź, Duch Boży podnosi sztandar przeciwko niemu - i on się umacnia coraz bardziej. Obecnie dochodzi to do tej ostatniej rzeczy, o której mówiłem ubiegłego wieczora. O, ja wierzę, że On przyjdzie. Wierzę również, że te nasze stare, kruche ciała zostaną przemienione i upodobnione do Jego własnego chwalebnego ciała.
20
Głosiłem o tym, jak On przemienił Abrahama i Sarę z powrotem w młodego mężczyznę i kobietę, żeby mogli mieć to niemowlę. Mówiłem też o tym, jak niedawno czesałem te dwa lub trzy włosy, które mi jeszcze pozostały. Moja żona powiedziała mi - ona rzekła: „Billy, ty jesteś niemal łysy”. Ja odrzekłem: „Lecz ja nie zgubiłem żadnego włosa”. Ona rzekła: „Powiedz mi zatem, proszę, gdzie one są”. Ja powiedziałem: „Kochanie, powiedz mi, gdzie one były, zanim je miałem. Gdziekolwiek one były przedtem, tam czekają na mnie obecnie, żebym do nich powrócił”. Amen. To się zgadza. To jest... Nawet włosy na twojej głowie są policzone. Ani jeden z nich nie zginie. To się dokładnie zgadza. Z czego jesteśmy ukształtowani? Składamy się z szesnastu pierwiastków. Jest to potas, związki organiczne, kosmiczne światło, i tak dalej. I to właśnie Bóg miał rozłożone...
21
Bóg jest wielkim Budowniczym. Zanim On miał w ogóle ludzką istotę na ziemi, On sobie rozłożył materiał, jak budowniczy, który buduje z części składowych. On miał zamiar stworzyć człowieka na Swoje własne podobieństwo i dać im ziemię, gdzie mogliby przebywać. I oni byli mniejszymi bogami niż On. Jezus powiedział: „Wasz zakon mówi, że jesteście bogami”. To jest władza, królewska władza nad ziemią. On mógł czynić cokolwiek chciał. A grzech się wśliznął i oto kobieta rodzi dziecko. A kiedy ono się urodzi, to dziecko musi umrzeć. Rozumiecie? Dokładnie tak jest. Jest to wypaczone urodzenie. Lecz potem, kiedy ono narodzi się na nowo, to koryguje to wypaczone urodzenie i daje mu Żywot Wieczny przez Ojca, Jezusa Chrystusa. O, bracie, Jezus powiedział: „Kto słucha Mego Słowa... Kto spożywa Moje ciało i pije Moją Krew, ma Żywot wieczny i Ja go wzbudzę znowu w ostatecznym dniu”. Amen. „Wszyscy, których Mi dał Ojciec, przyjdą do Mnie” i nikt nie zginie. Amen. On wzbudzi ich znowu w ostatecznym dniu. śmierć ani nic innego nie może nas odłączyć. Jesteśmy na zawsze w Obecności Boga. Jak bardzo to miłuję.
22
Krótki cytat... Ja bardzo rzadko... Nie powiem tego dużo. Mówię po prostu wiele, a nie powiem niczego. Lecz czasami... Nie jestem takim, jak bracia kaznodzieje tutaj, którzy są wykształceni i wiedzą, jak te sprawy uszeregować. Lecz czasami mówię coś, i to mi pomaga bardzo, mimo wszystko. Niedawno powiedziałem coś, co było niezmiernie ważne dla mnie. Rozmyślałem o gwarancji naszego odejścia na drugą stronę. I potem... Stwierdzamy, że pewnego razu Boże dzieci były niewolnikami w Egipcie. Rzucano im chleb - spleśniały, skażony. Cokolwiek to było, musieli to spożywać. Oni gwałcili ich dziewczyny, zabijali im synów; cokolwiek tylko chcieli... A oni byli ludem Bożym. To się zgadza. Otóż, ale oni byli niewolnikami i nie mogli sobie pomóc w tej sprawie. Lecz pewnego dnia wyszedł z pustyni prorok z towarzyszącym mu Słupem Ognia, zwisającym nad nim. I on im zwiastował Słowo Boże - że istnieje kraj, opływający mlekiem i miodem, który Bóg dał Abrahamowi z obietnicą, że do niego zaprowadzi jego dzieci. Ten prorok był potwierdzony, że jest od Boga, przez cuda i znamiona, które on czynił, kiedy był w Egipcie. I lud uwierzył temu mężczyźnie. I on wyszedł z Egiptu. Dzieci Izraela wyszły i przyszły do miejscowości Kadesz Barnea, które było w owym czasie trybunałem sądowym dla świata. Tam właśnie przypadł na Izrael sąd, kiedy nie uwierzył znakowi, który szpiedzy przynieśli - winogrona i inne rzeczy z tego kraju.
23
Przypomnijcie sobie teraz. Nikt z ich grupy nie był dotychczas w tym kraju. Oni tylko słyszeli o nim. Wiara przychodzi przez słuchanie, a Bóg dał obietnicę. Czy to pojmujecie? Bóg dał obietnicę i oto przychodzi Mojżesz, ten prorok-uciekinier mając potwierdzone znaki i udowadniając, że to był Bóg, który prowadził ich do tego kraju, którego nigdy przedtem nie widzieli. Jaki to doskonały przedobraz na dzisiaj. Nikt z nas nie był dotychczas tam w górze. Zważajcie. Kiedy oni przyszli do Kadesz Barnea - do trybunału sądowego, mieli wśród siebie wielkiego wojownika imieniem Jozue, co oznacza Jahwe-Zbawiciel, Jozue. Otóż, on przeprawił się przez Jordan do tego obiecanego kraju i powrócił z dowodem, że to jest dobry kraj. On miał winogrono - dwaj mężczyźni nieśli jedną kiść. Oni mogli skosztować z niebiańskich rzeczy z drugiej strony, z obiecanego kraju, z dobrego kraju, opływającego mlekiem i miodem. Oni powrócili, by udowodnić, że ten kraj jest prawdą, że Boże Słowo było dokładnie tym, co Mojżesz powiedział, że było powiedziane dzięki inspiracji od Boga. On tam był.
24
Oni mogli mieć swoje własne domy. Ci obywatele... Oczywiście, oni musieli walczyć o każdy cal ziemi, którą zajęli. Bóg powiedział Jozuemu w księdze Jozuego 1. rozdział, że „każde miejsce, po którym stąpać będzie twoja stopa, będzie wasze”. Tak samo jest i dzisiaj. Każde miejsce, na którym staną stopy naszych nóg, jest naszą posiadłością. Tylko idźcie. ślady stóp oznaczają własność. Tylko ją weźcie w posiadanie. Pamiętajcie więc, oni musieli walczyć o każdy cal tej drogi. Niektórzy ludzie potrafią po prostu wziąć ten oburęczny miecz i odpędzić trochę cień. Niektórzy potrafią przebić się aż do Bożego uzdrowienia, do każdej obietnicy Bożej - przy pomocy niego. To się zgadza. To Słowo jest Mieczem i jest potrzebna wiara, by się podporządkować temu Mieczowi, to prawda - wiara w obiecane Słowo. Stwierdzamy teraz, że kiedy... Oni powrócili i mówili, że mogą posiąść ich domy, i tak dalej. Izrael wkroczył do obiecanego kraju, budowali domy, wychowywali swoje dzieci, żyli w pokoju. Wszystkie pozostałe narody odnosiły się do nich z respektem. Jaka to wspaniała rzecz. Lecz w końcu na zboczu pagórka pojawiły się groby. Oni się zestarzeli, umierali, zostali pogrzebani.
25
Potem pewnego dnia przyszedł kolejny wielki Wojownik, największy z wszystkich - Emanuel. On zstąpił na ziemię i powiedział: „To nie jest ten kraj. Lecz w domu Mego Ojca jest wiele pałaców. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę, aby wam przygotować miejsce, i przyjdę znowu, by was zabrać do Siebie”. Zauważcie. On przyszedł do Jego Kadesz Barnea - na Golgotę, gdzie wycierpiał karę sądu za grzechy nas wszystkich. Kara Bożego sądu została zapłacona sprawiedliwie, kiedy Chrystus umarł na Golgocie i zapłacił cenę za grzechy nas wszystkich. I On przeprawił się przez Jordan, jak wiemy, przez Jordan śmierci do tego kraju po drugiej stronie, a trzeciego dnia powrócił, tak samo jak Jozue, przynosząc dowód tego, że kiedy człowiek umrze, może ożyć na nowo. Po śmierci istnieje żywot. On to udowodnił. A zatem... On powiedział: „Jako zadatek tego, zaliczka... (wy wiecie, co to jest zadatek czegoś - zaliczka), idźcie tam do miasta Jeruzalem i czekajcie. Ja wam poślę zadatek waszego zbawienia”. Amen. Zaczynam się teraz czuć nabożnie. I oni czekali, aż otrzymali ten zadatek.
26
Nawet obecnie, w dzisiejszym czasie, ten sam Duch święty, który nas podniósł z grzesznego życia, jakim kiedyś żyliśmy... I my już jesteśmy umarli w Chrystusie, pogrzebani i wskrzeszeni razem z Nim w Jego zmartwychwstaniu, i siedzimy obecnie na niebiańskich miejscach razem z Nim, amen, obserwując Go, działającego wśród nas. Dlaczego? Dlaczego ja nie jestem gdzieś tam - wśród denominacji? Ponieważ tylko ci, którzy są umarli i pogrzebani razem z Nim, i powstali razem z Nim w Jego zmartwychwstaniu... A obecnie - nie będziemy, my już teraz jesteśmy w niebiańskich miejscach w Jezusie Chrystusie, spoglądając wstecz, skąd kiedyś przyszliśmy. Jest to bezpośredni dowód, że otrzymaliśmy w tym dział, ponieważ umarliśmy, a nasze życie jest ukryte przez Chrystusa w Bogu i już zostaliśmy wzbudzeni z Nim w zmartwychwstaniu. Amen. O, moi drodzy. Jak powiedziała pewna stara, kolorowa siostra - wybacz mi, mój drogi kolorowy przyjacielu. Ja to przedstawię w ten sposób, jak ona to uczyniła. Ona była zagorzałym południowcem. Powiedziała: „Otóż, pragnę złożyć świadectwo dzisiaj wieczorem, doktorze”. „W porządku. Proszę bardzo, siostro”. Ona powiedziała: „Pragnę to powiedzieć następująco: Nie jestem tym, czym powinnam być” - i dalej rzekła - „nie jestem tym, czym chciałabym być. Lecz jedno jest pewne. Nie jestem już tym, czym byłam kiedyś”. Tak jest. Ona wiedziała, że podniosła się gdzieś wyżej. Amen.
27
Co to jest? Dowód tego, że jesteśmy obecnie martwi. Nasze życie jest ukryte przez Chrystusa w Bogu, jesteśmy zapieczętowani Duchem Świętym i wzbudzeni razem z Nim, i siedzimy na niebiańskich miejscach, obserwując Go. Pomyślcie o tym. Nie moc, lecz autorytet. My nie mamy mocy; mamy autorytet. Chrystus ma moc. On jest mocą, lecz my mamy autorytet. Nie musi to być coś wielkiego. Weźcie zwykłego policjanta, stojącego tutaj na ulicy, noszącego swój pistolet przypięty bardzo nisko u swego boku, z naciśniętą na uszy czapką, a samochody jadą po ulicy szybkością sześćdziesięciu mil na godzinę. On nie ma mocy, by zatrzymać choć jednego z nich. O nie. Patrzcie, niektóre z nich mają trzysta lub czterysta koni mechanicznych i mkną z gwizdem... Lecz niech on tylko wyjdzie, jego gwiazdka się lśni. On podniesie swoją rękawiczkę i zagwiżdże. Zaraz usłyszysz kwiczenie hamulców i wszystko inne. On nie ma mocy, lecz ma autorytet. Amen. Alleluja. Tam właśnie znajduje się Kościół dzisiaj wieczorem. On ma autorytet, ponieważ został wzbudzony w Chrystusie: autorytet. Otóż, gdyby ten policjant powiedział: „Obawiam się tam wyjść. Ja nie wiem. Mój urząd nie udzieli mi może poparcia”, to oni będą ciągle dalej mknąć ze świstem. A ja wam mówię, że nawet sama śmierć zakwiczy na swoich hamulcach, kiedy powstanie ten autorytet w Imieniu Pana Jezusa: „W Moim Imieniu diabły wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś śmiertelnego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce wkładać będą, a oni wyzdrowieją”.
„Miłuję Go, miłuję Go
Bo On wpierw umiłował mnie
I wykupił zbawienie me
Na Golgocie„.
28
Ojcze, Boże, podajemy te świadectwa, by po prostu pomóc ludziom. Uspokój teraz nasze myśli, Panie, kiedy podchodzimy do Twego Słowa. Daruj Panie, żeby Duch święty wziął tych kilka słów teraz i zakotwiczył je w sercach słuchaczy, i niechaj w każdym sercu rozbrzmiewają dzwony radości z Niebios. Prosimy o to w Imieniu Jezusa. Amen.
29
W Ewangelii św. Mateusza 4. rozdział; i pragnę czytać 17. werset. „Od tego czasu począł Jezus kazać i mówić: Pokutujcie, albowiem się przybliży o królestwo niebieskie”. Zajmę teraz około dwudziestu czy trzydziestu minut waszego czasu... „Od tego czasu” - pragnę to użyć jako temat: Od tego czasu„ - trzy słowa. Otóż, bywają czasy i dzieją się sprawy, które zmieniają cały bieg naszego życia. My to wiemy. Jesteśmy tego wszyscy świadomi. Pewne rzeczy dzieją się w ciągu pielgrzymki naszego życia, które zmieniają nam cały bieg naszego życia.
30
Otóż, tak jak dziecko. Może mówiłeś, kiedy byłeś dzieckiem, że działy się pewne rzeczy. Miałem pewnego człowieka w domu... Te wizje, które człowiek widzi tutaj na podium, są zaledwie... One są rzeczywiście... One są wizjami, lecz nie rzeczywistymi wizjami. One są... To jesteście wy, którzy to czynicie. To nie jestem ja - to jesteście wy. Wy czynicie to sami. Nie zdajecie sobie z tego sprawy, lecz czynicie to. Boga nie można wyjaśnić. Wszyscy musicie wierzyć Bogu wiarą. Gdybyście potrafili wyjaśnić Boga, nie byłoby to więcej wiarą. Nikt nie potrafi Go wyjaśnić. Lecz to jest tak, jak... Jezus był Bożym darem dla ziemi.
31
Lecz kiedy - pewnego dnia Łazarz zachorował. Zanim on zachorował, Bóg powiedział Swemu Synowi: „Odejdź” i powiedział Mu wszystko, co się miało wydarzyć, bowiem On powiedział w ew. Jana 5, 19: „Syn nie może nic czynić Sam z Siebie, tylko co widzi, jak Ojciec czyni”. Otóż, to musi być prawdą, bo On by kłamał. A nie możecie czynić Go kłamcą, bo On jest Bogiem. Rozumiecie? Więc Ojciec odesłał Go stamtąd. Oni posłali po Niego, prosząc o pomoc dla Łazarza, lecz zamiast tego, aby przyszedł, On to po prostu zignorował. On wiedział, co się będzie dziać, więc On poszedł dalej. Oni znowu posłali, a On to znowu zignorował. W końcu powiedział: „Łazarz zasnął”. A oni rzekli: „To on odzyskuje zdrowie”. Wtedy On powiedział im zrozumiale: „Łazarz umarł i ze względu na was cieszę się, że tam nie byłem. Lecz idę, aby go wskrzesić”. Potem spotkał się z Martą, a Marta powiedziała: „Panie, gdybyś tutaj był, nie umarłby mój brat. Lecz nawet teraz o cokolwiek Ty poprosisz Boga, to Ci Bóg da”.
32
A przy grobie - patrzcie. Ojciec Mu to już pokazał. On powiedział: „Ojcze, dziękuję Ci. Ty już uczyniłeś te sprawy. (Lecz On modlił się, by podać wzór.) Mówię to z powodu tych, którzy stoją wokoło. Łazarzu, wyjdź”. A człowiek, który był już cztery dni w grobie, wyszedł z grobu. My temu wierzymy; to jest Ewangelia. On nie mówił niczego o tym, żeby odczuł osłabienie. Lecz kiedy niepozorna kobieta dotknęła się brzegu Jego szaty, to On powiedział, że odczuł osłabienie. Co to było? To był Ojciec, posługujący się Jego darem. I to podniosło Go i pokazało, co się miało dziać, i co się stało, i tak dalej. A potem tak właśnie się działo. On kontynuował i po prostu odgrywał Swój dramat. Lecz ta niewiasta - ona i jej wiara posłużyła się Bożym darem. Ona sobie powiedziała: „Gdybym się Go tylko mogła dotknąć”. Rozumiecie? A była to niewiasta... Jezus nie wiedział, kto to był, kto się go dotknął? On rzekł: „Twoja wiara (nie „Ja to uczyniłem”, lecz) „twoja wiara ocaliła cię, rozumiesz, twoja wiara” - nie Jego wiara; jej wiara. I to właśnie osłabiło Go.
33
Otóż, w tych zgromadzeniach i ci, którzy wyjeżdżają i towarzyszą nam po okolicy, i wiedzą po prostu, jak Duch święty... Te sprawy tutaj czynią was może podejrzliwymi. Lecz jeśli wyjedziecie raz gdzieś i obserwujecie, co się dzieje, zobaczycie po prostu, jak On przepowiada dokładnie... I zapytuję się każdego z was: Czy cokolwiek, co powiedziałem kiedykolwiek w moim życiu, nie stało się dokładnie tak, jak było to powiedziane? To się zgadza. Mówię to już wiele miesięcy przedtem - zupełnie dokładnie. Ilu z was było tutaj, kiedy przejeżdżałem przez Waszyngton po raz pierwszy przed laty? Przypominacie sobie, że musiałem brać ludzi za rękę i stałem tam i trzymałem ich, żeby się po prostu dowiedzieć, co to było. I powiedziałem wam wtedy wszystkim, że On mi powiedział, iż jeśli będę szczerym, to rozpoznam każdą tajemnicę ich serca. Ilu z was słyszało, jak to przepowiadałem? Tutaj to macie. Widzicie? Czy się to urzeczywistniło? Zupełnie dokładnie. Rozumiecie? I ja czekam w tej chwili. Dlaczego urządzam takie nabożeństwa jak to? Powstrzymuję się, czekając by zobaczyć, jaki będzie następny etap. To zgadza się dokładnie. Nie wiem, w którą stronę wyruszyć. Wyruszam potem na pole misyjne zastanawiając się po prostu, wiem bowiem, że jesteśmy całkiem na końcu. Rozumiecie? Nie wiem, jak blisko jesteśmy, lecz wierzymy, że jesteśmy na końcu.
34
Wydarzyły się pewne rzeczy. Kiedy byłem małym chłopcem, On mówił do mnie. On powiedział: „Nigdy nie pal, nie pij, ani nie kalaj swego ciała. Jest dla ciebie pewna praca do wykonania, kiedy będziesz starszym”. Jest to zanotowane tam w księdze. Możecie to sobie przeczytać. A mój brat i inni myśleli sobie, że jestem po prostu nerwowy. A potem On mówił dalej i za dwa lub trzy dni po tym powiedział, jak ten most zostanie przerzucony ponad tą rzeką tuż poniżej naszej obecnej kaplicy. Szesnastu mężczyzn miało zginąć podczas jego budowy. I oni to zapisali. A za dwadzieścia dwa lata od tego czasu wydarzyło się to zupełnie dokładnie i szesnastu mężczyzn straciło swoje życie. Nie było ani jednej sprawy z tych tysięcy, która by się nie wypełniła zupełnie dokładnie. Rozumiecie? To się zgadza. Widzicie, kiedy byłem dzieckiem, działy się rzeczy, które wywarły na mnie trwałe wrażenie.
35
Zatem czas - z biegiem czasu zdarzają się tu i tam pewne rzeczy, które wywarły wielkie wrażenie na nasze życie. Na przykład gdy mówimy: niemoralna kobieta. One przychodziły wyznawać swoje grzechy. Niedawno miałem rozmowę z taką. Była to najżałośniejsza sprawa. W pewnym domu - siedzieliśmy tam i oni... Ludzie mi dzwonią, przychodzą z całego świata. Członek zarządu naszego zboru... Niektórzy z nich są w tym budynku dzisiaj wieczorem. Oni wiedzą, że to jest prawdą. Około trzystu czeka na liście na rozmowę i oni przyjeżdżają z Afryki, z Azji, z Europy, ze wszystkich stron, gdzie byłem - czekają, obserwują. Oni piszą tam i z powrotem, aż uzgodnią termin. I my tam siedzimy, aż Duch święty objawi wszystko i potem mówi im po prostu, co mają uczynić i jak to zrobić. A nie zawiodło to ani jeden raz. Rozumiecie? Taki człowiek przychodzi i czeka. Może to jest coś w ich życiu. Oni znają plan zbawienia i te sprawy, lecz jest pewna rzecz, z którą sobie nie umieją poradzić - jak to uczynić. I oni czekają miesiące, czekając aż się to stanie. Rozumiecie?
36
Pewnego razu przyszła do mnie pewna niewiasta. Nie było to w domu, było to na zgromadzeniu. A ta niewiasta... Wszedłem na oddział, gdzie mieli umysłowo chorych w kaftanach bezpieczeństwa, a to było... Wszedłem tam. I ci ludzie nie mogli być wśród publiczności. Oni byli w kaftanach bezpieczeństwa, a nad niektórymi musieli czuwać opiekuni. I wtedy, kiedy wszedłem do środka, piękna młoda kobieta siedziała tam, śliczna młoda dziewczyna. I ja powiedziałem: „Dzień dobry”. Ona powiedziała: „Dzień dobry. Czy jesteś bratem Branhamem?” Ja odrzekłem: „Tak, jestem”. I powiedziałem: „Otóż, nie wiem po prostu, gdzie mam rozpocząć”. Ona powiedziała: „ Życzyłabym sobie, abyś rozpoczął ode mnie”. A ja powiedziałem: „Od ciebie?” I zapytałem: „Czy i ty jesteś pacjentką?” Ona powiedziała: „Tak jest”. Ja powiedziałem: „To jest tylko dla umysłowo chorych”. Ona odrzekła: „Ja właśnie taką jestem”. Powiedziałem... Ona rzekła: „Czy chciałbyś posłuchać mojej historii?” Ja powiedziałem: „Oczywiście, pani”.
37
I co mi opowiadała ta kobieta. Młoda, około dwudziestu pięciu lat - dwadzieścia dwa do dwudziestu pięciu lat, sądzę, że coś koło tego, bardzo śliczna kobieta i wyglądała, jakby chciała uszczęśliwić każdego mężczyznę - piękna młoda królowa. I ona mi powiedziała, że kiedy... Została wychowana w chrześcijańskim domu. A kiedy dorastała, zaczęła chodzić z chłopcem, który palił i pił. I pewnej nocy podano jej napój zmieszany z alkoholem, niekoniecznie z czymś, co by ją powaliło, lecz z czymś, co sprawiło, że ona nie mogła... Otóż ona... Było to coś - niemoralny akt. I ona potem postanowiła, że umyślnie zmarnuje swoje życie. Stała się alkoholiczką; stała się prostytutką; zabrano ją i posłano do Domu Dobrego Pasterza, kiedy miała dopiero około piętnastu lat - katolicki zakład - zmienili jej religię z tego, czym była na katoliczkę. Wyszła z niego, myślała, że będzie w porządku, powiedziała jednak, że stało się to samo. Potem ją znowu zabrano. Wtedy już była dojrzałą. Przychwycono ją i spędziła dwa lata w domu poprawczym dla kobiet. I tam oni sobie myśleli, że pozbyła się tego całkiem. Powiedziała, że kiedy wyszła, to samo rozpoczęło się na nowo.
38
A ja powiedziałem: „Otóż, pani, to jest... Ty próbujesz tylko odwrócić nową stronicę życia. To nie będzie funkcjonować”. I powiedziałem: „Może to brzmi staromodnie...” Powiedziałem: „Pragnę cię o coś zapytać”. Powiedziałem: „Czy się nigdy nie spodziewałaś, że wyjdziesz za mąż - będąc taką śliczną kobietą, oraz że będziesz miała męża i dzieci jak każda normalna kobieta?” Ona odrzekła: „Tak, lecz kto na tym świecie chciałby mnie?” I ona rzekła: „Co mogłabym obiecać małżonkowi?” Dalej mówiła: „Miałam takie ataki popędliwości, że byłam skłonna do bójki, i przeklinałam i piłam”. I rzekła: „Zaczęłam pić i nie przyszłam do domu miesiąc”. Powiedziała: „Który mężczyzna chciałby mieć coś wspólnego z taką żoną jak ja?” Ja odrzekłem: „On by nie chciał”. Lecz powiedziałem: „Czy pomyślałaś kiedykolwiek, że zamiast czegoś po prostu - jakiejś szkoły lub odwrócenia nowej stronicy w życiu - czy coś innego mogłoby ci pomóc, kiedy to jest diabeł?” Ona odrzekła: „Panie Branham, ja temu zawsze wierzyłam”. Dalej rzekła: „Otóż, oni mówią, że jestem delikwentką”. Ja rzekłem: „Ja temu nie wierzę. Myślę, że diabeł cię owładnął”. A ona rzekła: „Ja tak zawsze myślałam”. Powiedziałem: „Otóż, jedynym sposobem, jak pozbyć się diabła, jest modlitwa”. Dalej rzekłem: „Uklęknijmy teraz i módlmy się”. I ona się modliła. I modliła się tam przez chwilę. Ja modliłem się razem z nią i ona się obejrzała, i powiedziała: „O, panie Branham, ja wierzę, że odchodzę stąd jako inna dziewczyna”. Ja powiedziałem: „Nie. Ty odejdziesz stąd taka sama, jaka przyszłaś. Rozumiesz? Ty przyjmujesz to tylko przez pojmowanie umysłu”. Dalej rzekłem: „Powinnaś się poważnie zabrać do tej sprawy z Bogiem, siostro”.
39
Uklękliśmy więc na nowo i zaczęliśmy się modlić. Po pewnej chwili ona dotknęła się Czegoś. Potem się odwróciła i łzy spływały jej po policzkach z tych wielkich brązowych oczu. Ona powiedziała: „Bracie Branham, ja tego już nigdy nie zrobię”. O, ona wtedy naprawdę coś znalazła. Obecnie wyszła za mąż i ma dwoje lub troje dzieci. Od tego dnia już nigdy nie piła. Ona już nie paliła. Widzicie, coś się stało. Lecz widzicie, zaczęło się to wtedy, kiedy była jeszcze dziewczyną - grzeszny czyn. Młody chłopak, może młody, nowoczesny Elvis, ostrzyżony do bloku i wałęsał się na dworze myśląc, że jest taki sprytny, czy coś w tym sensie. I wiecie, najpierw zdobył sobie dziewczynę i zamącił jej w głowie, i potem posłużył się takim podstępem. To jest nowoczesny Judasz. To się zgadza. Otóż, ona tego nie zamierzała czynić, lecz zaczęło się to, kiedy była jeszcze dzieckiem.
40
Pijacy - spotkałem wielu z nich; oni mi mówili: „Bracie Branham...” w dzielnicach biedoty i bezrobotnych alkoholików. Kiedy byłem w Nowym Jorku niedawno... Nie będę miał czasu, by to opowiedzieć, lecz natrafiłem tam na pijaka. On był guwernerem banku i ja mogłem oglądać, skąd on był. On rzekł: „Przyszedłem pewnego wieczora do domu. Znalazłem list na pożegnanie: Drogi Janie. Myślałem, że utopię mój smutek w kieliszku. Oto jestem. Czy dałbyś mi ćwierć dolara na drinka?” I tutaj to macie. Oni nie mają zamiaru tak czynić. Palacz papierosów - kobieta, która wypaliła swego pierwszego papierosa, nie miała zamiaru stać się tytoniowym molem. Ten chłopiec - kiedy po raz pierwszy paliłeś tego małego ziołowego papierosa, nie chciałeś się stać nałogowym palaczem. Kiedy wypiłeś pierwszego towarzyskiego drinka, nie miałeś zamiaru stać się pijakiem. Widzisz, ty tego nie miałeś w zamiarze, lecz zacząłeś pić, ponieważ ktoś wywarł na ciebie taki wpływ. O to chodzi.
41
O, różne wydarzenia z tych trzydziestu jeden lat z całego świata, i ze wszystkich stron - słyszałem wyznania i różne sprawy, które podnoszą człowiekowi włosy na głowie. Kiedy pomyślę o tych sprawach, które słyszałem, jak je wyznawali i jak one się rozpoczęły, jak niewinnie one wyglądały - jak pięknie wygląda grzech, i jak wydaje się to być pociągające. Lecz to jest droga śmierci. Nie idźcie po niej. Cokolwiek czynicie, „trzymajcie się z dala od wszelkiego rodzaju zła”.
42
Kłamca, on nie... On myślał, że powie błahe kłamstwo swojej matce. Poszedł więc, rozgryzł kilka ziaren kawy i dmuchnął swoim oddechem matce w twarz. „Widzisz, ja wcale... ja nie paliłem, mamo”. Lecz on kłamał. Czerwone światło świeci: „Nie czyń tego, młody chłopcze”. Nie jest łatwo dostać się do piekła. Człowiek musi sobie wywalczyć swoją drogę do piekła. Każdym razem, kiedy popełnisz coś złego, zabłyśnie małe czerwone światło w twoim wnętrzu i przychodzi odliczanie: „Młodzieńcze, nie czyń tego! Młoda dziewczyno, nie czyń tego!” Widzisz, jest to coś, co się dzieje w tobie. Lecz ty to zaraz zagłuszasz.
43
Przechodzisz koło kościoła i słyszysz, jak ludzie śpiewają pieśni Ewangelii. Chcesz naprawdę wejść do środka. Lecz ach, mój drogi, zapalasz następnego papierosa i pokręcisz swoją głową. Co próbujesz uczynić? Torujesz sobie drogę prosto przez każdą barykadę. Bóg nie posyła cię do piekła; ty sam posyłasz siebie do piekła! Przerywasz każdą barykadę, przejeżdżasz na każde czerwone światło, próbując dostać się do piekła. A potem mówisz, że Bóg jest dobry i nie pośle cię do piekła? Ty sam siebie posyłasz do piekła. To się zgadza. Bóg nie posyła nikogo do piekła. Ono zostało stworzone dla diabła i jego aniołów, nie dla ciebie. Lecz wy wywalczycie sobie drogę prosto do niego - mężczyźni i kobiety.
44
Widzicie te cuda Boże. Niektórzy ludzie będą to czynić. I tylko z powodu teologii, jakiegoś kościelnego wyznania wiary, czy czegoś podobnego odejdziecie od tego i trzymacie się z dala od Boga, aby nie otrzymać Ducha świętego. Widzicie modlących się ludzi koło ołtarza, widzicie, te kobiety i mężczyzn, po twarzach spływają im łzy, płaczą i chodzą tam i z powrotem po budynku, a niektórzy z waszych przyjaciół śmieją się na zewnątrz. Powiesz: „Jeżeli to jest znowuzrodzenie, to ja nie chcę mieć z tym do czynienia. Nasz kościół wierzy w znowuzrodzenie - my po prostu zapisujemy nasze nazwiska w księdze członków”. Wy się boicie Tego prawdziwego. Pozwólcie, że to powiem tak: Nie ważne, jaki to jest poród; jest to brud. Czy to jest w chlewiku dla świń, czy w pokoju szpitalnym przyozdobionym na różowo - jest to brud. A znowuzrodzenie nie jest niczym innym, lecz ono jest potrzebne, by zrodzić Życie. Ty musisz umrzeć, żebyś się mógł narodzić na nowo. To jest prawdą.
45
Zwróćcie zatem uwagę, że Bóg ostrzega: „Nie kłam”. Potem każdego Nowego Roku będziesz składał ślubowanie: „Ja tego już więcej nie będę czynił”. O, ty masz dobre zamiary. Oczywiście. Piekło jest wybrukowane dobrymi zamiarami! Wy sobie nie myślicie, że... Myślicie, że tak właśnie trzeba postąpić, domyślacie się tylko, że w ten sposób powinniście to uczynić. W każdy Nowy Rok mówisz po prostu: „Otóż, złożę moje noworoczne ślubowania. Zapiszę je sobie wszystkie”. A zanim upłyną dwa dni, to połowę z nich już naruszyłeś. Widzisz, nie możesz tego osiągnąć. Odrzucisz twoją paczkę papierosów i obserwujesz, gdzie one wylądują. Wyrzucisz swoją butelkę gdzieś precz i postanowisz, że jej już nigdy nie ruszysz. Postawisz ją na półce i powiesz żonie: „Ja tego już więcej nie zrobię”. Powiesz do męża: „Już nigdy nie będę piła”. Lecz obserwuj, co z tym uczynisz, bowiem powrócisz zaraz do tego, jak świnia do swego walania się i pies do swoich wymiocin! Trzeba tu czegoś innego. Ty musisz umrzeć temu stworzeniu, którym jesteś. Rozumiesz? Tak jest.
46
Rozpoczyna się to już w niewinnym dziecku, może w dobrym chrześcijańskim domu. Lecz ktoś tam przypadkowo przyszedł. Coś błahego wśliznęło się i sprowadziło cię z właściwej drogi. Możesz sobie zapisać czas, kiedy się to rozpoczęło - kiedy po raz pierwszy skłamałeś, kiedy zacząłeś kraść, kiedy zacząłeś pić, kiedy po raz pierwszy uczyniłeś coś złego. Zanim możesz przyjąć coś złego, musisz się zaprzeć dobrego. Musisz się zaprzeć dobrego, zanim ty... Musisz się zaprzeć Bożej prawdy, zanim możesz przyjąć coś złego. To się dokładnie zgadza. Zwróć uwagę. Obecnie z okazji Nowego Roku zmienisz swoje postępowanie i powiesz: „Otóż, to jest... Odwrócę nową stronicę”. Masz dobre zamiary. Oczywiście. Ja wierzę, że ten naród ma dobre zamiary.
47
Ledwie sobie jeszcze przypominam, gdy byłem wówczas małym, pięcioletnim chłopcem, jak wybuchła Pierwsza Wojna światowa. Wiem, że mój ojciec przyjechał po drodze jadąc na bryczce, zaprzęgniętej do dwu koni i miał na niej worek fasoli i trochę mąki (był w sklepie spożywczym), siedział na siedzeniu. Słyszałem, jak zsiadł z bryczki i wszedł do środka. A matka powiedziała: „Słyszałam, jak wyły wszystkie syreny” (wiele mil poniżej w mieście). On odrzekł (nazywała się Ela) - rzekł: „Elu, ogłoszono wojnę”. A ona miała około dwudziestu dwu lat. Powiedział: „Czy wiesz, co to znaczy? Ja idę”. A ja chwyciłem ten worek s fasolami. Powiedziałem: „Oni przyjdą za moim tatą. Ja ich uderzę tym workiem z fasolami”. Ja byłem tak - byłem jeszcze małym, lecz ja... On powiedział: „Otóż, mówią nam, że jeśli udamy się za morze i będziemy walczyć w tej wojnie, to już więcej nie będzie wojen”. I rzekł: „Oto jest Billy. On może będzie musiał pójść pewnego dnia. Jest Edward. On może również będzie musiał pójść. Jest Melwin. On może będzie musiał pójść”. I powiedział: „Jeżeli ja pójdę i pomogę walczyć i wyzwolimy ich znowu” powiedział „mówią nam, że już więcej nie będzie wojen. I to załatwi sprawę wojen, kiedy będą mieć tą wielką światową wojnę”.
48
Oni mieli dobre zamiary, kiedy to mówili, lecz zaraz potem przyszli z nową wojną. Tak jest. Po pewnym czasie oni założyli Ligę Narodów jako policję. Powiedzieli: „Przyszedł nam teraz taki pomysł (dobre intencje). Założymy Ligę Narodów. A kiedy to uczynimy, będziemy za jej pośrednictwem rządzić całym światem”. Nie możecie tego uczynić. Zaraz skończyło się to fiaskiem. Obecnie mają Narody Zjednoczone. Nie jest to warte tego dokumentu, na którym to jest napisane. To się zgadza. Oczywiście. Jeżeli oni nie przyjmą modlitwy i obiorą jakąkolwiek inną drogę prócz drogi Bożej, otóż, jak długo to jeszcze może potrwać? Oni mają dobre intencje, lecz to się po prostu nie ostoi. Z pewnością nie. Upadnie to na dno i zamieni się w historii w proch. Otóż, widzicie, gdzie to jest właśnie obecnie. Cały świat drży i do czego są przydatne Narody Zjednoczone? Jest to tylko nazwa. To się zgadza Żaden naród nie był nigdy stworzony do tego, by rządzić nad innym. Bóg stworzył człowieka, a człowiek zrobił niewolników. My nie mamy być niewolnikami; mamy być braćmi. Tego właśnie naucza nas Ewangelia: być braćmi.
49
Oto przychodzi kościół z dobrymi zamiarami. Oni myśleli: „Założymy taką wielką denominację. Wykształcimy sobie naszych kaznodziejów. Oni będą mieć wielką ogładę i tym podobnie, i będą nauczać ludzi i w naszym kraju nie będzie już więcej analfabetyzmu”. A co osiągnęliśmy? Mamy znowu całą zgraję wykształconych pogan, niewierzących w Słowo Boże. Wszystko, co... Człowiek zawsze próbował osiągnąć coś sam. Nigdy nie potrafił tego jednak osiągnąć. Nimrod próbował zbudować wieżę, aby mógł wspiąć się do nieba. Ona rozpadła się w proch. Nabuchodonozor zbudował miasto. Myślał, że nieśmiertelne, wieczne. Lecz ono zamieniło się w proch. Amerykanie, zazdrośni z powodu ich siostry Anglii, zbudowali okręt nazwany Titanik, który nie mógł zatonąć. Bóg Swoją potężną ręką pokazał światu, że on nie może się ostać. Francja myślała, że mogą sobie żyć w grzechu i zbudowali linię Siegfrieda. Do czego była ona przydatna? Niemcy obeszli ją z boku i zajęli z tyłu. Niemcy zbudowali linię Maginota i mówili: „Mamy coś, do czego nie może się nikt dostać”. A Amerykanie wyrzucili ją w powietrze potężnymi bombami. Racja. To wskazuje na to, że ludzkie osiągnięcia nie liczą się w ogóle, ponieważ człowiek jest skażony w swoich myślach i on nie może się ostać. Co to wszystko znaczy? Pomimo tego jest coś, co wskazuje na to, że istnieje wieczne miasto. To się zgadza.
50
Młoda para małżeńska, kiedy się pobrali - przyszli do mnie, by wyznać swoje życie. Wielokrotnie wyłapuję ich w kolejce modlitwy i oni mówią: „Otóż, bracie Branham, Jan i ja wstąpiliśmy w stan małżeński. Mieliśmy zamiar założyć domostwo. I wszystko było dobre, aż pewnego dnia przyszedł do drzwi agent ubezpieczalni (albo sprzedawca książek) i on zapytał, czy by mógł wejść do środka tylko - czy on mógłby wejść do środka na kilka minut. Ja go po prostu wpuściłam”. I od tego czasu (rozumiecie?) - wtedy się to zaczęło. Małżonek może powie: „Bracie Branham, miałem dobrą żonę. Miałem dobrą rodzinę. Lecz pewnego dnia wynajęliśmy nową sekretarkę i...” „Byłem w parku. Spotkałem tam młodą kobietę, która miała na sobie szorty. Ona podeszła do mnie i...” Od tego czasu! Rozumiecie? Jest pewien czas, kiedy to zaczniecie. Tak. Był pewien czas, kiedy zaczęło się wszystko to zło. Był czas, kiedy zaczęła się śmierć. Było to wtedy, kiedy Ewa pewnego dnia przechadzała się w ogrodzie Edenie i spotkała szatana. A szatan? Kiedy Bóg polecił Swemu Kościołowi...
51
Kiedy mężczyźni idą na wojnę, oni są ćwiczeni do boju. Kiedy po raz pierwszy włożą hełm na głowę rekruta, to on sobie myśli, że to jest najokropniejsza rzecz, jaką miał na sobie kiedykolwiek, a na plecach musi nieść ekwipunek ważący czterdzieści pięć kilogramów. Lecz kiedy wyszedł na linię frontu, potrzebował każdą część tego ekwipunku. Kiedy włożył na głowę hełm, to oznacza, że będzie miał - że będzie potrzebował ten hełm, ponieważ tam będą szrapnele. On go nigdy przedtem nie miał, lecz potem musiał go włożyć, ponieważ był potrzebny. Oni się tego nauczyli. Każdego roku studiują coś innego, biorą coś większego, ponieważ to stare staje się przestarzałe. Nasze świetne samoloty, które mieliśmy w ostatniej wojnie, stały się złomem; a kosztowały miliardy dolarów. Stary kocioł parowy jest już przestarzały. Oczywiście. Tak samo armaty, którymi posługiwaliśmy się najpierw - stare Krag Jorgensen, potem Springfield, a potem - aż do nowoczesnych Garand. A obecnie są to rakietowe pociski z atomową głowicą. Tamte są już wszystkie przestarzałe. Próbujemy znaleźć - ciągle próbujemy wynaleźć coś lepszego. Lecz kiedy Bóg zaczął obwarowywać Swego człowieka, On dał mu najlepszą rzecz i człowiek nie musi jej nigdy zmieniać. On dał mu Swoje Słowo. Amen. Oto jego forteca: Boże wieczne Słowo.
52
A kiedy przychodzą nieprzyjaciele, szpiedzy... Mamy tutaj angielskich szpiegów, a nasi szpiedzy są w Anglii. Wszędzie po całym świecie mamy szpiegów, a oni mają szpiegów u nas - z całego świata. Co oni próbują czynić? Stwierdzić, co my staraliśmy się osiągnąć. Diabeł działa w ten sam sposób. On wchodzi do środka, próbując coś znaleźć, co uczynił Bóg, a potem próbuje znaleźć coś, by móc przeciwdziałać. Lecz Bóg nie musi zmieniać Swego, ponieważ On dał im Swoje Słowo na początku. On jest nieskończony. On się nie może zmienić. I dzisiaj jest to ciągle Jego Słowo; nigdy nie odstąpi od Swego Słowa. Tam On jest - w Swoim Słowie. Jego Kościół jest obwarowany tym Słowem. Jego pierwszy człowiek, Ewa, był również obwarowany. Lecz kiedy ona zatrzymała się tylko na chwilę, by dać posłuch taktyce szatana...
53
Jaka jest taktyka szatana? Dociekanie rozumem. „To jest po prostu rozumne”. Więc kiedy słyszysz coś, co rozumuje przeciw Słowu, odejdź od tego. To jest diabeł. Nie ważne, jak staromodne to jest, jak mocne to wygląda, kiedy Bóg tak powiedział, to sprawa załatwiona na wieki. Odejdź od wszystkiego, co rozumuje przeciw Słowu. „O, to jest rozumne dzisiaj, nie trzeba nam Bożego uzdrowienia, bo mamy świetnych lekarzy”. Odejdź od tego. „To jest... O, tylko dwunastu apostołów otrzymało Ducha świętego. To...” Otóż, dlaczego Piotr powiedział: „To jest dla was i dla waszych dzieci, i dla wszystkich, którzy są jeszcze daleko, którychkolwiek powołałby Pan, nasz Bóg”? Pewien jegomość powiedział, że to było tylko dla nich wówczas. Ja odrzekłem: „Przychodzisz z tym za późno. Ja otrzymałem Go tutaj do wewnątrz” - więc my wiemy, że to jest prawdą. Rozumiecie? Wszystko, co rozumuje przeciw Słowu Bożemu... On powiedział: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą”. Jak? „Idźcie do całego świata, głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy (na całym świecie, we wszystkich czasach) - te znaki będą towarzyszyć tym, którzy uwierzą”. Jak daleko? Mogę wam pokazać, gdzie Bóg umieścił Boże uzdrowienie w kościele. Wy pokażcie mi teraz, gdzie On je wyjął - w oparciu o Słowo. Rozumiecie? Te znaki i cuda, i Duch święty - On jest tym samym Jezusem wczoraj, dzisiaj i na wieki. Oczywiście.
54
Zważajcie teraz. Jeżeli szatan potrafił tylko skłonić Ewę do tego, by dociekała rozumem, czy to Słowo było... Powiedział: „Otóż, z pewnością nie umrzesz. O, oczywiście. Bóg powiedział... To się dokładnie zgadza. Lecz z pewnością...” To była pierwsza rzecz, przy pomocy której on zwyciężył i dzięki tej właśnie rzeczy on ciągle powalał ludzką rasę na ziemię: przez dociekanie rozumem. On zabija rodzaj ludzki przez rozumowanie przeciw Jego Słowu. Powstały wielkie seminaria i inne sprawy, i oni łączą swoje umysły razem i dociekają rozumem, i tym podobnie. Bez względu na to, ile tam jest umysłów, niech każde słowo człowieka jest kłamstwem a Boże prawdą. Racja.
55
Zauważcie. Bóg działa przy pomocy jednostki. I zwróćcie uwagę, że każdym razem istnieje pewna rzecz - od tego czasu. Od tego czasu, kiedy Ewa dała posłuch rozumowaniu szatana, śmierć przyszła na świat i od tego czasu panowała. Pamiętajcie, nie zapomnijcie tego, że Ewa... Był czas, kiedy na ziemi nie było śmierci. Był czas, kiedy ludzie nie musieli umierać. Lecz dlatego, że Ewa rozumowała - dała posłuch rozumowaniu szatana przeciw Bożemu Słowu, od tego czasu zaczęła panować śmierć. I ona panuje jeszcze dzisiaj. Lecz pozwólcie, że to powiem: W obliczu tego wszystkiego istnieje czas i może się wydarzyć rzecz, która się nigdy nie zmieni. Ona jest wieczna. Coś może się wydarzyć w życiu człowieka, co się nie może zmienić, jest to wieczne. To dzieje się, kiedy człowiek spotka się z Bogiem. Wtedy jest to na wieki załatwione - kiedy człowiek spotka się z Bogiem i narodzi się na nowo z Ducha Bożego. Wtedy ma Żywot Wieczny. Otóż, my wierzymy temu całym naszym sercem. I pamiętajcie, kiedy ten mężczyzna, ludzka istota, albo ta kobieta, ten chłopiec, czy ta dziewczyna spotkają się kiedykolwiek z Bogiem i zostaną przemienieni, to już więcej nie są tacy sami. Człowiek jest od tego czasu przemieniony. To się zgadza. On już więcej nie będzie takim samym. Niezależnie od tego, czy może odstąpiłeś od Boga, lecz Bóg nigdy nie odstąpił od ciebie. Gdziekolwiek się udasz, będziesz prześladowany we dnie i w nocy, aż znowu powrócisz, jeżeli kiedykolwiek spotkałeś się z Bogiem. To się zgadza.
56
Odstępca od wiary, to najnędzniejsze życie, jakie istnieje. A więc, to cię będzie niepokoić we dnie i w nocy. Ile razy słyszeliśmy ich wyznania i tym podobnie - jak nędzni, jak nieszczęśni, itd. Gdyby oni czynili... Oni wiedzą, że muszą żąć dokładnie to, co zasiali. I pamiętajcie, zasiejecie jedno ziarno, a otrzymacie ich pełny kłos. Rozumiecie? Wiemy zatem, że będzie wiele żęcia tego, co zasiewaliście. Więc... Lecz człowiek, który się kiedykolwiek spotkał z Bogiem, nie pozostanie już taki sam. Weźmy teraz kilku mężów, zanim dojdziemy do tego, do czego chcemy dojść.
57
Weźmy na przykład Abrahama. On był po prostu zwykłym człowiekiem. On przyszedł z Babilonu razem ze swoim ojcem i on żył - mieszkał w kraju Chaldejczyków, w mieście Ur, prawdopodobnie jako rolnik, zwykły człowiek. On nie był jakimś szczególnym człowiekiem. On był po prostu człowiekiem, który znalazł łaskę w oczach Bożych. A Bóg powiedział mu, kiedy miał siedemdziesiąt pięć lat, że On go uczyni ojcem narodów, oraz że mu da dziecko z jego żony Sary, która miała sześćdziesiąt pięć lat w owym czasie. A Abraham uwierzył Bogu „i poczytano mu to ku sprawiedliwości”.
58
Abraham został przemieniony. I spójrzcie, kiedy człowiek spotka się z Bogiem... Bóg powołał Abrahama i powiedział mu, że On chce, aby się oddzielił od wszystkich swoich niewierzących krewnych. A kiedy Bóg woła człowieka, aby pracował dla Niego, to On woła go do totalnego unicestwienia wszystkich rzeczy tego świata i grzechów tej ziemi; do całkowitego oddzielenia się. Bóg nie błogosławił Abrahamowi, dopóki On nie był Mu całkiem posłuszny. On mu zabrał ojca. Ten stary człowiek był zawsze „włosem w zupie” względnie - wybaczcie to wyrażenie. Lecz on był zawsze w błędzie, a Abraham... Prócz tego miał on Lota. I w końcu udał się tam na południe. A kiedy Lot oddzielił się, wtedy Bóg powiedział Abrahamowi: „Powstań i przejdź przez ten kraj. To wszystko dałem tobie. On jest cały twój”. Rozumiecie? On go nie pobłogosławił w pełni, dopóki Abraham nie był całkiem posłuszny. I nigdy nie będziecie mogli otrzymać czegoś od Boga i znaleźć upodobanie u Boga, moi bracia i siostry, gdziekolwiek jesteście, dopóki nie będziecie całkiem posłuszni Słowu Bożemu. Wy sami czynicie się nieszczęsnymi dlatego, że podchodzicie do tej sprawy niezdecydowanie. Tak.
59
Lecz kiedy Abraham spotkał się z Bogiem, był przemienionym człowiekiem. Od tego dnia został przemieniony. Postępował nieco śmiesznie, biegał wokoło... Wyobrażam sobie Sarę będącą w wieku około sześćdziesięciu pięciu lat - sporządzała jakieś małe buciki i kupiła pewną ilość materiału w groszki na pieluchy oraz klamerki, i powiedziała: „Otóż, będziemy mieć niemowlę”. A potem, kiedy przyszedł jej regularny okres, słyszę, jak Abraham mówi: „Kochanie, jak się czujesz? Jest to mniej więcej ten czas”. „ Żadna różnica”. Chwała Bogu. Będziemy mieć to niemowlę, tak czy owak„. Upłynęły dwa miesiące. „Kochanie, czy jest jakaś różnica?” „Nie, żadna różnica”. „Chwała Bogu. Jest to większy cud, niż gdyby to było ubiegłego miesiąca. Będziemy mieć to niemowlę tak czy owak”. Pięć lat minęło. „Jak się czujesz obecnie, droga?” „ Żadna różnica”. „Alleluja. Będziemy mieć to niemowlę. Jest to o pięć lat większy cud. Chwała Bogu”. Upłynęło dwadzieścia pięć lat: „Jak się czujesz, Saro?” „ Żadna różnica”. „Chwała Bogu. Będziemy je mieć mimo wszystko”. „Jak wiesz?” „Bóg tak powiedział”. On spotkał się z Bogiem i był przemienionym człowiekiem. „Nie zwątpił w obietnicę Bożą z niedowiarstwa, lecz wzmocnił się we wierze i oddał chwałę Bogu”. Otóż, my powinniśmy być nasieniem Abrahama, jeśli mamy wiarę tego rodzaju. To, co mówi Bóg, jest prawdą. Kiedy człowiek spotka się z Bogiem, to Jego Słowo jest zawsze prawdą. Jeżeli ktoś mówi, że wierzy Bogu, a zaprzecza temu Słowu, to coś jest nie tak; ponieważ Duch święty jest Bogiem, a Duch święty napisał Biblię. I jak mógłby być Duch święty tutaj i napisać Biblię, a potem się odwrócić i zaprzeczać Jej? Coś gdzieś byłoby nie tak.
60
Ja wam powiem: Autentyczne przeżycie Ducha świętego będzie akcentować każdą wypowiedź tej Biblii słowem „Amen”. Racja. Bez względu na to, co mówi ktokolwiek inny, On tak z pewnością powie, bo On jest Duchem Bożym, Pisarzem tej Biblii. A Duch tego Słowa jest Duchem Świętym. On właśnie Je ożywia. Litera zabija, ale Duch daje Mu Życie, rozumiecie. Litera podaje litery, tylko drukowane litery; lecz Życie sprawia, że On się manifestuje - urzeczywistnia dokładnie to, co Bóg obiecał. Abraham był przemienionym człowiekiem, mocnym, przez cały czas oddawał chwałę Bogu. Bez względu na to, jak dużo on uczynił, on nie zwątpił w obietnicę na skutek niedowiarstwa. Dlaczego? On spotkał się z Bogiem. Był przemienionym człowiekiem.
61
Pewnego razu uciekający prorok w swoim intelektualnym pojmowaniu tego, kim był Bóg, choć wiedział, że był powołanym człowiekiem, miał całe... On mógłby nawet nauczać mądrości Egipcjan, on mógł nauczać mądrości ich nauczycieli. Lecz on uciekł, ożenił się z piękną, młodą etiopską dziewczyną, żył tam daleko na pustyni, osiedlił się tam całkiem. Brzemię z powodu jego ludu znikło. Tak właśnie przedstawia się sprawa kościołów na świecie dzisiaj. Nie odczuwamy już tego brzemienia. Nie ma już zgromadzeń modlitewnych. Nie ma już więcej... Wydaje się, jakby to było martwe. Ja nie gderam. Mówię po prostu prawdę, bracia. I wy to wszyscy wiecie. Widzicie to w waszych zborach. My... Coś się stało. Nie ma już więcej żadnego zainteresowania. Coś jest nie tak. Ogień wygasł. W starej rzymskiej świątyni Vesty, kiedy ognie wygasły, ludzie odeszli do domów; wszystko się skończyło. O, rozniećcie te ognie na nowo - ten ogień na ołtarzu waszych serc. Tak. O, zaprośmy Boga z powrotem między nas. „Zawołajcie Boga z powrotem” - to jest nasze nawoływanie.
62
Otóż, Mojżesz nie odczuwał już brzemienia z powodu swego ludu. On zawiódł ze swoim intelektualnym pojmowaniem Słowa. I on przechadzał się pewnego dnia w głębi pustyni, a tam płonął Ogień w krzaku. Ta światłość, która mu towarzyszyła, była w tym - która mu miała towarzyszyć, była w tym krzaku. On podszedł z boku do tego krzaka, zdjął swoje obuwie, a głos powiedział: „Widziałem utrapienia Mego ludu”. Ktoś jest ciągle zainteresowany. Jest to Bóg. On powiedział: „Widziałem utrapienia Mego ludu. Słyszałem ich wzdychanie z powodu ich nadzorców i Ja przyszedłem. Wspomniałem na Moją obietnicę”. Alleluja. On nie może wypełnić obietnicy, dopóki jej sobie nie przypomni. Amen. On zawsze... Bóg pamięta wiecznie o Swojej obietnicy. Bóg daje obietnicę i Bóg zawsze pamięta o Swojej obietnicy. On powiedział: „Wspomniałem na Moją obietnicę dla Mojego ludu i Ja zstąpiłem, aby ich wyzwolić. I Ja posyłam ciebie”. Amen. Mojżesz powiedział: „Kim ja jestem?” On powiedział: „Ty pójdziesz”. Powiedział: „Lecz ja nie umiem mówić”. On powiedział: „Kto sprawia, że człowiek jest niemy, albo mówi?” Amen. Nie dociekajcie Boga rozumem. Przyjmijcie po prostu Jego Słowo. Pozwólcie, że wam powiem: Pewnego dnia On powiedział: „Ja będę na pewno z tobą”. On rzekł: „Pokaż mi Swoją chwałę”. On mu pokazał Boskie uzdrowienie, pokazał mu, jak ma uczynić cud. On był gotowy iść. Tak jest.
63
Spójrzcie teraz, jaka to jest różnica. Pewnego dnia pokonany intelektualny olbrzym tam w głębi pustyni, zatrudniony domową pracą - pasieniem owiec swego teścia. A następnego dnia my... Mówię wam: Kiedy spotkacie się z Bogiem, to dla was coś czyni. Sprawia to, że dla tego świata postępujecie jak wariaci. Spójrzcie na niego następnego dnia. On bierze swoją żonę, Zeforę, sadowi ją okrakiem na mule, z dzieckiem na biodrze, a jego broda zwisała w dół mniej więcej tak, a jego łysa głowa lśniła, krzywa laska w jego ręku, wąsy powiewały i krzyczał: „Chwała Bogu, chwała Bogu”. Starzec osiemdziesięcioletni! „Dokąd idziesz?” „Wyruszam na południe zająć Egipt”. „Co takiego?” „Wyruszam do Egiptu, by go zająć”. Jednoosobowa inwazja. Dlaczego? On spotkał się z Bogiem. I dziwna rzecz - on tego rzeczywiście dokonał. On go zajął.
64
Bóg chce tylko jednego mężczyznę, którego On może wziąć zupełnie pod Swoją władzę, to się zgadza, jednego człowieka, który będzie zupełnie oddany Jemu. „Ja tam idę, by go zająć”. Co za śmieszna rzecz. Armia, jaka była w owych czasach - pokonała cały świat. Większa armia niż byłaby dzisiaj - jakby wyruszył przeciwko Rosji. Miał starą pokręconą laskę w swojej ręce. „Co będziesz z nią czynił?” „To laska i moc Boża. Oto idę” - wąsy powiewały mu tam i z powrotem, był starym człowiekiem w wieku osiemdziesięciu lat. Dlaczego tego nie dokonał, kiedy był młodym wojownikiem? Widzicie, Bóg musiał wytłuc z niego wszystko to intelektualne. On musiał go zabrać na odludzie pustyni i zgnieść go, i skruszyć go, i przyprowadzić go z powrotem, i zjawić mu się, i pokazać mu, Kim On jest, a On był... Kiedy spotkał się z Bogiem, stał się przemienionym mężczyzną. To sprawia, że ludzie dzisiaj postępują również trochę śmiesznie, kiedy się naprawdę spotkają z Bogiem. Lecz oni wiedzą, na czym stoją.
65
To mi przypomina, jak dawniej piętnowaliśmy cielęta. Moja matka mawiała... Kiedy dawniej spędzaliśmy bydło, piętnowaliśmy cielęta. Ona mawiała: „O, Bill, jak możesz?” Ja rozgrzewałem te żelazne piętna wielokrotnie i przynosiłem te piętna. Nie miałem nerwów do tego, by je przyłożyć na cielę, lecz... Ona powiedziała: „Dlaczego to robisz?” Dalej powiedziała: „To jest straszne”. Powiedziała: „Co ty robisz?” Ja jej odpowiedziałem: „Otóż, my im po prostu spętamy nogi, przytrzymamy je i przykładamy na nie to piętnujące żelazo”. I powiedziałem: „Po prostu wypalamy znak wprost na jego skórze i przykładamy na to trochę dziegciu i wypuszczamy go wolno”. Dalej rzekłem: „Ogarnie go niemal szał biegania. Ono po prostu kopie i ryczy, i buczy, i ciągle dalej. Lecz bracie, ono od tego czasu wie, do kogo należy”. To się zgadza. Tak samo dzieje się to przez Ducha świętego. Jeżeli Bóg może cię wprowadzić do uciszenia na dosyć długi czas, by wycisnąć na tobie znak, alleluja - zapieczętować cię do Ciała Chrystusa przez Ducha świętego, to wiesz, gdzie należysz.
66
Żyjemy w czasach wielkiego krzyżowania. Czytałem niedawno artykuł w „Reader's Digest” o tym krzyżowaniu. Byłem w drodze tutaj i widziałem, że tam mówili: „Skrzyżowane zboże”, wielkie dorodne ziarno, piękne kłosy. Ono nie jest dobre. Ono jest niczego warte. Ono jest dla ciebie stratą. Skrzyżowana wołowina, hybrydy - wszystko tylko hybryda, hybryda, hybryda. To nie jest dobre. Weź swoje skrzyżowane ziarno i spróbuj je znowu zasiać, a zobaczysz, co otrzymasz. To nie jest dobre. Dzisiaj mają nawet skrzyżowaną religię. To się zgadza. To jest prawdą. Oni to przyjmują na podstawie denominacyjnego wyznania, zamiast przeżycia Ducha świętego. Skrzyżowanie! Co rodzi ta hybryda? Kształtuje lepiej wyglądający kłos, lecz on nie ma w sobie żadnego życia. Tak właśnie powstaje lepiej wyglądający kościół, lecz nie mający w sobie życia - krzyżówka. To się zgadza.
67
Nauka obala ich własną - względnie udowadnia ich własną teologię, że człowiek wywodzi się z pierwotniaka - czyniąc tak. On nie może się rozwijać w wyższą i wyższą formę, ponieważ z chwilą, kiedy raz skrzyżował swoją linię rodową - on jest z miejsca wykończony. Weźcie muła. Muł jest najbardziej zacofanym stworzeniem, jakie istnieje. Zawsze było mi go bardzo żal. On jest w takim stanie. I patrzcie - on nie wie, kto był jego tatą, czy mamą. Jego mama była kobyłą, a jego tatą był osioł. Wiec on nie wie, kim jest. On nie wie, czy jest koniem czy osłem. On tego nie wie. On jest skrzyżowanym potomstwem. On się już nie może rozmnażać. On jest wykończony. Podobnie jak któraś z tych religii muła, które mamy dzisiaj. Muł jest najpodlejszym stworzeniem. On stoi uparcie, ty powiesz mu to lub owo, a on wyciągnie swoje uszy i: „I-a, i-a, i-a”. Rozumiecie? On nawet nie wie, co... Nie ma w nim żadnej łagodności. On jest po prostu mułem. Człowiek może usiąść i mówić o wielkich Bożych znakach i o Duchu świętym. Te stare muły siedzą tam i mówią: „I-a. Dni cudów przeminęły. Nie ma już czegoś takiego, jak Duch święty”. Wy skrzyżowani intelektualiści! Nie staram się być podłym, lecz mówię wam po prostu, co to znaczy. O, on nie wie, kto był jego tatą czy mamą.
68
Lecz ach, ja lubię prawdziwego konia czystej krwi. O, on jest szlachetny. Można go nauczyć pożytecznych rzeczy. Tak. Ja lubię autentycznego chrześcijanina, który jest narodzony na nowo z Ducha świętego, nie kogoś, kto był metodystą wczoraj, baptystą następnego dnia, a prezbiterianinem następnego dnia, a czymś innym dzisiaj - za każdym razem coś zostaje wypaczone w kościele. Lecz autentyczny, narodzony na nowo z Ducha świętego, on wie, kim byli jego przodkowie, wie, kim byli jego tata i mama, on wie, skąd się wywodzi. On jest zrodzony z Ducha Bożego. Alleluja! Możesz na niego zaświecić Słowem Bożym, a on to szybko zrozumie. Tak jest. On mówi: „Amen”. Otóż, jaką fajną rzeczą on jest - wzorem. Lecz wszystko to krzyżowanie tutaj... Tak. Mojżesz będący chrześcijaninem czystej krwi, wierzącym, idzie teraz do Egiptu - postępuje dziwnie, bardzo dziwnie. Lecz on wie, co się wydarzyło, ponieważ był taki czas, kiedy spotkał się z Bogiem. Tak jest.
69
Był również czas, kiedy... Mam na myśli kogoś innego, kto spotkał się z Bogiem - była to młoda dziewica. Ona miała coś, ona wierzyła: Maria. Nigdy nie urodziło się na tym świecie niemowlę bez ojca i matki. My to wiemy. Stwierdzamy więc, że Maria, młoda dziewica, kiedy była w drodze do studni pewnego dnia, wielka światłość zajaśniała przed nią. Ona spojrzała, a tam w tej światłości stał Gabriel, archanioł. Powiedział: „Bądź pozdrowiona, Mario. Błogosławioną jesteś między niewiastami” i powiedział jej dokładnie, co się miało wydarzyć. Kilka dni przedtem On spotkał się z kapłanem, małżonkiem jej kuzynki, z Zachariaszem. On stał koło ołtarza i powiewał kadzidłem, a Gabriel pojawił się i powiedział mu, że ma iść do domu, by być ze swoją żoną i mieć dziecko, oraz że ma je nazwać imieniem Jan. Ten kapłan odpowiedział: „Jak to może być? Ja już jestem zbyt stary. To się nie może stać. Nie, to nie może się stać”. On powiedział: „Jam jest Gabriel. Jestem posłany z Obecności Boga. Moje Słowo wypełni się w waszym czasie. Ty będziesz niemym aż do dnia, kiedy urodzi się to niemowlę”. Lecz tutaj On przychodzi do tej młodej dziewicy.
70
Otóż, Zachariasz miałby... miał wiele przykładów, bowiem on stwierdził, że dawno temu była Anna. Ona miała niemowlę, kiedy była w podeszłym wieku. Sara miała niemowlę, kiedy była stara. Jest wiele przykładów w Biblii, lecz on był pomimo tego zatwardziały na to. Lecz Maria musiała uwierzyć w coś, co się jeszcze nigdy nie stało; ale ona spotkała się z Bogiem. Ona rzekła: „Jak się to stanie?” On powiedział: „Duch święty zacieni cię, a Ten, który się narodzi tobie, będzie nazwany Synem Bożym”. Ona odpowiedziała: „Oto służebnica Pańska”. Co takiego? Ona spotkała Boga. Ona nie potrafiła zachowywać się cicho. Wyobrażam sobie, że niosła ten dzban z powrotem do domu i świadczyła o tym wszędzie, a jej małe policzki rumieniły się. Mówiła: „Ja będę miała niemowlę. Ja będę miała niemowlę” - tam na tych wzgórzach Judei. Ona usłyszała, że jej kuzynka Elżbieta, będzie również miała niemowlę. A więc, potrafię sobie wyobrazić... Wy wiecie, ona się ukrywała z tym przez pewien czas. Po sześciu miesiącach była ona u Elżbiety. Sześć miesięcy jest różnica między Janem i Jezusem. A więc ona się ukrywała przez około sześć miesięcy, pozostawała w domu; nie tak, jak to czynią niektóre nowoczesne kobiety dzisiaj.
71
Wybaczcie mi. Wy słuchacie waszego lekarza, a ja jestem waszym bratem. Lecz widzicie, te kobiety, przyszłe matki, tutaj na dworze w tych skąpych szortach na sobie i... To jest hańba dla ludzkości. Szczerze mówiąc - ja wierzę, że suka nie postępowałaby tak. A tam - te kobiety tutaj na dworze postępują w ten sposób! Jest to najbardziej żałosna rzecz, jaką widziałem kiedykolwiek w moim życiu, najbardziej komiczna rzecz. A zatem, jakiś chłopak widzi wasze dziewczyny, prezentujące się tak publicznie, i potem je zelży. A wy chcecie go potem posłać do domu naprawczego. Wy jesteście powodem tego, posyłając ją z domu tak ubraną. Także wy, mężczyźni, pozwalacie waszym żonom wychodzić tak z domu. Wstyd wam za to. Czy nie masz więcej poszanowania dla swojej żony? Nie - teraz nie chcę przechodzić do tego. Zauważcie, to jest bardzo złą rzeczą dla mnie. Otóż... Straciłem zbyt wielu przyjaciół. Lecz ja wiem, że pozostaję w przyjaźni z Chrystusem, ponieważ to jest napisane właśnie tutaj. To się dokładnie zgadza.
72
A tutaj - Elżbieta się ukrywała. A potem, kiedy młoda Maria... Widzę ją, przychodzącą po ścieżce, tak szybko, jak tylko mogła, wiecie. A Elżbieta ukrywała się w domu, robiła małe buciki i płakała, bo mały Jan, wiecie, upłynęło już sześć miesięcy, a on był jak martwy. On się jeszcze nie poruszył w jej łonie. Oto przychodzi młoda Maria i ona wbiegła do środka. A Elżbieta odsuwa zasłonę w małym okienku z nie wypalonych cegieł na górze i widzi przychodzącą Marię. Tak, one były kuzynkami. Ona wybiegła, by się z nią spotkać, zarzuciła swoje ramiona wokół niej i powiedziała: „O, kochanie, cieszę się tak bardzo, że cię widzę”. „O, widzę oczywiście, że będziesz matką”. „Tak. Ja będę matką” - powiedziała - „lecz obawiam się trochę”. Dalej rzekła: „Jestem już sześć miesięcy brzemienną, a dotychczas nie odczułam, że ono żyje, i jestem trochę zmartwiona”. Maria z młodymi roziskrzonymi oczami - młoda szesnastoletnia czy osiemnastoletnia dziewczyna rzekła: „Ja również będę miała dziecię”. „O, czy ty i Józef jesteście już poślubieni? Cieszę się, że to słyszę”. „Nie, nie jesteśmy jeszcze. Jesteśmy tylko zaręczeni. Jeszcze nie zawarliśmy małżeństwa”. „A ty będziesz miała dziecko? Co się dzieje? Jak to?” Ona rzekła: „Tak, spotkałam się z aniołem Gabrielem. Spotkałam się z Bogiem, a On mi powiedział, że to święte Dziecię będzie nazwane Synem Bożym. Powiedział też, że Mu mam nadać Imię Jezus”. A skoro tylko... Z chwilą, kiedy to słowo „Jezus Chrystus” zostało wypowiedziane przez usta śmiertelnika, to niemowlę w łonie Elżbiety ożyło i zaczęło skakać, i wierzgać nogami z radości. To się zgadza. A jej wiara... Powiedziała... Ona została napełniona Duchem Świętym i powiedziała: „Skądże mi to, że matka mojego Pana przyszła do mnie? Bo skoro tylko doszedł głos pozdrowienia twego do uszów moich, podskoczyło od radości niemowlę w żywocie moim”. A jeżeli „Jezus Chrystus” po raz pierwszy wypowiedziane przez usta śmiertelnika sprawiło, że martwe niemowlę ożyło, co powinno to uczynić z kościołem, który twierdzi, że jest narodzony na nowo z Ducha świętego? Amen ...?... Dlaczego? Oni spotkali się z Bogiem. Coś się wydarzyło.
73
O, z pewnością był to Szymon Piotr - ten mężczyzna był nauczany przez jego ojca, że kiedy przyjdzie Mesjasz, to On będzie prorokiem. A Szymon był rybakiem. Lecz pewnego dnia, kiedy on chodził w Obecności Jezusa Chrystusa, a On powiedział: „Ty nazywasz się Szymon i jesteś synem Jonasza. A Ja będę cię odtąd nazywał Piotrem”, to on wiedział, że to był Mesjasz. Od tego dnia był on przemienionym człowiekiem. On miał od tego czasu łowić ludzi zamiast ryby; uczynił go rybakiem ludzi. Bowiem on spotkał się z Bogiem i rozpoznał, że To jest prawdą. On spotkał się z Nim.
74
Był to Paweł - Saul z Tarsu, który jechał wówczas swoją drogą: kościelny, wyuczony przez Gamaliela, wielkiego nauczyciela, i znał wszystkie szczegóły religii faryzeuszy, i tak dalej. On jechał swoją drogą aresztując wszystkich tych ekstrawaganckich religijnych fanatyków, którzy się zachowywali w ten sposób. Miał w swej kieszeni listy polecające, by zaaresztować wszystkich takich, którzy byli w Damaszku. A nagle wielki Słup Ognia poruszał się koło niego i on upadł na swoją twarz. O, on powstał jako inny człowiek. Dlaczego? On spotkał Boga. Coś go przemieniło w tej chwili, kiedy Go usłyszał mówiącego: „Saulu, Saulu, dlaczego Mnie prześladujesz?” Odrzekł: „Kim Ty jesteś, Panie?” A On powiedział: „Jam jest Jezus, trudno tobie wierzgać przeciw ościeniowi”.
75
Pewnego dnia ślepy człowiek siedział tam koło drogi i żebrał. Lecz on spotkał się z Bogiem. On tam siedział i rozmyślał o... ślepy Bartymeusz siedział tam i rozmyślał o tym, że kilka set lat temu Jozue, ten wielki wojownik wraz z Izraelem przeprawił się przez tą rzekę tam na dole po suchym gruncie w miesiącu kwietniu, kiedy Bóg Swoją potężną ręką zatrzymał jej wody powyżej. „O, gdybym tylko mógł żyć w tamtym czasie. Ja bym się tam udał i powiedziałbym: „Jozue, módl się za mną”. Lecz niestety, kapłan mówi mi, że dni cudów przeminęły„. „O, pomyśl tylko. Właśnie tą drogą, wybrukowaną kocimi łbami, na której jestem, tędy przechodzili Eliasz i Elizeusz, ramię w ramię i szli do Jordanu, by rozdzielić wody Jordanu. Gdybym tylko żył tutaj - w owym czasie, to podszedłbym i powiedziałbym: „Prorocy Pana Boga, módlcie się za mną”. Lecz niestety, dni cudów przeminęły, jak mówi kapłan„.
76
I pomyślcie, kiedy Jozue gotował się do rozbicia obozu, by otoczyć te mury wokół Jeruzalem, na jednym z tych kamieni, na którym teraz siedzę... Pewnego dnia, kiedy on wyszedł i rozglądał się, obserwując te mury, patrzcie, tam pojawił się... On zobaczył Mężczyznę, stojącego z dobytym Swoim mieczem. Jozue, wojownik, wielki generał, dobył swego miecza, podbiegł do Niego i powiedział: „Czy Ty jesteś z nami albo jesteś z nieprzyjaciółmi?” On powiedział: „Jam jest Hetmanem Pana zastępów”. Jozue rzucił swój miecz na ziemię, zdjął swoją przyłbicę i oddał Mu pokłon do nóg. „O, gdybym tylko mógł zobaczyć tego wielkiego hetmana, rzekłbym: „Wielki Hetmanie zastępów Pańskich, ja jestem ślepym człowiekiem. Zmiłuj się nade mną”. O, jak On by to uczynił, gdyby to było... Lecz niestety, dni cudów przeminęły„.
77
On wcale nie wiedział, że sto jardów od niego stał ten sam Hetman zastępów Pańskich, bowiem On jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. On usłyszał hałas. Dziwna rzecz, że gdziekolwiek On był, tam rozlegał się hałas. Ludzie mówili: „Wy robicie wiele hałasu”. Tutaj jest najcichsze miejsce, na jakim kiedykolwiek żyliście. Kiedy pójdziecie do Niebios, tam nawet aniołowie śpiewają we dnie i w nocy: „święty, święty, święty Panu”. Jeżeli pójdziecie do piekła, to tam jest płakanie, lamentowanie i zgrzytanie zębami. Tutaj jest najcichsze miejsce, na jakim kiedykolwiek żyliście. A wówczas, kiedy Jezus przechodził, ktoś popchnął go na ziemię i tak dalej, i przebiegł po nim. On przeszedł obok. I słyszę, jak stowarzyszenie kaznodziejów - wszyscy stali tam i mówili: „Hej, mówiono mi, że ty jesteś prorokiem. Ludzie mówią, że wskrzesiłeś martwego człowieka. Tutaj na górze mamy ich cały cmentarz. Chodź, wskrześ nam jednego, a my ci uwierzymy”. Widzicie, Bóg nie robi nikomu klauna. Nie, nie. On by potrafił... Jego droga głowa była skierowana ku Jeruzalem i Golgocie; niósł grzechy świata. On szedł dalej - rzucano w Niego zgniłymi owocami i wszystkim możliwym.
78
I ktoś popchnął go w tej chwili. Wyobrażam sobie, że to była młoda pani, która podeszła i powiedziała: „Proszę pana, o co chodzi - biedny żebraku w łachmanach?” On powiedział: „Pani, ja jestem ślepy. A ktoś przechodził właśnie tutaj i ludzie krzyczeli raz to, a raz coś innego. Kto to był?” „Proszę pana, ja jestem jednym z Jego uczniów. Czy nie słyszał pan o tym młodym proroku z Galilei?” „Nie. Jaki młody prorok?” „Otóż, wiesz, że nasz zakon obiecuje, że kiedy... Pewnego dnia przyjdzie Mesjasz. Syn Dawida przychodzi. A kiedy On przyjdzie, wiesz, ten wielki prorok...” „O, czy to jest On? To jest On? Zatem, On wystąpił?”
79
On Go nie mógł usłyszeć z powodu hałasu tych tysięcy ludzi. Jeżeli udacie się tam do Jerycha i zobaczycie, gdzie on siedział, a gdzie był Jezus, kiedy się zatrzymał, było niemożliwe, żeby On go usłyszał. Lecz jego wiara zatrzymała Go. „O, Jezu, Synu Dawidowy, zmiłuj się nade mną”. Jedni coś krzyczeli, a drudzy mówili znów coś innego: „Bądź pozdrowiony, proroku. Bądź pozdrowiony, Synu Boży”. Inni natomiast mówili: „Precz z tym szalbierzem, Belzebubem, wróżbiarzem”, i tak dalej - cały ten pomieszany tłum. Lecz jego wiara... A Biblia mówi: „Jezus zatrzymał się”. O, mam nadzieję, że zanim odjadę, będę głosił tutaj na temat: „Jezus zatrzymał się”. O, moi drodzy. Pewnego dnia zatrzyma się czas. I On się zatrzymał. Jego wiara dotknęła się Go - wiara zwykłego starego ślepego żebraka. On odwrócił się i zapytał się go, czego on chce. A on powiedział: „Abym mógł otrzymać mój wzrok”. On powiedział: „Twoja wiara uzdrowiła cię”. Alleluja. Od tego czasu on widział. Dlaczego? On spotkał Boga.
80
Pewnego dnia był w Gadarze obłąkany człowiek tłukący się kamieniem. I związano go łańcuchami, ale on był dziesięciokrotnie mocniejszy od normalnego człowieka i rozerwał te łańcuchy. Ja zawsze myślałem, jeżeli on był tak bardzo pod wpływem diabła... Kiedy diabeł opanuje obłąkanego człowieka, trzeba dużo mężczyzn, by go utrzymać. On rozerwał te łańcuchy, będąc całkowicie oddany diabłu. Jeżeli on potrafił rozerwać te łańcuchy, o ileż więcej my potrafilibyśmy je rozerwać, będąc całkowicie oddani Bogu? O ileż potężniejsza jest Moc Boża od mocy diabła? On tam był - ten biedny obłąkany. I on ciągle przebywał na odludziu między grobami, tłukąc się kamieniami i atakując każdego. Lecz pewnego dnia spotkał się z Bogiem. Wszystko się dla niego zmieniło. Potem był już odziany będąc przy zdrowych zmysłach. Dlaczego? On spotkał Boga. Trędowaty stał przy bramie żebrząc. Pewnego dnia Jezus z Nazaretu przechodził wokoło i on zawołał: „Jeśli Ty chcesz, możesz mnie oczyścić”. A On powiedział: „Ja chcę. Bądź oczyszczony”. I od tego czasu był on czysty.
81
Była tam zwykła niemoralna kobieta, jak mówiliśmy o tym ubiegłego wieczora; wyśliznęła się ku bramie, przeszła przez bramę i poszła do studni, by naczerpać trochę wody pewnego dnia. Głęboko w jej duszy było jedno miejsce Pisma świętego, mówiące o tym, kim będzie ten Mesjasz, kiedy On przyjdzie. A ona była nierządnicą; ona była straszną kobietą. Ona miała już pięciu mężów, a teraz żyła z jednym, z którym nie była zamężna. Widzicie zatem, że ona była kobietą złej sławy. Kiedy zobaczyła Jezusa i usłyszała, jak On mówi: „Idź, zawołaj twego męża”, odrzekła: „Ja nie mam męża”. On powiedział: „Dobrze powiedziałaś, bo miałaś ich już pięciu. A ten, z którym żyjesz obecnie, nie jest twoim mężem”. Ona powiedziała: „Panie, widzę, że Ty jesteś prorokiem. A my wiemy, że kiedy Mesjasz przyjdzie, On nam będzie mówił te sprawy”. Co On powiedział? On powiedział: „Ja, który mówię z tobą, jestem Nim”. Ona była przemienioną niewiastą. Patrzcie. Kiedy ona weszła do miasta... Było to absolutnie nieetyczne, by kobieta tego pokroju... żeby mężczyzna słuchał jej. Lecz ona spotkała Boga. Ktoś musiał ją wysłuchać. To się zgadza. Ona skontaktowała się z Bogiem. Ktoś musiał ją wysłuchać. Kiedy człowiek spotka się naprawdę z Bogiem... Wyobrażam sobie, że moglibyśmy zobaczyć niektórych z tych ludzi tutaj, którzy byli na tych polowych łóżkach ubiegłego wieczora oraz na wózkach inwalidzkich, siedząc tutaj wokoło. Zapytajcie się ich dzisiaj. Oni się skontaktowali z Bogiem. Od tego czasu zostali przemienieni. Coś się stało. Od tego czasu, kiedy Bóg mówi, coś się dzieje. Wszystko, co skontaktuje się z Bogiem, jest od tego czasu przemienione.
82
Nuże, chwileczkę tylko. Pewnego razu zetknęła się z Nim śmierć. Tak jest. My teraz kończymy. śmierć zetknęła się z Nim. Wy wiecie, diabeł nie wierzył, że to był Bóg. On zawsze myślał, że On był tylko zwykłym prorokiem. Lecz nie zdawał sobie sprawy z tego, Kim On był. On nie wiedział, że On był Emanuelem, że To było Ciało Boga, że On stał się ciałem i przebywał wśród nas. Kiedy on miał Go tam na górze owego dnia, on powiedział: „Jeżeli Ty jesteś Synem Bożym, to zamień te kamienie w chleb”. Rozumiecie, ten sam stary diabeł żyje jeszcze dzisiaj. Owego dnia mieli Go tam na podwórzu. Wiedzieli, że On potrafił dostrzec myśli ludzi, więc zawiązali Mu szmatą Jego twarz i wzięli kij, i uderzali Go po głowie, mówiąc: „Nuże, jeśli jesteś prorokiem, powiedz nam, kto cię uderzył”. On nie otworzył Swoich ust. On nie robił diabłu klauna. Tam na krzyżu... Powiedzieli: „Jeśli jesteś Synem Bożym, zstąp z krzyża, a my Ci uwierzymy”. Ten sam stary diabeł żyje w ludziach dzisiaj; ta sama rzecz. „Jeśli to uczynisz, pozwól mi zobaczyć, że to uczynisz. Pozwól mi zobaczyć, że uczynisz tamto”. On powiedział: „Ja czynię tylko to, co Mi pokaże Ojciec”.
83
Więc pewnego dnia, kiedy mieli Go... Przedstawmy to w postaci krótkiego dramatu, kiedy kończymy. Był to okropny dzień. Słońce wyglądało dziwnie. Nigdy nie było takiego dnia i nigdy nie będzie. O, to było straszne. Wina z Edenu musiała zostać zapłacona: okropny dzień. I zaczynamy to obserwować od wczesnego rana. Stoimy gdzieś na piętrze. Słyszę jakiś hałas. Podnieśmy żaluzje i spójrzmy. Ktoś idzie po ulicy i słyszę coś jakby: „bum, bum, bum”. Co to jest? To stary, szorstki krzyż. Widzę młodą kobietę, która wybiegła przed nich, wołając: „Co On zrobił? Co On czynił prócz głoszenia Ewangelii? Co On czynił prócz uzdrawiania chorych?” Widzę, jak szorstka ręka uderzyła ją po ustach i ktoś rzekł: „Zmykaj. Czy wy ludzie wierzycie tej kobiecie, nierządnicy, zamiast wierzyć waszemu kapłanowi?” Ona nawet nie mogła wypowiedzieć swej opinii. Jego czas musiał przyjść, by uczynić coś innego - dźwigać krzyż na Golgotę. Na Swoich ramionach miał On płaszcz.
84
Kiedy On zaczął iść na to wzgórze, zauważyłem drobne czerwone plamy po całym Jego płaszczu. Zastanawiacie się, co to było? Jego wątłe, słabe ciało, cierniowa korona na Jego głowie, po całej Jego twarzy zwisały plwociny naśmiewców - co On uczynił, by zasłużyć na to? To była kara, którą On płacił za mnie i za ciebie. Spójrzmy na te małe plamy. Obserwujmy je przez chwilę. Kiedy On wlókł krzyż do góry, Jego ciało było słabe i wątłe, a oni Go biczowali i zmuszali, by szedł dalej, a On dźwigał ten wielki, stary krzyż na wzgórze. Po chwili zauważyłem, że te małe, drobne plamy zaczęły się powiększać coraz bardziej. Po pewnym czasie one wszystkie zlały się w jedną wielką plamę. Słyszę, jak krew chlapie Mu na stopę. On ustaje. Staje się coraz słabszy. Widzę wszystko. Jego uczniowie odeszli; kto został przy Nim? Nikt - opuszczony przez Boga i ludzi. Oto On idzie na to wzgórze.
85
Wtem widzę, że nadchodzi śmierć i mówi: „Aha. Ja Go dostałam”. „Udowodniłem, że On nie jest Bogiem. Kusiłem Go. Zabrałem go tam... Gdyby On był Bogiem, to zamieniłby te kamienie w chleb. Jak On mógłby stać tam na podwórzu i pozwolić tym żołnierzom pluć Sobie w twarz, i zawiązać szmatę wokół Swojej twarzy, i mówić, aby im powiedział, kto Go uderzył. Ależ, gdyby On był Bogiem, On by to wiedział. Ja wiem, że On nie jest Bogiem”. On temu nie wierzył. A On idzie na wzgórze i ja widzę tą osę - śmierć, wylatującą - zaczyna brzęczeć koło Niego z żądłem, by Go ukłuć - brzęczy koło Niego. Ni stąd ni zowąd zaczyna się zastanawiać. Co to było? śmierć latała wokoło brzęcząc jak jakiś owad, jak pszczoła. Lecz czy wiecie co? Jeśli pszczoła wbije swoje żądło głęboko, to ono zostanie z niej wyrwane. Ona już więcej nie może ukłuć. śmierć wbijała je do wielu proroków; ona je wbijała do wielu sprawiedliwych mężów. Lecz tym razem, kiedy je wbiła do Boga, On wyrwał jej to żądło. śmierć straciła swoje żądło. Nic dziwnego, że ktoś przyszedł później i rzekł: „O, śmierci, gdzież jest twoje żądło? Grobie, gdzież jest twoje zwycięstwo? Dzięki bądź Bogu...” Kiedy ona wetknęła to żądło śmierci do ciała Emanuela, jej żądło zostało wyrwane. Dzisiaj też możemy chodzić w obliczu śmierci. I ten owad może brzęczeć i robić hałas, lecz on nas już nie przestraszy. Wcale nie. On już nie ma żądła. To żądło zostało wyrwane. Dlaczego? śmierć natrafiła na Boga. A kiedy natrafiła na Boga, zostało jej wyrwane żądło śmierci. Ja się cieszę, że spotkałem się z Nim. Czy wy nie cieszycie się? Módlmy się.
86
Niebiański Ojcze, kiedy myślę o tej Krwi, która broczyła z żył Emanuela - stary szorstki krzyż zostawiał ślady tego, który go niósł, kiedy szedł na Golgotę... Szatan, widząc te okropne drwiny, smarki i plwociny zwisające Mu z twarzy, powiedział: „To nie może być Bóg. To nie może być Emanuel. Więc ja wbiję moje żądło do Niego. Zaraz Go będę miał”. Lecz ach, jak on wówczas przegrał. Kiedy żądło śmierci zetknęło się z Bogiem, on stracił swoje żądło. Cieszę się tak bardzo dzisiaj, Panie, wiedząc, że również ja miałem iść tą samą drogą. Lecz śmierć straciła swoje żądło. Jestem wolny dzisiaj wieczorem. Alleluja. Cieszę się tak bardzo, że jestem wolny. Żądło śmierci przepadło. śmierć może przyjść i brzęczeć, ona może przyjść i grozić mi; ona może przyjść, by mnie odwlec stąd. Lecz jak napisał jeden pisarz: „Bóg zaprzągł ją do bryczki. Ona może mnie zawieźć tylko do Jego Obecności, gdzie ja pragnę być” - gdzie pragnie być każdy wierzący. Więc śmierć nie ma żadnego żądła. Otrzymaliśmy zwycięstwo. Dzięki bądź Bogu, Który nam daje zwycięstwo przez Jezusa Chrystusa.
87
Kiedy mamy nasze głowy pochylone i każdy jest pogrążony w modlitwie, ilu z was tutaj wie - gdybyście umierali dzisiaj wieczorem - że nigdy nie skontaktowaliście się z Bogiem tak zdecydowanie, by przyjąć każde Słowo jako Jego Słowo, oraz że jesteście posłuszni każdemu Słowu i wiecie, że jeśli postępujecie źle, to śmierć ma na was nagotowane żądło; bo zastanawialibyście się, czy jesteście naprawdę zbawieni, czy nie? Nie będę was wołał do ołtarza. Zapytam was po prostu tam, gdzie się znajdujecie. Jeśli chcecie i wierzycie dzisiaj wieczorem, że Bóg wyjął z was to żądło śmierci dzisiaj wieczorem przez Jezusa Chrystusa, i chcecie to zaakceptować w ten sposób, to podnieście swoją rękę i powiedzcie: „Ja pragnę się spotkać z Bogiem”. Niech ci Bóg błogosławi tam w tyle, synu. Niech ci Bóg błogosławi. Niech ci Bóg błogosławi tam na balkonie. Niech ci Bóg błogosławi tutaj na dole. Na górze na balkonach - niech ci Bóg błogosławi młody człowieku. Niech ci Bóg błogosławi, tam daleko w tyle. On widzi wasze ręce. Wszyscy się modlą. To jest wezwanie do ołtarza. Niech ci Bóg błogosławi, panie, siedzący tutaj. Być może uczyniłeś wiele dobrych rzeczy w życiu, lecz to jest największa rzecz, którą kiedykolwiek uczyniłeś. Pamiętaj, kiedy podniosłeś swoją rękę, naruszyłeś każde naukowe prawo. Nauka mówi, że grawitacja trzyma twoją rękę na dole. Lecz ty podniosłeś swoją rękę pokazując, że w tobie jest moc do podjęcia decyzji. I ty to uczyniłeś, podniosłeś swoją rękę. Myśl to z całego twego serca, a coś się stanie.
88
Czy ktoś jeszcze podniesie swoją rękę do góry i powie: „Pamiętaj o mnie”? Niech ci Bóg błogosławi, siostro. Niech ci Bóg błogosławi, siostro. Niech ci Bóg błogosławi, bracie. Niech ci Bóg błogosławi. To jest dobre. Znowu tam na balkonie - weźmy tych tam na górze. Ilu jest was tam na górze? O duszo, członku kościoła, który nie znasz Boga. Niech ci Bóg błogosławi młody człowieku tutaj na przedzie. Czy ktoś jeszcze? Podnieś swoją rękę i powiedz: „O, ja wiem tylko tyle, że należę do kościoła. Wiem tylko, że krzyczałem. Wiem tylko tyle, że mówiłem językami”. O, bracie, ja słyszałem, jak diabły tańczyły w duchu i mówiły językami, i krzyczały, a nie było to właściwe. „Po owocach ich poznacie je”. Oczywiście. Deszcz pada zarówno na pszenicę jak i na chwasty. Oczywiście. One cieszą się razem z tego deszczu (to się zgadza); on czyni je wszystkie szczęśliwymi. I on spada wprost na chrześcijan, ale również na bandę obłudników. Lecz jeśli twoje życie nie dorównuje Bożej Biblii, to raczej podnieś swoją rękę i powiedz: „Boże, bądź mi miłościwy i uczyń mnie tym, czym powinienem być. Jego łaska może mnie uczynić tym, czym powinienem być”. Niech ci Bóg błogosławi, młody człowieku, niech ci Bóg błogosławi, pani. To jest dobre. Niech ci Bóg błogosławi.
89
Nie chcę ranić waszych uczuć, lecz jak wy, kobiety, możecie siedzieć tutaj i wiedzieć, że ta Biblia mówi wam, iż to jest złe, bo kiedy strzyżecie swoje włosy, to hańbicie swego męża, kiedy to czynicie? Ty udowadniasz, że jesteś kobietą z ulicy, kiedy czynisz coś takiego. A z powodu anioła powinnaś mieć długie włosy. Którego anioła? Anioła przymierza, anioła - posłańca na ten czas, siódmego anioła, który trąbi dzisiaj. Czy zatem wiesz, że postępujesz źle? Twój Adam może pozwolił ci czynić tak dalej i postępować grzesznie, Ewo, i mówi ci, że to nie ma żadnego znaczenia. Ale to z pewnością ma znaczenie. Ty... Każde przykazanie Boże jest poprawne. Ewa tylko odwróciła się na bok - tylko na chwilę. Jeżeli jesteś grzeszną, to przyznaj, że jesteś grzeszną. Twoje własne życie udowadnia, że jesteś grzeszną.
90
Ktoś przyszedł do mnie niedawno i powiedział: „Bracie Branham, dlaczego tyle mówisz kobietom o ich odzieniu?” Jakiś wielki człowiek. Powiedział: „Ja włożę moje ręce na ciebie i będę się modlił za ciebie”. Ja powiedziałem: „Jeżeli ty pozwolisz mi włożyć moje ręce na ciebie i modlić się za ciebie”. Dalej rzekłem: „Słuchaj”. On powiedział: „Dlaczego nie zostawisz tych kobiet w spokoju? Ludzie uważają cię za proroka”. Ja odparłem: „Ja nie jestem prorokiem”. On powiedział: „Ludzie uważają cię za niego. Dlaczego nie nauczasz ich, jak mają przyjąć te wspaniałe duchowe dary i tym podobnie?” Ja powiedziałem: „Jeżeli nie mają zwykłej przyzwoitości, by się nauczyć swego ABC, to jak oni będą wiedzieć, jak się uczyć algebry - jeśli nie nauczyli się nawet swego abecadła?” ABC (Always Believe Christ) znaczy tyle, co: „Zawsze Wierz Chrystusowi”. Przyjmij najpierw Jego Słowo. Niech Ono ma pierwszeństwo w twoim życiu. Jeżeli tego nie możesz osiągnąć w swoim życiu, to jak nauczysz się czegoś innego? Jak może się zielonoświątkowy kościół kiedykolwiek podnieść ponad sprawy, o których wie, że leżą człowiekowi w drodze - jak długo żyje? Nuże, zanotujcie to sobie i przekonajcie się, czy tak nie jest. Przypomnijcie sobie - czy to nie prześladuje was przez całe wasze życie? A jeżeli jeden grzech zatrzymał Ewę, względnie spowodował to wszystko! Każda choroba, śmierć, smutek przyszedł z powodu jednej kobiety, która się po prostu zastanawiała nad tym, czy to jest prawdą.
91
Jest to twój przywilej Amerykanina - mówisz. O, tak. Jeśli jesteś barankiem, to baranek wyrzeka się swoich praw. On nie ma niczego, prócz wełny i on się tego wyrzeka. Jeżeli jesteś barankiem, wyrzekniesz się swoich praw Amerykanina, by służyć Bogu. Mówisz: „Ja mogę ubierać się tak, jak chcę. To nie twoja sprawa”. Tu nie chodzi o mnie, bracie, siostro. Tu chodzi o Biblię. Bóg stworzył mężczyznę tak, aby się ubierał jak mężczyzna, a kobietę stworzył, by się ubierała jak kobieta, stworzył ich, aby postępowali inaczej i zawarł z nimi dwa przymierza, i tak dalej. Zawsze tak było. Przyszło światło. Twój Adam może pozwala, aby ci to uszło na sucho. Lecz bracie, Bóg nie pozwoli, bo to jest Jego Słowo. Otóż, wy mężczyźni siedzicie wokoło i czynicie takie rzeczy. Czy się nie wstydzicie, bracia, diakoni? Mężczyźni, którzy mówią, że są mężami Bożymi, a postępują tak, kiedy... To jest - to właśnie jest pierwszą lekcją na ten temat - w pierwszej klasie. Jak możecie iść do głębokich spraw rozeznawania Ducha i tym podobnych rzeczy, jeżeli nie przyjmujecie nawet pierwszych, podstawowych rzeczy? Spotkajcie się z Bogiem, a stwierdzicie, jaka jest w tym różnica. Znajdziecie różnicę. To sprawi, że zaczniecie postępować właściwie. To uczyni coś dla was. To was przemieni. Otóż, Biblia to mówi. Wy, kobiety, nie robiłybyście sobie manikiuru względnie makijażu, czy jakkolwiek to nazywacie, za nic w świecie. Biblia nie mówi o tym niczego. Lecz spójrzcie na to, co czynicie obecnie - coś, o czym Biblia mówi, abyście tego nie czyniły. Rozumiecie? Wy... Prawdopodobnie wy, mężczyźni, nie upijalibyście się za nic w świecie i nie żylibyście z dwiema lub trzema różnymi żonami, a byli diakonami w kościele. Pozyskujecie do wiary - „przemierzacie morza”, powiedział Jezus, „by pozyskać jednego prozelitę...”
92
Wy mówicie: „To jest okropny sposób wzywania do ołtarza”. Bracie, jeżeli ludzie nie przyjdą na podstawie Słowa Bożego, to do czego są przydatne te patetyczne historie? Wy musicie przyjść uznając, że jesteście grzeszni. Czy jesteście teraz ochotni pod działaniem mocy Bożej, pod wpływem waszego własnego potępienia powiedzieć: „Ja jestem grzeszny; ja podnoszę moją rękę. Spójrz na moje własne życie i zobaczysz, że ja jestem grzeszny. Ja jestem członkiem kościoła. Chodzę do kościoła. Staram się być wiernym, widzę jednak, że zrobiłem... Chybiłem celu. Jestem gotowy wyrzec się wszystkiego i powiedzieć, że przychodzę z powrotem według biblijnych zasad w tej sprawie. Ja podnoszę moją rękę”. Podnieś swoją rękę. Niech ci Bóg błogosławi. To wymaga przyzwoitości. Niech ci Bóg błogosławi, pani. Niech ci Bóg błogosławi. Niech ci Bóg błogosławi, panie. Tu trzeba prawdziwych mężczyzn. Czy ktoś jeszcze? Niech ci Bóg błogosławi, mój bracie. To jest właściwe. Niech ci Bóg błogosławi. Co najmniej trzystu ludzi będących tutaj, powinno to uczynić. Wielka ilość z nich musi to uczynić. Lecz niech ci Bóg błogosławi, panie. To jest szczerość.
93
Mówisz: „Ja właśnie podejmuję moją decyzję. Mówię w tej chwili: ROd tej chwili, Boże, będę zapieczętowany wewnątrz i na zewnątrz. Ja chcę być prawdziwym chrześcijaninem. Będę wierzył całemu temu Słowu albo nie będę wierzył niczemu; powrócę do świata”.„ Raczej przestań! Tak jest. Nie można odróżnić chrześcijan od wszystkich pozostałych. Oni są niemal wszyscy podobni. Jakim powinien być kościół, który się dostaje do takiego złego stanu. Powiedzcie. Bóg musi przygotować Oblubienicę, tak jest, On ją przygotowuje. „Nastała ta godzina, a Oblubienica nagotowała się”. Czy jesteście gotowi? Czy jesteście gotowi? Pytam się jeszcze raz w Imieniu Jezusa: Czy jesteście gotowi? Dziękuję panu. Niech panu Bóg błogosławi.
94
Nasz Niebiański Ojcze, oni podnieśli swoje ręce, około dwóch tuzinów lub więcej, daruj im pokój. Niech poznają, że Ty jesteś gotowy wyciągnąć wszelkie żądło winy z nich i wypuścić ich na wolność przez Ducha świętego dzisiaj wieczorem. Boże, błogosław te kościoły. Tutaj jest zacna grupa ludzi, Boże. Oni siedzą tutaj już tak długo, słuchając i czekając. Dlaczego więc szatan podchodzi zaraz i zaciemnia ich umysł, właśnie kiedy przychodzi czas, aby to przyjęli? I Ty Sam udowodniłeś to tutaj tak zdecydowanie. Jak to możliwe? Lecz Boże, niechaj krew żadnego człowieka nie pozostanie na moich rękach. Modlę się, Ojcze, żebyś darował tym ludziom miłosierdzia Bożego. Ja oddaję ich Tobie jako szczere nasienie, na które zaświeciła światłość Boża. Życie upływa szybko i oni podnieśli swoje ręce i mówią: „Ja jestem grzeszny, uznaję to. Jestem gotowy postępować właściwie. Postępowałem źle i jestem gotowy naprawić moje drogi w tej chwili i przyjść do Boga”. Daruj tego, Ojcze, aby oni urośli na wspaniałe postawy chrześcijan.
95
Dzisiaj wieczorem słyszymy o tylu decyzjach. Do czego byłyby przydatne kamienie bez kamieniarza? Ludzie chcą mieć więcej członków w swoim kościele. Czy podejmiesz decyzję - przytoczysz kamień? To jest wyznanie. Oczywiście. Lecz do czego byłby przydatny ten kamień, jeżeli tam nie ma kamieniarza z obusiecznym Mieczem Bożym, by go wyciąć na syna lub córkę Bożą, aby pasował do budynku? Trzeba nam kamieniarzy, którzy okrzesują Słowem Bożym, by wyciąć wyznania w prawdziwych autentycznych filarach kościoła Bożego. Daruj to, Panie. Niech ostry nóż Boży obrzeże z każdego z nas cały świat i uczyni nas nowymi stworzeniami w Jezusie Chrystusie. Ta godzina nadchodzi. Ludzie w ogóle nie wiedzą, że te czasy są tutaj - dzieją się wielkie rzeczy. A teraz, ludzie mają... Tak jak ludzie w dawnych czasach, Panie, oni przechodzili koło tego, a nie wiedzieli o tym. Daruj, żeby każdy z nich został zbawiony. Niechby znaleźli dla siebie któryś z tych zacnych zborów tutaj, tych kaznodziejów. Może, jeśli należą do jednego z nich, to niech idą do swego pastora i powiedzą: „Pastorze, ja postępowałem grzesznie. Pragnę naprawić moje życie. Przychodzę teraz, by być prawdziwym członkiem twojego zboru. Przychodzę teraz, by być światłością. Nie będę wypuszczał tak dużo pary przez gwizdek, ale wprowadzę ją w akcję. Pójdę od domu do domu, od miejscowości do miejscowości. Przyprowadzę innych do tej wielkiej społeczności z Chrystusem. Pójdę na rogi ulic. Będę rozdawał traktaty. Będę czynił wszystko, co potrafię”. „Ja porozmawiam z moim sąsiadem, z tym, kto mi sprzedaje mleko, z chłopcem roznoszącym gazety. Z każdym, z kim będę mógł, będę rozmawiał z nimi w czułej słodyczy Ducha świętego. Będę takim słonym, że oni zapragną być takim jak ja”. Boże, daruj tego. O, nie jak reszta tego świata, lecz będę innym, przemienionym, takim jak córki Boże, synowie Boży. Spełnij to. Przekazuję ich Tobie w Imieniu Jezusa Chrystusa. Amen. Niech teraz Bóg Niebios wejrzy na was.
96
Kiedyś... Chcę wam opowiedzieć krótkie opowiadanie, zanim odjadę, ponieważ muszę ciąć tak twardo. Na południu sprzedawano kiedyś niewolników. I oni przychodzili i kupowali ich po prostu tak, jak wy kupujecie używany samochód w komisie. On otrzymał przy kupnie rachunek, tak jak przy innym kupnie. Ludzkie istoty... To nie było właściwe. Bóg nigdy nie zamierzał, żeby ludzie byli niewolnikami. I przejeżdżali tam handlarze niewolników, kupowali dużych zdrowych niewolników i kojarzyli je z dużymi kobietami, i robili tym podobne rzeczy, i rodzili się im lepsi niewolnicy.
97
Była tam w owym czasie wielka plantacja. Mówiono mi, że mieli wielu niewolników. I przyszedł tam pewien handlarz i powiedział: „Chciałbym sobie przeglądnąć twoich niewolników”. Właściciel odrzekł: „Mam ich tu około stu. Przeglądnij ich sobie”. I on oglądał ich wszystkich. Oni byli smutni. Przywieziono ich z Afryki. Oni tam już nie powrócą. Właściciele bili ich biczami i zmuszali ich do pracy, ponieważ oni nie chcieli pracować. Oni byli smutni. Byli daleko od taty, mamy, małżonka, dzieci i wszystkich. Już ich nigdy nie zobaczą. Byli w obcym kraju. Już nigdy więcej nie zobaczą swoich umiłowanych. Lecz przypadkowo zauważył tam jednego młodzieńca. Moi drodzy, jego pierś była wyprężona. Nie musieli go ciągle w kółko poganiać biczem. On się zawsze wywiązywał ze swego zadania. Ten handlarz powiedział: „Chciałbym kupić tego niewolnika”. Właściciel odrzekł: „On nie jest na sprzedaż”. Handlarz rzekł: „Co czyni go tak bardzo odrębnym?” Dalej rzekł: „Czy on jest przywódcą wszystkich pozostałych?” On odrzekł: „Nie, on jest tylko niewolnikiem”. Handlarz rzekł: „Może go odżywiasz lepiej niż tych pozostałych?” On odrzekł: „Nie. On spożywa pokarm w kuchni razem z pozostałymi. On jest tylko niewolnikiem”. Handlarz zapytał: „Co czyni go tak odrębnym od pozostałych?” On odrzekł: „Sam się kiedyś dziwiłem. Lecz okazało się, że tam w jego ojczyźnie jego ojciec jest wodzem, królem tego szczepu. I on wie, że jest synem króla. Więc on zachowuje się jak syn króla”. Przyjaciele, my jesteśmy w grzesznym świecie. Niewiasty, wy jesteście córkami Króla. Bracia, wy jesteście synami Króla. Zachowujmy się więc jak synowie i córki Króla - właśnie tutaj na tym świecie. Nie bądźcie tacy jak oni, nie upodabniajcie się do nich! Jesteśmy odrębni. My pochodzimy... Jesteśmy z innego... Jesteśmy tutaj cudzoziemcami. Jesteśmy pielgrzymami. Sprawujmy się więc inaczej, postępujmy inaczej, bądźmy innymi, bądźmy tacy, jak ci w niebie.
98
Przed kilkoma dniami żona i ja, zanim wyjechaliśmy tutaj, udaliśmy się do supermarketu. Zastaliśmy tam kobietę, ubraną w sukienkę. Meda powiedziała: „Czy to nie jest dziwne - ta pani?” Ona rzekła: „Billy, chcę ci zadać pytanie”. Powiedziała: „Znam niektóre z tych kobiet. One śpiewają w chórach w tutejszych kościołach denominacyjnych”. Dalej powiedziała: „Dlaczego nasi ludzie...” Ja odpowiedziałem: „Kochanie. Spójrz, spójrz. My nie jesteśmy z tego świata. Rozumiesz? Kiedy jadę do Niemiec, Niemcy mają swój sposób postępowania. Gdy jadę do Finlandii, oni postępują w swój sposób. Kiedy jadę do innych narodów - oni mają swój sposób postępowania”. Dalej powiedziałem: „Ameryka - ona ma swój sposób”. Lecz ja powiedziałem... Ona zapytała: „Hm, czy nie jesteśmy Amerykanami?” Ja odrzekłem: „Nie, kochanie. My nie jesteśmy Amerykanami, jesteśmy chrześcijanami. Żyjemy tutaj, oczywiście. Jako państwo - to jest nasze państwo”. Dalej rzekłem: „Lecz my jesteśmy z góry. Zatem nasze kobiety muszą postępować jak tamci w górze. Musimy postępować jak tamci w górze. Dlatego nie postępujemy tak, jak ludzie tego świata. Jesteśmy inni”.
99
Powinniśmy być, przyjaciele. Powinniśmy być inni. Wy to wiecie. Nie chcę was ranić, nie chcę też ranić waszych uczuć. Pragnę być tylko szczerym jako sługa Chrystusa. Człowiek musi mówić bez ogródek. Nie można być marionetką publiczności, a prócz tego być sługą Bożym. Człowiek musi być szczerym przed Bogiem albo sprzedać swoje pierworodztwo ludziom. Ale moje nie jest na sprzedaż i wiem, że wasze również nie. Głośmy więc Słowo, wierzmy Słowu, stójmy na Słowie, żyjmy Słowem, to jest właściwe, i bądźmy prawdziwymi chrześcijanami.
100
Duch święty jest tutaj. Czy temu wierzycie? Ilu z was ma karty modlitwy? Podnieście wasze ręce. Jest już zbyt późno, by urządzić kolejkę modlitwy. Wy którzy nie macie kart modlitwy, a jesteście chorzy, czegoś potrzebujecie, podnieście wasze ręce - wy bez kart modlitwy. Miejcie wiarę! Wierzcie teraz! Spójrzcie teraz tutaj. Jeśli teraz wywołam przypadkowo kogoś, kto ma kartę modlitwy, chcę, żebyście mi to powiedzieli, ponieważ wy dostaniecie się do kolejki modlitwy. A ci bez kart modlitwy się nie dostaną. Pragnę, abyście byli pełni czci przez dwie lub trzy minuty. Wszystko, co ja mógłbym powiedzieć, nie miałoby znaczenia. Lecz jedno Słowo od Niego ma większe znaczenie niż wszystko, co ja powiedziałbym w ciągu miliona lat; jedno Słowo od Niego. Czy wierzycie teraz, że to, co ja głoszę, jest prawdą - o tych mężach wówczas w Biblii, o Bogu i o Słowie, które się stało ciałem i mieszkało między nami tutaj, a Kościół kształtuje się i przyjmuje teraz Swój ostatni znak? Mieliśmy już cuda i znamiona i mówienie językami, i tak dalej i tym podobnie. Lecz pamiętajcie, Biblia mówi - prorocy mówili: „Nastanie dzień, który nie będzie nazwany dniem ani nocą. Lecz czasu wieczornego będzie światło”. Ilu z was zna to miejsce Pisma świętego? Oczywiście. W porządku. Zważajcie.
101
Cywilizacja przyszła ze wschodu i posuwała się za słońcem na zachód. Czy się to zgadza? Obecnie jest na zachodnim wybrzeżu. Jeżeli posunie się jeszcze dalej, będzie znowu na wschodzie. Chciałbym głosić na ten temat: Kiedy wschód spotka się z zachodem. Zważajcie. Słońce wschodzi na wschodzie, przechodzi ponad horyzontem i zachodzi na zachodzie. To samo słońce, które wschodzi na wschodzie, zachodzi na zachodzie. Czy się to zgadza? Otóż, prorok powiedział, że nastanie dzień, który nie będzie nazwany dniem ani nocą. Będzie to ponury dzień, mglisty dzień. Już mieliśmy taki dzień. Człowiek poznał tylko tyle, by się przyłączyć do kościoła, przyjąć Chrystusa jako Zbawiciela i przyłączyć się do denominacji. Tylko tyle światła on miał. Lecz pamiętajcie, obecnie jest czas wieczora. Cywilizacja jest na zachodnim wybrzeżu, i ten sam Syn, S-y-n, który świecił na wschodzie na początku, świeci teraz na zachodzie na końcu. Jezus Chrystus, ten sam, wczoraj, dzisiaj i na wieki. Rozumiecie? Czasu wieczornego będzie światło - Chrystus wychodzi na widownię udoskonalając Swój Kościół.
102
Ilu z was wie, że jest różnica między zjawieniem się Chrystusa a Przyjściem Chrystusa? Są to dwa różne słowa. Obecnie jest to zjawienie się; Przyjście nastanie wkrótce. On zjawia się wśród nas, czyniąc w Swoim Kościele te same sprawy, które czynił On kiedyś! Ty jesteś teraz częścią tego Kościoła i z łaski wierzysz: Ja jestem członkiem tego Kościoła. Otóż, ja nie jestem kaznodzieją. Wy wiecie, że nie jestem. Ja nie mam wykształcenia, by to czynić. Czasami czuję się nieśmiały, stojąc tutaj obok mężów Bożych, którzy są powołani do tego urzędu. Istnieją apostołowie, prorocy, nauczyciele, pastorzy i ewangeliści. Nie wszyscy są apostołami, nie wszyscy są prorokami, nie wszyscy są nauczycielami, nie wszyscy są ewangelistami. Ja stoję tutaj... Lecz moja usługa odróżnia się od usługi pastora lub ewangelisty. Ja nim nie jestem. I jeśli to mówię źle, bracia, wybaczcie mi. Nie myślę tego tak. Lecz to jest moją usługą, rozumiecie, ogłosić Go - że On jest tutaj!
103
Otóż, niektórzy z was tutaj... Mając dar Ducha świętego - jest to po prostu coś... Nie mogę po prostu odpocząć. Jest to coś, jakby jazda na wysokich obrotach. Lecz kiedy to czyni On, to każdy duch jest podporządkowany. A ja obserwuję i mogę powiedzieć tylko to, co widzę. I każdy czytelnik Biblii wie, że to jest dokładnie to, co jest obiecane i co przyszło w Chrystusie, i jest obiecane w tych ostatecznych dniach i wszystko, co o tym powiedzieliśmy. I ach, moi drodzy, mam ponad pięćset taśm różnych kazań na ten temat. Rozumiecie? Tutaj mówię o tym tylko bardzo powierzchownie. Lecz to jest prawdą. Bez względu na to, gdzie jesteście, wierzcie i pozwólcie Mu mówić. Jeśli mówię ja, to mogę mówić błędnie, bo jestem tylko człowiekiem. Lecz kiedy Bóg przychodzi i potwierdza to, co ja powiedziałem, wtedy to jest prawdą. Bóg powiedział: „Jeżeli jest prorok wśród was i jeśli coś mówi, a to, co mówi, urzeczywistnia się, to go słuchajcie”, bo Słowo Pańskie przychodzi do proroków. A jeżeli tam... Jeśli się to nie urzeczywistni, to mu nie wierzcie. Otóż, gdybym przyszedł tutaj i powiedział: „Ja przychodzę teraz, by was uzdrawiać”, to bym wręcz kłamał, ponieważ... Wy jesteście... Każdy z was, kto jest chory, cokolwiek to jest, czy grzesznicy, czy kimkolwiek jesteście, już wam zostało wybaczone. Już jesteście uzdrowieni. Gdyby Jezus stał tutaj w tym garniturze, który On dał mi, to On nie mógłby was uzdrowić lub zbawić. On to już uczynił. Ilu z was wie, że to jest prawdą? Ta cena została zapłacona na Golgocie. Wy tylko wierzcie!
104
Ktoś... Wywołujmy teraz - może po sekcjach. Ktoś w tym kierunku bez karty modlitwy, modli się po prostu i mówi: „Panie Boże, nie mogę uwierzyć, że ten mężczyzna stojący tam mówi mi coś błędnego. Czytałem Biblię i wiem, że to, co on mówi, jest prawdą. Tak trudno mi to przyjąć, Panie. Lecz szczerze mówiąc, ja w to wierzę. Ja wierzę. Pomóż mi teraz”. „I on mówi, że Ty jesteś Najwyższym Kapłanem, który potrafi współczuć naszym słabościom, a ja mam słabości”. Względnie ktoś inny: „Ja jestem... Mój mąż siedzący tutaj... moja żona...” Zauważyłem ubiegłego wieczora: Kiedy małżonek powstanie z łóżka, żona podbiegnie do niego - ta żona poślubiła tego męża... Widzi go na dworze uwielbiającego Boga. Jak miłe to było. Rozumiecie, rozumiecie? On modlił się za kimś. Powiedz: „Ja się modlę, Panie Boże. Pomóż mi to poznać. Pomóż mi. Pozwól mi dotknąć się Twojej szaty. Zatem, jeżeli ten mężczyzna... Ten mężczyzna mnie nie zna, ja nie znam jego. Jeżeli mi odpowie i powie mi, jak Ty czyniłeś w owych dniach - mówiłeś to ludziom, to ja będę wiedział, że Ty żyjesz. To nie jest kaznodzieja; to jesteś Ty”. Proszę teraz, bądźcie cicho tylko dwie lub trzy minuty i módlcie się. Siedźcie cicho, nie poruszajcie się. Tylko się módlcie.
105
Otóż, tam jest niewiasta; ona jest... Możesz podnieść swoją głowę, jeśli chcesz. I jeśli spojrzysz, patrz, tam właśnie unosi się, wprost na tym małym korytarzu - widzisz tą żółtą światłość koloru bursztynu, krążącą wokoło? Ona jest wprost nad tą kobietą. Tam On jest - prosto przez te drzwi. Teraz On przychodzi bliżej do niej, bliżej niej. Ona to sobie uświadomiła. Modliła się. On przybliża się do niej. Ta niewiasta na pewno rozpoznaje w tej chwili, że coś się dzieje. Ona się modli o umiłowanego bliźniego, który ma raka, również o matkę, a ta matka ma dolegliwości serca. Ona sobie teraz zdaje sprawę z tego, że Duch święty jest blisko niej. Ona nawet nie jest stąd. Nie jest nawet Amerykanką. Ona jest z Kanady. Czy masz kartę modlitwy? Ty nie masz. Jesteśmy sobie całkiem obcy. Czy się to zgadza? Lecz ty tam stałaś, modliłaś się, a nagle zaczęło się dziać coś naprawdę błogiego, jakby coś przychodziło na ciebie. Czy się to zgadza? Czy to, co powiedziałem, jest prawdą? Podnieś swoją rękę, jeśli to wszystko jest prawdą. Nuże, idźcie i zapytajcie tej niewiasty. Siostro, teraz to wszystko odeszło od ciebie. Ufam, że otrzymałaś swoją prośbę. Cokolwiek to było, Bóg ci to darował. Pragnę cię teraz o coś poprosić. Jak... Wyobraź sobie tylko. Tam jest doskonałe odzwierciedlenie. Tam jest niewiasta. Nie widziałem jej nigdy w moim życiu; ona nigdy nie widziała mnie. Jesteśmy sobie obcy. A tutaj zstępuje Duch święty i ona się dotyka Jezusa Chrystusa. I dzięki Boskiemu darowi stoi tam, względnie siedzi tam modląc się, a On zaraz przychodzi i objawia jej to dokładnie. Tam to... Ona jest trzydzieści lub czterdzieści stóp ode mnie. Ona się nie mogła dotknąć mnie, ona dotknęła się Jego.
106
Ktoś w tym kierunku wierzy. Bez karty modlitwy... Ty bez karty modlitwy, podnieś swoją rękę, żebym mógł... Wy, którzy nie macie karty modlitwy, podnieście swoje ręce. Ktoś z was na tych noszach tutaj, czy co to jest - podnieś swoją rękę. W porządku. Spójrzmy na tego mężczyznę tutaj. Ty nie masz karty modlitwy? Jesteś dla mnie obcym. Ja ciebie nie znam. Co myślisz o tym, co ja głosiłem? Czy wierzysz Chrystusowi, Synowi Bożemu? Czy wierzysz, że On Nim jest? Otóż, jesteś mężczyzną, którego nigdy przedtem w moim życiu nie spotkałem. Lecz czy wierzysz, że kiedy Jezus był tutaj na ziemi, to On (Biblia mówi, że to Słowo jest ostrzejsze niż obosieczny miecz i rozróżnia nawet myśli serca) potrafił dostrzec, co było złego? Jeżeli Duch święty może mi powiedzieć coś o tobie (Ty jesteś po prostu człowiekiem, który sobie tam usiadł.) i potrafi mi powiedzieć coś o tobie - czego pragniesz, co ci dolega, coś, co uczyniłeś lub coś podobnego - ty będziesz wiedział, że to musiało przyjść z jakiejś mocy gdzieś, prawda? Czy będziesz wierzył, że to jest Chrystus? Ty będziesz wierzył. Czy to przyjmiesz w ten sposób? Musisz to przyjąć, bo umrzesz, ponieważ jesteś zacieniony śmiercią. Jest to rak. Lecz jeśli będziesz wierzył całym swoim sercem, wszystkim, co jest w tobie, bo inaczej nie możesz żyć... Nie ma dla ciebie powrotu. Lekarz nie może ci już teraz pomóc. Ty już jesteś za tym. Lecz jeśli będziesz wierzył Bogu całym swoim sercem, to możesz zostać uzdrowiony. Czy temu wierzysz? Czy tak? Powstań więc ze swego łóżka. Nie wątp w swoim sercu. Nie wątp w to wcale. Idź do domu; weź swoje łoże i idź do domu. Jezus Chrystus uzdrowi cię, jeśli temu uwierzysz. Niech ci Bóg błogosławi.
107
Co to jest? Czy ty tam masz kartę modlitwy? Dobrze, więc ty będziesz w kolejce modlitwy. A co ty? Czy masz kartę modlitwy? Czy wierzysz, że jestem Jego prorokiem? Czy tak? Ja cię nie znam, lecz ty jesteś... Co się dzieje? Ty jesteś cały załamany, jakby nerwowo załamany, komplikacje. Jesteś cały chory. Czy to prawda? I naprawdę, w tej chwili czujesz się fajnie. Jest to Duch święty nad tobą. Czy wierzysz, że jestem Jego prorokiem? Czy mnie usłuchasz jako Jego proroka? Zatem powstań z tych noszy na swoje nogi w Imieniu Jezusa Chrystusa, idź do domu i bądź zdrowy. Czekaj, pragnę cię o coś zapytać. Ty nie masz karty modlitwy, prawda? Ty jej nie potrzebujesz. Jesteś zdrowy. Możesz teraz iść do domu i cieszyć się. Ilu z was wierzy całym swoim sercem? Zatem, każdy kto wierzy, niech powstanie na swoje nogi i przyjmie swoje uzdrowienie. Powstańcie w Imieniu Jezusa Chrystusa i wierzcie, że jesteście uzdrowieni. Poruczam was Bogu, żeby was uzdrowił w Imieniu Jezusa Chrystusa. Niech Wam to Bóg daruje. Amen. W porządku.