Paradoks

Jeffersonville, Indiana, USA

61-1210

1
Dzień dobry, przyjaciele. Jaki to przywilej, że mogę być tutaj znowu dzisiaj do południa. Było mi powiedziane, że mieli specjalne zebranie i nagrali kilka minut z niego. I oni chcieli, bym przyszedł i przesłuchał tych kilku minut o tym, gdybym miał coś do powiedzenia - czy jestem za tym czy przeciw temu; mówili, że dotyczyło to prywatnych rozmów, z którymi mieli pewne kłopoty. Ja myślę, że to ma doniosłe znaczenie, coś takiego. Ja to aprobuję. To daje mi szansę, z której mogę potem skorzystać.
2
Jest ich tak wielu, sądzę, że ich jest obecnie około sześciuset na liście, którzy czekają na osobistą rozmowę, rozumiecie. I ja jestem moralnie zobowiązany, zgodnie z moim słowem, że pozostanę z każdym z nich tak długo, aż usłyszymy odpowiedź od Boga dla tego człowieka, rozumiecie. I potem, jeżeli to czynię w ten sposób, to mogę mieć tego jednego człowieka na liście czekających - dwa lub trzy tygodnie dla tego jednego człowieka, rozumiecie, aż naprawdę usłyszę odpowiedź od Boga; spotykamy się i modlimy się razem, potem on wraca, odchodzi; znowu się spotykamy i modlimy się razem, aż otrzymam TAK MÓWI PAN dla tego człowieka. Jednakowoż w tym czasie dzieje się wiele innych rzeczy, rozumiecie.
3
Więc w ten sposób, jak ja to najlepiej rozumiem, niech każdy napisze swoją prośbę, jakiekolwiek one są, i niech mi to po prostu wręczy. I niech ją mam i pozwólcie mi modlić się nad tą prośbą, a potem mogę zawezwać tych ludzi, dla których... Czy tak było? Czy tak się to działo? [Brat Neville mówi: „Amen” - wyd.] Zatem, to jest świetne. Rozumiecie, i potem, gdy czekam na odpowiedź dla tej jednej osoby, mógłbym się zająć setką lub dwoma setkami ludzi, z tej właśnie grupy znajdującej się tutaj, w czasie gdy czekam na odpowiedź dla tego jednego. Bowiem w ten sposób da mi to szansę zobaczenia się z większą ilością ludzi. Ja to naprawdę lubię. Ktokolwiek wpadł na ten pomysł - ja uważam, że on jest dosyć dobry. To jest świetne.
A zatem, ten obecny tydzień był dla mnie wspaniały - tych ostatnich parę tygodni. Wyjechałem z domu i byłem przed naszym Panem, jak się dowiedzieliście.
4
Myślę jednak, że zanim rozpoczniemy to nabożeństwo, myślę, że ja... I wiem jedno, mam gdzieś tutaj w budynku wnuka i prawdopodobnie... Jeżeli on jest Branhamem, to jest niesfornym chłopcem i może biega gdzieś tutaj, więc on właśnie musi zastosować się do tych instrukcji, bo jest gdzieś tutaj w pobliżu. Myślę, że mamy teraz usługę poświęcania dzieci i dla innych matek, które mają tu swoje maleństwa. Zatem, jeśli brat Teddy, myślę, że to jest on, podejdzie do pianina i będziemy śpiewać naszą starą znaną pieśń do poświęcania niemowląt: „Przynoście je.”
5
Wielu ludzi w wielu kościołach pokrapia niemowlęta. My jednak staramy się postępować według wytycznych tej Biblii, tak ściśle, jak tylko potrafię ją wypełniać. W Biblii nie ma żadnego miejsca, gdzie pokrapialiby kiedykolwiek dorosłego człowieka, a co dopiero dziecię. I pokrapianie nie było nigdzie ustanowione przez Boga - ani niemowlęcia ani dorosłego.
Lecz w Biblii jest mowa o tym, że przynoszono małe dzieci do Jezusa i On podnosił Swoje ręce i wkładał je na tych malców i błogosławił im, oraz że powiedział: „Dopuśćcie dziatkom przychodzić do Mnie.” Więc tak właśnie czynimy to tutaj. A zatem, jako Jego słudzy, bierzemy je po prostu przed Boga w modlitwie; i jeśli jest tutaj ktoś z małym dzieckiem, które jeszcze nie zostało poświęcone Bogu...
6
Nie jesteśmy zwolennikami chrzczenia tych małych niemowląt w jakikolwiek sposób. Ponieważ one nie mają grzechu. „One są urodzone w grzechu, ukształtowane w nieprawości, przychodzą na świat, mówiąc kłamstwo,” lecz one nie mają niczego, z czego miałyby pokutować. A chrzest jest na znak pokuty - na znak odpuszczenia grzechów. Więc ich niemowlę nie ma niczego, z czego miałoby pokutować; a kiedy Jezus zmarł na krzyżu, On oczyścił nas z wszelkiego grzechu. Zatem, kiedy dorośniemy na tyle, iż wiemy, że musimy pokutować z wszystkiego, co popełniliśmy, wtedy wiemy i przyjmujemy to, że Chrystus umarł za nas. To małe niemowlę nie umie tego poznać, że Chrystus umarł za nie; lecz kiedy jesteśmy na tyle dorośli, iż rozpoznajemy, że Chrystus umarł za nas, wtedy dajemy się ochrzcić w Jego śmierć i powstajemy w Jego zmartwychwstaniu. O ile Pan pozwoli, następnej niedzieli poruszę tę sprawę, jeżeli Pan... jeżeli Bóg pozwoli.
7
Dlatego więc przynosimy je i poświęcamy w modlitwie. Wszystkim matkom, z każdego kościoła, z każdego wyznania wiary i każdego koloru skóry, i czego tam jeszcze - my poświęcamy wszystkie małe dzieci Panu Jezusowi Chrystusowi.
Zatem, bracie Teddy, jeżeli pozwolisz nam zaśpiewać ten refren: „Przynoście je” jeżeli będziesz tak łaskaw. W porządku śpiewajmy to teraz wszyscy razem.
Przynoście je, przynoście je,
Przynoście je ze sfer grzechu
Przynoście je, przynoście je
Przynoście te wędrujące do Jezusa.
W tej wizji, którą miałem tuż po odejściu mojej matki, tą właśnie pieśń prowadziłem - ten refren „Przynoście je,” kiedy przynoszono małe dzieci.
Czy chciałbyś tu przyjść, bracie Neville?
8
Ja znam tego chłopca. Billy mówi: „Nie puść go na ziemię. Nie puść go na ziemię.” Tak. To jest William Branham; my trzej stoimy tutaj razem - Williamowie Branhamowie - trzy generacje i trzy imiona. On również patrzy na mnie dzisiaj rano. Coś w nich po prostu jest - wyglądają tak niewinnie, wiecie. I on nazywa się William Paul, junior. Więc jesteśmy tak wdzięczni - ja jestem wdzięczny dzisiaj rano, że mogę przekazać Panu Jezusowi tego wnuka - z rąk jego ojca (mojego syna) do służby na całe życie, błogosławiąc ojcu i matce.
Pochylmy nasze głowy.
9
Nasz łaskawy, niebiański Ojcze, ja wiem, że posunąłem się już daleko na tej drodze, kiedy trzymam mego wnuka na moich rękach.
Lecz ja myślę o Jakubie, kiedy on brał swoje wnuki na swoje kolana, gdy był starym człowiekiem - Efraima i Manasesa; błogosławił tym dzieciom i udzielił im duchowych błogosławieństw, które przetrwały aż do dnia dzisiejszego. Jak on skrzyżował swoje ręce z jednego na drugiego, przenosząc te błogosławieństwa z Żydów na pogan - w krzyżu. Niech Bóg niebios zbliży się teraz.
Ten wnuk, którego mi Ty dałeś, Panie przez mojego syna i moją synową! Ja myślę o tym, gdy była niepłodną i nie mogła rodzić dzieci, a jechaliśmy owego dnia z Yakima, Waszyngton, i ona płakała i mówiła: „Chciałabym mieć niemowlę.”
Twój Duch zstąpił do samochodu i wtedy powiedziałem: „Ty je będziesz mieć.” I dzisiaj trzymam tego fajnego malca na moich rękach - Twoje wypowiedziane Słowo, Twoją obietnicę.
10
Zatem, Panie, w prostocie naszego postępowania, kładziemy to niemowlę we wierze do rąk Pana Jezusa, żeby On, będąc tutaj w postaci Ducha Świętego, wziął to niemowlę do Swoich rąk i do Swej opieki, i prowadził je przez całe życie. Daj mu zdrowia i siły, i długie życie, jeżeli jeszcze będziesz zwlekał. I niechby to niemowlę mogło posłużyć ku Twojej chwale. Niechaj moc żyjącego Boga odpocznie na tym dziecku. Jeżeli dożyje wieku mężczyzny, a Jezus będzie zwlekał, niech głosi Ewangelię. Niechaj moc Boża, która go dała jego matce i ojcu, niech ona nigdy nie odstępuje od niego.
Błogosław jego ojcu i jego matce. Niechby zostali wychowywani - i niech on wychowuje to dziecię w chrześcijańskiej atmosferze, żeby to dziecię mogło otrzymać wszelkie dobre ludzkie wychowanie, na jakie ich stać.
Więc mały Billy Paulu Branhamie, juniorze, oddaję cię w poświęceniu wszechmogącemu Bogu, w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
11
Coś jest w tych małych dzieciach; uważam, że one są takie miłe!
Przypominam sobie Loyce, jak ona płakała i załamywała swoje ręce. Ona jest naprawdę nerwowa. Loyce przechodziła przez wielkie utrapienia - jest to po prostu zwykła dziewczyna z Kentucky, która miała raczej twarde życie. I ona... Pewnej nocy zjawił się jej Jezus, kiedy stała na dworze w chłodzie. I ona przybiegła do nas do domu około północy - ona i Billy, po zawarciu związku małżeńskiego. I oni... Tam obok mojego krzesła położyłem na nią moją rękę i przyprowadziłem ją do Pana Jezusa.
Ona tak bardzo chciała mieć dzieci. Byli w stanie małżeńskim już kilka lat. I kiedy jechaliśmy pewnego dnia z Yakima, ona trochę płakała. Było to coś... Duch zstąpił i powiedział jej o kobiecych dolegliwościach, które ona miała i wymienił przyczynę, dlaczego nie mogła mieć dzieci. Potem Duch Święty zstąpił znowu i przeklął te kobiece dolegliwości i dał jej błogosławieństwo. Ja poświęciłem go właśnie teraz. Są pewne...
12
Mam tutaj zanotowane pewne małe sprawy, które pragnę powiedzieć najpierw, zanim będziemy czytać tekst. Pierwszą rzeczą, którą mam zanotowaną, są przyszłe nabożeństwa. Będzie to następnej niedzieli, o ile Pan pozwoli. Ja wiem, że drogi są oblodzone i niebezpieczne.
Mamy tutaj ludzi, którzy przybyli w Georgii i z Alabamy, i Florydy, i Ohio, i Illinois. I ta mała grupa ludzi zjechała się ze wszystkich stron.
Ktoś z ludzi powiedział mi: „Przechodziłem dzisiaj koło waszej kaplicy, Billy, dzisiejszego poranka. Są tam tablice rejestracyjne z całego naszego państwa.”
Ja odrzekłem: „Tak.”
Jeden tutaj a drugi tam; myślę, że taka właśnie będzie oblubienica. „Dwaj będą na polu; Ja jednego zabiorę, a drugiego zostawię,” i tak dalej.
I ja nie chcę, żeby ludzie jechali po tych oblodzonych drogach.
Wiem też, że zaraz po świętach Bożego narodzenia odjadę stąd na pole misyjne, o ile Pan pozwoli. Dotychczas mam umówionych piętnaście nabożeństw w różnych miejscowościach.
13
I chcę ogłosić, że następnej niedzieli, jeżeli Pan pozwoli, pragnę nauczać bardzo ważnego poselstwa, według mnie. W tym i w ubiegłym tygodniu studiowałem biblijną historię. I pragnę głosić na temat „Chrześcijaństwo przeciw pogaństwu” względnie „przeciw bałwochwalstwu” - następnej niedzieli.
A potem, w kolejną niedzielę jest wigilia świąt Bożego narodzenia; chciałem powiedzieć w niedzielę za tydzień, wybaczcie mi. W niedzielę za tydzień jest wigilia świąt Bożego narodzenia. Jeżeli teraz zapowiem na nią poselstwo, a ci - niektórzy z moich drogich przyjaciół przyjadą z Alabamy i z Mississippi i z Georgii, i z okolicznych stanów, to ich małe dzieci będą na pewno rozczarowane w wigilijny wieczór. I jeśli Pan położy mi na serce, żebym przyniósł zborowi poselstwo świąteczne, to ja potem, jeżeli Pan pozwoli, przyrzekam każdemu, kto jest spoza naszego miasta, rozumiecie, że wam osobiście wyślę taśmę, rozumiecie. Nie musicie więc opuszczać waszych dzieci na wigilijny wieczór świąt Bożego narodzenia. A zatem, ja wam wyślę taśmę z tego nabożeństwa i moje podarki. Tylko mi to przypomnijcie.
14
Inna sprawa, wiecie, nie można się spodziewać, żeby wszyscy wierzyli wszystkiemu, co mówię. To po prostu nie działa w ten sposób.
Zapomniałem dzisiaj rano - szybko wyjechałem z domu, abym mógł przybyć tutaj. Przypadkowo spojrzałem na... Brat Wood przywiózł tutaj moją żonę i swoją rodzinę. Spojrzałem na zegar i niemal była już pora na rozpoczęcie usługi tutaj - żebym wszedł do sali. A oni mi rzekli - Billy dzwonił mi ubiegłego wieczora i powiedział, że chcą, abym tu przybył dzisiaj rano i przesłuchał tych kilka minut, nagranych na ich ostatnim spotkaniu.
15
Miałem zamiar przedłożyć historię - po prostu sprostować coś, co powiedziałem przedtem. Bez względu na to, jak jasno staram się to przedstawić, mimo wszystko są tacy, którzy tego nie zrozumieją. Chodziło o ołtarze w kaplicy. Rozumiecie? Ktoś powiedział: „Brat Branham nie jest zwolennikiem ołtarza w zborze.” Jednakowoż ja jestem zwolennikiem ołtarza w zborze. Rozumiecie? Lecz ołtarze nie były tym miejscem, gdzie ludzie przychodzą, by się modlić. W Biblii nie było zrobione ani jedno wezwanie do ołtarza. Nie ma tam takiej rzeczy.
I pragnę was przenieść - chcę to uczynić następnej niedzieli, do historii wczesnego kościoła, ze względu na to, że tam nie było żadnych ołtarzy w zborze. Bowiem upadanie na twarz przy ołtarzu to pogańska forma oddawania czci i nie jest wcale chrześcijańskim pomysłem. Będę również o tym mówił następnej niedzieli. We wczesnym kościele nie było ołtarzy, do których robiliby wezwanie do ołtarza. Nie mieli tam niczego, tylko puste pomieszczenie. To było wszystko. Nie mieli krucyfiksu, niczego innego w tym pomieszczeniu, tylko płaską podłogę. Ci ludzie byli kościołem zielonoświątkowym we wczesnych czasach, jak wam to przedstawię - od wielu różnych historyków następnej niedzieli, jeżeli Pan pozwoli. Pragnę wam to przedłożyć z „Kościoła pierwszych pielgrzymów” Ironside'a oraz z „Dwóch Babilonów” Hislopa, z „Przednicejskich ojców” z „Soboru Nicejskiego,” z pism Hazeltine'a o wczesnym kościele, i z różnych innych; jest ich tak wiele, rozumiecie. Chcę wam pokazać, że nigdzie...
16
Nawet w Irlandii, gdzie odwiedziłem kościół, w którym katolicy nazywają św. Patricka katolickim świętym, lecz nigdzie nie ma wzmianki w historii, która mówiłaby o tym. Ten św. Patrick nie był nikim innym, niż protestującym w katolickim kościele. Nie ma o tym nigdzie wzmianki. Nikt nie potrafi przedłożyć zapisków w historii, które by mówiły, że on był katolikiem. On i wszystkie jego szkoły były w Północnej Irlandii. Gdy potem powstał katolicki władca w Anglii, on pozbawił życia dziesięć tysięcy ludzi św. Patricka. Lecz ten kościół stoi tam ciągle dzisiaj - jego szkoły, wszędzie w Północnej Anglii.
I jeśli usłyszycie, jak mówią: „Święty Patrick wypędził wszystkie węże z Irlandii,” czy wiecie, co to było - historyczne fakty tego wydarzenia? On wierzył w wylanie Ducha Świętego, które daje moc do chwytania do ręki gadów, do brania do ręki gadów. I dlatego właśnie tak mówiono, to dało temu początek.
A czy Piotr został ukrzyżowany głową w dół w Rzymie? Nie ma wzmianki o tym w martyrologii. I ja przeszukałem wszystkich, wszędzie, czytałem dzieła historyków - wszystkich, o których wiem i nie ma żadnego miejsca Pisma, które mówiłoby, że Paweł albo Piotr zostali zamordowani w Rzymie. To są dogmaty. One zostały ustalone przez pierwszy rzymski kościół, a nie są prawdą. Jest tego cała masa. Przejdę do tego następnej niedzieli.
17
Potem jest jeszcze inna sprawa, której muszę się nasłuchać tak dużo. Ktoś powiedział mi - wielki, zacny kaznodzieja - on powiedział: „Bracie Branham, dlaczego nie zostawisz tych kobiet w spokoju?” On powiedział: „Wiesz, ludzie uważają cię za proroka. Dlaczego nie nauczasz ich wielkich duchowych spraw?” Ten człowiek być może siedzi tu obecnie. Jeżeli tak, to chcę, abyś to pojął, bracie. „Dlaczego nie nauczasz ich tych wzniosłych duchowych spraw na tym poziomie, na który się ty podnosisz, zamiast im mówić, żeby nie strzygły swoich włosów i nie nosiły tego skąpego odzienia?”
Jeżeli jesteś tutaj albo słuchasz tej taśmy, bracie: Jeżeli nie mogę ich wydostać z przedszkola, jak mogę ich nauczać algebry? One nie mają tego poczucia przyzwoitości i poziomu moralności na tyle, że nawet nie pozwalają róść swoim włosom i nosić sukienki jak damy, więc jak możesz ich uczyć duchowych spraw? Rozumiesz? To się zgadza. One nie umieją podstawowych spraw, nie umieją abecadła. A próbować ich nauczać czegoś wzniosłego, dać im wykształcenie wyższej uczelni, kiedy nie umieją abecadła? Niech nauczą się abecadła najpierw, a potem przejdziemy do tych wzniosłych spraw.
18
W zeszłym tygodniu mieliście tutaj za kazalnicą zacnego człowieka, który zajął moje miejsce. Był to brat William Booth-Clibborn, który jest znany między wszystkimi kaznodziejami jako książę kaznodziejów, wielki człowiek, wspaniały, zacny kaznodzieja. Szczerze mówiąc on jest jednym z najlepszych, jakich mamy w kraju, gdziekolwiek. Człowiek ten potrafi głosić Ewangelię siedmioma różnymi językami i możecie sobie wyobrazić, kim on jest. I on jest kaznodzieją pełnej Ewangelii.
To on właśnie stał razem ze mną podczas tej dyskusji z kaznodziejami tych siedmiu kościołów Chrystusa owego czasu. I jeżeli byli kiedykolwiek ludzie, których mi było żal, byli to właśnie ci kaznodzieje, gdy on skończył z nimi dyskusję. Nigdy w moim życiu nie słyszałem czegoś takiego. Oni nawet wstawali i odchodzili. On zatrzymywał ich przy drzwiach i mówił: „Myślałem, że chcieliście rozmawiać o Boskim uzdrowieniu?”
19
On jest ponadto taki stanowczy, po prostu okropnie kategoryczny. On ich po prostu nazywał wszystkim, czym mógł - „nieukami” i wszystkim możliwym. Więc on jest naprawdę kategoryczny, to jedyna jego przywara. Gdyby on tylko osłodził swoje wiadomości krztą miłości, byłoby inaczej, rozumiecie. I on - może jest tutaj. Tak, lecz ja to myślę w ten sposób, wiecie, gdyby on był naprawdę miłym w tej sprawie. Lecz, moi drodzy, on jest Anglikiem i on potrafi być po prostu tak zaperzony.
Lecz on zatrzymywał ich przy drzwiach i wyciągał im palec prosto w twarz i mówił: „Jeżeli będziecie się go jeszcze czepiać” - to znaczy mnie - „to ja zdemaskuję was przed publicznością i zrobię z was naprawdę zgraję osłów” - powiedział. I ja od tego czasu już więcej o nich nie słyszałem, rozumiecie. Tak, ja ich nie winię. Ja pozostałem również na boku. Uhm. Tak, ponieważ nie uda się wam wtrącić żadnego słowa, kiedy rozmawiacie z bratem Booth.
20
Jest wspaniałym kaznodzieją, fajnym człowiekiem, dobrym chrześcijaninem, czystym moralnym mężczyzną, na ile wiem o nim cokolwiek, a znam go już od wielu lat. Miałem możliwość słuchać jego taśmy, co on głosił tutaj o tym, jak święty i wzniosły jest Bóg, i jak my urodziliśmy się w grzechu, i co mógłby człowiek w ogóle uczynić, co mógłby przynieść, co mógłby powiedzieć Bogu - co On ma czynić. Rozumiecie? I to właśnie było naprawdę wspaniałe.
Powodem tego, że odszedłem w tym czasie było to, że spędziłem tydzień w poście i modlitwie, co doprowadziło mnie do podjęcia decyzji.
21
I mam tutaj mały przełącznik, powinien tu gdzieś być - taki cenzor, cenzurujący to, czego nie chcę mieć na taśmie. O, tutaj go mam. To jest on. Mogę więc decydować o tym, co chcę nagrać na taśmę i czego nie chcę mieć na taśmie. Więc bracia, jeżeli nagranie na waszej taśmie jest trochę pogmatwane, to nie... Możecie z niej usunąć tą część. Zatem, lecz skoro jest tutaj tak dużo tych, którzy nagrywają, chociaż brat Mercier i jego grupa mają wyłączne prawo do nagrywania taśm, wiecie, i poleciłem im, że będę je cenzurował, zanim je wypuszczę do ludzi. Lecz w tym - wszyscy mogą je teraz nagrywać, widzicie - każdy, kto je chce nagrywać, może je nagrywać. A więc muszę je sam cenzurować przy pomocy tego przełącznika tutaj, żeby nie zostało nagrane na taśmy to, czego nie chcę mówić publicznie.
Są bowiem niektóre sprawy, które mogę powiedzieć wam wszystkim tutaj, a na pewno nie chciałbym, żeby się rozeszły między ludzi. Ponieważ - zostawmy ich w spokoju. Jeśli ślepy prowadzi ślepego, obydwaj w dół wpadną, tak czy owak, rozumiecie. Więc nie obrażajmy ich po prostu. Tak jak powiedział Jezus: „Nie obrażajcie tych faryzeuszy. Powiedział: „Jeśli oni chcą jakieś pieniądze, jakiś podatek, idź i zarzuć wędkę do morza; i weź pierwszą złowioną rybę, wyjmij monetę z jej ust i zapłać im.” Dalej powiedziałem: „Nie dawajmy im powodu do zgorszenia; zostaw ich w spokoju.”
22
Lecz w całym moim życiu, od czasu gdy byłem małym chłopcem, miałem - Pan dawał mi zawsze wizje, z czym jesteśmy zapoznani tutaj w kaplicy, a jestem pewien, że również w całym kraju, gdzie rozchodzą się te taśmy - ludzie wiedzą o tych wizjach. I nad tą otwartą Biblią przede mną i przed Bogiem, przed którym ja stoję, wiem, że ani jedna z nich nie zawiodła. One były zawsze doskonałe.
I przed kilkoma tygodniami miałem wizję, w następny wtorek będzie to już trzy tygodnie temu; i to pędziło mnie na kolana i na odludzie, abym pościł i modlił się. I dlatego, że było tak zimno, włożyłem na siebie grubą ciepłą bieliznę, którą używam podczas łowów, żebym nie zmarzł tam w okolicy mojej jaskini i w lasach. I udałem się tam, nie aby...
23
Ktoś zapytał: „Bracie Branham, czy poszedłeś tam by szukać Pana? Czy człowiek powinien udać się na odludzie, by usiłować o wizję od Pana?”
Ja odrzekłem: „Nie, nie chodź tam... Nie czyń tego w ten sposób. Nie możesz nic wyciągnąć od Boga.”
Rozumiecie, dlatego właśnie ludzie mówią ciągle podczas prywatnych rozmów: „Zapytaj się Pana. Pozostań przy tym! Trzymaj się tego tylko!”
Otrzymałem słowo od Pana do brata Neville o prorokowaniu nad każdym, kto przychodzi tutaj do ołtarza. Bóg mu powiedział - naprawdę go strofował z powodu tego, rozumiecie. Nie róbcie tego, bo wypchniecie go cieleśnie i potem macie fałszywego proroka. Rozumiecie? Widzicie, niech on czyni dokładnie tak, jak prowadzi go Duch Święty. Rozumiecie?
Nie próbujcie wyciągnąć czegoś od Boga, bo tego nie możecie uczynić. On będzie mówił tylko... Podobnie jak Balaam, ten wynajęty prorok; on powiedział: „Ja mogę mówić tylko to, co Bóg wkłada do moich ust. Inaczej nie mogę tego mówić.”
I to jest ta sama rzecz. Ja lubię ten system, który mają obecnie, w ten sposób mogę stwierdzić, co - dokładnie to, co Pan poleca uczynić. To jest bardzo dobre.
24
Lecz Jezus wyszedł na pustynię, by pościć, potem, gdy Duch Święty zstąpił na Niego. „Jan świadczył o tym, widząc Ducha Bożego zstępującego na Niego.” I On został napełniony mocą Bożą. Bóg w Nim! A potem On odszedł na pustynię, by pościć - potem. Nie przedtem, żeby Duch Święty zstąpił na Niego. Rozumiecie?
25
A zatem, w tej wizji - może to powiem. Nadmieniłem już raz o tym. Myślałem, że to wytnę z taśmy, uważam jednak, że to po prostu na niej zostawię. Ja...
Było to około trzeciej godziny nad ranem, jak myślę. Obudziłem się i patrzyłem, jak przede mną rozwija się - schodziłem w dół do Jordanu. Wyglądało to, jakbym stał na mapie Palestyny i schodziłem w dół do Jordanu. Wydawało mi się, że słyszę pieśń: „Idę w dół do Jordanu” - ktoś ją śpiewał. I kiedy przybliżyłem się do rzeki spojrzałem wstecz i ujrzałem, którą drogą przyszedłem - a przebyłem już dwie trzecie drogi do Jordanu. I spojrzałem na drugą stronę Jordanu i powiedziałem: „O, chwała Bogu, właśnie tam po drugiej stronie leżą wszystkie obietnice! Każda obietnica znajduje się w obiecanym kraju.”
26
I potem się ocknąłem i pomyślałem: „Być może miałem sen, może było tak, że mi się to śniło, ponieważ jest jeszcze noc.” Widzicie, wizja to jest coś, co człowiek widzi swoimi otwartymi oczami, podobnie jak we śnie - człowiek patrzy się prosto na to. I jesteś świadomy tego, że stoisz jakby tutaj na podium, i ty naprawdę stoisz tutaj, pomimo to wyglądasz, jakbyś był we śnie. Nie umiem tego wyjaśnić, nie sposób to wyjaśnić. Widzicie, jest to działanie Boga. A Bożych dróg nie można wyjaśnić; muszą zostać przyjęte przez wiarę.
27
I potem, kiedy tam siedziałem - trochę obok tego krzesła, wtedy nagle przychodzi to znowu. Potem wiedziałem, że to jest wizja. I potem, gdy znowu znalazłem się w wizji, wydawało się, że zostałem podniesiony i znajdowałem się na drodze, na wąskiej drodze razem z pewnym bratem. Nie wiedziałem wcale, kim jest ten brat. Rozglądałem się i powiedziałem: „Jestem teraz pewien i wiem, że to jest wizja; Pan Bóg jest tutaj.” I wydawało się, że wszyscy obawiali się. Zapytałem: „Czego się wszyscy tak boją?”
Rozległ się głos i powiedział: „Istnieje wielkie niebezpieczeństwo w tych dniach. Jest to taka okropna rzecz, która jest dla ciebie śmiercią, kiedy cię uderzy.”
28
I usłyszałem jakby przygniatanie roślin do ziemi i spojrzałem, a oto przychodzi olbrzymi, potężny wąż, pełzając poprzez rośliny. Pomyślałem: „Wiem teraz, że to wizja, zobaczę więc, czym jest to zwierzę, względnie ta bestia.” I on wypełznął na tę drogę. I z chwilą, gdy skierowałem wzrok na niego, poznałem, że to jest mamba. Mamba to afrykański wąż, którego ukąszenie jest najbardziej śmiertelne ze wszystkich, jakie istnieją. Nie ma niczego tak jadowitego, jak mamba. A ten wąż oczywiście przedstawia grzech, śmierć. Rozumiecie? I jest to najgroźniejszy... Mamy w naszym kraju grzechotnika i jadowitą miedziankę, jadowitego Ancistrodon Piscivorus, i wiele innych groźnych węży, i jeśli nie jesteś całkiem zdrowy, a któryś z nich ukąsi cię, to cię prawdopodobnie uśmierci, jeżeli nie otrzymasz natychmiast specjalnej szczepionki.
29
Następnie, gdy udamy się do Afryki i do Indii, znajdziemy tam kobrę. Istnieje czarna kobra - ona jest groźnym wężem, jej ukąszenie jest także śmiertelne. Istnieje żółta kobra, która jest o wiele groźniejsza. Na skutek ukąszenia żółtej kobry człowiek umiera taką okropną śmiercią - umiera na skutek uduszenia. Jej jad paraliżuje drogi oddechowe. I taki człowiek nie potrafi oddychać - otwiera po prostu swoje usta i łapie oddech, wysila się i tak umiera. I taki właśnie wąż niemal ukąsił Billy'go Paula, gdy natrafiliśmy na niego w Afryce.
A następnie jest mamba, on jest śmiercią. Po prostu, kiedy... On jest tak szybki, że człowiek go nie spostrzeże. On ślizga się po wierzchołkach roślin i zwija się na tylnej części swego ogona. Atakuje błyskawicznie i ucieka! Zazwyczaj ukąsi człowieka w twarz. Podniesie się i szybko atakuje. I jeśli cię ukąsi, to zostaje ci tylko kilka oddechów i umierasz. Jego jad działa naprawdę... On nie tylko paraliżuje - dostaje się do obiegu krwi, atakuje nerwy i wszystko; człowiek umiera w ciągu kilku sekund. Tamci tubylcy i tragarze, kiedy człowiek powie „mamba,” oni uderzają się wzajemnie swoimi głowami i krzyczą, ponieważ to jest śmierć w ciągu kilku sekund, rozumiecie, kiedy mamba ukąsi człowieka.
30
I tutaj on był - na drodze. Pomyślałem: „Cóż, to jest on.” Spojrzałem więc na niego. A on patrzył się gniewnie na mnie i wysuwał swój język; i zaczął atakować. Lecz kiedy zbliżył się całkiem do mnie... On posuwał się szybko, a potem coraz wolniej i po prostu zaczął drżeć i zatrzymał się; coś go powstrzymało. On nie mógł mnie ukąsić. I skręcił w drugą stronę i próbował zbliżyć się z tej strony. Zawrócił więc i zaczął atakować i śmignął w kierunku mnie, ale zaraz posuwał się wolniej i wolniej i wolniej i zatrzymał się; i potem zaczął się trząść ot tak i wycofał się wstecz. On mnie nie mógł ukąsić.
31
Potem się obrócił i spojrzał na mego przyjaciela i zaczął atakować mego przyjaciela. I widziałem, jak mój przyjaciel wyskakiwał wysoko w powietrze i przeskakiwał ciągle nad nim, próbując go uniknąć, a on go ciągle atakował. Pomyślałem: „O, jeżeli go tylko ukąsi, będzie to natychmiastowa śmierć. Nic dziwnego, że każdy jest tak przestraszony; bo jeśli ta gadzina ukąsi człowieka, to on natychmiast umiera.” I on po prostu atakował na niego w ten sposób, a ja szybko podniosłem moje ręce i powiedziałem: „O, Boże, okaż miłosierdzie memu bratu!” Powiedziałem: „Jeśli go ten wąż ukąsi, to go uśmierci.”
I w tej chwili, kiedy to powiedziałem, ten wąż skręcił w kierunku mnie i patrzył się znowu na mnie. A z góry nade mną rozległ się głos i powiedział: „Była ci dana moc związać go - tego najgorszego ze wszystkich.”
A ja zapytałem: „Dobrze, Boże, co muszę uczynić?”
On powiedział: „Jest jedna rzecz, którą musisz czynić - musisz być bardziej szczerym. Rozumiesz, musisz być bardziej szczerym.”
Ja odrzekłem: „Dobrze, Boże, wybacz mi mój brak szczerości i pozwól, abym był szczerym.” I kiedy podniosłem moje ręce do Niego na nowo, coś wspaniałego wstąpiło na mnie i podniosło mnie po prostu do góry; wydawało się, jakby całe moje ciało zostało naładowane czymś.
32
I spojrzałem na tego węża. I wtedy on zaczął pełzać ku mnie, ale nie potrafił mnie ukąsić. A ja rzekłem: „Szatanie, związuję cię w imieniu Pana Jezusa Chrystusa.” A ten wąż - niebieski dym wyleciał z niego i on się zwinął i utworzył jakby literę S, dużą literę S, wykręconą wstecz, jakby „i” - znak &. „I” oznacza „zwiąż tego węża względnie wszystkie na niższym poziomie,” ponieważ on jest najgroźniejszym wężem. Niebieski dym wyszedł z niego, a jego ogon zacisnął się śmiertelnie wokół jego głowy, gdy utworzył to odwrotne S, ten znak „i” - & (jakby spójnik, rozumiecie) i zadławił go na śmierć. I ten brat był wolny.
A ja podszedłem i przygniotłem go. Powiedziałem: „Muszę teraz stwierdzić, co to znaczy, ponieważ to jest wizja.” I nadepnąłem na niego, a on się obrócił ot tak, wyglądał jak uchwyt względnie jak szklane ucho dzbanka i stał się po prostu jednolitym kryształem. I ja powiedziałem: „Pomyślże tylko, jak szybko! Ten niebieski dym był jego życiem. I wszystko wyszło z niego, wszystkie pierwiastki i on zamienił się w szkło.”
I zaraz potem ten głos rozległ się znowu i powiedział: „Ty możesz go również rozwiązać.”
Powiedziałem więc: „Zatem, szatanie, abym to poznał, rozwiązuję cię.” I kiedy to powiedziałem, on zaczął znowu powracać do życia i zaczął się wić. A ja powiedziałem: „Związuję cię z powrotem w imieniu Jezusa Chrystusa.” A gdy to powiedziałem, ten dym wyleciał znowu z niego i on zadławił się zaraz z powrotem i zamienił się w kryształ.
33
I potem, gdy to uczynił, ten głos powiedział: „Musisz być teraz bardziej szczerym, niż jesteś, abyś to mógł czynić.” Potem mnie wizja opuściła i ja stałem w pokoju.
Za kilka chwil usłyszałem bicie zegara i moja żona zaczęła wstawać. Dzieci - wiecie, jakie to jest, myślę, że podobnie jest w waszym domu. Jedno dziecko mówi: „W co mam się dzisiaj ubrać, mamo? Gdzie są moje podręczniki? I co ja zrobiłem?” Wy to znacie. Po prostu jak w każdym innym domu, człowiek nie może skupić swoich myśli, ponieważ wszyscy chcą być gotowi na raz.
34
A więc wymknąłem się do pokoju mieszkalnego i upadłem na moje kolana, i powiedziałem: „Panie Jezu, ja nie rozumiem tych spraw. Co ja mam robić? Dzieci będą mnie wołały za kilka chwil, abym je zabrał do szkoły. Co ja muszę czynić?” I rozejrzałem się, a moja Biblia leżała tam, i powiedziałem: „Panie, jeżeli mi wybaczysz...” Ja nie jestem zwolennikiem tego, że człowiek po prostu otworzy Pismo Święte i bierze coś z Biblii i mówi to. Pomimo to są jednak takie chwile, że Bóg pocieszy człowieka przez taką rzecz. I powiedziałem: „Panie, w tej naglącej potrzebie w tej chwili, zanim Twój Duch opuści mnie. I ja - nie wiem, co mam czynić. Niemal już pora na dzieci, by odeszły z domu. Czy zechciałbyś pokazać mi to po prostu? Jeżeli to było coś, co Ty usiłowałeś mi przekazać, niebiański Ojcze, oznajmij mi to.”
35
Wziąłem tę Biblię i po prostu otworzyłem ją ot tak, a mój palec leżał na 1. Koryntian, 5. rozdział, 8 werset: „Kiedy przychodzicie...” Chciałem się udać do postu - do Pana. Powiedziałem Mu, że wyjdę z domu i będę pościł. Tam jest powiedziane: „Kiedy przyjdziecie na to święto...” Bowiem post w tym ciele jest świętem u Pana. My to wiemy. „Więc kiedy przyjdziecie na to święto, obchodźcie je nie w starym kwasie ani w kwasie złości i przewrotności, lecz w przaśnikach szczerości i prawdy,” po prostu dokładnie to, co On powiedział mi w tej wizji. „Obchodźcie...” Bóg jest moim uroczystym sędzią: „Obchodźcie je w przaśnikach szczerości i prawdy, którą jest to Słowo.” Wtedy zrozumiałem, co On chciał mi powiedzieć. Ponieważ On...
36
Przed laty, kiedy widziałem tę Biblię zstępującą w dół - mam to tutaj zanotowane, jak zstąpiła w dół; a ręka zstąpiła z niebios i wskazała na miejsce u Jozuego, i przeczytałem tam pierwszych dziewięć wersetów i zatrzymałem się. Był to Jozue, który wyszedł na pustynię, lecz on nie... On był gotowy... Kiedy zbliżył się do Jordanu, Bóg go wywołał i rzekł: „Dzisiaj zacznę cię wywyższać przed ludźmi.” I potem przeprowadził dzieci Izraela przez Jordan do kraju, gdzie... dał im go, rozdzielił im go - ten obiecany kraj.
37
Udałem się do lasów, modliłem się i modliłem, i pościłem. I potem udałem się z powrotem do tego drzewa, gdzie spotkałem, gdzie były te wiewiórki, o których słyszeliście w innych poselstwach, rozumiecie - tam gdzie pojawiły się te wiewiórki. I kiedy tam stałem mniej więcej o trzeciej lub czwartej nad ranem, przedtem potykałem się poprzez krzaki, było tyle światła, że ledwie widziałem; wyszedłem bardzo wcześnie, by dojść do tego drzewa, ponieważ byłem tam prowadzony. I potem spotkałem się z Nim. Boże, pomóż mi, abym na zawsze żył szczerze!
38
Przeczytam teraz mój tekst. Obrałem go jako tekst na dzisiejsze dopołudnie, jest zapisany gdzieś tutaj, (o, tutaj to jest) - Jozue, w Księdze Jozuego, 10. rozdział. Dla was, którzy będziecie czytać razem ze mną, jest to 10. rozdział i 12. werset. A pozostała mi tylko jedna godzina.
A potem, myślę, nie jestem tego pewien, lecz myślę, że Billy powiedział, że rozdał karty modlitwy dzisiaj rano i powiedział: „Nie było ich zbyt wielu, lecz niektórzy ludzie pragnęli, żebyś się o nich pomodlił.” Więc wszyscy, którzy otrzymaliście kartę modlitwy, podnieście teraz swoje ręce. Zatem, tak właśnie jest. Zatem, dobrze, to jest świetne. W porządku.
Teraz 12. werset z 10. rozdziału Księgi Jozuego.
39
Zapamiętajcie teraz, że w przyszłą - w następną niedzielę pragnę głosić na temat: „Chrześcijaństwo przeciw bałwochwalstwu.” A potem powiem wam, czy Pan poprowadzi mnie do poselstwa na święta Bożego narodzenia, czy nie. Wydaje się, jakbym miał poselstwo w moim sercu dla ludzi z okazji świąt Bożego narodzenia. A potem powiem wam, co będzie dalej.
40
Rozpoczniemy teraz czytać od 12. wersetu z 10. rozdziału Księgi Jozuego.
Wtedy - a było to w dniu, kiedy Pan wydał Amorejczyków w ręce synów izraelskich - powiedział Jozue do Pana wobec Izraela: Słońce, zatrzymaj się w Gibeonie, a ty, księżycu, w dolinie Ajalon!
I zatrzymało się słońce, i stanął księżyc, dopóki naród nie zemścił się na swoich nieprzyjaciołach. Czy nie jest to zapisane w Księdze Prawego? I zatrzymało się słońce pośrodku nieba i nie śpieszyło się do zachodu nieomal przez cały dzień. (Słuchajcie teraz).
A takiego dnia, jak ten nie było ani przedtem, ani potem, aby Pan wysłuchał głosu człowieka, gdyż Pan walczył za Izraela.
Potem Jozue i cały Izrael z nim powrócił do obozu, do Gilgal.
41
Niech Bóg doda Swoje błogosławieństwa do Swego Słowa. Pragnę teraz, jeżeli to będzie wolą Pana, żebyście poczekali razem ze mną kilka minut. Pragnę z tego zaczerpnąć temat - dziwny, niezwykły - do czytania takiego miejsca Pisma. Pragnę, żebyście mi poświęcili swoją uwagę i módlcie się cały czas. Pragnę zaczerpnąć temat, jedno słowo: „Paradoks.”
I najpierw chciałbym może wyjaśnić, co to jest paradoks. W słowniku Webstera jest podane, że paradoks to „coś, co jest niewiarygodne, lecz prawdziwe.” To jest paradoks. Coś, co jest niemal całkiem bezsensowne, co nie mogłoby się wydarzyć, a jednak to istnieje; to jest paradoks. Pragnę się teraz zatrzymać kilka minut przy tym słowie „paradoks.”
Mamy wiele spraw, które moglibyśmy nazwać paradoksem. Jedną rzeczą, na którą chciałbym się powołać, jest to, że sam ten świat jest paradoksem. Jego pozycja jest paradoksem.
42
Ubiegłego wieczora rozmawiałem z moją córką Rebeką, która chodzi do średniej szkoły. I studiowałem to tutaj w Piśmie Świętym i mówiłem jej o tym, jakie znaczenie ma ten werset tutaj. A ona odrzekła: „Tato, Jozue w rzeczywistości zatrzymał ziemię, nieprawdaż?”
Ja odrzekłem: „Ja nie wiem, co on zatrzymał. On zatrzymał słońce.”
Ona powiedziała: „On nie mógł zatrzymać słońca, ponieważ słońce nie podróżuje.”
Ja powiedziałem: „Jednakowoż jego odbicie podróżuje po ziemi i on je zatrzymał.”
Ona rzekła: „Dobrze, wtedy Bóg zatrzymał ziemię.”
Ja powiedziałem: „Zatem, według agnostyków, co się wydarzy, jeżeli ziemia przypadkowo zatrzyma się i utraci swoją grawitację? Ona wystrzeli do przestrzeni kosmicznej jak gwiazda i pociski z niej polecą w przestrzeń kosmiczną setki miliardów lat.”
Lecz Biblia mówi, że „Słońce zatrzymało się i stało w miejscu przez cały dzień.” Ja temu wierzę. Ja w to wierzę. Jest to niedorzeczne i niewiarygodne, lecz to jest prawdą.
43
Proszę, powiedzcie mi zatem, która jest górna część ziemi - północny biegun, czy południowy biegun? Jak to możecie wiedzieć, kiedy jesteśmy w przestrzeni kosmicznej? Wy mówicie: „Południowy biegun jest na dole, pod nami.” A oni tam myślą sobie, że północny biegun jest pod nimi. Rozumiecie?
Ona unosi się w przestrzeni, w małej otoczce powietrza i obraca się z prędkością ponad tysiąc mil na godzinę. Bowiem jej obwód wynosi dwadzieścia cztery czy dwadzieścia pięć tysięcy mil dookoła, a ona obróci się za dwadzieścia cztery godziny, więc obraca się z prędkością ponad tysiąc mil na godzinę. I nie ma w tym zakłóceń, obraca się dokładnie tak. Jeżeli znajdujemy się na równiku, ona się obraca i nie spóźni się ani minuty; jest dokładnie ustawiona i unosi się w przestrzeni. Jeżeli to nie jest paradoks, to ja nie wiem, co jest paradoksem. Jak to jest, że wszystkie ciała niebieskie są tak dokładnie ustawione, tak doskonale, że w następnych latach, które mają nastać - dwadzieścia lub trzydzieści lat do przodu naukowcy potrafią przepowiedzieć przyjście zaćmienia słońca i księżyca. I mogą wam powiedzieć - co do minuty, kiedy zasłonią się wzajemnie i kiedy zacznie się zaćmienie.
44
Bez względu na to, jak fajny mamy zegarek, jeden z najbardziej dokładnych... Mam tutaj zegarek, który mi był dany w Szwajcarii jako prezent, kiedy tam byłem. Jego wartość wynosi około trzystu dolarów w amerykańskiej walucie. Wręczono mi go tam. W każdym tygodniu trzeba go jednak na nowo ustawiać; wszystkie zegary i cokolwiek człowiek potrafi wyprodukować, nie są takie doskonałe. Po kilku latach będzie on jednak zużyty i nie pójdzie. I z biegiem lat idzie coraz gorzej i gorzej. Jego kamienie zużyją się. On utraci swoją dokładność. Nie ma niczego, co potrafi wyprodukować lub poskładać człowiek, względnie co on potrafi wypolerować, co mogłoby pozostać doskonałe.
Lecz ta ziemia unosi się doskonale! Co nią steruje? Wy powiecie: „Ja nie wiem, co nią steruje, co ją trzyma na jej pozycji.” To naprawdę jest paradoks. Chodzi o to, że człowiek nie potrafi opisać, jak to Bóg czyni, lecz On to czyni. Więc główną rzeczą jest to, że On to czyni. I my wiemy, że tak jest.
Jest to niewiarygodne: możesz obracać piłkę w powietrzu, a ona nie zrobi ani jednego całego obrotu w tym samym miejscu.
45
Niedawno rozmyślałem o tym, kiedy byłem na pustyni o jednym z tych małych skaczących kaktusów, które kwasy w krwi człowieka przyciągają prosto do niego - jeden z nich skoczył prosto na mnie. I nie można ich pozbierać, musisz wziąć grabie i wygrabić je. I on ma na sobie małe kolce. I bez względu na to, jak dokładnie naostrzysz igłę, ona będzie tępa na końcu; doskonała ostrość igły będzie tylko taka, jak uda ci się ją naostrzyć. Ona jednak będzie tępa w porównaniu z kolcem tego skaczącego kaktusa. A jednak jego kolce to liście, zwinięte tak mocno. Jak to możliwe, że przyroda potrafi zwinąć list ciaśniej i ostrzej na końcu, niż dokładna maszyna potrafi naostrzyć igłę. Pomimo to na samym końcu tego kolca jest maleńki haczyk, zadzior, który trzyma ten kolec zaczepiony tam, gdzie się wkłuje. O, to paradoks, nawet dla nauki. Jest to niewiarygodne, lecz to jest prawdą.
46
Chciałbym to przez pewien czas wyjaśniać. Nie mogę wam dokładnie powiedzieć, ile mil, względnie co mówią naukowcy, ile mil jest księżyc oddalony od ziemi. Lecz jak mógłby ten księżyc znajdujący się setki tysięcy mil od ziemi, a jednak steruje przypływem morza. Co to czyni? Jak się to może dziać? Jest to paradoks, lecz mimo wszystko patrzymy się i widzimy, że tak się dzieje. To się dzieje. Księżyc steruje przypływem. Kiedy księżyc oddala się od ziemi, przypływ idzie za nim. Bóg umieścił księżyc na orbicie, aby sterował przypływem i ustanowił mu jego granice. I fale nie mogą przekroczyć tych granic, które im Bóg wyznaczył i powiedział: „Morze, ty możesz posunąć się po tyle, lecz nie możesz zalać reszty terenu, ponieważ Ja umieściłem Mojego stróża nad tobą.”
47
Ten księżyc oddalony od ziemi setki tysięcy mil oddziałuje na morze i ustanawia jego granice i steruje nim. To niewiarygodne! Co jest na tym księżycu? Podczas gdy tylko kilka mil od ziemi słabnie grawitacja, kończy się powietrze i wszystko inne - i rozpoczyna się przestrzeń kosmiczna, gdzie nie ma nawet powietrza - miliony i miliony i miliony milionów mil. A mimo to on steruje nim! Mówi: „Możesz iść po tyle, lecz nie możesz iść dalej, bo ja jestem stróżem od Boga. Ja jestem stróżem, który siedzi tutaj, a ty nie możesz przekroczyć tych granic.” Wyjaśnijcie to. To jest paradoks - jak to Bóg czyni, lecz On to czyni mimo wszystko. Nie można tego wyjaśnić.
48
Mamy czas zimy, śnieg leży na polach, jest chłodno, ziemia zamarza. Małe nasionko, a w tym nasionku jest zarodek życia, i to małe nasionko zmarznie i pęknie, i miąższ wypłynie z niego. I ten zarodek życia będzie leżał w prochu i zamarznie w soplu lodu - to uśmierciłoby każde życie. Jak ono jest zachowane, a potem wschodzi na nowo w czasie wiosny? Nie potrafilibyśmy tego wyjaśnić, nieprawdaż? To jest paradoks.
49
Weźmy List do Hebrajczyków, 11. rozdział i 3. werset, dowiadujemy się tam, że Biblia mówi - Paweł mówi tutaj, że „świat został ukształtowany i powołany do istnienia Słowem Bożym.” To jest paradoks, że Słowo może mówić i z tego Słowa kształtują się materialne rzeczy. „Bowiem rzeczy widzialne stały się z rzeczy niewidzialnych.” Rzeczy, które widzimy, były wypowiedzianym Słowem Bożym. Ta ziemia jest Słowem Bożym. Drzewa są Słowem Bożym. Dlaczego mielibyśmy się bać Tego, któremu było dane takie Słowo z taką mocą i autorytetem? Dlaczego obawialibyśmy się wziąć to Słowo dla nas i zastosować je dla nas samych? To wskazuje na to, gdzie spadliśmy - do niewiary. Słowo, Boże Słowo - paradoks? Naprawdę paradoks; Boże Słowo.
50
Chciałbym również pokazać szybko kolejny paradoks, a mianowicie, gdy Bóg powołał Abrahama i powiedział mu, kiedy miał sto lat, a Sara miała dziewięćdziesiąt - przeminęło już czterdzieści lat od czasu jej menopauzy. A Abraham, którego życie było tyle warte co martwe, i Sara, która była w dodatku niepłodną, jej łono też było tyle warte co martwe. A jednak Bóg powiedział, że On poprzez nich przywiedzie na świat niemowlę. To jest paradoks. Zapytajcie się lekarza, czy niewiasta w wieku stu lat mogłaby wychowywać dziecko lub mieć niemowlę. Jest to niemożliwe, jest to niewiarygodne, lecz ona je miała, bo Bóg powiedział, że je będzie miała.
Jest to niewiarygodna rzecz, kiedy pomyślimy, że mężczyzna siedzący i swoimi plecami odwrócony do namiotu, będąc obcym w przyprószonym odzieniu na Sobie, mógł powiedzieć kobiecie, która była w tylnej części namiotu, o czym ona rozmyślała. To paradoks, niewiarygodne, pomimo to było to prawdą.
51
Było to niewiarygodne, kiedy Abraham zabrał Izaaka na szczyt tej góry - swego jednorodzonego syna - i zabrał go na wierzchołek góry, aby go tam złożyć w ofierze. Kiedy wystąpił na wierzchołek tej góry i położył Izaaka na drewno... On był gotowy odebrać mu życie. A kiedy jego ręka opadała w dół, ktoś chwycił jego rękę! I był tam baran, zaczepiony swymi rogami w krzakach - na wierzchołku tej góry. Paradoks! Skąd znalazł się tam ten baran? Jak on tam mógł być, oddalony sto mil od cywilizacji, a nie został uśmiercony; były tam przecież lwy i szakale, i dzikie psy i inne drapieżniki? Skąd on tam przyszedł? Jak on się tam dostał i był tam na wierzchołku góry, gdzie nie ma żadnej wody? Dlaczego go tam nie było, gdy Abraham zbierał te kamienie? On Go nazwał imieniem Jahwe-Jireh - „Pan obmyślił sobie ofiarę.” To niewiarygodne, a jednak jest to prawdą, ponieważ On jest Jahwe-Jireh. Niewiarygodne rzeczy dla naszego poznania i nauki, ale one są prawdziwe! Jaki to wielki paradoks!
Był to paradoks, a także będzie, kiedy Jezus w Ew. Marka 11,22. i 23. - kiedy On powiedział: „Jeżeli powiecie tej górze: ‚Przenieś się,' a nie wątpicie w swoim sercu, lecz wierzycie, że to, co powiedzieliście stanie się, to możecie otrzymać to, co powiedzieliście.” Jest to niewiarygodne, lecz jest to prawdą. Jest to paradoks.
52
Może zatrzymam się tutaj, by powiedzieć, że będąc tam w lasach siedziałem obok pewnego drzewa owego poranka, a nie było wiewiórek w tych lasach, lecz ten głos przemówił i powiedział: „powiedz, gdzie mają być!”
I tam - tak mi Bóg dopomóż, jeśli umrę przed skończeniem tego poselstwa, pokazałem moim palcem na drzewo orzechu, nie mające gałęzi i powiedziałem: „Ona będzie siedzieć właśnie tam” i zaraz tam była! Niewiarygodne, lecz prawdziwe!
On zapytał: „Gdzie będzie następna wiewiórka?”
Ja powiedziałem: „Tam, w tej kępce krzaków” i nie zdążyłem opuścić mojego palca, a ona tam była!
„Gdzie będzie następna wiewiórka?”
„Tam na tym pniaku, nad tym polem.” I ona tam była! Było to niewiarygodne.
53
Onegdaj rano zadałem pytanie mojej żonie. Powiedziałem: „Kochanie, czy postradałem moje zmysły? Czy staję się zwariowanym człowiekiem? Co dzieje się ze mną? Dlaczego mówię te sprawy, które mówię? Dlaczego czynię te rzeczy, które czynię? Co skłania mnie do tego?” Ja miłuję ludzi, a jednak „rozrywam” ich po prostu na dwoje. Poszczę i modlę się, by się wyzbyć tego, a im więcej poszczę i modlę się, tym jestem gorszym. To jest niewiarygodne, a jednak prawdziwe! To prawda.
54
Widziałem, jak pewna niewiasta podniosła swoją rękę zaraz potem - tam w tylnej części budynku, uwielbiając Pana. Była to Hattie Wright, która tam siedzi. Ona ma dwóch synów; jeżeli mi wybaczą, że to powiem, byli to odstępcy, chłopcy z tego świata. Ta niepozorna kobieta, siedząca tam owego dnia - wdowa. I ja rzekłem: „Hattie, Pan Bóg...” - ty powiedziałaś właściwą rzecz. On zatroszczył się o te wiewiórki. On jest Jahwe-Jireh.„
Ona powiedziała: „To jest nic innego niż prawda Boża!” O, ona rzekła właściwą rzecz! Wydaje się to niewiarygodne, że ludzka istota mogła wypowiedzieć słowo...
55
Jak wam mówił brat Booth. Chociaż jesteśmy tacy nieczyści i niechlujni, lecz kim jest Ten, który siedzi tam po drugiej stronie, za księżycem i gwiazdami, za całą przestrzenią kosmiczną, za czasem i wiecznością? Nawet Booth to powiedział, a ja czytałem to samo niedawno, kiedy czytałem Ireneusza, że nawet aniołowie są nieczyści w Jego oczach. A kim my jesteśmy?
Lecz ta kobieta powiedziała właściwą rzecz, która poruszyła sercem Jahwe! On powiedział: „Zapytaj jej, czego pragnie, a potem jej to daj.” Amen. Niewiarygodne, lecz prawdziwe! Właśnie teraz tutaj - i widzimy naszymi oczami widzialny dowód - ona prosiła o dusze jej synów - aby się stali chrześcijanami. Bóg jej dał jej pragnienie. To jest niewiarygodne! Było to większym cudem niż uzdrowienie chorego człowieka. To jest przemiana życia ludzkiego, jego duszy, ciała i wszystkiego, czym on jest. To zmieniło ich charakter. Niewiarygodne, lecz prawdziwe! Był to paradoks. Widzimy to wszędzie.
56
Paradoks w czasach Noego. Kiedy Noe, mężczyzna, po prostu zwykły człowiek, który stał się prorokiem, względnie był prorokiem Pańskim; prawdopodobnie był rolnikiem. Bóg powiedział mu: „Przygotuj się, bo z niebios będzie padał deszcz,” chociaż wtedy nie było deszczów. Do tej pory nie było wcale deszczów. Nie było możliwe, żeby deszcz znajdował się w górze. Jeszcze nigdy nie padało na ziemi. Nie było mórz, nie było wód, lecz Bóg powiedział mu, żeby zbudował arkę, by ocalić swój dom. I Bóg zesłał deszcze na ziemię! Był to paradoks. Było to niezgodne z nauką, lecz co? - był to paradoks mimo wszystko. Tak.
57
Był to paradoks, kiedy Hebrajscy młodzieńcy zadecydowali, że będą się trzymać Słowa Bożego, bez względu na to, co się będzie dziać, bo król kazał rozpalić piec siedem razy więcej, niż kiedykolwiek w nim palono, i wrzucono tam tych młodzieńców. Wtedy intensywny żar z tego pieca zabił tych mężczyzn, którzy szli po pomoście z młodzieńcami, by ich wrzucić do gardzieli pieca - oni poginęli. Lecz ci młodzieńcy przechadzali się w tym piecu być może trzy godziny. Nie pozostałby z nich ani proch, bo życie ludzkie, które było w nich, zginęłoby. Jeżeli ten żar sprawił, że jedni poginęli dlatego, że przybliżyli się do pieca, co uczyniłby z innym ludzkim życiem? Lecz wrzucono ich do pieca i powiedzmy, że byli w nim trzy godziny, a może było to pięć godzin.
58
Król może odszedł i spożył obiad, i powrócił i rzekł: „Otwórzcie drzwi pieca. Nie pozostał nawet proch z tych młodzieńców!” Lecz gdy otworzyli drzwi, oni tam byli - nie ponieśli żadnego uszczerbku, przechadzali się w ogniu. Niewiarygodne, lecz prawdziwe! Dlaczego? On zapytał: „Ilu wrzuciliście do pieca?”
Oni odrzekli: „Wrzuciliśmy tam trzech.”
On powiedział: „Ja widzę czterech.” To właśnie było paradoksem. A Ten czwarty wygląda jak syn bogów.„ On nie był synem bogów, On był Synem Bożym! Oni byli poganami. O, Bóg w Swoim wspaniałym Słowie!
59
Nastał taki czas, że Boże wojska stały się tchórzliwe i bały się jednego człowieka, który stanął na szczycie wzgórza. Nieprzyjaciel wysłał jednego mężczyznę, który był trzy razy większy od normalnego człowieka i on stanął na szczycie wzgórza i urągał: „Wy ufacie prawdziwemu Bogu, jak mówicie. Niech jeden z waszych żołnierzy wyjdzie i walczy ze mną, i nie będzie wielkiego przelewu krwi.” Wróg Boży przyparł kościół Boży do zbocza wzgórza, a oni to biernie znosili! Oni się bali. Oni byli tchórzami.
I przyszedł do obozu niewielki drobny chłopak, owinięty małą owczą skórą - płaszczem pasterza. Był najmniejszym człowiekiem w całej armii, a nie był nawet żołnierzem. Lecz był to paradoks, kiedy Bóg wziął tego jednego człowieka, tego małego niefrasobliwego chłopca. Biblia mówi, że on był rumiany. Lecz ten jeden młody chłopak zmusił całą wrogą armię do ucieczki! To był paradoks! Wydaje się, że Bóg dał tej wielkiej maszerującej armii dosyć odwagi, by ruszyła do boju. Oni byli sługami Bożymi, dlaczego nie mieliby wyruszyć i walczyć Bożej walki? Był to Boży wróg; bierzcie go! Wydaje się, że On dałby im odwagę. Lecz Bóg wziął jednego młodego chłopca.
60
I przypomnijcie sobie, kolejnym paradoksem było to, że on wcale nie wziął miecza. Saul próbował włożyć na niego swoją zbroję, chciał mu dać miecz do ręki. Ten niepozorny młody chłopiec nie mógł go utrzymać w ręku. I on wziął procę, kawałek gumy względnie kawałek skóry, z dwoma sznurkami przywiązanymi do niego. I on pokonał całą armię wroga i zmusił ich do rozsypki. Był to paradoks - jak ten mały chłopak mógł zmusić armię do ucieczki.
Był to paradoks. Na pewno. Bóg tak czyni. On ma tego po prostu całą pełnię. Na pewno ma. Tak właśnie On działa. To jest Jego sposób postępowania. Tak jest.
61
Był to paradoks, kiedy Egipt miał potężną armię, którą mieli wówczas; cały świat był pokonany. Oni mieli wszystkie państwa w swoich rękach. A kiedy Bóg postanowił, że zniszczy tę armię, że zniszczy ten naród, wydawało się, że On będzie musiał wzbudzić jakąś armię Amorejczyków lub jakąś potężną armię gdzieś i będzie ją musiał posłać do Egiptu z lepszym uzbrojeniem, albo utworzyć zjednoczenie wszystkich denominacji, by poszły do Egiptu i walczyły razem - pozyskać ich do zupełnej współpracy. Lecz Bóg posłużył się paradoksem! On wziął starego człowieka, osiemdziesięcioletnego starca i nie włożył miecza do jego ręki, lecz starą krzywą laskę, która pogrążyła Egipcjan na dno morza. To niewiarygodne, co Bóg potrafi czynić, lecz tak właśnie On to czyni. On posługuje się paradoksami, by to uczynić. Widzicie, On to sprowadza do paradoksu - używa krzywej laski pasterza zamiast maszerującej armii, by pokonać naród, który rządził całym światem.
O, ja wierzę, że Bóg czeka obecnie tylko na jedną rzecz. Rosja nie ma żadnego znaczenia dla Boga. On pragnie pozyskać jednego człowieka. On nie musi mieć wielkich organizacji. Nie musi mieć wielkich denominacji. On pragnie pozyskać jednego człowieka, w którym może zasłonić Swego Ducha! Rozpoznają to wszyscy pozostali, będzie to kolejny paradoks, jeśli uda Mu się pozyskać kogoś zupełnie oddanego, który to będzie czynił. W ten sposób Bóg dokonuje Swoje dzieło - On posługuje się paradoksami.
62
Był to paradoks, kiedy wielki żołnierz Boży imieniem Jozafat stanął w bramie razem z odszczepieńcem, który nazywał się Achab, i powiedział: „Zanim wyruszymy do tej bitwy, czy nie będzie dobre, gdy zasięgniemy rady u Pana?” Jeżeli serce człowieka jest głodne, by poznać wolę Bożą, to gdzieś musi być Boża wola.
Nie zawsze w mnóstwie doradców jest bezpieczeństwo. Achab mówi: „Mam tu wszystkich moich kapłanów. Oni wszyscy są prorokami. Zawołam ich tu. I wiesz, jeżeli tu sprowadzę czterystu proroków, to otrzymamy Słowo od Pana.” Nie zawsze je otrzymacie, nie zawsze!
Jeżeli to nie jest zgodne ze Słowem, to trzymajcie się z dala od tego. Nie ważne, ilu ich tam jest. Trzymajcie się tego Słowa! Bóg nie może odwołać tego Słowa.
Więc on ich tam wszystkich sprowadził i oni wszyscy prorokowali jednomyślnie: „Pan jest z wami. Wyruszajcie!”
Pomimo to było tam coś niewłaściwego. I ten mąż Boży wiedział, że to nie jest właściwe. On powiedział: „Czy nie macie jeszcze kogoś? Po prostu kogoś innego, gdzieś?”
„O” - odrzekł - „mamy jeszcze jednego, ale ja go nienawidzę.”
On powiedział: „Niech król tak nie mówi.”
63
Bóg wybrał jednego niewykształconego człowieka, niepozornego odszczepieńca według opinii tego narodu, wzgardzonego i odrzucanego człowieka, by przynieść Jego poselstwo temu, który tego z serca pragnął. I zamiast tego, żeby wszystkie denominacje razem mówiły jednomyślnie, Bóg przyprowadził jednego człowieka. To był paradoks, lecz ten człowiek miał prawdę. I on udowodnił, że to prawda, ponieważ on trzymał się Słowa. Był to paradoks, dokładnie.
Teraz powiecie: „Chcesz powiedzieć, że nie zgadzasz się z wszystkim tym i tamtym, i owym?” Jeżeli to nie jest zgodne ze Słowem, to ja się z tym nie zgadzam. To prawda. Boże Słowo nigdy nie zawiedzie.
Rozmawiałem niedawno z kapłanem i on powiedział: „Panie Branham próbujesz pan argumentować opierając się o Biblię.” I powiedział: „My wierzymy kościołowi, niczemu innemu. My wierzymy kościołowi - temu, co mówi kościół. Bóg jest w Swoim kościele.”
Ja odrzekłem: „Bóg jest w Swoim Słowie. I On jest Słowem.” To się zgadza, Słowem!
64
Dlatego właśnie Micheasz wziął Słowo. I Bóg posłużył się paradoksem, by zawstydzić każdą denominację, i urzeczywistnił Słowo sługi Bożego, jednego człowieka, wzgardzonego, odrzucanego, znienawidzonego! Co takiego? Znienawidzonego przez swój własny lud. On nie był komunistą ani nikim innym. Powiedzmy, że był zielonoświątkowcem, a grupy zielonoświątkowe nienawidziły go. Oni go nie lubili. Nie chcieli mieć z nim nic wspólnego. Lecz on miał Słowo Boże. Bóg uczynił z tego paradoks.
„Dlaczego On nie chciał - jeżeli ci wszyscy inni mężczyźni są prorokami i kaznodziejami, i tak dalej, dlaczego nie mogliby w całej tej wielkiej grupie postanowić coś lepszego, niż jeden człowiek? Wydaje się to niedorzeczne, że Bóg potwierdził raczej Słowo jednego człowieka, niż wszystkich pozostałych.”
65
Jednakowoż słowo tego człowieka było Bożym Słowem. Dlatego właśnie Bóg urzeczywistnił to, ponieważ ten człowiek trzymał się Bożego Słowa. Ci inni prorokowali kłamstwo. Mimo wszystko był to paradoks, kiedy Bóg wziął Słowo jednego prostego człowieka i uczynił je prawdą, ponieważ to było Jego Słowo. Bóg musi stać za Swoim Słowem, nie za słowem rady. Boże Słowo - oto, w obronie czego On stoi.
On posłużył się Micheaszem zamiast dobrze wykształconą szkołą kaznodziejów, sławnych mężów. Nie mam nic przeciwko nim, oni byli wielkimi mężami. Oni byli mężami, którzy nie wierzyli w innego Boga, oni wierzyli w tego samego Boga, w którego wierzył Micheasz. Lecz oni tylko pozornie wierzyli w Niego, nie przyjmowali jednak Jego Słowa, ponieważ chcieli być popularni. Oni chcieli znaleźć upodobanie u króla. Z powodu swojej ślepoty nie dostrzegali Słowa Bożego. Jak mógłby Bóg błogosławić to, co On przeklął?
66
Szanowne panie i panowie, nie myślcie sobie, że ja to mówię dlatego, aby być dokuczliwym. Ja to mówię, aby być szczerym. To jest ten powód. Jak mógłbym powiedzieć: „Kobiety powinny mieć... W porządku, niech sobie strzygą włosy i czynią podobne rzeczy, niech sobie noszą swoje odzienie, to z tym nie ma nic wspólnego?” Boże Słowo mówi, że to ma znaczenie! Kobieta przynosi wstyd i hańbę, jeśli to czyni, i Bóg nie będzie się nią wcale zajmował. Nie dbam o to, jak bardzo ona mówi językami albo podskakuje i krzyczy, ona nie doszła jeszcze do niczego u Boga. To jest Słowo Pana.
Mężu, który nie potrafisz rządzić swoim własnym domem, a chcesz być kaznodzieją lub diakonem? Jak możesz być sposobnym do roli kaznodziei za kazalnicą, by prowadzić kościół żyjącego Boga i rozdzielać im ich dziedzictwo, kiedy rozmyślasz więcej o swoim źródle utrzymania i o ofiarach, które ci napłyną, niż o Słowie Bożym, i wstydzisz się mówić to przed kobietami, bojąc się, że nie będziesz popularnym. Niech Bóg okaże miłosierdzie nad twoją grzeszną duszą! Mów Słowo Boże w prawdzie!
67
Jan powiedział: „Siekiera jest przyłożona do korzeni drzewa.” A tą siekierą jest Słowo Boże. „Każde drzewo, które nie przynosi dobrego owocu - wytnijże je i wrzuć do ognia.” Boże, przynieś nam kolejny paradoks.
Dlaczego Bóg wziął Jana Chrzciciela, jak właśnie o tym mówiłem, zamiast ich dobrze wykształconych kapłanów owego czasu? On wziął człowieka, który nigdy nie chodził do szkoły, ani jednego dnia w swoim życiu. Na ile nam wiadomo, Jan udał się na pustynię w wieku dziewięciu lat i był sam na sam z Bogiem.
68
Kilka dni temu czytałem o Soborze Nicejskim. Upłynął długi czas po śmierci ostatniego apostoła, świętego Jana. Kiedy ci mężowie przybyli na Sobór Nicejski, niektórzy z tych starych braci wprawili w zażenowanie pozostałych. Oni będąc odziani w owcze skóry przyszli tam, do tych przywdzianych w sutanny cesarzy, takich jak Konstantyn i inni biskupi Rzymu. Oni byli odziani w stare owcze skóry i żyli gdzieś na pustyni, żywiąc się ziołami, lecz oni byli prorokami Pańskimi. Ten mały kościół, grecka frakcja, poszedł naprzód; a rzymska frakcja poszła wstecz. Lecz to nam wskazuje, że jeśli zawierasz kompromisy, to nie możesz być sługą Chrystusowym.
69
Jan. W owym czasie kościół był bardzo ortodoksyjny - oni mieli kapłanów, dobrze wykształconych mężów. Lecz Bóg wybrał człowieka, który nie miał w ogóle żadnego wykształcenia i zabrał go z pustyni, przepasanego kawałem owczej skóry, jego wąsy sterczały mu z twarzy, jego włosy zwisały mu na szyję. Nie miał kazalnicy, za którą mógłby głosić. Żaden kościół nie zaprosił go. I on prawdopodobnie stał po kolana w błocie i zwiastował: „Przybliżyło się królestwo Boże.” Bóg wybrał tego człowieka.
70
Kiedy Jezus powiedział: „Kogo wyszliście oglądać, człowieka, który potrafi mówić we wszystkich szkołach, człowieka, który jest wytwornie odziany, i tak dalej?” On powiedział: „Tacy przebywają w królewskich pałacach.” Powiedział: „Kogo wyszliście oglądać, czy proroka?” On rzekł: „Więcej niż proroka. To jest Ten, o którego przyjściu prorok mówił: ‚Ja posyłam Mojego posłańca przed Moją twarzą'.” On był aniołem przymierza. On był tym wielkim zwiastunem.
71
Lecz to był paradoks, jak się to stało. Dlaczego on nie przyszedł do tej wielkiej szkoły tam w Jeruzalemie? Dlaczego On nie przyszedł do Kajfasza, najwyższego kapłana? Dlaczego On nie przyszedł do któregoś z tych wielkich, wykształconych mężów, który był kształcony od swego dzieciństwa; również jego ojciec był wykształcony przedtem, tak samo ojciec jego ojca przed nimi - z generacji na generację. Oni byli kształceni i szkoleni, mieli wysoką ogładę kulturalną i wysokie wykształcenie. A On wybrał zwykłego prostego człowieka z pustyni, który nie był ani jednego dnia w swoim życiu w szkole i postawił go tam nad Jordanem i powiedział: „To jest on.” To był paradoks, dokładnie. Było to niewiarygodne, a jednak prawdziwe. Bóg to uczynił.
72
Urodzenie naszego Pana z dziewicy było niewiarygodne - kobieta urodziła dziecię, nie poznawszy męża. Bóg to uczynił. Bóg dokonał tego. Widzicie, był to paradoks. Wziął tam zwykłą prostą niewiastę, zwykłą dziewczynę, zaręczoną z pewnym mężczyzną w wieku około czterdziestu pięciu lat - ona sama miała około szesnastu czy osiemnastu lat, a była zaręczona z tym człowiekiem, który był wdowcem i miał czworo dzieci. A Bóg wziął tę niewiastę i zacienił ją przez Ducha Świętego i począł w jej łonie ciało, które było przybytkiem wszechmogącego Boga. Paradoks!
73
Jakże, niebiosa nie mogą Go pomieścić! Ziemia jest Jego podnóżkiem, niebiosa są Jego tronem, a jednak potrafił przenieść pełnię Bóstwa do ciała i ucieleśnić ją w człowieku. O! Gdybyś potrafił zmierzyć odległość setek miliard mil sięgającą eonów czasu, nie potrafiłbyś zmierzyć Boga; a jednak małe niemowlę, leżące w żłóbku miało w sobie pełnię Jego Bóstwa cieleśnie. Jahwe! Paradoks! Ten wielki Bóg, który siedzi tam po drugiej stronie i kieruje setkami milionów słońc, świecących na planety, który nie miał początku ani nie będzie miał końca, stał się ciałem w zagnojonej stajni!
A my sobie wychodzimy i tańczymy i pijemy, i awanturujemy się na jakiejś uroczystości! Nie chodzi tu o jakąś uroczystość; chodzi o uwielbianie Boga! My obchodzimy święta Bożego narodzenia. Jakże, Bóg to uczynił, aby On mógł umrzeć, by zająć miejsce grzesznika.
74
Był to paradoks, kiedy młody kędzierzawy chłopak, młody człowiek z przygarbionymi plecami - prawdopodobnie nie miał ani pięciu stóp wzrostu; i on miał siedem loków, zwisających mu z głowy - taki młody maminsynek. I on pewnego dnia szedł drogą i chciał odwiedzić swoją dziewczynę, a nagle lew zaryczał naprzeciw niego.
Czy ktoś z was słyszał kiedykolwiek ryk lwa? Prawdopodobnie słyszeliście - w tych klatkach w ogrodach zoologicznych tutaj w okolicy. Pragnę wam jednak powiedzieć, że słyszeliście tylko miauczenie. Mielibyście raz usłyszeć prawdziwy ryk lwa w dziczy. Kamienie będą się staczać ze wzgórza pół mili w dół, kamyczki będą się również staczać ze wzgórza; na skutek tego ryku ziemia tak wibruje. Ja nie wiem, skąd się bierze taki potężny ryk.
75
O, pewnego dnia widziałem takiego lwa, on pochylił swoją głowę - duży stary lew z żółtą grzywą ryczał na lwa z czarną grzywą, ponieważ ten z czarną grzywą porwał mu kawał mięsa. On zostawił je tam leżeć i jakby chciał po prostu powiedzieć: „Zostaw je w spokoju, ja idę napić się wody.” I on odszedł nad rzekę i chłeptał wodę. Kiedy powrócił, ten z czarną grzywą oblizywał to mięso. Ten stary tata zatrzymał się po prostu, pochylił swoją głowę i mocno zaryczał, i mówię wam, kamienie potoczyły się ze wzgórza. O, moi drodzy! Gdyby tu tak zaryczał, zatrząsłby całym miastem. Ryk lwa - o, on jest srogi!
I taki lew wypadł z rykiem przeciw temu małemu karłowi z kędzierzawymi włosami, jak nazwalibyśmy go, i wtedy się coś stało. Ten karzeł podszedł do niego i chwycił go za paszczę i szarpnął jedną ręką w jedną stronę a drugą ręką w drugą stronę, nie był nerwowy, lecz po prostu rozerwał go na dwoje i położył go tam na ziemię. To był paradoks. Co to sprawiło? Jeżeli zwróciliście uwagę na ten tekst tuż przedtem - „i” (spójnik) Duch Pański zstąpił na niego.„ W tym właśnie była ta różnica. I on zabił tego lwa.
76
Potem pewnego dnia wytropili go Filistyni. On nie był uzbrojony. Było ich tysiąc. Mieli długie włócznie i duże tarcze przed sobą, takie jak drzwi, ot ta-a-akie tarcze. Pomyślcie teraz o takiej dużej spiżowej tarczy, zasłaniającej całego człowieka, na głowie mieli spiżowe przyłbice, duże spiżowe pancerze, a także nagolenniki i wszystko inne ze spiżu; wielkie, długie włócznie, tak długie jak stąd do tego słupa tam - może piętnaście, dwadzieścia stóp długie. Były zakończone dużymi spiżowymi ostrzami, ostrymi jak brzytwa. I oni wytropili tego małego kędzierzawego karła, przychodzącego z Palestyny; szedł tam w odwiedziny do swej dziewczyny. Więc oni rzekli: „Oto ten mały człowiek. Chodźmy i pojmijmy go!” Jeden mężczyzna mógłby go chwycić końcem swej włóczni, podnieść go i zatrząść nim trochę i on spadłby prosto do jego ręki, zjechałby w dół do rękojeści jego włóczni. Patrzcie, on był po prostu małym zwykłym chłopcem.
77
Niektórzy ludzie, artyści próbują namalować Samsona z tak dużymi ramionami, że nie potrafiłby wejść do tej kaplicy. Nie byłoby to żadną tajemnicą, gdyby chodziło o tak dużego człowieka. Samson był małym, niskim młodzieńcem, jednakowoż Duch Pański był tym wielkim. Rozumiecie? Trzeba więc... Jest to uwłaczanie Pismu Świętemu mówić, że on był takim dużym człowiekiem.
Bóg zawsze bierze takich głupawych, niewykształconych ludzi, by wykonali Jego dzieło, rozumiecie. On bierze kogoś, kto jest nikim.
78
Więc ten mały chłopak stał tam, a nagle pojawili się ci Filistyni i otoczyli go, by go zabić. I on chwycił do ręki szczękę muła, która tam leżała, była to szczęka małego, dzikiego osła, i on chwycił do ręki tę oślą szczękę. A Duch Pański zstąpił na niego. I w tym był paradoks - jak on uderzał tą szczęką oślą, przebijając ich pół cala grube przyłbice, które mieli na głowach - tą szczęką muła! Patrzcie, po pierwsze ta stara sucha szczęka leżąca tam przy pierwszym uderzeniu rozprysłaby się na tysiące kawałków na wierzchołku jednej z tych przyłbic czy tych wielkich tarczy. Podczas gdy tysiąc żołnierzy ruszyło na niego, a on zabił każdego z nich. Paradoks! Tak było, kiedy Duch Boży zstąpił na niego.
O, gdybyśmy tylko mogli być szczękami w ręku Bożym, nastałby kolejny paradoks. Tak właśnie by było.
79
Był to paradoks, gdy Jezus, nasz Pan, wziął pięć bułek i dwie małe rybki, rozłamał je i nakarmił nimi pięć tysięcy. I zebrali pełne kosze resztek, małych kawałków, których niektórzy ludzie nie zjedli. Oni kładli cztery lub pięć ryb na jednym stole i cztery lub pięć bochenków chleba, a potem szli dalej i kładli kolejnych cztery lub pięć bochenków chleba. A niektórzy ludzie nie mogli nawet zjeść tego wszystkiego, więc zostawili je tam po prostu. Potem je pozbierano i było ich pełne kosze. O! Rozumiecie? Jak On to uczynił? Jest to niewiarygodne, jak mógł Człowiek wziąć pięć bułek i dwie rybki, i nakarmić pięć tysięcy ludzi, a potem zebrano siedem pełnych koszy tego, co pozostało. Jest to niewiarygodne, lecz On to uczynił. Dlaczego? Był to Bóg. Był to paradoks. Jest to niewiarygodne, lecz On to uczynił.
80
Było to niewiarygodne i nie stało się to nigdy przedtem ani potem - na burzliwym jeziorze, a fale były tak wysokie, że zalewały ich łódź; a ten Człowiek szedł po tych falach. Widzę po prostu, jak każdym razem, gdy ten wielki biały grzywacz podchodzi do Niego, rozpryskuje się po prostu i spada na dno, a On idzie prosto dalej, po prostu tak, jakby był na kawale betonu. Szedł po morzu w czasie sztormu! Niech naukowcy dociekają tego. Co trzymało Go na falach? Co trzymało Go na tym jeziorze, kiedy ono jest w tym miejscu pół mili głębokie? Kiedy te wielkie fale, wiele razy wyższe od tej kaplicy, uderzały. No wiecie, one zalewały tę małą łódź i napełniały ją wodą. Ona była mokra wewnątrz i na zewnątrz i tonęła, jej maszty były połamane, wiosła gdzieś przepadły i znikła wszelka nadzieja ocalenia. A oto przychodzi Ktoś idąc po wodzie! To paradoks, oczywiście, to niewiarygodne, nie można tego wyjaśnić, lecz On tego dokonał. O, tak. On tego dokonał - chodził po wodzie. Jest to niewiarygodne, że Ten sam...
O Boże, mam nadzieję, że to przenika głęboko do serc.
81
To niewiarygodne, prawdziwy paradoks, że ten sam Jezus z Nazaretu wybrał grupkę tych ciemnych rybaków za Swój kościół, zamiast tych wysoko wykształconych kapłanów i denominacji owego czasu. Jak to, że Bóg, który posiada wszelką mądrość, który potrafił chodzić po wodzie, który potrafił zmienić wodę w wino, który potrafił wziąć pięć bułek i nakarmić pięć tysięcy ludzi, a zebrano jeszcze siedem pełnych koszy tego, co pozostało! Jak to, że ten sam Bóg, który siedzi tam po drugiej stronie w wieczności i jest tak promieniejący, że słońce musi ukrywać swoją twarz przed Nim; On jest źródłem wszelkiej mądrości i czystości, i zrozumienia i poznania, najwyższy z najwyższych. I On przyszedł na takie miejsce, gdzie zebrała się wielka organizacja kościołów i szkolili wszystkich swoich mężów, a On poszedł nad rzekę i wybrał grupę brudnych, śmierdzących rybaków, którzy nie umieli się nawet podpisać, i wybrał takiego rodzaju mężczyzn, by doprowadzić kościół do porządku - dla Jego oblubienicy. To dziwna rzecz, nieprawdaż? Wydaje się, że On miałby przynajmniej wziąć kogoś, kto był wykształcony.
On jest Nauczycielem. On właśnie tak postępuje. Dziwna rzecz, że On to uczynił. Zamiast wziąć dostojników kościelnych, On wziął rybaków, by tego dokonać. To naprawdę niesamowite, lecz tak właśnie On to czyni. To jest prawdą.
82
Jest to prawdziwy paradoks, kiedy Bóg wziął grupę nieuków, jak nazwalibyśmy ich dzisiaj, takich „ekstrawaganckich religijnych fanatyków,” ubogich, jeżeli chodzi o dobra tego świata, i wylał na nich Ducha Świętego w górnym pokoju, zamiast wylać Go na ten sobór Sanhedrynu, gdzie siedzieli wszyscy ci teolodzy, gdzie byli wszyscy wielcy dostojnicy, gdzie była naczelna głowa wszystkich tych kościołów, gdzie byli wszyscy ci nauczeni w Piśmie, i tworzyli wielką szkołę wysoko wykształconych i czekających na przyjście Mesjasza, i wiedzących, że to oni wyjdą Mu na spotkanie i powiedzą: „Mesjaszu, Ty zstąpiłeś na ziemie jakby na skrzydłach samolotu, usiadłeś tu na schodach świątyni, widzieliśmy Ciebie, jak zstąpiłeś z niebios - tymi złotymi korytarzami z niebios. Wszyscy jesteśmy wysoko wykształceni i jesteśmy gotowi iść do tego dzieła. Zdobyliśmy nasze wykształcenie, zdobyliśmy stopień bakałarza sztuki, mamy promocję doktora filozofii, doktora teologii, i wszystkie inne. Jesteśmy wysoko wykształconymi ludźmi. Tutaj stoimy - w potędze dziesięciu tysięcy. Jesteśmy gotowi dla Ciebie. Chodź dalej! My czekamy i wołamy. „Chodź!”
83
Lecz zamiast tego On idzie nad rzekę i obiera grupkę ludzi, którzy nie potrafią niemal odróżnić prawej ręki od lewej. To się zgadza. I umieścił ich w górnym pokoju i wylał na nich Swego Ducha! O Boże, na takich ludzi jak oni? Zamiast wziąć radę Sanhedrynu, On obrał rybaków. Czy to nie jest dziwne, że On nie posłużył się ich wykształceniem! Tak upodobało się Bogu.
Wydaje się, że upodobało się Bogu, uczynić Swój własny kościół paradoksem. Tą samą rzecz czyni On właśnie teraz, robiąc paradoks ze Swego kościoła, pomijając wszystkich tych wielkich nadętych i wszystkich tego rodzaju, którzy są tak zwanym kościołem. I On bierze każdego, kogo może wziąć do Swoich rąk, kto otworzy swoje oczy i widzi, co jest prawdą i sprawdza to na podstawie Słowa Bożego w tym czasie, w którym żyjemy, i umieszcza ich do tego ciała. Paradoks! Bóg obiera takich. On czyni Swój kościół paradoksem, dziwnym ludem, osobliwym ludem.
84
Wszyscy ci w górnym pokoju wyszli z niego mówiąc obcymi językami, taczali się jak pijani ludzie, taczali się i awanturowali. Niewiasty - Jego własna matka i wszystkie inne będące w górnym pokoju, wyszły z niego bełkocząc coś, czego początkowo nikt nie mógł zrozumieć - co one mówiły. Odpoczęły na nich rozdzielone języki. Rozdzielone - znaczy tyle co „podzielone.” Nikt nie rozumiał, co oni czynią. Oni tam bełkotali w kółko i zachowywali się, jakby byli pijani.
A tam stała grupa mężczyzn, którzy byli wykształceni, wyszkoleni w Ewangelii, teolodzy, lecz Bóg wybrał tych, a tamtych zostawił sterczeć w ich ciemnocie, razem z ich wysoką ogładą i wykształceniem, a podszedł tutaj i wybrał tę grupkę mężczyzn, którzy nie znali abecadła i wylał na nich Swego Ducha - uczynił z nich paradoks. Tak, Bóg to czyni, On czyni to dla Swego własnego celu. On czyni Swój kościół paradoksem. Ja w to wierzę. Ja temu wierzę.
85
Tak mi Boże dopomóż, ja wierzę Słowu! „Niech słowo każdego człowieka jest kłamstwem, a to jest prawdą.” To, co Słowo poleca nam czynić, to czyńmy w ten sposób, jak mówi nam Słowo; nie ważne, jak śmiesznie to wygląda i jak dziwnym się człowiek stanie, czy coś w tym sensie. Trzymajmy się Słowa. Jesteś nazywany staromodnym, jesteś nazywany tym, tamtym lub czymś innym, o co się zatem martwisz? Trzymaj się tego Słowa! Ono jest właściwe, jest prawdą. Nie przyjmuj tego, co mówi ktoś inny. Weź to, co mówi Słowo.
86
Niedawno pewien tutejszy kaznodzieja, przyjaciel... Ja tylko słyszałem, jak to opowiadano - ja temu wierzę. Pewnego gorącego popołudnia tam w Georgii był on w odwiedziny u pewnego aptekarza. Ten stary aptekarz był zacnym bratem, chrześcijaninem pełnym Ducha Bożego. I on rzekł: „Wejdź do środka i usiądź, napijmy się coca coli.” I oni tam siedzieli i popijali swoją coca colę. On powiedział: „Pragnę ci coś powiedzieć, a ty prawdopodobnie nie uwierzysz temu.”
„Pozwól, że to najpierw usłyszę” - rzekł kaznodzieja.
On powiedział: „Ja zawsze starałem się czynić dla Boga to najlepsze, na co mnie stać.” Był diakonem w kościele. I powiedział: „Zawsze starałem się żyć według mego powołania i postępować nienagannie.” I dalej powiedział: „Nie oszukałem nikogo. Zawsze świadczyłem o moim Panu wszystkim, którym mogłem.” I powiedział: „Moje lekarstwa tutaj” - rzekł - „zawsze starałem się mieć najlepszej klasy, jaką tylko mogłem kupić. Od nikogo nie wziąłem więcej, niż było trzeba. Starałem się czynić wszystko nienagannie, na ile mnie tylko było stać, by służyć Panu.” Dalej rzekł: „Powiem ci, co się wydarzyło.”
87
Powiedział: „Mój syn, który studiuje, by być również aptekarzem, był przed domem pewnego dnia.” I powiedział: „Było to w czasach kryzysu gospodarczego.” Dalej powiedział: „Pewna młoda pani podeszła do drzwi. Człowiek zaraz widział, jakie były jej dolegliwości. Była brzemienną. A jej mąż, a raczej obydwoje mieli biedne odzienie” - mówił. „Oni dali przepis mojemu synowi, żeby go zrealizował, ponieważ ta kobieta potrzebowała nieodzownie tego lekarstwa, które jej przepisał lekarz. I syn powiedział: ‚Będzie to kosztować tyle i tyle' kiedy przyszły ojciec zapytał: ‚Ile to będzie kosztować?' ‚Tyle i tyle.' On odrzekł: ‚Proszę pana, ja nie będę mógł zapłacić za zrealizowanie tego przepisu, ponieważ nie mam żadnych pieniędzy'.”
88
Dalej mówił: „Mój syn powiedział: ‚Idź pan na wprost po tej ulicy tam, tylko pół mili, względnie jedną milę i skręć w lewo, i zobaczysz tam siedzibę organizacji charytatywnej. I idź pan tam do tej okręgowej administracji i oni może dają panu przekaz pieniężny, którym zapłacą za ten przepis, ponieważ on ma... Ta pani musi zażyć to lekarstwo natychmiast'.” I powiedział: „On wyszedł z apteki i wyruszył.”
I powiedział, że słuchał swego syna. „A ktoś powiedział: ‚O, nie, czyń tego tak.' Dalej powiedział: ‚Ta kobieta potrzebuje tego'.” Powiedział, że przypadkowo pomyślał: „Ta długa kolejka ludzi tam w administracji - jest trudno zdrowemu człowiekowi stać w tej kolejce, a co dopiero ta matka w takim stanie.”
I powiedział: „Powiedziałem memu synowi: ‚Idź i zawołaj ich; powiedz im, by wrócili'.” Dalej rzekł: „Pośpieszyłem do drzwi i rzekłem: ‚Chodźcie z powrotem. Wróćcie.' Oni powrócili. I powiedziałem memu synowi: ‚Zrealizuj ten przepis. Nie ma za to opłaty'.”
89
I powiedziałem: „Mój synu, daj mi ten przepis.” I poszedłem i zrobiłem to lekarstwo, zrealizowałem ten przepis jak najlepiej potrafiłem. I przyniosłem je, by je dać tej pani i powiedziałem jej: „Nie pobieram za nie opłaty. To jest w porządku,” ponieważ ona je koniecznie potrzebowała, a ja mogłem się obejść bez tego - bez pieniędzy za nie.
I powiedział: „Zacząłem jej podawać to lekarstwo do ręki i kiedy to czyniłem, spojrzałem na tę dłoń, a była na niej blizna.” Spojrzałem jej w twarz i zobaczyłem, że kładę lekarstwo do ręki Jezusa.„ I powiedział: „Wtedy poznałem, co oznacza to miejsce Pisma: ‚Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnie uczyniliście'.”
Zapytał: „Czy temu wierzysz?” - powiedział mi ten człowiek. „Ależ, oczywiście, ja temu wierzę.”
Był to paradoks, coś niewiarygodnego, lecz prawdziwego.
90
A co zacny, św. Martin, z Tours we Francji. Gdy on będąc żołnierzem szedł pewnego wieczora mroźną, ciemną ulicą, a tam był - na tej mroźnej, ciemnej ulicy leżał stary włóczęga, leżał na ulicy i marznął. Jego krew krzepła mu w żyłach. A Martin nie był jeszcze chrześcijaninem. I każdy, kto czytał historię Biblii, wie o św. Martinie. Pewien historyk próbował wyciągnąć niedawno jego kartę w kartotece - był to on właśnie, którego obrałem dla trzeciego wieku kościoła - św. Martin, bowiem towarzyszyły mu znaki. I św. Martin spojrzał na ziemię - on był żołnierzem, a tam leżał ten stary człowiek - leżał na ulicy i marznął. I on spojrzał, a miał na sobie płaszcz; bez tego płaszcza by on zmarzł. Wziął więc swoją szablę i rozciął ten płaszcz na dwoje i owinął tego włóczęgę w połowę płaszcza. Drugą połowę włożył na siebie i szedł dalej.
91
Tego wieczora, kiedy wszedł do swego pokoju i usiadł sobie, nagle usłyszał, że Ktoś wchodzi do pokoju. Spojrzał i oto wchodzi Jezus, owinięty w tamtą połowę płaszcza. Tak został on powołany do usługi.
On stał się świętym. Mówił obcymi językami. Nauczał w swojej szkole. Nauczał swoich ludzi bezpośrednio ze Słowa Bożego. Nie dbał o to, co mówił pierwszy kościół z Rzymu, czy ktokolwiek inny. On się trzymał prostolinijnie Słowa Bożego. Nauczał ludzi; mówił obcymi językami i kładł ręce na chorych. Oni wskrzeszali zmarłych. Wypędzali diabły. Jeden człowiek - jego przyjaciel został zabity i on poszedł i położył swoje ciało na jego ciele (poprosił, czy mógłby go zobaczyć na kilka minut) i po chwili wyszedł razem ze swoim przyjacielem. Dlaczego? Był to paradoks. Oczywiście, uczynił to Bóg.
92
Ja wierzę w paradoksy. Tak jest. Ja wierzę. Ja w nie wierzę całym moim sercem.
Był to paradoks, kiedy byli tam wszyscy inteligentni mężczyźni, jacy byli wtedy na świecie, a Bóg włożył klucze królestwa do rąk tego człowieka, który był uważany za „ciemnego i nieuka.” To się zgadza. Jednym z najbardziej inteligentnych ludzi na świecie w owym czasie był Kajfasz, najwyższy kapłan, dalej byli tam cesarze i królowie i wielcy mężowie tego świata, tacy jak prezydenci, i tak dalej, wszyscy ci sławni mężowie.
A co jest najważniejszą rzeczą na ziemi? Jest to Boży kościół! Bóg stworzył ziemię i stworzył ją w pewnym celu: by zabrać z niej kościół, oblubienicę. I to jest najważniejszym dziełem na ziemi.
93
Najbardziej inteligentnymi mężami, jakich On miał do dyspozycji, byli cesarze i królowie, i władcy i monarchowie, najwyżsi kapłani i dostojnicy kościelni. On mógł obrać kogoś z nich. Lecz był to paradoks, kiedy On powołał człowieka, który się nawet nie umiał podpisać swoim nazwiskiem i rzekł mu: „Ja ci dam klucze królestwa. Cokolwiek ty zwiążesz na ziemi, to Ja zwiążę w niebiosach. Cokolwiek rozwiążesz na ziemi, to Ja rozwiążę w niebiosach.”
Słuchajcie, rozmyślałem właśnie o tym w tej wizji: „Cokolwiek ty zwiążesz lub rozwiążesz.”
„Cokolwiek zwiążecie na ziemi, to Ja zwiążę w niebiosach. Cokolwiek rozwiążecie na ziemi, to Ja rozwiążę w niebiosach.” Tak, On tego nie dał wykształconemu kapłanowi Kajfaszowi, lecz nieuczonemu rybakowi. To prawdziwy paradoks!
94
Widzimy Pawła, niewielkiego Żyda z jastrzębim nosem jadącego swoją drogą, aroganckiego, jadącego tam związać tych ludzi, którzy robili hałas i wydawali okrzyki, itp.; wtrącał ich do więzienia, robił zamęt w kościele. Ukamienowali Szczepana, a on stał tam jako świadek i trzymał ich płaszcze. On teroryzował chrześcijan. Jak mógł Bóg w ogóle wybrać takiego człowieka, jak on?
I spójrzcie, ci biskupi - wszyscy apostołowie orzekli: „Wybierzemy kogoś, by zajął miejsce Judasza.” I kogo oni wybrali? Wybrali Macieja. Maciej, myślę, że tak się nazywał. Maciej, tak. Oni rzucili losy i wybrali w ten sposób Macieja, a on nie uczynił nigdy ani jednej rzeczy. Wydaje się, że on był sprawiedliwym człowiekiem. A Bóg wybrał tego najbardziej popędliwego, najpodlejszego osobnika, jaki był w kraju, by zajął jego miejsce. Paradoks! To właśnie czyni Bóg. Paradoks!
95
Był to paradoks, kiedy ten bezbożny, nadęty, popędliwy, podły, pogardliwy Żyd jechał swoją drogą pewnego dnia do miasta, by związać chrześcijan i wtrącić ich do więzienia, i wtedy został nagle powalony na ziemię. A gdy spojrzał do góry, stał tam Słup Ognia i rozległ się głos, mówiący: „Saulu, Saulu, dlaczego Mnie prześladujesz?” Był to paradoks, kiedy on Go widział, a pozostali nie widzieli Go. Rozumiecie?
Ktoś powiedział: „O, ja tego nigdy nie widziałem. Nie ma tam takiej rzeczy; tak, nie ma. To jest pomyłka.” Mniej więcej tak samo mówią dzisiaj: „Ja nie wierzę w coś takiego.” Nie, na pewno nie. Z pewnością nie. Są jednak tacy ludzie, którzy to widzą. Jeżeli ty nie widzisz, to jesteś ślepy; nie możesz tego zobaczyć.
96
Pewien człowiek powiedział mi przed jakimś czasem - było to kilka lat temu: „Jeżeli ci stoję w drodze...” I powiedział: „Paweł poraził człowieka ślepotą.” Dalej rzekł: „Jeżeli ja jestem z diabła, to mnie poraź ślepotą.”
Ja odrzekłem: „Tego nie trzeba robić. Ty już jesteś ślepy. Rozumiesz, ty już jesteś ślepy. Ty masz ślepotę najgorszego rodzaju, rozumiesz.” I powiedziałem: „Anna w świątyni widziała dalej, niż ty. A ona była fizycznie ślepa.” On był duchowo ślepy. Oczywiście. To był paradoks.
97
Był to paradoks, kiedy Bóg uczynił tak zwaną herezję... Wszelki ten hałas i krzyczenie, i uwielbianie Boga, i mówienie językami - i ludzie, którzy są wzgardzeni i odrzuceni, i nazywają ich idiotami i heretykami; jest to paradoks, gdy Bóg, ten wielki Ojciec wszystkich, Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, wybrał grupę „heretyków,” aby przynieśli zbawienie Jego kościołowi, zamiast wybrać wysoko wykształconych dostojników kościelnych, czy system teologiczny. Był to paradoks.
98
Niedawno byłem w mieście Waszyngton, względnie nie - myślę, że to było w Oregonie. I przyszła tam pewna reporterka - dwie młode reporterki - miały papierosy w swoich rękach. One weszły do pomieszczenia. One mnie chciały opisać i oczywiście, naprawdę dobrze, wiecie. I one toczyły rozmowę, mówiły jedno i drugie. I jedna zapytała: „A czy pan jest tym religijnym fanatykiem, toczącym się po podłodze?”
Ja odrzekłem: „Nie.” Powiedziałem: „Ja nie toczyłem się nigdy po podłodze, lecz myślę, że gdyby On powiedział mi, że mam się toczyć, to bym to czynił.”
I tak kontynuowały rozmowę, wiecie. I ona dalej gadała i gadała. Ja rzekłem: „Pozwól mi tylko coś powiedzieć, młoda pani, i tak pani napiszesz cokolwiek zechcesz. Pani jest katoliczką.”
Ona odrzekła: „To się zgadza.” Zapytała: „Jak pan poznał, że jestem katoliczką?”
Ja odrzekłem: „Po prostu tak samo, jak poznaję te inne sprawy na podium, rozumiesz.” Dalej rzekłem: „Ty jesteś katoliczką. I opiszesz to wszystko po swojemu, lecz ja cię ostrzegam teraz, za trzydzieści dni od dnia, kiedy to opublikujesz, będziesz leżała obok drogi z gardłem przeciętym szkłem z twego własnego samochodu, będziesz krzyczała o miłosierdzie, i będziesz wielokrotnie rozmyślała o mnie.”
Ona odrzekła: „Czy pan nie jest Irlandczykiem?”
„Tak jest.”
„Czy twoi bliźni nie są katolicy?”
Ja odrzekłem: „Prawdopodobnie moi przodkowie.”
Ona zapytała: „Co pomyślałaby twoja matka o tym, kiedy postępujesz w ten sposób?”
99
Odparłem: „Ochrzciłem ją w imię Jezusa Chrystusa. I ona otrzymała Ducha Świętego. Uhm. Tak.”
I powiedziałem: „Jeśli chcesz iść dalej tą drogą, to ja zapiszę sobie twoje nazwisko, a ty zapisz sobie moje. A jeżeli się tak nie stanie po trzydziestu dniach, opublikuj w gazecie, że ja jestem fałszywym prorokiem. Cóż, rób jak uważasz i opisz to.”
Ona odrzekła: „Nie znoszę tej myśli, że gdy dostanę się do nieba, taka banda nieuków jak pan będzie tam na tym spotkaniu i będą rządzić niebem.”
Ja powiedziałem: „Nie będziesz miała wiele kłopotów.” Powiedziałem: „Chodzi po prostu o jedną rzecz: Jeżeli nie zmienisz swoich myśli i swego postępowania, to tam tak czy owak nie będziesz, rozumiesz.” Dalej rzekłem: „Ponieważ oni tam będą. Bóg wybrał takich.”
100
Jest to paradoks, że Bóg wybrał tych głupawych, rozumiecie, takich właśnie. On, Bóg postanowił przynieść zbawienie światu przez taką grupę - to paradoks - odróżniającą się całkiem od ich wysoko wykształconych i posiadających wysoką ogładę uczonych i teologów, i tym podobnych. Bóg ich po prostu pominął. Obiera sobie jakiegoś zwykłego nieuka i wychowuje go i wkłada do niego Swoje poselstwo, podobnie jak uczynił z Janem i z kilkoma pozostałymi - z Piotrem i innymi; wysłał ich, i oni głosili Ewangelię, i pozyskiwali innych do Jego kościoła. I zbawił ich i przyprowadzi ich z powrotem na tę ziemię, i na tym właśnie to polega, rozumiecie. I zostawił na boku wszystkich tych wysoko wykształconych. O, moi drodzy, to jest naprawdę coś! Ja bym...
101
Bóg - gdyż Bóg obrał nieuków i niewykształconych, zamiast tych wyszkolonych i wykształconych - za Swoją oblubienicę! Czy moglibyście sobie wyobrazić mężczyznę, wybierającego swoją oblubienicę - mężczyznę na najwyższym stanowisku, posiadającego najwyższą moc?
Mam tutaj coś krótkiego, co chciałem powiedzieć, lecz nie będę miał czasu, by to powiedzieć - o tym małym podobieństwie, które widziałem pewnego razu. Lecz nie będę tego mógł powiedzieć. Zanotowałem to sobie tutaj, lecz nie mam czasu, by to powiedzieć.
Jednakowoż Bóg wybrał Swoją oblubienicę z takich właśnie ludzi. Zatem, ktokolwiek mówi, że tak nie jest - ty nie wierzysz swojej Biblii. To się dokładnie zgadza. Czytaj swoją Biblię dokładnie, tak jest.
102
Był to prawdziwy paradoks, kiedy Bóg obrał głupie natchnione kazanie, zamiast wysoko wypolerowanej teologii - człowieka, który nie umie niemal mówić i posługuje się słowami gwary: „hit, hain't, ote, fetch, carry” i wszystkimi takimi słowami i mówi wszystko niegramatycznie, nie posługując się żadną gramatyką, i tym podobnie. A Bóg obrał takiego, zamiast wybrać człowieka słynnego, wykształconego, który posiada wysoką ogładę, który naprawdę umie wymawiać słowa i powiedzieć to poprawnie. Lecz upodobało się Bogu posłużyć się głupim, ale natchnionym kazaniem jakiegoś prostego parobka, który nie umie nawet abecadła, i wziąć tego człowieka i pozyskiwać przez niego dusze. Podczas gdy ci posiadający wysoką ogładę zwodziciele - po prostu ślepi prowadzą ślepych. To jest prawdziwy paradoks!
O, w Słowie Bożym jest tego pełno. Mam tutaj wiele kontekstów, względnie tekstów - muszę je opuścić.
103
Prawdą jest, że ten wielki kościół błyszczy się i skrzy wypolerowaną teologią, podczas gdy królestwo Boże jarzy się pokorą - ubodzy i pokorni. Ewangelia nie błyszczy, ona się jarzy. Fałszywe złoto błyszczy; prawdziwe złoto się jarzy. Jest wielka różnica między jarzeniem się a błyszczeniem. My to wiemy. Podczas gdy wielki kościół skrzy się i błyszczy wysoko wykształconymi uczonymi, fajnymi ławkami kościelnymi, krucyfiksami i malowidłami na ścianach, najlepszymi i najpiękniejszymi konstrukcjami i budowlami, i wysokimi wieżami, i tym podobnie, to małe królestwo, znajdujące się gdzieś w takiej małej alei, jak tu, jarzy się chwałą Bożą, sercami napełnionymi pokorą, rozumiecie - Bóg działa w nich uzdrawiając chorych i wskrzeszając zmarłych, wypędzając diabły, i tak dalej; a tamtych po prostu pomija.
104
Odbyło się wielkie zgromadzenie kaznodziejów. Nie zapomnijcie o tym. Niedawno odbyło się wielkie zgromadzenie kaznodziejów w pewnym mieście, na którym byli niektórzy z was tutaj. I oni tam mieli pewnego człowieka, który miał zamiar... O, on był teologiem - „on miał poselstwo na nasz czas dla ludzi.” I on studiował ten temat dwa lub trzy tygodnie. To było w porządku. A kiedy wystąpił na podium, nie było żadnego fałdu na jego odzieniu, moi drodzy, był ubrany w najwytworniejsze odzienie, wystąpił na podium i wypiął swoją pierś i rozłożył na kazalnicy cały swój materiał do swego poselstwa. I on rzeczywiście intelektualnie głosił jedną godzinę poselstwo, któremu nie można niczego wytknąć. O, jak on wypinał swoją pierś i posługiwał się tytułem doktora teologii takiego-i-takiego, z jakiejś wielkiej szkoły. Miało to tak wysoką ogładę i uczoność i przedstawił ludziom takie mistrzowskie dzieło psychologii, i tak dalej. Mówiono: „To było cudowne.”
Lecz siedzieli tam chrześcijanie, podobnie jak na Soborze w Nicei - to po prostu zasmucało Ducha Świętego. O, było to takie arcydzieło, na pewno. Tak jest. Posiadało to wszelką ogładę intelektualną. Lecz ludzie napełnieni prawdziwie Duchem Świętym mówili tylko „Hę?” To po prostu nie przemawiało do nich. Nie było w tym Ducha Świętego, który by to wspierał.
105
Więc kiedy on zszedł z podium, miał zwieszoną swoją głowę; widział, że to nie wybrzmiało właściwie. On był z innej szkoły; działał wśród zielonoświątkowców. Więc kiedy zszedł z podium, opadły mu piórka. Zaczął przechodzić przez salę z całym swoim materiałem pod pachą, ot tak, przechodził pomiędzy zgromadzonymi.
Był tam pewien stary mądry święty; siedział tam po prawej stronie, nachylił się do innego mężczyzny i powiedział: „Gdyby on wchodził na podium tak, jak z niego schodził, to by z niego schodził tak, jak na nie wchodził.” O to chodzi! Gdyby on wystąpił na podium pokornie, to schodziłby prawdopodobnie napełniony chwałą. Gdyby wstępował na podium tak, jak z niego schodził, to by schodził z niego tak, jak na nie wchodził. To się zgadza. Paradoks!
106
Słuchajcie teraz na zakończenie - jeszcze kilka chwil, nim rozpocznę kolejkę modlitwy. Chciałem powiedzieć jeszcze kilka słów o paradoksie.
Wizje starych proroków są ciągle paradoksem. Nie można im niczego zarzucić. Kto mógłby pomyśleć, że człowiek, żyjący przed czteroma tysiącami lat, potrafił mówić o karetach bez koni, potrącających się wzajemnie na szerokich drogach? Prorocy Starego Testamentu - jak oni potrafili przewidzieć te rzeczy i zapowiedzieć je - zostali podniesieni mocą Bożą i zobaczyli je daleko w przyszłości, i przepowiedzieli je z najwyższą dokładnością. Wyjaśnijcie to! Jest to paradoks. O!
107
Kolejny przykład - pragnę wam podać mały paradoks, mało znaczący. Lecz moje nawrócenie było paradoksem. Mówię to z miłością i respektem. Moi rodzice już umarli. Krewni ze strony mojej matki byli grzesznikami, traperami, łowcami, przebywającymi w górach. Krewni ze strony mego ojca byli pijakami, przemytnikami alkoholu, graczami hazardowymi, strzelali z pistoletów, zabijali się wzajemnie - większość z nich umarła z butami na nogach. Nie było tam ani krzty religii dla nas - z żadnej strony. I jak to uczynił Bóg - co to było, co weszło do tej małej chaty w górach owego poranka, jak to widzicie na tym obrazie tam na ścianie? Co? Jest to coś całkiem innego.
Jeżeli zasiejecie ziarno pszenicy do gleby, ono zrodzi ziarna pszenicy. Jeśli włożycie do gleby kukurydzę, ona zrodzi kukurydzę. Jeżeli włożycie do gleby kąkol, on zrodzi znowu kąkol.
Lecz to jest paradoks! Każdy z was może powiedzieć to samo o sobie. Wszyscy uważamy za paradoks to, co się stało.
108
Oto kolejny paradoks. Jak mógłbym ja, chociaż głoszę już niemal trzydzieści lat, lękać się ciągle tej myśli o odejściu na drugą stronę? Jak mogłoby się to stać? Chociaż głosiłem Ewangelię od czasu, gdy byłem młodym chłopakiem, a teraz stoję tu - mężczyzna w wieku pięćdziesięciu dwóch lat, a potem myśleć o lękaniu się? Nie lękałem się - wiedziałem, że jestem zbawiony. Bałem się jednak tej myśli... Lecz miłość Boża zstąpiła pewnego poranka do mego pokoju, podniosła mnie i zabrała mnie do miejsca, gdzie znajdują się ci odkupieni. To naprawdę paradoks!
109
Pragnę was o coś zapytać. Może przerwę teraz tutaj ten temat. Pragnę was o coś zapytać. Powiedzcie mi, powiedzcie mi, co to jest na tamtym obrazie? Skąd to przyszło? Dlaczego to jest tutaj? Nauka nie może temu zaprzeczyć. Co to jest na nabożeństwie, co się tam unosi i przepatruje ludzi, i mówi im: „Co ty uczyniłeś wtedy? Ty jesteś tutaj w tym celu. Ty jesteś tutaj z powodu tego?” Jest to niewiarygodne dla naukowego umysłu.
110
Wiemy, co to telepatia. Telepatia to mówić coś - na przykład ty coś mówisz, a ja mogę powiedzieć to samo, rozumiesz, względnie ja czytam twoje myśli - dzieje się to natychmiast. Lecz kiedy widzicie, że On mówi sprawy, które się wydarzyły daleko w przeszłości, tu wcale nie chodzi o telepatię.
Jest to niewiarygodne, ale Bóg w tych ostatecznych dniach czyni takie rzeczy, które On obiecał czynić. Lecz to jest prawdą, jest to paradoks! Ten sam Bóg, który zawsze posługiwał się paradoksami i pokazywał je, On jest tym samym Bogiem dzisiaj, ponieważ On dotrzymuje Swego Słowa. Nauka nie może Mu zaprzeczyć, tam On jest, utrwalony przy pomocy mechanicznego aparatu fotograficznego. On jest paradoksem - Bóg!
111
Co to jest? W 2. Mojżeszowej 13. rozdział czytamy, że Bóg dał dzieciom Izraela, który był przedobrazem dzisiejszego kościoła; tak, jak oni pielgrzymowali fizycznie, my pielgrzymujemy w Duchu Świętym. Następnej niedzieli będziemy to rozpatrywać. Pamiętajcie, to wszystko dotyczy tego, rozumiecie. Tak jak oni szli po pustyni, fizycznie, ot tak, a Bóg był z nimi, tak kościół siedzi z Chrystusem na niebiańskich miejscach, w duchowych sferach, a wszelka władza jest pod naszymi stopami. Alleluja! Tak jest. I oni mieli Słup Ognia - światłość, za którą oni szli. Gdziekolwiek udała się ta światłość, tam oni szli za nią. Upłynęły tysiące lat, przeminęły setki i setki lat, a ona ciągle żyje. To paradoks! Ten sam wczoraj! Wypełniając Pismo Święte On jest tutaj jako świadek; nie z powodu nas, lecz dlatego, że Bóg go obiecał - że Jezus Chrystus jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki. Jest to Ten, którego cenił sobie Mojżesz, te bogactwa Chrystusa i uważał hańbę z powodu Chrystusa za większe bogactwo niż skarby Egiptu. I czym był Chrystus, który szedł przed nim? Światłością, Słupem Ognia.
On powiedział: „Ja przychodzę od Boga i powracam do Boga.” On to wypełnił. „Jeszcze krótki czas, a świat nie zobaczy mnie już więcej, lecz wy mnie zobaczycie; bo Ja będę z wami, mianowicie w was, aż do skończenia świata. Całkiem na końcu świata - On tam będzie również. Tutaj to mamy!
112
Po Jego śmierci, pogrzebie i zmartwychwstaniu, św. Paweł spotkał Go na drodze do Damaszku - On był znowu tym Słupem Ognia.
Niemal dwa tysiące lat upłynęło od tamtego czasu i On jest tutaj! Nie między denominacjami, nie między wysoko wykształconymi uczonymi tego czasu, lecz pomiędzy garstką ubogich i pokornych. Paradoks! To paradoks! Bowiem ci, którzy Go miłują, wierzą w Niego. Tysiące ludzi na całym świecie miłują Go. On przyszedł, by wypełnić Swoją obietnicę zarówno Nowego jak i Starego Testamentu. O to właśnie chodzi. Lecz to jest paradoks!
Był to paradoks, kiedy Bóg obiecał dać królestwo małemu stadku, zamiast wielkiemu zorganizowanemu kościołowi. „Nie bój się małe stadko, albowiem upodobało się waszemu Ojcu dać wam królestwo.” To będzie... Jest to paradoks. To paradoks!
113
Będzie to prawdziwy paradoks pewnego dnia, kiedy Jezus przyjdzie; umarli w Chrystusie powstaną i to śmiertelne przyodzieje się w nieśmiertelność, i nastanie zachwycenie kościoła.
W tym czasie świąt Bożego narodzenia, kiedy ludzie robią zakupy i tańczą i piją, i obchodzą uroczyście coś, o czym nic nie wiedzą, tak jakby obchodzili uroczyście urodziny Washingtona lub Lincolna, a nie oddają czci... Oni mają ciągle Boga w żłóbku.
Podczas gdy Bóg nie jest w żłóbku. On wstał z martwych i żyje na zawsze, żyje wśród nas, potwierdzając samego Siebie, jako tego samego Boga, którego mieli Nicejscy ojcowie, i jak On przychodził na przestrzeni wieków od dnia Pięćdziesiątego. Ten sam Bóg, który spotkał Pawła na drodze do Damaszku; potem był on misjonarzem do pogan i posłańcem od Boga do pogan. Poselstwo do pogan rozpoczęło się wizytą Słupa Ognia i kończy się w ten sam sposób.
114
Królestwo pogan rozpoczęło się - królestwo świata, to znaczy ten świat rozpoczął się napomnieniem w niebiańskim języku w dniach króla Nabuchodonozora. Kończy się tą samą rzeczą, ponieważ Duch Święty został wylany na kościół z pogan tych ostatecznych czasów, by znowu skarcić pogańskie narody przy pomocy rękopisu na ścianie. Ten rękopis na ścianie mówi, że Bóg przygotował Swój kościół, On przygotował Swój lud, On przygotował Swoje miejsce, i oni czekają na Jego przyjście.
A to zachwycenie! „Kiedy zabrzmi trąba Boża, umarli w Chrystusie powstaną, a my, którzy żyjemy, nie uprzedzimy tych, którzy zasnęli. Albowiem trąba Boża zabrzmi i umarli w Chrystusie powstaną, a my zostaniemy porwani do góry razem z nimi, by się spotkać z Panem na powietrzu.” Będzie to paradoks pewnego poranka, gdy otworzą się groby i umarli wyjdą z nich; kiedy ci, którzy żyją, zostaną przemienieni w jednej chwili, w okamgnieniu, i odejdą do góry w powietrze, by spotkać się z Nim.
115
Wszystko to jest paradoksem. Bóg porusza się między Swoim ludem. Czy temu wierzycie? [Zgromadzeni mówią: „Amen” - wyd.] Pochylmy nasze głowy do modlitwy.
Boże, przeszło godzinę teraz - około jednej godziny i dziesięciu minut stałem tutaj i mówiłem o minionych i obecnych wydarzeniach, o tym, jak Duch Święty rozdzielał je, Panie, ponieważ Słowo Boże czyniło to tak łaskawie. To wskazuje na to, że sam Bóg z niebios, który żył w dawnych czasach, w tej samej postaci i w ten sam sposób, żyje dzisiaj. Te same znaki i ta sama moc, która odpoczywała na prorokach starych czasów, która odpoczęła na kościele w dniu Pięćdziesiątym, odpoczęła na Annie, na Agabusie - na proroku Nowego Testamentu w owym czasie, który skorygował nawet św. Pawła. A święty Paweł wpadł w kłopoty dlatego, bo nie usłuchał Agabusa, bowiem Agabus... Chociaż Paweł był apostołem, jednak Agabus miał Słowo od Pana i on go ostrzegł, aby tam nie szedł. Lecz Paweł był zdecydowany pójść i potem wpadł w tarapaty. I, Ojcze, my zawsze wpadamy w kłopoty, kiedy nie jesteśmy posłuszni Słowu Bożemu.
I widzimy, że ten właśnie Bóg, który był z tymi braćmi w owym czasie, jest tym samym Bogiem dzisiaj. Widzimy go w każdej manifestacji. I to jest paradoks, Panie. Dzisiejszy świat patrzy się i potrząsa swoją głową i mówi: „To nie ma żadnego znaczenia.” Wierzący to przyjmuje i obejmuje to, i wie, że to jest żyjący Bóg.
116
O, Ojcze, modlimy się dzisiaj do południa, jeżeli jest ktoś między nami, kto jeszcze nie jest wierzącym, żeby to była ta godzina, w której oni uwierzą. O, Boże, spełnij to w tej chwili w sercu każdego człowieka, który jest tutaj, kto nie poznał Chrystusa jako swego Zbawcę, żeby to była ta godzina, że stanie się dla nich paradoks, kiedy wstrętny, nikczemny grzesznik (z natury grzesznik, został urodzony na ten świat w grzechu, ukształtowany w nieprawości, przyszedł na świat mówiąc kłamstwo, na wskroś nieczysty) zostanie przemieniony i stanie się sprawiedliwością Syna Bożego. Spełnij to, Panie, żeby ten wielki paradoks urzeczywistnił się w sercach wszystkich będących tutaj dzisiaj do południa, którzy nie znają Ciebie jako swego Zbawiciela i przychodzącego po nich Króla, i są gotowi spotkać się z Tobą na dźwięk ostatecznej trąby, jeżeli ona zabrzmi dzisiaj.
Chcielibyśmy się również modlić, Panie, żebyś Ty pamiętał o tych tutaj, którzy są chorzy i cierpią. O Boże, dzisiaj modlimy się, żebyś Ty uzdrowił każdego człowieka, który jest chory i ma dolegliwości. Daj im poznać, że Bóg ciągle czyni paradoks dla każdego, kto chce, aby się Jego Słowo urzeczywistniło.
117
Wiemy, że Jego Słowo jest paradoksem. Jeżeli ono przyrzeka coś tak nierealnego dla tego świata, do czego nie potrafią się zgłosić, to jest coś, co przekracza ich wiedzę i zrozumienie. Lecz jeśli proste serce weźmie to Słowo i pogrąży je w głębi swej istoty, wtedy to Słowo wydaje żywe fakty tej obietnicy.
O, jak bardzo dziękujemy Ci za to, że są tacy prości ludzie, którzy wierzą temu poselstwu. My nie wyglądamy królestwa, w którym będą rządy atomowego wieku, lecz wyglądamy królestwa, w którym Chrystus będzie rządził w mocy i majestacie, w pokoju i chwale - na tej ziemi; nie tam, gdzie naciskamy naszymi stopami na pedał gazu w samochodach, albo latamy w powietrzu samolotami odrzutowymi, lecz tam, gdzie będziemy siedzieć wokół tronu żyjącego Boga, o, i będziemy patrzeć na Niego, i oglądać Tego, który był zraniony za nasze przestępstwa i starty za nasze nieprawości, a kaźń pokoju naszego jest na Nim, a Jego sinościami zostaliśmy uzdrowieni. Nasze serca pragną, Panie, odkąd ten wielki paradoks przyszedł do nas, abyśmy Go osiągnęli i siedzieli razem z Nim w owym dniu. Daruj tego, Panie. Prosimy o to w imieniu Jezusa.
118
I kiedy mamy pochylone nasze głowy, chciałbym wiedzieć, czy ktoś spośród słuchaczy dzisiaj do południa chciałby być wspomiany w modlitwie, i powie: „Panie Boże, ja podnoszę moją rękę ku Tobie?” „I bracie Branham, Ty będziesz się patrzył i zobaczysz moją rękę, więc módl się o mnie, żeby wielki paradoks wydarzył się w moim sercu, kiedy potem spotkam Chrystusa w chrzcie Duchem Świętym i w mocy Jego zmartwychwstania.” Niech was wszystkich i każdego poszczególnego Bóg błogosławi. To jest świetne. „Abym ja spotkał Boga.” I Bóg bądź z wami. „Ja spotkam się z Nim i wielki paradoks stanie się w moim życiu, a ja zostanę napełniony Jego mocą i Jego chwałą, i dobrocią i łaską Tego, który żyje na wieki wieków. I pewnego dnia będę miał dział w tym paradoksie, który przychodzi, w czymś, kiedy...”
Prochy tych proroków leżą tam w ziemi. Choć prochy męczenników, którzy zostali pożarci przez lwy, zostały w łajnach lwów rozproszone do prochów po całej ziemi, jednak Chrystus wzbudzi na nowo ich ciało! To wskazuje na to, że On jest zmartwychwstaniem.
119
Gdy On wziął Swoimi rękami trochę bagna i włożył je na oczy człowieka, który nie miał oczu, to wskazuje na to, że człowiek został uczyniony z prochu ziemi; i on powrócił z gałkami ocznymi i mógł oglądać Stworzyciela, który go stworzył.
Jeżeli Bóg nie miał zamiaru wskrzeszać zmarłych, to dlaczego On stał się ciałem, takim jak my, i poszedł do prochu ziemi, i wskrzesił samego Siebie znowu? Dlaczego On wskrzesił samego Siebie, jeżeli nie ma zmartwychwstania umarłych? O, nie bądźmy dziećmi, lecz bądźmy mężczyznami i kobietami w Duchu Świętym, wierzmy Bogu całym naszym sercem.
Czy byłby jeszcze ktoś, zanim się zaczniemy modlić? Niech ci Bóg błogosławi, i tobie, mój bracie, i tobie. Tak.
120
Nasz niebiański Ojcze, przynosimy Ci teraz tych, którzy podnieśli swoje ręce. Duch Święty w taki czy inny sposób utorował Sobie drogę do ich serc, i mówi im: „Ty nie jesteś tutaj tylko po to, by jeść i pić, wyspać się, wstać z łóżka i iść do pracy; potem powrócić do domu, najeść się i napić i znowu spać. Jesteście tutaj, by być synami i córkami Bożymi. Jesteście tutaj, by zająć waszą pozycję i miejsce w Chrystusie. A ja jestem tutaj dzisiaj do południa, by was zawołać” powiedziałby Duch Święty do ich życia.
Ojcze, przedkładam ich Tobie w modlitwie - tej jedynej broni, o której wiem. I przeciwstawiam się wrogowi, który trzymał ich z dala od Ciebie. Umieszczam we wierze krew Jezusa Chrystusa między wroga i nich, bo on powstrzymywał ich od tego wspaniałego przeżycia tego wielkiego paradoksu - od przyjęcia Ducha Świętego i posiadania żywota wiecznego. Uświadamiamy sobie bowiem, że to jest jedyna rzecz do dyspozycji - jedyne rozwiązanie, które nam jest dane ku żywotowi wiecznemu, mianowicie mieć Boże życie w nas; wtedy mamy żywot wieczny. Daruj tego, Panie, żeby się to stało w każdym, kto podniósł swoją rękę. A prawdopodobnie są tutaj również tacy, którzy nie mają odwagi, by podnieść swoje ręce - spełnij im to również. Ojcze, oni są teraz Twoi. Ja przedkładam ich Tobie w imieniu Jezusa Chrystusa.
A teraz, kiedy utworzą tutaj kolejkę modlitwy, Ojcze, ja nie wiem, kto przyjdzie tutaj. Lecz daj nam kolejny paradoks dzisiaj rano, Panie. Niech trochę wielkiej, tajemniczej mocy Bożej zstąpi w dół i uczyni coś, jak Ty obiecałeś. I to będzie dla mnie po raz pierwszy, Panie, od czasu, gdy spotkałem się z Tobą niedawno. Modlę się teraz, żebyś Ty spełnił prośby tych ludzi, w imieniu Jezusa. Amen.
121
Pragnę teraz, żebyście wszyscy pozostali siedzieć, jeżeli możecie, tylko na chwilę.
Teraz każdy, kto ma kartę modlitwy. Billy przyszedł tutaj dzisiaj rano, jak to obiecał uczynić, i rozdał karty modlitwy kilku ludziom, którzy tu byli. Powiedział, że było ich niewielu. Czy podnieślibyście swoje ręce - wy którzy macie kartę modlitwy? W porządku. Chciałbym, żebyście po prostu zajęli swoje miejsce i stanęli tutaj wzdłuż podium, wy, którzy macie karty modlitwy. Gdzie jest Billy - gdzie jesteś? O, dobrze. Proszę, stańcie wprost tutaj wzdłuż podium.
122
Niech teraz wszyscy pogrążą się w modlitwie. Przychodzimy przed naszego Pana Boga. Śpiewajmy teraz tę pieśń razem z muzyką, jeśli chcecie, kiedy siostra Arnold gra tam. Śpiewajmy teraz wszyscy razem, delikatnie.
Tylko Mu wierz, tylko Mu wierz
Wszystko możliwym jest, tylko Mu wierz.
Tylko Mu wierz, tylko Mu wierz,
Wszystko możliwym jest, tylko Mu wierz.
[Brat Branham zaczyna nucić „Tylko Mu wierz” - wyd.]
... tylko Mu wierz
Wszystko możliwym jest, tylko Mu wierz.
Tylko Mu wierz, tylko Mu wierz,
Wszystko możliwym jest, tylko Mu wierz.
123
[Brat Branham zaczyna nucić „Tylko Mu wierz,” a następnie czyta z Ew. Marka 11, 21-24 - wyd.]
I wspomniał Piotr, i rzekł do niego: Mistrzu, oto drzewo figowe, które przekląłeś, uschło.
A Jezus, odpowiadając rzekł im: Miejcie wiarę w Boga!
Zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się.
Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam.
124
Jezus powiedział raz, kiedy oni nie mogli zrozumieć, że On jest Tym, Kim jest - On powiedział: „Jeżeli Mi nie potraficie wierzyć, to wierzcie sprawom, które Ja czynię. A jeśli nie czynię spraw Mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Lecz jeśli czynię sprawy Mego Ojca, to wierzcie tym sprawom.”
Ja właśnie skończyłem dzisiaj do południa przynosić to Poselstwo - Paradoks. Paradoks to coś, co jest niedorzeczne, i jest to rzeczywiście niewiarygodne, jak mówi Webster, ale to prawda. Coś niewiarygodnego, czego nie możesz zrozumieć, jest to po prostu tajemnica.
125
Jezus czynił sprawy Swego Ojca, ponieważ Ojciec był w Nim. Dlatego te sprawy były czynione, ponieważ Ojciec był w Synu. Czy temu wierzycie? [Zgromadzeni mówią: „Amen” - wyd.] Tak, w Nim, bo On był ucieleśnionym Bogiem. Czy temu wierzycie? [„Amen.”] Bo Bóg, Ojciec, który jest Ojcem Jezusa Chrystusa, ten wielki Duch zamieszkał w pełni Swej mocy w Jezusie Chrystusie, który był przybytkiem Bożym, stał się ciałem i przebywał na ziemi, reprezentując Słowo. Jezus był Słowem. Biblia tak mówi w Ew. Jana 1. rozdział. A to Słowo było niewidzialne. Słuchajcie teraz uważnie. To Słowo było niewidzialne, dopóki nie stało się ciałem i potem Słowo stało się widzialne.
Dzięki Jego ofiarnej śmierci na Golgocie i Jego zmartwychwstaniu umieścił Swój kościół na jego pozycji w takiej sferze, że ten sam niewidzialny Bóg mógł wejść do indywidualnego człowieka i uczynić to Słowo widzialnym. O, moi drodzy! Życzyłbym sobie, żeby to mój zbór mógł pojąć. Obyście to mogli zrozumieć, przyjaciele, że niewidzialny Bóg stał się widzialnym!
Słuchajcie teraz. Rozpatrzmy to teraz na nowo.
126
Często chciałem przychodzić do zboru, pragnąłem to zobaczyć - myślę mianowicie, że mógłbym wejść przez tylne drzwi czy przez frontowe drzwi, gdziekolwiek bym wszedł, spojrzałbym na wszystkich słuchaczy i zobaczyłbym doskonały zbór doprowadzony do ładu. Grzech nie mógłby się w nim ostać, nie, Duch Święty wywołałby go, rozumiecie. Nie mógłby się w nim po prostu ostać. Tak jak Ananiasz i Safira - nie moglibyście po prostu tak czynić. Nie byłoby w nim żadnego grzechu - w tej grupie. Absolutnie nie. Rozumiecie, Duch Święty by to szybko powiedział, ot tak. [Brat Branham szybko strzelił swoimi palcami czterokrotnie - wyd.] Bez względu na to, o co by chodziło, jak błahe by to było, tak by się działo. Widzę niewiasty i mężczyzn siedzących tam pod mocą Ducha Świętego i Ducha Bożego, działającego doskonale, poruszającego tym. Gdyby ktoś uczynił coś złego w tym zgromadzeniu, nie mógłby - oni by... Oni by nie mogli... Przyszliby szybko i wyznali to, zanim uczepi się tego Duch Święty, wyznaliby to i przyszliby to powiedzieć, ponieważ wiedzieliby, że to zostanie natychmiast obnażone. To się zgadza. Taki jest kościół żyjącego Boga. Jednakowoż moje stare biedne serce starzeje się już teraz, a jak bardzo tęskniłem stanąć tutaj i oglądać taki zbór. Może go jeszcze zobaczę. Mam nadzieję, że tak. Doskonałe dzieła Boże, bez grzechu - to chcielibyśmy zobaczyć.
127
Teraz stoi tutaj grupa ludzi - abym się o nich modlił. Zdajemy sobie teraz sprawę, że to Pismo Święte jest prawdą. A Bóg niebios, który potrafił stworzyć wiewiórkę, potrafił stworzyć barana, potrafił zatrzymać słońce przez cały dzień, dwadzieścia cztery godzin, który mógł zatrzymać ogień, aby w ciągu trzech godzin nie spalił tych młodzieńców w piecu, On zamknął paszcze lwów, On potrafił wskrzeszać umarłych, potrafił chodzić po wodzie, potrafił wziąć bułki i nakarmić pięć tysięcy ludzi - to jest Bóg. To jest Słowo, które stało się ciałem w ludzkich istotach. Czy to teraz wszyscy pojmujecie? Ten sam Bóg obiecał, że te sprawy pojawią się znowu w tych ostatecznych dniach, lecz On nie może tego czynić, dopóki nie ma kogoś, przez kogo On może działać i kontynuować to dzieło. Czy rozumiecie, co chcę powiedzieć? Wierzmy temu zatem stanowczo, całym naszym sercem, że tak właśnie będzie się dziać.
128
Teraz stoi tutaj grupa ludzi - większość z nich znam. Myślę, że nie znam tej pierwszej kobiety tutaj na przedzie - tej dziewczyny; myślę, że jej nie znam. Znam brata Way; a ta siostra zaraz obok, to żona brata Robersona, względnie brata Bordersa. Nie znam następnego mężczyzny. Powinienem znać kolejną kobietę; nie znam jej - myślę, że nie znam. Tak, znam ją. A ten następny mężczyzna, stojący tam - jeżeli się nie mylę, jest to syn brata Daultona. I dalej w tej kolejce - praktycznie znam wszystkich, będących w niej.
Nie mam pojęcia, kto jest - skąd ci ludzie są, skąd przybyli. Lecz teraz - oni potrzebują w tej chwili modlitwy. Niektórzy z nich są owszem trochę jakby mimo - oni nie potrafią pojąć dokładnie, o co chodzi.
129
Czy teraz każdy z was będzie się patrzył w tą stronę przez chwilę - każdy z was w kolejce modlitwy? Gdybym wam ja mógł pomóc, to bym to uczynił. Rozumiecie? I jestem tutaj po to, by wam pomóc. Lecz będę to mógł uczynić tylko wtedy - przywrócić z powrotem to, co wam szatan wyrządził, jeżeli mi będziecie wierzyć. Jeżeli mi tylko będziecie wierzyć całym waszym sercem, stanie się to.
Zazwyczaj w mojej usłudze bywało tak, że to wywoływało wizje. Pojawiały się wizje i ja mogłem ludziom powiedzieć, po co tu przyszli. I wy - ilu z was widziało już, jak się to działo? O, każdy z was, widzicie. To się zgadza. Tak, ja to ciągle mogę czynić. O, ciągle może się to dziać. Oczywiście. Tak. To prawda.
Lecz przechodzimy teraz do czegoś większego niż tamto. Tak. Podnosimy się ponad to. Widzicie, przychodzimy do tego mówionego Słowa. I szatan będzie to musiał oddać; to zwiąże go na węzeł. O, gdybym was tylko mógł skłonić, abyście w to uwierzyli! Nie wątpcie w to.
130
Tutaj - czy chcecie wiedzieć, że wam mówię prawdę, że Duch Święty jest tutaj? Ja wiem, co ta dziewczyna - co dolega tej dziewczynie. Nie znam jej, lecz wiem, co jej dolega. Rozumiecie? Tak. To się dokładnie zgadza. A szatan zwalcza mnie po prostu tak mocno, jak tylko potrafi, lecz on będzie musiał z niej zrezygnować. Wierz temu tylko. Tylko w to nie wątp, siostro. Uhm. Tak, nie wątp w to. To jest w porządku, siostro. Ty odzyskasz zdrowie. Wszystko będzie w porządku. Rozumiesz?
Tutaj jest mężczyzna ciemnego koloru skóry - patrzy się na mnie, stoi tam w kolejce. Ja ciebie nie znam, ale Bóg cię zna. Gdybym ci powiedział, jaki jest twój kłopot, czy będziesz mi wierzył, że jestem Jego prorokiem? Czy tak? Ty nie jesteś tutaj z powodu siebie. Twoje dziecię w szpitalu wyzdrowieje, jeżeli będziesz w to wierzył. Czy temu wierzysz całym swoim sercem? Idź zatem, wróć na swoje krzesło. Ja ogłaszam moc Bożą nad tym dzieckiem; diable, wypuść je ze swoich szpon.
Młody Daulton patrzy się na mnie - ty jesteś tutaj z powodu tego niemowlęcia. To niemowlę ma coś niedobrego ze swoim pępkiem. Czy tak? Wracaj na swoje krzesło i wierz w to, a ono będzie całkiem zdrowe.
131
Patrzę się na inną kobietę siedzącą tam, jest to pani Stricker. Pani Stricker - nie rozmawiałem z tobą już kilka miesięcy. Nie mam pojęcia, dlaczego jesteś tutaj. Czy wierzysz, że Bóg może mi powiedzieć, jakie są twoje kłopoty? Czy to sprawi, że wszyscy będziecie wierzyć? Ty jesteś tutaj z powodu tego dziecka, które ma coś niedobrego ze swoją nogą. Następnie - ty się modlisz o przyjaciółkę w Afryce. To się dokładnie zgadza. Jest to TAK MÓWI PAN. Jeżeli to prawda, pani Stricker, podnieś swoją rękę. Widzicie?
On jest tutaj, rozumiecie. Ta usługa będzie zawsze do dyspozycji, lecz oto przychodzi inna. Wierzcie teraz! Nie wątpcie. Niech nikt z was nie wątpi. Kiedy wkładam ręce na was i proszę, żeby się to stało, to się to stanie! Jedyna rzecz - jest to dokładnie takie, jak przyjmowanie Słowa Bożego. Jedyna rzecz - jeżeli Mu nie wierzysz, nie wypełni się. Jeśli Mu jednak wierzysz, musi się wypełnić. Bowiem coś wydarzyło się onegdaj wieczorem na balkonie i ja wiem, że ten sam Bóg, który mógł stworzyć, potrafił to uczynić. W porządku.
132
Pragnę, abyście wszyscy skłonili swoje głowy. Bądźcie wszyscy pogrążeni w modlitwie. [Brat Branham wychodzi spoza kazalnicy, by się modlić o tych, którzy są w kolejce modlitwy - wyd.]
Ty diable, który związałeś Sharon, tą miłą dziewczynkę!
Lecz Boże, Ty dałeś mi wizję onegdaj wieczorem o tym, jak ten diabeł został związany, i powiedziałeś: „Jeżeli będziesz szczerym, potrafisz go związać.” I ja przychodzę w szczerości mego serca w sprawie tego dziecka, Panie, by prosić o Twoje miłosierdzie i łaskę dla niej.
Szatanie, ja ciebie związuję. W imieniu Jezusa Chrystusa opuść to dziecko. A jej umysł i pamięć powrócą do niej, i będzie normalną. To Słowo zostało wypowiedziane, niech się tak stanie w imieniu Jezusa Chrystusa.
133
Panie Boże, modlę się o mojego brata Way, niech moc Jezusa Chrystusa zwiąże moc tego diabła, który związał mego brata. Wypuść go na wolność w imieniu Jezusa Chrystusa.
Boże, ta biedna zwykła kobieta będzie za kilka tygodni taka jak ta osoba tutaj, jeżeli coś nie stanie się dla niej. Ona jest żoną mojego brata, brata Roy. Panie Jezu, daj mi teraz mocy. Ty, który dałeś mi wizję - Ty nigdy nie czyniłeś ani nie mówiłeś tego na próżno.
Ty duchu diabelski, który związałeś moją siostrę, ja ciebie związuję. W imieniu Jezusa Chrystusa opuść ją. Zostało to wypowiedziane, niech się to wypełni! W porządku.
W imieniu Pana Jezusa, wyzwól moją siostrę z jej kłopotów. W imieniu Chrystusa, który przyrzekł i dał obietnicę: „Jeżeli powiecie tej górze.” Niech się to spełni, Panie.
134
Ja kładę moje ręce w imieniu Jezusa Chrystusa na tę kobietę ku jej uzdrowieniu odczuwając teraz namaszczenie Duchem Świętym w tym pomieszczeniu. Niech się tak stanie, ponieważ zostało to wypowiedziane. Amen.
Na tą małą dziewczynkę, Joannę, którą mam w moich myślach jako wzór dziewczynki chrześcijanki - wyzwalam ją dzisiaj do południa z tej złej rzeczy. Niech spełni się jej prośba w imieniu Jezusa Chrystusa.
Panie Boże, wkładam moje ręce na tą umiłowaną towarzyszkę mojego ukochanego brata - siostrę Thoms. Ten zły, który ją związał - niech on zostanie związany. W imieniu Jezusa Chrystusa, niech ona jest wolna.
Wkładam moje ręce na moją siostrę. W imieniu Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, niech moc wroga zostanie związana. A nasza siostra - ona będzie wyzwolona od tego dnia.
135
Wkładam moje ręce na mojego brata w zgodności z Bożym Słowem. Niechaj diabeł, który chciał krzywdzić i przeszkadzać, odejdzie od niego. W imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
Modlę się o prośbę mojej siostry, Panie, abyś ją Ty spełnił. I wkładam moje ręce na nią, w imieniu Jezusa Chrystusa, niech się to spełni. Amen.
Modlę się o moją siostrę, Ojcze, wkładam na nią moje ręce. W imieniu Jezusa Chrystusa, niech się spełni jej prośba. Amen.
W prostej wierze, Panie, chociaż to jest paradoks, kiedy kładę moje ręce na brata. W imieniu Pana Jezusa, niech spełni się jego prośba.
Wkładam ręce na moją siostrę Way, ona była miłosierna dla tych, którzy potrzebowali miłosierdzia. I ona ryzykowała...?... Obyś Ty...?... Niechaj miłosierdzie, o które ona prosiła dzisiaj rano, zostało jej okazane, w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
136
Panie, ta młoda matka z załamanym sercem, Ty znasz jej prośbę. O, wiekuisty Boże, niech jej będzie dana dzisiaj. W imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
Ojcze Boże - dla mojej siostry. Wkładam moje ręce na nią, jak mi było polecone przez Ducha Świętego i przez wizję onegdaj wieczorem. I niech się spełni jej prośba, w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
Niebiański Ojcze, kiedy ta siostra przychodzi tutaj, by zająć swoje miejsce - abym mógł włożyć na nią moje ręce. Spełnij jej prośbę, o Boże. W imieniu Jezusa Chrystusa, niech się to stanie.
Niebiański Ojcze, kiedy teraz biorę do ręki rękę mojej siostry, niechaj moc Jezusa Chrystusa wypełni jej prośbę. Amen.
Panie Jezu, kiedy biorę do ręki rękę tej siostry, i tę chusteczkę...?... niech się spełni jej prośba. W imieniu Jezusa Chrystusa, daruj tego. Amen.
Ojcze Boże, w imieniu Pana Jezusa, niechaj prośba naszej siostry będzie jej dana. Niech otrzyma to, o co prosi. W imieniu Jezusa Chrystusa.
137
Tylko Mu wierz, tylko Mu wierz
Wszystko możliwym jest tylko Mu wierz.
Tylko Mu wierz, tylko Mu wierz
Wszystko możliwym jest tylko Mu wierz.
Teraz przed rozpuszczeniem zgromadzenia, poświęćcie mi jeszcze chwilę lub dwie z waszego czasu. To paradoks - Bóg tego dokonał. Właśnie w waszej obecności stał się paradoks. Bowiem właśnie w tej chwili, kiedy zacząłem podchodzić do kolejki modlitwy, coś podniosło mnie po prostu w górę - dokładnie w ten sposób, jak On to zapowiedział. Widzicie - paradoks! Rozumiecie?
A kiedy Duch Święty odpoczywał na mnie, mogłem wejrzeć do kolejki modlitwy i zobaczyć te sprawy, których ci ludzie pragnęli, rozumiecie. Więc co najmniej trzej lub czterej z nich, czy coś w tym sensie, aby to było na potwierdzenie, na świadectwo, że Bóg nie odbiera daru, który jest prawdziwym darem. On po prostu dodaje do niego, po prostu czyni go coraz większym i większym.
138
Ja teraz wierzę całym moim sercem, że jesteście uzdrowieni. Amen. Wierzę w to wszystkim, co jest we mnie. Ja temu wierzę.
Jezus zaprosił was, żebyście przyszli po zbawienie. Jeżeli przyjdziecie, otrzymacie je, ponieważ On to obiecał. On to obiecał, nie wątpmy więc w to, lecz wierzmy temu całym naszym sercem. Nie walczcie teraz w tej sprawie, po prostu wiedzcie, że to się musi stać. To się musi wypełnić. Jezus powiedział: „Wypowiedz to Słowo. Nie wątp.” Rozumiecie? A On właśnie jest Słowem.
A te wizje, na ile mi wiadomo całym moim sercem, one nie zawiodły ani jeden raz. A On powiedział onegdaj wieczorem - ta wizja, o której wam mówiłem, przed Bogiem, przed którym ja stoję - to jest prawdą, rozumiecie. On widział tego węża związanego. On powiedział: „Będziesz musiał być bardziej szczerym.”
139
O to właśnie usiłuję - być bardziej szczerym. I kiedy podchodzili jeden za drugim dzisiaj do południa, próbowałem pomyśleć: „Gdyby to była moja matka - te kobiety - gdyby to była moja siostra, siedząca tam w tyle, gdyby to była moja żona, siedząca tam w tyle, względnie jedno z moich dzieci, siedzących tam w tyle, co gdyby to byli oni?” Próbowałem umieścić samego siebie na ich pozycji, by być szczerym. I jeśli zwróciliście uwagę, to właśnie...
Przypadkowo przypomina mi się to teraz. Niedawno, kiedy byłem w Kalifornii, stałem tam na tym śniadaniu biznesmenów. Myślę, że to mam tutaj. Jestem tego pewny. Patrzyłem się na to właśnie przed chwilą - na proroctwo, które było podane. Tutaj to mam, właśnie tutaj. Ono było podane potem, gdy tam stałem i wygłosiłem twarde kazanie. I ludzie są tutaj dzisiaj do południa - brat Roy Borders, który tam był, jak myślę; gdziekolwiek jest brat Roy Borders - tak, siedzi tutaj. On tam był, kiedy się to stało; było tam również wielu innych. Był tam pewien młodzieniec, który jest baptystą, był to kuzyn Jane Russell - tej gwiazdy filmowej. Ktokolwiek chce przyjść na to śniadanie, może tam przyjść. I gdy skończyłem przemawiać, ten młodzieniec podszedł do mnie i objął mnie swoimi ramionami, i powiedział...
140
Kiedy zszedłem z jednego podium i poszedłem na drugie podium, by przemawiać do zgromadzonych - a było ich tam obecnych kilka setek. I ja przemawiałem do audycji radiowej, która była nadawana o dziewiątej wieczorem następnego wieczora. Było to wtedy nagrywane na taśmę. I gdy to... Zszedłem na niższy poziom, by przemawiać po raz drugi do tych ludzi tutaj. A jedna z tych wielkich denominacji miała tam jednego z ich wielkich mężów, i on miał pretensje do tego poselstwa, rozumiecie, i mówił...
Opowiadałem o tym, jak byłem tam w Phoenix kilka dni przedtem i widziałem kilka odrębnych owoców, rosnących na jednym drzewie. Widziałem, że na drzewie pomarańczy były grapefruity, cytryny, i myślę, że tangerynki, i tangela, i wszystkie inne owoce, ponieważ było to drzewo cytrusowe. Lecz powiedziałem: „Ono kwitnie każdego roku i rodzi nowe owoce.” Lecz tylko te oryginalne gałęzie - kiedy one rodzą - kiedy to oryginalne drzewo wypuszcza kolejną gałąż, ona rodzi te same owoce, które są w jego pniu. Lecz te inne gałęzie przynoszą swoje owoce, chociaż żyją z życia tego drzewa. Powiedziałem: „Jest to podobne do organizacji, które zostały wszczepione do winnego krzewu. Jezus powiedział: ‚Ja jestem winnym krzewem.' I każdym razem, kiedy winny krzew wypuszcza nową gałąź, ona będzie dokładnie taka jak winny krzew. Widzicie, ona będzie rodzić te same owoce.”
141
Ten wielki kaznodzieja z największej zielonoświątkowej organizacji, jaką mamy, stał tam i zaprzeczał temu, rozumiecie, on rzekł, że ja tego nie myślałem w ten sposób.
Lecz ja tam wróciłem i powiedziałem: „Ja to naprawdę myślę w ten sposób, rozumiecie. Powiedziałem to dokładnie! Niczego nie wycofuję.”
Niedawno, kiedy mówiłem o tych ołtarzach, nie wiedziałem tego, nie widziałem tego nigdzie w historii. Dotychczas nie powiedziałem na podium niczego pod inspiracją, co musiałbym kiedykolwiek odwołać. Możecie to nazywać Nasieniem węża, czy jakkolwiek chcecie, czymkolwiek były te poselstwa, albo Wielką wszetecznicą, przeciw czemu jest tyle sprzeciwów. Przyjdźcie tylko; dlaczego nie przyjdziecie do mnie z Pismem Świętym w tej sprawie, rozumiecie, i zobaczymy czy to prawda.
142
Ten mężczyzna podszedł tam, objął mnie swoimi ramionami i chciał powiedzieć... On powiedział: „Bracie Branham, nie chcę postępować świętokradczo, lecz to mogłoby być 23. rozdziałem Objawienia.” Wiecie, dodany dalszy rozdział. „Oczywiście” - mówił dalej - „to nie byłoby właściwe, nie powinniśmy dodawać czegoś do Niego.” I właśnie w tej chwili, gdy to zaczął mówić, zaczął mówić obcymi językami. A ten chłopak nie wiedział, co to jest mówienie językami.
I zaraz, gdy skończył, wprost przede mną była kobieta Francuzka, z Louisiany, i ona rzekła: „Do tego nie trzeba wykładu. To było czysto po francusku.”
A inny mężczyzna po drugiej stronie powstał i powiedział: „To się zgadza.”
A daleko w tyle pomieszczenia był tłumacz dla ONZ. Podał swoje nazwisko - nie był tam nigdy przedtem. On powiedział: „Poprawnie. To się zgadza.”
I tutaj mam to, co oni zestawili razem. I każdy z nich zanotował to samo, kiedy zeszli się razem, każdy z nich przyniósł swoje tłumaczenie - zgadzały się dokładnie.
143
I ten Francuz, ten drugi z kolei, on to napisał, ponieważ robił sobie zapiski z tego nabożeństwa. Oto, co zanotował: „Ja, Victor Le Dioux, jestem Francuzem czystej krwi, znowuzrodzonym chrześcijaninem, napełnionym Duchem Świętym. Mieszkam pod numerem 809 przy North Kings Road, w Los Angeles 46. Uczęszczam do kaplicy Bethel, Arnie Vick jest naszym pastorem” - kaznodzieja zielonoświątkowy w największym kościele zielonoświątkowym w Los Angeles. Tłumaczenie proroctwa o bracie Branhamie, podanego przez Danny Henry w języku francuskim, 11. lutego 1961 na śniadaniu Biznesmenów Pełnej Ewangelii; jest to wierne tłumaczenie proroctwa. Wszyscy trzej oświadczyli, że to jest dokładne.
Ponieważ obrałeś tą wąską ścieżkę...
144
Widzicie, właśnie przeciw temu - ja musiałem iść samotnie, rozumiecie. Nie mogę tego zrozumieć. Mojżesz również musiał podjąć swój wybór. Rozumiecie? On tego nie musiał robić, lecz on to uczynił. Widzicie? „Tą trudniejszą drogę, ty...” Rozumiecie?
Ponieważ obrałeś tą wąską ścieżkę, tą trudniejszą drogę i szedłeś nią według swego własnego wyboru...
Innymi słowy: Ja tego nie musiałem czynić. Ja mogę iść na bok, lub iść z nimi, jeżeli zechcę. Lecz ja pozostałem i pragnę pozostać ze Słowem.
Ty zrobiłeś właściwą i poprawną decyzję i jest to Moja droga.
Jeżeli zwrócicie uwagę, jest to zaakcentowane i podkreślone. Jeśli zauważyliście, jest to napisane po francusku - zostało to wypowiedziane po francusku - rzeczownik przed przymiotnikiem, rozumiecie.
Dzięki tej doniosłej decyzji ogromna porcja niebios oczekuje na ciebie.
Zastanawiałem się właśnie nad tym. Czy się to stanie, kiedy ja umrę? Potem przypadkowo pomyślałem: „Niebiosa nie są rozdzielone na różne porcje dla nas tam w górze; niebiosa to królestwo niebieskie, które jest wewnątrz nas, które nas oczekuje.” Rozumiecie? Zważajcie teraz.
Jaką chwalebną decyzję podjąłeś!
To właśnie sprawi i przyniesie ogromne zwycięstwo w miłości Bożej.
Widzicie, my powiedzielibyśmy to: „Ogromne zwycięstwo w Bożej miłości,” lecz po francusku było to „w miłości Bożej.” Podobnie jak po niemiecku, czy w jakimś innym języku, rozumiecie, oni mają - oni stawiają rzeczownik przed przymiotnikiem.
145
Widzicie teraz, co to znaczy zejść na dół do Jordanu? My jesteśmy obecnie tutaj na dole. Przeprawmy się więc na drugą stronę. Przestańmy sobie igrać. Przeprawmy się na drugą stronę teraz, ponieważ wszystko to należy do nas. To wszystko jest nasze. Te wizje nigdy nie zawiodły. One nie mogą zawieść, ponieważ przychodzą od Boga. Ja temu wierzę wszystkim, co jest we mnie. My nie jesteśmy tym najemnym pasterzem, który ucieka na pustynię. Przeprawimy się przez Jordan - oddzielenie. Boże, rozłam nam te pieczęcie, które są na grzbiecie tej Księgi! Pozwól nam wejść do tego wspaniałego miejsca teraz, ponieważ Jozue rozdzielił ludowi ich dziedzictwo, które Bóg pozostawił dla nich.
146
I jeśli zwróciliście uwagę, te hebrajskie matki, kiedy były w bólach porodowych i rodziły tych patriarchów - będę to przebierał pewnego dnia, jeśli Pan pozwoli. Ona rodziła tych patriarchów, a kiedy wypowiadała ich imiona w bólach porodowych, ona ich również umieszczała na ich pozycji w królestwie. O, moi drodzy!
Inspiracja - to jest paradoks! Widzicie, nie potraficie tego pojąć po prostu. Lecz to była inspiracja i Bóg umieścił ich prosto na ich miejscu, właśnie w tej godzinie, kiedy człowiek nie pomyśli o tym.
147
Jeśli nie będzie wielkiej zamieci śnieżnej, to następnej niedzieli jeśli Pan pozwoli, pragnę przemawiać na temat:„Chrześcijaństwo przeciw pogańskiemu bałwochwalstwu.” I jeśli możecie, przynieście sobie kawałek papieru, czy cokolwiek chcecie, na to poselstwo. Dzisiaj wieczorem będzie znowu głoszone poselstwo przez brata - przez któregoś brata tutaj, jak sądzę, który je wygłosi. Miałem zamiar pozostać tutaj, lecz wiem, że wielu ludzi pozostałoby również, a na dzisiejsze popołudnie zapowiadają znowu śniegi, i drogi z Georgii i z innych stron będą zaśnieżone. Więc ja, o ile Pan pozwoli, następnej niedzieli mam zamiar głosić to poselstwo, które miałem głosić dzisiaj wieczorem - ja je przesunę na następną niedzielę. A zatem, Bóg bądź z wami.
148
Ja wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem żyjącego Boga, urodzonym z dziewicy, poczętym przez Boga w łonie, i jest przybytkiem, w którym Bóg zamieszkał. Ja wierzę, że Chrystus - On jest ucieleśnionym Bogiem. On jest Bogiem, który stał się ciałem. Kiedy Ojciec, Bóg, wstąpił do Jezusa Chrystusa, On był pełnią Bóstwa cieleśnie - w Nim przebywała cała pełnia. Bóg Ojciec wypowiadał te Słowa. Jezus powiedział: „To nie Ja mówię, lecz Mój Ojciec, który przebywa we Mnie. To On mówi.” Dlatego na tej podstawie On stał się ciałem, żeby On mógł umrzeć - Bóg zapłacił tę karę za rodzaj ludzki, by odkupić i przyprowadzić z powrotem - i przyszedł, by zebrać razem te rzeczy, które Jego własne stworzenie utraciło w upadku; On odkupił to z powrotem Swoim własnym życiem.
149
Zatem, On odkupił tych ludzi, żeby Jego Ewangelia mogła iść dalej. „Sprawy, które Ja czynię, i wy czynić będziecie. Więcej niż te czynić będziecie, bo Ja odchodzę do Ojca. Jeszcze krótki czas, a świat nie zobaczy Mnie już więcej, lecz wy Mnie ujrzycie; bo Ja będę z wami, mianowicie w was, aż do skończenia świata.” Obecnie jesteśmy na końcu czasu. Chrystus powrócił w Swojej postaci Ducha Świętego, w pełni Swojej mocy, do kościoła, by manifestować samego Siebie. Jest to proste. Jest to proste, ludzie.
150
Jeżeli byłby tutaj ktoś, do kogo uśmiechnęła się przychylność na tyle, że ma znakomite wykształcenie, i może chodzi do jakiegoś wielkiego kościoła - nie pozwól, żeby prostota tej biednej klasy ludzi była dla ciebie kamieniem obrażenia. Rozumiesz? Nie o to chodzi. „Prosty lud chętnie Go słuchał.” Rozumiesz, to jest prosty lud.
Istnieją różne klasy ludzi. Są tacy, którzy nie troszczą się o nic po prostu, żyją sobie wszelkiego rodzaju życiem - oni są tam na ulicach, i tak dalej. To nie są ci, którzy Go chętnie słuchali. A również ta klasyczna warstwa społeczna - oni nie byli tymi, którzy Go słuchali. Była to ta klasa pomiędzy nimi - ci zwykli prości ludzie, ci, którzy są ubodzy, pragną jednak żyć czystym i przyzwoitym życiem, i pragną żyć dla Boga, to są ci, którzy Go słuchają.
Bądźmy więc wy i ja tymi ludźmi, którzy Go będą słuchać w tym czasie, ponieważ naprawdę wierzę, że jedna z największych rzeczy, które kiedykolwiek pojawiły się na ziemi, wyłania się właśnie teraz. Amen. Niech was Bóg błogosławi.
Teraz przekażę nabożeństwo bratu Neville.