Wesele Baranka

Phoenix, Arizona, USA

62-0121E

1
Dziękuję ci, bracie Edward. Niech ci Pan błogosławi. Dobry wieczór przyjaciele. Uważam to z pewnością za wielki przywilej, że mogę być tu znowu dzisiaj wieczorem w kaplicy Społeczność. Kiedy przejeżdżałem tędy dzisiaj po południu i patrzyłem się, gdzie to jest, zobaczyłem słowo „Społeczność,” to spodobało mi się naprawdę. Ja to lubię, bracie Edward - „Społeczność”. W nią właśnie wierzymy.
Mój stary przyjaciel, który niedawno odszedł do domu, aby być z Panem - wielu z was znało go może: Dr F. F. Bosworth. Wielu z was... Myślę, że on był tutaj w Phoenix pewnego razu - naprawdę dzielna dusza. I on był poświęconym starym mężczyzną, miał jednak poczucie humoru. I on powiedział mi raz - ja ciągle mówiłem o społeczności.
I on rzekł: „Bracie Branham, czy wiesz, co to jest społeczność?”
A ja odrzekłem: „Otóż, myślę że tak, bracie Bosworth”.
On powiedział: „To dwaj towarzysze w jednej łodzi”.
A więc to jest mniej więcej prawdą - dzielić pokój z kimś innym.
2
Widziałem, że wielu z was podniosło swoje ręce na znak, że znaliście brata Boswortha. Ze względu na to, że go znaliście, chciałbym po prostu powiedzieć kilka słów o jego ostatnich chwilach tutaj na ziemi. Znałem go pewien okres czasu. On był tutaj i głosił Ewangelię i modlił się o chorych, zanim się ja urodziłem. Widzicie więc ile on już miał lat. Pan pozwolił mu żyć około osiemdziesiąt pięć lat, jak myślę, czy coś w tym sensie, a ciągle był dzielnym starym mężczyzną, kiedy umierał.
3
Kiedy miał siedemdziesiąt pięć lat, jak myślę, byłem razem z nim w hotelu Edgemont w Miami. I mieliśmy tam naszą kolację, a potem wyszliśmy na brzeg morza, gdzie nadchodziły fale i obserwowaliśmy wschód księżyca. I ja tam byłem w wieku około czterdziestu lat, miałem przygarbione ramiona i chodziłem ot tak, a on miał siedemdziesiąt pięć lat i był taki wyprostowany, jak tylko mógł być. I ja spoglądałem na niego i podziwiałem go. I powiedziałem: „Bracie Bosworth, pragnę ci zadać pytanie”.
On odrzekł: „Proszę bardzo, bracie Branham”.
I zapytałem: „Kiedy miałeś swoje najlepsze lata?”
On odrzekł: „Właśnie teraz”.
Otóż, potem wstydziłem się za siebie.
A on powiedział: „Ty zapomniałeś, że ja jestem po prostu młodym mężczyzną, żyjącym w starym przybytku” - tak powiedział.
4
I taki był brat Bosworth. Kiedy usłyszałem, że on odchodzi, by się spotkać z Panem, niemal zdarłem opony mojego samochodu, śpiesząc do Miami, by się z nim jeszcze zobaczyć. I kiedy tam przyjechałem razem z moją żoną - rodzina Boswortha i nasza rodzina były bardzo zaprzyjaźnione. I weszliśmy do środka. Ten stary patriarcha leżał na małym tapczanie, podniósł swoją małą łysą głowę, wyciągnął swoje cienkie ramiona do mnie ot tak, i łzy spływały mi po policzkach. Chwyciłem go do moich ramion i zawołałem: „Ojcze mój, ojcze mój, rydwanie Izraela i jego jazdo”. Bo jeśli był kiedykolwiek taki stary człowiek, który przyniósł zaszczyt ruchowi zielonoświątkowemu, był to brat Bosworth. On nim na pewno był. On był wielkim kwiatem.
5
I wiecie, on chciał najpierw ze mną pożartować trochę, ot tak, wiecie.
Ja zapytałem: „Bracie Bosworth, czy powrócisz do zdrowia?”
On powiedział: „Nie, bracie Branham. Ja przede wszystkim nie jestem chorym”. Dalej powiedział: „Ja po prostu odchodzę do domu”.
A ja powiedziałem: „Otóż, to jest bardzo miłe”.
Krótko przedtem powróciliśmy z pola misyjnego w Afryce; on i ja.
On powiedział: „Ja jestem po prostu zbyt stary, aby żyć dłużej”. I powiedział: „Ja odchodzę do domu”.
Zapytałem: „Bracie Bosworth, co radziłbyś mi czynić?”
A on powiedział: „Trzymaj się mocno Ewangelii”. Dalej rzekł: „Wróć na pole misyjne tak szybko, jak tylko potrafisz”. I rzekł: „Taka byłaby moja rada”.
6
A ja powiedziałem: „Bracie Bosworth, chciałbym cię zapytać jeszcze o jedną rzecz”.
On powiedział: „O co chodzi, bracie Branham?”
Ja powiedziałem: „Otóż, ty poświęciłeś około sześćdziesiąt lat w służbie Panu, albo może więcej”. I powiedziałem: „Kiedy przeżywałeś najradośniejszy czas w swoim życiu?”
On odrzekł: „Właśnie teraz”.
A ja powiedziałem: „Bracie Bosworth, czy wiesz, że umierasz?”
On odrzekł: „Ja nie mogę umrzeć. Umarłem już wiele lat temu”. I on powiedział: „Bracie Branham, wszyscy, których miłowałem i o których troszczyłem się ubiegłych pięćdziesiąt lat - ja oczekuję, że On otworzy te drzwi każdej chwili i oni przyjdą zabrać mnie stąd”.
Mam na myśli ten „Psalm życia”.
Życia wszystkich wielkich mężów przypominają nam
Że możemy przeżyć nasze życie majestatycznie
Zostawiając za sobą na pożegnanie
Ślady stóp na piasku czasu.
I on na pewno zostawił dla mnie ślady stóp na piasku czasu.
7
Zanim on umarł, względnie odszedł do chwały - może jedną godzinę lub więcej, zanim on odszedł z tej ziemi... Przedtem drzemał trochę kilka godzin, a jego żona, jego synowie, umiłowani stali wokół niego, i ten stary mężczyzna ocknął się, rozejrzał się wokoło, powstał i przebiegł po podłodze i uścisnął dłoń ze swoją matką i z ojcem, którzy umarli już wiele lat temu. I ponad godzinę uściskał dłonie z innymi, mówiąc: „To jest brat John. Tak, ty przyszedłeś do Chrystusa w moich nabożeństwach w Joliet, Illinois. Tutaj jest brat...”. i uściskał dłonie ze swoimi nawróconymi, którzy odeszli przed wieloma laty.
8
Mówię wam, czasami myślę, że w tej godzinie, gdy będziemy odchodzić z tej ziemi do innego kraju, wierzę, że potem... Tak czy owak będzie trudno przeprawić się przez tę rzekę, wiecie. Wierzę, że może Pan powie naszym umiłowanym „Idźcie tam nad rzekę na spotkanie z nimi”. Bo jak Jakub powiedział, my zostaniemy przyłączeni do naszych bliskich pewnego dnia. Ja również wyglądam przyjścia tego dnia. I potem, gdy zakończy się to życie tutaj, względnie gdy Bóg skończy ze mną tutaj, a ja zobaczę, że zająłem każdy fort, który mogłem zająć, przeszedłem wszystkie cierniste ścieżki i wspiąłem się na każde wzgórze, pragnę spojrzeć wstecz i zobaczyć, przez co przechodziłem. Kiedy podejdę do tej rzeki, zawsze mawiałem coś w tym sensie... Ci mulaci tutaj mają krótki refren, który śpiewają: „Nie chcę mieć żadnych kłopotów tam nad rzeką”. Pragnę wszystko to naprawić teraz.
Włożę po prostu mój miecz do pochwy, zdejmę przyłbicę i położę ją tam na brzegu, i podniosę moje ręce, i zawołam. „Wyślij łódź życia, Ojcze. Ja odchodzę do domu dzisiaj rano”. On tam będzie. Nie martwię się. Ja temu wierzę. Myślę, że to jest pragnieniem serca każdego z nas.
9
Zatem, jest to naprawdę wielkim przywilejem dla mnie, że mogę być tutaj dziś wieczorem razem z tym miłym pastorem i jego zborem, i tym cudownym dziełem, i z tymi, którzy przebywają w Chrystusie docześnie w tej części Phoenix. Bowiem naprawdę jesteśmy tu docześnie. Jesteśmy tu pielgrzymami i cudzoziemcami, ale szukamy miasta, jak mówiłem o tym dzisiaj do południa w kaplicy brata Fullera na temat królewskiego nasienia.
10
Otóż, jeśli macie magnetofony, nie nadmieniłem o tym... Lecz coś wydarzyło się dzisiaj do południa, co ja... Jeżeli macie magnetofon i zdobędziecie taśmę z nagraniem, jestem pewien, że będziecie to doceniać. Brat Maguire ma taśmę: „Królewskie nasienie Abrahama”.
Widzicie, naturalnym potomkiem Abrahama był Izaak, który był Żydem. Lecz królewskim nasieniem był Chrystus, dzięki obietnicy. A Chrystus był zamanifestowanym Bożym Słowem. I ono jest w naszych sercach dzisiaj, kiedy... „Jeżeli pozostaniecie we Mnie, a Moje słowa w was, proście o cokolwiek chcecie, a stanie się wam”.
11
Otóż, wyraziłem to w Phoenix wiele razy od czasu, gdy byłem tutaj... Przybyłem tu po raz pierwszy trzydzieści pięć lat temu. Mieszkałem tam na ulicy 16. i Henshaw, pracowałem tam na ranczu koło Wickenburgu. I udałem się tam przed kilkoma dniami z małą córką - na ulicę 16. i Henshaw. Poszedłem tam odszukać to miejsce, a tam już więcej nie ma Henshaw; obecnie jest to Buckeye. I jest to wielkie miasto - cały teren tutaj to metropolia Phoenix. Wszystko zmieniło się tak bardzo.
12
Wyjechałem z żoną na Południową Górę, by spojrzeć wstecz na Phoenix. I rozmyślałem o tym, że trzysta lat temu nie było tutaj nikogo prócz kojotów, kaktusów, i tak dalej. A teraz jest to wielkie, ogromne miasto.
I zapytałem: „Kochanie, co myślisz? Czy ono jest nawrócone, czy zdeprawowane?” Możecie sobie sami wybrać. Według mnie jest zdeprawowane. Jednakże nie z powodu tych wielkich budynków i przepięknych budowli; byłoby to świetne, gdyby mężczyźni i kobiety chodzili tam i z powrotem po ulicach z rękami podniesionymi ku Bogu i uwielbiali Boga, i żyliby jak bracia i siostry, zamiast upijać się, grać w hazardowe gry, palić, kłamać, kraść, chodzić do pijalni piwa. To wszystko jest z diabła. Jednak wśród tego wszystkiego...
Żona odezwała się do mnie: „Więc Billy, dlaczego jesteś tutaj?”
Ja odrzekłem: „Słuchaj, kochanie, ile kłamstw było powiedziane w tej dolinie od chwili, gdy siedzimy tutaj piętnaście minut? Ile krzywych przysiąg wypowiedziano, ile razy brano imię Pańskie na próżno? Ile papierosów wypalono, ile kieliszków whisky wypito, ile cudzołóstwa popełniono w całej tej dolinie tylko przez tą krótką chwilę, gdy jesteśmy tutaj?”
Ona odrzekła: „Czy to nie jest okropne?”
Ja powiedziałem: „Dlatego właśnie jesteśmy tutaj, kochanie. Ile wiernych modlitw poszło do nieba od chwili, gdy jesteśmy tutaj? ‚Wy jesteście światłością świata.' Dlatego właśnie jesteśmy tutaj - by stanąć ramię w ramię z tymi małymi zborami tutaj i uczynić wszystko, na co nas stać, by im pomóc, aby szli naprzód i byli...”.
13
Wy święci jesteście błogosławieństwem dla mnie. Mam nadzieję, że ja będę błogosławieństwem dla was będąc tutaj z wizytą. I ja - gdy stwierdziłem, że uda mi się odwiedzić różne denominacje i organizacje, i różne kościoły, i tak dalej - braci tutaj w tej dolinie Phoenix, moje serce było wzruszone. Przychodzi to przed tą konferencją, na której mam głosić - na konferencji chrześcijańskich biznesmenów - na ich śniadaniu w sobotę, a potem w niedzielę po południu będziemy mieć nabożeństwo - w następną niedzielę. I uważam to zawsze za przywilej, że mogę spotkać się z tymi braćmi. Myślę, że mają tam około dwa i pół tysiąca siedzeń. Będzie więc dosyć siedzeń dla nas wszystkich. Mam nadzieję, że spotkam was tam.
14
A zatem, skoro mamy ten czas społeczności, by chodzić od zboru do zboru i przemawiać... Myślę, że głosiłem dzisiaj do południa tak mocno, że niemal ochrypłem - głosiłem około godzinę i pół, a było to krótkie poselstwo. W domu zazwyczaj nie odchodzę prędzej niż po trzech lub czterech godzinach głoszenia w zborze. Ja po prostu - ja nie jestem kaznodzieją. Więc ja - po prostu robię radosny hałas dla Pana. Lubię to tak bardzo, iż uważam, że to po prostu miłuję, więc nadal tak postępuję.
Ja - powiadomiono mnie z czterech lub pięciu różnych stron, że zatrzymuję słuchaczy zbyt długo. Wiem zatem, że to jest prawdą. A dzisiaj wieczorem, mówię szczerze, że odejdziemy stąd przed pierwszą godziną. Ja - zapewniam was po prostu o tym. Jestem niemal... Odczuwam takiego zacnego ducha i wszystko jest tak miłe, i jestem pewien, że Duch Święty będzie miał błogosławieństwo dla nas.
15
Otóż, nie miałem żadnej usługi uzdrawiania na tych nabożeństwach. Pewnego wieczora u brata (ze zboru imię Jezus) - brat Outlaw - w zborze brata Outlawa było tak wielu, którzy chcieli, abym się o nich modlił. I poleciłem mojemu synowi, aby rozdał kilka kart modlitwy. A potem parę wieczorów Duch Święty tak przypadał w budynku, aż... Wy to wszyscy wiecie. Byliście na moich nabożeństwach. Wszyscy byliście. Widzieliście, jak to rozeznawanie, i tak dalej... Lecz obecnie - zauważyłem, że nazbierało się tak wielu mających prośbę o modlitwę. I zauważyłem to na początku - we wtorek i w środę. Myślałem, że poczekam aż do nabożeństwa po niedzieli, bo jeżeli człowiek usługuje ku uzdrawianiu w zborze... Rozumiecie, oznajmiałem wszędzie, gdzie chodziłem, żeby każda osoba pozostała na swoim posterunku w niedzielę. Rozumiecie? Te specjalne nabożeństwa to po prostu odwiedziny u braci. I my chcemy, żeby wszyscy pozostawali na swoim posterunku, ponieważ wasz pastor czeka na was. I tam właśnie powinniście być.
16
Więc potem, myślę, że jutro wieczorem, jeżeli Pan pozwoli - ja nie... Gdzie będziemy jutro wieczorem? U brata O' Donell'a, w Tempe, Arizona. Otóż, jeżeli nie macie czegoś szczególnego, co by się działo w waszym zborze, a macie chorych ludzi, słuchajcie, ja będę się modlił o chorych jutro wieczorem, urządzimy po prostu normalną kolejkę modlitwy i będę się modlił o chorych - być może w poniedziałek, wtorek... Zobaczmy. Ja powinienem... Nie wiem. Czy mam również nabożeństwo w środę wieczorem? W środę wieczorem - więc rozpoczniemy tę konferencję w czwartek. (Czy się to zgadza?) W porządku, bracie. Czy podasz ogłoszenia?
[Brat podaje ogłoszenia: „Dzisiaj wieczorem będziemy tutaj. A jutro wieczorem będziemy w kaplicy Zborów Bożych; a potem 23 stycznia na Widoku Gór i Słonecznego Zbocza, a potem 24 stycznia w centralnej kaplicy Zborów Bożych” - wyd.]
W porządku, to jest fajne.
[Brat mówi: „Nie mogłem sobie przypomnieć. Poplątałem to trochę” - wyd.]
17
Nie bierz sobie tego do głowy. Pewnego dnia mówiłem i nie mogłem sobie czegoś przypomnieć, a brat Jack Moore powiedział mi: „Myślisz sobie, że z tobą jest niedobrze?” I powiedział...
Ja powiedziałem: „Bracie Jack, mam teraz przemawiać; nie mogę sobie przypomnieć, o czym już mówiłem”.
On powiedział: „Ależ, nie myśl sobie, że to jest złe”. I powiedział: „Ja dzwonię do kogoś i mówię: Czego sobie życzysz?”
Hm, to już zaczyna być naprawdę niedobrze... Moi drodzy, może to brzmi jako żart, a ja uważam, że to nie jest właściwe, mówić żarty tutaj za kazalnicą. Lecz Boże dzieci są po prostu szczęśliwymi dziećmi tak czy owak, wiecie. Więc my po prostu lubimy... Pomyślałem sobie, że to było dość mile powiedziane.
18
Wy wszyscy - wielu z was zna brata Jack Moore. On jest z Shreveport, Luizjana, z kaplicy Życie - bardzo miły brat. A więc on mi to tak powiedział. On jest również budowniczym.
I on powiedział: „Nie myśl, że to jest złe, bracie Branham”. I mówił: „Ja przedzwoniłem niedawno komuś - wykręciłem jego numer, a gdy się odezwał: ‚Hallo,' ja zapytałem: Czego sobie życzysz?”
Pomyślałem sobie: „Otóż, to jest już naprawdę poważne, bracie Jack”. Ja...
A zatem, myślę, że to będzie dobre. A ci przyjaciele, którzy pragną, żebym się o nich modlił - przynieście swoich chorych tutaj, potem będziemy się o nich modlić.
19
Otóż, dzisiaj wieczorem - rozmyślałem o tym, co będę mówił dzisiaj wieczorem tutaj w tym miłym małym zborze. I pomyślałem sobie: „Otóż, ja nie wiem, o czym”. Muszę po prostu wziąć krótki tekst i ufać, że Pan w jakiś sposób zestawi te słowa i pozwoli im upaść tam, gdzie będą pomocne komuś, aby był... Nigdy nie próbuję obierać jakiegoś tematu. Zawsze staram się odczuwać prowadzenie i notuję sobie kilka miejsc Pisma, i tak dalej. A potem, jeśli Pan prowadzi mnie inaczej, to ja po prostu posuwam się tak, jak On mnie prowadzi. I ja myślę, że tak właśnie powinniśmy postępować wszyscy. Czy wy nie uważacie tak samo?
20
A zatem, jest jedna rzecz, i pragnę, żebyście to czynili wszyscy w tym zborze (ogłaszam to w każdym lokalnym zborze), a chodzi o to, że gdy skończycie modlić się o waszego pastora i o waszych ukochanych, nie zapomnijcie o mnie, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego codziennie i to więcej niż kiedykolwiek, że zbliżamy się do końca naszej pielgrzymki.
Właśnie przed kilkoma tygodniami pogrzebałem moją matkę. I trzymałem ją w moich ramionach, aż Bóg zabrał jej ostatni oddech i jej duszę do niebios. Obserwowałem śmierć tej dzielnej niewiasty, napełnionej Duchem Świętym, i widziałem ją zbliżającą się do końca jej pielgrzymki. Pomyślałem: „O, ja muszę skłonić każdą matkę do takiego postępowania. Ja po prostu muszę coś uczynić, aby skłonić ludzi do tego, by zrozumieli, co to naprawdę oznacza”.
21
I przyjaciele, jestem przekonany, że chodzi może o trochę głębsze sprawy, a uważam, że podchodzimy do tego trochę zbyt lekkomyślnie, nie bacząc na to, o co w rzeczywistości chodzi. Uważam, że powinniśmy pamiętać, że jeśli Bóg jest tak święty, że aniołowie wyglądają brudni w Jego oczach, to jak my wyglądamy? Rozumiecie? To się zgadza. Więc pragniemy o tym pamiętać. I przypomnijcie sobie, Bóg toruje drogę tam do wieczności, która przyćmiewa swoim blaskiem wszystkie słońca w systemach słonecznych. „Święty, święty, święty” - wołają aniołowie, zakrywając skrzydłami swoje twarze i swoje stopy, i latają w Jego obecności wołając: „Święty”. A jakimi powinniśmy być my? Więc staramy się tak właśnie postępować.
22
I ja odczuwam, że to jest - królestwo Boże jest podobne do człowieka, który zabrał sieć, wypłynął na morze, jak powiedział Jezus, i zarzuca tę sieć. A kiedy ją wyciągnął, złowił wiele różnych stworzeń. I oczywiście, dobre ryby zostawił sobie, a inne wrzucił z powrotem do wody - na przykład padlinożercze ryby, kraby, węże, jaszczurki, żółwie wodne, i tak dalej.
Sieć Ewangelii wyłowi je wszystkie. I my jesteśmy... Pewnego dnia nastanie czas, gdy zarzucimy naszą ostatnią sieć, bracie. To się zgadza. Ani ja ani ty nie możesz powiedzieć, kto jest rybą, a kto nią nie jest. My tego nie wiemy. My po prostu zarzucamy sieć i wyciągamy ją. To wszystko. Bóg zna Swoich własnych. Ci, których On przejrzał, tych On powołał; a ci, których On powołał, tych też usprawiedliwił; a ci, których On usprawiedliwił, tych też uwielbił. Więc my po prostu zarzucamy sieć i czekamy. I jest to dla mnie zaszczytem, że mogę stać w zborze brata Edwarda tutaj i pomóc w zarzuceniu sieci tu na tym miejscu, by zobaczyć, czy tutaj jest jakaś ryba, którą Bóg ma dla Swojego królestwa.
23
Teraz, zanim będziemy czytać Słowo, przemówmy do Autora tego Słowa, kiedy pochylimy na chwilę nasze głowy. Mając pochylone nasze głowy w świętości tej chwili, gdy zbliżamy się do Słowa żyjącego Boga, które jest Bogiem, chciałbym wiedzieć, czy byliby tutaj słuchacze, którzy mają prośby na swoich sercach i chcieliby zostać wspomniani w tej modlitwie. Oznajmijcie to teraz przez podniesienie ręki.
24
Panie Jezu, popatrz na tych słuchaczy. Ty znasz każde serce. Dziękuję ci. Najłaskawszy i święty Boże, wszechmogący El Shaddai, który zjawiłeś się Abrahamowi w imieniu wszechmogącego Boga, Dawcy siły, mającego pierś i karmiącego słabych - przyjdź do nas dziś wieczorem, Ojcze. Zdajemy sobie sprawę z naszych słabości i błędów. Wyznajemy nasze grzechy przed Tobą i kładziemy je na Twoim brązowym ołtarzu sądu, i prosimy, żeby krew Jezusa Chrystusa obmyła je w tej ofierze, którą składamy. Spełnij to, o Boże.
Przedkładamy ci nasze życia i wszystko, co mamy. A te małe talenty, które nam były dane, Panie - posłuż się nimi ku chwale Bożej. Błogosław ten zbór, jego miłego pastora, diakonów, starszych i cały zarząd, i każdego słuchacza, który uczęszcza do tego kościoła nazywanego „społeczność”. Boże, modlę się, aby mężczyźni i kobiety, kiedy wchodzą do drzwi tego budynku, zostali przekonani miłym kierownictwem Ducha Świętego w tym budynku. Spełnij to, Panie.
25
Wybacz nam nasze grzechy i nasze przestępstwa, prosimy o to znowu. Wspominam tych, którzy podnieśli swoje ręce. Poniżej tej ręki Panie było serce, które pragnęło czegoś od Ciebie. I prawdopodobnie jedynie Ty sam mógłbyś im to dać. Modlę się, żebyś Ty spełnił te prośby, Ojcze. Czegokolwiek oni potrzebują, daj im to w obfitości. Jeżeli są tutaj chorzy, Panie, uzdrów ich. Jeżeli jest tutaj ktoś, kto upadł na boku drogi, wzmocnij go, Panie - jego słabe kolana. „On trzciny nadłamanej nie dołamie, a lnu dymiącego nie zagasi”. I my wiemy, że On nigdy nie odrzuci nadłamanej trzciny; On ją podeprze. I ja się modlę, niebiański Ojcze, jeżeli jest tutaj ktoś załamanego i zniechęconego ducha, względnie ma słabe, zwisające w dół ręce, i zemdlonego kolana, niech zostaną podniesieni dzisiaj wieczorem, Panie. Niechby Duch Święty przyszedł i uzdrowił nasze serca i duchy i nasze fizyczne istoty, a my będziemy Mu oddawać za to wszelką chwałę. Prosimy o to w imieniu Jezusa. Amen.
26
Gdybyście chcieli otworzyć ze mną Pismo Święte - tylko na około trzydziestu minut przemówienia, chciałbym, abyście czytali razem ze mną z Księgi Objawienia, 19. rozdział, i pragnąłbym czytać aż do 7. wersetu włącznie.
Potem usłyszałem jakby donośny głos licznego tłumu w niebie, który mówił: Alleluja! Zbawienie i chwała, i moc Bogu naszemu,
Gdyż prawdziwe i sprawiedliwe są sądy jego; osądził bowiem wielką wszetecznicę, która skaziła ziemię wszeteczeństwem swoim, i pomścił na niej krew sług swoich.
I rzekli po wtóre: Alleluja! I dym jej unosi się w górę na wieki wieków.
I upadło dwudziestu czterech starców, i cztery postacie, i oddały pokłon Bogu, siedzącemu na tronie, mówiąc: Amen, Alleluja!
A od tronu rozległ się głos mówiący: Chwalcie Boga naszego, wszyscy słudzy jego, którzy się go boicie, mali i wielcy.
I usłyszałem jakby głos licznego tłumu i jakby szum wielu wód, i jakby huk potężnych grzmotów, które mówiły: Alleluja! Oto Pan, Bóg nasz, wszechmogący, objął panowanie.
Weselmy się i radujmy się, i oddajmy mu chwałę, gdyż nastało wesele Baranka i oblubienica jego przygotowała się.
Chciałbym dzisiaj wieczorem mówić na temat „Wesele Baranka,” na kilka minut tylko... To miejsce Pisma Świętego jest nam tak bardzo znane.
27
Niewątpliwie wasz miły pastor tutaj podejmował się tego tematu tak wiele razy i to... Wiemy, że będzie oblubienica i uczta weselna odbędzie się w niebiosach. To jest tak absolutnie pewne, jak sam Bóg, ponieważ to jest Jego Słowo.
I my wiemy, że ci, którzy będą tworzyć tą oblubienicę, będą Jego kościołem, i oni staną przed Nim bez zmazy i zmarszczki. I oni mają obecnie na ziemi materiał do tego, aby się przygotować.
28
Jeżeli zwrócicie uwagę, jest powiedziane: „Ona się przygotowała”. Tak wielu mówi: „Jeżeli Pan odbierze ode mnie tego złego ducha, uwolni mnie od picia, od gier hazardowych, od kłamania, od kradzenia, to ja będę Mu służył”. Lecz jest to zależne od ciebie. Ty musisz też coś uczynić. „Którzy zwyciężą, odziedziczą wszystkie rzeczy” - ci, którzy zwyciężą. Ty masz moc do tego, by zwyciężyć, lecz musisz być ochotny do odrzucenia tego. Rozumiesz? Ona przygotowała się. Ja lubię to Słowo.
Widzicie, Bóg nie mógł przepchnąć nas przez jakąś cienką rurkę, wyciągnąć nas na drugim jej końcu i następnie powiedzieć: „Błogosławiony jest ten, który zwycięża”. Ty nie miałbyś nic do pokonania; On by cię po prostu przepchnął. Lecz ty musisz sam za siebie podejmować decyzje. Ja muszę podejmować decyzje sam za siebie. Czyniąc tak okazujemy naszą wiarę i respekt względem Boga.
29
Abrahamowi był obiecany syn, ale on musiał zachowywać tę obietnicę dwadzieścia pięć lat; miał wzloty i upadki, i różne pokuszenia w ciągu tych dwudziestu pięciu lat; lecz on trzymał się słowa obietnicy.
Izrael miał również obietnicę o kraju obiecanym, lecz oni musieli walczyć o każdy jego cal. Gdziekolwiek stanie podeszwa twoich nóg, to dałem tobie„ - tak Bóg powiedział Jozuemu. Było to tam wszystko. Ten kraj był tam i Bóg im go dał; lecz oni musieli o niego walczyć.
30
Tak samo jest z Boskim uzdrowieniem. Bóg ma moc uzdrowić ciebie, jeżeli masz odwagę to przyjąć. Lecz będziesz musiał walczyć o każdy cal w tej sprawie. Bóg okazuje zdumiewającą łaskę tobie, by cię zbawić, i On to uczyni. Lecz będziesz sobie musiał wywalczyć każdy cal na tej drodze. Staję za kazalnicą już ponad trzydzieści jeden lat. I o każdy cal tego musiałem walczyć, ustawicznie. Oczywiście, że musiałem walczyć. Lecz my musimy walczyć, abyśmy mogli rządzić. Stwierdzamy więc, że oblubienica przygotowała się - była ochotna, by „odłożyć wszelki ciężar, który nas tak łatwo usidla, abyśmy mogli cierpliwie biec w tym biegu, który jest przed nami”. My musimy odłożyć te sprawy. Nie możemy powiedzieć: Boże, przyjdź i odłóż je na bok za nas„. My sami musimy to uczynić.
31
Lubię rozmyślać o uroczystościach ślubu. Miałem ten zaszczyt udzielić ślubu dosyć dużo ludziom. I ja myślę, że gdy przyprowadzam młodego mężczyznę i młodą pannę do ołtarza, i widzę ich, jak przechodzą przez kaplicę - ona jest śliczna w jej ślubnej szacie i ma zasłonę na swojej twarzy zwisającą jej w dół, a oblubieniec idzie wyprostowany - pięknie ubrany i młody, i są pełni wigoru, kiedy kroczą tam w kwiecie swego życia i składają swoje ślubowania małżeńskie - ja myślę, że w tym jest coś naprawdę miłego. Jest w tym coś poświęconego, ponieważ to przypomina mi, że pewnego dnia nastanie inne wspaniałe wesele, kiedy oblubienica Chrystusa odejdzie idąc korytarzami chwały. Oblubieniec będzie miał wszystko gotowe. Odbędzie się wesele i uczta weselna.
Jak bardzo lubimy rozmyślać o tym, że usiądziemy naprzeciw siebie przy stole z każdej strony i uściśniemy dłonie jedni drugim, i łzy będą nam spływać po policzkach. I kiedy pomyślę, że On podejdzie i obetrze wszelkie łzy z naszych oczu, i powie: „Nie płacz. Teraz się wszystko skończyło. Wstąp do radości Pana, która była przygotowana dla ciebie od założenia świata”. O, bracie, to sprawi, że będziemy miłować jedni drugich jeszcze więcej.
32
Ja myślę, że o to właśnie chodzi dzisiaj w kościele, w oblubienicy, która wywodzi się ze wszystkich kościołów, które wierzą w Chrystusa. Nie chodzi tu o budynek kościelny, ani o organizację, czy denominację; lecz są to jednostki znajdujące się w kościele, które tworzą oblubienicę.
33
Mam w Louisville, Kentucky dobrego przyjaciela, dr. Wallace Cobbles, który był dawniej kaznodzieją kościoła Chrystusowego. On przyszedł do mnie i otrzymał Ducha Świętego, i jest pastorem jednego z największych kościołów w Louisville - Kościoła Otwartych Drzwi. On był dla mnie zawsze bardzo drogim przyjacielem. A przed kilkoma dniami stałem na ulicy i widziałem, jak szedł ulicą. I ja go zawsze miłowałem, a on miłował mnie.
Pewnego dnia jednak zrobiono mu operację migdałków i on krwawił na śmierć. I mieli go w szpitalu św. Józefa i mówili, że on umiera.
A pani McSpadden przedzwoniła do mnie i powiedziała: „Dr Wallace Cobbles...”. Ja go jeszcze nie znałem, lecz wiedziałem, że istnieje duży kościół Otwartych Drzwi. Ona mówiła: „On umiera. Lekarze dawali mu zastrzyki i wszystko możliwe. Zeszyli mu rany ściegami. Lecz on ciągle ma krwotok i nie mogą zatrzymać tego upływu krwi. Jego krew nie krzepnie, i wiesz, nie mogą zatrzymać tego upływu krwi”. I mówiła: „Oni mają tam misjonarzy i pragną, żebyś ty przyszedł i modlił się o niego”.
34
Otóż, słyszałem już przedtem o dr Wallace Cobbles, a więc, byłem trochę niechętny. Lecz udałem się tam. I gdy popatrzyłem do pokoju szpitalnego, byli tam misjonarze i wielcy kaznodzieje i oni wszyscy płakali i modlili się. I pomyślałem sobie: „O, rety. Ja taki niepozorny, zwykły religijny fanatyk,” a miałbym tam wejść? Raczej pozostanę tutaj na zewnątrz„. Poszedłem więc w hali za automat do podawania coca-coli i modliłem się do Boga, żeby zatrzymał krwotok bratu Cobblesowi.
Wróciłem na dół i wyszedłem z budynku. Odjechałem po prostu do domu, a po około piętnastu minutach telefon zadzwonił znowu i chcieli wiedzieć, dlaczego się spóźniam i nie przyjechałem tam.
A ja powiedziałem: „Ja tam przyjechałem, lecz było tam tak wielu innych, że po prostu czułem się prowadzony, aby nie wchodzić do środka, rozumiecie - bo było tam tak wielu wielkich kaznodziejów”.
A on mi powiedział: „Przyjedź niezwłocznie”. Dalej rzekł: „Ten człowiek lada chwila umrze”.
35
Więc pojechałem tam ponownie. A kiedy wszedłem do środka, on próbował skłonić pielęgniarkę, katoliczkę, żeby przyjęła Chrystusa jako jej osobistego Zbawiciela, a przy tym krwawił, i krew wypływała mu z jego ust. I ja wszedłem do środka.
On powiedział: „Dzień dobry”.
Ja odrzekłem: „Jak ci się powodzi?” On siedział w łóżku, krztusił się, ot tak, a krew wychodziła mu z ust.
On zapytał: „Jak się nazywasz?”
A ja odrzekłem: „Jestem bratem Branhamem”.
On zaczął płakać i objął mnie swoimi ramionami. I ja uklęknąłem na podłodze.
Otóż, był to dr Wallace Cobbles, z kościoła Otwartych Drzwi w Louisville. Napiszcie mu list. Krew zatrzymała się w tej sekundzie i od tej chwili nie wyszło ani trochę krwi. I my byliśmy od tego czasu bardzo, bardzo dobrymi przyjaciółmi.
36
Niedawno spotkałem się z nim i on powiedział... Oswald J. Smith - wielu z was zna brata Smith'a. On jest wielkim misjonarzem i on chodzi do brata Cobblesa, ponieważ lubi go tak bardzo.
On powiedział: „Bracie Cobbles, wiesz” - powiedział on - „Ja...”. (mówił coś o swojej żonie). Powiedział: „Kiedy się ożeniłem, na początku myślałem sobie, że jeśli się pomylę, to mogę sobie pojąć inną żonę,” bo był jeszcze młody. I powiedział: „Potem urodziły nam się dzieci” - mówił - „i byłoby mi trudno bez niej. Potem, gdy miałem około pięćdziesiąt lat, nie mógłbym po prostu żyć bez niej. I kiedy człowiek starzeje się, wiecie, odczuwa tak właśnie”.
Ja powiedziałem: „Ja uważam, że to jest właściwe. Ja bym...”.
Potem zaczęliśmy rozmawiać o tym, wiecie, jak kobiety umieją robić zakupy, a moja żona była tam również. Ona jest królową ich wszystkich. Ona to wytrzymuje przez cały czas. Moje biedne nogi bolą mnie niemal na śmierć, kiedy chodzę z nią po ulicy. I on powiedział mi: „Otóż, człowiek po prostu nie da rady bez niej”. I tak właśnie powstała ta uwaga. I gdy przyszedłem do domu, usiadłem w moim pokoju i rozmyślałem: „To prawda”. I zastosowałem to do czegoś innego.
37
Wiecie, na początku, kiedy się nawróciłem, stałem się kaznodzieją misyjnych baptystów i myślałem sobie, że jeśli człowiek nie jest baptystą, to po prostu nie jest zbawiony i basta. Więc nosiłem Biblię pod moją pachą i myślałem sobie, że Pan powołał mnie, abym każdego czynił baptystą, a wszyscy, którzy nie wierzą dokładnie tak jak wierzą baptyści, nie są w ogóle wierzącymi.
Z biegiem czasu myślałem sobie, że mam do wykonania dużo pracy. Potem okazało się i zauważyłem to samo u innego brata, pastora, który miał zbór. On również pociągał do siebie ludzi, tak samo intensywnie jak ja. Mimo wszystko ten „koc rozciągał się trochę w kierunku niego,” wiecie. Potem stwierdziliśmy, że potrzebujemy się wzajemnie. A teraz, gdy doszliśmy w naszych stosunkach tak daleko, jest po prostu trudno czynić coś jeden bez drugiego. To wszystko. Musimy po prostu mieć jeden drugiego.
I ja wierzę, że tak jest w tym wielkim zielonoświątkowym ruchu. Cieszę się jednak, gdy widzę, że te wielkie bariery obojętności załamują się i wielki kościół Boży zaczyna łączyć się razem w społeczności. To oznacza, że wesele zbliża się teraz. I te kamienie są obciosywane może w szczególny sposób - one mają swoje miejsce w tej budowli, jeżeli są kamieniami Pańskimi.
38
Otóż, małżeństwo jest w pewnym sensie przedobrazem... Małżeństwo tutaj na ziemi jest przedobrazem niebiańskiego małżeństwa. Rozpatrujmy to teraz przez kilka chwil, by sobie to trochę powtórzyć. Pierwszą rzeczą, którą musimy uczynić, jest podjęcie decyzji. Pierwszą rzeczą w ziemskim małżeństwie jest podjęcie decyzji. Młoda panna musi podjąć swoją decyzję, czy chce tego młodzieńca, a młodzieniec podejmuje decyzję, czy chce tą młodą kobietę. Musi zostać podjęta decyzja i wy musicie ją podjąć. Ona musi być jedyną kobietą na świecie, którą miłujesz, a on musi być tym jedynym mężczyzną. Jeżeli tak nie jest, to podjęliście złą decyzję.
I tak samo ma się sprawa z podjęciem decyzji dla Chrystusa. Pierwszą rzeczą, którą musisz uczynić, jest postanowienie w twoim umyśle, czy będziesz służył Bogu i przyjmiesz Go jako swojego Zbawcę; albo nie uczynisz tego. Czy będziesz służył temu światu, albo będziesz służył Chrystusowi? Musisz zastanowić się nad tym w swoich myślach. Musi zostać podjęta decyzja. Kiedy zastanawiasz się w swoim umyśle, czy będziesz służył Bogu albo mamonie, wtedy dokonujesz wyboru. Lecz musisz podjąć decyzję.
39
A potem, gdy podejmiesz decyzję i jesteś gotowy, przychodzą zaręczyny. Stwierdzacie to u ołtarza. Musicie zrobić zaręczyny, zanim wejdziecie w związek małżeński. I tak samo dzieje się z kościołem Chrystusa. Muszą to być zaręczyny z Chrystusem, ślubowanie sobie wierności, zaręczyny - miłosny romans.
A następną rzeczą jest przyrzekanie sobie. Musicie sobie wzajemnie przyrzec, jakbyście dawali obietnicę: „Kochanie, jeżeli poślubisz mnie, przyrzekam, że ci będę wiernym i oddanym. Nie będę się patrzył na żadną inną kobietę”.
A ona: „Ja nie będę się patrzyła na żadnego innego mężczyznę. I będę postępować jako uległa żona. Jeżeli będziemy mieć dzieci, będę się wywiązywać z obowiązków matki. Będę gospodynią domu”. Wszystkie te przyrzeczenia muszą być zrobione, względnie powinny być zrobione przed poprawnym zawarciem związku małżeńskiego.
40
I tak samo jest, kiedy przychodzicie do Chrystusa. „Panie, jeżeli Ty przyjmiesz mnie do Twego królestwa, przyrzekam...”. Tutaj to macie. „Ja Cię będę miłował. Będę Ci wiernym. Będę ci służył we dnie w nocy”. Jest zbyt złą rzeczą, że zapominamy o tym. „Będę Ci służył we dnie i w nocy. Będę pościł, będę się modlił; będę wiernym Tobie. Będę składał moje dziesięciny do Twojej skarbnicy. Będę się modlił wiele razy dziennie. Uczynię cokolwiek Ty chcesz. Ślubuję Ci całą moją miłość”. Tak właśnie powinieneś czynić. Kiedy to przyrzekasz, jest to całkiem właściwe i powinno to wychodzić z twojego serca.
Jeżeli przyrzekasz to twojemu małżonkowi, a nie myślisz tego z całego twego serca, to żyjesz absolutnie niewłaściwie względem niego. Wtedy jest to taki sztywny romans.
41
Spójrzcie tutaj. Jeżeli człowiek nie ma zębów i posługuje się sztucznymi zębami... Nuże, to jest w porządku. One zastępują ci zęby, które miałeś kiedyś. Lecz w rzeczywistości te sztuczne zęby nie są złączone z tobą. One nie są częścią ciebie. Jeżeli ci amputowano rękę i dają ci sztuczną rękę, otóż, ta ręka w rzeczywistości nie jest złączona z tobą. Ona jest tylko przyczepiona do ciebie. Widzisz, ona nie jest z tobą złączona.
I kiedy my składamy nasze ślubowania Chrystusowi, a nie stajemy się częścią Niego, podobnie jak żona powinna stać się częścią męża, a mąż częścią żony, to jesteśmy sztucznymi chrześcijanami. Nie jesteśmy naprawdę... Ty nie jesteś rzeczywiście poślubiony tej kobiecie. Możesz być wiernym. Jeżeli nie miłujesz twojego męża, a on ma już sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat, i ty nie miłujesz go już tak mocno, jak na początku, to w rzeczywistości tylko wychowujesz jego dzieci.
42
I takie właśnie są kościoły - zbyt wiele z nich obecnie. My tylko przyjmujemy nazwę chrześcijańskiego kościoła, robiącego sobie aspiracje, że jest oblubienicą, podczas gdy to jest sztuczne; nie jesteśmy złączeni z Chrystusem w żaden sposób. Jesteśmy tacy, jak sztuczny ząb, sztuczna ręka, sztuczne oko. Widzicie, jest to tylko coś sztucznego, jeżeli to tylko udajemy. Dobrze, lecz nie możecie udawać chrześcijaństwa. Musicie być złączeni z Nim.
Tak samo kościół, który jest tylko sztucznie nazwany kościołem Chrystusa... Wtedy te dzieci, które znajdują się w nim, a są zrodzone z tej samej organizacji, są tylko... One nie są dziećmi Chrystusa; są dziećmi denominacji, a nie dziećmi Chrystusa.
43
Jeżeli niewiasta nie jest złączona z mężem w wierności, to on nie jest jej mężem. Jest to tylko mężczyzna, któremu ślubowała, że z nim będzie żyć, lecz ona uczyniła złe ślubowanie. Ona mu ślubowała, że go będzie kochać i mówiła mu, że go kocha; ale nie kochała go. Przez cały czas jej mąż jest oszukiwany. Lecz jedna rzecz jest pewna, przyjaciele: Nie uda nam się oszukać Chrystusa. On zna Swoich własnych.
44
Widzicie zatem, najpierw zostaje podjęta decyzja, następnie są zaręczyny i przyrzekanie sobie, a potem następuje uroczystość ślubu. I wtedy właśnie oblubienica przyjmuje nazwisko oblubieńca. Ona już więcej nie ma swego własnego nazwiska; ona przyjmuje nazwisko oblubieńca.
I kiedy kościół ma tą uroczystość, składa swoje ślubowania, wtedy przyjmuje nazwisko oblubieńca. Potem już nie jest dłużej kościołem tego świata; jest kościołem Pana Jezusa Chrystusa. Amen. Nie mam na myśli tylko dzięki tej nazwie; mam na myśli, że dzięki znowuzrodzeniu, dzięki jego naturze, dzięki mocy Bożej. Dzięki objawionej prawdzie o Bogu w ich sercach stają się chrześcijańskim kościołem, tym wielkim, uniwersalnym apostolskim chrześcijańskim kościołem. Oni stają się częścią Chrystusa. A gdy stają się Jego częścią, Chrystus daje im Swego własnego Ducha, Swoje własne życie. I Biblia mówiła wtedy do Adama i Ewy: „Już dłużej nie jesteście dwoje, lecz jedno”. I kiedy niewiasta - kościół jest poślubiony Chrystusowi, to już nie są dwoje. Oni są jedno - Chrystus w was! Amen. O to chodzi! Jego życie zostało przeniesione do ciebie. Wtedy stajesz się Jego oblubienicą.
45
Potem jest kolejna sprawa. Gdy ona uczyniła wszystkie te ślubowania i tak dalej, i odbyła się ceremonia ślubu... Podobnie, jak nazwisko mojej żony było Broy, zanim wyszła za mąż. Obecnie już dłużej nie nazywa się Broy; nazywa się Branham. Teraz już nie jest panną Broy, jest panią Branham. Więc kiedy wejdziesz w Chrystusa, już nie jesteś z tego świata; jesteś Chrystusowy. Już więcej nie interesują cię rzeczy tego świata. One są dla ciebie martwe. „Bo ten, kto miłuje świat względnie rzeczy tego świata, nie ma w nim miłości Bożej”.
Widzisz więc, że nie możesz być sztucznym chrześcijaninem. Możesz być sztucznym, rzekomym chrześcijaninem, lecz nie jesteś prawdziwym chrześcijaninem, ponieważ to jest - dopóki sam Chrystus nie wstąpi do ciebie przez chrzest Duchem Świętym. Potem jesteś złączony z Nim i już dłużej nie jesteście dwaj, jesteście jedno. Chrystus obiecał, że będzie w nas, jako Ojciec był w Chrystusie. „Ja i Mój Ojciec jesteśmy jedno. Ty i Ja jesteśmy jedno”. Rozumiecie? Chrystus w nas!
46
Wszystko, czym był Bóg, przelał On do Chrystusa; a wszystko, czym był Chrystus, przelał On do kościoła, by kontynuował dzieło Ewangelii. Potem stajemy się Nim - nie dzięki sztucznej nazwie, lecz dzięki rzeczywistości życia Ducha Świętego, łączącego nas z Chrystusem. I dzięki mocy Jego zmartwychwstania podnieśliśmy się od martwych rzeczy tego świata, i siedzimy razem z Nim na niebiańskich miejscach. Amen. Ja to lubię.
Dzisiaj wieczorem jesteśmy w niebiańskich miejscach w Chrystusie Jezusie, rozumiecie, zmartwychwstali razem z Nim, umarli dla rzeczy tego świata, i przyodziani w Chrystusa. A kiedy przyobleczemy się w Chrystusa, wtedy świat jest martwy. Wtedy już dłużej nie troszczymy się o ten świat. Świat jest dla nas martwy i my jesteśmy... On jest martwy dla nas, a my jesteśmy martwi dla niego.
Wtedy jesteś innym człowiekiem, inną osobistością, ponieważ jesteś nowym stworzeniem; nie tym samym stworzeniem trochę „wypolerowanym” tylko, nie tym samym człowiekiem, który rozpoczął nową stronicę życia, lecz człowiekiem, który umarł i narodził się na nowo, i staje się nowym stworzeniem w Chrystusie Jezusie. A Duch żyjącego Boga żyje w tym człowieku.
Obecnie, tak samo jak ta kobieta, która już dłużej nie nazywa się Broy, lecz nazywa się Branham i ona idzie w tym imieniu. Tak samo kościół już dłużej nie jest z tego świata, lecz On chodzi w imieniu Chrystusa. On jest złączony z Nim dzięki Jego własnemu życiu.
47
Czy czytaliście kiedykolwiek w Piśmie Świętym, jak pierwszy człowiek Boży został stworzony jako podwójna osoba? Adam był zarazem Adamem i Ewą, duchowo mówiąc. Lecz kiedy On stworzył pierwszego człowieka na Swoje własne podobieństwo, a Bóg jest Duchem... Lecz gdy On włożył ich do ciała, to ich rozdzielił. On wziął męskiego ducha i włożył go do mężczyzny, i wyjął żeńskiego ducha, i włożył go do kobiety.
Więc gdy widzicie kobietę, pragnącą postępować jak mężczyzna, to coś jest nie tak. Kiedy widzicie mężczyznę, pragnącego postępować jak kobieta, to coś jest nie tak. Wydaje się więc, że cały świat jest dzisiaj wypaczony. Mężczyźni próbują postępować jak kobiety, a kobiety jak mężczyźni. To się zgadza. To prawda.
48
Słuchajcie teraz. Było to tak doskonałe, że kiedy Bóg wziął i uczynił człowieka... I aby pokazać, że On nie chciał jej z czegoś innego, kobieta nie była w oryginalnym stworzeniu. Więc ona nie była w stworzeniu, lecz jest częścią Adama. Ona jest produktem ubocznym. On sięgnął do boku Adama, nie aby stworzyć kolejne stworzenie, lecz wziął część z tego stworzenia i uczynił z niej kolejne stworzenie. I On wziął męskiego ducha, który był w Adamie, raczej wziął kobiecego ducha, który był w Adamie, i włożył go do kobiety. Więc zarówno duch i ciało - oni stali się jedno i był to piękny przedobraz tego, co Bóg uczynił na Golgocie. On wziął Chrystusa i złączył Go z kościołem. Z Jego przebitego boku On wziął krew, która oczyściła człowieka, która poświęca ciało kościoła, i wkłada Ducha żyjącego Boga, którego On wyjął tam na krzyżu z Chrystusa, i wkłada go do indywidualnego człowieka. Wtedy oni są jedno. Rozumiecie? Oni stają się jedno. Chrystus i ty jesteście jedno.
49
Więc ty i twój mąż powinniście być jedno. Jeżeli macie jakieś sprzeczki, to z waszym związkiem małżeńskim jest coś nie tak.
A jeśli jest coś sprzecznego między nami a Chrystusem, to nie wierzymy Jego Słowu i mówimy: „O, to było dla innych czasów,” wtedy jest coś złego w naszym związku z Nim. Jeżeli mówisz: „Dni cudów przeminęły, nie ma już Boskiego uzdrowienia, nie ma chrztu Duchem Świętym” i przenosisz to gdzieś do przeszłości, to wskazuje na to, że Ducha Chrystusowego nie ma w tobie, ponieważ „na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. A Słowo ciałem się stało...”.
I gdy Jego Słowo staje się widocznym w tobie, rozumiecie, wtedy ty i Chrystus jesteście jedno. „Jeżeli pozostaniecie we Mnie, a Moje Słowa w was, możecie prosić, o cokolwiek chcecie...”. ponieważ to już więcej nie jesteś ty; jest to Słowo Boże, Chrystus w tobie. Wy staliście się jedno. W porządku.
50
Potem następna sprawa, kiedy ona to uczyniła - kiedy wypełniła swoje słubowania i zawarła związek małżeński, i przyjęła nazwisko jej męża, nazwisko oblubieńca, wtedy jest dziedzicem wszystkiego, co on posiada. Ona jest spadkobiercą wszystkiego - twoja żona jest dziedzicem wszystkiego, co posiadasz.
I takim właśnie jest kościół, gdyby tylko wiedział, że jest częścią Niego, mając w sobie Jego Ducha. On powiedział: „Sprawy, które Ja czynię i wy czynić będziecie i większe nad te czynić będziecie, bo Ja idę do Mojego Ojca. Jeszcze tylko krótki czas, a świat nie zobaczy Mnie już więcej, lecz wy Mnie zobaczycie, bo Ja będę z wami, mianowicie w was aż do skończenia świata”. Potem jest to Chrystus w tobie. Jesteś złączony z Nim i jesteś Jego współdziedzicem.
51
A gdyby On był tutaj na ziemi, co by On czynił? To samo, co On czynił wtedy, ponieważ On jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. On by troszczył się o sprawy Ojca; On by uzdrawiał chorych; On by dokonywał cudów. On by czynił dokładnie to, co On czynił, kiedy był tutaj na ziemi, ponieważ On pozostaje tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. Jest to po prostu doskonale. To jest ten związek małżeński.
52
Lecz teraz, co stanie się, gdy ta kobieta wyjdzie za mąż i złoży wszystkie te ślubowania i wszystko inne, i staje się małżonką tego męża, i jest dziedziczką wszystkiego, co on ma, i tak dalej, a potem rozbestwi się i miewa napady złego humoru lub złości? Względnie zacznie zadawać się z innymi mężczyznami? Nie tylko to, lecz ona dzieli się swoją miłością z innymi? Mężczyzna powinien żyć ze swoją żoną i wypełniać wszystkie przyrzeczenia, które sobie dali. A co, jeżeli ona potem wychodzi i zaczyna współżyć z innymi, i okazuje swoją miłość i swoje uczucia innym?
To właśnie czyni tak wielu tak zwanych chrześcijan - dzielą swoją miłość z tym światem: grają i tańczą, uprawiają hazardowe gry, zostają w domu, by oglądać telewizję, zamiast iść na zebranie modlitewne. W sercu zboru mają miejsce wszystkie świeckie rzeczy, które zajęły miejsce miłości Bożej. Ona miewa napady złego humoru, jest rozbestwiona. Ona poszła za innymi mężczyznami. Dzieli swoją miłość z nimi. Ona bierze swoje dziesięciny, które powinna oddawać do zboru; ona je zużywa na inne rzeczy gdzieś na zewnątrz w tym świecie. Ona będzie... Zamiast miłować Boga w ten sposób, jak powinna go miłować, i żyć dla Boga, i miłować uczęszczanie do zboru, musicie ją niemal przekonywać, aby przyszła.
53
Wiecie, poznałem niedawno tutaj pewnego kaznodzieję, który mi powiedział, że wysłał tak dużo biletów, aby się ludzie podpisali na nich, że ślubują chodzić na niedzielne nabożeństwa przynajmniej sześć miesięcy w każdym roku.
Pewnego razu widziałem pewną dziewczynę poniżej tego wzgórza, gdzie pracowałem. I ona wyszła z mieszkania. Ja stałem przed drzwiami; zapukałem do drzwi i ona podeszła do drzwi. Ona była jedną z tych rozwydrzonych awanturnic, wiecie - jak ta banda, którą musieli aresztować tutaj w Phoenix ubiegłego wieczora, myślę, że tak było, ponieważ zrobili kolejne zwyrodnienie z rock-and-rolla, czy z twista, czy cokolwiek to było. I musieli zawezwać policję, aby ich pochwycić.
Młodzi ludzie, czy wy nie rozumiecie, że to jest duch diabła? Oni byli pod jego wpływem do tego stopnia, że nie wiedzieli, kim są, i robili awanturę na ulicach.
54
Podobnie jak ci komicy, czy ci dżokeje z dyskoteką, i tak dalej, którzy przyszli grać w tym mieście, w którym byłem; a młode kobiety zdejmowały swoją bieliznę i rzucały ją na platformę temu chłopakowi, aby na niej złożył swój podpis. Czy sobie nie uświadamiacie, że to jest diabeł? Jest to duch ostatecznych dni. Oczywiście. Jest to taka hańba. Tutaj to macie, oni się tak rozbestwili.
55
I ta młoda kobieta, ona wyszła i zachowywała się tak. Nawet sobie nie uświadamiała... zapomniała, że ja stoję u drzwi. I ona rzekła: „O, przepraszam. Zapomniałam, że ty tu stoisz”. Bowiem ona posłała całusa temu chłopakowi z audycji radiowej, czy ktokolwiek to był, i powiedziała: „Spotkam się z tobą na zielonej wrzosowej ścieżce,” czy jak się to nazywało. Oni mieli mieć jakąś zabawę taneczną tej nocy.
Rozmawiałem z doktorem Brown, który jest moim przyjacielem.
On zapytał: „Jak twój zbór wytrzymuje to tam, Billy?”
„Świetnie”. Powiedziałem: „Dajemy im pigułki”.
On zapytał: „Jakiego rodzaju pigułki?”
Ja powiedziałem: „Pigułki Ewangelii; to ich z pewnością pociąga, że przychodzą cały czas,” rozumiecie?
I on powiedział mi o tych deklaracjach, które rozesłał do podpisania. A ja powiedziałem: „Doktorze Brown, czy myślisz, że ten nieokiełznany muzyk w tej audycji radiowej musiałby prosić tę dziewczynę o podpisanie deklaracji, że będzie na tej zabawie tej nocy? Wcale nie. Ona by dała w zastaw wszystko odzienie, które ma na sobie, aby się tam tylko dostać. Dlaczego? Jest to coś w niej, pewien duch, który ją zniewolił do tej świeckiej rozrywki”.
56
I dopóki kościół żyjącego Boga, nazwany oblubienicą Chrystusa nie złączy się z Bogiem do tego stopnia, to on będzie ciągle walał się w tym świecie, w bagnie grzechu - dopóki nie złączy się z Bogiem do tego stopnia, że ich serca będą tak napełnione chwałą i mocą Bożą, że nie będą mogli oglądać nic innego, prócz Chrystusa. To się zgadza.
To właśnie będziemy musieli uczynić. To jest jedyny plan, jedyny program, który ma Bóg - postępować właśnie w ten sposób. Nie możecie zostać sztucznie przyjęci do kościoła; musicie się na nowo narodzić, nie przez uścisk dłoni albo wysłanie listu do kościoła, lecz być narodzeni do kościoła żyjącego Boga przez odrodzenie, przez moc zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, która czyni człowieka nowym stworzeniem w Nim. Amen. To przynosi naprawienie wszystkiego. To tego dokonuje. Na pewno.
57
W porządku. Ona staje się rozbestwiona. Zaczyna dzielić swoją miłość z innymi, pragnie świeckich rzeczy, świeckich zabaw, chodzi do takich lokali, gdzie nie powinna chodzić, i mówi takie rzeczy, których nie powinna mówić.
Pewnego razu byłem tutaj, a damy miały na górnym piętrze pewnego rodzaju przyjęcie w kościele. Przypadkowo miałem coś do zrobienia w suterenie tego domu. I mówię wam, słyszałem wiele okropnych rzeczy, kiedy byłem jeszcze grzesznikiem. Lecz to spotkanie kobiet - nigdy w całym moim życiu nie słyszałem bardziej sprośnych żartów. Czy moglibyście sobie wyobrazić, że osoba, nazywająca się chrześcijanką, by pozwoliła na to, żeby taka sprośność wychodziła z jej ust.
Nie możecie otrzymać słodkiej i dobrej wody z tej samej cysterny. Jeżeli zaczerpniecie wiadrem wodę z cysterny, okazuje się, że jest pełne wijących się ogonów, jak to określamy. Jeśli spuścicie wiadro ponownie do tej cysterny, ono nabierze to samo. Cysterny potrzebują gruntownego wyczyszczenia i napełnienia dobrą, świeżą wodą.
58
Tak właśnie ma się sprawa z kościołem dzisiaj, mówiąc ogólnie, bo on potrzebuje gruntownego wyczyszczenia i napełnienia świętymi Bożymi wodami z niebios. Jego serce stało się dołem kloacznym wszystkiego, co przechodzi koło niego. Ona (kościół) ma kochanków wszelkiego pokroju. Biblia mówi, że on będzie miał ludzi miłujących więcej rozkosze niż miłujących Boga, wiarołomnych, fałszywych oskarżycieli, niepowściągliwych, i gardzących tymi, którzy postępują właściwie.
Widzicie, że kobieta, która próbuje żyć właściwie, względnie mężczyzna, który próbuje żyć właściwie - staje się ekstrawaganckim religijnym fanatykiem albo kimś staromodnym. Ona jest wyrzutkiem społeczeństwa. Ona jest wzgardzona i odrzucona przez ludzi tego świata. To się zgadza.
59
Lecz czy zauważyliście kiedykolwiek, co powinien czynić prawdziwy kościół? W Starym Testamencie kiedy mieli złożyć ofiarę, uśmiercili jednego ptaszka i pokropili jego krwią drugiego ptaszka, towarzysza tego zabitego. I on latał ponad ziemią rozpraszając krew martwego towarzysza. Kiedy kościół stanie się rzeczywistą oblubienicą Jezusa Chrystusa, on będzie niósł krew Jezusa Chrystusa na sobie, skrapiając nią ziemię i wołając „Święty, święty, święty Panu”. Jej atmosfera, jej... Każda odrobina jej woli będzie Bożą wolą. Cały jej wizerunek będzie od Boga. Nie możecie oczekiwać niczego innego.
60
Dlatego właśnie ludzie przychodzą do kościoła, nie by grać w karty, grać w pokera, tańczyć w piwnicy, mieć przyjęcia z podawaniem zupy, i tym podobne rzeczy. To jest dla tego świata. My im nigdy nie dorównamy i wstyd nam, jeżeli to spróbujemy czynić. Powinniśmy zwiastować Ducha Świętego i moc, i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa! My mamy coś, czego oni nie mają. Żyjmy więc tym a nie próbujmy ich naśladować! Żyjmy tym, co znamy jako właściwe; żyjmy w Chrystusie! Jezus powiedział: „Gdy zostanę podwyższony, pociągnę wszystkich ludzi do Siebie. Wy jesteście solą ziemi; lecz jeśli sól straci swój posmak, to nie jest do niczego przydatna, tylko aby została precz wyrzucona, i podeptana nogami ludzi”. Więc nasze świadectwo...
61
Nic dziwnego, że nawet nasze zielonoświątkowe grupy... Jest to tak złe, że tego nie lubię mówić, ale nasze zielonoświątkowe grupy wpadają wprost do tej samej rzeczy, wprost do tego samego trendu. I nic dziwnego, że ludzie mówią, iż nie mają tego, o czym mówią. Zielonoświątkowy kościół powinien być tak złączony razem mocą wszechmogącego Boga, aż samo życie Jezusa Chrystusa będzie odzwierciedlone w nim.
Lecz my pragniemy wzorować się na tym świecie. Będziemy to czynić mimo wszystko. Rozumiecie? Będziemy postępować w swój własny sposób w tej sprawie. Lecz nie powinniśmy tak czynić. To jest złe, jeżeli tak czynimy.
Kościoły są właśnie takie, jak ta niewiasta, która się rozbestwiła. Ni stąd ni zowąd ona jest uważana za normalną. Na początku, gdy Bóg dał znowuzrodzenie kościołowi zielonoświątkowemu około czterdzieści czy pięćdziesiąt lat temu, on żył świętym życiem. On był święty. Moc Boża była z nim. Lecz kiedy posuwamy się dalej, zaczynamy postępować według tego świata. Przede wszystkim, wiecie, musimy mieć budynek, który jest tak wspaniały, że swoim blaskiem przyćmiewa metodystów na drugim końcu ulicy. Musimy mieć coś tak wspaniałego, tą największą rzecz oraz taką największą rzecz, i tamtą największą rzecz. To hańba.
62
Wielu z nas nadyma się, gdy mamy... Zielonoświątkowy brat patrzy z góry na kogoś w jakiejś małej misji, względnie w jakimś małym kościele, bo on chodzi do wielkiego kościoła. „My należymy do tego pierwszego kościoła, względnie do tego wielkiego kościoła,” czy coś w tym sensie; i patrzą się na innych z góry.
Trzeba wam Ducha Świętego, który wypuściłby z was trochę tej dumy, to się zgadza, i dał wam do zrozumienia, że prawdziwy chrzest Duchem Świętym sprawi, że ktoś ubrany w smoking obejmie swoimi ramionami człowieka w kombinezonie roboczym i powie: „Bracie”. Zgadza się. Prawdziwe staromodne zbawienie, moc wszechmogącego Boga, (tak jest) sprawi, że kobieta odziana w jedwabną sukienkę obejmie kobietę w sukience z perkalu i powie: „Siostro, ja ciebie miłuję”. Na pewno tak uczyni.
63
Lecz my zaczynamy wychodzić razem z tym światem - dryfujemy razem z odpływem. Nasz kościół dryfuje. Nie musimy już więcej mówić o metodystach i baptystach. Chodzi o nas samych. Jest to w naszych własnych szeregach. To jest przyczyną, dlaczego Duch Święty nie może działać. Dlatego właśnie ja mówię, że Bóg nie może dać Swej aprobaty żadnej organizacji dzisiaj wieczorem, ponieważ poganie nie zostali wybrani jako naród; oni są ludźmi z pogan dla Jego imienia. Bóg zabierze indywidualnych ludzi.
Otóż, ja myślę, że nasza organizacja robi dobrą robotę. To jest w porządku. Lecz nie możecie polegać na tym, mówiąc: „Ja jestem zielonoświątkowcem, ponieważ należę do zielonoświątkowej organizacji”. Jesteś zielonoświątkowcem wtedy, gdy masz przeżycie wylania Ducha Świętego. Nie dbam o to, czy należysz do katolickiego kościoła, czy jesteś zielonoświątkowcem. Nie możesz zorganizować wylania Ducha Świętego. Wylanie Ducha Świętego jest przeżyciem, nie organizacją. I to jest prawdą.
64
Lecz my zielonoświątkowcy zaczęliśmy sobie myśleć, iż dlatego, że nosimy nazwę Zielonoświątkowcy, możemy tak dalej czynić - żyć w tym świecie i czynić cokolwiek tylko chcemy. Jesteśmy w stanie wspinania się na wieżę Nimroda. Ona obróci się w prochy. Podobnie jak fartuszek, który sporządził sobie Adam z listka figi, on zamieni się w pył. Podobnie jak linia Siegfrieda w Francji, jak linia Maginota w Niemczech; ona została zdruzgotana, ponieważ tam nie było żadnej innej wieży, żadnej innej ostoi. Lecz „Imię Pana jest mocną twierdzą, a sprawiedliwy ucieka do niej i jest bezpieczny”. Kiedy uciekasz do niej, przyjmujesz to imię. Przyjmujesz imię, nie tylko wzywanie imienia, lecz imię i osobę, i jesteś podobnym do Chrystusa w tym życiu. Amen. Jak On jest cudowny. Tak.
65
Kościół czynił to samo, popełniając duchowe cudzołóstwo, jak kobieta, która swoją miłość do małżonka dzieli z innym mężczyzną. Ta kobieta nie jest sposobna do tego, by z nią żyć. Wy to wiecie. A gdy kościół zacznie dzielić swoją miłość z tym światem... Bóg jest zazdrosnym Bogiem. On odrzucił Izraela z powodu tego, a Jego Syn odrzuci tą samą rzecz.
On będzie miał oblubienicę, na której nie ma żadnej zmarszczki. Amen. Ona jest całkowicie obmyta Jego własną krwią. To się zgadza. Widzimy więc, gdzie się znajdujemy, uroczystość ślubu nastanie wkrótce.
66
Stwierdzamy teraz, że ona popełnia duchowe cudzołóstwa, wychodząc z tym światem - wyznając coś a żyjąc zupełnie inaczej. To nie będzie w ogóle funkcjonować. Kościół powinien czynić to, co czyniła Ester. Ester odrzuciła podziwianie ze strony świata.
Znamy tą krótką Księgę Estery, jak Mardocheusz... Jego wuj miał córkę. A było to w czasach rządów Medów i Persów. Jest w tym zawarty piękny przedobraz. Król ten - jeden z największych królów na świecie w owym czasie, urządził wielką uroczystość. I on zawołał królową, aby przyszła i usiadła koło niego, lecz ona nie chciała tego uczynić. Ona sprzeciwiła się temu. Więc co on uczynił? On czuł się tak upokorzony, że nie wiedział, co ma uczynić, bo jego własna żona nie chciała przyjść.
67
Ja myślę, że takimi jest cała masa chrześcijan dzisiaj. Chrystus zaprosił nas, abyśmy usiedli na niebiańskich miejscach razem z Nim, a my wstydzimy się tego. Wielu ludzi wstydzi się powiedzieć, że mają chrzest Duchem Świętym - zielonoświątkowcy również. To się zgadza. Oni wstydzą się powiedzieć to. My wstydzimy się z powodu Niego.
A więc ta królowa nie przyszła. Ona wzbraniała się przyjść. To go upokorzyło. Jego twarz poczerwieniała. Wszyscy to zauważyli.
Zastanawiam się, czy twarz Jezusa nie zaczerwieniła się również, kiedy on wzywa nas do pracy, nawołuje ruch zielonoświątkowy do społeczności i braterstwa, a my jesteśmy tak ściśle zorganizowani do małych grup, że nie skłonimy się do innych. Jesteśmy tacy - stajemy się tacy świeccy, i tym podobnie. Zaczynamy się wstydzić nazwy zielonoświątkowiec. Niektórzy ludzie obawiają się powiedzieć... Mówią: „Otóż, ja należę do kościoła. Jestem chrześcijaninem, lecz...”. Ja się cieszę, że mam przeżycie wylania Ducha Świętego. Amen. Cieszę się, że śmiem nosić imię Jezus Chrystus. Największym przywilejem, jaki miałem kiedykolwiek, jest to, iż śmiem powiedzieć, że jestem częścią Niego.
68
Stwierdzamy teraz, że on miał wtedy kilku doradców, by zapytać się ich, co ma dalej robić. A oni orzekli: „Jeżeli będzie dziać się dalej tak samo, to wszystkie pozostałe kobiety w całym kraju wezmą sobie przykład z pierwszej damy kraju”. Oczywiście, to właśnie dzieje się dzisiaj wieczór. Spójrzcie na niektóre z tych kobiet. Mam nadzieję, że nie ranię waszych uczuć. Jednakowoż - mam nadzieję, że ranię. To się zgadza. One próbują być takie, jak pierwsza dama w kraju, mająca trwałą wodną ondulację. W całym moim życiu nie widziałem czegoś takiego.
Niedawno pewna kobieta weszła do sklepu, w którym czekałem na moją żonę, a głowa tej kobiety była tak wielka, a miała zielony makijaż pod swymi oczami. I ja powiedziałem: „Idź precz, straszydło. Ja już będę grzeczny”. Był to najokropniejszy widok; wystraszyłoby was to. Co jest przyczyną tego? Pierwsza dama kraju. Jest to żona prezydenta. Tak jest. A one biorą sobie z niej przykład.
69
I pozwólcie, że to teraz powiem (nie mówię tego jako żart, lecz jako podobieństwo, abyście to mogli zrozumieć. To jest dokładnie to, co wy starsi chrześcijanie czynicie dla młodszych. To się dokładnie zgadza. Powinniście być wzorami. Wy zielonoświątkowcy, którzy wyznajecie, że macie Ducha Świętego, powinniście być wzorem dla metodystów, baptystów i prezbiterian. Nie jak pierwsza dama kraju, lecz powinniście być takimi jak Jezus. On mówi wam tutaj, co trzeba czynić i jak to czynić. Musimy naśladować Jego przykładów i wypełniać Jego nakazy. Lecz znajdujemy to takie właśnie.
70
Ester... Tamta królowa - ona nie chciała tego usłuchać. Ona nie przyszła i upokorzyła go. Powiedzieli: „Jeżeli pierwsza dama w kraju daje taki przykład, to wszystkie pozostałe kobiety będą tak czynić. Więc potem, gdy mężczyzna zawoła swoją żonę, ona odpowie: „Idź sobie i skocz do rzeki”. Rozumiecie? On rzeczywiście przepowiedział stan Ameryki, nieprawdaż.
Stwierdzamy teraz, że kiedy tak uczyniła, był tam pewien mężczyzna, którego cechowała pewna mądrość. On przyszedł i doradzał królowi. On powiedział: „Trzeba uczynić jedną rzecz - ekskomunikować ją i wysłać posłów do całego kraju, i zwołać wszystkie panny, które są do dyspozycji, młode dziewice, i z nich wybierz sobie żonę”. To spodobało się królowi.
71
Więc on wysłał posłów i wysłał pokojówki i tak dalej, które wyszły, by wybrać wszystkie młode dziewice, które mogłyby - piękne panny z całego królestwa i z prowincji, nad którymi on królował, a było to największe królestwo na świecie.
A gdy ich wysłał, przyszli również do tej młodej dziewczyny, Żydówki. Ona była raczej trochę wyrzutkiem społeczeństwa, ponieważ podobnie jak poganie (rozumiecie?), ona była odrzucona na bok. I ona nie miała ani ojca ani matki. A Mardocheusz, jej wuj, wychowywał ją. I ona musiała pójść do tej kwalifikacji. I co oni czynili? Oni musieli zabrać te dziewczyny do pałacu, gdzie musiały przechodzić proces oczyszczania przez wiele miesięcy. Musieli je perfumować i przyozdabiać je wszelkiego rodzaju ozdobami, i przygotowywać je do tego, aby mogły stanąć przed królem.
72
Otóż, to jest mniej więcej tak samo, jak świat chce przygotować dzisiaj kościół: przyozdobić go świeckimi rzeczami, aby się wzorował na rzeczach tego świata, próbując zdobyć więcej członków, przybierając kogokolwiek do ich społeczności. O rety! Jaka to żałosna rzecz? Jedna organizacja próbuje pokonać inną organizację i przyjmują kogokolwiek za członka.
Możecie ich przyjmować do tej organizacji, lecz oni nigdy nie wejdą do społeczności z Chrystusem, dopóki nie zostaną oczyszczeni i narodzeni na nowo z Ducha Bożego. To jest prawdą. Oni mogą mieć swoje nazwisko w tej księdze tutaj, lecz nie w Barankowej Księdze życia, dopóki tam nie zostanie zapisane krwią Pana Jezusa.
73
Wszystkie te kobiety, one przygotowywały się, by wyglądały ślicznie. I ach, wyobrażam sobie, że przyglądały się sobie wiele razy, być może wzorując się na pierwszej damie kraju, i tak dalej. One przygotowywały się dokładnie, ponieważ miały zjawić się przed królem.
I ja myślę, że wiele z tego dzieje się z naszymi kościołami właśnie obecnie. One wszystkie próbują przygotować się po świecku, mając świeckie rozrywki, świeckie rzeczy w kościele, czyniąc rzeczy, które należą do tego świata, jednocząc się ze światem, a myślą sobie, że tak mogą spotkać się z Królem. Jednakże Boga to nie interesuje! On tego nienawidzi! Lecz my pragniemy postępować jak ten świat.
Niektóre z naszych kościołów, jak powiedziałem, popuściły cugli, przyjmując do kościoła diakonów, a czasami nawet pastorów, którzy są żonaci trzy lub cztery razy, a niektórzy z nich palą papierosy. Mówią: „Oni uporają się z tym. Oni będą w porządku”. Jednego wieczora wezmą człowieka z knajpy, a następnego wieczora postawią go za kazalnicą. Ja nie wierzę w żadne takie niedorzeczności. Ja wierzę, że ten człowiek powinien być doświadczony, to się zgadza, wypróbowany. Mówię wam, wiele razy nawołujemy...
74
Ja wierzę w chrzest Duchem Świętym. Wierzę także w mówienie językami. Myślę jednak, że kładziemy na to zbyt wielki nacisk. Mężczyzna może mówić językami i kobieta może mówić językami, ale jeśli jej życie i jego życie nie odpowiada temu, co oni mówią językami, są to niedobre języki, ponieważ Duch Święty będzie cię skłaniał do tego, abyś postępował tak, jak mówi Biblia. On doprowadzi cię do pełni postawy Chrystusa.
Weźcie człowieka, który mówi językami, a ma tyle popędliwości, że by potrafił rzucić się na toczącą się piłę okrężną i obgadywać sąsiadów, i czynić tym podobne rzeczy. No wiecie, czy to nazywacie Duchem Świętym? Tak nie może być. Absolutnie nie.
Duch Święty jest cichością, radością, pokojem, Bożą cierpliwością, dobrocią, łagodnością, cierpliwością, wiarą. Duch Święty - to są owoce Ducha, które Duch Święty rodzi w kościele żyjącego Boga: dobroć, uniżoność, pokora, miłość jeden do drugiego, cierpliwość.
75
Jeżeli brat postąpił źle, nie uderzaj go po prostu i nie rób czegoś podobnego. Idź za nim i zobacz, czy mógłbyś go pozyskać z powrotem. Nie spodziewaj się, że uczyni to kaznodzieja. Ty to uczyń, lub ktoś inny. Kaznodzieja nie może załatwić to wszystko, ani też diakoni. Każdy, kto jest członkiem tego ciała Chrystusa, powinien iść - jeden za drugim. Jeżeli mamy Ducha Chrystusowego w sobie... On nauczał wielkiego podobieństwa. On zostawił dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, a poszedł za tą jedną. To właśnie powinniśmy czynić.
Lecz my mówimy: „O, niech sobie idą”. Nie powinniśmy tak czynić. Powinniśmy być łagodni, wybaczający, długo cierpliwi; to są owoce Ducha.
76
Stwierdzamy teraz, że Ester, potem gdy ona... Oni umieścili ją w jednej z tych komnat, aby się należycie przygotowała i mogła się pokazać przed królem. Moi drodzy, ona to odrzuciła. Ona tego nie chciała. Ona chciała stanąć tam taka, jaką była. Amen.
Mamy dzisiaj kościoły, które chcą postępować jak ten świat. Dlaczego? Ponieważ staliśmy się wielcy. Bóg powiedział pewnego razu, że kiedy byli mali, służyli Mu. Lecz kiedy stali się wielkimi, to zapomnieli o Nim. To się zgadza. Kiedy mieliśmy blaszaną patelnię gdzieś tutaj w alei, uderzaliśmy tamburynem w nasze dłonie, a stara gitara brzdąkała do tego i mieliśmy nabożeństwo na ulicy, to byliśmy pokorni. Lecz kiedy nabyliśmy budowle w wartości trzech lub czterech milionów dolarów i tym podobne wspaniałe rzeczy, to staliśmy się tak aroganccy, że zapomnieliśmy o tym. To prawda. Wypolerowaliśmy to wszystko według świata!
77
Byłem kiedyś w pewnej miejscowości, gdzie pewien brat z pielgrzymów świątobliwości... Była tam grupa ludzi, pracujących dla niego. I jeżeli... Wszystkie kobiety pracujące tam, wyszły i zrobiły sobie przerwę na kawę. Każda kobieta miała krótko ostrzyżone włosy i miała pomadkę na wargach. Wy teraz powiecie: „Bracie Branham, to nie twoja sprawa mówić coś takiego”. Ja to muszę mówić. Biblia to mówi. To się zgadza.
Cała masa kobiet zielonoświątkowych nosi odzienie, które należy do mężczyzn, a Bóg powiedział, że to jest obrzydliwością w Jego oczach. Racja. Jak możecie się spodziewać, że pójdziecie do nieba w takim stanie? To wskazuje na to, że nie macie Ducha Świętego w sobie! Gdyby Duch Święty był w was, On by was potępiał! Racja. O, mogliście krzyczeć, mówić językami, biegać tam i z powrotem, tańczyć w duchu. Widziałem Hindusów, czyniących tak, i Indian, i wszystkich innych. To nie ma żadnego znaczenia, dopóki nie ma życia, które by poświadczało to, o czym mówisz. Moc Ducha Świętego sprawia, że ludzie żyją bogobojnie! To jest oblubienica Chrystusa!
78
Ester miała stać się oblubienicą, więc ona nie chciała żadnego przyozdabiania z tego świata. Ona chciała wejść do króla po prostu taka, jaką była. Ona przyozdobiła się tak, jak powinny przyozdobić się kobiety zielonoświątkowe - miała łagodnego, pokornego ducha. I kiedy wszystkie te kapryśne pierwsze damy przechodziły koło niego z wszystkimi ich modnymi błyskotkami, król spojrzał na nie i umieścił je w komnacie dla konkubin. Lecz kiedy przyszła Ester i król zobaczył ją, dostrzegł tego słodkiego, pokornego i łagodnego ducha, i powiedział: „To jest ona. Idźcie, weźcie koronę i włóżcie ją na jej głowę”. To było właściwe.
Niech przyozdobią się w tego rodzaju ducha, nie tylko kobiety, lecz mężczyźni również, niech przyozdobią się tego rodzaju duchem. Potem stajecie się gotowymi, by być oblubienicą, miłą, pełną szacunku. Ester oczyściła swoje serce.
79
Było tam tak wiele... My troszczymy się o to zewnętrzne. O, musimy mieć tak wiele środków do usuwania zmarszczek, i tak dużo tego oraz troszczenia się o tamto.
Niedawno stałem w pewnym muzeum tam w Tennessee. Szedłem koło pewnej małej gablotki, gdzie była pokazana analiza ludzkiego ciała. Było tam powiedziane, że mężczyzna, który waży sto pięćdziesiąt funtów - że jego chemiczne pierwiastki są warte osiemdziesiąt cztery centy. Nuże, a wy uważacie, że jesteście kimś, prawda? Osiemdziesiąt cztery centów, a niektóre kobiety, zielonoświątkowe kobiety, wkładają na siebie futro z norek w wartości pięciuset dolarów, i tak zadzierają nosa, że gdyby padał deszcz, utopiłby je. A one nie są warte nawet osiemdziesiąt cztery centy, jeżeli chodzi o chemikalia. To się zgadza. To jest prawda, nie żart. To prawda. Osiemdziesiąt cztery centy; wystarczyłoby na zakup małej ilości wapna, wystarczającej na wybielenie kurzego gniazda, i tym podobnie. Osiemdziesiąt cztery centy. Przypatrzcie się temu naprawdę uważnie.
Gdy pójdziecie do restauracji i zamówicie sobie miskę zupy, a będzie w niej pająk, to zaskarżycie tą restaurację. Lecz pozwalacie diabłu wpychać wam do gardła sprośne programy telewizyjne i różne reklamy i połykacie je, a one skłaniają was do wkładania na siebie sprośnego skąpego odzienia. I te kobiety, ubrane w te skąpe, obcisłe sukienki, jak wiedeńskie parówki ściągnięte ze skórki, i takie spacerują sobie ulicami.
80
I czy wiecie, moje siostry... (Nie mówię tego jako żart. Nie zrozumcie mnie źle.) Słuchajcie. Mówię następująco jeżeli będziecie tak postępować, to w dniu sądu będziecie zaliczone do cudzołożnic. Racja. Jezus powiedział: „Ktokolwiek patrzy się na niewiastę pożądliwie, już z nią popełnił cudzołóstwo w sercu swoim. A jeżeli ten grzesznik będzie musiał odpowiadać za popełnienie cudzołóstwa, kto był przyczyną tego? Ty. Kto to spowodował? Ty. To się zgadza. Jeżeli ty prezentujesz się publicznie, by tak wyglądać przed mężczyznami, by być taką jak ten świat i ubierasz się jak ten świat...
Powiedziałem to pewnego razu, a pewna kobieta w Louisville, Kentucky, powiedziała: „Dobrze, słuchaj no, panie Branham. Ja cię zaraz uświadomię”.
Ja odrzekłem: „Tak, madam”.
Ona rzekła: „To jest jedyny rodzaj sukienek, które produkują”.
Ja powiedziałem: „Przecież ciągle produkują maszyny do szycia i sprzedają tkaniny. Jest tak dlatego, ponieważ ty tego pragniesz. Coś z tobą jest nie tak”.
To się dokładnie zgadza. Wy to czynicie nie dlatego, bo to jest modne, nie czynicie to dlatego, ponieważ to musicie czynić; czynicie to dlatego, bo to chcecie czynić.
81
Palicie papierosy dlatego, bo je chcecie palić. Nie musicie ich palić. Myślę, że najgłupszą rzeczą, którą widziałem kiedykolwiek, była kobieta idąca po ulicy jak... Widzicie je jadące samochodami, trzymające papierosa między palcami. Ależ, to hańba. Jest to piąty największy ruch komentatorów, jaki mamy w państwie, kiedy lekarze i wiedza medyczna mówi, że palenie powoduje raka i wszystko możliwe. A oni wciągają do siebie ich dym przez cały czas.
Widzimy kobietę, która jest niby chrześcijanką, a leży rozwalając się tam na plaży gdzie leżą i mężczyźni - leży tam rozciągnięta w stroju kąpielowym. Mam dwie córki. Nie mówię, że one by tego nie uczyniły. One mówią, że to jest opalanie skóry. One otrzymają garbowanie skóry, jeżeli ja będę żył! Zrobi im to syn pana... Będzie to syn pana Branhama z prętem mniej więcej tak długim. Ja uważam, że to jest grzeszne!
82
Potem nazywamy siebie - „O, my jesteśmy członkami kościoła zielonoświątkowego”. O, wstyd wam. Tak jest. Zielonoświątkowy kościół potrzebuje gruntownego oczyszczenia od przodu aż do tyłu, poprzez piwnicę i suterenę, a również górne piętro. To się zgadza. A jednak w tym wszystkim, on jest tym najlepszym, jaki mamy. Lecz on może...
Podobnie jak podczas rewolucji w czasach Joanny z Arku. Francja potrzebowała rewolucjonistów, a potem kontrrewolucjonistów, by sprostować niektóre z tych rzeczy, które wywalczyli w rewolucji. Również kościół zielonoświątkowy potrzebuje rewolucjonistów (Racja. Na pewno ich potrzebuje.) walczących przeciw tym rzeczom, które są złe, i przyjąć te rzeczy, które są właściwe, amen - świeży chrzest Duchem Świętym, aby kościół przygotował się.
83
Pamiętajcie, to nigdy nie będzie... Nie możecie powiedzieć: „Otóż, ja należę do tych - do Zborów Bożych, ja należę do Stanowczych Chrześcijan albo do Kościoła Bożego, albo do imienia Jezus” względnie do któregoś z pozostałych. Nie, ty nie możesz należeć do żadnego z nich. Bóg woła cię jako jednostkę. I ty właśnie musisz zostać wyczyszczony, ponieważ On bierze z pogan lud dla Swego imienia - Swoją oblubienicę z pogan.
Ester oczyściła się. Ona oczyściła swoje serce. To właśnie ona oczyściła. Tego właśnie potrzebuje kościół: oczyszczenia serc. „Jak mogę oczyścić moje serce, bracie Branham?” Przez obmycie wodą Słowa oraz krwią Jezusa Chrystusa.
84
Biblia mówi, że to jest niedobre, kiedy kobiety tak postępują, a mężczyźni pozwalają im to czynić. Chodzi więc zarówno o kobiety i o mężczyzn. Mężczyzna, który pozwoli swojej żonie wyjść na ulicę nago - w takim skąpym odzieniu, to ja nie mam żadnego poszanowania dla niego, nie uważam go nawet za mężczyznę. On jest marionetką. To się zgadza. Ona używa go jako ścierkę do zmywania naczyń. Wstyd wam. Powinniście być mężczyznami.
A pastor pozwala, by w jego kościele takie rzeczy działy się bezkarnie i nie krytykuje tego ostro spoza kazalnicy, więc on jest niewieściuchem. Potrzebujemy prawdziwych mężczyzn. Trzeba nam Ewangelii nie w gumowych rękawiczkach, lecz z mocą i manifestacją Ducha Świętego, ze Słowem! Biblia mówi, że takie rzeczy są złe. To jest grzeszne, jeżeli ludzie tak czynią, jeżeli postępują w ten sposób. Powinno to być głoszone i manifestowane życiem, i to wszędzie. To powinno... Kościół potrzebuje gruntownego wyczyszczenia.
85
Ester oczyściła swoje serce przed Bogiem i weszła tam z cichym, pokornym duchem - kościół, który ma być oblubienicą Chrystusa! Nuże zapamiętajcie sobie, Ester odrzuciła świeckie przyozdabianie. Ona przyjęła Ducha do swego serca, aby mogła pójść przed króla.
A ta kobieta dzisiaj - kościół, który myśli, że wejdzie do królestwa, ponieważ ma więcej członków, ma najlepiej ubrane tłumy ludzi, ma największą organizację, jest największym kościołem w mieście i tym podobne sprawy. Wy to ominiecie o milion mil, jeżeli polegacie na czymś takim.
Chodzi o miłego, łaskawego, pełnego czci ducha wobec Słowa Bożego, obmytego wodą Słowa. I to Słowo w tobie dokonuje tego obmycia. Amen. Kościół potrzebuje obmycia, oczyszczenia pełną Ewangelią. To się zgadza. Nie tylko częściowego oczyszczenia, lecz całkowitej kąpieli Ewangelią, wyczyszczenia, aby powstały nowe stworzenia w Jezusie Chrystusie.
86
Oblubienica Jezusa nie jest jakąś brudną oblubienicą. On by nie chciał brudnej oblubienicy. Gdyby kobieta przyszła do zawarcia ślubu, a wyglądałaby, jakby wyszła z chlewika dla świń, to mężczyzna mający choć trochę dostojeństwa w sobie, nie ożeniłby się z nią. On zmusiłby ją do gruntownego oczyszczenia. A kiedy kościół Chrystusa przychodzi, aby Mu został poślubiony, a myśli sobie, że będzie oblubienicą z całym światem przyczepionym do niej... oblubienica Chrystusa nie będzie taką. Absolutnie nie. (Muszę się śpieszyć.)
Tak samo kościół Chrystusa, raczej Pana Jezusa Chrystusa, nie jest jakimś kościołem w łachmanach, przyobleczony w znoszone łachmany denominacji. On nie musi być członkiem jakiejś wielkiej denominacji. Musi być obmyty krwią, odkupiony krwią. Nie mówiący: „My należymy do największego kościoła, do największej organizacji, względnie to, tamto i owo; on musi być czysty, poświęcony, święty, bez zmazy i zmarszczki, dzięki krwi jego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.
87
Podobnie jak Ester - ten ukryty człowiek w jej sercu, ten ukryty człowiek - cichość i łagodność Ducha Bożego w ludzkim sercu, nie chwała i wysoka klasa tego świata.
Zawsze mawiałem, że świat się błyszczy; Ewangelia się żarzy. O, jest w tym różnica miliona mil. Hollywood się lśni; kościół Chrystusa żarzy się wdziękiem, jest uległy, miły i łaskawy. To się zgadza.
Ester nie chciała przyozdabiać się we wszystkie nowoczesne świeckie ubiory. Nie wyglądałaby jak żona króla. A jeżeli chcemy być tacy jak świat, i te... Czy w tym wyglądałaby jak żona świętego męża? My, jako kościół żyjącego Boga przyozdabiamy się rzeczami tego świata, a potem chcemy wyglądać jak żona świętego męża? Czy tak byśmy wyglądali naturalnie?
Gdybyście zobaczyli dzisiaj mężczyznę, który powinien być świętym mężem, a oto przychodzi jego żona, zachowując się jak żona prezydenta, ma jedną z tych wspaniałych, kunsztownych fryzur, kolorowaną z jednej strony na czerwono, a z drugiej strony na zielono, i wygląda, jakby ją ktoś uderzył w usta malarską szczotką, i ma wszystkie tego rodzaju sprawy; idzie po ulicy, w skąpym obcisłym odzieniu jak wiedeńska parówka, a obcasy ma tak wysokie, kręci swoim ciałem i idzie drobnymi kroczkami po ulicy. Mówicie: „To jest żona świętego męża?” Ja nie mówię żartów. Mówię tylko, jaka jest rzeczywistość.
88
Niedawno przyjechałem tutaj do jednego z naszych wielkich kościołów zielonoświątkowych. Miałem tam zbudowany namiot.
A pastor powiedział mi: „Moja żona jest organistką”.
Ja odrzekłem: „To jest dobre, bracie”.
„Czy ci nie przeszkadza, że ona gra?”
Ja odrzekłem: „Nie. Wcale nie. Na pewno nie”.
Poszedł również do mojego menedżera, a menedżer, brat Baxter powiedział: „To jest w porządku”.
Potem on powiedział: „Bracie Branham, chodź tutaj. Pragnę cię przedstawić mojej żonie”.
Więc poszedłem tam. Proszę, wybaczcie mi teraz. Rozumiecie, ja nie chcę robić uwag; staram się tylko powiedzieć, jaka jest rzeczywistość. Rozumiecie? I ta kobieta miała jakiś makijaż, czy jak się to paskudztwo nazywa, wiecie, była cała wymalowana. Nigdy w moim życiu nie widziałem czegoś takiego. I miała sukienkę, która była bardzo długa z przodu, a z tyłu miała tak głębokie wycięcie, że miała gołe plecy, i niemal nie miała dolnej części sukienki. Nigdy w moim życiu nie widziałem takiego widoku. I ona miała wielkie kolczyki, zwisające jej z uszy ot tak, i całą masę biżuterii na sobie.
I rozejrzałem się wokoło. Pomyślałem: „O, rety! Ja jestem baptystą, a wiem, że tak nie wolno się jej ubierać”. Spojrzałem ponownie i powiedziałem... Nuże, proszę, to nie jest żart. Lecz musiałem to powiedzieć temu bratu i mam nadzieję, że mu to pomogło. Nie mówię tego, aby się odróżniać; gdybym tak czynił, byłbym obłudnikiem, rozumiecie, i musiałbym oczyścić samego siebie.
Powiedziałem: „Proszę pana, czy pan powiedział, że pańska żona jest święta?”
On odrzekł: „O, tak”.
Ja powiedziałem: „Ona wygląda, jakby nie była”. Powiedziałem: „Nigdy w moim życiu nie widziałem takiego widoku, patrząc na żonę kaznodziei. Ona nie wygląda na żonę świętego męża”.
89
Tak samo kościół żyjącego Boga, polegający na swojej modzie, na przyjęciach przy herbatce, przy szachrajskich grach w karty, i w innych grach, tańcach, towarzyszkich spotkaniach, przyozdabiając się jak ten świat, nie wygląda jak święta Boża oblubienica. Jeżeli pali papierosy i tańczy, i chodzi na pikniki, na przyjęcia z podawaniem zupy, popija sobie koktajle, i czyni tym podobne rzeczy, a twierdzi, że jest oblubienicą Chrystusa?
Taka nie wygląda według mnie na żonę świętego męża. Absolutnie nie. On by nie wybrał sobie czegoś takiego. On by pojął sobie kobietę, która postępuje właściwie i wygląda tak, jakby starała się go reprezentować. Ja wierzę, że to prawda. Może rani was to trochę.
90
Moja stara matka z południa już odeszła. Kiedy byłem małym chłopcem, miewaliśmy zazwyczaj - niemal nie mieliśmy nic do jedzenia. Jedliśmy czarną fasolkę i chleb kukurydziany. Ja nie wiem, czy wiecie, co to jest czarna fasolka. Więc nie mieliśmy... Ona nie miała w ciągu roku żadnego tłuszczu. I musieliśmy wziąć starą dużą patelnię i smażyć na niej skóry z mięsa. Otrzymywaliśmy je u rzeźnika, który odcinał skóry od mięsa i dawał nam je. I smażyliśmy je, by zyskać trochę smalcu i polać nim fasolkę.
Każdej soboty wieczorem mama mawiała, że potrzebujemy dawkę oleju rycynowego. I ja - po prostu nie mogę znieść tego paskudztwa do dziś. Ale musiałem go zażywać. Przychodziłem więc do niej i trzymałem się za nos - ot tak. Mówiłem: „Mamo, ja tego nie mogę połknąć. Tak bardzo przyprawia mnie to o mdłości”.
A ona mawiała: „Gdyby cię to nie przyprawiało o mdłości, nie pomogło by ci to wcale”.
91
Więc ja myślę, że tak przedstawia się sprawa z głoszeniem Ewangelii. Czy nie irytuje was to trochę, abyście odczuli, że wasz duchowy układ trawienny zaczął właściwie funkcjonować? Czy robi was to trochę chorymi, gdy egzaminujecie siebie na podstawie Biblii, by stwierdzić, czy macie tą starą popędliwość, samolubstwo, bezbożność, miłość do świata, telewizji i tych rzeczy w nocy? A zostawiacie pusty kościół i puste ławki, podczas gdy powinniście być gdzieś na zewnątrz, tak jak Jezus (macie przecież Jego Ducha w sobie), próbując pozyskać wszystkich w kraju, by przyszli do waszego zboru i przyjęli Chrystusa. A potem chcecie nazywać się oblubienicą Chrystusa?
O, jak bardzo mi ich żal, przyjaciele. Ta godzina nastała. Jego oblubienica nagotowała się, o, przygotowała się. Ona odłożyła na bok wszystkie te rzeczy.
Przypomnijcie sobie, Ester została wybrana, a te inne zostały odrzucone. I tylko ci, którzy są narodzeni na nowo, którzy mają Ducha Bożego, będą tymi wybranymi, którym zostanie włożona korona chwały na ich głowy w owym dniu. A inni będą odrzuceni.
92
Pozwólcie, że wam opowiem krótko, co się wydarzyło. Ja - jestem misjonarzem, jak wiecie, wykonuję ewangelizacyjną pracę misyjną. Byłem już chyba siedem razy za morzem i podróżowałem dookoła świata. Otóż, niedawno, gdy byłem w mieście Rzym... Rzym jest wielkim miastem sztuki i oni mają tam akademię sztuki. I kilku naszych młodych Amerykanów wyjeżdża tam w każdym roku i studiują rok lub dwa sztukę i uczą się malować obrazy. Przed kilkoma laty była tam grupa młodych Amerykanów, jak mi to opowiadano. A gdy tam przybyli, oni się po prostu rozbestwili. Kiedy są w Rzymie, postępują tak, jak Rzymianie: wychodzą i upijają się, obnażają się i robią wszystko możliwe, robią awantury - zarówno chłopcy jak i dziewczyny.
93
I była tam pewna szkoła. A do tej szkoły przyjechała grupa młodych Amerykanów. I niemal wszyscy z tej grupy robili to samo. Lecz pewna młoda dziewczyna nie tolerowała tego w ogóle. Ona pozostawała w budynku. Wieczorami czytała sobie, podczas gdy wszyscy inni wychodzili gdzieś i pili. W ciągu dnia ona wytrwale pracowała. Otóż, ona była obiektem pośmiewiska w całej szkole. I ona zachowywała się jak dama, sprawowała się jak dama. Chociaż byli tam młodzi chłopacy Rzymianie i wszyscy inni, i starali się ją skłonić do wyjścia ze szkoły, ona odrzucała to kategorycznie. Uczęszczała pilnie na swoje lekcje, uczyła się kreślić, a raczej malować. I ona pozostała przy tym.
94
W końcu, pewien stary dozorca w tej szkole obserwował ją ciągle i widział, że ona tak bardzo odróżniała się od nich, i chociaż był rzymskim katolikiem, obserwował ją ciągle, jak się zachowywała.
Pewnego wieczora ta młoda dziewczyna była w parku, gdzie mieli to studio, względnie gdzie mieli tą szkołę - ona wyszła do miasteczka uniwersyteckiego i szła w górę na wierzchołek wzgórza, a słońce właśnie zachodziło. I ona tam stała ze swoją śliczną, czystą twarzą, a jej włosy zwisały w dół, i patrzyła się na drugą stronę w kierunku zachodzącego słońca.
95
Ten stary dozorca grabił tam w parku i ciągle obserwował tę dziewczynę. Kiedy grabił, coś mówiło mu po prostu, aby podszedł i porozmawiał z nią. Położył więc swoje grabie na ziemię, zdjął swój stary pomięty kapelusz, podszedł do miejsca, gdzie stała ta młoda dama, i odchrząknął. Ona się odwróciła. Powiedział: „Przepraszam, panią”.
Ona odrzekła: „Proszę bardzo. Oczywiście”.
I on zauważył, że ona płakała. Wszyscy pozostali byli na jakiejś wielkiej hulance tego wieczora. On powiedział: „Proszę pani, mam nadzieję, że pani zrozumie mnie właściwie, bo chcę porozmawiać z panią”. I powiedział: „Pani jest tutaj już ponad dwa lata. I ja obserwowałem tą grupę, z którą pani tu przybyła. Oni są ciągle na przyjęciach towarzyszkich i wielokrotnie wracają w nocy pijani, tylko na wpół ubrani, i tym podobnie. Lecz zauważyłem, że pani nie chodzi na takie przyjęcia towarzyskie”.
I powiedział: „Zauważyłem również, że pani patrzy się zawsze ponad morze. Wieczorem pani przychodzi tutaj i stoi tu każdego wieczora, i obserwuje, jak słońce zachodzi”. I powiedział: „Co jest powodem tego?” Powiedział: „Ja jestem starym mężczyzną. I jestem ciekawy i chciałbym się dowiedzieć, co jest powodem tej różnicy między panią i innymi”.
96
Ona odrzekła: „Tak jest”. Dalej mówiła: „Proszę pana, ja spoglądam w kierunku mojego domu, kiedy słońce zachodzi”. Powiedziała: „Po drugiej stronie morza, gdzie zachodzi słońce, jest moja ojczyzna”. I mówiła dalej: „W tym kraju tam jest pewien stan, a w tym stanie jest pewne miasto. A w tym mieście jest pewien dom. A w tym domu mieszka pewien chłopak”.
I mówiła dalej: „On jest również artystą. Kiedy odjeżdżałam z domu, by przybyć tutaj, ślubowałam mu moją miłość. Jesteśmy zaręczeni z sobą”. I ona rzekła: „Bez względu na to, co czyni ktokolwiek z tych pozostałych, to nie ma nic wspólnego ze mną”. I ona rzekła: „Przyrzekłam mu żyć wiernie i właściwie”. Dalej mówiła: „Tęsknię za tym dniem, kiedy wsiądę nad skrzydła tego wielkiego samolotu, który przeprawi mnie przez morze i wyląduje ze mną na lotnisku, gdzie on spotka się ze mną. On buduje obecnie dom i będziemy żyć razem w tym kraju”.
I powiedziała: „Dlatego właśnie postępuję tak, jak postępuję. Jestem wierną tej obietnicy, którą dałam temu młodzieńcowi. A on jest wierny tej obietnicy, którą mi dał”. Powiedziała: „On pisze mi od czasu do czasu, a ja piszę do niego”. I powiedziała: „Korespondujemy między sobą i ciągle dotrzymujemy naszych ślubowań, oczekując na ten dzień, gdy się spotkamy”.
97
O, jak to pomogłoby prawdziwemu chrześcijaninowi opuścić rzeczy tego świata. Wy mówicie, że pewnego dnia przylecicie do portu na skrzydłach gołębicy? On przyjdzie po oblubienicę, która nie zadaje się z tym światem ani z rzeczami tego świata! Ona jest obmyta krwią Baranka. Ona ślubowała swoją miłość tylko Jemu. Miłość do tego świata odeszła i jest dla niej martwy. „Przyszło wesele Baranka, a Jego oblubienica przygotowała się”.
98
Rozmyślajmy o tym, kiedy pochylimy nasze głowy na chwilę. Pewnego dnia, kiedy spoglądam w kierunku zachodzącego słońca, ja również 31 lat temu ślubowałem całą moją miłość temu, którego umiłowałem. Zawsze starałem się stać w Jego obronie i w obronie Jego Słowa, gdziekolwiek idę. I wiem, że jest wielu innych, siedzących tutaj tak samo i czekających na ten dzień, gdy ten stary okręt Syjon przypłynie do portu, zabierze nasze dusze i przeprawi nas do obecności Tego, którego miłujemy i ślubowaliśmy Mu naszą miłość.
99
Być może są tu dziś wieczorem tacy, którzy dotychczas nie zrobili takiego ślubowania. A może są niektórzy, którzy zrobili to ślubowanie, a nie dotrzymali go. Jeżeli jesteście w takim stanie, przyjaciele, dlaczego nie powrócicie do tego dziś wieczorem, i nie odnowicie waszego ślubowania? Jeżeli tego jeszcze nie zrobiliście, dlaczego nie przyjdziecie, by to uczynić dzisiaj wieczorem? Powiedzcie: „Panie Jezu, ja Ciebie miłuję”.
Pamiętajcie, jeżeli już złożyliście wasze ślubowanie a ciągle mieszacie je z rzeczami tego świata - Jezus nie będzie miał takiej oblubienicy. On nie będzie miał takiej, która cudzołoży. Wszelka twoja miłość musi być skierowana do Niego. A jeśli miłujesz rzeczy tego świata i modę tego świata więcej, niż miłujesz Boga, to jeszcze nie przygotowałeś się.
100
Czy taka osoba jest tutaj dziś wieczorem? Gdy mamy pochylone nasze głowy, czy podniósłbyś swoją rękę i powiedział: „Bracie Branham, módl się o mnie. Ja nie chcę być takim. Pragnę być częścią oblubienicy i wiem, że czynię rzeczy, których nie powinienem czynić. Módl się o mnie”. Niech ci Bóg błogosławi, moja siostro, Indianko. Niech ci Bóg błogosławi, siostro, i tobie, mój bracie, i tobie, bracie. Ktokolwiek jeszcze - podnieś swoją rękę i powiedz: „Módl się o mnie bracie Branham - ja wiem, że nie jestem w porządku”.
Bądź teraz szczerym sam wobec siebie. Spójrz wstecz na swoje życie. Musisz spojrzeć wstecz, zanim możesz iść naprzód. Spójrz na to, czym byłeś. Spójrz do czego zmuszał cię duch, którego miałeś. Jeśli nie miałeś jeszcze... Jeżeli wyznajesz, że jesteś chrześcijaninem, a pomimo tego zadajesz się z rzeczami tego świata, bracie, siostro, to nie może być inaczej, lecz jesteś ślepy! - jeżeli nie widzisz, że postępujesz niedobrze.
101
Ktoś powiedział niedawno następująco: „Bracie Branham, powinieneś zostawić takich ludzi”. Powiedział: „Ludzie nazywają cię prorokiem”.
Odrzekłem: „Ja nie jestem prorokiem”.
On powiedział: „Lecz ludzie uważają, że nim jesteś. Ty powinieneś nauczać te kobiety - zamiast im mówić, aby nosiły długie włosy i właściwe odzienie, i tym podobne rzeczy, powinieneś im mówić, jak mogą otrzymać te duchowe rzeczy”.
Ja odrzekłem: „Jak mogę nauczać ich algebry, kiedy nie chcą przyjąć nawet abecadła z przedszkoła? Nie mają ani tyle zwykłej przyzwoitości, by się pozwoliły oczyścić”.
102
Nazywają się oblubienicą Chrystusa... Ja tego nie mówię, aby kogoś irytować. Mówię to z bogobojną miłością. Jak powiedziałem tego poranka, gdybym widział, że płyniecie po rzece w dół, i widziałbym, że wpadniecie do wodospadu, a łódka tego nie wytrzyma, to ja bym na was krzyczał i wołał. Ja was nie chcę ranić. Ja was miłuję. Bo gdybym nie krzyczał, stracilibyście wasze życie.
Czy są tutaj jeszcze inni, którzy chcą podnieść swoje ręce, zanim będziemy się modlić? Widzę was tam w tyle. Niech ci Bóg błogosławi, i tobie, i tobie. Ty wiesz, że twoje życie okazuje, że postępujesz niedobrze. Ciągle miłujesz ten świat więcej, niż Boga, więc coś gdzieś jest nie tak. Popatrz na siebie. Wy tam w innych pomieszczeniach, podnieście swoje ręce i powiedzcie: „Módl się o mnie, bracie Branham”. Niech ci Bóg błogosławi. Niech ci Bóg błogosławi. To jest właściwe. Uczciwość i dobroć - ja doceniam szczerość.
W tym właśnie jest kłopot z zielonoświątkowym kościołem dzisiaj. Nie mamy już tej prawdziwej szczerości, którą miewaliśmy dawniej. Nie mamy odwagi, by przyjść i powiedzieć, że przyznajemy, iż postępowaliśmy niedobrze.
103
Diabeł po prostu tak uczepił się kościoła, że on wala się w błocie tego świata. Nie czyń tego. Twoje własne życie udowadnia, że nie masz tego, co twoim zdaniem masz. Więc dlaczego to nie wyznać? „Kto wyzna swój grzech, dostąpi przebaczenia; kto zakrywa swój grzech, temu się nie będzie powodziło”. Nie możecie tego zakryć. Bóg wie o tym wszystko. A jeśli widzicie i wiecie, że nie żyjecie właściwie, dlaczego nie chcecie tego wyznać i wyjść do przodu, i pozwolić się oczyścić?
Grzechy niektórych ludzi idą przed nimi; niektórych zaś za nimi. Niech moje grzechy idą przede mną. Pozwólcie mi wyznać wszystkie moje grzechy w tej chwili. Niech Bóg załatwi się z tym. To właśnie powinniśmy uczynić.
104
Było tutaj podniesionych około sześć do ośmiu rąk. Z pewnością jest ich jeszcze więcej w tym małym kościele tutaj, w którym jest sto lub dwieście ludzi, a może sto pięćdziesiąt. Niech ci Bóg błogosławi teraz, młody człowieku. Niech ci Bóg błogosławi, pani. Niech ci Bóg błogosławi, siostro. To jest właściwe. Niech ci Bóg błogosławi, synu. To jest dobre. [Puste miejsce na taśmie - wyd.]
Zielonoświątkowe kobiety dawniej nie strzygły swoich włosów, lecz one czynią to dzisiaj. Co się stało? Dawniej nie nosiłyście makijaży. Twoja matka nie nosiła tego, bo była zielonoświątkowcem. Co stało się obecnie? Jest tak dlatego, bo walają się w rzeczach tego świata. A świat patrzy się na nas. Twierdzimy, że jesteśmy kościołem świątobliwości. A co się dzieje? Nie wyglądamy, jak oblubienica Chrystusa. A co wy mężczyźni tam po drugiej stronie? Ta sama sprawa. Bracia, wstyd wam.
105
Niebiański Ojcze, kiedy patrzę się na słuchaczy i robię wezwanie do ołtarza w taki sposób jak teraz, napominając, dopiekając, wydaje się, że to jest surowe. Lecz wewnątrz mnie krwawię, kiedy wiem, że zbliżamy się do końca. Te małe łódki zatoną pewnego z tych dni. Śmierć uderzy w tej walce. I jak wiele razy ktoś nawoływał ich z boku. I słyszę, jak oni mówią: „O, bracie Branham, gdybym tylko mógł żyć jeszcze raz”. Więc, kiedy dla tych tutaj jest to jeszcze możliwe, Panie, by załatwili tą sprawę...
Ja robię to najlepsze, na co mnie stać, Boże. Niech Duch Święty objawi to tym ludziom, że ja staram się im tylko pomóc, nie dopiekać im. Lecz jak powiedział Paweł dawno temu... Boże, ja nie chcę, żeby odeszli zranieni, lecz chcę ich zranić na tyle, aby zobaczyli, w czym są grzeszni.
106
Modlę się, żebyś Ty spełnił to dzisiaj wieczorem tym ludziom, którzy podnieśli swoje ręce i mają tyle respektu, że uznają przed Bogiem, iż są grzeszni i chcą doprowadzić swoje życie do porządku! „Szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a będzie wam otworzone”. Lecz jeśli nigdy nie zapukacie, jak może wam zostać otworzone? Jeżeli nie szukacie, jak możecie znaleźć?
Niech Duch Święty, Panie, doprowadzi dzisiaj wieczór tych ludzi do zupełnego oddania się Bogu. I niechaj wielki Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa poświęci ich duszę, ciało i ducha, i umieści ich do ciała Pana Jezusa Chrystusa; bo wesele Baranka jest bardzo blisko, a Jego oblubienica przygotowała się. O Panie, niechby dzisiejszy wieczór był wieczorem przygotowania się, bo jutro może być dniem, w którym spotkamy się z Nim. Nie wiemy, której godziny będziemy zawołani, by spotkać się z Nim. Spełnij to, Panie.
107
Teraz, kiedy się modlę i wy macie swoje głowy pochylone, ja... Każdy z was, kto podniósł swoją rękę, jeżeli jesteście głęboko szczerzy w tym i myślicie to naprawdę, i nie wstydzicie się oznajmić to słuchaczom, że byliście grzeszni... Wy staniecie razem z nimi tam na sądzie, tak czy owak. I Bóg włożył do was wystarczająco dużo przekonania, i wiecie, że jesteście grzeszni.
Niedawno głosiłem tutaj coś podobnego. Mówiłem do młodej pani, stojącej tam w tyle. Ona wyglądała okropnie, była to córka kaznodziei. I ona spotkała się ze mną na zewnątrz kościoła, i jeżeli ona nie przeczesała mnie zupełnie...
Ona rzekła: „Ty ciemny nieuku” - miała małe zuchwale, wymalowane wargi i krótko ostrzyżone włosy. Ona rzekła: „Jeżeli zechcę, aby ktoś mówił do mnie o tym, to postaram się o kogoś, kto ma trochę rozumu”. I rzekła: „Nie wstępuj już więcej za kazalnicę mojego ojca, by głosić znowu coś takiego”.
Ja powiedziałem: „Czy chcesz mi powiedzieć, że twój tata, dobry, uczciwy baptystyczny kaznodzieja, jakim on jest, a nie głosiłby przeciw temu?”
Ona rzekła: „On cię nie wynajął, abyś przyszedł tutaj”.
Ja odrzekłem: „On mnie wcale nie wynajął. Przyszedłem tutaj na zaproszenie”.
Ona rzekła: „Ja ci tego nigdy nie wybaczę ”
Ja odrzekłem: „To twoja sprawa. Ja trzymałem się tylko Ewangelii”.
Krzaki róż kołysały się tam w słabym wietrze - piękna młoda kobieta.
108
Trochę później, około rok później przejeżdżałem przez to miasto. Zobaczyłem tą samą młodą kobietę, miała spódnicę obniżoną w pasie, paliła papierosa i szła po ulicy. Pomyślałem: „To jest żona, względnie córka brata tego-i-tego”. I przeszedłem na drugą stronę ulicy, rozumiecie, aby się z nią spotkać.
Ona podniosła swój wzrok na mnie - paliła tego papierosa, wydmuchnęła dym swoim nosem i powiedziała: „Hallo, kaznodziejo” i dodała do tego takie bezbożne slangowe słowo.
A ja powiedziałem: „Ależ, ależ”.
Ona rzekła: „Pykni sobie z mojego papierosa. Bądź mężczyzną”.
A ja powiedziałem: „Czy ty się nie wstydzisz?”
Ona sięgnęła do swego portfela i rzekła: „Więc weź sobie papierosa”.
Ja powiedziałem: „Wstydź się. Hańba tobie, jeżeli oferujesz Bożemu słudze papierosa”.
Ona odparła: „Więc daj sobie łyka z mojej butelki”.
Ja powiedziałem: „Proszę, nie mów tak”. Patrzałem na nią. Nie mogłem powstrzymać się od płaczu, ponieważ jej tata jest dobrym człowiekiem. Spojrzałem na nią i pomyślałem: „O, rety. Ona sobie myślała wtedy, że ma jeszcze dosyć czasu”.
109
Zacząłem iść dalej. Nie mogłem powstrzymać łez w moich oczach. Ruszyłem więc dalej.
Ona rzekła: „Zaczekaj chwileczkę”.
Ja powiedziałem: „Tak, proszę pani”.
Ona zawróciła. Wstydziła się niemal, że rozmawiałem z nią na ulicy, bo ludzie przechodzili koło nas. Podeszła do mnie.
Zapytała: „Czy wiesz, co mi powiedziałeś owego wieczora?”
Ja odrzekłem: „Będę to zawsze pamiętał”.
Ona rzekła: „Chcę ci powiedzieć, kaznodziejo, że miałeś rację”. Dalej rzekła: „Ja zasmuciłam Ducha Świętego po raz ostatni”.
Otóż, tutaj jest uwaga, którą mi ta kobieta powiedziała i ja jej nie zapomnę, jak długo będę żył. Ona rzekła: „On działał nade mną owego wieczora”. I powiedziała: „Lecz kiedy Go odrzuciłam w tym czasie, była to moja ostatnia okazja”. I mówiła: „Moje serce stało się tak zatwardziałe, że nie interesuje mnie Bóg, kościół, ani nic innego. I ja przeklinam mojego tatę każdego dnia”. Dalej rzekła: „Mogłabym się patrzyć na duszę mojej matki smażącą się w piekle jak naleśnik i śmiać się z tego”.
110
To jest zasmucenie Ducha Świętego po raz ostatni. Pomyślcie o tym. Odlećmy raczej do domu na skrzydłach gołębicy. Bądźmy oblubienicą. Powstańcie teraz z waszych krzeseł. Jeżeli jesteście grzeszni, podejdźcie tutaj i stańcie koło ołtarza i powiedzcie: „Ja jestem grzesznikiem, bracie Branham, mam popędliwość. Ja - żyłem bezbożnie. Ja - nie powinienem czynić tych rzeczy, które czynię. Bracie Branham, ja czyniłem to, tamto i owo. Jestem winien, bo kłamałem. Jestem winien, bo kradłem. Jestem winien z powodu czegoś. Nie służyłem Bogu w ten sposób, jak miałem służyć, i wstydzę się samego siebie. Pragnę moje życie uporządkować. Czy nie będziesz się modlił o mnie dzisiaj wieczorem, bracie Branham?” Ja się chętnie będę modlił.
111
Jeżeli Bóg odpowiada na moje modlitwy i wysłuchuje mnie w sprawie chorych, ślepych i cierpiących, to On z pewnością wysłucha modlitwę o grzesznika. Czy nie przyjdziesz, aby się stać częścią oblubienicy dzisiaj wieczorem? Ja cię zapraszam, abyś przyszedł.
Dziękuję ci, mój bracie. Ja podziwiam taką odwagę, że wyszedłeś i przyznajesz, że jesteś grzeszny. Niech ci Bóg błogosławi, bracie. Stań wprost tutaj.
A co wy? Chcecie mi powiedzieć, że potrafilibyście podnieść swoją rękę, a nie być przy tym szczerzy? Co stało się z wami, ludzie? Bracie, co się stało? Co dzieje się z wami, ludzie w tym czasie? Czy mi chcecie powiedzieć, że podnieśliście swoją rękę, że jesteście grzeszni, a potem nie przyjdziecie? Czy wiecie, że „Kto umie dobrze czynić, a nie czyni, ma grzech” według Niego? Czy nie przyjdziecie, kiedy pianistka, albo jeśli ty zechcesz, siostro organistko, grać nam trochę melodie?
112
Ja was zapraszam. Pragnę wam zadać pytanie: „Ilu z was spośród słuchaczy było już na takich nabożeństwach, kiedy... Wy wiecie, że ja nie jestem kaznodzieją. Ja nie mam wykształcenia. Niech ci Bóg błogosławi, młoda pani. Jest potrzebna prawdziwa dziewczyna, aby to uczynić. Ten mały kwiatek przychodzący tutaj - błogosławię ci, moja siostro. To jest naprawdę odwaga. Podziwiam tą młodą panią. Niech ci Bóg błogosławi, kochanie. Ja mam w domu małą córeczkę, mniej więcej w wieku was wszystkich - małą Rebekę. Cenię cię sobie. Mała dziewczyno - Indianko - niech ci Bóg błogosławi, moja siostro, mała księżniczko. Niech Bóg będzie z tobą, kochanie. Wy młode siostry, niech Bóg będzie z tobą oraz z tobą, siostro.
Spójrzcie teraz tutaj. Jeżeli takie młode kobiety, młode dziewczyny, mające delikatne sumienie, a ja głoszę kazanie, które je krytykuje ostro... I oto one przychodzą tutaj, wiedząc że są grzeszne, stoją tutaj przed słuchaczami, by zrobić wyznanie, to z pewnością wy, starsze kobiety... Czy nie przyjdziecie? Podejdźcie tutaj i stańcie tu razem z nimi.
... szukałbym Twojej twarzy.
Uzdrów mojego zranionego, załamanego ducha.
(Śpiewajmy to teraz.)
Zbaw mnie z Twojej łaski.
Zbawco, Zbawco, wysłuchaj...
Z pewnością jesteście na tyle szczerzy, by modlić się w pokornej modlitwie. „Wołam, Panie, wypróbuj mnie i zobacz, czy jest coś grzesznego we mnie”.
Nie omijaj mnie...
Niech ci Bóg błogosławi, droga siostro.
113
Ilu z was w tym nabożeństwie powstało i widziało wśród słuchaczy kobiety i mężczyzn, i wszystkich przychodzących tutaj, kiedy ja stałem i modliłem się o chorych, a Duch Święty mówił im sprawy o ich grzechach i tym podobne rzeczy, i wiecie... Ilu z was wie, że to jest prawdą? Nigdy to nie zawodzi. Duch Święty mówi mi, ten sam Duch Święty, że dzisiaj wieczorem jest tutaj coś, co Go zasmuca. Otóż, to jest TAK MÓWI PAN. Nuże, wyjdźcie Mu naprzeciw tutaj albo tam.
Ja nie jestem człowiekiem, podatnym na emocje. Wcale nie. Ja dokładnie wiem, na czym stoję, i ja - znam Boga. To się zgadza. Jest was wielu, którzy potrzebujecie stanąć właśnie tutaj, gdzie stoją te młode dziewczęta. Czy nie przyjdziecie teraz? Ja was zapraszam. Nie będę was przekonywał. Mówię wam to po prostu.
Ktoś powiedział: „Ja nigdy nie słyszałem wezwania do ołtarza, gdzie kaznodzieja napominał słuchaczy i czynił podobne rzeczy”. W ten właśnie sposób powinno to być czynione! Wy nie przychodzicie na skutek wysłuchania jakiegoś załamującego serce opowiadania, albo o jakiejś umierającej matce lub czymś podobnym. To byłoby na skutek emocji. Przychodzicie w odpowiedzi na Słowo Boże. Nie przychodźcie pod wpływem jakiejś emocji. Przychodźcie wierząc, że Bóg jest Bogiem i wy jesteście w domu Bożego sądu, i przedkładacie swoją sprawę.
114
Niech ci Bóg błogosławi, mój bracie, moja siostro. Pragnę uścisnąć twoją dłoń i powiedzieć, że bardzo cenię cię sobie. Uczciwe przekonanie... Młoda pani, cenię cię sobie. Niech ci Bóg błogosławi. Niechby On dał ci tego dzielnego Ducha. Błogosławię cię, mój bracie. Niech Bóg będzie z tobą. Jeszcze raz, a potem zakończymy. Może nabożeństwo zostanie zakończone po raz ostatni. Rozumiecie? Ja nie wiem kiedy. Mam nadzieję, że tak nie jest. Lecz może tak być. Rozumiecie?
Zbawco...
Chodź tutaj, mój bracie. Pragnę uścisnąć twoją dłoń i powiedzieć, jak bardzo doceniam twoją...
Chodź tutaj, mój bracie. Pragnę uścisnąć dłonie z tobą tutaj. Cenię sobie twoją szczerość. Niech ci Bóg błogosławi.
Chodź tutaj. Niech ci Bóg błogosławi. Ja doceniam twoją szczerość, że stanąłeś tutaj...
Nie omijaj mnie, o Zbawco...
Co się stało? Wesele Baranka nadeszło, a Jego oblubienica przygotowała się.
... pokorne wołanie
Chociaż już wielu wywołałeś,
O, nie omijaj mnie. (Co?)
Ufam tylko Twym zasługom
Czy szukałbym Twoją twarz?
Uzdrów mojego zranionego, załamanego ducha
(do którego cięło to Słowo)
Zbaw mnie z Twojej łaski.
Zbawco, Zbawco, usłysz moje pokorne...
Chociaż wielu już wywołałeś
Nie omijaj mnie.
115
Pamiętajcie, był to Duch Święty, który ciął do waszego serca i wy przyszliście tutaj. Pomyślcie tylko o tych miejscach, gdzie On ciął, a człowiek nie zapomni tego nigdy. Oni będą zawsze pamiętać o tym. „Jeżeli nas nie potępiają nasze serca...”. Lecz jeśli człowiek przyjdzie z czymś ze Słowa Bożego, a wy to wymijacie, to nie jesteście potomstwem Abrahama. Abraham zachowywał obietnicę Bożą w swoim sercu bez względu na to, co się działo.
116
Cenię sobie wszystkich stojących koło ołtarza. Moją modlitwą za was jest, aby Bóg dał wam pragnienie waszych serc dzisiaj wieczorem i uczynił was naprawdę poświęconymi ludźmi.
Niektórzy z tych młodych ludzi - tutaj są Indianie, Hiszpanie, Meksykanie, wszyscy stoją wokoło - ludzie, którzy może wiele lat twierdzili, że są chrześcijanami, lecz widzą, że byli grzeszni. Oni pragną być w porządku. „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem będą nasyceni”. Czujecie się potępieni i jesteście gotowi uporządkować to wszystko przed Bogiem poprzez ogniste ołtarze sądu Bożego. Musicie się z tym gdzieś spotkać, przyjaciele. Musicie się z tym gdzieś spotkać, więc spotkajcie się z tym tutaj. Nie czekajcie do jutra. Możecie zostać uśmierceni w wypadku samochodowym dziś wieczorem, kiedy pojedziecie do domu.
117
Właśnie niedawno na nabożeństwie zrobiłem wezwanie do ołtarza i nawoływałem, podobnie jak tutaj w Ohio. I tego wieczora, gdy opuściłem budynek szedłem około piętnastu minut. I nagle usłyszałem jak ktoś krzyczy na poboczu drogi. I zatrzymałem się i podszedłem tam. Pewien samochód miał wypadek - wjechał do innego. I pewna kobieta, która siedziała na nabożeństwie taka nerwowa, że ściągała sobie pierścień - ona była taka nerwowa i tam została uśmiercona. I ona mówiła do jej córki po drodze, gdy kierowała samochód. Oni mieli ją tam gotową na odwiezienie do szpitala. A obydwie powinny były przyjść do ołtarza. I ta córka powiedziała: „Matka - były to ostatnie słowa, które mi powiedziała zanim ten samochód zderzył się z innym: ‚Ja postąpiłam źle dzisiaj wieczorem. Wiem, że zrobiłam źle'„. I tam zostało odwołane jej życie.
118
O, ty powiesz: „To mi się nie wydarzy”. To może się wydarzyć. Może się to stać. A co jeśli Duch Święty nie potępi cię już nigdy i nie powie ci, że jesteś grzesznym? Potem odejdziesz do wieczności w takim stanie. I wiesz, że mając takiego ducha, nie uda ci się wejść. Rozpatruj wstecz swoje życie i zobacz, jak żyłeś. I oglądnij się wstecz i zobacz, czy to jest to miłe, pokorne życie Chrystusa, zgadzające się z całym Jego Słowem. Jeżeli tak nie jest, to przyjdź i uporządkuj je. Dlaczego mielibyście przyjmować jakąś namiastkę, kiedy niebiosa są pełne rzeczywistych błogosławieństw wylania Ducha Świętego, które oczyszczą twoje serce, oczyszczą twoją duszę? Czy to nie jest prawdą?
119
Ilu kaznodziejów jest tutaj dzisiaj wieczorem? Pragnę, abyście niektórzy z was, bracia, podeszli tutaj i stanęli razem z nami, jeżeli to jest w porządku, bracie. Tak, przyjdźcie tutaj, czy zechcecie tylko na chwilę, bracia? To jest właściwe.
Jezus powiedział w Swoim Słowie: „Kto słucha Moich słów i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma żywot wieczny, i nie przyjdzie na sąd, ale przeszedł ze śmierci do życia”. Ew. Jana 6. rozdział mówi: „a Ja wzbudzę go w dniu ostatecznym” - w zmartwychwstaniu.
120
Ludzie, my musimy na tym stanąć. Musimy to uczynić. To po prostu musi zostać uczynione. Więc to nie jest jakaś emocja. Emocje towarzyszą temu, oczywiście. To się zgadza. Lecz chodzi o to mieć poświęcone serce. Weź po prostu Słowo Boże i powiedz: „Boże, ja postępowałem grzesznie. Jest mi przykro, że tak czyniłem. Ty znasz moje serce. Ja grzeszyłem. Właśnie tutaj na tym miejscu wyznaję moje grzechy. I od tego wieczora na przyszłość jestem zaręczony z Tobą. Jestem częścią oblubienicy. Już nigdy nie będę tego czynił, nie pozwól, żeby moja popędliwość wśliznęła się do mnie na nowo.
Ja będę postępować jak dama. Ja będę postępować jak dżentelmen. Będę czynił te rzeczy, które mi Biblia poleca czynić. Ja wezmę Ciebie za Twoje Słowo w tej chwili„. W taki sposób gdzieś dojdziesz. Czy temu wierzycie, kaznodzieje Ewangelii? Czy to jest prawdą? To się zgadza.
121
Nuże, pochylmy teraz nasze głowy do modlitwy. Proszę, każdego z was - módlcie się w swój sposób. Pamiętajcie, że tuż obok was jest Chrystus. Tutaj na przedzie u ołtarza przed wami stoją chrześcijanie i modlą się. Za wami stoją kaznodzieje Ewangelii i modlą się. To stawia was teraz w atmosferze modlitwy. Wyznawajcie teraz wasze wyznanie i powiedzcie w swój własny sposób: „Panie, ja jestem grzeszny. Przykro mi, Panie, że czyniłem te rzeczy. Ja teraz wyznaję mój grzech. Ja wierzę w Ciebie. Ja przyjmuję Cię teraz. Ja pragnę być częścią oblubienicy. Modlę się w imieniu Jezusa”.
Zachowujcie teraz swoje wyznanie w swoich sercach. Ja będę się teraz modlił o was.
122
Niebiański Ojcze, jak bardzo zasmuca mnie to czasami, kiedy patrzę na tych ludzi, którzy mnie miłują, i widzą, jak Ty bierzesz Słowo i przedkładasz je tutaj. Ono po prostu tnie aż do szpiku kości. Lecz potem Ty przychodzisz zaraz, by potwierdzić, że to jest prawdą. Ono jest prawdą. Tutaj stoją mężczyźni i kobiety, nawet młode damy, młode dziewczyny stoją tutaj z pochylonymi głowami, i mają łzy w swoich oczach, właśnie na takim skrzyżowaniu życia. Kiedy pomyślę, gdzie one mogłyby skończyć tańcząc gdzieś twista, rock-and-roll, opętane przez diabła, jako grupa będąca pod opresją demonów. One są tutaj, stojąc tutaj dziś wieczorem z pochylonymi sercami, pragnąc czegoś, na co mogą położyć swoje ręce i powiedzieć: „Panie Boże, oczyść mnie od wszystkich świeckich rzeczy”.
123
Są tutaj mężczyźni w średnim wieku, młodzi mężczyźni, starsze kobiety, młode kobiety, wszyscy stoją razem. Oni wyznają, że są grzeszni. Ty mówiłeś do ich serc. Inaczej nie byliby tutaj. To wskazuje na to, że oni nie mogą nawet powstać ze swoich krzeseł, gdyby najpierw nie podjęli decyzji. Duch Boży był koło nich i mówił: „Ty jesteś grzeszny.
A ich proste życie odpowiedziało: „Panie, więc ja pragnę Ciebie”.
A diabeł mówił: „Siedź spokojnie”.
Lecz Duch Boży powiedział: „Powstań”. I oni przyszli będąc posłuszni i stoją tutaj u ołtarza.
124
Zatem, jak Ci już cytowałem Twoje Słowo: „Kto przyjdzie do Mnie, tego żadną miarą nie wyrzucę precz. Choćby grzechy wasze były jako szkarłat, będą białe jak wełna. Choćby były jako karmazyn, jako wełna białe będą. Chodźcie i kupujcie z Mojego wina i oleju. Moja łaska jest wystarczająca. Kto słucha Moich Słów i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma żywot wieczny i nie przyjdzie na sąd, ale przeszedł ze śmierci do życia”. A zatem, wesele Baranka nadeszło, a oblubienica przygotowała się.
Ojcze, oni są Twoi. Oni są zdobyczami Twojego Słowa. Oni są tutaj, aby zostali obmyci wodą Słowa, ponieważ to jest pełna Ewangelia. Ona nie oszczędza nikogo. Ona tnie od góry w dół, aż do szkółki niedzielnej. Ona wygrzebuje korzenie - te korzenie gorzkości, korzenie obojętności, korzenie tego świata. Wygrzeb je, Panie, przez Ducha Świętego. Odrzuć je od tych ludzi.
125
Ja żądam ich dla Ciebie dzisiaj wieczorem, Jezu, jako Twoje osobiste skarby, klejnoty w Twojej koronie, jako członków Twojej oblubienicy. Ja żądam ich życia. Modlę się z całego mego serca razem z tymi kaznodziejami, z tymi sługami żyjącego Boga. Modlę się, żebyś Ty odjął od nich, Panie, rzeczy tego świata i dał im odwagę stanąć twarzą w twarz szatanowi. Spełnij to, Panie. My wierzymy, że Ty to uczynisz. Ty powiedziałeś: „Proście Ojca o cokolwiek w Moim imieniu; Ja to uczynię”. Otóż, Ty nie powiedziałeś: „Ja - może będę to czynił”. Ty powiedziałeś: „Ja to uczynię”. I ja wierzę, że to jest prawdą.
126
Otóż, jest również napisane w Piśmie Świętym: „W Moim imieniu diabły wyganiać będą”. Jest to diabeł, który bierze młodą panią czy kobietę i zniszczy jej życie. Jest to diabeł, który bierze mężczyznę i zniszczy jego życie. I ja cytuję to krótkie wydarzenie, Panie, w mojej modlitwie. I modlę się, żebyś Ty wysłuchał mnie i odpowiedział na moją modlitwę, żeby każdy z tych tutaj mógł być zażądany dzisiaj wieczorem jako klejnoty do królestwa. Oni tu przyszli. I ja muszę zdać rachunek z moich słów dzisiaj wieczorem. I oni tutaj przychodzą, by stanąć razem ze mną, abyśmy zajęli naszą pozycję po boku Chrystusa.
127
Szatanie, ty przegrałeś bitwę. Wprawdzie powstrzymałeś kilku z nich w tyle, lecz nie wygrałeś bitwy. Jezus powiedział: „Kto przychodzi do Mnie, tego żadną miarą nie wyrzucę precz”.
Szatanie, mówię ci, że pewnego dnia był tam młody chłopiec, który pasł owce swojego ojca. A lew wtargnął między owce i porwał jedną z nich i zabrał ze sobą, i maltretował ją bardzo, i chciał ją pożreć. Lecz ten prawdziwy, wierny pasterz... On nie miał niczego prócz procy; lecz miał wiarę w żyjącego Boga. Udał się w pościg za tym lwem, wytropił go i zabił go. Lew podniósł się przeciw niemu, a on chwycił go za jego brodę i zabił go. Zabrał mu owcę z jego paszczy i zaniósł ją z powrotem na pastwisko, aby ją wyleczyć.
128
Ty porwałeś te drogie owce Boże - te panie, skłoniłeś ich do strzyżenia ich włosów i noszenia makijażu i do patrzenia się na rzeczy, które Biblia potępia. I myślałeś sobie, że je już masz. Lecz ja przychodzę z tą prostą małą procą modlitwy i prowadzę je z powrotem dzisiaj wieczorem. Ty nie możesz ich już dłużej trzymać. Ty przegrałeś bitwę. Ci drodzy mężczyźni, stojący tutaj - baranki Boże, wypuść ich na wolność.
My zaklinamy cię w imieniu Pana Jezusa Chrystusa. Ja kładę między te nałogi, popędliwe usposobienia, i niemoralne rzeczy, czy cokolwiek to może być, kładę krew Jezusa Chrystusa we wierze - między nich a te złe rzeczy. Ty nie złapiesz ich już nigdy więcej. Oni są na pastwisku Ojca. Oni są Jego dziećmi. Trzymaj się z dala od nich. Zaklinam cię, w imieniu Jezusa Chrystusa.
129
Nie ma diabła w piekle, który mógłby was tknąć, jeżeli temu będziecie wierzyć. Wy jesteście przykryci krwią. Jesteście otoczeni modlitwą kaznodziejów Ewangelii i posłańców przymierza - ich modlitwą. Każdy z was, stojących tutaj, przychodzicie tutaj wiedząc, że mieliście złe nałogi, uchybienia i inne rzeczy, za które się wstydzicie i teraz kładziecie je na Bożym brązowym ołtarzu sądu. I przyjmiecie to teraz jako przebaczenie, które wam Chrystus daje. Czy zrobicie teraz ten krok we wierze, że podniesiecie swoją rękę i powiecie: „Ja przyjmuję to teraz. To się skończyło. I od tego dnia nie uczynię tego już nigdy więcej”. Wy jesteście zbawieni krwią Jezusa Chrystusa. Amen. Amen. Chwała bądź Bogu.
130
Czy jest tutaj jeszcze ktoś, kto chciałby przyjść i przyłączyć się do tej grupy? Czy jest tutaj ktoś chory w tym budynku, kto chciałby powstać do modlitwy właśnie w tej chwili? Powstańcie.
Pragnę, żeby każdy z was tutaj, jeżeli nie jesteś członkiem jakiegoś dobrego kościoła pełnej Ewangelii, to chodź do jednego - do tego tutaj, jeżeli mieszkasz gdzieś w pobliżu. Spotkaj się z pastorem i daj się ochrzcić. A potem, jeśli nie otrzymałeś Ducha Świętego, módl się do Boga, żeby ci dał Ducha Świętego i napełnił cię, i uczynił cię członkiem Jego oblubienicy.
Spójrzcie tam na drugą stronę, bracia, na chorych ludzi. Diabeł nie może już trzymać tych ludzi. To jest czas wyzwolenia. Alleluja. Czy temu nie wierzycie?
131
Pochylmy więc nasze głowy do modlitwy. I każdy z was będący tam słuchacze, którzy jesteście chorzy - wy którzy stoicie przy nich włóżcie na siebie wzajemnie swoje ręce. Jezus Chrystus powiedział: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą. Na chorych ręce wkładać będą, a oni wyzdrowieją”. Trzymajcie swoje ręce jedni na drugich. Nie módlcie się teraz o siebie samych; módlcie się o człowieka obok siebie, na którym macie włożone swoje ręce, ponieważ oni modlą się o was. Módlmy się teraz razem jako chrześcijański kościół.
132
Panie Jezu, jesteśmy wdzięczni za to zwycięstwo dzisiaj wieczorem, dusze przychodzą do Ciebie. Diabeł nawiedził niektóre z Twoich owiec chorobą. My przychodzimy i żądamy ich z powrotem. I jako kościół żyjącego Boga, karcimy diabła i mówimy: „Wypuść tych ludzi na wolność, szatanie. Zaklinamy cię w imieniu Jezusa Chrystusa, aby oni mogli zostać uzdrowieni. Biblia mówi: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą. Jeżeli włożą swoje ręce na chorych, to oni wyzdrowieją”. To jest Boża obietnica i my wiemy, że ona jest prawdziwa. Oni są uzdrowieni sińcami Pana Jezusa Chrystusa.
Jeśli w to wierzycie, podnieście swoje ręce i oddajcie Mu chwałę teraz. Amen.
W porządku, pastorze, to wszystko jest twoje. Niech ci Bóg błogosławi, bracie. Tak miło być wśród was dzisiaj wieczorem. Niech Bóg będzie z tobą. Niech ci Bóg błogosławi, bracie.