Stanąć po stronie Jezusa

Jeffersonville, Indiana, USA

62-0601

1
Jest pewne miejsce w Louisville, w którym spożywacie posiłki, to się nazywa restauracja „Dogpatch”. Jeśli ktoś z was tam bywa, to chcę wam powiedzieć, że oni z tych pieniędzy odprowadzają dziesięcinę do naszego zboru. Jest to gdzieś koło ulicy 319 West Jefferson. Myślę, że właśnie dlatego Billy rozłożył tu ich prospekty, aby można je było zauważyć. To jest bardzo miłe.
Otóż bracia, ja nie znam porządku waszego zgromadzenia dla mężczyzn, nie wiem, co wy na nich robicie i jak one przebiegają. Gdybym więc odszedł od programu albo od regularnego przebiegu, to zwróćcie mi na to uwagę.
2
Niedawno jadłem kolację z naszym ukochanym pastorem, bratem Neville, i powiedziałem mu coś, co leżało mi na sercu. Pomyślałem o tym, że gdybyśmy zebrali razem grupę mężczyzn i kaznodziejów, którzy są naszymi towarzyszami w głoszeniu ewangelii, a zarazem mężczyznami, to moglibyśmy porozmawiać ze sobą w sposób bardziej bezpośredni niż jest to możliwe publicznie. Będąc bowiem mężczyznami, rozumiemy się po męsku, jako chrześcijanie. Taki właśnie ma być cel dzisiejszego wieczoru. Zazwyczaj w ogólnym zgromadzeniu, kiedy powie się coś, to jeden nagnie to trochę w jedną stronę, a kto inny nagnie to trochę w drugą stronę, a potem wszystko to wychodzi na zewnątrz. Dziś wieczorem natomiast przybyliśmy po to, aby spróbować powiedzieć wam to, co leży mi na sercu gdy chodzi o zbór, jego miejsce i jego położenie. Potem zaś, jeśli starczy nam czasu, chciałbym mówić do was trochę na temat Słowa, o ile pozwolicie. Chciałem to ustalić, to znaczy że najpierw będziemy mieli tę część roboczą czyli tę część, w której chciałbym się wypowiedzieć przed wami. Przypuszczam, że będziemy mogli zakończyć w normalnym czasie, w przybliżeniu o dziewiątej trzydzieści, podobnie jak w każdy inny wieczór. Jutro jest sobota, a to jest dzień wielkich zakupów. Musimy zaopatrzyć się w żywność i tak dalej.
3
Chciałbym powiedzieć bratu Neville publicznie, a także każdemu pojedynczemu z was to, co mówiłem wam prywatnie, w indywidualnych rozmowach. Jesteście grupą, która... Naprawdę myślę i wierzę, że mężczyźni są ustanowieni przez Boga za przywódców Jego Kościoła, czyli Jego ludu. Rozumiecie? Jest to tak, jak głosiłem u brata Junie Jacksona w ostatni wieczór, że Bóg obwarował swój lud swoim Słowem. To właśnie kobieta przedarła się przez tę barierę i utorowała drogę rozumowaniu, a gdy to się stało, Bóg na zawsze ustalił, że to mężczyzna ma utrzymywać Jego Kościół w tym obwarowaniu Słowem.
Otóż chciałbym trochę zachęcić brata Neville, zwracając się bezpośrednio do niego. Ostatniego wieczoru zauważyłem, że zostało mi dane rozpoznanie dwa albo trzy razy, podczas gdy byłem za kazalnicą. Ja nie zareagowałem na to, ponieważ staram się trzymać od tego z dala, jak tylko mogę, zanim nie dowiem się, co oznaczał dla mnie ten sen, który miałem tutaj niedawno, kilka tygodni temu. Byłem tym zajęty przez długi czas. Powiedziałem o tym tutaj w zborze, mówiłem też trochę o poselstwie, o rozpoznawaniu i tak dalej, ale to po prostu nie było, po prostu nie wypadło to właściwie. Według mojego zdania ten czas już minął i teraz mogę się mylić co do tego, ale zauważyłem, że brat Neville był jakby zniechęcony i rozstrojony.
4
Dlatego chciałem po prostu, abyś wiedział, bracie Neville, że ty tylko wyprzedzasz w tym tę społeczność. Czy zauważyliście, co szatan usiłował zrobić w ostatnich kilku dniach kaznodziejom, stowarzyszonym z tą społecznością? Zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy się nad tym. Tutaj siedzi dziś wieczorem brat Crase, a niewiele brakowało, by zginął on na drodze. Widzicie? A mnie o mało nie rozerwała głowy ta strzelba, ta broń myśliwska. Widzicie? Szatan usiłuje dopaść nas. A tam ty się rozbiłeś i mogłeś zabić samego siebie, a także i te kobiety. Widzicie, spotyka to właśnie kaznodziejów. Spójrzcie na to, że dotyczy to grupy usługujących. Rozumiecie? To szatan, który usiłuje się nas pozbyć.
Otóż uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy tutaj zebrani, aby naradzać się w sprawie jakichś interesów. Zgromadziliśmy się, aby rozmawiać o Chrystusie i o tych warowniach, które winniśmy posiadać, a także o tym, co robić w obecnym czasie. Chciałbym więc zachęcić cię, bracie Neville. Bądź odważny! Niezależnie od tego, co się pojawi, co przychodzi i co się dzieje, nie pozwól żadnej rzeczy, aby cię napastowała. Stój po prostu jak wiekuista skała, a Bóg sprawi, że wszystko wypadnie dobrze. On ci to udowodnił. Oczywiście, to mogło cię wyprowadzić z równowagi. Mogła zginąć ta kobieta, a to dręczyłoby cię w twoich myślach do końca życia, a takich rzeczy było całe mnóstwo. Ale Bóg jest ciągle na tronie. On sprawia, że te rzeczy współdziałają ku dobremu. On mógłby zabrać nas również. Tak więc szatan naciera na Kościół.
5
Otóż kiedy tamtego poranka kładłem ten kamień węgielny, nie myślałem, że kiedykolwiek będę pastorem. To nie było częścią mojego powołania na początku, a moje pierwsze powołanie wzywało mnie na pole ewangelizacji. Było to wiele lat temu, a rozpocząłem właśnie tutaj w namiocie po przeciwnej stronie ulicy. Pamiętam czas, kiedy spalił się kościółek brata Roy Davisa. Ci ludzie z tego grona byli wtedy jak rozproszone owce bez pasterza, gdyż nie mieli dokąd chodzić. Pan Hibstenberg, który był wtedy tutejszym komendantem policji, zadzwonił do mnie i powiedział:
„Jesteśmy gotowi pomóc ci. Ja osobiście jestem katolikiem - mówił - ale ci ludzie nie mają zapewne nawet w co się ubrać. (To było w czasie recesji gospodarczej.) Oni chodzą do innych kościołów, ale nie mogą się tam zadomowić, a przy tym są to dobrzy ludzie. Wielu z nich znam osobiście. Billy, jeśli chciałbyś założyć zbór, to chcę, abyś wiedział, że będziemy popierać cię, w czym tylko możemy, aby ci pomóc”.
Podziękowałem mu za to.
6
Mieliśmy dzień zbiórki ulicznej. Najpierw modliliśmy się i prosiliśmy Pana. Ludzie przychodzili do mnie i chcieli budować kościół, aby mieć miejsce, dokąd mogliby uczęszczać. Zdecydowaliśmy się na to miejsce. Było tam pełno dzikiego szczawiu, w zagłębieniach terenu utrzymywała się woda, były to właściwie moczary, ale pewnej nocy Pan przemówił do mnie ostatecznie i powiedział:
„Zbudujcie to właśnie tutaj”.
Nie mieliśmy żadnych pieniędzy. Uzbieraliśmy pomiędzy sobą około osiemdziesięciu centów czy jednego dolara. Oczywiście, teraz się z tego śmiejecie, ale bracia, wtedy to już był pieniądz!
Kiedy ktoś w sąsiedztwie ugotował garnek fasoli, zapraszał sąsiada, który już przez trzy albo cztery dni nie miał nic do jedzenia, aby pojadł z nim trochę. Były to trudne czasy. Wielu z tych młodych nigdy tego nie widziało, ale wtedy ciężko się żyło. Pamiętam czasy, kiedy kolekta dawała nawet po przejściu tacy po sali dwa albo trzy razy zaledwie trzydzieści centów, mimo że sala była zatłoczona. A jeszcze trzeba było o to prosić. Trzydzieści centów było już dobrą ofiarą. Widzicie? Były naprawdę bardzo surowe warunki.
7
Nie mieliśmy żadnych środków na budowę, ale ludzie mieli pragnienie budowania kościoła, abyśmy mieli gdzie się zgromadzać. W tamtych dniach bowiem to poselstwo... Teraz trudno to zrozumieć, trzeba by wiedzieć, jak wyglądało to wtedy, gdy nie było nikogo. A potem ten chrzest wodny w imieniu Jezusa Chrystusa i błogosławieństwa, i te rzeczy, w które wierzymy i za którymi stoimy.
Dlatego w moim sercu złożyłem Bogu przyrzeczenie, że pozostaniemy tutaj i zbudujemy świątynię. W ten poranek, kiedy kładliśmy kamień węgielny On spotkał się ze mną w widzeniu około godziny ósmej rano, kiedy siedziałem obserwując wschód słońca. Była to taka sama pora roku, jak teraz. On powiedział mi, po tym spotkaniu ze mną tam nad rzeką, ale to... Kiedy anioł Pański pojawił się w tym świetle, a ja zobaczyłem to z pewnej odległości, wyglądało to jak gwiazda. To zstąpiło w dół do miejsca, gdzie się znajdowałem, i wypowiedziane zostały te znamienne słowa. Dlatego wtedy postanowiłem, że postaram się o miejsce dla ludzi, dla oddawania Bogu czci.
8
„To nie jest dla mnie - mówiłem do samego siebie. To nie jest nic związanego ze mną, niemniej jednak to, co należy do Boga, jest cząstką mnie samego, bez względu na to, czy jest to... Cokolwiek jest dla dzieci Bożych, jest i dla mnie, niezależnie od tego, czy moim obowiązkiem jest zrobić to, czy zrobić tamto. Moim obowiązkiem jest doglądanie dziedzictwa Bożego, bez względu na to, gdzie to jest”.
Rozumiecie?
To tak, jakbyś był małym chłopcem i powiedziałbyś:
„Moim obowiązkiem jest rąbanie drewna. Nie należy do mnie przynoszenie go do domu. Do domu ma go nosić Janek. Nic mnie nie obchodzi, czy pada na to śnieg, czy deszcz. Niech on się o to martwi”.
O nie! To twój obowiązek jako dziecka z tego domu dopilnować, aby drewno dla twojej matki nie zamokło. Widzisz? A więc znieś je do domu.
9
„Franek powinien był przynieść wody. To nie moja sprawa”. - powiadają.
Ale jeśli Franek wody nie przyniósł, to jest twoim obowiązkiem zatroszczenie się o wodę, i koniec. W taki sposób właśnie to działa, a w taki sam sposób działa to także w rodzinie Bożej.
Jeśli ktoś z nich... Niektórzy z nich mówili mi niedawno:
„Przestańże głosić w taki sposób, jak to robisz. O rety, przecież zrujnujesz wszystkich przyjaciół, jakich masz, i wszystko inne tak samo. Daj temu spokój. Ja wiem, że to jest niewłaściwe, ale to przecież nie jest naszym obowiązkiem”.
No dobrze, wobec tego czyim jest to obowiązkiem? Jeśli jest to niewłaściwe, to ktoś musi się tym zająć. A więc róbmy to. W ten sposób ja odczuwam sprawę kościoła.
10
Plany budowy i tak dalej były wysuwane i odsuwane, ustalane i odrzucane, były argumenty za i przeciw w sprawach budowy i tak dalej. Jeden chciał tego, inny znowu nie chciał, jeden to, drugi tamto. Tak to wyglądało.
Można zauważyć, czy to wśród kaznodziejów, czy wśród ludzi interesu, czy wśród członków różnych stowarzyszeń, gdziekolwiek pójdziecie, gdzie znajduje się grono ludzi, spotkacie się z różnymi pomysłami. I dlatego musi być jedna osoba, obdarzona zaufaniem, która zostaje wybrana i wszyscy współdziałają w tym. Podobnie jak w wojsku musi być... Jeden jest generałem. To jest stanowisko dowodzenia. Kapitan mówi pewną rzecz. On jest dowódcą danego oddziału, ale generał może zmienić jego rozkazy. Jednak głównodowodzącym w Kościele jest Jezus Chrystus, a Jego kaznodzieje są kapitanami poszczególnych oddziałów, które reprezentują Go tutaj na ziemi.
11
Oni próbowali wielu rzeczy tutaj w tej małej świątyni, aż w końcu... Ja zachowywałem w tym spokój i przypatrywałem się tylko po jej zbudowaniu, następnie zaś Pan powołał mnie na pole pracy na zewnątrz. Było to około piętnaście, szesnaście lat temu, i wtedy opuściłem ten zbór. Niemniej jednak nie mogę po prostu się od tego całkiem odłączyć. Zawsze pozostawiałem związane z tym moje nazwisko, tak abym od czasu do czasu miał prawo głosu, gdyby zaczęło się tu coś niewłaściwego. Zachowałem sobie prawo przybycia tutaj i powstrzymania tego, ponieważ w pocie pracowałem przez wiele lat za tą kazalnicą, przez siedemnaście lat, aby utrzymać sprawy na prostej drodze, podczas gdy pojawiało się wiele -izmów, gdy przychodziło i odchodziło wiele różnorodnych pomysłów i pojawiały się różnego rodzaju sekty. A ponieważ byliśmy międzywyznaniowi, wszystko, co przepływało, docierało i do nas, jednak z pomocą Bożą staliśmy tutaj z nie sfałszowaną ewangelią, która aż do dzisiejszego wieczora pozostaje taka sama. Były czasy, kiedy usiłowano zaprzedać ten zbór i wyrwać spod mojego wpływu, i tym podobne rzeczy. Gdyby moje nazwisko nie zostało tam z nim związane, on z pewnością byłby dzisiaj w okropnym położeniu, nie mówiąc już... Ale to nie ja, lecz oczywiście Bóg był tym, który to czynił.
12
A potem, jak widzę to teraz, doszliśmy aż do miejsca, w którym znajdujemy się obecnie, a żyjemy w doniosłym czasie, toteż ciągle jestem zainteresowany tym, aby móc się wypowiedzieć w sprawie tego zboru. Rozumiecie? Ponieważ on jest cząstką mojej istoty. Niezależnie od tego, czy tutaj jestem, czy nie, on jest cząstką mojej istoty. I moim obowiązkiem jest doglądanie tego, aby on działał czysto, wyraźnie i najlepiej, jak tylko mogę, dla królestwa Bożego. I jestem bardzo wdzięczny, że w tych dniach...
13
Widzę, że powstały wokół niego małe satelity (placówki), i jestem za to wdzięczny. Brat Crase tutaj i jego grupa w Sellersburgu, następnie ten brat tam w tyle, który zajął miejsce brata Snellinga w Utica, brat Ruddel oraz brat Junior Jackson, a także ci drodzy chłopcy, którzy są wspaniałymi mężami, cudownymi mężami Bożymi i głoszą to poselstwo. Otóż oni zrobili... ktoś mógłby nie zgadzać się trochę z tym czy tamtym, ale to jest sprawą ludzką wśród grona usługujących. Jeśli więc kaznodzieje różnią się nieznacznie, nie jest to cieniem dla ich dorobku. Jeden mówi może:
„Ja wierzę, że nastąpi tysiąclecie i Jezus przyjdzie siedząc na białym koniu”.
Inny natomiast być może powie:
„Ja wierzę, że kiedy On przyjdzie, zjawi się na białym obłoku”.
Otóż, jeśli tylko oni wierzą, że On przyjdzie, jest to sprawą istotną. Rozumiecie? Nie jest istotne, jak On przyjdzie. Oni po prostu wierzą, że przyjdzie i przygotowują się na to, i to jest ważne.
14
Mówiłem już o tym przed zborem, że studiowałem ostatnio stosunki w pierwotnym Kościele i przypatrywałem się, w jaki sposób ci namaszczeni mężowie przygotowywali dom Boży. Próbowałem dowiedzieć się, jaki był porządek oddawania Panu czci w tym domu i to bardzo mocno do mnie przemówiło. Kiedyś w przeszłości wygłosiłem tutaj poselstwo na tekst z Joela 2:
„Przywrócę wam, mówi Pan, wszystkie te lata, których plony pożarła szarańcza, konik polny, larwa i tak dalej”.
Zacząłem studiować, co ci mężowie czynili i w jaki sposób troszczyli się o Kościół, nad którym Bóg ustanowił ich przełożonymi.
15
Rozpoczniemy więc teraz ten temat o pierwotnym Kościele i pokażemy (za około pięć minut) co oni czynili, a potem będę mógł przedstawić wam to widzenie, które mam, dotyczące przyszłości. Otóż na samym początku, Kościół został zapoczątkowany w dniu Pięćdziesiątnicy. Wtedy Duch Święty zstąpił na tych, których wybrał Jezus w liczbie dwunastu. Jeden z nich odpadł, a oni wybrali na jego miejsce Macieja. Duch święty, zanim zstąpił, oczekiwał, aż to wszystko zostanie doprowadzone do porządku. Oni musieli wybrać jednego, który zająłby biskupstwo po Judaszu, który upadł popełniwszy przestępstwo, aby wypełniło się Pismo.
16
Ja wierzę, że wszystkie te rzeczy mają swój czas zwłoki, czas oczekiwania. Jest to oczekiwanie na czas wypełnienia się Pism, oczekiwanie na to, aż wszystko znajdzie się na właściwym miejscu, aż wszystko zostanie uporządkowane. Bardzo często my się niecierpliwimy. Podobnie jak dziecko spodziewamy się wielkich rzeczy i często wyskakujemy daleko naprzód, a to stanowi po prostu przeszkodę w tej pracy, gdyż ona musi zostać podjęta należycie. Rozumiecie? Musimy po prostu postępować z szacunkiem, mając w sercu ten zamysł, lecz oczekując, aż On utoruje drogę, musimy bowiem wiedzieć, że jeśli On zapragnie użyć nas do danej sprawy, to On musi iść przed nami.
Czy pamiętacie Dawida, udającego się tamtego wieczoru, aby stoczyć bitwę? On niepokoił się o losy tej bitwy, ale pozostawał pod tymi drzewami morwowymi, dopóki szelest ich liści nie upewnił go, że Pan idzie przed nim. Dopiero potem ruszył z odwagą, gdyż wiedział, że Bóg jest na jego czele. Obyśmy tak właśnie postępowali, bracia, kiedy wiemy, że musi dojść do bitwy! Musimy jednak oczekiwać, aż zobaczymy rękę Bożą, idącą przed nami, aby torować nam drogę.
17
A więc zauważyłem, że te zbory powstawały w następstwie tego, że rozpoczęła się ewangelizacja, która szerzyła się wszędzie. Weźmy dla przykładu Pawła, który został wielkim misjonarzem naszego ludu. Dowiadujemy się, że on szedł wszędzie tam, gdzie prowadził go Pan, i tam zakładał zbór. To była nowa wiara. Ówczesne kościoły w Małej Azji i w Europie nie wierzyły temu poselstwu. Kiedy on głosił to poselstwo i wielu nawróciło się i przyjęło je, nie było nikogo... Gdyby on pozostawił tych ludzi w takim stanie, oni wróciliby z powrotem do swoich pogańskich bożków, do judaizmu czy do czegokolwiek innego, ponieważ ci nowo nawróceni ludzie nie mieliby nikogo, kto by ich nauczał. Oni nie mieliby dokąd pójść i dlatego Paweł zakładał zbory w różnych częściach tego kraju.
W każdym z tych zborów on pozostawiał kogoś, kto był w porządku, jakiegoś człowieka godnego zaufania, człowieka, który znany był jako pastor czy też pasterz albo... Kiedy ten zbór się rozwinął, inne małe zbory powstawały z niego. Powstawali młodsi i starsi, tworząc z tego inne zbory. Człowiek, który był przełożonym tego pierwszego zboru, był nazywany biskupem, ci zaś, którzy wyszli z niego, jego dzieci, nazywani byli pasterzami albo pastorami. A potem ta grupa małych zborów przychodziła cała z powrotem do tego biskupa.
18
Podobnie Ireneusz w swoim czasie przeprowadził to samo. Marcin przeprowadził to samo. Polikarp przeprowadził to samo. Poprzez całe wieki tak było. Zaś apostołem kościoła był Paweł. Kiedy Paweł odszedł, jego miejsce w kościele zajął Jan. Kiedy Jan odszedł, zajął je Polikarp. Kiedy odszedł Polikarp, zajął je Ireneusz i następni, Marcin i tak dalej. Tak postępowało to dalej, dopóki kościół rzymsko-katolicki nie rozbił tego wszystkiego w kawałki, nie spalił ich i nie rozproszył. Wtedy szarańcza pożarła to, konik polny pożarł tamto, i tak po kolei zjedzono jedno za drugim, aż doprowadzono to do samej łodygi.
Bóg jednak przyrzekł, że odnowi to, przywróci do pierwotnego stanu. Wierzę całym moim sercem, że żyjemy w czasach ostatecznych. Wierzę, że nie ma już za wiele do spełnienia, że nie ma nic, co uniemożliwiałoby przyjście Jezusa jeszcze dziś wieczorem. Moja interpretacja Pism co do tego może być niepoprawna, ale wierzę, że to, co pozostało jeszcze do wypełnienia, może się wypełnić przed świtem następnego ranka. Mogę się mylić co do czasu tego wypełnienia, ale widzę, że to jest bardzo blisko. Wierzę w to. A pamiętajcie, że Paweł wierzył w to także. Jan w to wierzył, Polikarp w to wierzył, Ireneusz w to wierzył, Marcin w to wierzył, wszyscy pozostali wierzyli w to także.
19
Co by było, gdyby Bóg powiedział do Jana w Objawieniu:
„Zanim przyjdę, upłynie dwa tysiące lat?”
Jan przyszedłby i powiedział Kościołowi:
„Otóż, myślę, że możemy spokojnie jeść, pić i weselić się, ponieważ mamy przed sobą wiele generacji. Jezus nie powróci przed upływem dwóch tysięcy lat”.
Widzicie? Wtedy, widzicie, Kościół rozluźniłby, rozprzągłby się. Oni nie trwaliby w gotowości, nie oczekiwaliby. Ostatecznie chodzi o wasze oczekiwania. Jeśli zaśniecie, pilnujcie się, aby zbudzić się z tymi samymi oczekiwaniami, gdyż wtedy zwłoka nie będzie stanowiła żadnej przeszkody, wtedy znajdziecie się mimo wszystko na czas we właściwym miejscu. Rozumiecie? Czy widzicie, co mam na myśli?
Kiedy więc święty Marcin zbudzi się w zmartwychwstaniu, święty Paweł i wszyscy pozostali, będzie to dla nich tak samo świeże, jak gdyby dopiero co przyszli z bitwy, jak gdyby walczyli aż do tej chwili, ponieważ oni zakończyli swoją działalność w tym samym oczekiwaniu, wypatrując Jego przyjścia. Rozlegnie się wtedy okrzyk i cały Kościół podniesie się w górę. Czy widzicie to? Tak właśnie będzie. A więc nie ma znaczenia to, czy ktoś zaśnie, czy nie.
20
Widzicie, powinniśmy wypatrywać Go właśnie teraz. Nie wiemy, kiedy to nastąpi. Być może nastąpi to dopiero za sto lat, za pięćset lat, tysiąc lat, dziesięć tysięcy lat. Ja nie wiem. Nikt nie wie. Ale powiedzmy, dla przykładu, że każdy dzień żyjemy tak, jak gdyby On miał przyjść w tym dniu. Rozumiecie? Jeśli żyjemy tak, jak gdyby On miał przyjść właśnie w tym dniu, to kiedy zbudzimy się, to znaczy jeśli zaśniemy i zbudzimy się w zmartwychwstaniu, będzie to dla nas tak samo świeże, jak gdybyśmy dopiero co zasnęli i dopiero co zbudzili się. Zabrzmi trąba i umarli w Chrystusie powstaną jako pierwsi. Potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, zostaniemy pochwyceni wraz z nimi, aby spotkać się z Panem na powietrzu. Widzicie? A więc będzie to tak samo świeże.
21
Ale teraz, zanim przyjdzie ten czas, zanim On się zjawi, chcemy żyć każdego dnia tak, jak gdyby On miał się zjawić już w następnej minucie, ponieważ właśnie ta minuta może być ostatnią minutą waszego życia. Wy nie wiecie, kiedy odejdziecie. To może być jeden z waszych ostatnich oddechów. Mamy tę rzeczywistość teraz w sobie i dlatego chcecie żyć odpowiednio do tego.
Teraz jednak, aby posunąć się trochę dalej, powinniśmy pozostawiać tutaj odciski stóp na piaskach czasu, aby inni mogli je widzieć. Gdyby Paweł nie szedł taką drogą, jaką szedł, Jan nie wiedziałby, jak go naśladować. Gdyby Jan nie naśladował go po tej drodze, Polikarp nie wiedziałby, jak iść dalej. Gdyby Polikarp nie szedł dalej tak samo, Ireneusz nie wiedziałby, jak ich naśladować. Gdyby Ireneusz nie szedł tak dalej, Marcin nie wiedziałby, jak ma iść dalej. Czy widzicie, co mam na myśli? Każdy powinien pozostawiać odciski stóp na piaskach czasu.
22
Otóż, gdybym był przekonany, że jest jakaś denominacja albo inna grupa wierzących, która ma coś lepszego, niż my tutaj mamy, bracia, to chciałbym złączyć z nią to małe ciało jak najszybciej. Oczekiwałem, tęskniłem, trwałem w oczekiwaniu i wierzyłem, że pewnego dnia przyjdzie ktoś wielki albo że zjawi się ten wielki prorok Eliasz, o którym mówię. Wierzyłem zawsze i myślałem, że być może dożyję tego dnia i zobaczę go, w którym będę mógł zmienić wartę, kiedy zobaczę tę osobę, występującą na widownię. Wtedy mógłbym wziąć swój mały zbór i powiedzieć:
„Bracia, to jest ten mąż, którego oczekiwaliśmy. Ten właśnie człowiek jest nim”.
Czekałem na to i gdyby to rzeczywiście się stało, to nie omieszkałbym powiedzieć z tego miejsca:
„Bracia, to on”.
Zszedłbym stąd. Rozumiecie? Chciałem, aby ten zbór był utrzymywany we właściwym stanie w taki właśnie sposób.
Musiałem nadepnąć na coś albo zrobić coś i włożyć o wiele więcej życia do tej rzeczy. [Brat Branham nadepnął na kabel od mikrofonu i zakłócił układ nagłaśniający - uw. wyd.]
A więc teraz chciałbym powiedzieć to. Teraz jest to skonsolidowany zbór.
23
Pozwólcie mi znowu zatrzymać się na chwilę. Kiedy byłem w Bombaju, odbywały się zgromadzenia, które uważam za najdonioślejsze ze względu na wpływ, jaki miały na ludzi. W czasie pobytu w Afryce, powiadają, że trzydzieści tysięcy ludzi przyszło do Chrystusa w pewnym zgromadzeniu. Innym razem przyszło do Chrystusa sto pięćdziesiąt tysięcy albo dwieście tysięcy z tego półmilionowego tłumu, jaki się zgromadził. Co ja mogłem zrobić? Zupełnie nic. Powiedzmy, że było ich sto tysięcy. Nie było zboru, nie mogłem zrobić nic. Nie było nikogo, komu można by ich przekazać. Z powodu poselstwa, w które wierzę, nie współpracowała ze mną nawet żadna denominacja zielonoświątkowa. I wszystkie te dusze stoczyły się prawdopodobnie z powrotem do szyitów, do dżinizmu, buddyzmu i z czegokolwiek jeszcze oni wyszli. Nie było miejsca, gdzie można by ich umieścić. Otóż to wstyd. To hańba. Rozumiecie? Ponieważ nie miałem współpracujących ze mną z powodu stanowiska, jakie zajmuję. Widzicie?
24
Otóż w Afryce występowałem pod auspicjami AFM (Afrykańskiej Misji Wiary). Oczywiście nie mogę się z nimi zgodzić. Oni chrzczą ludzi trójjedynym chrztem, zanurzając ich trzy razy twarzą w przód, natomiast jeden ich zbór chrzci trzy razy twarzą w tył. Raz za jednego Boga - Ojca, po raz drugi za innego Boga - Syna, i po raz trzeci za innego Boga - Ducha Świętego. Chrzczą więc oddzielnie trzy razy w imię trzech różnych bogów i wszystkie tego rodzaju historie. Prawdopodobnie w zgromadzeniu w Durbanie nie było to właściwie urządzone i ludzie widzą takie rozproszenie między wiarami zielonoświątkowymi i tak dalej, i nie wiedzą, co począć. Nie mają miejsca, gdzie mogliby się udać.
25
Pozwólcie mi przedstawić to w taki sposób. Przypuśćmy, że mielibyśmy tutaj wielkie przebudzenie, a wy bracia bylibyście nowo nawróconymi, ale nie byłoby nigdzie w okolicy takiego zboru. Powiedzmy, że ja byłbym ewangelistą, a teraz miałbym odjechać, a wy mielibyście mnie już nigdy nie zobaczyć. Co wtedy zrobilibyście? Czulibyście się jak... Nie wiedzielibyście, co robić. Nie moglibyście wracać do tego zamętu. Nie moglibyście tam pójść z powrotem, gdzie wasze żony nosiłyby szorty, gdzie mają miejsce turnieje gry w karty, wieczorki taneczne i tym podobne rzeczy. Wcale nie znaleźlibyście w tym zadowolenia, gdyż przyszliście do światła, wznieśliście się ponad to wszystko. Doszliście do miejsca, gdzie zamiast mówić: „To jest nasze wyznanie wiary”, mówicie: „To jest Słowo Boże”. Doszliście do życia przez nie, do naśladowania tego, co ono mówi, a nie co... Jeśli pójdziecie tam i będziecie słuchać ich, i zobaczycie, że idą grać w gry hazardowe, tańczyć, robić to i tamto, a pomiędzy tym tylko krótkie kazanie, okrojone do dziesięciu albo piętnastu minut, w którym nie ma żadnej duchowej treści, lecz tylko o jakimś prezydencie miasta, który ma zostać ponownie wybrany w wyborach lub o jakiejś innej sprawie politycznej, to nie wiedzielibyście, co robić. Przecież tutaj siedzieliście dzień za dniem, uczestnicząc we wspaniałych ucztach Słowa! Bylibyście tym tak obciążeni, aż któryś z was, zwykłych członków, poczułby się zmuszony do założenia zboru i sam zacząłby głosić Słowo, ponieważ wasze serca paliłyby się dla Słowa Bożego i współczulibyście tym ludziom, którzy mają takie same odczucia, jak i wy. Czy nie tak?
26
Choćbyście wiedzieli, że Jezus przychodzi, choćbyście myśleli, że przyjdzie jutro, chcielibyście zrobić coś na dzisiaj dla tych ludzi, którzy są współobywatelami królestwa Bożego, aby zebrać ich razem, chcielibyście mieć z nimi społeczność. Tak jest. Ponieważ więc jest taka sytuacja...
Otóż ja wierzę z całego serca, że Pan dopomógł mi zapoczątkować wielkie przebudzenie, jedno z największych, jakie miały miejsce na świecie od czasów pierwszego Kościoła. Wiemy o tym. Tak jest. Wszystko było w tamtym czasie w beznadziejnym stanie, ale On spotkał się ze mną tam nad rzeką i powiedział mi, że to poselstwo, które mam, będzie poprzedzać powtórne przyjście Chrystusa. Przypuszczam, że nie ma tutaj dziś wieczorem nikogo, kto byłby tam wtedy obecny. Miało to miejsce około trzydzieści dwa lata temu. Pojawiło się to światło i zatrzymało się tam, ja patrzyłem wprost na to, a setki ludzi stały i patrzyły na to. To zstąpiło i przemówił ten głos.
To dziwne, że po wielu latach aparaty fotograficzne zarejestrowały ten sam obraz, rzecz, która wygląda tak samo, jak tam nad rzeką, dokładnie jak wam o tym mówiłem. Otóż ja mogę się mylić w wielu rzeczach, bracia, ale ja nie chcę być obłudnikiem. Chcę być szczery i prostolinijny w stosunku do was.
27
I jeszcze jedno. Gdybym ja odszedł, nigdy nie zbudowalibyśmy tutaj zboru takiego, jak ten. Trudno powiedzieć, co mielibyśmy, widzicie, gdybym ja po prostu odszedł, ale Bóg niebieski położył mi na serce zbudowanie tutaj tego kościoła. A potem, kiedy wezwał mnie do pracy ewangelizacyjnej, mieliśmy tutaj kolejno szereg pastorów, i tak dalej, ale teraz mamy tutaj zacnego brata, który jest z tej wiary, wierzy temu poselstwu. Mamy tutaj także innych braci, którzy wierzą poselstwu i mają te rzeczy...
Czy nie mówię za głośno, bracie Beeler? [Brat Branham rozmawia z bratem Beelerem - uw. wyd.] Otrzymaliśmy te materiały. A teraz wy mówicie:
28
„No dobrze, bracie Branham, ale co jeśli oni nie usłuchają tych znaków i cudów, dokonywanych przez wielkiego Boga niebios? Jak my to wtedy zrobimy?”
Otóż co by to było, gdyby święty Paweł miał taki sam pomysł? Ale on nie miał go. Ci biskupi pozostawali wierni temu poselstwu i Paweł często, powróciwszy z drogi okrężnej... Czytacie Biblię, jak on często odwiedzał ponownie te zbory, rozmawiał z pastorami i z biskupami, i tak dalej, i doznawał ulgi ze strony tych ludzi. O, on miewał po prostu wspaniały czas społeczności z nimi, coś jak ożywienie albo wielka uroczystość. Duch Święty zstępował na nich i wypowiadane były poselstwa.
29
Zauważcie, że kiedy on przyszedł do Filipa, nawet jego córki prorokowały i mówiły:
„Naszego brata czekają tam łańcuchy i więzienie, jeśli on tam pójdzie”.
On zaledwie zdążył wyjść na podwórze, a oto już nadszedł prorok Agabus. Przychodząc spojrzał na drugą stronę ulicy. Nigdy przedtem nie widział Pawła, tego naczelnego nadzorcę tej całej grupy zborów w Małej Azji. On podszedł do niego, wziął jego rzemyk, którym był opasany, związał sobie nim ręce i powiedział:
„TAK MÓWI PAN, więzy i więzienie czekają na tego człowieka, który to nosił”.
Widzicie? On prorokował. Paweł odpowiedział:
„Wiem o tym. Wiem o tym, ale nie rozdzierajcie mi teraz serca. Pozwólcie mi zakończyć mój bieg”.
On był zmęczony. Był bliski końca swojej pielgrzymki. Odchodził i przekazał swoje biskupstwo Tymoteuszowi.
30
Otóż powinniśmy myśleć o młodych ludziach. Mamy dzieci. Większość z nas tutaj, żonatych mężczyzn, ma dzieci. Co powiemy o tych, którzy przychodzą po nas? Widzicie?
Kiedyś występowałem ostro przeciwko tym, którzy łowili tutaj w rzece okonie używając sieci do zarzucania. Robili to pijacy i różni ludzie. Widziałem stosy tych dużych, dorodnych okoni, tak wysokie, jak tutaj do sufitu, a odór z nich unosił się nad całą rzeką. Poszedłem tam jako gajowy, aby ich powstrzymać, ale dostałem pismo:
„Zostaw ich w spokoju. Co ty chcesz robić? Przecież to należy do stanu Kentucky”.
Otóż gajowy z Kentucky nie może tutaj przyjść, ponieważ to jest poza jego terytorium. A gajowy z Indiany nie ma tu nic do powiedzenia, ponieważ ta woda należy do Kentucky. Tak to wygląda. Nic nie można zrobić. Powiedziałem:
„Mam chłopca, który dorasta i będzie chciał kiedyś łowić ryby. Jeśli tak dalej pójdzie z tymi sieciami, pułapkami i wszystkimi innymi urządzeniami tego rodzaju, to za dwadzieścia lat, o ile uda mu się złowić klenia, dają jego zdjęcie do gazety”.
I teraz już praktycznie tak to wygląda. Widzicie? W czym rzecz? Trzeba myśleć o tych, którzy przyjdą po nas.
31
Powinniśmy więc myśleć o innych, którzy kiedyś nas zastąpią, o ludziach młodych i tak dalej, i o miejscu dla naszych dzieci. Nie chcemy widzieć swoich córek w świecie, pogrążonych w tego rodzaju sprawach. Chcemy, aby te dziewczęta wychowały się tak, jak ich matki. W tym celu musimy poczynić przygotowania. Może nie będzie już jutra, ale my tego nie wiemy. Jeśli nie będzie już jutra, to Mistrz nie zastanie nas przy niczym innym, jak tylko przy wykonywaniu Jego dzieła. Kiedy On przyjdzie, zastanie nas na naszym posterunku. Rozumiecie?
Zaproponowałbym więc co następuje. Przedstawiłem to już bratu Neville. Kontynuujmy tę pracę dalej tak, jak dotychczas. Pozostawmy to po prostu tak, jak jest. Jestem wdzięczny za tych młodych kaznodziejów. Widzicie, właściwie w dniu sądu dla całej tej doliny nie będzie wymówki, ponieważ mamy małe zbory, usytuowane wszędzie, wysunięte posterunki, placówki na straży, będące w oczekiwaniu.
Wczoraj wieczorem byłem w zborze pewnego brata i zapytałem, czy wszyscy tam obecni są obwarowani pod osłoną Słowa. Wszystkie ręce podniosły się i to sprawiło, że poczułem się dobrze. Rozumiecie?
32
Otóż, bracia, kiedy myślę o tym zborze i o swojej usłudze, to według mojego najlepszego zrozumienia są cztery rzeczy, które można zrobić. Może nie wszystkie cztery, ale to jest jedyna perspektywa, jaką potrafię sobie wyobrazić. Jeśli Ten, który rozmawiał ze mną tam nad rzeką... Jeśli to jest wszystko, co pozostało dla Kościoła z pogan... W Objawieniu przekonujemy się, że pierwszy, drugi i trzeci rozdział zawiera mowę dla Kościoła. W czwartym rozdziale Kościół zostaje zabrany. Potem nie pojawia się, aż dopiero w rozdziale 19, to znaczy po okresie ucisku, kiedy Bóg powołuje Żydów. Tak jest.
Podobnie jak Enoch, który został zabrany w górę, zanim jeszcze pierwsza kropla deszczu spadła na ziemię. On został zabrany, a potem nastał ucisk. Widzicie? Noe znajdował się w arce, zanim nastał jakikolwiek ucisk. Lot był poza Sodomą, zanim nastał jakikolwiek ucisk. Widzicie? Podobnie i Kościół zostanie zabrany, zanim nastanie okres jakiegokolwiek ucisku.
Otóż podczas tego ucisku, jaki nastanie, śpiące panny będą prześladowane przez smoka, który wypuści ze swojej paszczy wodę, co oznacza tłumy, ludy i wojska. On będzie poszukiwał tej kobiety, weźmie ją, resztę jej nasienia, i zabije ją. Otóż to będzie w okresie ucisku, ale Kościół będzie już wzięty. Jeśli więc będzie to miało miejsce jutro, nie przeszkodzi nam to w kontynuowaniu naszych działań dzisiaj. Zróbmy więc bilans dnia dzisiejszego.
33
Myślę teraz o tym, co na tamtym miejscu powiedział ten anioł:
„Jak Jan Chrzciciel został posłany, aby poprzedzać pierwsze przyjście Chrystusa, tak twoje poselstwo...”..
Widzicie? Ja miałem podjąć to poselstwo, a ono miało poprzedzać powtórne przyjście Chrystusa. Otóż jeśli tak było, bracia, to jesteśmy bardzo, bardzo blisko, ponieważ ta godzina i to światło tego poselstwa prawie już przemija.
34
Czy zauważyliście, że kiedy nastąpiła Pięćdziesiątnica, a ci bracia zostali napełnieni Duchem Świętym, to nie było już prawie żadnego czasu do chwili, kiedy to poselstwo zaczęło gasnąć, a oni zaczęli zakładać zbory, aby mieć warownie dla Chrystusa i oczekiwać na Jego przyjście? Otóż ta sama rzecz ma miejsce dzisiaj. Jeśli Pismo jest prawdziwe, kiedy mówi: „Przywrócę wam plony lat, mówi Pan, które pożarła szarańcza, konik polny”, otóż jeśli to jest to, jeśli to jest to poselstwo, (a Bóg niech mi przebaczy, ja nie wiem), jeśli to jest to, to ten czas jest naprawdę bardzo blisko, ponieważ to poselstwo jest zakończone.
35
Niedawno miałem w nocy sen, że poszedłem, aby mieć usługę rozpoznawania, a było to na zgromadzeniu, gdzie była wielka liczba, tysiące moich przyjaciół. Pewien człowiek przyszedł po mnie i... (Zazwyczaj przychodzi po mnie Billy, ale on nie rozmawia ze mną.) A ten człowiek po prostu mówił bez przerwy i zanim tam doszedłem, opuściło mnie wszelkie namaszczenie do tego zadania. Wtedy powiedziałem sobie:
„Dobrze, wyjdę tam po prostu i wygłoszę poselstwo, mówiąc tym ludziom: „Nie zadawajcie się z tymi denominacjami” i tak dalej, oraz: „Wynijdźcie z tego”.
W taki sposób. Ale kiedy doszedłem do podium, to opuściło mnie. Nie wiem, co to oznacza, ale szedłem dalej. Po prostu nie wiem.
36
Może to być koniec mojej drogi. Może to być przyjście Pańskie. Może to być zmiana tego dnia. Może to być nadejście tego kogoś potężnego, jeśli ma jeszcze przyjść kto inny poza tym, co już nastąpiło; może to być to. Kiedy stoję tutaj dziś wieczorem przed Bogiem i przed wami, bracia, ja nie wiem. Nie mogę wam powiedzieć. Gdybym wiedział, powiedziałbym wam. Nie robiłbym o tym wzmianki, nie występowałbym z niczym takim, gdybym nie wiedział, w jaki sposób... Gdybym wiedział, jak ta sprawa potoczy się dalej, powiedziałbym wam, ale ja nie wiem. Nie jestem w stanie powiedzieć. Idę właśnie teraz na spotkania, nie mając ani odrobiny prowadzenia. Idę, ponieważ nie chcę tam siedzieć. Lubię wychodzić do lasów, jak każdy inny. Jeśli jestem co do tego w błędzie, niech mi Bóg przebaczy.
37
Są trzy rzeczy, które mogą mi się zdarzyć. Bądź jest to koniec mojej wędrówki i będzie mógł wystąpić ten ktoś inny. Ja otworzyłem drogę dla niego, aby mógł przejąć to zadanie, ponieważ pamiętajcie, że ten, kto przybywa, aby zwiastować, będzie wypełniał to Słowo:
„Zwróci wiarę synów z powrotem do ich ojców”.
To może być koniec mojej drogi. Możliwe też, że On zmienia moją usługę z powrotem na ewangelizację za oceanem. Albo myślę, że może On nie powoła mnie już więcej do służby ewangelisty, lecz zabierze mnie gdzieś na pustkowie, aby namaścić mnie i wysłać jako tego: „obiecanego”, który ma przyjść.
Może to być którakolwiek z tych rzeczy. Nie mogę iść dalej tą drogą, którą szedłem. Muszę jednak powiedzieć i mówię to przed mężczyznami, że ludzie wierzą mi. Często ludzie uważają, że jestem prorokiem. Ja nie uważam się za proroka. O nie, nie czynię tego. Nie mówię tego ze skromności, lecz mówię to, ze względu na prawdę. Nie uważam samego siebie za proroka Pańskiego. Nie mam tego zaszczytu.
38
Wierzę, że Pan użył mnie w małych, szczególnych rzeczach, aby założyć może fundament dla proroka, który przyjdzie. Prorok bowiem nie działa w taki sposób, jak ja działam. Wy o tym wiecie. Prorok nie jest ewangelistą, a ewangelista nie jest prorokiem. Pastor nie jest ewangelistą, a ewangelista nie jest pastorem. Bóg ustanowił w Kościele najpierw apostołów, potem proroków, potem nauczycieli, potem pastorów i tak dalej. Bóg umieścił ich w Kościele i Bóg dał im urzędy.
Ale tego ranka, kiedy kładłem ten fundament (otóż jeśli jesteście duchowymi, zrozumiecie to) z powodu wołania tych ludzi... Gdybyście wyłamali to stamtąd albo wzięli tę księgę i czytali ją, jest tam powiedziane: „Wykonuj pracę ewangelisty”. Nie powołał mnie, abym był ewangelistą, lecz powiedział: „Wykonuj pracę ewangelisty, albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą się od prawdy, a zwrócą się ku baśniom”. Widzicie? On zacytował to miejsce Pisma i powiedział mi, gdzie to się znajduje. Powiedział to trzy razy. Ja wziąłem Biblię, otworzyłem to miejsce, które mi podał, i tam to było. A potem, jak wiecie, była mowa o tych dwóch doniczkach, zielonoświątkowcach Jedności i zielonoświątkowcach Zborów. Nigdy ich nie skrzyżowałem. Zasadziłem ich własne drzewa tam, gdzie one były, ponieważ uważam, że jedni i drudzy są w błędzie. Z tego jednak ja znalazłem się na tym skrzyżowaniu, przy żniwie.
39
Bóg uznaje każdego, kto jest szczery. Powiedział to Piotr, który przekonał się, że Bóg nie ma względu na osoby. Zaprasza wszystkie narody, skoro w domu Korneliusza oni otrzymali Ducha Świętego tak samo, jak tamci na początku. Widzicie? Bóg nie ma względu na osoby. Może być osoba bardzo szczera, a jednak szczerze się mylić. Jeśli jednak jest szczera, Bóg w jakiś sposób poprowadzi ją do światłości. On zajmie się tym, ponieważ Bóg zobowiązany jest to uczynić.
Wierzymy, że przyjście Pana jest bardzo doniosłą rzeczą, zaś poselstwo nie rozpowszechni się już bardziej niż dotychczas. Pamiętajcie o tym, że istnieje predestynowane grono tych, którzy będą obecni, kiedy Pan powróci. Może ich liczba nie przekroczy tuzina. Widzicie? My tego nie wiemy. Może będzie ich sto milionów, może będzie dziesięć tysięcy. Predestynowani usłyszą jednak to poselstwo i uwierzą mu, jeśli jest to poselstwo posłane przez Boga, a my wierzymy, że tak jest.
40
Tutaj więc się znajdujemy, właśnie tutaj, aż do zakończenia tego czasu, w którym... Jeśli Bóg powołał mnie (słuchajcie teraz, tego nie należy powtarzać), jeśli On powołał mnie, abym był Jego prorokiem, to z pewnością nie piastuję urzędu jednego z nich. Prorocy nie ewangelizują. Prorok ukrywa się na pustkowiu sam na sam z Bogiem, dopóki nie otrzyma dokładnie wprost od Boga, co Bóg chce, aby on czynił. Wtedy on staje wprost i przekazuje to poselstwo, po czym wraca z powrotem na pustkowie. On nie jest ewangelistą, urządzającym spotkania, nawiązującym współpracę i robiącym wszystkie te rzeczy, które robią ewangeliści. On nie naucza jak ewangeliści. On ma TAK MÓWI PAN, właśnie to i tylko to. On to przekazuje, rozrzuca i pozwala, aby odłamki tego padały, gdzie chcą, po czym znowu odchodzi. Nikt nie wie, gdzie on się znajduje, a on jest gdzieś w izolacji.
41
Otóż ja nie mogę... Jeśli On mnie powołał, aby być takim, to nie mogę być ewangelistą, a jeśli mnie powołał, aby być ewangelistą, to nie mogę być prorokiem. Czy zrozumieliście, co mam na myśli? Nie wiem, co robić. Wykonywałem z oddaniem to, co On rozkazał mi najpierw, że mam trzymać ludzi za rękę i modlić się za nich, i że potem poznam tajemnicę ich serca, i wszystkie te różne rzeczy. Bracia, to jest niezawodne! Wy wiecie, że to prawda. Każdy z was o tym wie. Widzicie? Także i o tym, że On powiedział mi, iż to rozprzestrzeni się gwałtownie po całym świecie. Dokładnie tak naprawdę się stało. Każdy naród pod niebem o tym słyszał. Wszędzie donoszą o tym gazety, wszędzie są nagrania. Ja nie wiem, jak do tego doszło, ale przychodzą listy z całego świata, nawet z Tajlandii i od Hotentotów. Misjonarze w dużej liczbie zaopatrzyli się w te taśmy i przekazują tę interpretację Słowa. Słyszymy o tym teraz ze wszystkich zakątków świata. Widzicie? Otóż Kościół jest predestynowany uniwersalnie, wszędzie. Dwaj byli na łożu, dwaj na roli. Widzicie? Jeden został zabrany, a drugi zostawiony.
42
Skoro więc wykonałem pracę ewangelisty, a tutaj znajduje się moje ślubowanie, jeśli to podoba się Bogu i jeśli wykonałem to zadanie należycie, a ufam, że zadowoliłem Go i proszę o przebaczenie wszystkich moich błędów, to być może On powołuje mnie z pola ewangelizacji, aby stać się Jego prorokiem. Jeśli tak jest, to zaniecham ewangelizowania. Jeśli On powołuje mnie za proroka, to nie mogę być ewangelistą. Jeśli mam być ewangelistą, to nie mogę być prorokiem. Ja mieszam te dwa urzędy. Właśnie w tym byłem zawsze zabiegany. Stojąc na podium... To nigdy nie było dobre, uwieńczone powodzeniem. Bóg tego używał, ale nigdy nie myślałem, że jest to Jego bezpośrednią wolą. Było to Jego przyzwalającą wolą. Jeśli staje się na podium, jedno widzenie albo dwa prawie całkowicie wyczerpują człowieka. Rozumiecie? Jeśli powie się jednej osobie, w jaki sposób ona ma uporządkować swoje życie i co powinna czynić, to następna osoba, która tam stoi, oczekuje tego samego, ale nie można jej nic powiedzieć, o ile coś nie powie wam, co należy jej powiedzieć. Pozostałym ludziom potem wydaje się, że jesteście zdrajcą, odstępcą, albo też demonem czy czymś podobnym, ponieważ nie mówicie im tego, czego chcą się dowiedzieć. Widzicie, to nie jest właściwe dla tego urzędu, w taki sposób prorok nie działa.
43
Prorok pozostaje na uboczu aż do chwili, w której pojawia się w szpitalu, czy gdziekolwiek zostaje posłany, mając TAK MÓWI PAN. Wypowiada to, po czym znowu wycofuje się. On nie jest wcale ewangelistą. On nie prowadzi zgromadzeń i nie omawia różnych spraw. On ma Słowo od Pana dla tego przypadku, do którego zostaje wysłany.
Jeśli zostanie posłany do Białego Domu, staje przed Białym Domem i to jest TAK MÓWI PAN. Czy jest to do gubernatora stanu, czy do kogokolwiek innego, jest to TAK MÓWI PAN. On nie zadaje się z grupą kościołów, usiłując spowodować, aby oni przyszli i przyjęli Słowo, nie głosi też tych rzeczy jako ewangelista. On nie jest ewangelistą.
Widzicie więc, bracia, to jest przyczyną, dla której nie nazywam samego siebie prorokiem. Nie piastuję nawet urzędu jednego z nich. Widzicie? Czy więc rozumiecie, co mam na myśli? Mógłbym jeszcze przez długi czas mówić wam o wielu takich rzeczach, nie chcę jednak zabierać wam zbyt wiele czasu, a chciałbym także wydobyć trochę z tego Słowa, które zamierzam czytać dziś wieczorem.
44
Oto, co ja czynię. Nigdy nie czułem, bym miał mieszkać w Indianie. Jestem wędrowcem. Nie mogę... Przychodzę na pewne miejsce i myślę sobie:
„Przyjadę tu i osiedlę się tutaj. To jest właściwe miejsce”.
Ale nie mogę tego zrobić. Kiedy znajdę się gdzie indziej, myślę sobie:
„Tutaj się osiedlę”.
Ale kiedy mam to zrobić... Moja żona nazywa mnie „niespokojnym wiatrem”. Jaką to piosenkę teraz śpiewają? Niespokojne wiatry. Przypuszczam, że to słyszeliście. Chyba prawie wszyscy słyszeli, jak oni to śpiewają. Otóż tak właśnie ona mnie nazwała: „Niespokojne wiatry”. Kiedy tutaj przybywam, myślę sobie:
„Chłopcze, czas wracać do domu. Muszę zobaczyć się z żoną i dzieciakami. Trzeba mi pójść do zboru jeszcze raz i wygłosić kazanie”.
Kiedy się tam znajdę, idę do zboru i wygłaszam kazanie, całuję żonę i ściskam dzieciaki, wychodzę na dwór, aby strzyc trawnik, a wtem nad głową przelatuje mi samolot. Przystaję, ocieram pot z twarzy i chciałbym polecieć z nim. Muszę udać się gdzie indziej. Myślę, że powinienem udać się tam czy tam. Udaję się tam, wygłaszam kazania przez chwilę i rozglądam się, a tu następny przelatuje mi nad głową. Muszę polecieć z nim. Widzicie, nie ma dla mnie miejsca na osiedlenie się. Po prostu nie mogę tego zrobić. Jestem niespokojny, przemieszczam się z miejsca na miejsce. Coś jest tego powodem i nic na to nie poradzę. Jest coś takiego we mnie i wiem, że muszę to robić.
45
Jeśli chodzi o zbór w jego obecnym stanie, to czułbym się okropnie, gdybym miał go opuścić. Myślę o was wszystkich, mężczyźni, którzy tu siedzicie, gdyż wierzę, że będę spędzał z wami wieczność w tym chwalebnym kraju po tamtej stronie. Mamy wspaniałych mężów, wspaniały materiał, mocnych, solidnych ludzi. Właśnie niedawno nastąpiło przebudzenie w tutejszym zborze pomiędzy ludźmi. Zstąpił pomiędzy nich Duch Święty i zaczął rozdawać dary. Ja obserwowałem to, aby zobaczyć, czy nie stoczy się to do fanatyzmu. Ale za każdym razem, kiedy oni zaczynali posuwać się w tym kierunku, Duch sprawdzał to i prowadził z powrotem na właściwą drogę. Pomyślałem:
„Chwała Panu!”
Widzicie? Stójcie tylko na swoim miejscu. To bardzo dobrze. Widzicie?
Moje myśli są następujące. Gdyby było to możliwe, że kiedy rozpocznę i udam się gdzieś... Nie wiem, dokąd się udam, ale nie mogę siedzieć spokojnie i nie pozostanę tutaj. Po prostu nie mogę. Muszę gdzieś się przeprowadzić. A tam też nie zostanę zapewne dłużej niż kilka dni, a potem udam się gdzie indziej. Muszę gdzieś wyjechać. Nie wiem, dokąd idę. Abraham także nie wiedział, dokąd idzie. On po prostu przeprawił się przez rzekę i wyruszył.. To wszystko.
46
Czuję, co powinniśmy robić tutaj w obecnym czasie. Wierzę, że potrzebujemy budynek zborowy. Myślę, że dom Boży... Wy powiadacie:
„Po co wkładać do tego wszystkie te pieniądze, jeśli Pan niebawem przyjdzie?”
„Dobrze, ale po co trzymać wszystkie te pieniądze, jeśli Pan przychodzi?”
Widzicie? A jeśli ludzie przeznaczyli te pieniądze na kościół, to jest naszym obowiązkiem zbudować ten kościół, jak wykazało to 100 głosowanie tamtego wieczoru. A więc budujmy go! Ja powiedziałbym:
„Budujmy go! Tak jest!”
Nie wyraziłem tego nigdy dotąd, ale chcę to zrobić przed wami, mężczyźni. Nie chcę tutaj kobiet, ponieważ wtedy jedna przychyla się do tego, inna do tamtego. Spróbuję wam podać przyczynę, dla której chcę, abyśmy to zrobili. Myślę, że jeśli Pan przyjdzie w następnym tygodniu, to rozpocznijmy budowę w tym tygodniu. Oczywiście, niech On to zobaczy, że stoimy na swoim posterunku i spełniamy swoje obowiązki. Tak jest.
47
A jeśli zdołamy dobudować ten kościół? Co jeśli On przyjdzie, powiedzmy, za dziesięć lat? Co jeśli za dwadzieścia lat? A co, jeśli za sto lat? Kiedykolwiek by przyszedł, to nie ma znaczenia. Wiemy, że przybędzie po nas przed upływem tego czasu, ponieważ nie możemy żyć przez całych następnych sto lat. On przyjdzie po nas, ale my musimy pozostawić za sobą tych, którzy pozostaną. Pomyślałem więc tak: Dlaczego w takim razie nie pozwolić tutejszej radzie zborowej, do której przemawiam dzisiaj, aby zbudowała ten kościół? Wznieście go tutaj, dopilnujcie, aby był ładny, aby było to przyjemne miejsce, do którego ludzie mogliby przychodzić.
Chciałbym zaproponować, aby brat Neville był pastorem tego zboru, jak długo zbór opowiada się za tym, aby on był pastorem. To zależy od wyborów w tym zborze. Jak długo on wywiązuje się z obowiązków na tym posterunku, trwa we wierze i chce to wykonywać, odczuwa prowadzenie Pana, to Pan prowadzi go do tego, aby pozostawał na tym stanowisku, o ile zgromadzenie zadecyduje w głosowaniu tak samo.
48
Dalej powiedziałbym, że każdy z tych mężów tutaj, z tych pozostałych, pracujących na zewnątrz, jak brat Crase, brat Junior i wszyscy pozostali, jak długo oni odczuwają swój obowiązek na tym posterunku i są tutaj z sobą stowarzyszeni... Wy nie możecie pójść i spotykać się z metodystami. Nie będziecie z nimi mieli społeczności. Jeśli będziecie rozmawiali z baptystami o mówieniu językami i chrzcie w imieniu Jezusa, oni bardzo szybko dadzą wam kopniaka. [Brat Branham strzela na palcach - uw. wyd.] Tak jest. Siedząc tam bylibyście jak gołąb pomiędzy stadem kruków. Nie mielibyście wcale prawdziwej społeczności. Umarlibyście. Nie wyśmiewam się teraz z metodystów ani z baptystów, pamiętajcie o tym. Nie mówię, że są takimi, używam tylko porównania. Wielu z tych metodystów i baptystów to dobrzy ludzie, bogobojni ludzie, ale ja mówię o tej społeczności. Jest tutaj dziś wieczorem brat, który siedzi w tyle. Jakże on się nazywa? On jest ewangelistą i siedzi z tyłu. Brat J. T. Parnell, brat Beeler. Myślę, że ten brat, który siedzi tutaj... Niektórzy z nich... Wielu z was, obecnych tutaj, mężów Bożych, mających powołanie w swoim życiu, może coś robić. Nie siedźcie tylko bezczynnie. Róbcie coś. Jeśli nie zdołacie więcej, jak tylko wyratować jedną duszę, to wyratujcie tę jedną. Każdy z nas...
49
Otóż myślę, że ten zbór... Jeśli wy, mężowie, zbudujecie ten kościół, to dobrze byłoby, gdyby był dla was jakby centralą, a brat Neville tutaj jakby seniorem pośród was starszych. Widzicie? Czasem być może będziecie mieli pytanie, którego nie rozwiążecie w swoim zborze na zewnątrz. Przedstawcie je wtedy bratu Neville i rozpatrzcie to razem. A jeśli nie będziecie mogli dojść do żadnej decyzji, to wtedy ja wkrótce się zjawię i wtedy wszyscy tym się zajmiemy.
Ponadto, przygotowujcie w swoich własnych grupach do służby kaznodziejskiej mężów, u których widzicie, że mają w swoim życiu powołanie do takiej służby. Wychowujcie tych młodych ludzi i przyprowadzajcie ich tutaj pomiędzy starszych. Wszyscy wy siadajcie wspólnie na spotkaniach braci usługujących i nauczajcie się na nich wzajemnie głębszych spraw Bożych. Nie bierzcie się za zły koniec. Miejcie kogoś, do kogo możecie mieć zaufanie, aby był dla was jakby przywódcą. A jeśli czasem będzie się wam wydawało, że on nie postępuje dokładnie tak, jak powinien - to nie szkodzi. Jesteście mimo wszystko w wierze, więc trzymajcie się dalej razem. Być może kiedy spotkamy się potem wszyscy razem i będziemy się modlić, zstąpi od Boga rozpoznanie i On objawi dokładnie o co chodzi i da nam zrozumieć, jak należy postąpić. Rozumiecie to?
A tam zbory mogą przychodzić, aby słuchać. A jeśli wyszkolicie grupę mężczyzn, to o ile będę gdzieś w pracy ewangelizacyjnej, będą miejsca, gdzie będę mógł ich zaangażować w różnych częściach świata.
50
Gdybym był na przykład w Indii, dokąd zamierzam wrócić, mógłbym powiedzieć tam tym ludziom... Być może ktoś z nich mógłby tam mieć tysiące ludzi. Pozostałby między nimi tydzień lub dwa, oni zobaczyliby jego usługę i może polubiliby ją. Uwierzyliby, że to prawda i wyszliby z pogaństwa. Miałbym wtedy... Być może w ciągu dwóch albo trzech tygodni... Kiedy byłem tam przez dwa wieczory, a nawróciło się około stu tysięcy, nie mieli gdzie pójść. Następnego dnia wsiadłem do samolotu i poleciałem z powrotem do Rzymu, a potem dalej do Stanów Zjednoczonych. Pozostawiłem je jak owce między wilkami. Co by było, gdybym miał grupę mężów, młodych mężczyzn, wyszkolonych w tym poselstwie? Widzicie? Mógłbym wtedy powiedzieć:
„Poczekajcie chwileczkę. Zanim stąd wyjadę, uporządkujemy tutaj te zbory. Mam człowieka, któremu wysłałem już depeszę. Oni zbierają pieniądze, a on jest już w drodze, aby tu przyjechać i zająć się tą pracą. Jest to dobry człowiek. Będzie z nim dwóch lub trzech młodych ludzi, którzy będą jego pomocnikami i asystentami”.
Można byłoby założyć zbór oparty na tej wierze, który byłby wysuniętym posterunkiem w Indii, przyczółkiem w Niemczech, przyczółkiem we Szwajcarii. W obecnym czasie mielibyśmy już takich wiele w tych krajach, które odwiedzałem. A to poselstwo... potem z takiego powstaje inny, a z niego jeszcze inny. Czy rozumiecie, co mam na myśli?
51
Jutro wieczorem albo pojutrze wieczorem zobaczycie brata Mattsona-Boze, mojego przyjaciela, który tutaj przyjedzie. Zobaczycie, co taki jeden mały, ułomny Szwed był w stanie zrobić w Tanganice. On pojechał tam i... Otóż Mattson-Boze jest dobrym człowiekiem, ale on nie posiada tej wiary, którą my wierzymy.
Wziąłem go na przechadzkę, aby porozmawiać, i skoncentrowałem jego uwagę na jednym takim miejscu Pisma. Powiedziałem:
„Mattson, jesteś moim przyjacielem. Nie będziesz teraz podskakiwał ani uciekał. Przystaniemy tutaj, chwycimy jeden drugiemu dłoń jako bracia chrześcijanie i porozmawiamy”.
Widzicie?
Wyłożyłem mu to poselstwo należycie, a on tylko stał i mówił:
„Bracie Branham, ty z pewnością masz rację”.
„Dobrze, Mattson, ale ty w to nie wierzysz, jeżeli tego nie przyjmujesz”.
„No, bracie Branham, wierzę, że to, co mówisz, jest prawdą”.
„W takim razie dlaczego tego nie przyjmujesz?”
Widzicie? Po prostu stawiałem mu to wyraźnie przed oczy, a on... A potem, jak tylko od tego odejdzie, nie ma go. Widzicie?
52
Ale przypatrujcie się tylko, czego ten człowiek dokonał w swojej misji, po prostu jeden człowiek. On potrafił udać się do Chicago, zabrać Burtona i wszystkich innych, i wysłać ich tam, a w ten sposób zapoczątkować pracę, która teraz daje dziesiątki tysięcy nawróconych w jednym małym przebudzeniu. Nie jest to człowiek z wielkim obdarowaniem, lecz tylko człowiek, mający dosyć odwagi, aby tam się udać i rozpocząć. Co można by zrobić, działając w ten sposób? To już doszłoby do milionów. Z pewnością tak. Zmarnowaliśmy ten czas. Taka właśnie jest moja sugestia.
Otóż pamiętajcie, robiąc to przekonacie się, że czasem nie zgadzacie się z bratem tym i tym, że nie jesteście z nim zgodni. Ale pamiętajcie, że jeśli dochodzicie do takiego punktu, że mówicie:
„No, ponieważ on nie wierzy właśnie tak, jak ja, to ja nie będę miał...”..
Wtedy jest z wami coś nie w porządku. To nie ten facet jest nie w porządku, tylko wy nie jesteście w porządku! Kiedy bracia, którzy usiłują trzymać się razem...
My Branhamowie mamy pewną szczególną cechę. Jest nas dziewięciu i myśmy gryźli się między sobą jak małe psiaki. Ale mimo wszystko, kiedy te waśnie się kończyły, byliśmy ciągle Branhamami. Każdy wiedział, że ten drugi jest Branhamem. Ja wiedziałem, że on jest Branhamem i on wiedział, że ja jestem Branhamem. Widzicie? Ale myśmy się kłócili. Wy także robicie to w swojej rodzinie, ale oni są jednak waszymi braćmi. I tak właśnie to wygląda. Możemy się różnić, to jest w porządku, ale jednak jesteśmy jedno. Jesteśmy jedno w Chrystusie. Wierzymy temu poselstwu i pozostawajmy w nim.
53
I ja myślę, że to właśnie należy robić, kontynuując działanie, dopóki Jezus nie przyjdzie. To właśnie chciałem wyrazić w taki sposób. Wierzę, że jeśli będziecie mieli takie nastawienie...
Widzicie, musicie być zapaleni dla tej sprawy. Jeśli nie jesteście zapaleni, to coś jest nie tak. Coś nie jest w porządku. Nie powinniście mówić:
„No tak, w ubiegłym miesiącu bardzo paliłem się do tego, ale teraz nie wiem, co się stało”.
Widzicie, w takim razie jest gdzieś coś złego. Powinniście być gorliwymi bez przerwy i nacierać nieustannie. Widzicie? To diabeł usiłuje was zniechęcić. Zawsze lubiłem z tego powodu naszego poprzedniego prezydenta Eisenhowera. Miałem wielki podziw dla generała Eisenhowera. On powiedział:
„Kiedy walczyliśmy, bardzo często zdarzało się, że braliśmy pocisk, wkładali do armaty i uderzali w zapalnik iglicą, próbując go odpalić, ale on tylko pstryknął i nie odpalił. Ale nie poddawaliśmy się. Wkładaliśmy następny, ale on także tylko pstryknął. Jednak nie rezygnowaliśmy. Ładowaliśmy kolejne, aż wreszcie któryś zapalał i wylatywał”.
54
O to właśnie chodzi. To jest sposób na zwycięstwo w wojnie. Nie przestawaj próbować! Załaduj pocisk i odpalaj go. Masz pewne zadanie: trafić w wyznaczony cel. Jeśli pocisk nie odpala, wyrzuć go, załaduj następny i próbuj ponownie. Ładuj kolejny i znowu próbuj, aż któryś odpali. Jeden spośród nich jest z pewnością sprawny i jeden spośród nich odpali. W taki właśnie sposób powinniśmy postępować. Nie przestawaj dawać ognia, dawać ognia, aż coś się stanie.
Co ja teraz robię? Daję teraz ognia. Wychodzę tutaj, nie wiedząc nawet... bez wszelkiego przewodnictwa i odpowiedzialności. Miliony ludzi patrzy na człowieka i mówi:
„Co będziesz robił? Jaki będzie kolejny ruch?”
Niektórzy myślą, że umarłem, niektórzy myślą to czy tamto. Nawet ta strzelba wybuchła tamtego dnia i powiedzieli, że usiłowałem popełnić samobójstwo i wszystko możliwe. Widzicie? Mówiono o tym w całym kraju i wszystko możliwe. Widzicie? Ale z tym wszystkim należy się pogodzić. Wtedy niesie się brzemię tych ludzi.
55
A wyobraźcie sobie tylko, co by było, gdyby Bóg uczynił was odpowiedzialnymi za to, że znaliście serca ludzi, z którymi rozmawialiście. Pomyślcie o tym! Widzicie, bracia, być może... Wiem, że macie brzemiona, ale wy tego nie rozumiecie. A prócz tego, wy tutaj odpowiadacie za...
Wy powiadacie:
„Ależ to powinno być dla ciebie łatwe, bracie Branham. Wszy-st-ko, co robisz, Bóg ci po prostu mówi”.
Nie, on nie mówi. Ja wypocę to tak samo, jak wy, a jeszcze z o wiele większym trudem. Oczywiście. Muszę wypocić to z trudem o wiele większym niż wy, a przy tym żąda się ode mnie więcej. Podczas gdy wy musicie ponosić odpowiedzialność za pewien zbór, musicie ponosić odpowiedzialność za waszą rodzinę, albo być może tylko za siebie, są miliony ludzi, za których ja ponoszę odpowiedzialność. Widzicie? Muszę więc znać moje ruchy. A jeśli szatan wali w was z powodu jednej duszy lub kilku dusz, które pozyskacie, to co dopiero mówić o tych milionach, które trzymają się jak należy? O ileż więcej wrzuca tutaj swoich pocisków! Widzicie? Jest więc mnóstwo rzeczy, o których powinniście pamiętać, bracia. Nic więc dziwnego, że czasem staję się nerwowy. Oczywiście.
56
Teraz więc napieram dalej, właśnie w tej chwili. Ładuję pocisk. Jeśli odpala, to dobrze. Jeśli nie, nie przestaję. Odrzucam ten jeden niewypał i próbuję inny. Któryś z nich wypali i to wszystko, o co chodzi. Któryś z nich gdzieś wypali. Dlatego chcę mieć zawsze dobrze wycelowane, aby ten pocisk, który wypali, trafił w cel. Jestem pewien, że wiecie, co mam na myśli. Rozumiecie? Jest coś gdzieś. Wyjeżdżam na te zgromadzenia, po prostu podejmuję zdecydowany krok, coś jak skok do wody. Ja nie stawiam sobie za cel uczyć ich tych wielkich spraw, jakich uczę was tutaj.
Czy pamiętacie ten sen, którego wykład otrzymałem? „Wróć i gromadź żywność”. Gdzie był ten magazyn? Była nim ta świątynia. Czy jest gdzieś tu w okolicy lub gdziekolwiek w kraju coś, co można by porównać z tym poselstwem, które my mamy? (Oczywiście nasi mili bracia tutaj, którzy pracują na zewnątrz, te inne małe zbory to my. Jesteśmy jedno.) Dokąd chcielibyście pójść, aby to znaleźć? Pokażcie gdzieś coś porównywalnego. Jeśli pójdziecie do ugrupowań denominacyjnych, to zaraz odejdziecie od imienia Pana Jezusa, zaraz odejdziecie od tych innych rzeczy. Widzicie? I tutaj właśnie zgromadzona została ta żywność.
57
Otóż jedno poselstwo, jakie wygłosiłem tutaj do was wszystkich... Patrzcie, jedno poselstwo wygłaszałem dla was od jednej do sześciu godzin. Otóż gdybym miał użyć jednego z tych poselstw, zajęłoby mi to tydzień, aby wziąć małą odrobinę stąd i małą odrobinę stamtąd. Widzicie? Ponieważ tutaj zostało to zmagazynowane.
To jest na taśmach. To pójdzie na taśmach na cały świat i ludzie w swoich domach... Te taśmy wpadną w ręce predestynowanych przez Boga. On może pokierować tym Słowem. On pokieruje wszystkim dokładnie na właściwy kurs. Oto przyczyna, dla której On przysłał mnie z powrotem, aby to zrobić.
„Zmagazynuj tutaj tę żywność”.
On zabronił mi pojechać za ocean. Brat Arganbright powiedział:
58
„Dobrze, chodź, jedź. Masz jeden wieczór, ale my weźmiemy cię na objazd turystyczny całego kraju”.
To jest sposób, jak widziałem, że próbowali robić brat Fred i brat Banks.
„Ja nie pojadę w taki sposób”. - powiedziałem.
Widzicie? To wskazywało, że jest coś innego. Bardzo usilnie zdążam do tego celu, ale nie wiem, jaką drogę obrać. Ale wszędzie wokół mnie leży amunicja.
Czy On powołuje mnie z powrotem do ewangelizacji? Czy wzywa mnie do misjonarzy zagranicznych? Czy powołuje mnie za swojego proroka? Czy mam gdzieś być pastorem? Cokolwiek mam czynić, chcę w dalszym ciągu ładować te pociski i uderzać w nie iglicą. Któryś z nich wypali! Ale ja nie mam zamiaru stać, rozglądać się i mówić:
„Panie, ty załaduj ten pocisk do armaty”.
Nie, ja sam będę ładował te pociski i osobiście będę pociągał za spust, a On niech dokona odpalenia. On jest Tym, który o to się zatroszczy. Pozwólcie mi tylko w dalszym ciągu posuwać się naprzód.
59
Kiedy teraz udaję się stąd na te zgromadzenia, po prostu wyjeżdżam. Nie wiem, być może nie powiem niczego o tym poselstwie, jak głoszę je tutaj. Być może nie będę miał ani jednego wieczoru z rozpoznawaniem. Nie wiem. Idę tylko, nie wiedząc, co będę robił. Nie mogę wam powiedzieć. Po prostu wyjeżdżam.
A to jest tylko... W taki właśnie sposób powinniście postępować. Macie przed sobą pewne przedsięwzięcie. Ludzie tutaj chcą mieć budynek zborowy. Zbudujcie go! Wznieście go tak szybko, jak tylko potraficie. Postarajcie się o swoich nauczycieli i inne rzeczy. Wy bracia na zewnątrz w swoich małych zborach chcecie i wykonujecie pewną pracę, a Bóg was za to wynagrodzi. Wychodźcie tam na zewnątrz! Głoście Słowo! Róbcie wszystko, co możecie! Wszyscy wy zbierajcie się razem, wy wszyscy mężczyźni, urządzajcie spotkania i omawiajcie głębokie sprawy Pisma i módlcie się. Nie zgromadzajcie się tutaj wspólnie tylko po to, aby mieć samo zgromadzenie modlitewne. Swoje modlitwy przeprowadzajcie na osobności. Pozostańcie na swoich miejscach, wchodźcie do swoich pomieszczeń, ukryjcie się gdzieś, uklęknijcie tylko i trwajcie przed Bogiem, pozostając tam. A jeśli potem zobaczycie, że coś jak gdyby powstawało, a wy przekonacie się, że to oddala się troszeczkę od Słowa, to bądźcie ostrożni! Niezależnie od tego, jak dobrze by to wyglądało, zatrzymajcie to zaraz! To niewłaściwy duch uderzył, ponieważ poselstwo na ten dzień prowadzi do Słowa. Widzicie? Nie róbcie...
60
Widzicie, jeśli powiadacie:
„Och, bracie Branham, mówię ci - otóż ten i ten powstał kilka dni temu i stało się to i tamto”.
Czuwajcie nad tym! Przypatrujcie się temu uważnie! Nie krytykujcie tego. Czekajcie tylko i przyglądajcie się, jak to działa, a potem porównajcie to ze Słowem i zobaczcie, jak przedstawia się to w konfrontacji ze Słowem. Jeśli to jest zgodne ze Słowem i wszystko jest dobrze, to dziękujcie Bogu i dalej postępujcie naprzód. Widzicie? Po prostu jeśli to pozostaje w zgodności ze Słowem. To jest moje zdanie, to myślę, że powinniście robić.
61
Bracie Neville, bracie Ruddel, bracie Crase, bracie Beeler i wszyscy wy bracia tutaj, Junie, gdziekolwiek jesteś, a także pozostali z braci, niech was Bóg obficie błogosławi. Widzę Terry'ego, Lynna, Charlie Coxa, Davida, mnóstwo tutejszych młodych braci. Niech was Bóg namaści. Oj! Jakże chętnie zabralibyśmy garść z was do pracy ewangelizacyjnej i osadzili was gdzieś, wiedząc, że rozwinęliście się, że potraficie stać mocno, że znacie poselstwo i uczycie się, aby sprawdzić się w działaniu. Widzicie? Jeśli czujecie powołanie w swoim życiu... Widzę dwóch lub trzech młodych ludzi, a czterech czy pięciu na innej ławce tam w tyle, i jeszcze innych. Jesteście młodymi mężczyznami. Ja już się starzeję. Brat Neville się starzeje. Jesteśmy ludźmi w średnim wieku. Jeśli czas będzie się posuwał dalej, niebawem zejdziemy ze sceny, a wtedy wy będziecie musieli włożyć nasze buty. Rozumiecie?
62
Tak więc widzicie, że być może wtedy one jeszcze urosną, o ile będzie jakieś jutro. Teraz jednak, póki trwa dziś, pracujmy, dopóki jest dzień. Jutro może wcale nie nadejść. Ale jeśli nadejdzie, bądźmy na nie gotowi. Czy widzicie, co mam na myśli? Te właśnie myśli chciałem wam przekazać.
Czy nie byłoby to wspaniałe zobaczyć brata tutaj z Utica, brata Crase i was innych braci, zgromadzonych razem, spotykających się, zajmujących wspólne stanowisko, was kaznodziejów, siedzących razem i omawiających różne sprawy? Powinniście mieć gdzieś społeczność. Powinniście mieć coś, aby móc spotykać się w tej sprawie, rozwiązywać ją. Wy wszyscy jako grupa wierzących mężczyzn powinniście spotykać się jedni z drugimi i omawiać te zagadnienia. Powinniście ustalić sobie, powiedzmy raz w miesiącu, spotkania samych tylko usługujących. Spotykajcie się gdzieś w jednym z waszych zborów. Usiądźcie i przedyskutujcie te sprawy, omawiajcie je, każdy z was, pastorów, ewangelistów i kimkolwiek jesteście. A gdyby potem wyłonił się jakiś wielki problem, którego nie moglibyście rozwiązać, to jeśli zostanę powołany gdzieś na pole ewangelizacji... Nie wiem, czy tak będzie, ale gdyby tak było, to wiedzcie, że będę stale odwiedzał was co pewien czas. Gdybyście więc potem mieli te sprawy, to kiedy wrócę, spotkamy się i usiądziemy po prostu, aby je rozważyć. Jeśli ktoś z was ma powołanie w swoim życiu... Nie będziemy mieli prywatnych rozmów i tym podobnych rzeczy, które miewaliśmy, lecz zejdziemy się tylko razem i pozostaniemy tam, dopóki nie otrzymamy TAK MÓWI PAN.
63
Jeśli uda się wam sprawić, aby kaznodzieja chodził prostą drogą i postępował właściwie, to zobaczcie, co on będzie w stanie zrobić. Dzięki swojemu wpływowi on będzie mógł zająć się setkami podobnych spraw. O to właśnie chodzi, my po prostu uderzamy w to. Widzicie? Powinniście wejść w taki system. Boży system.
Podobnie jak Jetro powiedział Mojżeszowi:
„Ależ ty nie możesz uporać się z nimi wszystkimi”.
Potem Bóg ustanowił im starszych, siedemdziesięciu z nich, i wziął Ducha, który był w Mojżeszu, i włożył na tych siedemdziesięciu, tak że oni prorokowali, ale Mojżesza nie osłabiło to wcale. To go wzmocniło. On miał w sobie tyle samo proroctwa, jak przedtem, zanim oni zabrali mu Ducha, aby prorokować. Widzicie? On po prostu rozdzielił te sprawy i powiedział:
„A więc, Mojżeszu, niech oni rozsądzają te drobne sprawy, kiedy natomiast będzie chodziło o coś poważnego, ty dołącz do nich i pomóż im to rozwiązać”.
To więc jest właściwy sposób. Taka była Boża droga tam w przeszłości, taka była też Boża droga we wczesnym okresie Kościoła, a ja wierzę, że jest to Bożą drogą także i teraz, że i my mamy postępować tak samo. Tak jest. A więc róbmy to. Przestańcie po prostu mówić o tym, a zróbcie to. To wszystko. Z Łaski Bożej jesteśmy w stanie to zrobić. Czy nie wierzycie temu?
64
A teraz... Zaraz, niech zobaczę. Oj, wyczerpałem swój czas, ale Billy napisał mi tu notatkę. Chwileczkę, zobaczę, o co tutaj chodzi:
„Jestem z New Albany... córka Grace... szpital... złamała ramię... prosi o modlitwę za nią. Troub, W. C. Troub”.
Jakoś tak:
„Troub”.
Pomódlmy się za tą młodą panią.
Ojcze nasz niebieski, kiedy mówimy teraz... Zastanawiam się, że kiedy Ireneusz spoglądał na swoje małe grono mężczyzn, była to być może znacznie mniej liczna grupa, niż nasza tutejsza dziś wieczorem. Oni nie mieli foteli do siedzenia. Siadali na zimnych płytach skalnych i on do nich przemawiał. Oni wychodzili potem, mimo że wiedzieli, iż mogą zostać rzuceni na pożarcie lwom, iż mogą im poobcinać głowy. Ale:
„...wiara naszych ojców jest ciągle żywa, pomimo lochów, płomienia i miecza”.
Dziękuję Ci za tych mężczyzn, Panie. Proszę, abyś ich błogosławił. Błogosław każdego z nich w Twoim imieniu. Obyś Ty zachował ich w wierze, która raz na zawsze została przekazana świętym, aby oni nigdy nie uchylali się od niej. Obyś mógł wysyłać z tego grona pastorów, nauczycieli, ewangelistów. Spraw to, o Boże. Oby oni bronili tej twierdzy wszędzie, gdziekolwiek się znajdą. Oby oni pracowali nieprzerwanie, dopóki nie przyjdzie Jezus.
65
A teraz, Ojcze, przedkładam Ci wszystkie te prośby, jakie wpłynęły dziś wieczorem, i proszę, abyś wejrzał na tę miłą panią, która właśnie złamała ramię. Oby moc wszechmocnego Boga uzdrowiła ją i sprawiła, aby stała się całkiem zdrowa. Spraw to, Panie. Proszę, abyś jej dopomógł i abyś ją błogosławił. Błogosław jej bliskich, którzy zadzwonili. Niechaj ta moc, która wzbudziła Jezusa z grobu, podniesie także i tę dziewczynę. Niechaj jej ramię zostanie uzdrowione.
Wspominamy o tych wszystkich prośbach, przedłożonych dziś wieczorem. O tym biednym chłopcu, który leży chory. Słyszałem, jak brat ogłaszał, że chorobę Hodgkina, która go trawi, tak że ma twarz spaloną radem i zniszczoną przez to, co mu podają. Boże, miej litość nad tym chłopcem, pozwól mu przeżyć. Myślimy też o tym mężczyźnie, który nie przygotował się na spotkanie z Tobą, a teraz odszedł. Jego żona ze zgniecioną czaszką i to adoptowane dziecko. Także te inne sprawy. Siostra Bruce, która niosła tę wodę, ona starzeje się, Ojcze. Ona poparzyła sobie ręce i ciało od góry aż do dołu. Modlimy się o nią. Prawdopodobnie zabrano ją do szpitala, a my prosimy, abyś wyzwolił ją i pozwolił jej stamtąd wyjść. Spraw to, Ojcze. Prosimy o te błogosławieństwa w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
66
Chciałbym teraz zapytać was o coś. Czy wydaje się wam, że mamy jeszcze czas na trochę Słowa? Czy macie? Tylko przez... Otóż jest teraz... Wiem, że jest trochę późno, ale mam tutaj coś, nad czym zastanawiałem się dzisiaj i chętnie przemawiałbym na ten temat przez chwilę, a to może wam pomóc. Najpierw myślałem, że to ogłoszę. Otóż jest to na taśmie i gdyby ktoś chciał się na to powołać, Jim będzie to miał. Widzicie? Wydaje mi się, że należy to zrobić. A teraz to, co należy zrobić dla was, bracia.
Otóż czy wiecie, że kiedy ci pierwotni mężowie wychodzili do pracy, było ich niekiedy zaledwie sześciu albo ośmiu razem? A jednak oni wstrząsnęli całym krajem. Wiecie przecież o Akwili i Pryscylli, o tym wielkim ożywieniu, jakie prowadził w tamtej okolicy Apollos, a w tym gronie było zaledwie sześciu czy ośmiu mężczyzn i kobiet. Cały zbór składał się z sześciu czy ośmiu. Was jest tutaj dziś wieczorem pięć albo sześć, siedem razy więcej, niż było tamtych wtedy.
Jak wiecie, Jezus miał tylko dwunastu apostołów. My zawsze myślimy o czymś wielkim, ale Bóg nie działa w wielkich tłumach. To właśnie w tych małych grupach On osiąga swoje cele. Widzicie? Popatrzcie na to wszystko poprzez wieki, a zobaczycie, że kiedykolwiek On spotykał się z ludźmi, miało to miejsce w małych grupach. Widzicie? Tam On rozmawiał z nimi i przekazywał im swoje rozkazy. Tak się Bogu upodobało, w taki właśnie sposób On lubi czynić. A my teraz chcemy zatrzymać Boga wśród nas i czynić te rzeczy.
67
W niedzielny poranek, jeśli Pan zechce, chciałbym przemawiać do was na temat Ewangelizacja czasu wieczornego. A potem, jeśli Pan pozwoli, wyjadę prawdopodobnie i nie będzie mnie tutaj aż do późnej jesieni. Wrócę prawdopodobnie kiedyś we wrześniu. Teraz zaś ufam, bracia, że wszystko będzie się wam układać wspaniale, że wasze zgromadzenia będą wzrastać liczebnie, a łaska Boża będzie nad wami wszystkimi, dopóki się nie spotkamy. Wierzę też, że będziecie modlić się o mnie i o powodzenie dla mojej pracy. Pamiętajcie o modlitwach za mnie. One oznaczają, że jesteście moimi towarzyszami, moimi bliskimi, pomocnikami, a razem jesteśmy pomocnikami w Panu. Toteż kiedy staję w terenie przed nieprzyjacielem, chcę mieć tę świadomość, że wierni, prawdziwi żołnierze, że ci mężowie, których modlitwy za chorych i udręczonych są wysłuchiwane, modlą się za mnie. Jestem tym, który tego potrzebuje, będąc w terenie. Naprawdę jest mi to potrzebne, więc wy wszyscy módlcie się za mnie, kiedy się zbieracie. Nie zapominajcie o mnie w żadnym zgromadzeniu, módlcie się o mnie.
68
Chciałbym teraz czytać z ewangelii św. Jana, rozdziału 9, wersety od 26 do 35. Poświęcimy temu tylko kilka minut, a potem, za dwadzieścia albo trzydzieści minut, a może jeszcze wcześniej, jeśli Pan zechce, zakończymy. Teraz więc odczytam z Pisma urywek z ewangelii św. Jana 9, od 26 do 35 wiersza. Zapisałem sobie tutaj coś, nad czym zastanawiałem się.
„Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? Jakże otworzył oczy twoje?
Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a nie słuchaliście; co jeszcze chcecie słyszeć? Czy i wy chcecie zostać uczniami jego?
Złorzeczyli mu więc, mówiąc: Ty jesteś uczniem jego, ale my jesteśmy uczniami Mojżesza.
My wiemy, że Bóg mówił do Mojżesza, lecz skąd Ten pochodzi, nie wiemy.
Odpowiadając ów człowiek, rzekł do nich: To rzecz dziwna, że nie wiecie, skąd On jest, a przecież otworzył oczy moje.
Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, ale tego, kto jest bogobojny i pełni wolę jego, wysłuchuje.
Odkąd świat światem, nie słyszano, żeby ktoś otworzył oczy śleponarodzonego.
Gdyby ten nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić.
Odpowiadając, rzekli do niego: Tyś się cały w grzechach urodził i chcesz nas uczyć? I wyrzucili go.
A gdy Jezus usłyszał, że go wyrzucili, i gdy go spotkał, rzekł: Czy wierzysz w Syna Człowieczego?„
69
Teraz chciałbym przemawiać do was, bracia, przez kilka minut, wiedząc że moje krótkie przemówienie... Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale ufam, że Bóg tego w jakiś sposób użyje. Teraz więc na podstawie Jego Słowa... Wiem, że zazwyczaj wygłasza do was kazanie brat Sink, brat Neville lub ktoś inny z was kaznodziejów. Ponieważ zaś jestem tutaj z wami, jeśli pozwolicie, to chciałbym przemówić do was trochę w taki sam sposób.
Chciałbym wziąć sobie tutaj taki temat: „Stanąć po stronie Jezusa”. Faryzeusze i przywódcy Jego czasu usiłowali zawsze poniżyć Jezusa przed ludźmi. Właśnie taki był wtedy sposób pracy diabła. Wszyscy faryzeusze i nauczyciele Jego czasu bez przerwy starali się znieważyć Jezusa. Wszystko, czym można było Go obrzucić, kierowali przeciwko Niemu. Obserwowali go nieustannie, szukając czegoś, co mogliby wykorzystać przeciwko Niemu. Nigdy nie mówili o Nim niczego dobrego, lecz zawsze wyszukiwali coś, co mogłoby Go poniżyć. Mówili nieraz:
„Widzicie, zobaczcie tutaj. Gdyby On był mężem Bożym, nie robiłby tego w ten sposób. Gdyby On był człowiekiem Bożym, postępowałby inaczej”.
Usiłowali rzucić na Niego jakiś cień, aby odwieść ludzi od wiary w Niego. To jest praca diabła, a ta stara metoda nigdy nie została porzucona.
70
Często kaznodzieja popełnia jakiś błąd. Jeśli jakiś drogi brat, który stara się robić to, co słuszne, i prowadzić ludzi właściwie, znajdzie się w czyimś sąsiedztwie, to diabeł zrobi wszystko, co tylko może, aby wskazać temu niewierzącemu sąsiadowi, temu pozornemu chrześcijaninowi wszystko, co tylko da się zarzucić temu człowiekowi, a on to wykorzysta. Wiecie, prawdziwą chrześcijańską drogą jest osłanianie brata przed wszystkim możliwym. Nie rozpowiadajcie o nim złych rzeczy, mówcie o jego dobrych rzeczach. Jeśli coś jest złego, zostawcie to w spokoju. Ten biedny facet ma i bez tego przeciwko sobie dosyć. Nie próbujcie brać patyk, aby wepchnąć nim człowieka głębiej do dołu. Właściwym chrześcijańskim nastawieniem jest podanie mu patyka i wyciągnięcie go z tego dołu. Widzicie? Nigdy nie próbujcie wepchnąć go w kłopoty, gdyż on już je ma. Próbujcie go z nich wydostać. Niestety, muszę powiedzieć, że zbyt wielu z nas dzisiaj, zbyt wielu ludzi dzisiaj próbuje robić to opacznie. Jeśli tylko zdołają znaleźć coś naprawdę złego do powiedzenia o kim innym...
71
Jeśli na przykład ktoś z was, bracia, popełni błąd i zrobi coś złego. Jesteście przecież podatni na to. Ja także, każdy z nas. Ale jeśli wędrujemy razem, pamiętajmy o tym, że jesteśmy braćmi. Jesteśmy braćmi. A jeśli mamy jakiś spór, spierajmy się jeden z drugim. Przynieście to do wspólnego grona. Przynieście to przed naszych braci i uregulujcie to.
Otóż w rodzinie Branhamów był taki zwyczaj, że kiedy ktoś z tych maluchów coś nabroił, szli powiedzieć o tym Billowi, ponieważ ja byłem największy. A ja musiałem stanąć i rozstrzygać, co dobre, a co złe. Musiałem decydować, kto ma słuszność, a kto nie. Jeśli oni ciągle nie byli o tym przekonani, obchodzili mnie i za moimi plecami załatwiali to bijąc się. Ale oni byli ciągle braćmi. Rozumiecie to? Oni bili się między sobą na podwórku z tyłu domu i na podwórku z przodu domu. Widzicie, tak to wyglądało, ale oni nadal byli sobie braćmi.
Otóż w taki sposób i my mamy to robić. Widzicie? Jeśli masz coś przeciwko komuś, przeciw swojemu bratu, nie mów o tym nikomu innemu, jeśli to jest coś złego. Idź do niego i powiedz to jemu. A jeśli potem on będzie się z tobą spierał, to przybierz sobie jeszcze kogoś z sobą. Dopiero potem wyjdź z tym w ten sposób, jak mówi Biblia.
72
A więc na Jezusie starali się znaleźć każdy najmniejszy cień, próbując Go poniżyć w oczach ludzi. Tego właśnie chce diabeł. Oni chcą naruszyć wasz wpływ na ludzi. Z tego właśnie powodu należy starannie zważać na to, co się robi. Postępować jak prawdziwy mąż Boży, mówić jak mąż Boży. Widzicie? Zachowujcie się jak mężowie Boży, żyjcie jak mężowie Boży, ponieważ przeciwnik wasz diabeł chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając, kogo by mógł pożreć.
Dlaczego oni to robili? Byli zazdrośni o Niego. Z tego właśnie powodu usiłowali Go zbagatelizować. Oni zazdrościli Mu Jego usługi. Właśnie dlatego usiłowali Go poniżyć. Lecz On miał usługę powierzoną Mu przez Boga. Oni o tym wiedzieli, ale to było sprzeczne z ich doktrynami, toteż próbowali Go skompromitować. Robili wszystko, co możliwe, aby wyeksponować każde małe niedociągnięcie, jakie uda im się znaleźć, by przez to usunąć Go z drogi. Chcieli się Go pozbyć, chcieli, aby ludzie opowiedzieli się przeciw Niemu. Chcieli powiedzieć:
„Przecież ten facet nic nie znaczy. Patrzcie tylko. Oto, jaki On jest, zrobił to i tamto. A przecież wiecie, że to nie jest właściwe. Uczono nas przez całe życie, że musimy wierzyć starszyźnie. A oto On stanął i wywrzaskiwał na tę starszyznę. On nie zgadza się z tradycją ojców, a przecież powinniśmy wierzyć tradycji naszych ojców. Uczyli nas tego wszyscy rabini od niepamiętnych lat. A tu przychodzi ten Człowiek i nie zgadza się z nimi”.
Widzicie?
„Przecież taki człowiek jak On nie nadaje się na kaznodzieję”.
Widzicie, oni usiłowali Go zdegradować, ale mimo wszystko ci, którzy Mu wierzyli, miłowali Go i widzieli Jego biblijne cuda i znaki, nie dali się przez to powstrzymać. Wcale nie! Ci, którzy Mu wierzyli, wierzyli nadal. Ci, którzy Go miłowali, stali po Jego stronie. Oni nie dostrzegali tego, co wytykali Mu inni.
73
Obyśmy mogli być takimi! Obyśmy mogli po prostu nie widzieć! Jeśli ktoś nawinie się tutaj i powie:
„Wiesz co? Powiadają, że jesteś zielonoświątkowcem”.
„Nie jestem, jeśli chodzi o przynależność denominacyjną”.
„No tak, ale ty jesteś z tych, którzy chrzczą w imię Jezusa”.
„No, to prawda”.
„Pozwól, że coś ci powiem. Znałem pewnego człowieka, który został w taki sposób ochrzczony, a potem zrobił to i to”.
Ale spójrzcie, że to nie ma z tym nic wspólnego. To diabeł usiłuje rzucić na was cień. Zawsze starają się pokazać wam jakiś stary statek, który się rozbił o brzeg, ale nie pokazują wam tych statków, które bezpiecznie dopłynęły do celu. Tak jest. Widzicie? To prawda.
74
Oni zawsze próbują podrzucić wam coś uszczypliwego i powiedzieć:
„Oto jest przykład, co to powoduje. O, ja znam pewnego kaznodzieję, który był kaznodzieją uświęceniowym, a potem zrobił, to, to i tamto”.
Ale nie mówią o wielu innych, którzy nie byli kaznodziejami uświęceniowymi, a zrobili to samo. Widzicie to? A przy tym pomijają te wielkie sprawy, których dokonał Bóg.
To tak, jak ktoś powiedział:
„Och, ten człowiek tutaj posunął się za daleko. On przesadził. Zrujnował swoje życie, bo posunął się zbyt daleko. Stał się fanatykiem”.
Być może, że tak było. Może on to zrobił. Ale jeśli tyle gadają o kimś, kto posunął się za daleko, to co powiedzieć o milionach tych, którzy nigdy nie posunęli się dosyć daleko? Tego oni nie widzą. Rozumiecie, co chcę powiedzieć?
75
Tamci ludzie więc: faryzeusze, saduceusze, herodianie, obłudnicy i wszyscy inni starali się rzucić cień na Jezusa. Natomiast prawdziwi wierzący, predestynowani do słuchania tego poselstwa, słuchali tego i nie znajdowali w tym żadnego błędu.
To samo ma miejsce teraz. Ci, którzy Mu wierzą, miłują Go. Ci, którzy Mu wierzą, nie znajdują w Nim nic złego. Nie widzą żadnej herezji, nie widzą nic złego w Jego postępowaniu, nie widzą niczego złego w Jego Słowie, nie widzą niczego złego w Jego uczniach. Oni widzą po prostu Jezusa i to wszystko. Oni są predestynowani do życia wiecznego, toteż stają po stronie Jezusa i pozostają przy tym.
Kiedyś śpiewaliśmy pewną pieśń, brat Roy Roberson i... Śpiewaliśmy tutaj pewną pieśń, przypuszczam było to w tym czasie, kiedy tutaj przyszliście:
„Pójdę drogą garstki Pańskich wzgardzonych;
Wyruszyłem z Jezusem i przejdę przez przeszkody.
Raczej chcę iść z samym Jezusem
I jak Jakub mieć za poduszkę kamień„.
76
Słyszeliście chyba tę piosenkę. Tak jest. Wolę obrać tę drogę, której się sprzeciwiają, którą gardzą, drogę, którą pomawiają, a iść z Jezusem. Nie widzę w tym zupełnie nic złego. Nie zwracaj uwagi na uchybienia towarzyszy, lecz idź tylko dalej. To wszystko.
Otóż tak właśnie postępowali w stosunku do Jezusa. Oni nie chcieli, nie mogli... A wy pastorzy powinniście uczyć waszych ludzi, by robili tak samo. Może ktoś przychodzi i mówi:
„Ach, wiesz, w waszym zborze jest ten i ten. A on nie jest...”..
Tak, mój drogi, może siedzi tutaj takich cały tuzin, ale dlaczego nie zwracasz uwagi na tego jednego, który tutaj siedzi, a jest całkiem w porządku? Widzisz? Ty po prostu nie dostrzegasz lasu z powodu drzew, to wszystko. Znowu chodzi o to samo. Dostrzegacie to teraz?
77
Oni próbowali więc... Nie byli skłonni uznać, że On wykonuje dzieła Boże, i dlatego próbowali siać niezgodę i odwodzić ludzi od wiary. Ale ci ludzie, którzy Mu wierzyli, pozostawali przy Nim. Opowiedzieli się po Jego stronie.
Wiecie, myślałem tutaj o tym... o dwóch ludziach, których sobie tutaj zapisałem. Ten niewidomy, któremu On darował wzrok, nie zmienił zdania pod ich wpływem. Znamy tę historię. Ponadto on zadał im bardzo niepokojące pytanie. Oni się tam zebrali, Jezus przechodził tamtędy, a był On człowiekiem przez nich wzgardzonym i nienawidzonym. Biblia mówi, że Jego odrzucano, że nie było w Nim piękności, dla której mielibyśmy Go pożądać. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy. On był mężem boleści, świadomym niemocy. Te i inne rzeczy mówi cała Biblia o tym, jaki On będzie. Że będzie wzgardzony i odrzucony. Widzimy także tego człowieka.
78
Otóż ci, którzy wierzyli Słowu, wiedzieli, że te rzeczy, które czyni Jezus i które Go spotykają, należą do Jego życia. Po tym rozpoznawali, kim On jest. Dlatego nie mogli przypisać Mu nic nagannego, ponieważ nic takiego nie widzieli. A wy wiecie, że miłość jest ponadto ślepa na takie rzeczy. Miłość zakrywa mnóstwo grzechów, jak wiecie. Doskonała miłość usuwa bojaźń, grzech i wszelką niezgodę. Tak postępuje miłość.
Tak więc siedział tam ten ślepy człowiek, a Jezus i Jego uczniowie przechodzili tamtędy. Myślę, że Jezus uczył ich tam pewnej lekcji. Kiedy oni widzieli tego biednego, ślepego człowieka, pomyśleli:
„Ależ tak, z pewnością za tym kryje się jakiś grzech”.
Gdy widzimy, że człowieka coś spotyka, mówimy zawsze:
„No, on zgrzeszył. W jakiś sposób znalazł się poza wolą Pana”.
Brat Crase najechał na słup. Według czyjegoś zdania on znalazł się w sprzeczności z wolą Bożą. Kiedy wybuchła mi ta strzelba, mówiono:
„No, on był w sprzeczności z wolą Bożą”.
Kiedy brat Neville uderzył w ten samochód:
„On był w sprzeczności z wolą Pana”.
To nie jest całkiem słuszne. O nie, nie jest. Bóg dopuszcza te rzeczy.
79
Jezus odwrócił się i przekazał im pewną lekcję. Oni mówili:
„Jego ojciec musiał zgrzeszyć, a może jego matka. Albo może zgrzeszył on sam?”
Jezus odpowiedział:
„Nikt z nich nie zgrzeszył, lecz aby zamanifestowane zostały dzieła Boże”.
Amen! Widzicie? Bóg dopuszcza, aby wydarzyły się pewne rzeczy, by objawione zostały dzieła Boże.
To powiedziawszy przemówił do tego człowieka, darował mu wzrok i poszedł dalej swoją drogą. Kiedy to się rozniosło, zjawili się faryzeusze. Był więc ten ślepy człowiek, który siadywał tam żebrząc, a oto teraz on widzi. Wszyscy dookoła o tym mówili i spowodowało to pomiędzy nimi wielkie podniecenie. Coś podobnego! Oni przychodzą i widzą, że ten ślepy człowiek odzyskał wzrok. Dlatego przede wszystkim chcieli znaleźć jakiś sposób na zastraszenie ludzi, ponieważ dopiero niedawno ogłosili, że jeśli ktokolwiek poszedłby za tą nową nauką i za tym nowym prorokiem, którego nazywają Jezusem z Nazaretu, natychmiast oddają mu jego kartę członkostwa i nie będzie już miał społeczności w ich kościele. Nie będzie mógł już więcej uczęszczać do synagogi. Jeśli kto związałby się z Nim, niech sobie uczęszcza na Jego zgromadzenia, albo niech robi co chce, ale tutaj niech już nie przychodzi.
80
Zamierzali zrobić z tego wielki pokaz, ponieważ nienawidzili Go. Nie myśleli o tym biednym ślepym człowieku, ale chcieli zrobić z tego wielki pokaz, aby ludzie trzymali się od Niego z dala.
Postanowili przesłuchać jego ojca i matkę, poszli więc i sprowadzili ich, po czym zaczęli ich wypytywać:
„Czy jest to wasz syn?”
„Tak jest”.
„Czy się ślepo narodził?”
„Tak jest”.
„Jak to, że teraz widzi?”
Biblia mówi, że jego ojciec i matka bali się, ponieważ wiedzieli, że zostaną wyłączeni z synagogi, jeśli przyznają, że On jest... Widzicie, On już był przekreślony. Jego rodzice powiedzieli:
„Wiemy, że to jest nasz syn”.
81
Och, być może kilka tysięcy ludzi przypatrywało się temu. Gdyby tylko ci cuchnący faryzeusze mogli jakoś obrzucić błotem Jego imię tam na tym miejscu albo zrobić coś, aby zastraszyć ludzi, z pewnością wygoniliby Go stamtąd za to zbiegowisko. Widzicie? Wszelki Jego wpływ zostałby zniszczony.
Zeszła się ich spora grupa ubranych w swoje kapłańskie szaty i powiedzieli:
„Opowiedzcie o nim”.
„Wiemy, że to jest nasz syn - odpowiedzieli - wiemy też, że się ślepo narodził, ale jak to się stało, że teraz widzi, tego nie wiemy. Zapytajcie go, jest już przecież dorosły”.
Widzicie?
W porządku. Poszli więc i sprowadzili tego człowieka.
„Kto dał ci wzrok? Jak cię uzdrowił?” - zapytali.
„Ten, którego nazywają Jezusem z Nazaretu przywrócił mi wzrok”. - odpowiedział.
„Oddaj chwałę Bogu. Przecież wiemy, że ten człowiek jest grzeszny”. - powiedzieli mu i zapytali:
„Gdzie On teraz jest?”
„Nie wiem. On po prostu przechodził i uzdrowił mnie. To wszystko, co o tym wiem. Nie mogę wam nic powiedzieć o tym, czy On jest grzeszny albo nie. Tego nie wiem. Spotkałem tego człowieka dopiero dzisiaj. On jednak był w stanie darować mi wzrok. To jedno wiem, że poprzednio byłem ślepy, a teraz widzę. Jestem tego pewien, gdyż jeszcze pół godziny temu byłem ślepy, a teraz mam taki dobry wzrok jak każdy z was, a więc wiem, że widzę”.
O, jakimż było to dla nich ciosem! Myśleli usilnie, co by tu zrobić.
82
„Czy wy wszyscy także chcecie zostać Jego uczniami?” - zapytał ten człowiek.
To jest dobre, rzetelne świadectwo. To była dobra postawa. Powiedziałbym, że złożył bardzo dobre świadectwo.
„Czy wy wszyscy chcecie także zostać Jego uczniami?”
Oto jest laik, zwykły członek, człowiek, który był niewidomy, z ulicy, po swoim spotkaniu z Jezusem, a on pyta tych uczniów, faryzeuszy, biskupów, zwierzchników, czy chcą zostać także Jego uczniami.
„Ty sobie bądź Jego uczniem. My jesteśmy uczniami Mojżesza”. - odparli.
Widzicie, byli wpatrzeni w przeszłość, w odległą historię.
„Nie wiemy nic o tym Człowieku. Nie wiemy, skąd On jest. Nigdy nie przedłożył nam dyplomu żadnej z naszych szkół, z której wywodziłby się. Nigdy nie przyszedł i nie prosił nas o to. Nic o Nim nie wiemy. Czy wy, ludzie postronni, zdajecie sobie sprawę z tego, że On nie jest nawet ordynowany? To jest jakiś wróżbita lub coś w tym rodzaju. To Belzebub. Wy jesteście zaczarowani. Przecież On nie ma żadnego pełnomocnictwa, gdyż nie daliśmy Mu go jeszcze. Nawet nie wiemy, skąd ten Człowiek się wziął”.
Widzicie?
83
Ten stary facet, który odzyskał wzrok, powiedział na to:
„Ależ to jest zadziwiające”.
Widzicie, ci faryzeusze starali się pognębić tych ludzi, napędzić im strachu, ale ten człowiek stanął po stronie Jezusa. Widzicie? Pozwólcie mi przedstawić w trochę obszerniejszych słowach to, co on powiedział. On powiedział:
„To jest zdumiewające. Przecież wy faceci, którzy tutaj stoicie, macie pod sobą od stuleci wszystkie te sprawy religijne. Mówicie o tym, że ma przyjść Mesjasz, i o tym, co będzie się działo w tym przyszłym czasie, kiedy ten Wyzwoliciel nas nawiedzi. Opowiadacie nam o tym, co wszystko On będzie czynił, kiedy przyjdzie. A oto teraz stoicie tutaj, przywódcy religijni, arcykapłan i kapłani tej społeczności, stoicie tutaj razem przed ludem i staracie się obrzucić błotem Jego imię, usiłujecie powiedzieć o Nim coś złego, a przecież ten Człowiek przyszedł i otworzył moje oczy. Urodziłem się ślepy. Oto jest mój ojciec i matka, którzy złożyli o tym świadectwo. Urodziłem się ślepy i siadywałem tu pomiędzy wami przez wszystkie te lata jako ślepo narodzony. A oto przychodzi Człowiek i dokonuje cudu, jakiego nie było, odkąd powstał świat. Od początku świata nie zdarzyło się nic podobnego. A wy, przywódcy duchowi, nic o tym nie wiecie! Dlatego mówię, że to jest zadziwiające”.
Och! Ależ! On stanął po stronie Jezusa. Widzicie?
84
Bóg dopuścił, aby był ślepy, by na nim mogły zostać zamanifestowane dzieła Boże. Widzicie? Ponieważ On stanął po stronie Pana Jezusa. Opowiedział się po Jego stronie.
Otóż on zadał im bolesny cios. Czy wiecie, co oni zrobili? Powiedzieli:
„My wiemy, żeś urodził się w grzechu, a ty chcesz nas pouczać?”
Usunęli go z kościoła. Wypchnęli go. Odtrącili go. Wyrzucili go. Ale czy zauważyliście? Jak tylko został wyrzucony, Jezus znalazł go ponownie. Amen, amen! Jezus znalazł go znowu. Nie martw się więc, jeśli cię wyrzucą. On znajdzie cię znowu. Rozumiecie? W porządku.
„Czy wierzysz w Syna Bożego?” - zapytał go Jezus.
„Panie, kim On jest?”
On tego nawet nie wiedział. Wiedział tylko tyle, że podczas gdy dawniej był ślepy, teraz widzi.
85
Ja wiem to jedno, bracia. Mogą nazywać to fanatyzmem albo czymkolwiek chcą, ale podczas gdy kiedyś byłem grzesznikiem, teraz znalazłem łaskę. Coś się ze mną stało. Rozumiecie? To jedno teraz wiem. Ufając Jego Słowu, wierząc Jemu... Wykopnięto mnie z każdej organizacji pod niebem. Nie ma już ani jednej, gdzie jeszcze by mnie przyjmowano. Wy o tym wiecie. Niektórzy z tych ludzi tutaj na zewnątrz, dobrzy ludzie, przyjmują mnie, ale wszystkie organizacje spisały mnie na straty. Tak jest. Ale On mnie znalazł. On mnie znajdzie tak czy inaczej. Tak jest. Postępujcie podobnie...
To w porządku, że tak się dzieje, ponieważ my chcemy stać po stronie Jezusa, a jedynym sposobem, jak można stać po stronie Jezusa, jest stać po stronie tego, co On powiedział, wierzyć Jego Słowu. Stójmy więc po Jego stronie. Ten człowiek uzdrowiony ze ślepoty dał im trafne świadectwo. W porządku.
86
Znowu przekonujemy się, że oni usiłowali szkalować Jego imię. Jeszcze tylko chwilę. Będę musiał opuścić niektóre notatki, tak a-by-ś-my... Pewnego razu zaprosił Go pewien faryzeusz. Miałem tutaj na ten temat w przeszłości kazanie, które nazwałem: „Umycie nóg Jezusa”. Przypuszczam, że wszyscy tego słuchaliście. Pewien wielki, stary, sztywno nakrochmalony faryzeusz zaprosił Jezusa do swojego domu. Jeśli pamiętacie, dałem temu postać małej scenki i przedstawiałem, jak ten posłaniec przyszedł i znalazł Go, a On tam poszedł. Mimo że wiedział, iż Go tam nienawidzą, poszedł. A kiedy Go tam wprowadzono, wcale nie umyto Mu nóg, lecz kazano Mu usiąść tak, jak był. Był cuchnący, spocony po przebyciu męczącej drogi i tak tam siedział.
Weszła pewna kobieta, a oni pomyśleli:
„Oj, Pan jest dobry dla nas, ponieważ zobaczcie, to sprawia, że nasze wielkie przyjęcie...”..
Oni sprowadzili Go tam po to, aby stroić sobie z Niego żarty. Sprowadzili Go tam, aby on ich zabawiał. A teraz pomyśleli, że Pan współpracuje z nimi, ponieważ przyszła ta kobieta złej opinii, prostytutka, i płacząc umywała Mu nogi swoimi łzami i wycierała włosami. Ten stary faryzeusz i ci wszyscy pozostali kapłani stali w kącie i mówili do siebie:
„Ależ patrzcie, bracia, wszystko dobrze się składa. Pan ustawił wszystko dokładnie według naszych zamiarów. Możemy zaraz teraz splamić Jego imię. On nazywa samego siebie prorokiem i ludzie myślą, że jest prorokiem. Nazywają Go prorokiem galilejskim. Utrzymuje nawet, że jest Mesjaszem, a my wiemy, że Mesjasz będzie prorokiem. I oto On siedzi teraz tutaj. Zobaczcie, gdzie Go doprowadziliśmy. Patrzcie na to. Chłopcy, już Go złapaliśmy właśnie teraz. Oto On sobie siedzi jak zmokła kura tam w tyle, a jakaś prostytutka z Jego własnej warstwy kręci się wokół Niego i myje Mu nogi w taki sposób. A On nawet o tym nie wie. Gdyby był prorokiem, wiedziałby, co to za kobieta. Chłopcy, teraz sobie na Nim użyjemy, ponieważ zobaczcie...”..
87
Widzicie, robili wszystko, aby tylko zdyskredytować Jego imię, wszystko, aby zrujnować zaufanie ludzi do Niego, nie wiedząc, że są opętani przez diabła, aby to robić. Działali w harmonii z diabłem, usiłując oczernić imię Syna Bożego.
„Jak to możliwe, że oni to robili, bracia?”
Robili to, ponieważ wcale nie badali Pism. Jezus powiedział:
„Badajcie Pisma, bo wydaje się wam, że macie w nich żywot wieczny, a one składają świadectwo o Mnie”.
O, jakież On wypełniał posłannictwo! Widzicie? Tak jest.
„Jeśli nie wykonuję dzieł Mojego Ojca, to nie wierzcie Mi”.
Widzicie?
Ale ten faryzeusz tutaj mówił:
„Teraz Go przyłapaliśmy. Och, patrzcie, jest tu chyba z półtora tysiąca ludzi na tym przyjęciu. Zobaczcie, w jakiej żenującej sytuacji On się znalazł. Siedzi tu z prostytutką!”
88
A jakaż przerażająca rzecz to była w owym czasie! Och!
Okropne! I On tam siedzi z tą kobietą złych obyczajów, wygląda na to, że On się tam wśliznął razem z nią. Jest cały zmoczony od tego umywania nóg i wszystko inne, i tak tam siedzi.
Oni mówili:
„Ona jest tam przy Nim i myje Mu nogi. Otóż gdyby On był prorokiem... Widzicie, bracia, że On nie jest żadnym prorokiem. Gdyby był prorokiem, wtedy wiedziałby, jaka jest ta kobieta, która myje Mu nogi”.
A Jezus tylko siedział i przyglądał się jej. Nie poruszył nawet nogą, dopóki ona nie skończyła. Jeśli robicie coś dla Jezusa, Jezus siedzi czasem i tylko obserwuje was. Pozwala wam robić to, dopóki nie skończycie, a potem przychodzi nagroda. Być może spędzasz cały bieg swojego życia, pracując dla Niego, lecz nie martw się. Na końcu oczekuje cię nagroda, jeśli tylko obrałeś drogę po Jego stronie.
89
Może nie widzisz uzdrowienia osoby, za którą się modlisz, jednak módl się za nią tylko dalej. Często mawiałem:
„Gdybym modlił się za pięciuset osobami dziś wieczorem, a jutro rano wszystkich pięćset byłoby martwych, to jutro wieczorem głosiłbym nadal boskie uzdrowienie i modliłbym się za chorych”.
Rozumiecie? To nie ma z tym nic wspólnego. Widzicie?
On pozwoli wam nawet ponosić porażki i wszystko inne, aż w końcu dojdziecie do końca swojej drogi i skończycie swoją pracę, tak jak pozwolił skończyć tej kobiecie. Ona chciała wyświadczyć Mu przysługę i dlatego On trzymał po prostu nogi tak, by mogła je umyć. Och, gdyby powiedział:
„Nie rób tego”.
Ona wyskoczyłaby i uciekła, ale On pozwolił jej na wykonanie tej usługi.
90
Kiedy ona była z tym gotowa, gdy skończyła tę usługę, którą miała zamiar wykonać, On spojrzał na tego obłudnika, który stał z boku usiłując oczernić Jego imię i powiedział:
„Szymonie, mam ci coś do powiedzenia. Nie jej, tylko tobie. Stoisz tam z boku i w sercu nosisz ten zamiar, dla którego Mnie tutaj sprowadziłeś. Nie masz ze Mną społeczności. Czy Ja tego nie wiedziałem? Sprowadziłeś Mnie tutaj i posadziłeś Mnie tu w tyle, aby móc się ze Mnie naśmiewać. Wcale nie dałeś Mi wody, bym mógł umyć nogi, nie dałeś Mi nic na odświeżenie. Siedzę tutaj spocony i obolały, a ty nie dałeś Mi oliwy na twarz. Wstydziłeś się pocałować Mnie na powitanie lub uścisnąć Mi dłoń. Ze wstydu nie chciałeś tego robić przed swoimi bliskimi. A ta kobieta, odkąd weszła, nie przestała myć Moich nóg własnymi łzami i wycierać ich ręcznikiem swoich włosów. Chcę ci więc tylko pokazać, czy jestem prorokiem, czy nie”.
Widzicie? Amen! Lubię to.
„A teraz chcę zwrócić się krótko do ciebie. Wszystkie twoje grzechy, których jest wiele, są ci odpuszczone”.
Ha, czy oni splamili Jego imię? Oni myśleli, że tak. Myśleli, że Go powstrzymali. Myśleli, że Go zdyskredytowali i że już więcej nie będzie mógł w tej społeczności mieć ewangelizacji. Myśleli, że zniszczyli Jego wpływ na ludzi, ale wystarczyła jedna osoba, która Go miłowała, aby odwrócić całą sytuację!
91
Skąd wiesz, czy właśnie ty nie jesteś tą osobą dla twojej społeczności lub dla kogoś, z kim się spotykasz? Stań po Jego stronie, wyświadcz Mu przysługę, zrób coś dla Niego. Czy wiecie, co mam na myśli, bracia? Stańcie po stronie Jezusa. Uczyńcie Go swoim wybrańcem. Służcie Mu bez względu na to, co robią inni, bez względu na to, czy otrzymacie kiedykolwiek wynagrodzenie, czy co innego. To nie ma żadnego znaczenia. Czekajcie, aż praca się zakończy.
Jakże chętnie powiedzielibyście Mu... Ale chociaż nawet modliliście się za chorych, a oni nie wyzdrowieli, chociaż modliliście się o dar języków, a jednak nie mówiliście językami, choć modliliście się o proroctwo, a jednak nie prorokowaliście, możecie jednak robić jedną rzecz. Możecie opowiedzieć o Jezusie w swoim kościele, w swojej społeczności, w swojej pracy. Może nie mogliście zrobić ani jednej rzeczy, nie przyprowadziliście ani jednej osoby. Ta kobieta nie przyprowadziła nikogo do Chrystusa, ale ona wyświadczyła Mu przysługę. Jakież znaczenie będzie to miało na końcu drogi, skoro On powie:
„Mówię ci, wszystkie twoje grzechy są ci odpuszczone. Choćby ani jedna twoja modlitwa nie została wysłuchana, jednak ty przychodzisz w oparciu o Moje Słowo. Przychodzisz, ponieważ wierzyłeś Mi i wyświadczyłeś Mi przysługę. Dlatego mówię, że wszystkie twoje liczne grzechy, jakie popełniłeś, są ci odpuszczone”.
To będzie dla mnie wystarczające! Amen. Tak jest.
92
W porządku. Oni chcą mówić:
„Dni cudów przeminęły”. - i tak dalej.
Niech sobie to mówią i robią tak dalej, ale my wyświadczmy przysługę Panu. Oni Go nienawidzili, ponieważ byli w stosunku do Niego zazdrośni. To jedyna przyczyna, oni byli zazdrośni. Usiłowali zniszczyć Jego wpływ na ludzi, tak samo, jak robią dzisiaj. Jeżeli tylko mogą zniszczyć wpływ poselstwa na ludzi, udaje się im wyplenić tę rzecz. Tak jest. Dlaczego oni usiłowali to zrobić? Ponieważ On występował przeciwko ich wszystkim wierzeniom, przeciwko ich wszystkim doktrynom kościelnym i przeciwko wszystkiemu, w co oni wierzyli. On występował przeciwko wszystkim ich wiarom i tak dalej, był przeciwny temu. Oni nienawidzili Go, ponieważ On nie wdawał się w ich sprawy.
93
Inaczej byłoby, gdyby On przyszedł i powiedział:
„O, Kajfaszu, wspaniały mężu Mojego Ojca! Ja jestem Mesjaszem. Chodź-no tutaj, Kajfaszu. Czy widzisz tutaj tę wodę? Z pewnością pamiętasz, jak w Egipcie Mojżesz, ten wielki prorok, zamienił wodę w krew. Pamiętasz to, Kajfaszu?”
„Ależ młodzieńcze, jestem bardzo dobrze zaznajomiony z tą historią”.
„W porządku, Kajfaszu. Ja zamienię teraz tę wodę w krew, aby pokazać ci, że jestem tym prorokiem, o którym mówił Mojżesz. Oto to jest, Kajfaszu. Co o tym myślisz?”
„Och, a co Ty myślisz o tym, że Kajfasz jest faryzeuszem? Co myślisz o faryzeuszach?”
„Och, Ja myślę, że to są wspaniali ludzie. O, wy wszyscy przestrzegacie dokładnie tradycji ojców, a to jest bardzo dobre”.
„Wiesz, Ty mógłbyś być Mesjaszem”.
Nie, On nie mógłby być! To byłoby nieomylnym znakiem, że nim nie jest. Jeśli widzicie, że ktoś przychodzi i mówi:
„Chodźcie tutaj, a ja wam pokażę, co zrobię”.
oraz:
„Chodźcie tutaj, a ja zrobię to i tamto”.
to pamiętajcie, że coś jest tu podejrzanego zaraz na samym początku. Jezus powiedział:
„Nie czynię nic, czego najpierw nie pokazałby Mi Ojciec”.
Widzicie?
94
Tak, On był przeciwko nim. On uczył przeciwko nim. Potępił ich sposób święcenia sabatu. Potępił ich sposób ubierania się. Potępił cały sposób ich życia, wszystkie ich tradycje, ich umywanie kubków i miednic, i rąk, i wszystko inne. Potępił to zupełnie. O ich sposobie ubierania się powiedział:
„Nosicie długie szaty i zajmujecie pierwsze miejsca, i odprawiacie długie modły, pożerając domy wdów. Otrzymacie surowszą karę”.
„Ależ pamiętaj, że ja jestem doktorem tym i tym”.
„Nie dbam o to, kim jesteś”.
O ludzie, On naprawdę nacierał na nich potężnie, ponieważ oni nie... Dlaczego? Ponieważ oni nie wierzyli w Niego. On był Słowem. Widzicie? On próbował rozbić tę legalistyczną paczkę, a gdyby dzisiaj był na ziemi, próbowałby zrobić to samo.
95
Niektórzy mówią:
„Chwileczkę. Przestrzegamy sabatu. Robimy nawet to i tamto. Wiecie co, my nawet przestrzegamy tego i przestrzegamy tamtego. Nawet Wielki Piątek... Kiedy przychodzi post, czterdzieści dni przed Wielkanocą, zawsze przestrzegamy Wielkiego Postu. Przez całych czterdzieści dni nie palę. Wstrzymuję się od picia alkoholu przez czterdzieści dni”.
Och! Tradycja ojców. Legaliści! Jeśli miłujesz Boga, to przede wszystkim nie palisz. Jeśli miłujesz Boga, to nie... Na tylnej stronicy mojej małej Biblii, pierwszej, jaką kiedykolwiek miałem, napisałem sobie:
„Nie zadawajcie mi głupich pytań
I wbijcie to sobie do głowy:
Jeśli miłujecie Pana całym sercem,
To nie palicie, nie żujecie ani nie pijecie„.
To i dzisiaj jest nadal ważne. Ja nie dlatego tego nie robię, że myślę, iż On by mnie za to potępił. Zaprzestałbym tego, ponieważ uważam to za brudną rzecz, która nie przystoi kaznodziei. Tak jest. Nie powiedziałbym...
96
Często odwiedzam domy, a wychodzą mi otworzyć kobiety. Podchodzę do drzwi i pukam, a do drzwi podchodzi siostra i mówi: „Proszę wejść, bracie Branham”.
Jeśli nie ma jej męża, nie wchodzę tam, chyba że chodzi o przypadek choroby i ktoś jest ze mną. Zdarza się także, że wzywają mnie do szpitala albo do jakiegoś pokoju:
„Bracie Branham, proszę tu przyjść. Jestem siostrą tą i tą z tej i tej miejscowości. Jestem tutaj w hotelu. Przyjechałam ze swoją matką, która jest chora”.
Biorę wtedy moją żonę. Jeśli nie, to zabieram z sobą jakiegoś innego brata.
Widzicie, nie wydaje mi się... Myślę, że byłoby to całkiem w porządku, gdybym tam poszedł, ale co gdyby ktoś mnie widział tam wchodzić? Widzicie? Wtedy pierwsze, co powiedzieliby, byłoby to:
„On wszedł tam, gdzie była ta kobieta. On ugania się za kobietami”.
Widzicie, byłoby to coś, czego nie powinienem czynić. Rozumiecie? Nie powinniście nigdy robić nic takiego, ponieważ może to być dla kogoś kamieniem obrażenia na jego drodze. Rozumiecie? Nie wierzę, że robiłbym tam wewnątrz coś złego. Z pewnością nie. Wchodząc tam ufałbym Bogu. Bez względu na to, o co by chodziło, ufałbym Bogu. Niemniej jednak, widzicie... Miłuję Pana wystarczająco, aby tam nie iść. Widzicie, to chodzi o miłość, jaką macie. Robicie to nie dlatego, że jest to waszym obowiązkiem, ale robicie to dlatego, że miłujecie Pana. Nie macie obowiązku tego robić, ale robicie to mimo wszystko.
97
Paweł powiedział mi: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest wskazane”.
Rozumiecie? Paweł mógłby robić mnóstwo rzeczy, w których być może Pan rozumiałby go i ufałby mu, ale robienie ich nie byłoby dla niego stosowne. Ale na takiej właśnie drodze legaliście próbują mówić:
„Czterdzieści dni przed Wielkanocą zawsze rozpoczynamy post”.
Ale jedzą tyle, jak zawsze. Być może powiadają: „Dobrze, ja nie lubię fasoli, więc zrzeknę się fasoli na czas Wielkiego Postu”.
Słyszałem też, jak mówili: „Wiesz, nie lubię wieprzowiny, więc po prostu wstrzymam się od wieprzowiny. Nie będę też pił w okresie postu”.
Pewna kobieta powiedziała mi:
„Czy wiesz, czego się zrzeknę w czasie postu, bracie Branham?”
„Nie, czego?”
„Cukierków. Ja zresztą i tak niewiele o nie dbałam”.
Widzicie? Tak to wygląda. I to nazywają poszczeniem. Rozumiecie? To jest legalizm. Ktoś mówi na przykład:
„Wiecie, muszę za wszelką cenę być w kościele, choć się słaniam i mam daleką drogę. Wiecie, nie opuściłam szkoły niedzielnej ani razu przez pełny rok, ponieważ mój nauczyciel powiedział, że kto nie opuści ani jednego dnia, dostanie Biblię”.
98
Otóż, bracia, to jest też jakiś sposób postępowania, ale ja raczej poszedłbym i kupił sobie Biblię. Widzicie? Jeśli nie chodzisz do kościoła, ponieważ miłujesz Pana, to równie dobrze możesz zostać w domu. To wszystko. Widzicie? Ponieważ tam chodzi się z powodu miłości do Boga. Przypomina mi się taka pieśń, którą śpiewamy:
„Niech będzie błogosławiona ta więź
Naszych serc w miłości Chrystusowej,
Ta społeczność bratnich dusz,
Podobna do tej w górze
Kiedy rozstajemy się,
Sprawia nam to wewnętrzny ból,
Ale w naszych sercach pozostajemy złączeni
I spodziewamy się spotkać się znowu„.
Widzicie? O to chodzi. „Kiedy się rozstajemy, sprawia nam to wewnętrzny ból”. Pamiętam takie czasy, bracia, nie chcę nas potępiać, ale chcę, abyśmy zbudzili się i dostrzegli coś. Pamiętam taki czas w tym zborze, kiedy ludzie płakali, nie mogąc się doczekać wieczoru w środę, aby spotkać się z sobą. Tak jest. Widziałem kaznodziejów, którzy przychodzili tu i pytali:
„Jak ty to robisz?”
Otóż ci ludzie byli po prostu jednego serca. Widzicie?
Oni spotykali się przy drzwiach i mówili do siebie... Te siostry spotykały jedna drugą tam w tyle, brały się w objęcia i mówiły do siebie:
„Siostro, nie zapomnij modlić się za mnie, moja droga. Zobaczymy się w środę wieczorem. Będziesz się modlić, prawda? Módl się za mnie, a ja będę się modlić za tobą”.
Tak to wyglądało, a łzy błyszczały im w oczach.
Widziałem braci, którzy ściskali sobie dłonie i trudno im było się rozstać. To jest prawdziwa społeczność chrześcijańska. Widzicie? Widzicie, po prostu kiedy oczekują jedni na drugich i modlą się jedni za drugich. Tak jest. Tak powinno być między nami. W porządku.
99
Otóż ci ludzie, którzy robili takie uwagi, nie byli złymi ludźmi. Oni nie chcieli być źli. Oni uważali, że wykonują służbę dla Boga. Ci faryzeusze i inni to nie byli meliniarze ani alkoholicy. Byli to religijni ludzie. Oni nie byli źli, nie przyjmowali tylko Słowa prawdy. Nie przyjmowali Ducha. Dlaczego? Ponieważ trzymali się swoich wierzeń i tradycji swoich przywódców. Widzicie? To świadczy o tym, że miłowali swoich przywódców.
Oto był Kajfasz, arcykapłan i pozostali z tych wielkich kapłanów. I ci ludzie trzymali się... Weźmy na przykład katolika. Nie robię im zarzutów, to samo dotyczy protestantów. Weźcie katolika. On kocha swojego kapłana. Jeśli powiem mu o Słowie Pańskim i on zobaczy dzieła Boże, odpowie na to:
„Ale mój kościół nie wierzy w to”.
Widzicie? Możecie mówić i nalegać, oni tak mówią. Pewna kobieta powiedziała mi niedawno:
„To jest dla mnie grzechem, gdy tego słucham”.
Widzicie? Ona nie chce być zła. Ona tylko ma swój kościół i swojego kapłana w takim poważaniu, że gdy słucha czego innego... Ona jest wierna swojemu kapłanowi.
100
Świadkowie Jehowy są wierni temu, w co wierzą, baptyści są wierni temu, w co wierzą, prezbiterianie są wierni temu, w co wierzą. Oni są po prostu wierni swoim pastorom. Czy my nie możemy być tak samo wierni Słowu? Widzicie? Otóż jeśli tamci...
Chcę was o coś zapytać. Wy mówicie:
„Dobrze, bracie Branham, skąd wiesz, że oni nie są?”
Otóż gdyby ci faryzeusze i saduceusze oraz przywódcy tamtego czasu odeszli od swoich wierzeń i dogmatów, a posłuchali tego, co mówi Słowo i co mówił im Jezus, a było to dokładnie to, co On zgodnie z zapowiedziami miał mówić, wtedy przystaliby do Niego. Widzicie? Ale oni tak bardzo szanowali swoich przywódców... To nie byli źli ludzie. Oni nie kradli, nie kłamali, nie klęli ani nic podobnego. Tego nie robiliby. Nie popełniliby cudzołóstwa. Z pewnością nie. Przecież oni byliby świadkami ukamienowania kogoś, kto by się tego dopuścił. Oni tego nie robiliby. Byli to dobrzy ludzie, ale jedyną rzeczą jest to, że oni nie byli duchowi. Pod względem moralnym oni byli w porządku, ale nie to się liczy. A co powiedział im Jezus? Nawet do tych wiernych ludzi Jezus powiedział:
„Wy jesteście z waszego ojca, diabła”.
Widzicie? Liczy się Słowo.
101
Będę się teraz śpieszył, jak tylko to możliwe. Otóż oni nie byli napełnieni Duchem, ale byli wierni tym nowoczesnym naukom swoich przywódców. Widzicie? W porządku. Jego usługa demaskowała ich doktryny. Na tym polegała ta rzecz. Otóż patrzcie! Bracia, chcę was prosić o przebaczenie, że trzymam was tak długo. Być może następnym razem nie będziecie chcieli, abym tu był, ale patrzcie, słuchajcie tego. Widzicie, chcę, abyście upewnili się, że to zrozumieliście.
Otóż oni mieli swoje koncepcje, a były to wielkie kościoły, wielcy ludzie i wielcy mężowie, święci, dobrzy, szlachetni, wspaniali, zacni, uczciwi, wykształceni, inteligentni, religijni. Czy nie tak? Wiemy o tym dobrze. Tak dobrzy, jakich tylko można znaleźć. Widzicie? Ale kiedy wystąpił Jezus, Jego usługa zdemaskowała ich doktrynę, ponieważ Bóg przez Jego usługiwanie udowodnił, że jest z Nim.
Czy Piotr nie powołał się na to samo? On powiedział:
„Mężowie izraelscy, niech wam to będzie wiadome, dajcie też posłuch słowom moim. Jezusa z Nazaretu, męża, którego Bóg wśród was uwierzytelnił”.
Widzicie? A popatrzcie, że oni...
102
Jak powiedział ten niewidomy człowiek:
„Czy to nie jest dziwne? Jesteście przywódcami duchowymi tego narodu, a oto przychodzi Człowiek i otwiera moje oczy przez moc Bożą, a tymczasem wy nic o Nim nie wiecie. To jest zdumiewające”.
On coś miał. Czy nie tak? Z pewnością tak. W porządku. Pojawił się Człowiek, który był w stanie dokonać takiej rzeczy, a jednak oni nie wiedzieli, skąd On jest. To było coś zadziwiającego.
A teraz popatrzcie na dzień dzisiejszy, bracia. Widzicie, my mamy... Wiemy, że mamy Boże działanie. Wiemy, że ono dokonuje cudów, że ono uzdrawia chorych a nawet wskrzesza umarłych. Ono wypędza demony, mówi językami i wykłada języki, ono przekazuje proroctwa, a one się spełniają. On pokazuje nam sny i ich wykład, a to jest dokładne, niezawodne. Czy nie jest to więc dziwną rzeczą, że wielcy przywódcy powiadają, że jesteśmy paczką zwariowanych ludzi, podczas gdy oni są przywódcami narodu, przywódcami kościołów? To jest zdumiewające.
103
Co to jest? To jest zazdrość. Duch, moc i Słowo Boże w tych ostatecznych dniach demaskuje ich dogmaty i doktryny, którymi oni zaślepili ludzi. W tym cała rzecz. Dlatego, moi młodzi bracia, wy wszyscy, którzy udajecie się na zewnątrz, tutaj w tych zborach, trzymajcie się Bożego Słowa. Nie ustępujcie. Jeśli nie możecie sprawić, aby ono się wypełniło, nie stójcie nikomu w drodze. Trwajcie na posterunku uderzając w drzwi, wskazując wprost na to. Tak jest. Stójcie przy tym. Nie zapuszczajcie się do fanatyzmu, gdyż to was zdemaskuje. Jeśli jednak będziecie stali wiernie i święcie przy tym Słowie, Bóg was uwierzytelni. Tak jest.
Jego usługa demaskowała ich doktryny i dogmaty, i dlatego oni korzystali z każdej okazji, jaką mieli, aby się Go pozbyć. Wszystko, co zdołali znaleźć, aby się Go pozbyć, wykorzystywali. Ciągle usiłowali mówić:
„No patrzcie! Zobaczcie to. Widzicie, co on robi? A tutaj znowu tamten...”..
104
Pewnego dnia On siedział w domu Szymona, trędowatego. Żadne słowo nie mówi, że On go uzdrowił. On był trędowaty. Nigdzie nie jest powiedziane, że go uzdrowił. Tak jest.
Kiedy przechodził koło sadzawki Betezda, leżało tam dookoła być może dwa tysiące ułomnych, ślepych, kalekich, sparaliżowanych ludzi. A On podszedł do jednego tylko człowieka, uzdrowił go i odszedł. Można by powiedzieć:
„Ależ, jeśli On był Mesjaszem, to miał uzdrowić ich wszystkich. Jeśli był pełny współczucia, jak twierdzicie, to zlitowałby się nad nimi wszystkimi”.
Wszystko, co potrafili znaleźć, aby rzucić na Niego jakąś ciemną plamę, wykorzystywali. Wszystko, co znajdowali, rzucali na Niego.
105
W porządku. Wykorzystywali każdą nadarzającą się okazję, aby się Go pozbyć. Kwestionowali jego narodzenie. Sposób jego urodzenia się był pod znakiem zapytania i oni stawiali to przed ludźmi. Nie mogli zrozumieć, jak może być zrodzony z dziewicy i jak może być cieśla Józef, jak mniemali, Jego ojcem. On urodził się, zanim Józef i Maria się pobrali. Oni rzucali to ludziom. Tak jest. Widzicie? Co teraz mówię? Malowali Go na czarno. Widzicie?
„Patrzcie na Niego! Skąd On się wziął? Patrzcie na Jego matkę. To nic innego jak tylko prostytutka uliczna. Ona miała dziecko. A kiedy to dziecko miało się urodzić, gdy była już w ciąży, Józef poślubił ją, aby to ukryć, a potem zaczęli rozpowiadać jakieś dziwne... Przecież to jest sprawka diabelska, czy tego nie widzicie? Takie urodzenie!”
Puszczali to pomiędzy ludzi nie zważając na Biblię, na Izajasza 9: 6:
„Oto panna pocznie”.
Czy widzicie, co to było? Oni odeszli od Słowa. Właśnie tak.
106
Rzucali czarne plamy na Jego autorytet:
„Panowie, czy nie wiecie, że jesteśmy uczniami Mojżesza? Czy nie wiecie, że jesteśmy sługami Chrystusa? Czy nie wiecie, że codziennie badamy Pisma, a nie znaleźliśmy nic? Powiedziano, że Mesjasz przyjdzie do swojej świątyni. Nie ma ani słowa o tym, że On przyszedł do jakiejś świątyni. Gdzie On się znajduje? Z jakiej uczelni On się wywodzi? Zapytajcie któregokolwiek z braci, obojętne czy metodystów, baptystów czy prezbiterian, wiecie, faryzeuszy, saduceuszy i tak dalej. Jaką kartą członkowską On się legitymuje? Skąd w ogóle ma uprawnienia do wygłaszania kazań? Nie został przecież wyświęcony, nie ma nawet prawa do udzielania posługi duchowej”.
„Moje święcenia pochodzą od Boga”. - odpowiedział.
„Moje dzieła uwierzytelniają to, kim jestem. Tak jest. Nie potrzeba mi waszych papierów”.
107
Rozumiecie, co chcę powiedzieć? Oni to wszystko Mu zarzucali. Odrzucali Jego naukę, nazywali Go Belzebubem. Nie byli w stanie zrozumieć Jego nauki.
„Ależ On nie zgadza się z żadnymi tradycjami ojców! Nie zgadza się nawet z faryzeuszami, nie zgadza się z saduceuszami, nie zgadza się z żadną ich grupą. Skąd więc On bierze swoją naukę?”
Z Biblii oczywiście.
„No dobrze - powiadacie - ale skąd mam wiedzieć, że to jest prawdziwe?”
„Bóg się do tego przyznaje!”
To właśnie powiedział ten niewidomy człowiek:
„To bardzo dziwna sprawa, jeśli wy tak bardzo macie słuszność a On tak bardzo jest w błędzie, a przy tym mógł posłużyć się mocą Bożą i otworzyć mi oczy, podczas gdy wy nawet nie widzieliście czegoś takiego! (To dziwna rzecz. Coś podobnego! Ja lubię stać po Jego stronie. Czy wy także? Z pewnością tak.) Skoro twierdzicie, że jesteście uczniami Mojżesza i macie całkowitą rację a On zupełnie się myli, to niech zobaczę, że czynicie to samo, co On”.
Amen!
Oto w czym Jego nauka górowała. Ale oni Go odrzucali, zaprzeczali wszystkiemu, co On mówił o sobie. Mówili:
„On nie ma prawa... Jego twierdzenie, że jest Mesjaszem, jest fałszywe. Jak mógłby być Mesjaszem, a nie przyjść do kościoła? Jak mógłby być Mesjaszem? A my tutaj jesteśmy śmietanką Izraela!”
Ale ta śmietanka skwaśniała. Widzicie? Tak jest, są w niej muchy. Dlatego trzeba ją było zgarnąć i wyrzucić.
Oni mówili:
„Oto jesteśmy. To kościół, to wybrani. Przestrzegamy tradycji, przestrzegamy prawa Mojżeszowego. To wszystko stanowi nasz dorobek aż po dzień dzisiejszy. A ten Człowiek tutaj przychodzi i podważa wszystkie nasze roszczenia. A ponadto nasz święty kapłan, nasz ojciec święty zrobił to i zrobił tamto, dokonał wielkich rzeczy, jak i wszyscy inni nasi wielcy ludzie, a On mówi, że są z ojca diabła, zaś sam siebie nazywa Synem Bożym!”
108
Patrzcie tylko! Widzicie, usiłowali splamić tym wszystkim imię Jezusa, aby przez to zniesławić Go między ludem. Można by o tym powiedzieć jeszcze o wiele więcej, ale zajmuje to zbyt wiele czasu. Ale co się liczy? Słowo i uczynki uwierzytelniają Go. Amen!
O, dla prawdziwych wierzących, dla predestynowanych, którzy byli predestynowani, aby rozpoznać Jego usługę, to był On! Choćby nawet nie otwierał swoich ust i nie mówił o niczym, oni wiedzieliby, że to On. Alleluja!
109
Ta prostytutka poszła do studni tamtego dnia, aby przynieść wiadro wody, a pewien mężczyzna w średnim wieku, który tam siedział, poprosił ją:
„Daj mi się napić”.
„Ależ to jest wbrew zwyczajowi, aby Żyd prosił o coś kobietę samarytańską”. - odpowiedziała.
„Gdybyś wiedziała, z kim rozmawiasz...”..
Ona pomyślała:
„Oto jest całkiem przystojny Żyd”. - i powiedziała do Niego:
„Och, widzę, że jesteś Żydem, a jeśli jesteś Żydem, to jesteś oczywiście religijny. Wy powiadacie, że miejscem dla oddawania Bogu czci jest Jerozolima, natomiast nasz ojciec Jakub pił wodę z tej studni i tutaj poił swoje bydło. Ta studnia jest głęboka, a Ty nie masz czym naczerpać wody. My oddajemy Bogu cześć na tej górze”.
„Przerwij na chwilę. Idź i zawołaj swojego męża”.
„Nie mam wcale męża”. - odpowiedziała.
„Powiedziałaś prawdę”. - odrzekł.
„Miałaś pięciu, a ten, z którym żyjesz teraz, nie jest twoim mężem”.
Wyobrażam sobie tę prostytutkę, tę predestynowaną, jak kładzie swój dzban i mówi:
„Panie, widzę, żeś Ty prorok”.
110
Widzicie? Widzicie? To nasienie leżało tam. Jedyną rzeczą, jakiej potrzebowało, była woda, a teraz spadła na nie woda.
Kiedy ona spadła na tych faryzeuszy, oni odpowiedzieli:
„On jest Belzebubem”.
Nie mogło to wydać żadnego plonu, ponieważ nie było tam nic prócz chwastów.
Lecz kiedy ta woda żywota padła na to predestynowane nasienie, ona powiedziała:
„Panie, Ty musisz być prorokiem. Wiem, że kiedy przyjdzie Mesjasz, będzie nam mówił te rzeczy”.
„Ja, który z tobą mówię, jestem Nim”.
Pozostawiła ten dzban z wodą i pobiegła do miasteczka. Miała coś do opowiedzenia. Powiedziała:
„Chodźcie, zobaczcie Człowieka, który powiedział mi wszystko, co czyniłam. Czy On nie jest samym Mesjaszem?”
Widzicie? Ona stanęła po stronie Jezusa. Tak jest.
Czy nie była to dziwna rzecz? Wszyscy ci faryzeusze i saduceusze nie rozpoznali Go, natomiast ta prostytutka rozpoznała Go. Widzicie? Dlaczego? Ci, którzy Mu wierzyli, miłowali Go i widzieli Jego znaki, rozpoznawali, że są to znaki Mesjasza. Nie ma możliwości, aby to obejść. Oni to wiedzieli.
111
Zanim przyszedł do Niego stary Natanael, on być może powiedział do Filipa:
„Wiesz, Filipie, mam wątpliwości. Widziałem już mnóstwo różnych rzeczy, które pojawiają się w tych ostatecznych czasach. Wiem, że ma miejsce wiele rzeczy”.
Mimo to jednak poszedł, bo powiedział:
„Pójdę i posłucham Go. Zobaczę, co On ma do powiedzenia”.
Poszedł tam, a Jezus powiedział o nim:
„Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma zdrady.
„Mistrzu, skąd mnie znasz?” - zapytał.
„Zanim Filip cię zawołał, widziałem cię, kiedy byłeś pod drzewem”. - odpowiedział Jezus.
Co się wtedy stało? Ta woda padła na to predestynowane nasienie. Kiedy to nastąpiło, on powiedział:
„Mistrzu, jesteś Synem Bożym! Jesteś Królem Izraela!”
Skąd to się wzięło? To nasienie leżało tam przygotowane. Bóg wsiał je tam w dalekiej przeszłości, przed założeniem świata, aby wydało plon światłości właśnie w tym czasie. Alleluja!
Takie jest moje stanowisko, bracia. Dokładnie w to ja wierzę. Ja je głoszę, a ono pada tu i tam, oni zaś idą w tę stronę i w tamtą stronę. To nie stanowi żadnej różnicy. Gdzieś padnie to na nasienie. A gdy to nastąpi, ono wyda to życie w taki sam sposób. Jest to tak pewne, jak to, że istnieje świat. Tak jest.
112
Jak w przypadku tego ślepego chłopca. On powiedział:
„To się stało, aby okazały się dzieła Boże”.
Widzicie? On wiedział, co się stanie. Z pewnością tak.
W porządku. Kiedy więc predestynowani zobaczyli Jego biblijne znaki, wiedząc, że Słowo uwierzytelnia uczynki albo uczynki uwierzytelniają Słowo mieli pewność, że Słowo jest prawdziwe. Oni byli predestynowani, aby to zobaczyć, byli też dokładnie na właściwej linii, aby to zobaczyć, i dlatego otrzymywali to.
Potem mówili... Kiedy to już widzieli, zdawali sobie sprawę, że nie mogą się od tego nigdzie uchylić, ponieważ ludzie predestynowani do życia wiecznego znajdą je na pewno, i to wszystko.
„Wszyscy, których mi dał Ojciec, przyjdą do Mnie, a wszystkim, którzy przyjdą do Mnie, dam żywot wieczny i wzbudzę ich w dniu ostatecznym. Ani jeden z nich nie zginie”.
Amen! Ja trzymam się właśnie tego. Widzicie?
„Nie przez uczynki, nie przez osiągnięcia, nie mocą, nie siłą, lecz Duchem Moim”. - mówi Bóg.
Nie przez to, czego dokonałem, kim jestem ani kim będę, lecz kim On jest, ja zaś jestem w Nim. Kimkolwiek On jest, ja jestem Jego cząstką. Amen! Jestem zbawiony, ponieważ stanowię Jego cząstkę. On jest Bogiem, a ja jestem Jego cząstką, będąc Jego synem. Tak jest. Nie chodzi więc o to, co zrobiłem albo zrobię. Liczy się to, co On zrobił. Właśnie to jest moją ufnością.
113
W porządku. Oni więc widzieli, że nic nie wskórają. (Opuszczam tutaj kilka zanotowanych miejsc Pisma.) Wiecie, kiedy zobaczyli, że nie dojdą z Nim do nikąd, postanowili zrobić następną rzecz. Chcieli doprowadzić do tego, aby usunąć Go z pola pracy. Poszli i powiedzieli do Jego braci i matki:
„Wiecie, On jest bardzo zmęczony. Powinniście zabrać Go gdzieś na osobność na jakiś czas”.
Co za paczka obłudników! W rzeczywistości chcieli się Go pozbyć. Wcale nie martwili się o to, że jest zmęczony. Chętnie widzieliby, aby zapracował się na śmierć. Ale za każdym razem, kiedy wychodził do pracy, posypały się cuda, a Słowo Boże pojawiało się w obfitości. O, jakże chciałbym słuchać Go, kiedy stał tamtego dnia na brzegu morskim, kiedy powołał Szymona i powiedział Mu:
„Pójdź za Mną!”
Jakże chętnie wziąłbym kawał drewna i usiadł tam, pozostawił swoje sieci i kij wędkarski, bracie Crase, oparł się o to drewno i słuchał Jego kazania, kiedy On znajdował się w tej łodzi! Oj, pomyśleć tylko! Jakże chętnie słuchałbym, kiedy On mówił:
„Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzyście spracowani i obciążeni, a Ja wam sprawię odpocznienie”.
Amen! Bardzo chciałbym słyszeć Go, kiedy to mówił.
114
Usiłowali nakłonić Jego matkę i tych innych, aby zabrali Go z pola pracy. Mówili im:
„Wiecie, On jest przepracowany. Lepiej będzie, jeśli usuniecie Go gdzieś”.
Aby tylko się Go pozbyć. To wszystko, do czego dążyli. Tak jest.
Ponadto wielu chodziło za Nim, szukając okazji do złapania Go w pułapkę. Czy wiedzieliście o tym? Byli tacy ludzie, którzy naśladowali Go tylko po to, aby Go usidlić. Pewnego dnia podali Mu monetę, a zanim Mu ją podali, powiedzieli:
„Mistrzu, jesteśmy Żydami. Wiemy, że jesteś wielkim mężem Bożym. (Och, co za obłuda! Widzicie? Widzicie?) Wiemy, że jesteś wielkim mężem Bożym. O tak, Rabbi! (Oni chodzili z Nim.) O, dzień dobry, Bracie. Bardzo nas cieszy, że przebywasz tutaj w naszej okolicy. Miło nam Cię widzieć. Jesteśmy naprawdę Ci przychylni od stóp do głowy, Bracie. Jeśli urządzisz ewangelizację, możemy nawet z Tobą współpracować”.
Czy widzicie, co próbują zrobić? Nastawić na Niego pułapkę. Rozumiecie?
115
Oni powiedzieli:
„Przecież wiemy, że jesteś wielkim mężem Bożym. Nie masz względu na osoby. Wiemy, że jesteś odważny. W swoim poselstwie jesteś nieustraszony. Wiemy, że jesteś wielkim prorokiem, ponieważ żaden człowiek nie byłby w stanie postępować w ten sposób i być taki nieustraszony w swoim poselstwie w obecnych czasach, gdyby nie był prorokiem Bożym i nie wiedział, gdzie stoi. Wiemy też, że nie masz względu na żadnego człowieka. Rabbi, jesteś wielkim człowiekiem. My jesteśmy Żydami, jesteśmy całkowicie po Twojej stronie, Bracie. Z pewnością tak! Otóż, Mistrzu, czy to słuszne płacić podatek cesarzowi?”
Och, co za paczka obłudników! Widzicie? Duch Święty był z Nim, On był Duchem Świętym.
„Czy macie tu monetę?” - zapytał.
„O, tak, tak, mamy tutaj denar”.
„Podajcie Mi go. Czyj to jest na nim napis?”
„Cesarza”.
„To dawajcie cesarzowi to, co cesarskie, a Bogu to, co Boże”.
116
Nastawili na Niego pułapkę, aczkolwiek udawali Jego przyjaciół. Wygląda na to, że nikt nie mógł Go zrozumieć. Podróżowali z Nim przez pewien czas, a potem oburzali się na Niego i opuszczali Go, mówiąc:
„Och, myśmy myśleli, myśmy się spodziewali, że On z całą pew-no-ś-cią...”..
Nawet uczniowie mówili:
„Myśmy się spodziewali, że to On odnowi...”..
Nawet Jan posłał do Niego i kazał zapytać:
„Czy Ty jesteś nim, czy mamy oczekiwać innego?”
Widzicie? O, jakież On musiał mieć życie? A przy tym wiedział o tym wszystkim. Lecz On miał jeden cel, jedno zadanie: wykonywać dzieła Boże.
Wielu poszło z Nim, aby szukać okazji i usidlić Go. Otóż mam nadzieję, że nie będzie to bluźniercze, kiedy powiem, że dzisiaj jest tak samo. Wielu przychodzi i śledzi zgromadzenia, aby coś znaleźć, aby przypatrywać się modlitwie za kogoś.
117
Niedawno pewna siostra, która uczęszcza do tego zboru, odwiedziła inny zbór, gdzie Bóg sprawiał, że wszystko się działo. I pewna siostra stamtąd powiedziała do tej siostry:
„Wiesz, człowiek, który może modlić się za chorych, musi prowadzić bardzo zwycięskie życie. On musi być zdolny, by jego rodzina i wszystko inne, zostało uzdrowione na wypowiedziane słowo, tak zaraz”.
[Brat Branham strzela na palcach - uw. wyd.] A tak się złożyło, że ta pani była z Jeffersonville. (Jestem pewny, że nikt nie powinien wiedzieć, lecz jak powiedział Jezus:
„Nawet pomiędzy waszymi ludźmi...”..
Wiecie, wasza okolica. Tak jest. To jest przyczyna, dla której ja... Być może, że właśnie teraz to się zbliża. Widzicie, może to być zmiana czasu.) Ona na to odpowiedziała:
„Wiesz co? Każde swoje dziecko, jak tylko ma katar, bierze do lekarza”.
Biedne, zdegradowane, obałamucone stworzenie. Widzicie? Zobaczcie, kobieta, która właśnie chciała czymś obrzucić, więc powiedziała:
„Gdy jego dzieci chorują, prowadzi je do lekarza”.
118
Każdy rozsądny zrobiłby to samo. Ludzie nie mogą zrozumieć, że medycyna pochodzi od Boga. Ależ bracia, jeśli tak nie jest, to pochodzi od diabła. Z pewnością tak. Bóg działa tam, gdzie medycyna nie sięga. Oczywiście. Medycyna jest od Boga. Wy mówicie:
„Dobrze, ale znam mnóstwo lekarzy, którzy...”..
O tak, a ja znam mnóstwo kaznodziejów, którzy także robią w ten sam sposób. Nie chodzi o człowieka, który się tym posługuje, lecz o samą rzecz, czym ona jest. Znam wielu, którzy posługują się Słowem Bożym, a nie wierzą w boskie uzdrowienie, nie wierzą nawet w Boga. To prawda. Ale posługują się nim tak samo. Jest wielu ludzi zajmujących się medycyną i chirurgią, którzy zaprzeczają istnieniu Boga i innym rzeczom, ale jest także wielu, którzy w Niego wierzą. Jeśli to pomaga ludziom, jest to od Boga. Ja nie muszę brać tego samochodu i jechać nim dziś wieczorem do domu. Jeśli chcę, mogę iść piechotą, ale Bóg sprawił mi samochód, więc dziękuję za niego Bogu. Wszystkie te rzeczy pochodzą od Boga, ale używajcie ich rozsądnie, nie używajcie ich jak szaleni. Widzicie?
119
To jest to samo. Widzicie więc, jak jest. Próbują po prostu znaleźć coś, aby temu świeżo nawróconemu uprzykrzyć to imię, w którym przejawiają się sprawy Boże. Widzicie, oni chcieli zniesławić to.
„Za każdym razem, jak któreś z jego dzieci choruje, bierze je do lekarza”.
Naturalnie, że tak. A gdyby lekarz nie mógł... Zanim tam się udaję, proszę Boga o pomoc, jeśli zaś lekarz nie może na to nic poradzić, biorę je trochę wyżej. To prawda. Tak jest. O, tak samo jest dzisiaj. Próbują znaleźć gdzieś jakąś pułapkę.
120
On ich znał, ale zauważcie, że nigdy ich nie karcił. Chodził razem z nimi. To samo robi On i dzisiaj. Chodzi razem z nimi, okazuje im łaskę, tak jest, mimo że działają zupełnie przeciwko Niemu. Dlaczego? Ponieważ ich miłuje. On chodził z nimi, ale oni zawsze są gotowi wzywać Go w razie nagłej potrzeby. Wtedy zależy im na Nim. Nie chcą... Oni naśmiewają się z kogoś, kto wznosi okrzyki. Stroją sobie żarty z kogoś, kto głosi boskie uzdrowienie, i mówią, że w to nie wierzą. Po prostu jeszcze dosyć poważnie nie zachorowali. Słyszałem o niejednym takim.
121
Pewna kobieta umierała, właśnie kiedy biegłem na górę po schodach. Wtedy miewałem kazania właśnie tutaj, a ten człowiek stał przy drzwiach i wzywał mnie. Ona przechodziła. Mieszkała jedną ulicę dalej i miała krowę. Pewnego razu powiedziała:
„Gdyby moja krowa miała taką religię, jak Billy, to bym ją zabiła”.
Nie minęła nawet godzina od tej wypowiedzi, a ona została dotknięta chorobą i zabrano ją do szpitala. Była to piękna, młoda kobieta. Jej mąż był katolikiem i oni mnie wezwali, więc pośpieszyłem tam. Ona umierała. Jej oczy zachodziły opuchliną i wołała:
„Wezwijcie go, wezwijcie go, wezwijcie go. Szybko, szybko”.
Jej brat pobiegł na górę i stał tam w drzwiach czekając na mnie, przeciskał się do mnie. Sala była natłoczona, ale po chwili podszedł ktoś i położył na pulpit karteczkę, gdzie było napisane:
„Ktoś umiera w szpitalu”.
Powiedziałem, chyba do brata Grim Snelling'a:
„Zastąp mnie tutaj, dopóki nie wrócę”.
On zaraz powstał, aby prowadzić śpiew. On wtedy nawet nie był powołany, aby głosić Słowo Boże. Wyszedł, aby prowadzić śpiew, a ja wskoczyłem w samochód i popędziłem tam, ale kiedy wbiegałem na górę po schodach, ona odetchnęła po raz ostatni. Oczywiście wnętrzności, nerki, wszystko jeszcze działało. Pobiegłem tam, a jej twarz już nakryto. Dookoła buchała para, a stara pielęgniarka, która tam stała, powiedziała:
„Bracie Branham, jej ostatnim wytchnieniem był krzyk o ciebie”.
Usiłowała doprowadzić to do porządku, ale było już za późno. Czy widzicie to? Wiecie, możecie zgrzeszyć o jeden raz za dużo. Ona miała coś w rodzaju... Głęboko w jej twarzy...
122
Miała kasztanowe włosy i była naprawdę piękną kobietą. Jej obcięte włosy były całe rozczochrane. Wielkie brunatne oczy wyłaziły z oczodołów i były na wpół zamknięte. Plamki na jej twarzy zdradzały ogromne napięcie, były jakby wypukłe, a jej usta otwarte. Wszedłem tam i spojrzałem na nią, a jej mąż stał tam i powiedział:
„Billy, oto co się stało. Jestem katolikiem, ale proszę cię, abyś zmówił za nią modlitwę, gdyż ona poszła do czyśćca”.
„Co takiego?” - zapytałem.
„Zmów za nią modlitwę. Ona jest w czyśćcu. Niecałe dwie godziny temu ona przechodziła koło twojego kościoła i powiedziała, że gdyby nasza krowa przystąpiła do takiej religii jak twoja, to zabiłaby tę krowę. Zmów za nią modlitwę”. Widzicie?
„To za późno”. - odpowiedziałem.
„Powinna była oczyszczać swoją duszę tutaj, a nie dopiero jak znajdzie się gdzie indziej”.
Widzicie? To prawda. O, tak. Ale my zawsze pragniemy Go wtedy, gdy nas coś dręczy. Słyszałem ludzi mówić:
„Ja nie wierzę w Boga”.
Ale niech tylko poważnie mu coś dokuczy, a zaraz jest On pierwszym, do kogo się zwraca.
123
Nawet Jego uczniowie pewnego razu, kiedy szalała burza, zobaczyli Go, ale byli trochę przestraszeni z powodu Niego. Nie wiedzieli dokładnie, co to jest.
„To zjawa”. - powiedzieli i krzyknęli ze strachu.
Ponieważ jednak wszelka nadzieja ratunku opuściła ich, więc zaprosili Go do łodzi. Tak jest zawsze, niezależnie od tego, czy ma się jakieś podejrzenia, czy nie. Kiedy prysną wszelkie nadzieje, chętnie zaprosicie Go. Tak jest. Zaprosili Go, ponieważ był im potrzebny. To prawda.
Wiecie, często zastanawiałem się, dlaczego przychodzą czasem te burze. Czy myśleliście kiedyś o tym? On usiadł sobie na górze i przyglądał im się aż do chwili, kiedy Go potrzebowali. Dopiero wtedy pojawił się na widowni. Także i my widzimy teraz, że On jest nam potrzebny. Widzimy, bracia, że nadciąga burza. Stańmy dziś wieczorem po Jego stronie, stańmy po stronie Jego Słowa. Tutaj kończę.
124
Stańmy po Jego stronie. Wy i ja, bracia, połączmy się dziś wieczorem z Nim. Burza nadchodzi. Nie czekajcie, aż ta mała łódka zacznie tonąć. Przyjmijmy Go do swojej małej barki już teraz. Może rozglądacie się i mówicie:
„Nie jestem w stanie zrozumieć wszystkich tych rzeczy, bracie Branham”.
Zobaczcie, czy mówimy coś prócz tego, co jest w Słowie. Zobaczcie, czy jest w tym coś prócz tego, co On przyrzekł czynić. Być może, że czasem wydaje się wam to trochę upiorne i myślicie sobie:
„Oj, nie mogę tego zrozumieć”.
Będzie jednak dzień, kiedy to życie was opuści, a wtedy nie będzie się wam to wydawać takie złe. Kiedy przekonacie się osobiście, że odwróciliście się od Boga, który was stworzył, wtedy będziecie chcieli Go przyjąć. Przyjmijcie Go już teraz, zanim burza stanie się jeszcze gorsza niż obecnie.
125
Chcę Go przyjąć do swojego serca. Pragnę Go tak bardzo w swoim życiu, pragnę, by cała moja istota była przesiąknięta, by mój umysł, moje myśli, wszystko to, czym jestem, było pod władzą i panowaniem Chrystusa Jezusa. Chciałbym tak wyzbyć się samego siebie, by wszystkim, co wiem i co widzę, był Jezus Chrystus. I jeżeli... Chciałbym przyjść przed was wszystkich... Jeśli Bóg niebieski dozwoli wam mieć te rzeczy, o których mówiłem, to kiedy przyjdę pomiędzy was, chciałbym zobaczyć Chrystusa, i to tego ukrzyżowanego. Chciałbym widzieć chwałę i drogocenne uwielbianie Boga. Chciałbym usiąść pomiędzy wami i słuchać, jak jeden kaznodzieja wstaje i oddaje Bogu cześć za to, co widział Go czynić w swoim zborze, a potem drugi, co widział w swoim zborze, a potem następny, co widział Go czynić w swoim zborze. Dokładnie to oni czynili.
126
Kiedy w Dziejach Apostolskich 4 oni zeszli się razem, aby mieć z sobą społeczność, składali relację z tego, co Bóg uczynił na tym miejscu i co Bóg uczynił na tamtym miejscu. Piotr i Jan zostali wychłostani i zapowiedziano im, co ich spotka, gdyby jeszcze raz odważyli się przemawiać w imieniu Jezusa. Potem oni spotkali się ze swoimi i wszyscy modlili się jednomyślnie, w zgodności z wolą Bożą, cytując Pisma:
„Czemu wzburzyły się narody, a ludy myślały o próżnych rzeczach?”
A kiedy się modlili, Duch Święty wstrząsnął tym miejscem, na którym byli zgromadzeni. Właśnie takiego rodzaju zgromadzenie jest nam potrzebne. To właśnie powinniśmy mieć, bracia.
127
Bądźmy obwarowani Słowem Bożym, Duchem Bożym, mocą Bożą i niechaj nasze światło świeci tak, byśmy byli podobni do Szczepana.
On stał sam jeden przed tą radą Sanhedrynu, otoczony być może przez pół miliona ludzi, z których każdy wskazywał na niego palcem w geście oskarżenia. Kiedy ten mały facet tam wyszedł, jest powiedziane, że jego twarz lśniła jak twarz anioła. Nie mam na myśli być może takiego światła na twarzy. Anioł nie musi mieć na sobie światła. Ale anioł to człowiek, anioł to posłaniec, i to taki posłaniec, który wie, o czym mówi. On wystąpił i powiedział:
„Mężowie bracia i ojcowie, nasi przodkowie mieszkali w Me-zo-po-ta-mii...”..
Mówił potem o tym, jak zostali stamtąd powołani, o Abrahamie i tak dalej, aż do pewnego miejsca w historii. Potem doszedł do punktu kulminacyjnego i powiedział:
„Ludzie twardego karku i nie obrzezanych serc i uszu, dlaczego zawsze sprzeciwiacie się Duchowi Świętemu? Jak czynili wasi ojcowie, tak czynicie i wy”.
On dokładnie wiedział, przy czym stoi. To był powód, dla którego on był promieniejący. Nie bał się ani odrobiny, gdyż wiedział, komu zawierzył.
Nawet kiedy śmierć pukała do drzwi serca Pawła, on powiedział:
„Wiem, komu uwierzyłem, i jestem tego pewny, że On mocen jest zachować to, co Mu powierzyłem, aż do owego dnia”.
Amen!
128
Niech was Pan błogosławi, bracia. Przykro mi, że trzymałem was tutaj aż do godziny 22.35, gdyż wiem, że nie jesteście do tego przyzwyczajeni. Przepraszam was za to, ale byliście dziś wieczorem naprawdę delikatni. Nikt z was nie wyszedł. Siedzieliście i skupialiście całą uwagę. Mam nadzieję i ufam, że w tym moim skromnym, nieskładnym, nerwowym przemówieniu Bóg, Duch Święty wsiał gdzieś małe nasienie do waszych serc, i że moc Boża padnie na nie i wzbudzi je do życia, jak stało się to w przypadku tej kobiety przy studni i w przypadku innych, predestynowanych do życia wiecznego. Niech was Bóg błogosławi.
Bracie Neville, czy zechcesz nas rozpuścić? A może chcesz coś...
„Czy miłujecie Go?
[Zgromadzeni odpowiadają: Amen - uw. wyd.]
Czy chcecie Mu służyć?
[Amen.]
Czy będziecie Mu wierzyć?
[Amen.] Amen!
Czy miłujecie Go? Amen.
Czy chcecie Mu służyć? Amen.
Czy będziecie Mu wierzyć? Amen, amen, amen
Chcemy to śpiewać. Amen.
Amen, amen, amen, amen.
Biblia mówi prawdę. Amen.
Ja w to wierzę. Amen.
Ona jest Słowem Bożym. Amen, amen, amen„.
Powstańmy.
„Amen, amen, amen, amen, amen.
Panie, miłujemy Cię.
Amen, amen, amen, amen, amen.
Wierzymy, że przychodzisz.
Amen.
Jesteśmy gotowi na spotkanie z Tobą.
Amen.
Przyjdź, Panie Jezu.
Amen, amen, amen„.
Modlimy się do Boga, aby dopomógł nam służyć Mu w każdym czasie, jak najlepiej umiemy.
„Amen, amen, amen, amen, amen”.
Ufam, że On będzie was błogosławić i strzec, że was zachowa i będzie czuwał nad wami, że was zapali do wielkich spraw Jego królestwa i że dopomoże mi w pracy, aż znów się spotkamy.
„Amen, amen, amen, amen, amen.
Będę modlił się za was. Czy i wy za mnie?
Amen, amen, amen, amen, amen„.
129
Ojcze nasz, zgromadziliśmy się dziś wieczorem w imieniu zacnego Pana Jezusa, w tym umiłowanym i drogocennym imieniu, które wszyscy miłujemy i czcimy. Myślę o tym, jak mężczyźni grupami poprzez wszystkie te lata (gdyż już przez trzydzieści lat albo więcej zgromadzamy się w tym małym, starym budynku,) siadali wokół piecyka z nogami prawie marznącymi, jak siedzieliśmy z nogami na tym piecyku, rozmawiając o Panu Jezusie. Myślę o niektórych zacnych nogach, które chodziły dawniej po ziemi i siadywały tam razem z naszymi. Myślę o starym bracie Sewardzie, bracie Sparksie, bracie George DeArk i wielu innych drogich duszach, które kiedyś siadywały ze swoimi nogami zwróconymi w stronę tego piecyka, a potem odeszły, aby być dziś wieczorem z Panem. Odpoczywają tam w grobie, oczekując na to wielkie wezwanie z góry. Oni bojowali dobry bój, zachowali wiarę, dokonali biegu, a teraz oczekują na koronę sprawiedliwości, którą w tamtym dniu da im Pan, sprawiedliwy Sędzia.
130
Ojcze Boże, kiedy poświęcaliśmy ten mały kościółek na rogu, modliliśmy się i powiedzieliśmy:
„Panie Jezu, niechaj on stoi i niech ludzie znajdują się w nim, kiedy Ty przenikniesz przez niebiosa, aby przyjść w tym ukrytym, szybkim odejściu Kościoła”.
Boże, modlę się za te dusze, które przyszły do tego ołtarza, za te dusze, które służyły Ci, za to nasienie ewangelii, rozsiewane tu i tam, tu i tam, tu i tam na wszystkie strony przez minionych trzydzieści lat, gdyż wierzymy, iż wielu z tych zacnych ludzi będzie tam w owym dniu w rezultacie tych słabych wysiłków, jakie podejmowaliśmy, aby przynieść to Słowo temu predestynowanemu życiu. Dziękujemy Ci za to i ufamy dziś wieczorem, Boże, że nie ma tutaj nikogo, kto nie byłby obecny tamtego dnia, kto nie byłby pod osłoną krwi, zakotwiczony w Jezusie. Spraw to, Ojcze. Ufamy Jemu.
131
Wielu z nas ma zamiar spotkać się tutaj znowu w niedzielę przed południem i prosimy, Boże, abyś spotkał się z nami i rozłamał dla nas chleb żywota. Boże, pamiętając o bracie Ruddel i jego miejscu tam w górze, przynosimy przed Ciebie tych, którzy pielgrzymowali razem z nim. Bądź z tym drogim chłopcem, Panie. Proszę o to, skoro widuję go przychodzić, skoro widzę tych młodzieńców. Czuję, jakby oni byli moimi Tymoteuszami. Proszę, Ojcze, abyś błogosławił brata Ruddel w jego usługiwaniu. Błogosław brata Junie Jacksona. O Boże, prosimy, aby Twoje błogosławieństwa spoczywały na nim i na bracie Crase, na bracie Snellingu oraz na tym drugim tamtejszym bracie, który zajmuje jego miejsce, a także na bracie Beelerze i wszystkich tych braciach tutaj, Panie, jak również na bracie Neville i na każdym z nas, Panie. Prosimy tylko, aby Twoje błogosławieństwa uśmiechały się do nas, aby Twoja łaska była dla nas wszystkim, czego potrzebujemy, Panie, aby iść dalej. Obyśmy także nie zapomnieli nigdy o tej dzisiejszej małej uwadze na temat tej miłej kobiety, która stanęła tam, nie wiedząc, jak to się skończy, ale Jezus potrzebował, by Mu usłużono, a ona Mu usłużyła. Tak jest, umyła Jego nogi, zrobiła coś nieznacznego, co zaniedbali zrobić nawet ci, którzy twierdzili, że są Jego sługami. Oni próbowali naśmiewać się z Niego, ona natomiast wyświadczyła Mu przysługę, nie spodziewając się nagrody, a nie można było dać większej.
132
Boże, obyśmy zrobili to samo, obyśmy tylko napierali dalej i służyli Bogu. Wszystko, czego pragniemy, Panie, jest to, by móc usłyszeć w owym dniu: „To dobrze, sługo dobry i wierny, wejdź do radości Pana, zgotowanej dla ciebie od założenia świata”. Boże, spraw, abyśmy mogli to czynić i abyśmy mogli zachować społeczność jedni z drugimi, i niech Duch Święty będzie z nami. Prowadź nas i kieruj nami we wszystkim, co czynimy, i daruj nam długie życie, jeśli to możliwe, abyśmy zobaczyli przyjście Pana Jezusa. Prosimy o to w Jego imieniu. Amen.
„Niech będzie błogosławiona ta więź
Naszych serc w miłości Chrystusowej,
Ta społeczność bratnich dusz,
Podobna do tej w górze,
Kiedy rozstajemy się,
Sprawia nam to wewnętrzny ból,
Ale w naszych sercach pozostajemy złączeni
I spodziewamy się spotkać się znowu„.
Biblia mówi, że zaśpiewali pieśń i wyszli. Niech was teraz Bóg błogosławi, dopóki nie zobaczę was znowu w niedzielny ranek, jeśli Pan pozwoli. Do widzenia!