1
Pewnego razu Billy Paul, mój syn, miał przemawiać w… zwrócić się do zgromadzenia w Minneapolis w stanie Minnesota, a… on nie jest usługującym. Jest jak jego tata. Ale on powiedział: „Przede wszystkim, jestem przestraszony”. Więc jest to coś tego rodzaju, jak przypuszczam, w jaki sposób czuję się dziś rano, stojąc tutaj przed mężami Pańskimi, Jego sługami; i znajdując się tutaj pomiędzy takimi mężami jak brat Oral Roberts, Velmer Gardner i innymi wspaniałymi sługami Pana, którzy tutaj głosili…
A zatem, zważałem na czas i słuchałem ogłoszeń. Na głoszenie potrzebowałbym około sześciu godzin, ale dzisiaj rano nie mam na to aż tyle czasu. Zazwyczaj zaczynam około siódmej trzydzieści wieczorem i kończę około pierwszej albo drugiej nad ranem. Więc jest mi ciężko znaleźć czas. Może spróbuję jutro po południu.
Tak więc jest to przywilej być tu dziś rano. Poczytuję to sobie za wielki honor, że bracia przedstawili mnie, przez Pana, jako takiego, który będzie mógł tu przyjść i uczestniczyć dzisiaj rano w tym wspaniałym śniadaniu. Przyglądam się i widzę, że bez wątpienia mieliście dobre śniadanie, sądzę, że zarówno to duchowe, jak i to cielesne.
2
A więc mieliśmy jakże chwalebny czas w czasie tych ostatnich dziewięciu dni, poczynając od Maricopa Valley w Phoenix, i dalej, w Tempe, Mesa i Sunnyslope, z tymi grupami usługujących w swoich kościołach. Poczytujemy sobie to za wielki przywilej, że mogliśmy pójść… zapowiedzieć ten wielki zjazd, zwracając się do nich i mówiąc im, że spodziewamy się podczas tego zgromadzenia wyjątkowej obfitości tego, co przekracza nasze możliwości działania, czy też myślenia.
Brat Williams powiedział mi, że jeden z jego krewnych został zbawiony w zeszły wieczór, który był… bardzo grzesznym człowiekiem, i my jesteśmy… Jeśli ten człowiek jest tu dziś rano, to ja dziękuję Panu za ciebie, mój bracie, i za wszystkich tych, którzy zostali zbawieni. I modlę się, aby ci, którzy są tutaj, a nie są jeszcze zbawieni, aby upadli w tej kolejce dziś rano i - i byli zbawieni.
3
Mówiąc o wizjach, ja mam… Mniej więcej była to… moja usługa, którą dał mi Pan. Ponieważ nie zostałem dostatecznie wyposażony w wiedzę itd., więc raczej nie mogę zaklasyfikować samego siebie jako duchownego. Ale dzięki temu mam możliwość przemawiać do ludzi i nie… Po prostu mówię to, co wiem, a wtedy On potwierdza resztę. Tak więc jeśli większość z tego jest dobra, i On mówi, że jest dobra, wtedy reszta także musi być dobra. Co… Oni wiedzą, jak przemawiać, ja być może nie.
4
Miłuję Pana, ponieważ On jest tak miłościwy, kiedy my jesteśmy tacy niegodni. A mimo to On jest tak miłościwy. To jedno z najcudowniejszych przeżyć w mym życiu - widzieć, jak On, mimo naszej niegodziwości, nawiedza nas jednak. Przechodzi to ponad naszą niegodziwością i daje nam mimo wszystko Jego błogosławieństwa.
Jak wszystkim wiadomo, wielu z was wie prawdopodobnie, że… I nauczanie innego brata, przechodzącego przez trudny okres smutku, tak jak ja przechodziłem, tracąc swoją matkę… Nie uważam, że ją straciłem; sądzę, że po prostu poszła przede mną. I słyszałem, że zmarła córka brata Rolpha McPhersona. Czy to prawda, bracie? Każdy… Och, zasmuciło to moje serce, kiedy któraś z sióstr mi o tym powiedziała. Nawet nie wiedziałem o tym.
5
Zwykle, Bóg w Swym miłosierdziu pokazuje mi ludzi, zanim oni odejdą. Mój ojciec zmarł w mych ramionach i ja powierzyłem jego duszę Bogu. Moi bracia… Brat Shakarian i ja, wielu ludzi tutaj, było za granicą (sądzę, że to było w zeszłym roku) w Kingston na Jamajce, kiedy któregoś ranka w czasie śniadania przyszedł Duch Święty i ja powiedziałem: „Otóż, Jego Obecność jest tutaj. Znacie tę panią idącą tam z tym czymś na swej ręce? Zawołajcie ją tu na chwilkę”. Powiedziałem jej, w jakim jest stanie. „Widzę przychodzącego tu teraz młodego człowieka. On ma pewną rzecz”, i co go trapi.
A następnie, spojrzałem w dół i ujrzałem umierającą osobę, i stojącego młodego człowieka, mającego konwulsje, czy też plującego krwią. I powiedziałem: „Zadzwońcie natychmiast do Billy Paula”. Młody człowiek pluł krwią. „Nie pozwólcie mu jechać dzisiaj na Blue Mountain. Nie wiem, co to jest”. A potem później stwierdziliśmy, że to była moja teściowa w tym samym czasie, a mój szwagier stał tam w konwulsjach krwi.
6
W pierwszych tygodniach września, po moim powrocie, brat Arganbright zadzwonił do mnie, aby pojechać z nim na polowanie na Alaskę i utworzyć tam filię. Cóż, Pan pokazał mi wizję (Otóż, to okropne, że muszę o tym wspominać. Mam nadzieję, że nie zabrzmi to świętokradczo.), że na to polowanie mam zabrać i mam upolować… co upoluję, kogo zabiorę ze sobą, i jak będą oni ubrani, dokładnie wszystko. Że tam będzie dziewięciostopowy [ok. 2 m i 75 cm - tł.] srebrzysty niedźwiedź grizzly. Że będzie karibu z czterdziesto dwu calowym [blisko 110 cm - tł.] porożem.
I kiedy on zadzwonił do mnie, to ja powiedziałem: „Wygląda, że to jest to, ale pozwól, że najpierw pomodlę się do Ojca”. I ogłosiłem to w kościele i w wielu miejscach. Setki ludzi o tym wiedziało. Tak więc wyjazd na Alaskę wygląda całkiem dobrze, ale Duch Święty ostrzegł mnie przed nim. Nigdy nie wolno jechać wbrew kierownictwu Ducha Świętego.
7
Potem, kilka dni później, jakiś człowiek, jakiś młody nawrócony, który był w Kolumbii Brytyjskiej, miał brata, który całe życie był chory na padaczkę (wtedy, wiosną, kiedy tam byłem). Po usłudze wróciliśmy tam z powrotem, aby polować. On stale prosił Boga, abym mógł mieć wizję w sprawie jego brata; on ani razu nie był na żadnym zgromadzeniu.
Ale wyjeżdżając, my przepędzaliśmy konie. Brat Eddie Byskal (który, jak sądzę, jest tu dziś rano) i ja byliśmy z tyłu, pędząc konie. W którymś momencie spojrzałem na góry. Widziałem jego brata, jak wygląda, i co zrobiono, aby go wyleczyć. Gwałtownie spiąłem konia ostrogami, pojechałem w górę i złapałem ręką tył siodła przewodnika. I powiedziałem: „Twój brat…” i opisałem go.
Powiedział: „To prawda”.
Powiedziałem: „Idź i przyprowadź go. Przyślij go tu. A potem zostaw go samego, aż przyjdzie na niego jeden z tych napadów”.
Powiedział: „On ma cztery albo pięć [takich napadów - tł.] dziennie, i tak całe życie”.
„Jak tylko dostanie [napadu padaczki- tł.], zedrzyj koszulę z jego pleców i wrzuć do ognia i powiedz: 'Robię to w Imieniu Jezusa Chrystusa'. To go opuści”.
I on przyprowadził swojego brata. I wyszedł z domu. Musiał w tym dniu przygotować stanowiska, w których myśliwi mogliby… nazywamy to „czyszczeniem szlaku”.
A jego miła żona bardzo się bała o… Była to skromna kobieta zielonoświątkowa. (Nasza droga prowadziła aż nad rzekę Racing, jakieś 500 albo 600 mil [ok. 800 - 950 km - tł.] od cywilizacji.) I ta żona… Kiedy ten chłopiec upadł z powodu ataku, pierwszego ataku, ona akurat myła okno, ale… Wystraszyła się, ale podskoczyła do niego, stanęła nad nim w rozkroku i zdarła z niego koszulę i rzuciła ją do żaru i powiedziała: „Robię to w Imieniu Jezusa Chrystusa”. Odtąd on już ani razu nie miał [napadu padaczki- tł.]. A więc on napisał do mnie list i powiedział: „Przyjedź”.
8
Cóż, tam… aby „odsłużyć” czas… chciałem powiedzieć, oszczędzić czas, (bo wielu jest tu takich, którzy to znają, była o tym mowa wcześniej), dokładnie… W kieszeni mam oświadczenie… dziewięciostopowy srebrzysty niedźwiedź grizzly. Dokładnie to miejsce, dokładnie w tym czasie - karibu.
I ten przewodnik powiedział: „Nie uważasz, że to jest właśnie tu? Możemy stąd widzieć tego człowieka w koszuli w kratę, o którym nam mówiłeś. Z tego miejsca zabijesz tego dziewięciostopowego srebrzystego niedźwiedzia grizzly?”.
Powiedziałem: „To jest TAK MÓWI PAN”.
On powiedział: „Jak to możliwe?”.
Powiedziałem: „To nie ja powiedziałem. To… On to powiedział. Po prostu jestem posłuszny temu, co On powiedział”.
A więc, w czasie drogi byliśmy w… byliśmy około trzy mile od podnóża góry, nie było nawet jednego drzewa czy czegoś takiego, tylko mech karibu, powyżej granicy lasu. Kiedy byliśmy w połowie mili… On pakował wtedy tę głowę. Zmienialiśmy się kolejno, bo ważyła jakieś 150 funtów [ok. 68 kg - tł.]. Więc byliśmy…
On powiedział: „Mówisz, że one mają dokładnie 42 cale?”.
„Dokładnie”.
I kiedy przytroczyliśmy ją do siodła, [rogi - tł.] miały dokładnie 42 cale. I po pół mili on powiedział: „No tak, bracie Branham” - powiedział - „teraz ten niedźwiedź za nie więcej niż pół mili”.
Powiedziałem: „Racja”. Odwróciłem się. Powiedziałem: „Co to tam stoi?”. To był on, patrzył się na nas: dziewięciostopowy srebrzysty niedźwiedź grizzly. A tu w tej kieszeni mam oświadczenie tego przewodnika.
9
Wróciłem do domu, matka była chora. Była to łaska Boża. Miałem zaplanowane jeszcze trzy inne wyprawy z braćmi, ale On wiedział, że nie byłbym w stanie podjąć się ich. Otóż, matka powiedziała do mnie: „Billy, ja odchodzę do domu”.
Powiedziałem: „Nie, matko”. Powiedziałem: „Idziesz do domu? Przecież Bóg nic mi nie powiedział”.
A potem czuła się coraz gorzej. I w końcu Pan zawołał jej duszę do domu. I ja… chciałbym pokazać wam, co znaczy autentyczne błogosławieństwo Zielonoświątkowe: kiedy ona była tak słaba… Ja zaprowadziłem matkę do Chrystusa, ochrzciłem ją osobiście. I kiedy była już tak słaba, że nie mogła w ogóle mówić… Ona zaczęła mówić o słodkości Pana. Powiedziała, że widzi mnie w wizji, jak stoję - jako naprawdę stary człowiek - i trzymam się krzyża i podaję go w dół do niej.
A potem, kiedy odchodziła, na kilka chwil przed odejściem, nie mogła już nic mówić. Powiedziałem: „Matko. Nie możesz już nic mówić. Ale jako twój syn, chciałbym spytać się ciebie: 'Czy Jezus jest teraz tak samo słodki dla ciebie, jak wtedy, kiedy Go przyjmowałaś w postaci Ducha Świętego? Jeśli… Ty teraz właśnie umierasz, matko. Za pięć minut nie będziesz już być może żyła. Jeśli Jezus jest tak samo słodki dla ciebie, to chociaż nie możesz mówić, zamrugaj szybko oczami'”. I ona zamrugała oczami, a łzy potoczyły się po jej policzkach. Jakby lekki wietrzyk przeszedł przez budynek i jej kosztowna dusza została zabrana do domu.
10
Wracając do domu, pytałem się Pana, dlaczego - dlaczego mi nic nie pokazał. Czy z powodu moich innych ludzi, abym był w różnych miejscach? Potem wziąłem Biblię, w taki oto sposób, i powiedziałem: „Ojcze…”. Pani Domico (Ona, och, być może jest na tym zgromadzeniu, uczęszcza na wszystkie.) dała mi Biblię z czerwonymi literami. Nie wierzę w branie Słowa Bożego i robienie z niego „tablicy ouija” [tablica z literami używana podczas seansów spirytystycznych - tł.]. Ale byłem taki rozbity, że rzuciłem to opakowanie [w które ona ją opakowała - tł.] wprost na ziemię. A to taka miła osoba. Otworzyłem Biblię i powiedziałem: „Gdzieś tu Ty masz pocieszenie dla mnie”. I ten wers: „Ona nie umarła, ale śpi”.
Więc w następne rano, około dziewiątej, siedząc w pokoju i płacząc (zamierzaliśmy jechać zobaczyć, jak wkładają ją do grobu), przede mną pojawiła się wizja. Ujrzałem wielkie masy małych, kalekich dzieci, które leżały razem, a ja śpiewałem pieśń: „Przynoście je” [ang. „Bring Them In” - tł.]. A z boku… To - to miejsce było bardzo daleko z tyłu, przesunęło się aż tyle, i podniosło się w tylnej części tak, że ludzie z tyłu mogli widzieć przód. A zgromadziło się tysiące ludzi.
11
I widziałem, jak wchodzi sławna kobieta, choć ubrana staromodnie, w spódnicy, z jakimiś skromnymi ozdobami wokół szyi, w wielkim, przekręconym kapeluszu, z mnóstwem upiętych włosów z tyłu. Więc widziałem ją, jak przechodzi przez budynek i - przez to miejsce. To nie był budynek, to było na zewnątrz. Z każdej strony była loża, coś takiego, gdzie zasiadają celebryci. I ona była w tej loży przez kilka chwil, kłaniając się ludziom. A ja zająłem miejsce przed kazalnicą i miałem zamiar głosić. A ta dama odwróciła się, aby skłonić głowę przede mną, o tak. Kiedy miała głowę w dole, ja skłoniłem swoją. Byłem pięć stóp [ok. półtora metra - tł.] od niej. A kiedy podniosła [głowę - tł.], to była matka, piękna, młoda.
Potem, jakby w tym miejscu, grom i błyskawica i huk, i Głos powiedział: „Nie martw się już o nią więcej. Ona jest taka, jaka była w 1906 roku”. Odszedłem i spojrzałem do starej rodzinnej Biblii, aby sprawdzić, co wydarzyło się w 1906 roku. I był to rok, w którym ona stała się oblubienicą mojego ojca. Tak więc dzisiaj ona jest częścią Oblubienicy Pana Jezusa, członkiem której jestem ja. Pewnego dnia znów ją ujrzę.
12
I jestem pewien, że siostra i brat McPhersonowie w swojej straconej… I chciałbym powiedzieć, że brat Tommy Hicks dzwonił do mnie kilka dni temu, kiedy najpierw przyjechałem tu do Phoenix. On stracił swego brata. Sądzę, że zostało to ogłoszone, jeden z naszych braci. Został zabity nagle w Meksyku. I brat Tommy musiał lecieć tam, aby zidentyfikować swojego brata, który był niezbawioną osobą. I ten biedny Tommy płakał, miał złamane serce.
13
I mam nadzieję, że - że nigdy nie będziemy mieć tego typu przeżyć, ale wszyscy powinniśmy być gotowi na dzień spotkania z Chrystusem, ponieważ jeśli - jeśli nie będziemy gotowi… Nie jest trudno odejść, kiedy jest się gotowym, ale, och, kiedy nie jest się gotowym…
I pamiętajcie, ci… To nie było… Te rzeczy się nie śnią; je się widzi, i to są autentyczne fakty. Tam stary stanie się młody na zawsze. Tam nie będzie już starości, czy śladu grzechu, czy śladu starości. Jakaż to zachęta dla nas, wiedząc, że jest kraj za rzeką.
14
Chciałbym teraz, abyśmy przybliżyli się do Niego ze skłonionymi głowami i sercami, kiedy… ja… taki krótki dramat, jak zwykle, chciałbym przedstawić na śniadaniu Biznesmenów… Chciałbym przeczytać fragment Pisma, a przed przeczytaniem - pomodlić się. Chciałbym zapytać, czy jest tu ktoś, kto ma prośbę, by o nim wspomnieć, niech podniesie rękę do Boga, jaka by to nie była prośba. Och, jest to potrzebujące audytorium, potrzebujący świat. Pomódlmy się.
15
Nasz niebieski Ojcze, kiedy chodzimy tam i z powrotem pomiędzy ludźmi, jesteśmy świadomi faktu, że któregoś dnia uczynimy to po raz ostatni. Musimy pewnego dnia spotkać się ze sobą ostatni raz. I kiedy za każdym razem -my, usługujący - wchodzimy za kazalnicę, to zastanawiamy się, czy będzie jeszcze kolejna okazja, aby przedstawić Ciebie naszemu zgromadzeniu, nie wiemy, jaki czas może przyjść. I, Panie, dziś rano modlimy się, abyś był miłosierny. I kiedy będę czytał Twoje błogosławione Słowo, modlę się, aby to nasienie wpadło do serc ludzi, oby oni przyjęli je.
A jeśli są tu tacy, którzy nie są zbawieni, oby otrzymali zbawienie dzisiaj. Oby podjęli tę całkowicie wystarczającą decyzję dziś rano przez przyjęcie Syna Bożego jako swojego Zbawiciela. Ci, którzy są strudzeni w tej Drodze, i zboczyli z tej Drogi, sprowadź ich z powrotem [na tę Drogę - tł.], Panie. A tym, którzy są na tej Drodze daj radość, pokój i zadowolenie za ich wspaniałe przyjęcie… Pana Jezusa w minionym czasie.
16
Wiemy, że ludzie siedzą tutaj od siódmej rano, zmęczeni. Ale odświeżysz ich, Panie, deszczem błogosławieństw z niebieskiego tronu naszego Ojca. Daj im, o Boże, to, co jest potrzebne na tę godzinę.
A teraz, z czytaniem Twojego Słowa powierzam samego siebie Tobie, o Panie, i oby Duch Święty wydał z tego Słowa nadzwyczajną obfitość.
Ty znasz te prośby [kryjące się - tł.] za każdą podniesioną ręką. Proszę Cię, Ojcze, abyś pobłogosławił te prośby. Daj im pragnienie ich serca. Pobłogosław to zgromadzenie, ten czas społeczności, kiedy mężczyźni i kobiety wszelkich zawodów z całego kraju i spoza kraju, zgromadzili się tutaj w tym wielkim miejscu, zwanym Phoenix, które powstało z niczego. Oby Duch Święty wziął Swój mały kościół dziś rano i uczynił z niego feniksa [feniks to mityczny ptak, uznawany za symbol Słońca oraz wiecznego odradzania się życia - tł.]. Podnieś go dzisiaj poprzez cuda, znaki i zdumiewające rzeczy [dokonywane przez - tł.] żyjącego Boga podczas tego zjazdu.
17
Każdy, kto zostanie dziś po południu ochrzczony w tym basenie, czy gdziekolwiek indziej, oby Duch Święty poruszył tymi wodami i uchwycił tę osobę podczas wychodzenia z wody. Gdyż wiemy, że zostało wydane nam polecenie za pośrednictwem Słowa Bożego, które nie może zawieść. Wielkie Piotrowe oświadczenie w Dniu Wylania Ducha Świętego na inaugurację kościoła: „Pokutujcie, każdy jeden z was, a dajcie się ochrzcić w Imieniu Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Albowiem ta obietnica jest dla waszych dzieci, i dla tych, którzy są daleko, dokładnie tylu, ilu Pan nasz Bóg powoła”. Panie, Ty wciąż wołasz dzisiaj. I wiemy, że Duch Święty zstąpi do tej doliny i będzie nad tą wodą dzisiejszego popołudnia i da tym ludziom pragnienia ich serc, pieczętując ich do Królestwa Bożego. Spraw to, Ojcze.
Pobłogosław ten zjazd, pobłogosław każdego mężczyznę, chłopca czy dziewczynę, każdego, kto będzie miał słowo do powiedzenia, i oby to było owocne dla reszty nas. Prosimy w Imieniu Jezusa. Amen.
18
Otóż, na kilka chwil waszego czasu… I zamierzam poprosić brata Shakariana albo któregoś z nich, aby… Jestem południowcem, wolno zaczynam. Więc byłem… Moi ludzie powiedzieli mi, że przyszedłem na świat trochę spóźniony. Zawsze się spóźniam. Kiedy nie tak dawno głosiłem w Zjednoczonym Kościele Ewangelickim, to spóźniłem się tylko około godziny. Wiecie, oni są punktualni co do minuty. Więc pastor wstał i powiedział: „Publiczności, przedstawię wam teraz spóźnionego pana Branhama”.
Spóźniłem się na swój ślub. Żona musiała czekać na mnie przez dwie godziny, zostałem wezwany do chorego. Otóż, najważniejsze, abym spóźnił się na swój pogrzeb. No, ale cieszy mnie to, że jest Ktoś, kto jest na czas, i jest to Bóg i Jego Poselstwo - zawsze na czas.
19
Otóż, jutro po południu, jeśli Pan pozwoli, będę do was przemawiał, głosił; jeśli Pan pozwoli. Otóż, jeśli chcielibyście przeczytać tekst, albo zapisać go sobie dziś rano, do tego zwyczajnego dramatu, to chciałbym przeczytać wam Świętego Łukasza 7, 36.
I zaprosił go pewien faryzeusz, aby z nim jadł. Wszedłszy tedy do domu tego faryzeusza, zasiadł do stołu.
Bardzo zwyczajna… Wszyscy znamy tę historię. Otóż, sądzę, że musiało to być o zachodzie słońca, kiedy przybył posłaniec. On był zmęczony; stopy jego były zakurzone, włosy pozlepiane od kurzu i potu, ponieważ biegł przez większość dnia. Miała zadanie do wykonania i musiał się spieszyć, żeby zdążyć. Więc musiał, być może, pójść do Kafarnaum i tam w Kafarnaum mu powiedziano: „Tak, On był tu kilka dni temu, ale poszedł”. Potem poszedł do Nazaretu i tak dalej, od miasta do miasta. W końcu, późnym popołudniem, o zachodzie słońca, zmęczony, zdrożony, strudzony, w końcu znalazł tego Kogoś, kogo szukał - Jezusa z Nazaretu. Och, gdybyśmy my tak samo postąpili i biegali od miasta do miasta, z miejsca na miejsce, by w końcu znaleźć się w Jego Obecności.
20
To musiał być Filip… Filip był jakby zewnętrzną ochroną, na pozór. Trzeba było najpierw spotkać się z nim, żeby móc spotkać się z innymi apostołami. Pamiętacie, jak Jezus gdzieś zasiadł, a Jan opierał się na Jego piersi. Piotr, reprezentujący wiarę i miłość, był najbliżej Jezusa. Tak więc Filip prawdopodobnie przyprowadził tego posłańca do - powiedzmy - Piotra. Piotr przyprowadził go do Obecności Jezusa.
A On był zmęczony. Głosił przez cały dzień i być może Jego głos był trochę ochrypły od bolesnych doznań w ciągu dnia, i pyłu, unoszonego przez stąpających ludzi. Jego siły były na wyczerpaniu od ciągłego stania i mówienia ludziom o Słowie Bożym. Spoglądał na nich i widział, że są głodni i spragnieni, by wyjaśnić im, w jaki sposób Bóg dokonuje wszystkich Swoich wielkich dzieł.
21
Och, byłbym mile zaskoczony, gdybym mógł tam być i słuchać tego. Bez wątpienia, wierzę, że każda osoba tutaj pragnęłaby tam być i słuchać tego, co On musiał mówić, słuchać Jego nauczania, tego, o czym jest Jego nauka, jak się wyraża i jak brzmi Jego głos; i patrzeć na Jego oblicze i widzieć wypełniające się Jego uczynki, i rozeznawanie myśli ludzi, i mówienie im o różnych rzeczach i ich dolegliwościach, i ogłaszanie, że zostali uzdrowieni. Byłbym mile zaskoczony, gdybym mógł tam być. Och, ojej! Chciałbym móc to widzieć.
22
I całkiem możliwe, że On tylko co przyszedł z kazania o… Wiecie, pierwsze nauczanie Jezusa. Wiecie w ogóle, o czym ono było? „Musicie się na nowo narodzić”. To było Jego pierwsze nauczanie. „Musicie się na nowo narodzić”.
Więc On mógł wrócić do 1 Mojżeszowej i zacząć i powiedzieć: „Na początku Bóg powiedział: 'Niech będzie'. I to było. I On powiedział: 'Niech wszystko to, o czym mówiłem wyda swój rodzaj. I to się stało”. Potem mógł przynieść coś takiego: „Cóż, teraz to wydaje… Ale jednak można wziąć to nasienie i zmieszać je z innym, mamy wtedy tak zwaną krzyżówkę: piękną, bardzo ładną, ale nieoryginalną. Gdy mu pozwolić róść normalnie, to ponownie powróci do swojego rodzaju”.
23
A krzyżówka nigdy nie będzie tak szorstka i odporna na obróbkę, jak oryginał. Cóż, na prerii w czasie zimy poczciwa krowa rasy Longhorn zamorzyłaby na śmierć każdą z waszych krów rasy Hereford. Ona potrafi chodzić własnymi ścieżkami jak jeleń. Ale taka skrzyżowana Hereford, skrzyżowana Brahma-Angus - zdechłaby tam na zewnątrz. Trzeba je niańczyć.
I On… Gdyby On stał dzisiaj, to sądzę, że powiedziałby nam coś takiego właśnie. Nie tylko mamy skrzyżowane owoce, zwierzęta, ale również - skrzyżowaną religię. Trzeba niańczyć i pieścić. Nie jest to coś oryginalnego. Próbujemy brać Słowo Boże i „wyhodować” coś innego z Niego, rozmnażamy Je tutaj i Ono staje się gromadą delikatnych dzieci, które musimy niańczyć, i które nie są w stanie przyjąć prawdziwego Słowa. On może powiedziałby właśnie coś takiego.
Dalej mógłby powiedzieć: „Widzicie, tak naprawdę wasze życie to krzyżówka. Ojciec powiedział: 'Nie dotykaj tego drzewa'. Ale szatan powiedział: 'Nie zaszkodzi ci to'. Tak więc wasze życie obecnie to życie skrzyżowane”. A takie życie nie może się rozmnażać, ponieważ… trzeba je znów wyhodować.
24
To tak, jakby wziąć osła i rozmnożyć go z koniem albo klaczą, z czegoś takiego powstanie muł. Ale muł… Muł-matka i muł-ojciec nie mogą mieć ze sobą małego muła. Krzyżówka musi być podtrzymywana.
Tak samo ma się sprawa z kukurydzą, jest piękna, ale w Reader's Digest można przeczytać, co wszystkie te krzyżówki powodują ludziom - raka i wszystko inne. Skrzyżowane kurczaki, mówi się, że w ciągu dwudziestu lat, jeśli się tego nie zaprzestanie, co się stanie? Kobiety nie będą mogły mieć w ogóle dzieci. Stają się potężniejsze, rozrośnięte, wąskie w biodrach, nie mogą mieć dziecka.
Zostawcie to wszystko tak jak jest. Niech Bóg sam [działa - tł.]. Tak to jest z Jego Słowem. Zostawcie Je tak, jak jest. Nie starajcie się dodawać czegoś do Niego, aby dopasować do wyznania. Niech pozostanie takie, jak Je wypowiedział Bóg. Wierzcie w Nie. To uczyni z was krzepkiego, silnego chrześcijanina, a nie dziecko, które musi być denominacyjnym dzieckiem, w kółko pieszczone, które potrzebuje zaświadczenia z kościoła, które [chodzi - tł.] od jednej denominacji do drugiej. Kiedy On umieszcza jego imię w Księdze w Niebie, to załatwia sprawę raz na zawsze.
25
Jezus mógł powiedzieć: „Otóż, żeby powrócić do oryginału, Bóg znowu musi przemówić”. To właśnie On czyni, dając wam nowe zrodzenie. Wasze stare życie przemija i wracacie z powrotem do oryginalnego Słowa Pańskiego. Jeśli tak nie jest, to jesteście krzyżówką w kościele, w denominacjach. Ale kiedy Bóg ogłasza Swój pokój i Ducha Świętego, wówczas powróciliście z powrotem od oryginalnej rodziny Bożej. Wtedy nie trzeba już was niańczyć. Jesteście szorstkim chrześcijaninem, który może to przetrzymać.
Idziecie na krzyż, do pieca ognistego, do jamy z lwami czy gdziekolwiek indziej, ponieważ Słowo żyjącego Boga pali się w waszym sercu i duszy. I wszyscy mogą odstąpić od wiary, wszyscy mogą zwrócić się przeciwko wam i wszystko inne, ale nic z tego was nie zatrzyma. To szorstkie Słowo Boże pozostaje na miejscu, kiedy On przemówił tym oryginalnym głosem do waszego serca: „Jesteś Mój”.
26
Przypuszczam, że tak mogłoby być, nie wiem tego, ale On mógł tak przemawiać. I Jego głos był zachrypnięty, usta spierzchnięte, twarz zaczerwieniona od światła słonecznego w bardzo gorącej Palestynie. A potem, być może Filip i Piotr czekali, aż On skończy, i potem być może On powiedział na koniec: „Szukajcie, a znajdziecie”.
I w czasie, kiedy On zakończył, Piotr mógł powiedzieć: „Panie, jest tu człowiek, który został przysłany z pewnego miejsca przez pewnego człowieka, i on życzy sobie mówić z Tobą”.
I On spojrzał na niego i powiedział: „Mów dalej”.
Nigdy nie był na tyle zmęczony, aby nie być gotowym wysłuchać tego, co ktoś chciał mu powiedzieć. On jest dzisiaj taki sam. Nie ważne, jak późna jest już noc, jaki On sam może być utrudzony, wciąż jest gotów odpowiedzieć na coś, na pytanie, które wy Mu zadacie.
27
I on powiedział… Ten posłaniec myślał, że na tym jego podróżowanie się skończy. Więc powiedział do Niego: „Pewien - pewien kardynał, biskup, ktoś taki, faryzeusz, mój pan planuje wielką ucztę. I on chce Ciebie uhonorować; ponieważ mój pan to wielki człowiek, i on chciałby uhonorować Ciebie, widząc ten tłum, jaki Ciebie otacza”, innymi słowy, widząc, w jaki sposób On chodzi ubrany. „Mimo to on chce, abyś przybył i odwiedził go w czasie tej uczty w takim to a takim czasie”.
Jezus zawsze przychodzi tam, gdzie jest proszony. Bez względu gdzie to jest, On przyjdzie. Och, pewnego razu przyszedł do jamy z lwami, do pieca gorejącego. Sądzę, że powiedział to Dawid: „Gdybym miał posłanie w piekle, to On by tam był”. On przyjdzie do najbiedniejszego, do najbogatszego, do najbardziej niemoralnego, do najpodlejszego, do najniższego. Przyjdzie tam, gdzie jest proszony. Bez względu na to, jakie warunki życia macie i jaką pozycję w życiu zajmujecie, On mimo to przyjdzie. To czyni Go Bogiem dla mnie - pokora. „Będę tam. Idź i powiedz swojemu panu, że będę tam o tej i tej dacie”.
Strasznie żałosny był ten posłaniec, jak mógł tak postąpić? Chciałbym być na jego miejscu. A on odwrócił się plecami do Pana i poszedł sobie zadowolony, że spełnił życzenie swego pana. Tak wiele razy jesteśmy winni tego. Jesteśmy tak zainteresowani…
28
Czytałem w „Nicene Fathers” [A Select Library of the Nicene and Post-Nicene Fathers of the Christian Church, znane powszechnie jako Nicene and Post-Nicene Fathers (NPNF), to seria książek zawierających tłumaczenia wczesnych chrześcijańskich pism na język angielski, opublikowana w latach 1886 i 1900 - tł.] o Soborze Ponicejskim, kiedy to pewnego dnia Św. Augustyn z Hippony siedział razem ze Św. Marcinem, który odwiedził go w jego klasztorze. W ogrodzie na dziedzińcu z tyłu Bóg dał mu okazję przyjęcia Ducha Świętego, tak jak to zrobił Marcin. Ale on odwrócił się od tego, będąc tak zainteresowany dogmatami Rzymu, że nie był w stanie przyjąć Ducha Świętego. Wiele razy robimy tak samo, tak bardzo zainteresowani innymi rzeczami. Czasami jesteśmy tak zainteresowani [czymś innym - tł,] w czasie, kiedy przychodzimy wprost do Obecności Pana Jezusa, że odchodzimy.
29
Pewien człowiek pewnego wieczoru zaintrygował mnie na podium, kiedy opowiedział o zamiarze wyjazdu na jeden ze zjazdów w celu zabraniu od niego whiskey i cygar. Tyle wiedział o zjeździe. Ale cieszy mnie to, że skorzystał z okazji. Wielokrotnie nie robimy tego - nie korzystamy z okazji.
Ten posłaniec dostarczył wiadomość, i [znalazł się - tł.] w Obecności Pana Jezusa, a mimo to był na tyle głupi, skoro muszę to powiedzieć, że odwrócił się, myśląc, że zrobił wszystko, co do niego należało. Czasami idziemy do szkoły i otrzymujemy tytuł doktora filozofii albo doktora literatury, idziemy na zgromadzenie zielonoświątkowe i… by powiedzieć im, że dni cudów przeminęły, bo biskup wysyła nas i każe nam to powiedzieć, i odwracamy się od oczywistego faktu, że jesteśmy w Obecności Jezusa Chrystusa.
30
Jakąż okazję dał Bóg temu człowiekowi, temu nieszczęśnikowi! Chciałbym tam wówczas być i stać. Upadłbym do Jego stóp - to najpierw - zanim cokolwiek bym powiedział z tego, co chciał kardynał. Powiedziałbym: „Panie Jezu, bądź miłościw dla mnie, grzesznika”. To pierwsze w życiu chciałbym zrobić, wiedząc, że On jest Życiem, że Ratunek od Boga jest przez Niego. Chciałbym Go przyjąć, pozwolić Mu być moim osobistym Zbawicielem najpierw, a potem wypełnić misję powierzoną mi przez kardynała, czy papieża, czy okręgowego [prezbitera - tł.], czy kogokolwiek innego, kto mi tę misję powierzył. Szukałbym najpierw Chrystusa.
31
Uważam, że to powinno być najwyższą powinnością każdego mężczyzny i kobiety, którzy biorą udział w tych zgromadzeniach, nie zważając na to, co kto inny powiedział. Trzeba przyjść do Obecności Chrystusa. Bez względu na to, czy nam się powodzi czy nie, bez względu na to, jak wielcy jesteśmy, czy jak biedni, bez względu, jacy jesteśmy - przy pierwszej okazji upaść u Jego stóp i powiedzieć: „Panie, bądź mi miłościw”. Potem dopiero pójść do biznesmenów i powiedzieć im, że chcecie wstąpić w ich szeregi. Dajcie Bogu pierwszeństwo.
To najbardziej nieszczęsny człowiek, na jakiego dzisiaj rano przyszło nam patrzeć - gdyby tak odciągnąć tę kurtynę i móc widzieć - z tym swoim nieustannym nastawieniem, aby odwrócić się od Obecności Chrystusa, mając okazję stać przed Nim. Co za nieszczęsna osoba to może być i dzisiaj, ponieważ żyją i tacy gdzieś tutaj. To możesz być ty albo ja dzisiaj na tym zgromadzeniu. Zależy to od naszego nastawienia, kiedy jesteśmy w Jego Obecności. Zawsze trzeba to przyjąć.
32
Ale on odwrócił się plecami do Pana i odszedł, czując ulgę, zadowolenie, że zrobił to, co do niego należało. Czasami nie jest dobrze robić to, co wam ktoś mówi. W tym wypadku tak właśnie było.
Więc stwierdzamy, że on musiał spieszyć się z powrotem i przekazał polecenie… „Znalazłem Go, wiem, kto to jest. Spotkałem Go i Mu powiedziałem. I mam Jego zapewnienie, że tam przyjdzie. Będzie tam. Powiedział, że będzie”.
Otóż, coś jest niewłaściwego w tym wydarzeniu. Coś tu jest nie tak. Ci faryzeusze nie lubili Jezusa. Nienawidzili Go. Nie potrafili znaleźć Jego Imienia na swojej denominacyjnej liście. Nie potrafili ustalić żadnej teologicznej szkoły, którą On by ukończył. Ale On zaliczył jedną - nie ich - lecz Bożą. Więc stwierdzamy, że ci faryzeusze nienawidzili Go. On w ogóle z nimi nie współpracował. Oni Nim pogardzali.
33
Nie możecie mieć wzajemnej społeczności, jeśli nie łączy was coś wspólnego. Dlatego właśnie lubimy przychodzić na te zgromadzenia. Mamy coś wspólnego: Ducha Świętego, braterską miłość, wzajemna społeczność, podczas gdy Krew Jezusa Chrystusa oczyszcza wszystkie nasze grzechy. Mamy społeczność, mamy coś wspólnego.
Kiedy widzicie… młodych ludzi ze starymi, widzicie małą dziewczynkę uwieszoną cały czas na babci, to w tym jest coś niewłaściwego, dzieli je zbyt duża różnica wieku. Wiecie, młode kobiety, szesnastolatki, lubią żuć gumę do żucia i z niej strzelać i, wiecie, podobne rzeczy, i mówić o swoich chłopakach. A - a starsze panie lubią mówić o wykrojach, szyciu, gotowaniu i tak dalej. A małe dzieci lubią bawić się lalkami albo kulkami, bączkami czy czymś takim. Ale kiedy widzicie malutką dziewczynkę uwieszoną na babci, to należy się spodziewać, że babcia ma gdzieś [w zanadrzu - tł.] torebkę z cukierkami. Coś jest nie tak, albo ona jest babciną pieszczochą…
34
Więc ten faryzeusz, zapraszając Jezusa, musiał mieć, używając języka ulicznego, jakiegoś asa w rękawie, bo przecież Go nienawidził. Nie było między nimi żadnej społeczności. Wyobrażam sobie, jak on mówi do innych wielkich ludzi ze swego sąsiedztwa: „Znacie tego tak zwanego proroka? Nasi ludzie wiedzą, że to jest telepatia. Wiemy, że on jest wróżbitą. Nic w nim nie ma”.
Wiecie, oni nie wszyscy wymarli. Dużo z nich wciąż żyje. „Wiemy, że oni… my nie wierzymy mu, nasze - nasze stowarzyszenie to skrytykowało. Dlatego wiecie co? W czasie pewnej uczty, którą mam zamiar wydać, spróbuję ściągnąć go do siebie tutaj, i my udowodnimy, że on jest nie tym [za kogo się uważa - tł.]. Udowodnimy, że on nie jest tym, kim mówi, że jest. Więc ściągniemy go tutaj”. I to była ta, według mnie, ukryta karta w rękawie. Och, ci faryzeusze.
Wówczas były tylko dwie klasy ludzi: bogaci i biedni. Więc oni - oni naprawdę byli w stanie wydać ucztę. O, tak! I to jaką! Wybierając najodpowiedniejszą porę roku, kiedy winogrona dojrzały już w winnicach, a kwitnący nocą jaśmin i kwiaty pomarańczy wypełniały powietrze i napełniały całą dolinę bardzo przyjemną wonią. Dalej, przygotowując pieczeń jagnięcą, och, prawdziwy przysmak - pieczeń jagnięca. A - a biedni ludzie w mieście będą mogli poczuć jej zapach i będzie ciekła im ślinka na myśl o pieczonym jagnięciu.
35
Ale można się było tam dostać tylko mając zaproszenie. Wszystkie ich dziedzińce były ogrodzone itd. I oni zapewne przebywali w wielkim patio z tyłu. I dla tych kapłanów i hierarchów taka właśnie wybrana pora była [okazją - tł.] do tak zwanej społeczności. I zapraszano znakomitych ludzi. Więc widzicie, Jezus byłby tam nie na miejscu. Ktokolwiek napełniony Duchem Świętym byłby tam nie na miejscu. Więc tam dyskutowano o innych sprawach.
Za jedno choćby lubię zgromadzenia Biznesmenów, nie są to tylko biznesmeni, którzy siadają i mówią o tym, jak dorobić na boku i trochę kogoś „oskubać”, jak obłupić Piotra, aby zapłacić Pawłowi, o tym właśnie mówią, wiecie, o takich rzeczach. Lubię, kiedy można przyjść i porozmawiać o Jezusie i o Bogu, i o Duchu Świętym, i o mocy, i zmartwychwstaniu, i Przyjściu Pańskim. To właśnie lubię u Biznesmenów.
36
Ale ten facet miał odmienny charakter. Miał… Wszystko przygotował, wybrał i bez wątpienia rozesłał wiadomość wszędzie dookoła do wszystkich najwyższych kapłanów i biskupów itd. „Otóż, on przybędzie. Będzie tutaj. Otóż, zbierzmy się wszyscy razem w jednym czasie i udowodnijmy, że ten facet nic nie posiada. Przyjedźcie wszyscy.Nigdy Go nie widzieliście. I oczekujemy, że być może znajdzie się coś, na czym moglibyśmy Go złapać”.
Więc w końcu wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Nastał dzień wyznaczonej uczty. I… albo w ten dzień rano wszystko było przygotowane i gotowe. I, och, jak to zostało przygotowane! Wszystko działało…
W ów poranek, wcześnie rano, wszyscy słudzy stali z ręcznikami w rękach, gotowi usłużyć. Zwierzęta zostały już zabite i były pieczone na rożnie na froncie dziedzińca. A wina stały w specjalnych butlach i dzbanach, puchary wszędzie na stole. I wszyscy słudzy byli gotowi służyć tłumowi, który miał przyjść.
37
Transport był bardzo osobliwą sprawą. Były wtedy trzy sposoby podróżowania. Wojsko posiadało rydwany. Bogaci ludzi podróżowali na mułach. Biedni - szli pieszo. Więc byli różni ludzie, którzy mieli zatroszczyć się o gości po ich przyjeździe. To było naprawdę dobrze rozplanowane. Dobrze to zapamiętajmy.
I jak widzimy, zapewne był tam człowiek zajmujący się rydwanami żołnierzy po ich przyjeździe. Odprowadzał je na w pewne miejsce, gdzie mógł zająć się… odczepiał konie i zaprowadzał je do stajni i dawał im jeść. A ci od bogatych odbierali od nich osła i uwiązywali go. I - i dalej, był tam jeszcze inny facet. Nazywano go umywaczem nóg. Był to lokaj, najmniej zarabiający spośród wszystkich grup; lokaj, umywacz nóg, najgorszy fach ze wszystkich.
38
A czasami, kiedy myślimy, że jesteśmy kimś… A najwyższy w Hierarchii Niebios stał się w ciele Lokajem - umywaczem nóg, kiedy On przyszedł, aby umyć nogi śmiertelników. Kiedy przyszedł na ziemię, to nie przyszedł, aby być kimś wielkim. Bóg zawsze bierze tych, którzy są nikim, aby uczynić ich kimś. Z tym właśnie ludzie mają dzisiaj problem. Starają się być kimś. Trzeba chcieć stać się nikim. Bóg bierze kogoś, kto jest nikim, i robi z niego kogoś, przez co udowadnia, że jest Bogiem. Jakież to marne zajęcie - umywać nogi ludziom - a Jezus podjął się tego zajęcia, które było najgorsze ze wszystkich na ziemi, aby stać się przykładem.
39
On nie musiał tego robić. Mógł sięgnąć do pyska ryby i wyciągnąć monetę, albo - albo przemówić do gór, aby wylały złoto w miliardach ton. Mógł napompować wody ze studni i zamienić ją w najwyśmienitsze wino w kraju. Mógł wziąć pięć chlebków i dwie ryby i nakarmić pięć tysięcy. Nie musiał tego robić. Ale On dał przykład, jacy Zielonoświątkowi ludzie powinni być - przyjął najgorsze zajęcie. Och, na pewno, to jest, co… Ale my staramy się o to najlepsze zajęcie. Jeśli nie możemy być biskupem, doktorem, dyr… albo kimś… najwyższe miejsca, największe sprawy… Och, ojej! Jesteśmy - jesteśmy pełni wielkich rzeczy.
40
Ja nie przychodzę, kiedy jestem proszony do takich - do dzieci i pieszczochów. Modlę się i mówię: „Boże, to Twoi ludzie. Co mogę powiedzieć, kiedy widzę, że te rzeczy się wkradają?”. Potem Duch Święty zaczyna mówić do mnie: „Uderz w to!”. Zobaczcie, my chcemy czegoś wielkiego. Bóg zajmuje się czymś małym.
Eliasz usłyszał potężny, gwałtowny wiatr, gromy, błyskawice i trzęsienie ziemi i w ogóle tym się nie przejął. Ale zaciekawił go cichutki Głos. Spowodował, że ten prorok okręcił sobie czymś twarz i wyszedł słuchać Boga. Zastanawiam się, czy zielonoświątkowcy nie polegają za bardzo na porywistym wietrze, dużym hałasie, zamiast przypomnieć sobie albo posłuchać tego cichutkiego Głosu. Słuchamy tak dużo łoskotu, że nie potrafimy znaleźć czasu na słuchanie tego cichutkiego Głosu.
41
Wiecie, wóz wyjeżdżający w pole, natrafia po drodze na wyboje i uderza, uderza, uderza w nie, i robi przy tym niesamowity hałas: skrzypi, trzeszczy i podskakuje. Ale wracając, załadowany czymś dobrym, natrafia na te same wyboje, ale nic się w nim nie rusza. Powinniśmy być załadowani. Jak długo jest pomiędzy nami złośliwość, jak długo są pomiędzy nami różnice, oznacza to, że nie jesteśmy jeszcze załadowani.
Weźmy jakiś chwast, [buja - tł.] głową beztrosko. Ale pszenica wschodzi i pnie się prosto w górę, potrząsana przez wiatr trzyma głowę wyprostowaną. Ale kiedy staje się dojrzała, pochyla swoją głowę.
Myślę, że to właśnie dzieje się dzisiaj ze wszystkimi z nas - kościołami. Nie łączymy się wystarczająco w - w prawdziwej pokorze. Nie coś fałszywego, ale coś takiego: trwacie w oczekiwaniu tak długo, aż coś zdarzy się dla was. Pokora… Za dużo wiatru i gromów, a za mało cichutkich głosów. Sądzę, że to jest prawda. Patrzymy i widzimy, że to prawda, ponieważ owoce… one są przynoszone przez naszych ludzi. Tak czy inaczej, nie jest tak, jak było dawniej.
42
Wróćmy do naszej historii. Poświęcimy na to niedzielę. Zauważcie, stwierdziliśmy, że ci faryzeusze… że ten faryzeusz przygotował wszystko na tę bombową imprezę, jak my to nazywamy, wielkie przyjęcie, które zamierzał wydać. I widzę tego człowieka stojącego na dworze, gotowego odebrać rydwany żołnierzy, i tego, który odprowadzał osły bogaczy.
A - a w Palestynie nosi się wierzchnią szatę - tunikę. Pod nią nosi się szatę sięgającą do kolan. W tamtych dniach, podróżując przez góry i doliny, korzystano ze skrótów. I w czasie takiej podróży zarówno piesi, jak i ci, którzy korzystali ze zwierząt pociągowych przemieszczali się po tej samej drodze.
43
I te zwierzęta w czasie drogi marszu… a potem leżały na ziemi, kurz zaczynał się na nich zbierać. I kurz śmierdział zapachem tych zwierząt na szlakach ich przemarszu. I kiedy ludzie szli, ich długie szaty powiewały luźno, czyniąc podmuchy wiatru, które unosiły kurz do góry. Kurz ten potem osiadał im na nogach i rękach oraz twarzy. I z takim zapachem z pewnością nie mogli czuć się komfortowo podczas zabawy.
Więc był lokaj, umywacz nóg, który oczekiwał na gości u drzwi. I gdy ktoś przychodził z zaproszeniem, on miał całą półkę czegoś, co byśmy dzisiaj nazwali kapciami, wykonane to było z tkaniny czy jakiegoś materiału. Sandały w tamtych czasach to był czasami po prostu kawałek drewna, jak te, które nazywa się rzymskimi sandałami, wykonane z kawałka skóry, z palcami wsuniętymi do wewnątrz. Stopy nie były zakryte i osiadał na nich kurz.
I po marszu, po dotarciu do celu, oddawali swoje… zaproszenia, którymi ich zaszczycono. I zdejmowali swoje sandały i odkładali na miejsce z ich imieniem, sięgali na kominek i brali parę miękkich sandałów i wkładali na nogi. W ten sposób byli gotowi, aby wejść do środka. Och, ich dywany czasami to były naprawdę grube i wspaniałe gobeliny. Mieli piękny wystrój w domach. To byli bogacze.
44
I w dalszej kolejności mamy tę osobę, tego, który był… który umywał mu nogi. Następnie szedł do kolejnego gościa i stał z ręcznikiem na ramieniu i z dzbankiem w ręce. Potem wylewał olejek na rękę i nacierał nim kark [gościa - tł.] i miejsca za uszami, gdyż miał spieczoną twarz. Był brudny. Więc potem brał ręcznik i wycierał dokładnie jego twarz. I - i on był gotów, nie czuć było od niego tego przykrego zapachu, i został natarty wonnościami. A one były drogie, bardzo drogie.
Zbiera się je, jak mi mówiono, wysoko w górach, takie małe jabłuszka, gdy róża już uschnie. I te jabłuszka… I to jest bardzo drogie. Coś takiego, co królowa Saby podarowała Salomonowi -przyprawy i spikanard i tak dalej. I ten zapach był wytwarzany właśnie z tego.
45
I oni byli zrelaksowani… byli… Mieli umyte nogi, nie było od nich czuć, ich twarze, spalone słońcem… Zatem byli odświeżeni. W dalszej kolejności… pierwszy, drugi, a teraz trzeci krok. Otóż, mógłbym głosić o tym przez chwilę, ale nie mam czasu, że to jest usprawiedliwienie, poświęcenie, chrzest Duchem Świętym.
Dalej, kiedy wchodzili spotykali gości. Byli witani przez gospodarza. Potem było coś takiego (wstań, bracie Demos). Rozumiecie, po obmyciu, po wyperfumowaniu, on nie musiał czuć się skrępowany brzydkim zapachem. Miał miękkie obuwie do chodzenia po wielkich perskich dywanach. Był natarty, miał na sobie dobry zapach, a nie smród zwierząt; ale był wyperfumowany. Potem podawali sobie ręce w taki sposób. (Podejdź tutaj, bracie Demos.) Byłem na Wschodzie. Otóż, weź rękę w ten sposób; potem łączyli się w ten sposób. Potem poklepywali się wzajemnie, w czasie spotkania gościa z gospodarzem. Wtedy coś takiego nazywano powitaniem. Zobaczcie, on był obmyty, wypachniony i pocałowany na powitanie. Całowali się w kark. Był pocałowany na powitanie. Wówczas był pełnoprawnym bratem.
Tak jest też w kościele, kiedy zostaliśmy obmyci Krwią Baranka, wyperfumowani przez Lilię z Doliny i pocałowani przez Ojca. Wówczas jesteśmy mile widzianymi gośćmi. Och, dużo by mówić o tym. Ale aby was nie trzymać zbyt długo, nie chcę was zamęczać.
46
Ale kiedy… Po pocałowaniu, po powitaniu, on - on mógł czuć się, jak u siebie w domu. Nie musiał się niczym przejmować. Mógł pójść, otworzyć lodówkę i wziąć sobie olbrzymiego sandwicza, zrzucić z nóg buty i położyć się na łóżku, mógł robić, co chciał. On był w domu.
I kiedy Bóg całuje nas na powitanie do Swojego Królestwa, jesteśmy w domu. Doskonale, wszystko wtedy jest załatwione. Zostaliśmy obmyci preparatem, który On przygotował dla nas: Jego Krwią, słodkim aromatem, wyperfumowani przez poświęcenie, które odpędza smród tego świata (Alleluja! Czuję się naprawdę religijnie właśnie teraz.), zabiera precz smród tego świata, czy też pragnienia tego świata. Zobaczcie, jeśli świat jest wciąż w nas, to coś wtedy jest nie tak.
Nic dziwnego, że nie możemy mieć prawdziwego Zielonoświątkowego przebudzenia. Nic dziwnego, coś zostało pominięte. Gość nie wszedł dokładnie, jak należy. Widzicie, Jezus nauczał pewnego razu o szatach i On powiedział: „Ten człowiek został tam znaleziony jako nieprzygotowany i został związany i wrzucony do zewnętrznych ciemności”. Więc dużo by można mówić o tym.
47
Ale w taki właśnie sposób to robiono. Potem oni byli w domu, czuli się jakby byli braćmi. Nie możesz czuć się jak brat, kiedy w tobie nadal jest pożądliwość świata. Nie da się, będąc powiązanym rzeczami tego świata: oszukiwaniem, kłamaniem, złodziejstwem, czy kobiety, strzyżeniem włosów i ubieraniem szortów, wszystkim innym, wciąż czuć się jak w domu, kiedy Słowo Boże jest głoszone. Mniemacie jedynie, że jesteście Zielonoświątkowcami, uważacie, że jesteście napełnieni Duchem Świętym.
Ktoś napadł na mnie ostatnio, mówiąc: „Dlaczego nie zostawisz tych ludzi w spokoju?”. Powiedział: „Ludzie uważają, że jesteś prorokiem”.
Powiedziałem: „Nie jestem żadnym prorokiem”.
Powiedział: „No, oni sądzą, że jesteś. Dlaczego nie uczysz tych ludzi, tych zielonoświątkowców, jak otrzymać te rzeczy, jak otrzymać te wielkie duchowe błogosławieństwa i wejść do Obecności Bożej i widzieć również wizje. Gdybyś dał im spokój…”.
Powiedziałem: „Jak mogę zacząć uczyć ich algebry, skoro oni do tej pory nie nauczyli się jeszcze abecadła?”.
48
Jak mogą przyjąć duchowe rzeczy, kiedy nie ma u nich nawet zwykłej przyzwoitości, by oczyścić się. Nie mówię tego, aby was ranić, ale chcę być z wami szczery … Niegodne rzeczy, o których w Biblii jest powiedziane, że nie powinno się ich robić, a mimo to my jesteśmy z tym powiązani. Oczywiście. Widzicie, nie można być mile widzianym. Nie, proszę pana! Jesteście niewłaściwi w stosunku do Słowa, a On jest Słowem. Otóż, tyle o tym. Pomówimy trochę o tym w innym czasie.
Ale zwróćcie uwagę na to, jak chodzimy. Powiecie: „O co ci chodzi?”. Cóż, mężczyźni, którzy pozwalają im to robić, zaświadczają o sobie, jacy są. Niektóre kobiety, żony pastorów, zachowują się w ten sposób i ubierają. Co to jest? Staracie się… Twój mąż pozwala ci to robić? Och, bracie. Co to jest? Niektóre z was noszą te krótkie fryzury z uniesionymi do góry włosami, naśladując w tym pierwszą damę tego kraju. Jezabela była również pierwszą damą w kraju. Niektórzy z pastorów nie zechcą powiedzieć im o tym, ale wtedy był tam także Eliasz, który mocno się temu sprzeciwiał. Był to jej pastor. Ona nie chciała w to wierzyć. Prowadziła…
49
Zauważcie, stwierdziliśmy, że oni musieli być gotowi i przygotowani do tego, aby wejść do środka. Jak to się stało? Widzimy Go teraz, siedzącego w tym miejscu, nieumytego, nienatartego, nieucałowanego na powitanie, siedzącego w domu kardynała. Chciałbym się o coś was spytać. Co się stało z tym lokajem umywającym nogi? Gdzie on był? Dlaczego Go pominął? Taka okazja, i nie skorzystał z niej. Och, sądzę, że gdybym to ja tam był i wiedziałbym, że On nadchodzi, to stałbym gdzieś na składanej drabince i wyglądałbym Go. [Puste miejsce na taśmie - wyd.] Mieć zaszczyt umyć Jego nogi, zaszczyt… Ale jakoś on Go pominął, pozwolił Mu przejść.
Gdzie był ten człowiek z olejkiem do namaszczania? Ale jakoś On tam się znalazł, ale brudny. Dobija mnie to, że muszę to mówić, ale Jezus z brudnymi nogami. Wiecie, Francuz nazywa Go Jésus, Jésus. Jésus z brudnymi nogami, nikt nie zatroszczył się… przynajmniej o to, by umyć Mu nogi.
„Co to ma wspólnego z nami, bracie Branham?”. On przyszedł i to przyszedł punktualnie. On zawsze przychodzi punktualnie, nigdy się nie spóźnia. Wołamy o przebudzenie i On przychodzi. Ktoś zaczyna chwalić Pana, czy płakać; zostaje wyrzucony z kościoła. Rozumiecie? W ogóle nie jest mile widziany. Jezus z brudnymi nogami.
50
Och, dlaczego On się ubrudził? Ubrudził się w czasie drogi, ponieważ został przywołany, aby przyjść. I dzisiaj On również, kiedy przychodzi jest nazywany świętoszkiem, jakimś oszczerczym imieniem. Dlaczego On zgodził się na coś takiego? Ponieważ zapraszaliśmy Go, aby przyszedł i Bóg zstąpił w dół w ludzkim ciele. On żył tutaj na ziemi. Stał się taki, aby… Zaprosiliśmy Boga, aby przyszedł, a potem, kiedy przyszedł, to Go nie chciano. Nie chciano Go. Wiele razy Go nie chcemy. To koliduje z naszą denominacyjną strukturą. To koliduje z pozycją społeczną, jaką mamy wobec innych kościołów. Boże, miej miłosierdzie dla nas, biednych, nieszczęsnych faryzeuszy.
Potrzeba nam ponownie mocy Ducha Świętego w budynkach i ponownie w ludziach, abyśmy mogli mieć staromodną Zielonoświątkową moc, która oczyściłaby kościół - od odźwiernego po pastora. Dokładnie. Amen. Tego właśnie potrzebujemy. Ale my modlimy się o to, a kiedy to przychodzi: „Och, nie. To koliduje z moją pozycją społeczną”. Rozumiecie? Och, oczywiście, to ogranicza trochę powagę. Jeśli nie będzie to tak i tak, to ludzie nie przyjdą. Jezus powiedział: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli Mój Ojciec go nie pociągnie”. Zwróćcie uwagę i na to: „Wszyscy, których Ojciec dał Mi, przyjdą”. Zachowajcie taki porządek.
51
Nie możemy w ogóle porównywać się z tym światem. Robimy źle, jeśli staramy się zachowywać jak ten świat. Nie możemy w ogóle porównywać się z nimi. I ich teren to nie nasz interes. Przyprowadźmy ich na nasz teren. My mamy coś, czego oni nie mają. Kiedy idziemy i zachowujemy się tak jak oni, wtedy oni wiedzą, że my - my mówimy o czymś, czego sami nie mamy. Niech - niech świat przyjdzie do nas, nie chodźmy w ślad za światem. Niech świat…
Wiecie, Hollywood błyszczy, ale Ewangelia żarzy się. Jest duża różnica pomiędzy błyszczeniem a żarzeniem. Żarzyć się, nie błyszczeć zewnętrznym wyglądem, żarzyć się wewnątrz dzięki Duchowi Świętemu słodyczą, cichością, łagodnością, cierpliwością i miłością. Żarzyć się, a nie błyszczeć. Błyszczeć to naśladować świat.
52
Kościół jest w zupełności podobny do tego, jak to było w dniach Ester. Ester nie perfumowała się kobiecymi perfumami. Nosiła się skromnie, była skrytym serdecznie człowiekiem. A król powiedział: „Nałóżcie koronę na jej głowę”. Ester była typem dzisiejszego kościoła, tych, którzy są gotowi wyjść i przyozdobić się słodkością Ducha Świętego, nie perfumami i strojem tego świata, starając się porównywać z nimi, ale [stać się - tł.] tym skrytym serdecznym człowiekiem, nim właśnie się stać.
53
Zwróćcie uwagę, stwierdziliśmy, że Jésus siedział tam z brudnymi nogami. W ogóle nie zauważyli Go. Jak tam się dostał? Jak można było Go pominąć… Jak ten lokaj umywający nogi mógł Go pominąć? Jak reszta ich mogła Go pominąć? Nie wiem. Ale siedział tam z brudnymi nogami. Nikt nic w tej sprawie nie zrobił. Och, faryzeusz, on i ci inni, biskup, arcybiskup i kardynał, i cała reszta stukała się kielichami i piła wyśmienite wina i - i rozmawiała o rzeczach… o Izraelu, ale umknął ich uwadze Bóg Izraela.
Tak jest i dzisiaj. Domagamy się największego budynku w mieście albo… I wszyscy ludzie chcieliby gromadzić się w największym budynku w mieście. Wszyscy wielcy, najlepiej ubrani i wszystko inne. A jakiś biedny, skromny człowiek głoszący Ewangelię gdzieś na rogu ulicy, albo w jakimś zaułku, w małym kościółku - z takim kimś nikt z was nie chce mieć nic wspólnego. O co chodzi? Coś jest nie tak. Idziecie tam, gdzie reszta ludzi tak się zachowuje i ubiera się najlepiej. Szkoda, że to wdziera się w nasze sfery. Dokładnie.
54
Potrzeba, byśmy się upokorzyli. Potrzeba, byśmy ponownie zostali ochrzczeni Duchem Świętym, aby Boża miłość i moc wyrzuciła z nas ten świat, doprowadziła nas ponownie do przyozdobienia Słowem: obmyła wodą Słowa. Wróćcie do Chrystusa, zamiast wzorować się na tym świecie, starać się zachowywać jak pierwsza dama i - i wszystkie te inne rzeczy, jak niektórzy ci biskupi i tak dalej. Nie ma to żadnego znaczenia. Chciejcie być jak Jezus, Jésus.
55
Otóż, pomyślcie o tym. Każdy, kto stał w pobliżu ogrodzenia, gdzie miała miejsce ta uczta, [czuł - tł.] woń baranka i - i - wszystko inne. Na ulicy nie było nikogo. Każdy stał, zaglądał, przełykał ślinę, chwytając [w myślach - tł.] kawałek tego baranka. Oni nie mogli tam wejść. Nie. Byli biedakami, hołotą, ci na zewnątrz. I oto tu, wewnątrz, znalazł się jeden ubrany i wyglądający jak ci na zewnątrz. Coś się nie zgadza… Siedział tam, zwykła przyzwoitość nakazywała umyć Mu nogi albo - albo pocałować Go na powitanie, po prostu pozwolono Mu zasiąść tam, nikogo w pobliżu Niego nie było. Jego uczniowie nie mogli wejść, nie zostali zaproszeni. Ale oto On siedzi tutaj i się rozgląda.
56
Otóż, posłuchajcie. Na końcu ulicy, w najniższej części miasta, w dzielnicy czerwonych latarni, skręćcie w prawo i wejdźcie w zaułek. Z tyłu są tam stare, skrzypiące schody. Wejdźcie po tych popiskujących i skrzypiących schodach do góry. Otwórzcie drzwi, w środku znajdziecie młodą kobietę. Och, nie sądzę, że ona chciała być złą kobietą. Być może miała dobrego rodzica, a tylko obrała złą drogę. Albo być może była dobrą dziewczyną; jakiś ulizany, z loczkami Judasz zrujnował reputację tej młodej damie.
Zawsze napadam na kobiety. Ujmę się za wami przez chwilę. Wiele dobrych dziewcząt zrobiło nie tak jak trzeba z powodu jakiegoś wyperfumowanego Judasza, biegającego z ulizanymi włosami i z otwartymi ustami. Jeden z tych „maszynowo obrobionych” Ricky'ich albo Elvisów, jakich teraz spotyka się tutaj na ulicy. Bierze sobie jakąś skromną dziewczynę, która myśli, że on jest przystojny, daje jej papierosa, zabiera na potańcówkę.
57
Spotykam tysiące takich, których młode jeszcze życie zostało zszargane i zrujnowane. Nie zawsze z ich winy. Nigdy nie przepadaj za takim chłopakiem, siostro. Daj sobie spokój z kimś takim. W nim nie ma nic. Jeśli nie jest napełniony Duchem Świętym…
Zamierzam coś powiedzieć (Nie uważam tego za żart, bo to nie miejsce na żarty.), ale po prostu coś, co przydarzyło się w moim kościele. To jest miejsce dla Ewangelii. Jakiś czas temu tutaj w naszym kościele mieliśmy dziewczynę, miłą, ładną dziewczynę. Pierwsze, co zrobiła, wiecie, to ścięła włosy. To jest przeciwko zasadom. Tak jest! Kiedy to zrobiła - w Biblii jest napisane - stała się haniebną kobietą. Umykajcie od takiej. W Biblii jest powiedziane, że kobieta obcinająca swoje włosy jest zhańbiona. Otóż, to jest Słowo. Bóg wie, że to prawda.
Jeśli Duch Święty jest w was, a nie będziecie współdziałał w tym, to jakiego rodzaju jest to Duch Święty? Rozumiecie? Duch Święty, osobiście, w was, sprawia, że żyjecie, jak żyjecie. Jeśli Duch Święty nie zgadza się ze Słowem, a wy nazywacie to Duchem Świętym, wtedy to nie jest Duch Święty Boży. Macie jakiegoś rodzaju ducha.
Dzisiaj mamy wszystkiego rodzaju duchy. Ludzie mówią: „Zamknij oczy, otwórz usta, coś otrzymasz”. Tak robicie. Ale przyjrzyjcie się sobie, co otrzymaliście, robiąc w ten sposób. Nie róbcie tego. Do Boga trzeba przyjść rozważnie, bardzo inteligentnie, trzymając się Słowa. Przyjmijcie Ducha Bożego, a to sprawi, że zaczniecie chodzić w prostej linii z Bogiem. Oczywiście, że tak.
58
Ta młoda dziewczyna zaczęła prowadzać się z jakimś młodym Elvisem. Po pewnym czasie zapytałem się jej, powiedziałem: „Marto, co - co jest powodem, że to robisz? Co widzisz w tym chłopaku? On pali. Widziałem go, jak stał na terenie kościoła i palił”.
„Och” - powiedziała - „bracie Branham” - powiedziała - „wiem” - powiedziała - „on ma takie śliczne, kręcone włosy”. I powiedziała: „I tak ładnie pachnie”.
Otóż, czy według czegoś takiego można wybierać chłopaka? Powiedziałem: „Ale on nie jest zbawiony”. Powiedziałem: „Wolałbym raczej chodzić z chłopakiem, który pachnie jak bydlęce pastwisko i ma stopy jak wagon towarowy, ale żeby miał Ducha Świętego”. Tak, wolałbym, niż jednego z takich. Ona, koniec końców, skończyła na złej drodze, tak jak być może ta biedna dziewczyna. Jakiś chłopak wyrządził jej krzywdę. Wtedy ona wyszła. Jeśli już wyszłaś, siostrzyczko, jest nadzieja, jeśli tylko spotkasz tego Człowieka, o którym mówię. Być może ona nie miała tej okazji.
59
Tak więc ona wychodzi na ulicę, jak zawsze zwykła to robić. I nikogo nie widzi. Gdzie są wszyscy? Przeszła na drugi róg, potem następny. Gdzie są wszyscy? Dzisiaj nie ma nikogo. Po chwili poczuła ten aromat. Biedny, pusty brzuch poczuł głód. Przecisnęła się przez tłum do drzwi faryzeusza i zobaczyła biskupa i kardynała i wszystkich innych tam wewnątrz, wychylających puchary. I przecisnęła się do ogrodzenia, a ludzie zaczęli się od niej odsuwać, niektórzy gorsi od niej samej. Autentycznie gorsi.
Uważamy samych siebie za nie wiadomo co, a nie uświadamiamy sobie, że każda kobieta, która zeszła na złą drogę, miała ku temu powód. Każdy człowiek, który zszedł na złą drogę… A my wielokrotnie uważamy samych siebie za nie wiadomo co, nie chcąc mieć nic wspólnego z ulicznymi włóczęgami. Nie znajdujemy czasu, aby zatrzymać się i porozmawiać z nimi przez chwilę. A potem nazywamy samych siebie chrześcijanami?
60
Tak, ona przecisnęła się do ogrodzenia i zaczęła przez nie obserwować wszystko wokół. Była głodna. Patrzyła i obserwowała. W rogu stał faryzeusz. Słyszała, jak z tego właśnie rogu dochodzi jego gromkie „Ha-ha-ha”. Przyjrzała się i zobaczyła, jak on wychyla puchary z tym wyśmienitym winem, że baranek piecze się, i że za chwilę zostanie podany obiad. I - i tak się rozglądała…
A po chwili jej wzrok zatrzymał się na Kimś (Och, może teraz my wszyscy uchwycimy ten obraz?) siedzącym w rogu, nie zauważonym. I ona musiała spojrzeć Mu w oczy. Nikt nie może spojrzeć Mu w oczy i czuć się potem tak samo. Ona Go ujrzała. I pomyślała: „Kto to jest? On jest jakiś inny”. Faktycznie. Nikogo nie było takiego jak On. Nigdy nie zdarzy się ktoś taki jak On. On odróżniał się od pozostałych. I On tam siedział. Spojrzała w dół, ludzie odwracali się od Niego. I oni - ona zauważyła, że jego nogi nie zostały umyte; Jego twarz wciąż była wysuszona i ogorzała.
Gdybyśmy mogli tylko widzieć to dzisiaj (a wiecie, o czym mówię), widzieć Go siedzącego w niełasce, tak jak Jego ludzie dzisiaj są w niełasce u tego świata. Nikt nie chce z nimi współpracować. Są tak samo jak… Powiesz: „zielonoświątkowiec”, bracie, oni odeszli. Powiesz: „Duch Święty”, och, nie! Oni są daleko od tego.
61
To, co my, ludzie, potrzebujemy zrobić to umyć Jego nogi, namaścić Go, abyśmy mogli powstać w mocy Jego zmartwychwstania. Zdjąć tę niełaskę z Niego. Amen. Spowodować, aby świat zaczął się wstydzić samego siebie, mocą Jego Życia w nas, jako odmienne stworzenia, nie tacy jak ci na zewnątrz; to jest „mięso armatnie”, to jest „popiół atomowy”. Kościół jest ponownie zrodzonym stworzeniem.
Zatem On tam siedział. W tego rodzaju tłumie tak On wyglądał. I tak wygląda prawdziwy, napełniony Duchem mężczyzna albo kobieta w oczach takiego tłumu. Zwróćcie uwagę, ona patrzyła na Niego. Pomyślała: „Wiesz, kto to? Ktoś tutaj… Czy to nie jest ten Prorok Galilejski?”. „Och, to On!”.
Och, jej serce zaczęło mocno bić. Coś w tym jest, że kiedy znajdzie się Jezusa, to serce zaczyna się dziwnie zachowywać. Chce natychmiast pozyskać nowego Pana. Serce zaczęło mocno bić. „Och, to jest Ten, który był tam u studni, gdzie była ta kobieta z Sychar. To Ten, który znalazł tę kobietę, tak samo niemoralną jak ja, i powiedział jej, że miała zbyt wielu mężów, i wybaczył jej grzechy. Och, On mi nigdy nie wybaczy. Jestem zbyt niegodziwa. Ale to nie jest dobre, że On siedzi tam taki właśnie. On jest Bogiem wieczności. Jest jedynym Zbawicielem. Nie wolno Go tak traktować”. I ona powzięła pewien plan. Mam nadzieję, że wy też.
62
Idzie w dół ulicą najszybciej jak potrafi, w dół do tego małego zaułka, i dalej nim w górę do skrzypiących schodów. Skrzyp, skrzyp, wchodzi na górę, zdejmuje kłódkę i otwiera małe skrzypiące drzwi i wchodzi do środka, pada na podłogę. Myśli: „Jestem na kolanach”. Sięga ręką pod łóżko i wyciąga małe pudełeczko i otwiera je, trzyma tam coś, zapewne w swojej pończosze. Wyciąga to i potrząsa tym czymś. To całe jej życie. Wszystko, co ma. Ale jest gotowa to oddać.
Ciekawe, czy jesteśmy aż tak szczerzy. Nie można pokazywać na nią palcem, jeśli tak nie jest. Chciała oddać wszystko, co miała. I włożyła to w zanadrze i… jej serce przepełniała radość. Nagle, coś jej się przedstawiło: „Wiesz, On jest Prorokiem. Wierzę, że On jest Prorokiem. Nie obchodzi mnie, co mówi rabbi, co mówi kardynał albo biskup. Wierzę, że On jest Tym, o którym mówił Mojżesz. Wierzę, że On jest Prorokiem, który nawiedził nas w tych dniach. I On, jako taki, będzie wiedział, skąd mam te pieniądze. Będzie wiedział, w jaki sposób zarobiłam te pieniądze. Ale to wszystko, co mam”.
63
Oczywiście, On was zna. On może powiedzieć wam wprost z tej kazalnicy teraz właśnie wszystko o was. Tak jest! Wierzycie w to? Mogę to wam udowodnić. Amen. Przepraszam. On wie, co uczyniliście. On zna te słowa, które czasami „przypalały” was. On wie wszystko o was.
Ale to wszystko, co miała. To jest wszystko, czego On spodziewa się od was. Po prostu oddajcie Mu swoje wszystko, całe wasze serce, wolę i popularność, pozycję społeczną. Zrzućcie to wszystko na Niego, nie ważne, co czyniliście. Ale ona powiedziała: „To moja jedyna okazja i mam zamiar ją wykorzystać”. Być może jest to wasza ostatnia okazja. Lepiej ją wykorzystajcie w czasie pobytu tu na tym zjeździe. Nie odjeżdżajcie do domu bez tego, gdyż wierzę, gdyż sądzę, że będziecie mogli zobaczyć Jego działanie w ten sam sposób. On już jest. Zobaczycie Go w większym niż to. Zobaczycie Jego Słowo zamanifestowane.
Zauważcie. I ona mówi: „To wszystko, co mam, więc to jest wszystko, co mogę oddać”. „To jest wszystko, czego On się spodziewa”. „Bracie Branham, ja - ja jestem…”. Nie obchodzi mnie, jaki jesteś, jak wielkim obłudnikiem byłeś, jak dobrym członkiem kościoła, jak zadufany stoisz dzisiaj rano przed ludźmi. Po prostu oddaj, co masz. To wszystko, czego On oczekuje. On to weźmie.
64
Ona idzie w dół ulicą i mówi: „To proste. Pójdę, bo coś we mnie mówi mi, aby to zrobiła”. Tak się dzieje, kiedy to coś jest autentyczne, nie kiedy zakładamy, że to jest to coś, ale kiedy to coś faktycznie jest. Zatem ona idzie w dół ulicą. I rozgląda się i przypomniała sobie, że Lavinsky ma najlepszy sklep z perfumami w mieście. Więc wchodzi przez drzwi [do środka sklepu - tł.]. Dzwoneczek zadzwonił i ktoś się podniósł, aby zobaczyć, kto wszedł. „No, i czego pani chce?”. Jak ci niektórzy faceci, zanim zostali chrześcijańskimi biznesmenami. To jest kiepsko prowadzony interes.
„Czego pani chce? (Nie lubię, jak taka osoba przebywa w moim sklepie.)”.
„Chcę najlepsze [perfumy - tł.], jakie pan ma”. (Ojej!)
„Najlepsze, jakie mam?”.
„Zgadza się. To dla… to dla szczególnej Osoby. Na szczególną okazję”.
65
Tak się robi, kiedy nam na czymś zależy. Najlepsze, co może być, najlepsze, co możemy dać. Nie trzy minuty dziennie na modlitwę, ale najlepsze, co możemy dać. „O, chcę te najlepsze, jakie masz”. Cóż, on wiedział, że taka kobieta jak ona nie mogła tak naprawdę mieć aż tyle pieniędzy, by to kupić. Więc ona wyjęła to swoje zawiniątko z pończochy i powiedziała: „Ile kosztują te najlepsze?”.
„Dwadzieścia sztuk. Te są najlepsze, jakie mam”.
Ona wysypała to, co było w tej pończosze i - i te pieniądze zabrzęczały. Och, oczywiście, to co innego. On, który powiedział, że nie ma żadnego pożytku z utrzymywania Józefa w tym kraju, teraz był gotów to zrobić, wiecie. Więc on wziął je i przeliczył: „O, tak, dokładnie dwadzieścia sztuk rzymskich denarów”. Tyle właśnie one kosztowały.
„Co zamierzasz z tym zrobić?”.
„O, to jest dla szczególnej Osoby”.
66
Tak więc on sięgnął ręką na półkę i dał jej pudełeczko z alabastru. Włożyła je w zanadrze. Prześliznęła się tam z powrotem; spogląda do wewnątrz i widzi faryzeusza i wszystkich innych, jak stoją wokół w tym wielkim skupisku przepychu. I widzi, że Jésus wciąż siedzi tam z brudnymi nogami. Nikt w ogóle nie zwrócił na Niego uwagi. „Jak ja się tam dostanę? Wyrzucą mnie, jak tylko zacznę przechodzić przez bramę”. Ale wiecie, coś, co było wewnątrz jej, mówiło jej, aby weszła. Ona chciała usłużyć Jezusowi.
I jeśli chce się usłużyć Jezusowi, to nie ma tylu biskupów i kardynałów na ziemi, aby mogliby powstrzymać cię przed chęcią znalezienia się w Jego Obecności. To fakt. Nie ma na tyle denominacji i obłudników w tym kraju, by mogli to zrobić, czy też wystarczającej liczby diabłów w piekle, aby powstrzymać cię od tego, jeśli jesteś… chcesz usłużyć Jésus'owi.
Więc ona podchodzi i prześlizguje się bokiem. Widzi, że strażnik w bramie odwraca się do tyłu. Zakrada się pod bramę i bardzo szybko pokonuje swoją drogę. Prawidłowo. Kiedy pierwszy raz wchodzicie, idźcie prosto do Niego. Nie zbijajcie bąków. Nie chodźcie rozmawiać, zobaczyć, co ktoś mówi, i co mówi ta organizacja, a co tamta. Idźcie prosto do Jezusa. Dostańcie się do Jésus'a. Nie zwracajcie uwagi na to, co inni mówią. Dostańcie się do Niego jak najszybciej.
67
Więc ona wśliznęła się bardzo szybko. Stanęła, w Biblii jest powiedziane, że za Nim. Musiała pomyśleć: „Och, och, jestem w Obecności Boga”. Zawsze pojawia się w nas dziwne uczucie, kiedy przychodzimy z takim nastawieniem. Ale jeśli będziecie mieć takie nastawienie, jak ten faryzeusz, to będziecie mieć takie samo odczucie, jak on - nic takiego. Ale przychodźcie z takim nastawieniem, jeśli chcecie zobaczyć Jésus'a. Obserwujcie, jakiego rodzaju odczucie przychodzi na was. Pozwólcie, aby wasze stare serce w was stopiło się dla Niego. Posłuchajcie Jego cichutkiego Głosu. Wtedy będzie inne nastawienie.
Ona wśliznęła się. On tam siedział. Pomyślała: „Och, och, jestem taka zdenerwowana. Nie wiem, co robić. Będę tak stała z tyłu, to może mnie stąd wygonić. Och, co… Cóż, jestem nikim… jestem nikim w każdym razie”. Otóż, kiedy zaczynacie myśleć o sobie, że jesteście nikim tak czy owak… Jeśli martwicie się, że utracicie swój prestiż, wtedy lepiej zostańcie z dala, to po pierwsze. „Jestem nikim, to tak na wstępie”.
68
Więc wybiegła przed Niego i spojrzała. Wtedy była blisko. To jest właśnie to, co powinniście chcieć: patrzeć na Niego z bliska. Być może patrzycie na Niego za daleko. Patrzycie na Niego z perspektywy dwóch tysięcy lat. A co z Nim dziś rano? On jest ten sam wczoraj, dzisiaj i na zawsze: ta sama moc, te same znaki. „Uczynki, które Ja czynię, wy również czynić będziecie”. Brat Demos przed chwilą cytował to z Króla Jakuba: „Większe niż to czynić będziecie”. Ale prawidłowy przekład, i każdy wie, jest „Więcej niż to czynić będziecie”, nie większe. Nikt nie mógłby czynić większych, ale [można czynić - tł.] więcej tych samych wielkich uczynków. On powstał z martwych i zatrzymał naturę. Nic innego nie może być większe od tego, ale może być więcej.
Dlaczego? On jest w Swoim kościele ogólnoświatowym, wielkim świętym Apostolskim Zielonoświątkowym katolickim kościele, na całym świecie - Jésus w każdym członku. On był tylko w jednym Człowieku, Bóg był wtedy. Teraz Bóg jest w Swoim całym kościele. Właśnie w tej godzinie ludzie są uzdrawiani. Właśnie w tej samej minucie ludzie przyjmują Ducha Świętego. Gdyby On stał tutaj sam w ludzkiej postaci, jak wtedy, to mógłby jedynie przemawiać wyłącznie do tej widowni. Ale teraz On mówi na całym świecie w Duchu Świętym.
69
Tak więc ona znalazła się w Jego Obecności. Poruszyła się. Wyobrażam sobie, jak te oczy spojrzały na nią, a jej serce o mało co nie stanęło. „To jest ten Człowiek, który wybaczył tej kobiecie i znał jej serce. Wiedział, że jest to kobieta z Samarii, z Sychar. On - On wiedział, że miała pięciu mężów, i On wie, że jestem winna”. Wie. Wie, że jesteście winni. Wie, że każdy z nas jest niedobry. On nas zna.
Ona spojrzała Mu w twarz i rozpoznała to. Otóż, ona ani razu nie spojrzała na faryzeusza, ani na spis, aby zobaczyć, ilu członków należy do tego kościoła, czy ma należeć do niego czy nie. Spojrzała na Jésus'a. Czuła się winna i nie mogła już dłużej powstrzymać swoich łez. I spojrzała w dół na Jego nogi i łzy zaczęły kapać na Jego nogi. Było jej bardzo wstyd. Upadła na kolana, ona… On ją widział. Ona nie potrafiła już dłużej powstrzymać swych łez.
Jest coś w tym, że kiedy znajdziemy się w pobliżu Jezusa, to zaczynamy płakać, nie z chłodnym… Nie znoszę tych chłodnych, nakrochmalonych wyznań i wpisywania swojego nazwiska do księgi i przynależenia do kościoła. Trzeba umrzeć samemu sobie, narodzić się na nowo.
70
I łzy zaczęły kapać na stopy Jésus'a, a ona nie miała nic, aby je wytrzeć. Więc nachyliła swoją głowę, płacząc, jej - jej piękne loki, które miała zaczesane na czubek głowy, wiecie, o tak, one opadły w dół. Zaczęła rękami myć Jego stopy i wycierać swoimi - swoimi włosami. Niektóre z naszych zielonoświątkowych sióstr, przycinające te swoje piękne włosy, musiałyby chyba stanąć na głowie, aby móc umyć Mu nogi i potem wytrzeć je swoimi włosami. Tak.
Ale On… ona nawet w takim stanie… Nie potępiajcie jej. Wzięła swoje włosy I zaczęła wycierać nimi Jego stopy. Spojrzała do góry. Och, gdyby On poruszył nogą, gdyby ona… Gdyby On mrugnął okiem, ona wyszłaby stamtąd. Ale Jésus, kiedy próbuje się coś dla Niego zrobić, pozwala wam po prostu to zrobić. Lubię to. On po prostu nadal siedział i patrzył na nią. A ona próbowała powiedzieć: „Ja - ja…” i wycierała Jego stopy. Co za piękna woda dla obmycia Jego nóg - łzy pokuty. Lepiej niż gdyby uczynił to Mu ten stary faryzeusz tymi okropnymi, własnej roboty, denominacyjnymi wodami. On miał wody pokuty; jej wielkie słone łzy uderzały w Jego stopy. Swoimi pięknymi włosami omywała i wycierała Jego nogi, mówiąc: „Och, nie mogę tego powiedzieć”. Ona była… „Ja - ja” i wycierała Jego nogi. Potem stało się tak, że On pozwolił… „Och, nie mogę tego powiedzieć”.
71
Och, Jésus obserwował ją. Po chwili ona wyjęła to alabastrowe pudełeczko. Wstydziła się, aby wstać i dać to na Jego głowę. Pomyślała: „Wystarczy, że siedzę u Jego nóg, tak będzie dobrze”.
Niektórzy chcą być grubymi rybami. Jego nogi mi wystarczą. Jego Słowo jest wystarczające. Tak długo jak wiem, że jestem w Nim, a Jego Słowo jest we mnie, to mi wystarczy. Gdybym dostał się tam, to wystarczyłoby mi, abym mógł położyć rękę na Jego stopę. To byłoby całkiem w porządku, to wszystko, o co proszę. Sądzę, że tak to właśnie wszyscy odczuwamy. Obmycia Jego nóg łzami wody pokutnej, to wszystko, czego On chce, zmycia Swojego brudu - pokutą, nie karą, pokutą.
72
Obmywała Jego stopy, wycierała je swoimi włosami, wkrótce sięgnęła po coś nerwowo. Miała to alabastrowe pudełeczko, które ją uderzało i dlatego była taka zdenerwowana. I ona obtłukła końcówkę, wylała całą zawartość na Jego stopy i stała się jeszcze bardziej nerwowa. I - i potem sięgnęła do tyłu i zaczęła wycierać Jego stopy. [Brat Branham wydaje odgłos pocałunku - wyd.] „Chcę…”. I ona spojrzała w górę.
Zauważyła, że Jego oczy nie są skierowane na nią. Co tam się działo w tym miejscu przez cały ten czas? Zapadła martwa cisza. Co się dzieje? Wszyscy zamarli. Och, wyobrażam sobie tego samozwańczego faryzeusza, najgorszego drania w tym kraju. Och, cały czerwony na twarzy. Takie upokorzenie! Ktoś powiedział: „Amen”. Ktoś powiedział „Amen” w jego kościele? „Hmmm”. Nie można mu przeszkadzać. Trochę mocy Bożej… Zdarzy się mu powiedzieć słowo… On popełnił gdzieś błąd i powiedział: „Jezus Chrystus przyszedł zbawić grzeszników”. A ktoś mówi: „Chwała Bogu”.
„Och. Hmmm. Odźwierni, wyrzucić ich. Tak, przeszkadzają mi”. Oni przeszkadzają mi, kiedy nie mówią tego.
Więc - więc tam… Został tak upokorzony, och, dosięgnął… Och, był po prostu… (Muszę się poddać.) Był bardzo upokorzony. Patrzył na Niego i powiedział sam do siebie, kiwając do kardynałów: „Widzicie, mówiłem wam. Gdyby ten człowiek był prorokiem, to wiedziałby, jakiego rodzaju jest ta kobieta”.
73
Oczywiście, On wiedział. Ona była milion razy lepsza od niego, chociaż on był członkiem kościoła. Ona była prostytutką. Wstydźcie się nieszczęśni, biedni członkowie kościoła, że o Bogu już nic więcej nie wiecie ponad to. Upokorzony, powiedział: „Mówiłem wam, mówiłem. Widzicie? Gdyby On był prorokiem, był prorokiem, to wiedziałby o tym. Żaden z Niego prorok”.
Ale Jezus mógł rozeznać jego myśli. Więc On podniósł się. Ta miła kobieta stała, jej włosy zwisały jej… zakrywały jej plecy, aż do talii; łzy spływały w dół; a - a usta miała całe w smarowidle, od całowania Jego stóp; wielkie, śliczne, brązowe oczy. Ciekawe, co On powie? Patrzy w dół na nią.
74
On powiedział: „Szymonie, muszę ci coś powiedzieć”. Och, samozwańczy, biedny, nieszczęsny obłudnik, wyznający, że jest sługą Chrystusa… „Mam ci coś do powiedzenia. Zaprosiłeś Mnie, abym tu przyszedł, i Ja przyszedłem. Odłożyłem na bok Swój napięty grafik”. On zawsze tak robi. To prawda. On przyszedł tutaj. On jest tutaj teraz. Oczywiście. „Odłożyłem na bok Swój napięty grafik, ponieważ Mnie zaprosiłeś, abym przyszedł. A kiedy przeszedłem przez drzwi, to nie umyłeś Moich nóg, nie namaściłeś Mojej głowy i nie pocałowałeś Mnie na powitanie. Ale ta kobieta, odkąd tu przyszła, nie robi nic innego jak tylko myje Moje nogi łzami i wyciera je swoimi włosami. Ona namaściła Mnie”.
Otóż, co On zamierza zrobić? Ona stoi tam, jej wielkie oczy spoglądają do góry na Niego. Jaki werdykt? O Boże, niech to będzie mój werdykt. Niech będzie to, co ja słyszę, kiedy staram się wykonywać dla Niego usługę. Choćbym musiał mówić rzeczy, które moich ludzi będą ciąć wewnątrz na kawałki, ale muszę wykonywać usługę dla Niego. Jest to napisane w Słowie. Muszę to robić. Musimy to robić, bracia. Bez względu na to, jaką cenę trzeba za to zapłacić, musimy to robić. To jest usługa, której żąda Bóg. Głoście Słowo.
75
Spójrzcie na nią. Ona była oszołomiona. „Co On zrobi? Potępi mnie?”.
Wówczas On spojrzał i powiedział: „I Ja mówię do niej, jej grzechy, których było wiele, wszystkie są jej wybaczone. Jej grzechy, których było wiele, wszystkie są jej wybaczone”. [Puste miejsce na taśmie - wyd.]
To jest werdykt, który chcę usłyszeć. Pragnę starać się przez całe swoje życie wykonywać Boże dzieło. Chciejcie robić to samo. A werdykt na końcu będzie taki sam: „Twoje grzechy, których jest wiele, wszystkie są ci wybaczone”. Skłońmy nasze głowy na moment.
76
Zaprosiliśmy Go i On przyszedł. We wszystkich kościołach w tym tygodniu z moimi braćmi modliliśmy się: „Jezu, bądź tutaj”. Stałem na szczycie South Mountain pewnego dnia i powiedziałem do mojej żony: „Spójrz w tę dolinę. Ile razy w ciągu ostatniej godziny Boże Imię było wzięte nadaremno? Jak dużo cudzołóstw zostało popełnionych od ostatniej nocy w tej dolinie?”.
Ona powiedziała do mnie: „Billy, to po co tu przyjechałeś w takim razie?”.
Powiedziałem: „Kochanie, ale tam w dole, rozproszone po całej tej wielkiej Dolinie Maricopa (a kiedyś nie było tu nic oprócz kaktusów i jaszczurek), było wiele modlitw w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Naprawdę ponownie zrodzonych świętych Bożych, oni modlą się, aby grzesznicy udali się w drogę na ten zjazd”.
77
I On przyszedł i jest tutaj. Wiem, że On jest. Powitajmy Go naszymi kilkoma łzami z naszych zimnych, twardych serc. Obmyjmy Jego nogi dziś rano. Powiedzmy Mu, że Go miłujemy, zamierzając służyć Mu od teraz. Aby usłyszeć ten wspaniały, wieczny werdykt: „Twoje grzechy, których jest wiele, wszystkie są ci wybaczone”.
Zamierzam zadać wam poważne pytanie. Chcę tego z waszego serca. Jeśli jest tu jakiś mężczyzna albo kobieta, kto nie żyje właściwie z Bogiem, a chciałby usłyszeć ten werdykt, który usłyszała ta kobieta w ów dzień: „Twoje grzechy, których jest wiele, wszystkie są ci wybaczone”, to czy zechcecie podnieść swoje ręce? Otóż, niech nikt nie patrzy. Niech patrzę tylko ja i Pan. Podnieście w górę swoje ręce. Niech was Bóg błogosławi. Niech was Bóg błogosławi. Błogosławi was. Błogosławi was, wszędzie dookoła.
Otóż, członkowie kościoła, wy tutaj, którzy wiecie, że jeszcze nigdy nie narodziliście się ponownie… A jednak Jésus jest tutaj. Wiecie, że to byłby wstyd dla was, gdyby On przypadkiem sprawił, że zaczęlibyście wykrzykiwać na Jego chwałę albo starałby się powiedzieć wam, abyście zaświadczyli komuś. Podnosicie swoją rękę i mówicie: „Jésus, przepraszam. Chcę być prawdziwie zrodzonym ponownie chrześcijaninem od dzisiaj”. Podnieście swoją rękę. Błogosławi was. Niech was Bóg błogosławi.
78
Otóż, niektóre z was, zielonoświątkowe kobiety, z krótko ostrzyżonymi włosami, wstydźcie się. Otóż, wiecie, że to jest złe. Jeśli nie wiedziałyście tego aż do teraz, to teraz już wiecie. Wstydzicie się tego? Jeśli tak, to podnieście swoją rękę. Niech nikt nie patrzy. Niech Bóg was błogosławi. Trzeba być prawdziwą damą, aby to zrobić. Niech was Bóg błogosławi. To prawda. Niech was Bóg błogosławi. Tak. Z pewnością jesteście. Z pewnością się wstydzicie.
Chcesz mi powiedzieć, że masz ostrzyżojne włosy i nie wstydzisz się tego? Próbujesz zadowolić człowieka zamiast Boga? Nie rozumiesz, że dopóki ty nie… Ty już nigdy od tego dnia nie będziesz w stanie pójść dalej z Bogiem. To jest ta rzecz, która omija cię, właśnie tutaj.
Mówisz, że masz Ducha Świętego, tańczysz w Duchu, mówisz w językach? Za bardzo opierasz się na tym, zamiast na tym cichutkim Głosie. Można mieć psychiczne emocje, ale to wasze życie udawadnia, jacy jesteście. Czy można mieć winogrona na łodydze dynii? Ogórki na łodydze arbuza? Wiecie, że nie można. Podnieście swoją rękę. Bądź na tyle damą, aby to zrobić. Wiele z was nie podniosło swoich rąk, wiele… Niech Bóg was błogosławi, jest chmara teraz takich.
Mężczyźni, którzy pozwalają… Niektórzy z was, kaznodzieje, wstydźcie się. Wy, kaznodzieje Pełnej Ewangelii, którzy pozwalacie swojej żonie robić taką jak ta rzecz, wstydźcie się. Niech Bóg ma miłosierdzie dla twojej duszy, bracie, bo brakuje ci przyzwoitości, aby głosić Ewangelię. Czy nie wstydzisz się za nią?
79
A co z tymi z was, którzy palą papierosy; wciąż twierdzą, że są zielonoświątkowcami, a nadal wypijają sobie towarzyskiego drinka z szefem. Niektórzy z was, biznesmeni, wciąż nie porzucili rzeczy tego świata, aby… chcecie… Musicie mieć małego towarzyskiego drinka w Boże Narodzenie. Wstydźcie się. Wstydźcie się. Nie wiecie, że Jésus potępi was w ów dzień? Wiecie, że postępujecie niewłaściwie.
Niektórzy z was nawet omijają Słowo w tych ostatecznych dniach. Kościoły stają się formalne. Coś jest nie tak. Wasze zgromadzenie nie będzie popierać… Wiem, że niektórzy z was, kaznodzieje, są niewinni. Wychodzicie głosić Słowo najmocniej jak potraficie. To zgromadzenie… Wykładaj im je, bracie. Bóg pociągnie ich do odpowiedzialności.
80
Niektórzy z was nie miłują Go tak jak powinni. Niektórzy z was są prawdziwymi, zacnymi chrześcijanami, a nie miłujecie Go tak jak powinniście. I wy wiecie, że jesteście winni. Nie modlicie się wystarczająco dużo. Teraz i ja podaję wam rękę. Nie modlę się wystarczająco dużo. Wstyd mi za siebie. Wstydzę się swojego życia. Prosiłem Go, aby przyszedł na to zgromadzenie, a ja - ja - ja wstydzę się swojego życia przed Nim. Jestem z wami. Wstydzę się swojego życia przed Jésus'em. Błogosławione Jego serce. On przyszedł z nieba dziś rano, aby odwiedzić nas, przyszedł do nas, aby porozmawiać z nami, przemówić do nas. On przemawia do nas właśnie teraz, ten cichutki Głos w naszym sercu. Nie mogą to być potężne wiatry. Mieliśmy tego tak dużo.
Niech dziś rano naszą twarz przykryje zasłona wstydu. Wstydzę się być Zielonoświątkowcem z życiem takim, jakim żyję. Wstydzę się, że nie jestem dostatecznie silny w Jego Obecności. Wstydzę się, że nie jestem dostatecznym przykładem chrześcijanina przed ludźmi. Jésus, miej miłosiierdzie dla mnie. Boże, nie jestem bez winy. Także potrzebuję korekty i Twojego Ducha Świętego, aby przemówił do mnie.
81
Chcemy z Tobą porozmawiać, Panie. Chcemy, abyś wybaczył nam. Chcemy być prawdziwymi Zielonoświątkowcami, Panie. Chcemy być autentycznie napełnieni Duchem. Nie wstydzimy się łez; nie wstydzimy się Ciebie w żaden sposób. I dziś rano Ty nas odwiedziłeś, i chcemy umyć Ci nogi. Chcemy oddać Ci swoje życie. Chcemy być prawdziwymi chrześcijanami. Chcemy owoców Ducha w naszym życiu: łagodności, cichości, miłości jeden do drugiego, wybaczania jeden drugiemu. Boże, na rany Chrystusa, wybacz nam. Chcemy być tacy jak On. On był naszym przykładem.
Wszyscy, którzy mają takie pragnienie w swoich sercach, czy zechcielibyście skłonić dziś rano swoją głowę w Jego Obecności, wiedząc, że także jesteśmy winni; że chcielibyście także umyć Jego nogi. Zechcielibyście teraz w spokoju trochę postać? Niech was Bóg błogosławi. Moja żona zwykle śpiewa taką pieśń: „Drogi Jezu, miłuję Cię, miłuję Cię”. Jeśli kiedykolwiek cię miłowałem, drogi Jezu, to właśnie teraz. Skłońmy nasz głowy teraz, każdy.
82
Nasz niebiański Ojcze, byliśmy tacy - tacy zobojętniali w stosunku do Ciebie. Źle Cię traktowaliśmy. Źle traktowaliśmy z powodu naszej obojętności. [Jakaś kobieta zaczyna krzyczeć - wyd.] Modlę się za tę biedną kobietę teraz właśnie, którą diabeł próbuje porwać. Idź za nią, Duchu Święty. Nie zostawiaj jej samej. Idź za nią, Jezu. Ten krzyczący diabeł, oby wyszedł w Imieniu Pana Jezusa. Oby ta biedna, zgubiona dusza została zbawiona.
Przykro nam, Panie. Wprowadź się do nas ze Swoim Duchem Świętym. Napełnij nas dobrocią Bożą. Wylej Swoje błogosławieństwa, Panie. Obmywamy nasze serca wodą Słowa. Wprowadź się do naszego życia, Panie. Zasiądź przy naszym stole. Usiądź i spożywaj z nami dzisiaj, Panie. Przyjmiemy Cię teraz jako naszego Zbawiciela. Przyjmiemy Cię teraz jako naszego Przewodnika i naszego Króla. I pozwól, aby Duch Święty skąpał nasze dusze w Swojej Obecności, dając nam miłość, miłosierdzie i zrozumienie.
83
Oby każdy usługujący przyjął nowy punkt oparcia. Oby Biznesmeni, oby ta organizacja, oby każdy członek kościoła, każda osoba tu wewnątrz poczuła, że Jezus zajął Swoje miejsce w ich sercu właśnie teraz. Spraw to, Panie. Miłujemy Cię i oddajemy Ci nasze życie; witamy Cię na tym zjeździe. Zamierzamy ochrzcić ludzi tu na zewnątrz dziś popołudniu. Zamierzamy uczynić wywołanie do ołtarza. Zamierzamy chwalić Ciebie w pieśniach. Zamierzamy chwalić Ciebie w Słowie. Zamierzamy chwalić Ciebie wszystkim, co posiadamy, dać do zrozumienia ludziom, że nie wstydzimy się Ewangelii Jezusa Chrystusa, gdyż jest ona mocą Bożą ku zbawieniu.
84
Powinniśmy wyjść stąd i żyć odmienionym życiem, dzięki Twojej wizycie u nas. Nie będziemy starać się być jak ten faryzeusz. Wiemy, że Ty jesteś Królem proroków. Jesteś Bogiem-prorokiem, który przemawia w naszych sercach teraz. I modlimy się, abyś rozeznał nasze serca i objawił nam nasze sprawy, które przeszkadzają temu wielkiemu ruchowi Bożemu w tym ostatnim dniu, aby mogli wyjść stąd namaszczeni usługujący, namaszczeni mężczyźni i kobiety z taką inspiracją w sobie, że miłują Pana Jezusa do tego stopnia, iż przebudzenie nagle wybuchnie wszędzie na całym kontynencie. Spraw to, Panie.
85
Wiemy, że przychodzisz na nasze zaproszenie i zamierzamy przywitać Cię najlepiej jak umiemy, w życiu każdego z nas. Stoimy z tym błogosławieństwem w naszym sercu, Panie, mówiąc, że miłujemy Ciebie, Panie Jezu. Błogosławimy Ciebie. Ty jesteś ponad każdą - każdą organizacją. Jesteś ponad rzeczami tego świata. Jesteś ponad naszym ubiorem. Jesteś ponad naszym wszystkim. Jesteś Bogiem. Jesteś ponad naszymi emocjami. Ty jesteś Bogiem. I my miłujemy Cię z całego serca. Przyjmij nas, O Panie, kiedy podnosimy nasze ręce do Ciebie, aby oddać Ci chwałę. Wielki Król chwały siedzi tu wewnątrz dziś rano pośrodku nas. Oddajemy Ci chwałę i powierzamy się Tobie. Przez Imię Pana Jezusa, błogosławimy tych ludzi.
Czy miłujecie Go? Czy ponownie poświęcicie swoje życie dla Niego, mężczyźni i kobiety? Podnieście swoje ręce i powiedzcie: „Jezu, modlę się także, abyś zechciał przyjść na ten zjazd. Otóż, poświęcam się Tobie. Od tej godziny pozwól mi być cały Twój. Oby moje chodzenie, mówienie i zachowanie dowodziło, że jestem zapieczętowany przez Ducha Świętego - sposób jak żyję, jak mówię i jak chodzę.
86
Daj nam akord na pianinie: „Miłuję Go”. Naprawdę tak uważacie? Powiedzcie: „Amen”, jeśli tak. [Zgromadzenie mówi: „Amen” - wyd.] Czy naprawdę lubicie tak wyrażać się do Jezusa, jak to śpiewamy wspólnie? Wszyscy razem w ten staromodny sposób teraz. „Miłuję Go. Miłuję Go, bo On wpierw umiłował mnie”. Wszyscy razem teraz, zaczynajmy.
Miłuję Go, miłuję Go,
Bo On wpierw umiłował mnie;
I wykupił zbawienie me na…
(Tak wielu, że nie jestem w stanie nawet policzyć…?… Ta kobieta…?…)
87
Przez moment, dla odpoczynku, graj ten wstęp. Szatan przeszkodził tej biednej kobiecie, zmusił ją, aby wybiegła z tego budynku. Duch Święty pochwycił ją tam na zewnątrz i przyprowadził z powrotem. Ona jest teraz na tym zgromadzeniu, spokojna. „W Moim Imieniu diabły wyrzucać będą”. Moc jest w dobroduszności i pokorze. To właśnie sprawia rzeczy wielkie - pokora i dobroć.
Czy miłujecie Go? Otóż, wszyscy razem znów z oczami zamkniętymi i rękami podniesionymi w stronę nieba, z całego serca.
Miłuję…
[Brat Branham z kimś rozmawia - wyd.] Niech Bóg błogosławi teraz. Ona zamierzała…