Tylko wierz

Chicago, Illinois, USA

61-0427

1
Bóg wam to dał, a więc razem możemy służyć Panu Jezusowi. Rozumiecie, po prostu... O, ja jestem tak szczęśliwy dzisiaj. Podczas prywatnych rozmów Pan dokonał wielkich rzeczy i ja jestem po prostu tak bardzo wdzięczny za to. A zatem, jutro wieczorem - jutro jest piątek. Myślałem, że jutro jest już sobota. Nie chcemy zapomnieć o śniadaniu biznesmenów, które odbędzie się tutaj, myślę, że w tej szkole. I przypuszczam, że sprzedają bilety dla uczestników, czy coś podobnego, nieprawdaż, I oni - sądzę, że wszyscy wiedzą dokładnie, jak mają nabyć bilet, i tak dalej, na to śniadanie.
2
Ucieszylibyśmy się, gdybyście też mogli przyjść i zobaczyć - gdybyście odczuli, że macie przyjść. Billy mówi mi zawsze: „Jest jedna rzecz, którą czynisz tato, ty wyczerpujesz słuchaczy. Oni są już tak czy owak wyczerpani.” Powiedział: „Oni siedzieli tam cztery godziny. Ty głosiłeś zbyt długo.”
A ja powiedziałem: „Synu, spróbuję podołać tej sprawie na nabożeństwach w Chicago.” „Ustawię alarm w moim zegarku co każdych dwadzieścia minut, i kiedy on zabrzmi, to ja zaraz zakończę i wywołam kolejkę modlitwy.”
On powiedział: „Możesz go równie dobrze nie ustawiać, ponieważ to i tak nie pomoże.”
Wiecie, ten alarm hałasował dwa lub trzy razy, aż się sam zatrzymał, a ja tego wcale nie zauważyłem. Ja tutaj robię tyle hałasu, wiecie, że nawet nie słyszałem, kiedy on alarmował, a więc ja muszę po prostu... Mam nadzieję, że was nie zanudzam, wiecie. Nie przyjechałem tutaj w tym celu. Przyjechałem tutaj, ponieważ miłuję Go tak bardzo, i wiem, że mamy tego tak dużo, co musimy uczynić właśnie w tym czasie, i ja po prostu staram się przedłożyć tego zbyt dużo jak na jeden wieczór. Rozumiecie? I nie wiem po prostu, którego dnia zostaniemy odwołani... Rozmyślam także o tym, że nie wiem, którego czasu ja zostanę odwołany. I nikt z nas tego nie wie. A więc działajmy tyle, ile potrafimy, gdy jeszcze możemy działać. Zgadza się.
3
Słuchałem mojej matki... Nigdy w moim życiu nie byłem na żadnym tańcu. Lecz słyszałem tylko jeden raz o świętym tańcu w kościele. Nigdy tego nie zapomnę. Gdy byliśmy jeszcze kościołem baptystycznym, zawsze to trochę krytykowałem w moim sercu. Nie powiedziałbym tego na głos, ponieważ obawiałem się to powiedzieć. Cokolwiek Bóg czyni... Zawsze sobie myślałem, że to jest poniekąd dziwne, kiedy to zobaczyłem. Gdy zapoznałem się na początku z zielonoświątkowcami, widziałem, jak oni tańczą, wiecie, jak tańczą w kółko.
Pomyślałem: „Wiesz, tego nie ma w Biblii. Więc dlaczego oni tańczą?” I potem, pewnego wieczora nauczałem na podstawie rysunku z Księgi Daniela i Objawienia św. Jana. Było to na nowy rok wieczorem. Miałem zamiar nauczać na podstawie tego rysunku aż do północy. Nie był to rysunek jak na tablicy, z którego nauczałem. A było tam również kilku zielonoświątkowców, którzy przyszli z Louisville. Było między nimi również kilka sióstr. Pewna siostra była pastorem owego zboru i ona miała... One miały tarki do prania i naparstki, i tym podobne małe przedmioty, którymi robiły hałas, i one wszystkie harmonizowały jakoś razem. Ja nie wiem, co to było, i one... A ona zaczęła grać na pianinie, a wszystkie te młode dziewczyny zaczęły uderzać tymi naparstkami w tarki do prania, i tym podobnie. I one w ten sposób grały tę pieśń:
Hen w powietrzu będzie spotkanie,
w tym słodkim ‚wkrótce'...
Względnie jakąś inną. Ta młoda dziewczyna, która grała - młoda pastorka - ona po prostu zbladła, och, była biała jak kreda. I ona po prostu zaczęła grać z takim zapałem, że jeszcze nigdy w życiu nie widziałem tak kogoś grać. I pomyślałem: „Hm, co to ma znaczyć?”
A potem jedna z uderzających w tarkę do prania zaczęła wpadać w ten sam trans. Następnie dwie lub trzy z nich wyskoczyły i jedna mająca blond włosy zaczęła tańczyć po podłodze. Pomyślałem sobie: „O, rety!” [Słuchacze śmieją się - wyd.]
Posuwała się tam i z powrotem po podłodze tańcząc tak zapamiętale, jak tylko potrafiła; była to młoda szesnastoletnia lub osiemnastoletnia dziewczyna. Ja sam byłem wtedy młodzieńcem. I ja... „Hm, czy to nie jest dziwnie? I właśnie tutaj w moim zborze? Jak ja to w ogóle przeżyję?” [Słuchacze śmieją się - wyd.] Rozumiecie? I obserwowałem ją, jak tańczyła i pomyślałem: „Dlaczego one to czynią? Dlaczego one muszą to czynić? Dlaczego po prostu nie zagrały tylko swojej muzyki, nie robiąc tutaj takiego przedstawienia?” I myślałem: „Ależ, to jest okropne.”
4
Zacząłem zastanawiać się: „Czy w Biblii jest coś takiego jak tańczenie?” I przypomniało mi się, że Dawid tańczył dookoła skrzyni przymierza, kiedy widział, jak skrzynia powraca do kraju. Rozumiecie? On tańczył przed Panem. A Pan powiedział: „On jest mężem według Mego serca.”
Pomyślałem: „Dobrze więc, to było... Z jakiego powodu on tańczył?” Ponieważ oni mieli zwycięstwo.
A Miriam, kiedy oni przekroczyli morze Czerwone, Mojżesz śpiewał w Duchu, a Miriam wzięła tamburyn i zaczęła uderzać weń, i oni zebrali się nad brzegiem morza - wszystkie córki Izraelskie i tańczyły w Duchu. Rozumiecie? I widziałem, że one tańczyły wtedy, gdy odnieśli zwycięstwo.
Rozmyślałem więc dalej i przyszło mi na myśl: „Być może ja nie mam dosyć zwycięstwa.” Rozumiecie? [Słuchacze śmieją się - wyd.] I tak zacząłem o tym rozmyślać. I wiecie, po chwili zacząłem tupać moją nogą i zanim się spostrzegłem, byłem tam na tym przejściu i tańczyłem z tą dziewczyną. [Słuchacze śmieją się - wyd.]
5
Och, potem byłem napiętnowany! Widzę jeszcze dzisiaj wyrazy w twarzach tych ludzi, którzy obserwowali, jak ich pastor tańczy na podłodze z tą młodą dziewczyną. [Słuchacze śmieją się - wyd.] Oto ja byłem tam wprost przed nimi. Dotychczas nigdy w moim życiu nie tańczyłem. I to - muszę to sprostować i powiedzieć: „Stało się to ten jeden raz.” Lecz było to na podłodze w kaplicy. Więc kiedyśmy...
Wiecie, wszystko, co ma diabeł, on skopiował to tylko według jakiejś prawdziwej rzeczy, którą miał Bóg. To się zgadza. Dokładnie tak jest. Diabeł nie może stworzyć. On tylko wypacza to, co zostało stworzone. Rozumiecie? Więc on nie może stworzyć? On nie jest stworzycielem, on jest „wypaczycielem.”
Czym jest - co to jest niesprawiedliwość? Jest to wypaczona sprawiedliwość. Rozumiecie? Jest to legalna sprawa, kiedy mężczyzna pojmie sobie żonę i jest dla niej małżonkiem i tworzą swoim związkiem rodzinę. Lecz ta sama kobieta, względnie jeżeli popełni ten sam czyn z inną kobietą, potępia go to i posyła jego duszę do piekła. Rozumiecie? To jest grzech. Co to jest? Wypaczona sprawiedliwość. Rozumiecie? I tak jest - prawda ma zawsze rację.
Czym jest kłamstwo? Jest to wypaczona prawda, rozumiecie? I tak powstaje kłamstwo. I tak właśnie jest z każdym grzechem - jest to wypaczona sprawiedliwość.
6
W dawniejszych czasach - słuchałem, jak moja matka mówiła, że dawniej chodziła tańczyć - ona z tatą na te różne... Rozumiecie, przybył jakiś grajek na skrzypkach, stanął gdzieś na rogu i grał na skrzypkach, i ci ludzie z Kentucky tańczyli. A tata - on nie miał żadnych pieniędzy, wiecie, lecz mężczyzna powinien miał mieć jakieś drobne monety, aby mu pobrzękiwały w kieszeniach, i widziałem, jak wyszedł, podszedł do pudła z gwoździami i włożył ich sobie kilka do kieszeni, wiecie, i tańczyli - on i mama. I oni zdobywali nagrody. Widziałem, jak jej suknia pląsała i podskakiwała, jak wiecie, podczas tego tańca, i kręcili się w kółko - jeden koło drugiego, ot tak.
I widzę mojego tatę. Pomyślałem: „To jest niedobre, tato - te gwoździe; to nie są pieniądze.” Rozumiecie? Wiedziałem, że on nie ma pieniędzy; miał tylko kilka gwoździ w swojej kieszeni i pobrzękiwały mu tam i sam.„ Rozumiecie? I oni tak tańczyli aż do brzasku dnia. Niektórzy z tych ludzi odeszli do domu, a inni znów przyszli, ci starzy tubylcy z Kentucky i oni tańczyli od jednego domu do drugiego. A potem - rano szli do domu niosąc swoje buty w rękach, bo ich stopy były tak obolałe z powodu tańczenia.
Jeśli potraficie czynić to dla diabła, to dlaczego nie pozostać tutaj i głosić przez całą noc i po prostu uwielbiać Boga, i wejść w Ducha, rozumiecie? Oczywiście. Jeżeli tamto było ku wiecznemu odłączeniu, to co jeśli chodzi o żywot wieczny? Zacznijmy więc. Możemy to doceniać tak bardzo, więcej, niż powinniśmy, oczywiście. Lecz szatan wyczerpie nas przy tym naprawdę szybko, albo mówi nam: „Byliśmy zbyt zmęczeni.” Lecz mówię wam, mielibyście wielkie trudności ze mną, gdybyście mnie chcieli wyczerpać przy głoszeniu Ewangelii.
7
Przypomina mi się, jak zostałem uzdrowiony z dolegliwości żołądka. On, szatan powiedział: „Lepiej nic nie jedz.” Dalej mówił: „Bo lekarz powiedział: ‚Jeśli będziesz coś jadł, to umrzesz. Masz wrzody na żołądku,' i powiedział: ‚jest to po prostu jeden wielki, krwawy wrzód'.”
Lecz Pan powiedział: „On uzdrowił mnie.” Ja musiałem przyjąć Słowo kogoś, zaakceptowałem więc Boże Słowo.
I ach, wydawało się, że to wyparzy mój żołądek. Ja - po prostu wymiotowałem gorzką wodę z moich ust i tak było dwa lub trzy dni, chodziłem w kółko i trzymałem się ot tak za mój żołądek. Ludzie pytali się: „Jak pan się czuje, panie Branham?”
Ja odrzekłem: „O, czuję się dobrze” - i odszedłem na bok.
Ktoś powiedział: „Ty kłamałeś.”
Ja nie kłamałem. Ja mówiłem wyznanie. Wyznawać oznacza „mówić to samo.” „Jego sinościami zostałem uzdrowiony.” Więc to było - to tego dokonało. Rozumiecie? Ja ciągle składałem wyznanie.
A szatan powiedział mi: „Ty przynosisz hańbę.”
8
Ja mu odrzekłem: „Słuchaj stary facecie. Jeżeli lubisz słuchać, jak ja świadczę, to stercz w pobliżu. Lecz jeśli tego nie lubisz, to zmykaj stąd, ponieważ ja będę świadczył mimo wszystko.” To jest właściwe. Musisz go po prostu uświadomić, po której stronie stoisz i potem zajmij swoje stanowisko i stój na nim niezachwianie.
I tak właśnie musimy postępować zawsze - zająć nasze właściwe stanowisko i potem stać we wierze na tym. Nie możesz mieć wiary, dopóki nie jesteś w porządku. Nie próbuj mówić to dlatego, aby go blefować. On nie przyjmie twego blefowania. Rozumiesz? Nie blefuj go. Kiedy temu naprawdę wierzysz, wtedy nie blefujesz. Coś poświadczyło ci to w twoim sercu i wtedy masz rację.
Nie dbam o to, czy może ktoś włoży na ciebie ręce. Może nawet nic nie usłyszysz, lecz z chwilą, gdy coś potwierdziło to w twoim sercu, że to jest Boże Słowo i Boża wola dla ciebie, to jest wszystko, czego potrzebujesz. I wiele razy te dary i inne rzeczy tylko dodają zachęty.
9
Widzę teraz pewnego baptystycznego kaznodzieję, siedzącego tutaj przede mną dzisiaj wieczorem. Jeśli się nie mylę, czy to jest pan Daulton z Somerset, Kentucky, siedzący tutaj? Myślałem, że to jest on. Pamiętam brata Eda Daultona. O, moi drodzy! Prawdziwy baptysta. On tutaj przybył - lecz on uwierzył, przyszedł tu do kaplicy i otrzymał Ducha Świętego, i odszedł z powrotem na południe. I oczywiście, wszyscy z jego sąsiedztwa opuścili go; jak zwykle. A więc, potem, gdy Duch Święty skomentował to, czego czekamy, aby się to urzeczywistniło każdej chwili obecnie, kolejny dar, który ma być dodany do kościoła... I to jest cudowna sprawa.
I prawdopodobnie czytaliśmy artykuły o tym w naszych religijnych gazetach - o tych wiewiórkach, i tak dalej. A brat Daulton miał dwoje dzieci. Ile masz ich obecnie? Około ośmioro dzieci. Myślę, że to jest... Dziewięcioro dzieci, dziewięcioro dzieci i nastolatki, i wy wiecie, jacy oni są, trochę... A ten biedny ojciec i matka, oni modlili się tak bardzo, żeby Bóg zbawił ich dzieci...
10
Pewnego dnia w kaplicy widział, jak Duch Święty przemówił do kobiety i powiedział jej: „Proś tylko, czego chcesz, w tej chwili. A Bóg powiedział mi, abym ci to dał.”
Ona zapytała: „O co mam poprosić?”
Powiedziałem: „Masz ułomną siostrę, siedzi tutaj; ona była ułomną od jej urodzenia.” A tam jest pewien mężczyzna - siedzi tutaj dzisiaj wieczorem - Banks Wood, który siedział tam razem ze mną. Ta niewiasta nazywa się pani Wright. I ja powiedziałem: „Masz ojca i matkę w podeszłym wieku. Żyjesz mając mniej niż dwieście dolarów za rok na tej biednej małej farmie hen tam, a jesteś wdową.” Rzekłem: „Jest tak wiele rzeczy, o które mogłabyś prosić, siostro Hattie.”
Dalej powiedziałem: „Ten sam Bóg, który powiedział mi o tych wiewiórkach - gdy to wypowiedziałem, te wiewiórki były dokładnie tam.” I stało się to siedem razy pod rząd; stały zaraz na swoim miejscu, człowiek mógł popatrzyć i zobaczyć to, chociaż było rzeczą niemożliwą, żeby wiewiórka siedziała tam na tej ścianie. To po prostu coś potwierdza.
I powiedziałem: „On mówi mi, abym ci polecił, żebyś poprosiła o to, czego pragniesz.” On mi powiedział: „Niech ona poprosi o to, a ty jej to powiedz.”
Powiedziałem: „Proś o cokolwiek; będzie ci to dane. Jeżeli się tak nie stanie, to ja powiedziałem ci coś złego.”
A ona powiedziała: „Dobrze, ja nie wiem, o co mam poprosić, bracie Branham.” Potem powiedziała... Ona miała dwu chłopaków nastolatków. I jeśli chcecie mówić o odszczepieńcach, byli to oni; sprawiali jej bóle serca przez cały czas - tej biednej, owdowiałej matce. A więc, jej mąż - ja udzieliłem im ślubu. I oni byli... Jej mąż został uśmiercony przez traktor. A ci chłopcy - byli po prostu rozwydrzeni. I ona poprosiła: „Dobrze, proszę o zbawienie moich dwóch chłopców.”
Ja powiedziałem: „Daję ci tych dwóch chłopców w imieniu Jezusa Chrystusa.” I obydwaj upadli jej na kolanach i przyszli do Chrystusa.
Brat Banks Wood dzisiaj wieczór siedzi teraz gdzieś tutaj w budynku; on był tam obecny i widział, jak się to wydarzyło. Obaj ci chłopcy są teraz mili. Biorą udział w wieczerzy Pańskiej i w umywaniu nóg, a kiedy mamy umywanie nóg to wkładamy nasze ręce na tego, kto właśnie umywa nogi drugiemu i modlimy się. Jeden z nich miał właśnie czternaście lat i niedawno wieczorem nasz pastor, brat Neville, włożył na niego swoje ręce i modlił się. To najzdolniejszy młody chłopak.
11
Więc brat Ed Daulton widział, jak się to działo; on modlił się o swoje dzieci. Wyszedłem na zewnątrz, a on odwrócił się; wtedy Duch Święty powiedział: „Mów w sprawie dzieci Eda.”
I ja powiedziałem: „Bracie Daulton, Duch Święty mówi mi przez ten sam dar, iż spodziewamy się, że zostaniemy wkrótce doskonale zamanifestowani. Daję ci twoje dzieci w imieniu Jezusa Chrystusa.” A gdy on przyjechał do swojego domu, jego córka i syn już oddali swoje serca Chrystusowi. (Tylko kilka mil na południe ode mnie.) I ja myślę, że każde z twoich dzieci jest zbawione i napełnione Duchem Świętym. Czy to jest prawdą, bracie Daulton? Czy którekolwiek z nich jest tutaj z tobą? Jedna córka. Czy to jest ta, która została wtedy zbawiona? Najstarsza córka została zbawiona następnego poranka. I każde z jego dzieci jest obecnie zbawione. Jakże, uczynił to Duch Święty! Gdy Bóg coś mówi, On dotrzymuje Swego Słowa. Wiecie?
12
Jak mógłbym ja zbawić te dzieci? Rozumiecie? To niemożliwe. Jeżeli to nie są twoje własne słowa, jeżeli to nie są twoje własne myśli, wtedy jest to coś, co ci daje inspirację. A jeśli to jest Bóg, to jest to Boże Słowo. Rozumiecie? Więc tak dzieje się w tych nabożeństwach wieczorem tutaj, kiedy widzicie, jak dzieją się te rzeczy - to nie jestem ja. Ja nie mógłbym tego uczynić. Jest to Bóg, który to czyni. I jeśli tylko w to uwierzycie, to jest wszystko, co musicie uczynić - po prostu uwierzyć w to.
Niemal jest już pora do wywołania kolejki modlitwy, Billy. Ja po prostu zajmuję tyle czasu. Lecz wiecie, ja po prostu chcę mieć spotkanie ze wszystkimi ludźmi tutaj z okolicy Chicago.
A ten brat, który śpiewał tutaj dzisiaj wieczorem, brat Melvin, jak ja lubię słuchać śpiewu tego młodzieńca. Pragnę, żeby on zaśpiewał: „Wspomnij na mnie,” jednego z tych wieczorów, zanim stąd odjadę. A potem jest tutaj jeszcze siostra murzynka, która śpiewa u chrześcijańskich biznesmenów. O, moi drodzy. Mielibyście ją słuchać, jak śpiewa: „Witaj okręcie.”
Powiedziałem mojej żonie - ona siedzi tam w tyle dzisiaj wieczorem. Powiedziałem jej to i mam nadzieję, że usłyszymy tą panią, jak śpiewa „Witaj okręcie,” również jak śpiewa brat Melwin:
Wspomnij mnie, kiedy łzy spływają po policzkach.
O, moi drodzy. Mam nadzieję, że na pewno usłyszymy ich.
A był tam pewien młody brat na tym nabożeństwie niedawno do południa; on siedzi gdzieś tutaj w tyle. Uścisnąłem z nim dłoń. On jest tutaj - on i jego żona. Moi drodzy, ci dopiero śpiewają! Kiedy przyjdziemy do chwały, życzę sobie - ja zawsze chciałem śpiewać. Wiele razy śpiewałbym raczej niż głosił. Więc ja tak bardzo miłuję śpiewanie. Zawsze mawiałem: „Wszyscy wielcy śpiewacy na ziemi będą zebrani tam w górze i będą opiewać te dzieje, jak oni zwyciężyli... tam na tym zboczu wielkiej góry w chwale. Właśnie tam za rzeką żywota, hen na drugiej stronie - pragnę tam siedzieć i słuchać ich.
Pragnę więc zaprosić was, wszyscy ludzie z Chicago, abyście spotkali się ze mną tam i my tam usiądziemy i będziemy słuchać, jak oni śpiewają, i nie będziemy mieć już żadnych kłopotów. Tutaj musimy się śpieszyć i dopilnować, aby dzieciom nie stała się żadna krzywda, czy coś podobnego. One będą tam razem z nami i nie będzie tam niczego, co by krzywdziło lub niszczyło. Potem będziemy mieć dosyć czasu i będziemy po prostu rozmawiać długi czas, będziemy mieć dosyć czasu na rozmowy.
13
Mam tu teraz kilka miejsc Pisma Świętego, na które pragnę się powołać. Mam tutaj niektóre wypisane i kilka stronic notatek. Pragnę rozpocząć dzisiaj wieczorem i przeczytać najpierw fragment Pisma z Ew. Łukasza 8,50. jako nasz tekst. Moim tematem dzisiaj wieczorem jest tytuł tej pieśni, którą śpiewali tuż zanim wszedłem tutaj: „Tylko wierz.” A więc Ew. Łukasza 8, rozdział, 50. werset.
Jezus zaś, usłyszawszy to, odpowiedział mu: Nie bój się, tylko wierz, a będzie uzdrowiona.
Pochylmy nasze głowy na chwilę do modlitwy. Łaskawy Boże, który wskrzesiłeś z martwych Twojego Syna, Pana Jezusa, i przedstawiłeś Go nam po dwóch tysiącach lat. Widzimy Go każdego dnia i każdej nocy w Jego niewidzialnym ciele, działającym w widzialnym ciele Jego kościoła - urzeczywistniającym Swoje Słowo. I jak mówiliśmy niedawno wieczór: „Jesteście dokładnie w Bożym harmonogramie. Wszystko dzieje się zupełnie poprawnie.” Boży wielki zegar tyka po prostu punktualnie. A więc dzisiaj wieczorem, kiedy widzimy, że to ostatnie uderzenie o północy uderzy lada chwila, o wielki Jahwe, Boże, bądź nam miłościwy.
14
I kiedy rozmyślam dzisiaj wieczorem, że tutaj przede mną stoją odkupieni Twoją krwią i ja będę zajmował ich uwagę przez następnych trzydzieści lub czterdzieści minut, co mam mówić, o Boże? Tych kilka słów, które sobie przygotowałem, będą na pewno niewystarczalne, Panie, jeśli nie będzie Twojego namaszczenia. Modlę się więc, żebyś Ty namaścił dzisiaj te Słowa tego tekstu. I niechby one znalazły swoje miejsce odpocznienia i przygotowały dla nas właśnie to, czego potrzebujemy, abyśmy byli gotowi na tę godzinę, kiedy Jezus przyjdzie.
Tak, Boże, zauważyłem moimi oczami przed kilkoma minutami leżącą tutaj mną tę księgę chrześcijańskich biznesmenów, w której nasz drogi brat Tommy Nichol został przeniesiony z tej taśmy w wizji, czy cokolwiek to było, Panie, Ty pozwoliłeś mi popatrzeć tam poza kurtynę czasu. I o Boże, ja powiedziałem: „Gdybym tylko mógł powrócić na ziemię, ja bym przekonywał, ja bym błagał ludzi. O, oni nie śmieją tego zaprzepaścić, Panie.” Są tutaj ludzie, którzy dzielili się ze mną o swoją żywność, żywili mnie i moje dzieci i dzielili się żywnością między nimi i ich dziećmi. Modlę się, Boże, żeby tak czy owak coś mogło być powiedziane dzisiaj wieczorem, abyśmy mogli dzielić się Chrystusem pomiędzy nami dziś wieczorem. Żeby On mógł być Zbawicielem każdego z nas i Uzdrowicielem każdego z nas i naszym przychodzącym Królem. I żebyśmy tą nadzieję trzymali tutaj w naszych sercach. Obyśmy żyli wiecznie razem z Nim, tam w kraju, gdzie nie ma żadnej choroby.
Rozmyślam o tych kobietach, jak one kiedyś rozpoznawały. Tutaj były starymi kobietami, dziewięćdziesięcioletnimi, a tam były piękne i młode. A ci siwowłosi mężczyźni tutaj na ziemi - tam byli młodzi i w ich młodości na zawsze. Boże, nie moglibyśmy sobie pozwolić na to, abyśmy to przegapili. Daruj, Panie, dzisiaj wieczorem, żeby każdy człowiek i każda osoba uchwycili się tego na nowo dzisiaj wieczorem. Błogosław świętych i uzdrów chorych, bo poruczamy samych siebie oraz ten tekst do Twoich rąk, w imieniu Jezusa Chrystusa ku Twojej chwale. Amen.
15
Jezus właśnie powrócił z wielkiej ewangelizacji. On był zawsze w sprawach Swojego Ojca. Ja to lubię. My - ja sam mam tak dużo czasu, który, jak uważam, nie wykorzystuję właściwie. Wszyscy odczuwamy to w ten sposób. I jesteśmy tak zaplątani wieloma sprawami, że musimy gdzieś iść i odplątać się.
Lecz stwierdziliśmy, że Jezus był zawsze w sprawach Ojca. Ja to lubię. I takimi właśnie powinniśmy być. Nie wolno nam próżnować w naszym czasie. Ile czasu mamy, musimy wykorzystać go właściwie i oszczędzać czas, wykupić go, ponieważ jest drogi. Każdym razem, gdy mamy okazję uczynić coś dla Jezusa, uczyńmy to. Każdym razem, gdy mamy okazję uczynić coś dla Boga, uczyńmy to. Uczyńmy coś dla zboru i dla naprawienia ludzi. Wielu ludzi - dowiadujemy się o tych sprawach, jeżeli nam ktoś coś o tym powie.
16
A Jezus odszedł z Galilei do kraju, z którego On pochodził, przepłynął przez morze, niewątpliwie odczuwał takie prowadzenie, aby się udał do Gadary na ewangelizację. Niewątpliwie Ojciec prowadził Go, aby przepłynął przez morze do Gadary. I wszyscy wiemy, że tam został zbawiony tylko jeden człowiek, a był to ten obłąkany - w Gadarze. On przebywał na polach i między grobami. On oszalał. I założono mu łańcuchy, ale demoniczna moc potrafiła rozerwać te łańcuchy... Ja często myślałem, gdy przechodziłem koło zakładów dla obłąkanych i widziałem człowieka, który był opętany tymi złymi mocami, jak mocny jest taki człowiek. Czasami muszą brać policjantów, żeby go poskromić.
Przypominam sobie jak na południu na Florydzie pewnej nocy człowiek, ważący coś ponad sześćdziesiąt kilogramów, pobił pięciu policjantów tak łatwo, jak wychłostałbyś swoje dziecko. A potem, gdy ten zły duch wyszedł z niego, wiecie, nie było go trudno poskromić. On był taki potulny, jak tylko mógł być. Lecz to był zły duch.
I ja pomyślałem: „Jeśli mężczyzna opętany przez złego ducha potrafił rozerwać łańcuchy, co on mógłby uczynić, gdyby był kompletnie uległy Bogu, a moc Boża ogarnęłaby go w podobny sposób?” On potrafiłby wyprostować każdą ułomną nogę i czynić wielkie rzeczy, gdyby tylko mógł być tak namaszczony Bożą mocą,, jak przedtem trzymał go w swoich rękach diabeł.
17
Czy zauważyliście, że diabeł miał zupełnie pod władzą tego człowieka - aż on wyznał Jezusa? On powiedział: „My wiemy, kim Ty jesteś - Tym świętym Bożym. Dlaczego przychodzisz trapić nas, zanim nastanie nasz czas?” Rozumiecie? On był tak całkowicie uległy diabłu - tak, że diabeł potrafił posługiwać się i jego językiem.
I wy wiecie, ja to lubię. Mam nadzieję, że to nie rani uczuć kogoś, lecz my możemy być tak całkowicie poddani Bogu, że On może posłużyć się również naszym językiem, abyśmy mówili obcymi językami i głosili Ewangelię, abyśmy śpiewali Ewangelię, abyśmy mówili o wizjach, na które się patrzymy - o tajemnicach Bożych, jeżeli poddamy się zupełnie mocy Bożej. To jest wszystko. A jeśli diabeł potrafi dostać człowieka pod swoją władzę i czynić coś takiego, to co może uczynić Bóg przy pomocy człowieka, którego dostanie pod Swoją władzę? Rozumiecie? Więc ten obłąkany...
I zwróćcie uwagę, kiedy Jezus przeprawiał się przez morze, diabeł wiedział, że On był w drodze, by odnieść wielkie, wspaniałe zwycięstwo dla Boga. I on próbował utopić Go tej nocy, wywołał burzę, która przyszła i... Lecz Jezus wiedział, że Bóg go tam posłał, ponieważ On czynił tylko to, co Bóg polecił Mu czynić.
18
Czy nie byłoby to piękne, gdybyśmy mieli takie świadectwo, bracia? „Ja czynię tylko to, co się podoba Bogu.” Czy to nie byłoby cudowne? Tak jak Enoch chodził z Bogiem pięćset lat i miał świadectwo, że „podobał się Bogu.” On nie musiał umrzeć - po prostu odszedł do góry.
Więc potem, będąc pewnego popołudnia na przechadzce, On po prostu zaczął odchodzić i tylko pomyślał: „Byłem na ziemi już dosyć długo; ja teraz odejdę do góry.” I po prostu wyruszył we wierze, i myślał: „Jestem tutaj już dosyć długo, więc jestem już zmęczony z mojego pobytu tutaj. Myślę, że po prostu wyruszę na spacer do góry, aż natrafię na białą Mleczną Drogę i pójdę ciągle dalej i zapukam do drzwi.” I tak właśnie on uczynił. Rozumiecie? On uczynił to we wierze. Biblia tak mówi. Rozumiecie? On był już zmęczony tym pobytem tutaj. On powiedział: „Teraz odejdę do domu do chwały, Boże” i po prostu szedł do góry w powietrzu. On uczynił to we wierze. Biblia mówi, że on to uczynił.
A więc, o, ja... Kiedy odczuwam, że śmierć przychodzi i puka do moich drzwi, ja pragnę mieć taką właśnie wiarę, czy wy nie? Powiemy tylko: „Już tak długo ty stary świecie. Ja teraz odejdę z tego świata.” I po prostu zacznę iść naprzód. Pójdę bezpośrednio do góry, ominę księżyc i gwiazdy, natrafię na Mleczną Drogę i będę przechodził przez wiele sfer i przestrzeni i po prostu wejdę do chwały. To się zgadza.
19
A zatem, stwierdzamy, że diabeł nie potrafi zniszczyć Bożego sługę, jak długo On postępuje według woli Bożej. Więc On... Widzimy, jak On powstał tej nocy, a diabeł był tak rozzłoszczony i próbował utopić Go tam na morzu, lecz On powstał i powiedział: „Dlaczego jesteście tak bojaźliwi? Czy myślicie, że Ja czyniłbym cokolwiek, gdybym nie postępował według woli Bożej? Dlaczego jesteście tacy przestraszeni? Rozumiecie? Dlaczego się w ogóle martwicie? Dlaczego jesteście wyprowadzeni z równowagi?”
Wyobrażam sobie, że to samo On powiedziałby dzisiaj wieczór nam, bracia. „Dlaczego jesteście tacy przestraszeni?” Rozumiecie? „Co się dzieje, że boicie się zaufać Mi?”
On rzekł: „Uspokój się i ucisz.” A wiatry i fale były Mu posłuszne, i przeprawił się na drugą stronę morza. O, jak to jest cudowne. On przeprawił się tam na drugą stronę, a ten obłąkany wybiegł naprzeciw Niemu, i kiedy podbiegł, miał zamiar rozerwać Go na kawałki. Lecz ten diabeł stwierdził, że On był kimś trochę większym od człowieka, gdy tam przyszedł z tymi innymi dwunastoma mężami.
20
A potem, kiedy on powiedział Mu, że jest Synem Bożym i mówił o swoich przyszłych mękach, Jezus powiedział: „Zamilknij i wyjdź z niego.” I On wyzwolił tego człowieka z tych legionów diabłów. I ci diabli wyszli i wstąpili do... Gdyby nie weszli do innych ciał, wydaje się, że byliby bezsilni. Więc oni wyszli i wstąpili do trzody świń, które rzuciły się na dół - dwa tysiące świń i potonęły w morzu.
I czy wiecie co? Jezus tam przybył i chciał urządzać nabożeństwa ewangelizacyjne, lecz kiedy tamci ludzie uświadomili sobie, że kosztowało ich to dwa tysiące świń, oni nie chcieli tej ewangelizacji. Tak, jeśli będzie ich to kosztować cokolwiek, oni nie chcą mieć nic z tym wspólnego. I mniej więcej tak samo jest dzisiaj, wiecie. Jeżeli będzie trzeba poświęcić kilka godzin snu albo czegoś innego, ludzie nie będą chcieli mieć z tym nic do czynienia, wiecie.
Więc oni powiedzieli... Zatem oni - zamiast mieć nabożeństwa ewangelizacyjne, oni wyszli - ci ludzie z tego miasta i powiedzieli: „Odejdź z naszego kraju. Nie chcemy Cię tutaj. Proszę, odejdź stąd.”
21
I wiecie, Jezus rozejrzał się dookoła i popatrzył na tego człowieka, który miał już zdrowe zmysły i był przyobleczony w odzienie. Wiecie, ja zawsze myślałem przy tym, że lepiej nie będę zaczynał mówić o tym. Lecz kiedy widzicie, że ten człowiek zaczął się ubierać w odzienie, gdy spotkał się z Jezusem, jak to jest, kiedy twierdzicie, że Go znacie, a zdejmujecie z siebie odzienie przez cały czas? Więc to jest to samo. I to było...
Ludzie mówią: „Jesteśmy już zwariowani z tego, bo ciągle głosi się takie rzeczy.” Lecz ja nie wiem. Ten człowiek, który był nagi, był obłąkany - tak mówi Biblia. Lecz kiedy spotkał się z Jezusem, zaczął się znowu przyodziewać odzieniem. Stwierdzamy więc, że to...
22
Często zastanawiałem się, że kiedy przyjdę do niebios, chciałbym odnaleźć tego człowieka. I chciałbym podejść do niego. Jezus nie pozwolił mu, żeby poszedł za Nim. On powiedział: „Idź, wróć się do miasta i pokaż ludziom, co się z tobą stało.” I zastanawiam się, jaką wagę miało potem jego świadectwo dla tych hodowców świń w owym kraju. Zastanawiam się, jaką wagę miało jego świadectwo potem w tym kraju.
Lecz oni Go nie chcieli. Więc ja powiem jedną rzecz. Jeżeli Go nie chcecie, On nie będzie was zanudzał Swoją obecnością. Nie, nie. On nie będzie narzucał się wam. On tego nigdy nie czynił. On puka. Ty jesteś wewnątrz. Twoim zadaniem jest otworzyć drzwi. Lecz On będzie pukał. On da ci tą możliwość.
23
Więc potem, och, oni mówili: „My Ciebie nie chcemy. Ja nie dbam o to, ilu opętanych potrafisz wyzwolić i jak, co, i kto posłał Ciebie tutaj. Jeśli Bóg posłał Ciebie tutaj, co z tego; my po prostu nie chcemy, aby coś z tego działo się tutaj w naszej okolicy. Ty wprowadziłeś naszych ludzi w zupełne zamieszanie. Więc wracaj po prostu tam, skąd przyszedłeś.”
On powiedział: „W porządku.” Zawrócił zaraz i wstąpił do łodzi.
Musiało być chyba około dziesiątej godziny do południa. Nasz zwykły brat Jairus - on był wierzącym. On był naprawdę wierzącym, lecz był takim sekretnym wierzącym. I wy wiecie, mamy ich wiele takich tutaj wśród metodystów, baptystów, i w prezbiteriańskich kościołach. Oni naprawdę wierzą temu poselstwu wylania Ducha Świętego. Naprawdę wierzą. Lecz oni po prostu nie mogą tego czynić ze względu na ich kościół.
Więc Jairus powiedział... On był sekretnym wierzącym; na pozór on przyłączył się do grupy niewierzących. A zatem, tak właśnie jest z wielu dobrymi ludźmi dzisiaj wieczorem: przyłączyli się do niewierzących. A Biblia mówi: „Nie ciągnijcie nierównego jarzma z niewierzącymi. Wyjdźcie spośród niewierzących i odłączcie się od nich” - mówi Bóg - „a Ja was przyjmę. Nie dotykajcie się ich nieczystych rzeczy. I Ja będę waszym Bogiem, a wy będziecie Mi synami i córkami.”
24
Więc Jairus, chociaż był taki, jak wielu ludzi dzisiaj, zaprzągł się do jarzma w organizacji, z którego nie potrafił się po prostu wykręcić, bo miał wielkie imię. Być może nazywano go doktorem Jairusem. Rozumiecie? On miał wielki tytuł doktora, być może był poza tym kapłanem. I on był pastorem wielkiej synagogi. Lecz w swoim sercu naśladował Jezusa z Nazaretu, i obserwował te cuda. Potem odchodził do domu i studiował to przeglądając Pismo Święte. I mówił: „To zgadza się dokładnie.”
Pomyślmy, że on stał tam owego dnia, kiedy Szymon przyszedł. On chodził nad rzekę i słuchał głoszącego Jana, i usłyszał o tym. On usłyszał jak on ogłaszał przyjście Jezusa i widział tą światłość, która zstąpiła nad Niego i odpoczęła na Nim. I widzieliśmy, że ta sama światłość, która była na Nim, powiedziała temu staremu rybakowi: „Słuchaj, ty nazywasz się Szymon i jesteś synem Jonasza.” Być może, wiecie, jego ojciec był może członkiem synagogi tego człowieka.
On powiedział: „Ja wiem, że ten Człowiek go nie znał.” I ja odszedłem do domu i badałem to w Piśmie Świętym, i stwierdziłem, że to był znak Mesjasza. A potem, kiedy tam stałem - a ja stałem hen po drugiej stronie - oczywiście z kapłanami, moimi braćmi, i przysłuchiwałem się, abym mógł coś usłyszeć. I bracia - oni powiedzieli: „Co będziemy czynić, kiedy pójdziemy z powrotem?”
Kiedy Filip przyszedł, miał ze sobą Natanaela, a ten... Jezus stał tam i powiedział Natanaelowi, kim on był i gdzie go Filip odnalazł, i tak dalej. I widzieliśmy Natanaela, on może studiował, aby być kaznodzieją, i on powiedział: „Ależ, Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Królem Izraela.”
On powiedział: „Czy wierzysz dlatego, że ci to powiedziałem?”
25
I być może On siedział tam również, aby słuchać tej niewiasty przy studni, i stał tam przy bramie owego czasu, gdy ślepy Bartymeusz był tam i wołał: „Jezusie, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną.” On nie mógł się Go dotknąć.
Jeżeli idziecie do... Jeżeli byliście kiedykolwiek na tym miejscu, oni tam uczynili znak, gdzie siedział Bartymeusz i gdzie był Jezus, kiedy on Go zawołał; o, moi drodzy. Cały otaczający tłum wrzeszczał i mówili: „Słuchaj, ludzie mówią, że Ty wskrzeszasz umarłych. Mamy ich tutaj pełny cmentarz. Podejdź tam i wskrześ niektórych z nich, a uwierzymy Ci.” Rozumiecie? Jak On mógłby w ogóle usłyszeć wszystkich? Lecz jego wiara dotknęła się Go.
Podobnie jak mały Zacheusz, o którym mówiłem chrześcijańskim biznesmenom - on siedział na drzewie i mówił sobie: „Hm, Rebeka mówiła mi, że On wie wszystkie rzeczy i potrafi... Bóg mówił przez Niego i On był Mesjaszem. Więc ja przyciągnę wszystkie te gałęzie dookoła mnie i On wcale nie pozna, że ja siedzę tutaj na drzewie.”
A potem - Jezus zatrzymał się pod drzewem, spojrzał do góry i rzekł: „Zacheuszu, zstąp na dół. Idę z tobą do domu.”
26
Więc on był tam może owego poranka i widział to. Mimo wszystko wierzył na podstawie Pisma Świętego, że to był Mesjasz. Jednakowoż nie mógł tego wyznawać, ponieważ stowarzyszenie kaznodziejów z Gadara powiedziało następująco: „Jeżeli ktoś z was pójdzie chociaż na jedno nabożeństwo, które urządza ten prorok z Galilei, my go wyklniemy w tej godzinie z naszego kościoła. A więc, on miał mimo wszystko pastora. I on miał wielkie zgromadzenie i miłą grupę ludzi, i on wiedział, że miłuje Pana. Lecz głęboko w swoim sercu wiedział, że jest jeszcze coś innego, co powinno być dodane. O, Zacheuszu, mam nadzieję, że siedzisz tutaj dzisiaj wieczorem, więc nie wstawaj i nie wychodź, zanim skończy się to nabożeństwo. Rozumiesz? Siedź po prostu cicho na chwilę.
I on był tam na zewnątrz, wiecie, na dworze, i wierzył w to, i przyszedł z małym światłem świecy i studiował to w nocy, kiedy poszedł na jedno z tych nabożeństw i słuchał, być może był w przebraniu i włożył zasłonę na swoją twarz, czy coś podobnego, żeby go nie rozpoznano jako doktora, ani jako doktora Jairusa, wiecie. On po prostu nie chciał być poznany wśród tego tłumu. Lecz mimo wszystko on tam siedział. I obserwował to i studiował to; a jednak nie mógłby tego ujawnić i publicznie Go wyznać, ponieważ musiałby zrezygnować ze swojego stowarzyszenia kaznodziejów i ze społeczności ze swoimi braćmi. A powodem było to, że oni wszyscy razme wygnali Jezusa z Gadara i posłali Go z powrotem do Jego własnego kraju. W Jego własnym kraju była to ta sama rzecz. I każdy, kto przyłączył się do tego tak zwanego proroka z Galilei, musiał zostać wyklęty.
27
Lecz wiecie, Bóg ma pewien sposób, jak wzbudzić w nas rzeczywistą autentyczną wiarę. Bóg ma szczególne sposoby, czynienia tego. A więc, powiedzmy, że pewnej nocy weszła młoda dziewczynka i ona była... On miał małą córeczkę w wieku około dwunastu lat, a on się już starzał. I ona była jedynym dzieckiem, które on i jego żona mieli.
Pewnego wieczora ona weszła do domu po przeskakiwaniu powrozu czy bieganiu dookoła parafii; ona weszła do środka i powiedziała: „Tato, ja jestem chora.”
Więc on dotknął ręką jej główki i powiedział: „Tak, kochanie. Jesteś chora.” I powiedział: „Matko, powiem ci, co zrobisz. Połóż ją do łóżka, a ja pójdę do miasta i sprowadzę lekarza.” To była jedyna rozsądna rzecz, którą mógł uczynić.
Poszli więc i przyprowadzili dobrego lekarza ze sąsiedztwa. I on podszedł do niej i dotknął się jej. I powiedział: „Tak, ona ma wysoką gorączkę.” Opiekował się więc nią dwa lub trzy dni. I okazało się, że jej gorączka wzmagała się. I ach, doszło do tego, że ona była taka rozpalona, że lekarz zaczął martwić się z powodu tego. Próbował więc wszystkie zioła i wszystkie medykamenty, które znał, starając się pomóc tej małej dziewczynce. Lecz nie mógł osiągnąć poprawy jej stanu. Nie potrafił stłumić tej gorączki.
28
Pewnego poranka o dziewiątej godzinie, wiecie, on przyszedł znowu, by odwiedzić tą dziewczynkę; niemal całą noc nie zmrużyli oka. I wszyscy miłujący ich ludzie z kościoła zgromadzili się, wszyscy współpastorzy, jak i kilku wizytujących dostojników kościelnych, okręgowy prezbiter, i oni wszyscy siedzieli w skupieniu, wiecie, by zanosić modlitwy i tak dalej za to dziecko.
A więc, lekarz wszedł do pokoju, zbadał tą dziewczynkę, sprawdził jej puls. I ach, jej gorączka szalała. Ta mała dziewczynka była teraz nieprzytomna. Więc on wiedział, że jej koniec jest blisko.
Nie chciał tego powiedzieć pastorowi przed wszystkimi, być może chodził do jego kościoła. Więc wywołał go na bok i powiedział: „Słuchaj, Jairusie, chcę ci to powiedzieć na osobności, żeby tego siostra nie słyszała. To dziecko umiera - twoja jedyna córeczka.”
„O, doktorze, z pewnością możesz jeszcze coś dla niej uczynić.”
„Nie, Jairusie, jeżeli chcesz zawołać jeszcze innego lekarza i z nim przekonsultować tą sprawę, wiesz, to jest w porządku. Lecz według mojego zrozumienia lekarza, śmierć tego dziecka nadchodzi w tej chwili, ponieważ ona leży na progu śmierci. I ona prawdopodobnie nie wytrzyma więcej jak godzinę lub dwie.” Ten dobry lekarz powiedział mu całą prawdę.
A Jairus powiedział: „Doktorze, czy poradziłbyś mi jakiegoś innego lekarza?”
On odrzekł: „Z przyjemnością.”
On powiedział: „Lecz ja nie znam żadnego innego lekarza. Wiemy, że tam po drugiej stronie był doktor, nazywał się Łukasz - doktor Łukasz. Lecz wiesz, on nawrócił się.”
„Och, nie mów. Łukasz zszedł z właściwej drogi.” Rozumiecie? „On chodzi za tym prorokiem z Galilei, czy nie wiesz?”
O, to Jairusowi przypomniało coś w myślach. „Tak doktorze. Dobrze, dziękuję ci. Ile ci jestem winien, doktorze?”
„O, otóż, ja... To jest w porządku. Nie jesteś mi nic winien.” On był zacnym człowiekiem. Rozumiecie? „W porządku, kaznodziejo. Ja wiem, że ty nie zarabiasz wiele pieniędzy, więc zostawmy tą sprawę po prostu.”
„Dobrze, dziękuję ci naprawdę serdecznie.”
29
Co on teraz uczyni? Powraca od bramki i mówi sobie: „Wejdę teraz do domu, do parafii. I co, jak mam powiedzieć mojej żonie, że to dziecię jest na progu śmierci? Zachowywałem to w tajemnicy przed nią przez cały czas, że naprawdę wierzyłem, iż Jezus jest tym prawdziwym prorokiem, który miał przyjść. Lecz teraz, jak miałbym to w ogóle powiedzieć? A jest tam nasz okręgowy prezbiter oraz wszyscy pozostali ze stowarzyszenia kaznodziejów; siedzą tam dookoła domu. Jak mógłbym to w ogóle powiedzieć? Zastanawiam się również, gdzie On jest?”
Wraca więc do pokoju i zaczyna się zastanawiać. I wiecie, najpierw zawołał do pokoju swoją żonę. Powiedział: „Droga, wejdź do pokoju i usiądź na chwilę.” On złożył swoje ręce i powiedział: „Mam coś, o czym chcę z tobą porozmawiać. Najpierw pragnę powiedzieć: Matko, czy przypominasz sobie, jak siadywałem tutaj w nocy przy świetle świec, czytając Pismo Święte?”
„Tak jest, Jairusie. Ja wiem, jak siadywałeś tutaj i czytałeś.”
„I wchodziłem do pokoju, bo byłem poza domem dwa lub trzy dni na raz, i mawiałem ci: ‚Byłem tam na zewnątrz w sprawach Mistrza'.”
„Tak, przypominam sobie to wszystko.”
„Taiłem to przed tobą, lecz pragnę ci coś powiedzieć. Czy wiesz, gdzie ja byłem?”
„Hm, gdzie byłeś, drogi?”
„Ja uczęszczałem na nabożeństwa Jezusa z Nazaretu, tego proroka z Galilei. Uczęszczałem...”
„O” - odrzekła ona - „to nie było dla mnie tajemnicą. Ja czytałam twoje notatki, które sobie notowałeś z Jego kazań. Rozumiesz? Kiedy czyściłam pokój, znalazłam ich pełno w koszu. Rozumiesz? I czytałam po prostu, gdzie ty studiowałeś to w Piśmie Świętym.”
„Czy naprawdę?”
„Tak.”
„Otóż, mówię ci. Wiesz co? Naprawdę wierzę, że to jest Mesjasz.”
„Ależ” - powiedziała ona - „drogi, czy jesteś gotowy wyznać to w tej chwili? Ja temu wierzyłam cały czas.”
On był gotowy. On mógł jej teraz coś powiedzieć. I powiedział: „Wiesz co?” Powiedział: „Kochanie, doktor powiedział mi właśnie coś.”
„Co? Czy zdrowie naszej córki poprawi się?”
„Nie, ona umiera.”
„Och, Jairusie, och, och, na pewno nie!...”
30
„Tak, tak. Ona - ona - ona umiera. Lecz zastanawiałem się, gdzie jest Jezus z Nazaretu? Wiesz, On odszedł stąd i przeprawił się przez morze kilka dni temu. I On odszedł. Zastanawiam się, gdzie On może być. Gdybyśmy Go tylko mogli odnaleźć. Moglibyśmy po prostu wyznać naszą wiarę i wyjść.”
Więc on wyszedł przed wszystkich zgromadzonych ludzi i powiedział: „Pragnę wam coś oznajmić. Doktor powiedział mi właśnie, że moje dziecko umiera, moja jedyna córeczka, mająca dwanaście lat; ona umiera.” A więc on powiedział im to i wszyscy zaczęli lamentować i płakać i zawodzić.
On powiedział: „Zaczekajcie. To nie jest nasza ostatnia nadzieja. Chwileczkę tylko.” O, odczuwam, że jego twarz zaczęła się czerwienić. Spojrzał na okręgowego prezbitera, na biskupa i na wszystkich siedzących dookoła, wiecie. I co on ma zamiar uczynić?
„Lecz my mamy inną nadzieję.”
Słyszę, jak biskup powstaje i mówi: „Ach, czy chcesz zasięgnąć rady u innego lekarza?”
„Nie, niezupełnie. Lecz mam coś...” a jego serce zaczęło bić naprawdę szybko, wiecie. Czy mam im to powiedzieć? I zaczął jąkać się trochę.
I słyszę, jak jego żona mówi: „Mów dalej, powiedz im to, powiedz im to, powiedz im to.”
„Otóż [Brat Branham chrząknął - wyd.], bracia, wiem, że was to może trochę podburzy. Lecz ja wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. Wierzę, że On, ten prorok z Galilei, jest Mesjaszem. I ja...”
Wiecie, widzę jak biskup powstał, również okręgowy prezbiter i wszyscy dostojnicy i powiedzieli: „Ależ Jairusie, przecież nie chcesz powiedzieć, że odszedłeś jak Łukasz i wszyscy pozostali?”
„Tak, ja Mu wierzę. Na pewno wierzę.”
31
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? On miał potrzebę. Bóg ma sposób, jak położyć ci to na serce w taki sposób i On sprawi, że wyjdziesz z taką wiarą, po prostu przedłożysz ją mimo wszystko. O tak.
Słyszę teraz, jak on mówi: „Czy ktoś z was wie, gdzie On jest?”
Jeden młody człowiek powiedział: „Tak, ja byłem niedawno chory i udałem się tam, by odwiedzić doktora Łukasza. I Łukasz jest z Nim; a On był na drugiej stronie - w Gadarze, i oni... Słyszałem od gońca, że oni przyjdą dzisiaj tutaj. Oni powinni wylądować dzisiaj rano tutaj w porcie rybackim.”
Widzę, jak biedak Jairus wychodzi - wziął swoją małą kapłańską czapkę, włożył ją sobie na głowie, włożył na siebie swój płaszcz i wyszedł.
Słyszę, jak okręgowy prezbiter, stojący tam u drzwi, mówi: „Słuchaj młody człowieku. Ty byłeś jednym z nas przez długi czas. Jeśli chcesz teraz zaczynać coś takiego i wprowadzić zamieszanie do naszego zgromadzenia, wprowadzić taki fanatyzm do naszej grupy, czy wiesz, co się stanie? My ciebie wyklniemy. Usuniemy twoje nazwisko z naszej księgi. I basta.”
32
Widzę, jak jego młode serce zamiera. Obejrzał się na swoją stronę i zobaczył swoją córeczkę umierającą. On powiedział: „Możecie je równie dobrze wymazać, ponieważ ja odchodzę.” To się zgadza. „Ja idę moją drogą.” On był w potrzebie i śpieszył się. On musiał zaraz wyjść.
Oni mówili: „Pamiętaj, jeśli pójdziesz, to wiesz, co się stanie. Ty znasz naszą wypowiedź.”
„Tak. Zrozumiewam to wszystko. Lecz mam tutaj umierające dziecko. I jest jedna rzecz, którą ukrywałem w moim sercu przez cały czas. Badałem Pismo Święte, chodziłem na Jego nabożeństwa w przebraniu; sprawdzałem to w Piśmie Świętym; on jest Mesjaszem.” Amen. To jest właściwe. Amen. W ten sposób trzeba postąpić.
Teraz przychodzisz do tego, Jairusie. Wyjdź z tym publicznie i powiedz im prawdę. Wyznaj swoją wiarę, potem jesteś na właściwej drodze. Nie jest to coś niewyraźnego, mglistego.
33
O, oni orzekli - kościół powiedział: „Pamiętaj, jeśli to uczynisz, zobaczysz, co się stanie.” Lecz Jairus miał potrzebę, był w potrzebie.
I bracie, jeżeli kiedykolwiek był taki czas, bracia, gdy powinniśmy otwarcie wyznać, że On jest Mesjaszem, Synem Bożym, że On żyje, a Jego moc jest po prostu ta sama, to taka potrzeba jest dzisiaj. Dzisiaj jest ta godzina. Ludzie umierają. Ludzie umierają w kościołach. Ludzie są...
Zielonoświątkowy kościół umiera. On staje się taki formalny. On odchodzi od Boga. Jeżeli był kiedykolwiek taki czas, by wystąpić i jasno powiedzieć: „My umieramy, powróćmy więc do Boga” jest to właśnie obecnie, ponieważ jesteśmy w takiej potrzebie. Powróćmy więc do wiary, która była raz na zawsze darowana świętym.
Ja wiem, że istnieje wiele fanatyzmu. Zdaję sobie sprawę z tego. Jak powiedziałem na śniadaniu kaznodziejów niedawno. Z trudnością możecie zarzucać winę pastorom. Lecz pamiętajcie, każdym razem, gdy widzicie coś fałszywego - fałszywy dolar, jest to po prostu tak pewne, jak cokolwiek na tym świecie, że on jest podrobiony według prawdziwego.
34
Nigdy nie byłem tak zaskoczony. Pewnego razu szedłem po drodze i zobaczyłem wielką chmarę wron, względnie kosów. Była to właśnie ich pora, gdyż okropnie wrzeszczały. I pomyślałem sobie: „Co się z nimi dzieje?” Wyszedłem na drogę i było ich tam - niektóre z nich były na drzewach, niektóre na słupach telefonicznych, a niektóre siedziały na płotach. Pomyślałem: „Co dzieje się z tymi ptakami?” Był tam zagon z truskawkami na tym polu. A ten człowiek, który był właścicielem tego zagonu, wyjechał na wakacje na Floridę, i on po prostu zostawił tam te truskawki, nie pozwolił ich nikomu pozbierać, ponieważ lubił patrzyć się - on zostawił je dla tych ptaków. On po prostu lubił obserwować te ptaki.
35
A więc, kiedy on wyjechał na Florydę na wakacje, wiecie, ktoś tam przyszedł i wbił na tym zagonie starego, wielkiego stracha, żeby je te ptaki nie podziobały, i chciał dla siebie pozbierać te truskawki.
Te ptaki były całkiem wyprowadzone z równowagi. O, moi drodzy, były naprawdę zirytowane. Niektóre z nich siedziały daleko na drzewie i spoglądały na tego stracha, i po prostu świergotały i hałasowały, niektóre usiadły na słupach telefonicznych, a niektóre siedziały na słupkach płotu. I ja sobie pomyślałem: „Dobrze, chciałbym wiedzieć, o co im chodzi.”
I przypadkowo spojrzałem, a wprost na ramionach tego starego stracha siedziały dwa duże, zdrowe ptaki, i spożywały truskawki z takim zapałem, jak tylko potrafiły. Pomyślałem: „Czy to nie jest wspaniały obraz? Czy to nie jest coś?”
Pomyślałem sobie teraz: „Co się dzieje?” Podszedłem trochę bliżej i patrzyłem się. Było tam dosyć tych truskawek. Pomyślałem: „Co jest z wami, kosy?” I tak postępują niektórzy ludzie. Niektórzy odchodzą daleko, a potem powracają tutaj z dalekich stron. Oni nie wierzą w Ducha Świętego, ani w nic. Niektórzy przyjdą i powiedzą: „Wierzę w dobre, poświęcone życie, lecz ja - hm, po prostu nie wierzę w Boskie uzdrowienie.” Inni znów podejdą niemal do linii granicznej, lecz boją się jakiegoś stracha. I do tego właśnie doszli zielonoświątkowcy obecnie. Wy boicie się jakiegoś stracha.
36
Bracie, strach na wróble jest biletem na dobry pokarm. Amen. Tylko wejdź za tego stracha; to jest wszystko, co musisz uczynić. Jeżeli widzisz, że powstają fałszywe -izmy i inne rzeczy... Jak powiedziałem niedawno wieczorem, że wszystkie te -izmy staną się wkrótce ‚archa -izmami' i oni... Więc nie martwcie się z powodu nich, bowiem Słowo Boże okaże się prawdą. Chociaż niebo i ziemia przeminą, lecz ono będzie ciągle prawdziwe. Absolutnie, tak.
Dla tych ptaków siedzących tam i jedzących truskawki nie było żadnego potępienia. Bracie, one tam siedziały - duże, zdrowe ptaki dziobiąc truskawki zapamiętale i tak mocno, jak tylko potrafiły, ponieważ nie zważały wcale na tego stracha. Spożywały sobie po prostu te truskawki, nie bacząc na nic. Więc tak właśnie powinniśmy postępować. Kiedy widzicie takie rzeczy, że przyjmujecie tak dobrze głoszenie każdego, to kościół staje się klasycznym; a ten wielki człowiek mówi: „Dobrze, dobrze, przyjmiemy ich po prostu do tego i tamtego.”
Raczej bądź ostrożnym, bracie, bo w tym coś gdzieś jest nie tak. Jest w tym coś niedobrego. Chciałbym dostać się tam, gdzie kogoś krytykują i naśmiewają się z niego i potem rozejrzeć się i zobaczyć - tak przebadać to i zobaczyć, o co właściwie chodzi. Tak jest. Jest to dzwonek, zwołujący na obiad. Patrzcie tylko, co znajduje się za tym.
Przypomnijcie sobie, pałki zawsze leżą pod dobrą jabłonią. Ludzie nigdy nie uderzają w te stare, pokryte krostami, robaczywe i kwaśne „Dni cudów przeminęły.” Nie ma w nich nic, dlaczego mieliby w nie uderzać. Zostawiają je po prostu w spokoju.
37
Lecz Jairus był w potrzebie. I on miał wielką potrzebę, ponieważ jego jedyne dziecko umierało. I tak samo dzieje się dzisiaj wieczorem. On nie musiał mówić: „Ja teraz zaczekam. Ja prawdopodobnie... Jeśli zaczekam na chwilę, być może spotkam się z nim tak, jak uczynił to Nikodem; pójdę do Niego w nocy. Wśliznę się tam może w nocy. Mówię wam...” Być może powiedział coś takiego swojej żonie.
„Tam przed domem siedzi okręgowy prezbiter. Siedzi tam również biskup. Siedzi tam cały zbór i tak dalej. Mówię wam. Raczej poczekam, aż nastanie noc. I kiedy nastanie noc, wśliznę się znowu do mojego przebrania i tak prześliznę się na to nabożeństwo. I kiedy ono się skończy, nie będę mówił o tym nikomu. Przejdę cichaczem za budynek i powiem: „Słuchaj, proroku z Galilei; ja wierzę w Ciebie. Ja Ci wierzę. Przyjdź do mojego domu. Ja mam chorą córeczkę.”
Nie, jego córeczka umierała właśnie. On musiał iść zaraz. Była to pora do działania. I obecnie jest pora do działania, bracia. Nie mamy czasu do sprzeczania się, czy powinniśmy zostać ochrzczeni twarzą do przodu albo do tyłu, albo czy powinniśmy należeć do tego kościoła, albo do tamtego kościoła. Jest pora, aby Duch Święty mógł przyjść do kościoła i zaczął działać. Jest później, niż sobie myślicie. Ta godzina jest tutaj. Nie pora na sprzeczanie się o wyznania wiary, o różne doktryny i tym podobne rzeczy. Jest pora, by wejść w Ducha Bożego i zacząć działać. Ponieważ atomowe bomby wiszą, wszędzie są przygotowane rakiety, a sputniki krążą w przestworzach. I wszystko, co powiedział Jezus, wypełni się, zanim zakończy się ten czas, który mamy obecnie. I Duch Święty jest tutaj, Chrystus - właśnie we właściwą porę, według planu. Tak. Występują różni krytycy.
38
Powiem to teraz, ponieważ to było... Pewnego razu prosiłem, żeby to powstrzymali, kiedy nagrali taśmę, bo ten brat wycofał się z powodu tego. Lecz teraz to powiem, ponieważ jest to na taśmie, a więc nasz brat może to usłyszeć, jeżeli zechce nabyć sobie tą taśmę. Jest to odnośnie brata Dawida duPlessis, mojego drogiego brata, przyjaciela.
Otrzymałem od niego list pełen krytyki. Nie chciałem tego czytać; sekretarz go otrzymał, a więc, ja tego nie chciałem czytać, ponieważ, nie chciałem wymieniać jego nazwiska na taśmie. Lecz to jest nagrywane. Te taśmy rozchodzą się wszędzie. Tutaj jest dokładnie to, co powiedziałem. Ja głosiłem o zbliżającym się przyjściu Chrystusa. A brat Dawid działa wśród prezbiterian, metodystów i baptystów i tych wielkich mężów. To jest jego usługa dla nich. Bóg posłał go z usługą. Dawid jest bystrym teologiem, znawcą Biblii i wspaniałym mężem Bożym. On współpracował ze mną na nabożeństwach; stał po moim boku. Ja go miłuję tak, jak tylko brat może miłować brata. I to jest prawdą.
Lecz oto, powiedziałem o Dawidzie, a zbór poświadczy mi to. Powiedziałem: „Wydaje się, jakby brat Dawid, chociaż jest tak duchowy, jak jest, obudził się ze względu na fakt, że zajmował się śpiącą panną. A zielonoświątkowcy cieszą się bardzo, kiedy widzą, że prezbiterianie podpisali krótką deklarację: „Musimy powrócić do Boskich uzdrawiaczy. Musimy powrócić do mówienia językami.” Czytaliście chyba ten artykuł, gdzie oni mówią: „Musimy powrócić i urządzać usługi uzdrawiania.”
Billy Graham mówi: „Musimy powrócić do Pięćdziesiątnicy.” Czy sobie uświadamiasz, bracie, że w tej właśnie godzinie, kiedy oni wyszli, by obudzić śpiącą pannę i kiedy ona szła kupować olej, wtedy przyszedł Jezus?
Ja powiedziałem: „Zastanawiam się, czy brat Dawid uświadamia to sobie.”
39
On myśli, że zielonoświątkowy kościół... Oni mieli swoje zdjęcie w gazecie niedawno, stali tam katoliccy księża i błogosławili śniadanie zielonoświątkowych biznesmenów, i tym podobne rzeczy; przy czym to jest w porządku. Zastanawiam się jednak, czy kościół naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, co to jest. Jest to znak. Kiedy ta śpiąca panna przyjdzie i zapuka do bramy - ona nie mogła wejść, bo oblubienica już odeszła. Czy tego nie rozumiecie? To właśnie powiedziałem o bracie Dawidzie, rozumiecie, nie odnośnie jego pracy albo o jego osobie, albo o jego osobie, albo o jego reputacji. A Dawid jest moim bratem i jednym z najzacniejszych bogobojnych mężów, których znam.
Lecz ja dziwiłem się po prostu, jak to, że on nie mógł tego zrozumieć i uświadomić sobie, że ta właśnie minuta, gdy zewnętrzny denominacyjny świat zacznie przyjmować to Poselstwo, jest dokładnie godziną Jego przyjścia. Kiedy one odeszły, śpiąca panna uświadomiła sobie, że nie mają żadnego oleju w lampach. I gdy ona przyszła i pukała do drzwi, aby go otrzymać, dokładnie wtedy oblubienica odeszła, wtedy odeszła mądra panna. To się zgadza. One nie wejdą do środka. Nie.
Również te organizacje nie wejdą. One nie będą miały sposobności do tego; czas Poselstwa upływa, kościół odejdzie. Więc jeśli oni próbują wejść w tej chwili, jak blisko tego jesteśmy? Kiedy to widzimy - jak było w dniach Sodomy, tak będzie w czasie przyjścia Syna człowieczego. Naprawdę ostatnie poselstwo, które otrzymał Abraham i jego potomstwo po nim - widzimy, że wszystko znajduje się dokładnie we właściwym czasie. My mamy potrzebę. Jest pora, abyśmy zaczęli działać. Nie tak: „Zaczekajcie, aż ja ukończę szkołę i zdobędę tytuł doktora filozofii, albo doktora teologii.” Trzeba zabrać się do Ewangelii w tej chwili i głosić ją. Tak. Wyjdźcie, by działać teraz. Teraz jest ta godzina.
40
Jairus nie mógł czekać do jutra. Jego dziecię umierało. Bracia, my nie możemy czekać na jakąś nową organizację. Nie możemy czekać na coś, abyśmy zostali podnieceni. Jest to już tutaj. Musimy sprowadzić Chrystusa na widownię. Zielonoświątkowy kościół umiera. Amen. Także Zbory Boże, unitarianie, duotarianie, trynitarianie, stanowczy chrześcijanie, oni wszyscy umierają. Opuśćmy te rzeczy. One są w porządku, lecz nie... Przestańcie sprzeczać się o tym; wprowadźmy Chrystusa na scenę.
W ten właśnie sposób Jairus musiał wprowadzić Chrystusa na scenę, bo inaczej by jego dziecko umarło. On naprawdę musiał się pośpieszyć. On musiał wyskoczyć i działać. O, ja to miłuję. Zacznijcie działać!
O, gdyby ta grupa wprost tutaj dzisiaj wieczorem - wy metodyści, wy baptyści, wy prezbiterianie, zielonoświątkowcy, unitarianie, duotarianie, trynitarianie i wszyscy pozostali, zacznijcie działać i odłóżcie na bok wasze tradycje i złe zamiary, i wprowadźcie Chrystusa na widownię. Otwórzcie wasze serca. On jest tutaj. Amen. Jego łódź właśnie przybiła do brzegu. Alleluja. On jest na widowni.
Apostoł powiedział: „Tak, wiara przychodzi przez słuchanie.”
Powiedzieli: „Tak, On teraz przypływa do portu tam nad morzem. Tutaj - do stóp tego wzgórza z plebanią. On tam teraz przybywa.”
Więc Jairus idzie tam. Chwycił do ręki swoją małą czapeczkę i „Nie dbam o to, co oni mówią.”
41
Oni mówili: „W porządku, Jairusie, ty będziesz tego żałował pewnego dnia. Wiesz, ty sam pakujesz się w kłopoty.” On nie martwił się o to, czy będzie miał kłopoty, czy nie. On wiedział, co mu mówiło jego serce.
I dziś wieczorem nie ma tutaj takiej osoby, która nie uczyniłaby tego, co mówi jej serce - prawdopodobnie byłbyś szybko przy tym ołtarzu. Racja. Nie ma tam obecnego żadnego kaznodziei, uczyń więc to, co mówi ci twoje serce i wyznaj swoje grzechy. To jest właściwe. Kiedy je wyznajecie, moja ręka... „Jestem gotowy stanąć ramię w ramię i złączyć się sercem z wami, abyśmy sprowadzili Chrystusa na widownię.” To jest sprawa najważniejsza. Dzieci umierają.
W tej małej książeczce tutaj jest zapisana ta wizja. Kiedy tam popatrzyłem, oni tego nie zrozumieli. Ja to zrozumiałem. Gdy podszedłem do niebiańskiej bramy, nie pytano mnie, czy jestem zielonoświątkowym unitarianinem albo trynitarianinem, albo pięciotarianinem. Jedyną decydującą rzeczą było to, że On wpuścił mnie do środka, ponieważ ja miłowałem Chrystusa i miałem miłość w moim sercu. O to właśnie rozchodzi się teraz, bracia.
42
Jairus musiał się pośpieszyć. Jego dziecię umierało. Boże dzieci umierają; kościół umiera. Musimy więc coś uczynić. Może nazywaliście to jest z diabła. Wy może... Ja nie wiem, jak to nazwaliście. Lecz jeżeli uwierzyłeś głęboko w swoim sercu, że to jest prawdą, bracie, to lepiej odłóż swoją kościelną czapeczkę do kąta i powiedz coś, zacznij działać. Zgadza się. Kościół umiera. Potrzebujemy Chrystusa na widowni: jest pora, by zacząć działać.
Nie kiedy będzie mi się chciało, nie kiedy podejmę następny zamiar. Lecz on musiał sprowadzić Jezusa na widownię, tak samo ludzie muszą to uczynić. Wszystko inne zawiodło.
Pragnę was o coś zapytać. Czy zielonoświątkowy kościół jest dzisiaj lepiej na tym, kiedy rozdzielił się na około trzydzieści różnych organizacji albo wtedy, kiedy on zaczął działać na początku? Rozumiecie? Po prostu pytam się o to. Stajemy się coraz gorsi i gorsi. Czy kobiety i mężczyźni w naszych kościołach zielonoświątkowych wyglądają bardziej na świętych i modlą się? Powiedzcie mi, czy mają gdzieś w mieście modlitewne nabożeństwo przez całą noc, jak to dawniej czynili - we dnie i w nocy, z powodu grzechów, które są popełniane w mieście? Czy jesteśmy lepsi? Stajemy się coraz gorsi.
O, nasze budowle stają się coraz piękniejsze. O, otrzymujemy więcej do naszych szeregów w porównaniu z innymi kościołami. Lecz kto chce być taki jak oni? Ja pragnę być takim jak Jezus. I tak właśnie powinien pragnąć każdy człowiek - być takim jak Chrystus. Sprowadźmy Go więc na scenę. Rozumiecie? My również jesteśmy... Kościoły umierają. Więc musimy coś uczynić. Musimy się pośpieszyć. Nie mamy przecież wszyscy... Nie możemy przecież czekać, aż rozpocznie się Tysiącletnie królestwo. Jeżeli pragniemy uczynić coś, musimy to uczynić teraz, inaczej to umrze. Coś musi się wydarzyć.
43
I oto on idzie. Nie zważał na nic. Jego młoda twarz była czerwona. Bracie, przy każdym kroku on pomyślał: „Z biegiem czasu jestem coraz lepszy.” Rozpocznij tylko raz, a zobaczysz, co będzie się dziać. Ni stąd ni zowąd - przypadkowo spojrzał w dół ze wzgórza, i co się tam działo? Chorująca kobieta, którą on znał, być może z jego własnej parafii, siedziała tam na wierzchołku wzgórza. I on wiedział, że rozmawiał już z nią o tym. I ona powiedziała zupełnie wyraźnie - ona powiedziała pewnego razu coś takiego: „Jairusie, czy wiesz co? Ja wierzę, że ten prorok, stojący tam, jest mężem Bożym.”
„Dobrze siostro. Ja bym teraz nie... Jak ty to odczuwasz?” Ponieważ on obserwował ją, aby stwierdzić, czy ona nie jest po prostu przynętą od jakiegoś okręgowego prezbitera, czy nie, wiecie.
Więc powiedział: „Czy słuchałaś Go już kiedykolwiek?”
„O, tak, od czasu do czasu Go słucham.”
„Wiesz, ja Go jeszcze nie słuchałem, lecz słyszałem o Nim.” Więc wiara przychodzi ze słuchania. „I ja ci mówię. Wierzę, że gdybyś mógł skłonić kogoś, aby mnie przewiózł w łódce na drugą stronę jeziora, albo gdziekolwiek On jest, gdybym się Go tylko mogła dotknąć, zostałabym uzdrowiona.”
44
I oto ona przychodzi, wijąc się jak wrzeciono - chora kobiecina z bladą twarzą. Ona idzie po brzegu. Patrzę się na nią, jak się chwieje i przytrzymuje się czegoś. A tam? Oni są tam wszyscy i mówią: „Dzień dobry, panie wielebny. Jak się panu powodzi, doktorze? Tak bardzo się cieszymy, że mamy pana tutaj” i „Rabbi, cieszymy się, że mamy cię tutaj znowu.” [Brat Branham odchrząknął, jakby sobie czyścił gardło - wyd.] Patrzą się jeden na drugiego, wiecie.
Młody Jairus stał tam na boku. Wiecie, zwykle odrzucał trochę te... Wiecie, było tam wielu ludzi, którzy wierzyli w Niego, więc on musiał zważać na to, co oni mówili. Więc on przyszedł z tyłu, chwilę po tej biednej kobiecinie. Ona powiedziała: „Czy pomógłbyś mi, łaskawy panie, abym się tam mogła dostać, bo chciałabym z Nim porozmawiać?”
„O, nie słuchaj tego. My po prostu stoimy tu na dworze. Chcemy - mamy zamiar usidlić go. Zastawiliśmy dzisiaj rano pułapkę na Niego; my Go naprawdę dostaniemy dzisiaj rano. Obserwuj to tylko, (Rozumiecie?) To jest powodem, dlaczego odzywamy się do niego: ‚Halo, witaj doktorze. Halo, Rabbi'.”
„Rozumiesz? My chcemy go usidlić; dzisiaj rano wyprowadzimy go z równowagi.” Więc to... Ponieważ ludzie mówią, że On zna tajemnice serca. Więc mamy to wszystko przygotowane na Niego.„ Podobnie, jak ktoś przygotował ją na mnie onegdaj wieczorem, ale spełzło to na niczym, gdyż zstąpił tam Duch Święty. I ja nie wiem, czy to zauważyliście, czy nie, lecz to się na pewno stało i było to wielkim kamieniem obrażenia dla tego starego faceta.
45
I potem, gdy tam przybyli, zanim się spostrzegli On nadszedł i mówił; On zstąpił nad morze. Ona nie mogła dotrzeć do Niego. Więc upadła na swoje dłonie i kolana, i zaczęła się czołgać między ich nogami, ot tak, aż dostała się do Niego. I może młody Jairus stał tam i obserwował ją, jak dotknęła się rąbka Jego szaty. Nikły uśmiech pojawił się na jej twarzy. I ona wycofała się z powrotem.
A Jairus stał tam i obserwował to, wiecie: obserwował. Powiedział sobie: „Widziałem ją i znam ją. I ona przeciskała się między tłumem i dotknęła się Jego szaty. A teraz ona wycofała się stamtąd. I ona wygląda, jakby była zadowolona. Ona wygląda, jakby to... Powiedziała mi raz, że gdyby się Go tylko mogła dotknąć, to zostałaby uzdrowiona; tak właśnie by się stało. I wiem, że lekarze zostawili ją zrezygnowani już dawno temu. Kiedy weszła w okres menopauzy, a miała ten krwotok, ona miała go już wiele, wiele lat. A więc, biedna kobiecina, ja jej współczuję. Jej mąż sprzedał konie i wszystko co miał, aby zapłacić rachunki lekarzy, a nie powodzi się jej wcale lepiej. Ona - co za biedne stworzenie, naprawdę mi jej żal.”
Jezus zatrzymał się i rozejrzał się: [Brat Branham odchrząknął, jakby czyścił swoje gardło - wyd.] „Kto się Mnie dotknął?” A ktoś odrzekł, jeden apostoł odrzekł: „Przecież, wszyscy dotykają się ciebie. No wiesz? Dlaczego mówisz coś takiego, Rabbi?” „Panie?”
On powiedział: „Lecz Ja osłabłem. Odczułem, że coś wyszło ze Mnie, że moc wyszła ze Mnie.” I On rozglądał się, aż ujrzał tę kobiecinę, i powiedział jej, że jej krwotok zatrzymał się.
Wyobrażam sobie, że to dodało zachęty Jairusowi, czy sobie tak nie wyobrażacie? Więc on podbiegł wprost do Niego i powiedział: „Panie, moja mała dziewczynka leży teraz na progu śmierci. Panie... Mistrzu.”
Tak jest. On był w porządku. On nie był teraz fanatykiem. O nie, e-e. On przedstawił Mu swoją prośbę.
46
I możesz to nazwać, jakkolwiek chcesz, lecz pewnego dnia, kiedy sam ockniesz się na łożu śmierci, będzie to coś innego. To się zgadza. Potem nie będzie to dla ciebie jakaś zgraja ekstrawaganckich religijnych fanatyków. Tak jest.
„O, Rabbi, Mistrzu, mój Panie, moja córeczka leży na progu śmierci; czy przyszedłbyś i tylko włożył na nią Swoje ręce? Ona wyzdrowieje i będzie w porządku. Wszystko będzie w porządku. Lekarz odszedł właśnie przed godziną. Rabbi, ja - ja wyrzekłem się wszystkiego. Ja - oni chcą wyrzucić mnie z ich stowarzyszenia, i tak dalej. Lecz ja byłem - zawsze byłem wierzącym w Ciebie. Lecz mówię Ci, coś spowodowało, że ja to po prostu musiałem wyznać. Więc tutaj jestem. Moja córeczka lada chwila umrze, ale jeśli Ty przyjdziesz i włożysz na nią ręce, ona nie umrze. Ona będzie żyć.”
Jezus powiedział: „Ja przyjdę. Tak, ja pójdę z tobą.”
47
I On zaczął iść z nim, ot tak. I wyobrażam sobie, że kapłan orzekł: „Czy słyszeliście, co się stało i kto to jest? To jest doktor Jairus. Moi drodzy, czy moglibyście wyobrazić go sobie? Co on teraz zrobi? Bracie, na następnej konferencji oni z pewnością wygarną to na niego. Pójdźmy tam wszyscy, bracia, zobaczymy po prostu, co powie naczelny kapłan, co oni uczynią - jak go ekskomunikują.”
Młody Jairus nie dbał o to. Jego córeczka umierała. A on miał - zyskał przychylność Jezusa; to było wszystko, o co mu chodziło. Skoro tylko zyskasz Jego przychylność, nie ma potem znaczenia, cokolwiek się dzieje. Idziesz z Nim razem ot tak i kiedy On idzie, podążasz z Nim, wiesz. A ta biedna kobiecina była taka szczęśliwa, ponieważ jej krwotok ustał.
48
I potem, ni stąd ni zowąd, przyszedł posłaniec ze wzgórza i krzyczał: „Nie trudź już Mistrza.” Wtedy powiało tchnieniem północy. O, moi drodzy, taki cios. „Słuchaj Jairusie. Powiedziałem ci, że nie powinieneś był chodzić tam na dół. Rozumiesz? Oto przychodzi prezbiter i wszyscy inni. Twoja córeczka umarła przed godziną. Powiedziałem ci: ‚Dni cudów przeminęły'.”
O, moi drodzy! Taki powiew północy, wiecie! Jego biedne serce zaczęło drzeć. On myślał: „Och, och, och. Ja Mu powiedziałem, że jeśli przyjdzie i włoży Swoje ręce...”
On miał wiarę w ręce Jezusa. To znaczy on był Żydem. Potem było inaczej, kiedy Piotr tej nocy, gdy On chodził po wodzie, a on zobaczył Jezusa chodzącego po wodzie, myślał, że to jest duch. Powiedział: „Panie, jeżeli to Ty jesteś, rozkaż mi przyjść do Ciebie.”
Usłyszał słowo: „Przyjdź.” To było właściwe. Zgadza się.
I tej nocy, kiedy on łowił ryby i ciągnął sieć całą noc, a nie złowił ani jednej ryby, On powiedział mu następująco: „Czy mógłbym sobie pożyczyć twoją łódź na chwilę, abym mógł z niej głosić, Szymonie?”
„Tak.” Więc On głosił z niej na chwilę.
Potem powiedział: „Zajedź teraz na głębię i zapuść swoje sieci.” Rozumiecie?
Czy on powiedział: „Panie, jeśli położysz Swoje ręce na wodę ja wierzę, że Ty możesz tam umieścić ryby. My trudziliśmy się całą noc, a nic nie złowiliśmy?” Nie, nie!
„Panie, my trudziliśmy się całą noc i nic nie złowiliśmy; niemniej jednak na Twoje Słowo zapuszczę sieć.” To było właściwe. „Na Twoje Słowo zapuszczę sieć.” [Puste miejsce na taśmie - wyd.]
49
„Idź do sadzawki Syloe i obmyj się.” Z czym miała skontaktować się jego wiara teraz? Jeżeli tylko uda mu się znaleźć tą sadzawkę. Rozumiecie? Jeżeli uda mu się w ogóle... „Którędy mam iść do tej sadzawki. Którą drogą mam iść? Niech ktoś pomoże mi dotrzeć do tej sadzawki.”
„O, czego tam chcesz u tej sadzawki?”
„Na tym wcale nie zależy, pomóż mi dotrzeć do sadzawki, bo ja wiem, że kiedy przyjdę do sadzawki...”
„Pomóżcie mi ktoś dotrzeć na nabożeństwo.”
„Gdzie ty idziesz...” Wy wiecie, co mam na myśli.
„Przecież nie przystaniesz do nich. Chyba nie chcesz przejść do tej bandy, prawda?”
„Pomóżcie mi tylko dostać się tam. To jest wszystko, czego pragnę. Doprowadźcie mnie tam.” Amen. Ja to lubię. Tak jest.
Doprowadźcie mnie do grupy ludzi, gdzie mogę zobaczyć żyjącą Biblię, gdzie mogę zobaczyć Chrystusa żyjącego między ludźmi. Pomóżcie mi dotrzeć do tej grupy. Pomóżcie mi dojść do tej sadzawki w Sent.„
50
Kiedy tam przyszli, powiedzieli: „Dobrze, tutaj ją masz.”
Jakaś łaskawa pani, czy ktoś inny, podeszła do niego, chwyciła go za rękę, zaprowadziła go do sadzawki i powiedziała: „Stary człowieku, tutaj jest sadzawka, o co chodzi?”
„O, ja po prostu otrzymałem Słowo Boże, które mi powiedziało, że jeśli się tu umyję, będę widział.” I moi drodzy! W tej chwili przyszedł mu wzrok. Potem wrócił radując się. Była to ta sadzawka dla niego.
Lecz Maria owego poranka, kiedy musiała iść do studni i przynieść trochę wody - ona spojrzała i zobaczyła tam stojącą wielką, jasną światłość. Ona popatrzyła na tą światłość, która otaczała anioła, który powiedział, że jest Gabrielem. Powiedział: „Duch Święty zacieni cię i ty urodzisz dziecię, nie poznawszy męża.”
Ona powiedziała: „Oto służebnica Pańska. Niech mi się stanie według Twego Słowa.” To było wszystko, czego ona chciała. Ona nie chciała - nie powiedziała: „Zaczekaj chwileczkę. Teraz, kiedy jestem zacieniona, a potem odczuję życie, to pójdę świadczyć o tym. Kiedy będę w czwartym miesiącu, czy to będzie w porządku potem? Względnie, kiedy powinnam świadczyć o tym?” Ona nie zadawała żadnych pytań. Ona miała Jego Słowo i to było wystarczające dla niej. Ona zaczęła świadczyć o tym zaraz.
51
Ja podaję ci Jego Słowo: „Jego ranami jesteś uzdrowiony.” Amen.
Wy, którzy nie macie Ducha Świętego, ja podaję wam Jego Słowo. Piotr powiedział w dniu Pięćdziesiątym, kiedy krytycy stali dookoła, on powiedział: „Pokutujcie, każdy z was. Dajcie się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie waszych grzechów, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Albowiem ta obietnica jest dla was i dla waszych dzieci!”
„Ten biskup powiedział mi, prezbiter powiedział mi, okręgowy nadzorca powiedział mi, pastor powiedział mi: ‚Te dni skończyły się'.”
Ja nie dbam o to, co oni mówią: Biblia mówi: „Ta obietnica jest dla was i dla waszych dzieci, i dla tych, którzy są powołani, ilu ich Pan, nasz Bóg, powoła.” To jest Jego Słowo; przyjmijcie je. On posłał Swoje Słowo. To właśnie jest potrzebne - Jego Słowo.
Lecz Jairus chciał Jego rąk. Wy wiecie, ja myślę, że Bóg jest dobrym Bogiem. Jemu udało się dotrzeć tam w jakiś sposób. Wiecie, wielu z uczniów - oni uwierzyli, skoro tylko usłyszeli to słowo, że Jezus wstał z martwych i oni powiedzieli: „Chwała Bogu, to jest wspaniałe.”
Lecz Tomasz powiedział: „Ja muszę włożyć moje palce w blizny po gwoździach w Jego dłoniach. Ja ich muszę dotknąć. Ja to muszę ujrzeć na własne oczy. Widziałem, jak to działało dla innych na nabożeństwach, lecz musi się to stać na moim ciele.” O, Tomasz ma wiele dzieci, lecz on... Lecz Bóg jest dobrym Bogiem. On działa ciągle, mimo wszystko.
On powiedział: „Chodź tutaj, Tomaszu. Dotknij się Mnie.” Teraz to działa na tobie. „Czy wierzysz, Tomaszu?”
On powiedział: „O, tak, ty jesteś moim Panem. Ja temu teraz wierzę.”
On powiedział: „O ileż większa jest nagroda dla tych, którzy nie widzieli, a jednak uwierzyli.” Amen. Oni przyjęli Boże Słowo w tej sprawie. To jest wszystko. Amen.
52
Synu, właśnie dochodzę do mojego tekstu. Gdzie to było napisane? Zobaczmy - o tak. Absolutnie tak.
Mówmy więc teraz o nim. Oto on idzie z powrotem, a tutaj stoją wszyscy ci krytycy, wiecie, i mówią: „Oto on nadchodzi.”
Jednakowoż, wtedy przyszedł ten goniec i powiedział: „Nie trudź już Mistrza.” Powiedział: „To dziecię umarło; ono jest martwe. Położyliśmy je tam na łożu i daliśmy na nie kwiaty, i wzięliśmy płótna do balsamowania i namaściliśmy je balsamującymi cieczami. I nie musisz się już wygłupiać, to dziecko jest naprawdę umarłe. Doktor powrócił; poszliśmy i sprowadziliśmy go, i on potwierdził jego śmierć. I kazał, abyśmy je wynieśli, a jest bardzo zimno i ono leży w pokoju na łożu śmierci. I wszystkie płaczki stoją dookoła, i słychać tam lamentowanie. Jeszcze nie słyszałeś czegoś takiego. Więc...”
53
Jezus szedł dalej niezachwianie. O, ja to miłuję. Czy nie widzicie Go, bracia? Nie martwiło Go to ani trochę. Młode serce Jairusa uderzało szybko. Obejrzał się.
Jezus - widzę jak On spojrzał na niego i powiedział: „Czy Ja ci nie powiedziałem: ‚Tylko wierz'.”
O, to właśnie mówię wam. Tylko wierzcie Słowu Bożemu, jeżeli chcecie oglądać chwałę Bożą. Tylko wierz, nie ważne, co mówi ktoś inny, czy jak chorym jesteś.
„Lecz, bracie Branham, doktor powiedział, że ja umrę za kilka dni.” Tylko wierz!
On powiedział: „Moje dziecię nie może odzyskać zdrowia.” Lecz tylko wierz. To wszystko. Tylko wierz, że Bóg dał tę obietnicę.
54
„Ja już nigdy nie będę chodził, bracie Branham, tak powiedział mi lekarz.” Tylko wierz, bo wszystkie rzeczy są możliwe dla tych, którzy wierzą. Tylko wierz. Tylko wierz. To jest wszystko, co musisz czynić. Tylko wierz. Bez względu na okoliczności. A co było wtedy? Ona była już martwa, i co teraz? Tylko wierz.
Hmm! Czuję się nabożnie w tej chwili, mówię to szczerze. O, moi drodzy! „Tylko wierz.”
„Martwa?”
„Tak.”
O, przypominam sobie, gdy On przyszedł do grobu Łazarza. „Gdybyś Ty był tutaj, nie umarłby brat mój. Lecz nawet teraz, o cokolwiek Ty poprosisz Boga, Bóg ci to da.” To jest właściwe.
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” - powiedział Bóg. „Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, żyć będzie. Ktokolwiek żyje i wierzy we Mnie, nie umrze nigdy. Czy temu wierzysz?”
Ona powiedziała: „Tak, Panie.” O, ja to lubię. „Tak, Panie, ja wierzę mocno, że Ty jesteś Chrystusem, który miał przyjść na świat. Ty jesteś tym Pomazańcem. Ja temu wierzę całym moim sercem.”
On zapytał: „Gdzie go pogrzebaliście?”
55
On nie powiedział: „Pójdę tam i zobaczę, co potrafię uczynić w tej sprawie.” O, nie. O, nie. „Gdzie go pogrzebaliście?”
On nie powiedział: „Jairusie, otóż, Jairusie, przykro mi, że sprawiłem ci ten kłopot. Twój kościół wyklął cię teraz i masz kłopoty z twoimi braćmi, i wszystko inne. Ja to wiem. I wszystko. Jest mi cię naprawdę żal, Jairusie, lecz gdybym mógł przyjść tam trochę wcześniej, wiesz, mogłoby być wszystko w porządku; ale Jairusie przykro mi i przepraszam, że spowodowałem ci te kłopoty.” O, nie. Absolutnie nie.
On powiedział: „Czy ci nie powiedziałem: Tylko wierz, jeżeli chcesz oglądać chwałę Bożą?” O wyobrażam sobie, że to pomogło jego sercu, nieprawdaż? Wyobrażam sobie, że jego biedne serce, które biło przerywanie, zaczęło po prostu uderzać znowu regularnie.
Potem jego oczy nie patrzyły się już na prezbitera, ani na arcykapłana, ani na pozostałych z tego zgromadzenia. I nie zastanawiał się już dalej mówiąc: „Co ty będziesz robił na następnej konferencji, człowieku? Co ty będziesz robił?” Lecz on nie spuścił swoich oczu z Jezusa. Amen. Tutaj to macie. Miejcie oczy ustawicznie skierowane na Jezusa. Nie dbam o to, co mówi ktokolwiek inny.
„Co na to powie sąsiad?” Nie dbam o to, co mówi sąsiad. To z tym nie ma nic wspólnego; chodzi o to, co mówi Bóg. Sąsiad nie jest moim sędzią. Bóg jest moim Sędzią. A On będzie mnie sądził przez Jezusa Chrystusa, którego ja naśladuję. Amen. Nie ważne, co mówi ktoś inny. Chodzi o to, co powiedział Bóg; to właśnie jest prawdą. Amen. Bóg tak powiedział i to jest prawdą.
Krytycy mogą mówić cokolwiek tylko chcą, lecz chodzi o to, co mówi Bóg, i to jest prawdą. W porządku.
56
Jezus rzekł: „Tylko wierz.” Wierz w co? W co mam teraz wierzyć? Ona jest martwa. Wierz w rzecz niemożliwą. Tak. Wierz w rzecz niemożliwą. „Ależ, teraz, gdy ona jest martwa i zabalsamowana, czy wierzyć teraz?”
„Oczywiście, powiedziałem ci: Tylko wierz, jeżeli pragniesz oglądać chwałę Bożą.”
„W co mam wierzyć?”
„Wierz we wszystko, o cokolwiek...”
„Zaprawdę powiadam ci, jeżeli powiesz tej górze: ‚Przenieś się,' a nie wątpisz w swoim sercu, tylko wierzysz, możesz mieć to, co mówisz.” To jest prawdą. „Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, jednak żyć będzie. Kto wierzy we Mnie, nigdy nie umrze. Jeżeli zostaniecie we Mnie, a Moje Słowa w was, proście, cokolwiek chcecie, a będzie wam to dane.” Czy się to zgadza? Wszystkie te obietnice!
„Sprawy, które Ja czynię, i wy czynić będziecie. I większe sprawy czynić będziecie, bo ja odchodzę do Mego Ojca.” Wszystkie te obietnice tutaj - „Jezus Chrystus ten sam wczoraj, dzisiaj i na wieki. On był zraniony za nasze przestępstwa, (tak, był zraniony za nasze przestępstwa), starty za nasze nieprawości, kaźń pokoju naszego jest na Nim, Jego sinościami jesteśmy uzdrowieni.”
57
Tylko Mu wierz! Tylko Mu wierz! On przyjdzie wkrótce. On przyprowadził Abrahama, usprawiedliwił go, poświęcił go, napełnił go Duchem Świętym, umieścił go na pozycję syna, zamanifestował samego siebie jako żyjącego Boga, bo był odwrócony Swoimi plecami do namiotu i rozmawiał z nim, i powiedział, co Sara powiedziała sobie w namiocie. A potem przemienił jego ciało, wyprowadził go i dał mu syna.
On uczynił to samo dla potomstwa Abrahama, wszystko z wyjątkiem przemiany ciała. Usprawiedliwił, poświęcił, napełnił Duchem Świętym, adoptował za syna, i przychodzi między nas obecnie okazując, że On sam żyje. Czekamy więc na przemianę ciała, na zachwycenie - aby przyszedł i zabrał nas do góry na spotkanie z Nim. Tutaj to jest. Dokładnie w porę. Tylko wierz! Maszeruj tylko naprzód! Boży wielki zegar tyka zupełnie punktualnie. O, dla tych, którzy wierzą! Na pewno.
Więc Jezus w końcu doszedł do jego domu. Wszyscy, którzy tam byli, lamentowali: „O, Panie, o, Panie, dlaczego to uczyniłeś? Dlaczego to uczyniłeś?”
Jezus wszedł do domu po prostu spokojnie i cicho, i powiedział: „Uciszcie się. Uspokójcie się. Ta dziewczynka nie umarła. Ona tylko śpi.”
A Biblia mówi: „Wtedy zaczęli naśmiewać się z Niego.”
Ktoś powiedział: „Widzicie teraz, jakim On jest prorokiem. Kiedy zabalsamowaliśmy ją, On mówi: ‚Ona śpi'.”
58
Czy moglibyście wyobrazić to sobie? A Biblia mówi: „Oni śmiali się z Niego z pogardą” robili Mu hańbę i naśmiewali się z Niego z pogardą. Czy wiecie, co On uczynił, kiedy naśmiewali się z Jego Słowa? On wyprosił ich z domu. I to właśnie będziemy czynić na końcu. Wy krytycy, to właśnie stanie się wam pewnego dnia. Wy się naśmiewacie z Jego Słowa i drwicie z Jego działania.
Mówicie: „Ci ludzie są religijnymi fanatykami, ponieważ mówią językami i tańczą w Duchu.” Mówicie również: „Oni są bandą ekstrawaganckich religijnych fanatyków.” Naśmiewacie się z Jego Słowa, ponieważ to jest Słowo, które stało się ludzkim ciałem tutaj i mieszka między nami.
Niektórzy z was, kaznodzieje z innych kościołów mówicie, że to jest mentalna telepatia, albo diabeł, albo coś podobnego. Pewnego dnia będziecie to musieli odwołać w Jego obecności. On wydali was ze Swego królestwa za to. To się zgadza. On nie pozwoli, aby ludzie naśmiewali się z Niego; On wydali ich na zewnątrz znowu.
On przeszedł przez dom i wyprosił ich wielką grupę na dwór. Wszyscy, którzy się naśmiewali, musieli wyjść.
59
Biblia mówi: „Jeżeli powiecie jedno słowo... Wtedy Jezus stał tam owego dnia i rozpoznawał te duchy, a ta grupa kapłanów orzekła: „No wiecie, to jest Belzebub, wróżbita.”
Wszyscy wiedzą, że wróżbita jest z diabła. Więc on powiedział: „To jest Belzebub, wróżbita” - nazywając dzieło Boże, które się działo, nieczystym duchem.
Jezus powiedział: „Ja wam to wybaczam, lecz pewnego dnia przyjdzie Duch Święty; jeśli potem powiecie jedno słowo przeciwko niemu, to wystarczy. Nie będzie wam nigdy przebaczone ani w tym świecie, ani w tym, który ma nastać - w nim będziecie wyrzuceni także.” Tak poważna jest ta sprawa. Rozumiecie? Absolutnie, tak. Nie ma na to przebaczenia ani w tym świecie, ani w tym, który ma nastać, jeśli ktoś bluźni albo mówi przeciw Duchowi Świętemu, albo nazwie go nieczystą rzeczą. Tych On wyrzuci. Czy widzicie, co dzieje się dzisiaj? To samo. Widzicie, gdzie oni wychodzą; wychodzą do tego świata - duchowo.
Czy przypominacie sobie ostatnią plagę w Egipcie? Jaka była ostatnia plaga, która nawiedziła Egipt, co było przedobrazem wyjścia kościoła? Była to śmierć. Jaka jest ostatnia plaga, która nawiedziła kościół zielonoświątkowy? Duchowa śmierć. Idzie to wprost wstecz, jak pozostały świat; duchowa śmierć. Lecz ci obrzezani, którzy zastosowali krew na swoich odrzwiach, zaczęli maszerować do ojczyzny, to zgadza się dokładnie, a Słup Ognia szedł przed nimi i prowadził ich z Egiptu.
60
O, tak bardzo cieszę się dzisiaj wieczorem. Tak bardzo się cieszę, bo wiem, że istnieje obrzezka serca - że Bóg odetnie z niego cały świat i wszystkie tradycje ludzi, i wszystko inne, i my możemy oglądać Jezusa i zobaczyć Go stojącego tam w Słupie Ognia, idącego przed nami, dokonującego Swoich dzieł i czyniącego dokładnie to, co Bóg powiedział - co On będzie czynił. On wyprowadzi na jaw kościół, napełniony Duchem Świętym, czyniący te sprawy, jak On powiedział. Tak bardzo cieszę się dzisiaj wieczorem, że to jest... Jestem tak - jestem najszczęśliwszą osobą na tym świecie z powodu tego, ponieważ On to obiecał.
Tak, On wyprosił ich z domu, ponieważ naśmiewali się ze Słowa. Tak. Wtedy On wyprosił ich wszystkich na dwór i potem Jezus był sam na sam z kim? Z tymi, którzy mieli złamane serce, ale wierzyli. On wprowadził tam Piotra, Jakuba i Jana: Wiarę, nadzieję i miłość - tych wprowadził do budynku ze Sobą, a pozostałych wyprosił z domu i potem Jezus był tam sam z wierzącymi ze złamanym sercem, płaczącymi dlatego, bo byli zasmuceni, ponieważ ich córeczka leżała tam martwa. Ta młoda dziewczynka leżała na marach, kwiaty leżały dookoła niej. On wyprosił wszystkich niewierzących, aby odeszli od Niego.
61
O, jak to jest trudne, kiedy niewiara... Podobnie jak ubiegłego wieczora, kiedy siedzieliśmy tutaj na nabożeństwie, a pasmo niewiary nawiedziło to pomieszczenie; było to po prostu - było to okropne.
Pewnego wieczora sięgnę pomiędzy nich i wywołam tych facetów. Może to zrani uczucia wielu słuchaczy, ale jest to potrzebne. Czyniłem to już kilka razy i wy wiecie, że to czyniłem. Lecz powstrzymuję się i nie czynię tego tylko dlatego, by nie ranić uczuć ludzi, bo jeśli wyrywasz chwasty, powyrywasz z nimi również wiele pszenicy. Rozumiecie? Więc teraz, żyjemy obecnie zbyt blisko końca tego czasu. Pójdziemy więc naprzód, po prostu będziemy maszerować. Lecz jeśli to przeszkadza ludziom? To naprawdę przeszkadza ludziom i oni nie mogą mieć wiary, nie mogą wierzyć, rozumiecie, kiedy dzieje się coś takiego.
A więc wtedy, gdy On wyprosił wszystkich z domu, wszystkich prócz Jego wiary, nadziei i miłości - oni tam stali: Piotr, Jakub i Jan - ci wierni oraz prawdziwie wierzący ojciec i matka, wtedy On podszedł do tych zwłok. O, rozumiecie? On nie mógłby tego uczynić, gdyby tam wszyscy stali i mówili: „Ależ, popatrzcie na to. Prorok, a mówi, że ona śpi. Mówiłem wam, mówiłem wam, mówiłem wam. Widzicie, jakie to jest? To - nie ma to żadnego znaczenia. Jest to tylko wielka masa emocji i podniecania; i na tym jest sprawa skończona.”
Jezus nie mógłby nie uczynić w tej sprawie; On nie mógłby uczynić nic ani dzisiaj wieczorem. Kiedy On przyszedł do Swego własnego kraju, nie wszyscy... Nie mógł tam dokonać wielu cudów z powodu ich niedowiarstwa. I jeżeli ludzie zachowują się w ten sposób. On nie mógł uczynić nic wtedy i On nie może uczynić nic dzisiaj wieczorem. Lecz jeśli uda Mu się wyprosić ich po prostu z tego miejsca, aby On mógł być tam tylko z wierzącymi!
Wtedy On podszedł do tych zwłok, które tam leżały. Ta mała dziewczynka była martwa, prawdopodobnie była zabalsamowana i położona na marach. On podszedł i chwycił ją za rękę, spojrzał hen do przestrzeni - gdzieś tam, gdzie odeszła jej dusza i powiedział: „Dzieweczko, powstań.”
Jak mogłaby śmierć ostać się w obecności życia? I ta dziewczynka - zaczęły się pojawiać zmarszczki na jej czole - jej gładkie czoło zaczęło się marszczyć i jej oczy otwarły się. On chwycił ją za rękę i podniósł ją, i powiedział: „Dajcie jej coś do jedzenia. I nie mówcie, proszę, nie mówcie nic o tym. Zostawcie tych na zewnątrz. Nie mówcie im nic; po prostu żyjcie normalnie dalej. Rozumiecie? Zostawcie ich.”
62
O, moi drodzy. Wszystko możliwym jest, tylko wierz! Kim On był? On był Słowem Bożym w ciele. A dzisiaj wieczorem oni są - ten sam Bóg jest - to samo Słowo Boże jest w waszym ciele, jeżeli Chrystus jest w nim. I On jest tym samym Panem Jezusem; wy moglibyście dotknąć się Jego odzienia, czy cokolwiek chcielibyście uczynić. Jeżeli tylko będziecie wierzyć, że On jest tutaj, On uczyni to samo dla was. Czy temu wierzycie?
Pochylmy teraz nasze głowy na chwilę. Chciałbym poprosić tutaj organistę, czy podszedłby do organów na chwilę. Pragnę, abyś grał: „Tylko Mu wierz.”
Bądźcie teraz wszyscy w uciszeniu, proszę, nie poruszajcie się dookoła. Tylko na chwilę. Wiem, że po takim głoszeniu jest to trochę trudną rzeczą dla was. Pragnę się teraz modlić. Pragnę ogłądać, co On będzie czynił - pytam się, co On będzie czynił dla mnie, pytam się, co On będzie czynił dla was.
63
Billy powiedział mi dzisiaj, kiedy wchodziłem tutaj przed chwilą, gdy przywiozłem tu moją żonę i innych, on powiedział: „Tato, ja tutaj przyjechałem trochę później, pomyliłem trochę drogę w okolicy; nie rozdałem więc żadnych kart modlitwy. Więc dlaczego nie wygłosisz im tylko kazania dzisiaj wieczorem?”
Ja odrzekłem: „Dobrze, będę im tylko głosił.” Odczuwam jednak, że będziemy się modlić o chorych mimo wszystko, czy macie karty modlitwy, czy nie macie. Rozumiecie? Będziemy modlić się o chorych mimo wszystko.
Widzę Go, stojącego tam z Jairusem. Słyszę tego posłańca, który mu mówił: „Nie trudź Go już. Ona już umarła. Twoje dziecko zmarło. Nie fatyguj Go już więcej. Wszelka nadzieja przeminęła.” A serce tego młodego mężczyzny biło nieregularnie.
Być może, kiedy powiedziałem przed chwilą, że nie urządzimy kolejki modlitwy, ponieważ nie rozdaliśmy żadnych kart chorym, wasze serca również zaczęły bić nieregularnie.
„Ja przychodzę dzisiaj wieczór, bracie Branham, abyś się modlił o mnie. Chciałem dostać kartę modlitwy. Chciałem, żebyś się modlił o mnie.” Tylko Mu wierz. Jeżeli tylko będziesz wierzył, to wystarczy. On już wypowiedział Słowo, tylko wierz! Nie musisz przychodzić tutaj, pozostań tylko tam, gdzie jesteś i tylko wierz, bo On powiedział: „Wszystkie rzeczy są możliwe, tylko wierz.”
Ja pragnę być naprawdę pełen bogobojnej czci. Módlmy się teraz. Każdy chory człowiek, każda chora osoba będąca tutaj, która pragnie, aby Chrystus przyszedł do ciebie, ja chcę, żebyście teraz podnieśli swoje ręce. Tylko podnieś swoją rękę, gdziekolwiek jesteś. Chorzy ludzie, będący tutaj - w porządku. Są po prostu wszędzie, niemal wszyscy.
64
Opuśćcie teraz wasze ręce. Co uczyniła wtedy ta kobiecina? Ona dotknęła się Jego szaty. Powiedzielibyśmy: „Ona przyszła tam za późno, aby otrzymała kartę modlitwy.” Lecz ona dotknęła się Jego szaty i otrzymała swoje uzdrowienie, po prostu tak samo, jak ta mała dziewczynka otrzymała swego ducha, który wrócił do niej. Czy On włożył na nią ręce albo czy ona dotknęła się Go, względnie... Oni byli obaj Żydami. Więc czy ona dotknęła się Go... Względnie ta martwa dziewczynka nie mogła się Go dotknąć, więc On musiał dotknąć się tej martwej dziewczynki. Lecz wy możecie dotknąć się Go dzisiaj wieczorem. On jest najwyższym kapłanem, który może współczuć naszym słabościom.
Wy słuchacze, siedzący w audytorium, wy wszyscy jesteście dla mnie obcy. Widzę brata Eda Daultona siedzącego tutaj. I ja wiem, że mam innych przyjaciół. O, tutaj w rogu siedzi kilku ludzi z Tennessee. Przed chwilą spotkałem się z młodą dziewczyną tutaj w westybulu, kiedy wchodziłem do środka.
Powiem teraz następująco: Jeżeli jesteś niewierzącym - ja bym nawet nie pozostawał w tym budynku albo w pobliżu budynku. Ponieważ chcę wam powiedzieć, że złe duchy, jak rak i tak dalej, będą wychodzić - a wszyscy wiemy, że one żyją, ponieważ one są w nas niszcząc nasze życia. I pamiętajcie, w Biblii, kiedy te złe duchy wyszły z jednego człowieka, weszły do drugiego. Więc jeśli nie jesteś wierzącym - ja bym nie był teraz w pobliżu, ponieważ wierzący są blisko.
I przypomnijcie sobie, ile razy błagałem was, ile razy pokazałem wam, że takie rzeczy się dzieją. Kiedy zakończy się takie nabożeństwo, niemal zawsze ktoś przedzwoni do mnie albo napisze mi: „Bracie Branham, ja - ja byłem niewierzącym. I ja byłem tam niedawno, kiedy ty powiedziałeś tej kobiecie, że ma raka, a ja powiedziałem: ‚To jest nonsens.' A lekarz powiedział mi, że teraz ja mam raka.” Rozumiecie, rozumiecie? Zapamiętajcie to sobie. Ja to mówię w imieniu Pana Jezusa. Jest to zależne od was. To wasza sprawa. Więc miejcie teraz wiarę i tylko wierzcie.
65
Nasz Ojcze, który jesteś w niebiosach, święć się imię Twoje. Przyjdź królestwo Twoje. Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Wiekuisty i łaskawy Boże, modlę się dzisiaj wieczorem, żebyś Ty wśród tych słuchaczy... Ja po prostu lubię mówić o Tobie, Jezusie. Ty jesteś moim - Ty jesteś moim życiem już trzydzieści jeden lat. Jak ja Ciebie miłuję! Jak bardzo cieszę się dzisiaj wieczorem, że przyjąłem Ciebie jako mojego Zbawiciela. Jestem tak szczęśliwy, jak byłem szczęśliwy, kiedy Ty poleciłeś mi, abym wyszedł głosić Ewangelię. I wtedy, tego wieczora, gdy Ty powiedziałeś mi: „Idź, módl się o chorych.” I powiedziałeś mi, że te wizje, które mi przychodziły, nie były tym, czym nazywali je moi bracia, że są od złego ducha, lecz to byłeś Ty. I to pobudziło cały naród; cały świat ogarnęło przebudzenie. I ono tego dokonało, Panie. Twoje Słowa są prawdą.
Wtedy, gdy Ty stanąłeś tam nade mną owego dnia nad rzeką, gdy te tysiące ludzi stały tam i przyglądały się, dokładnie o drugiej godzinie po południu zagrzmiała z góry ze spiżowego nieba ta wielka światłość, a głos powiedział: „Jako Jan Chrzciciel był posłany, tak to Poselstwo jest posłane przed drugim przyjściem Chrystusa.” I my widzimy, Panie, że ono dokonało właśnie tego. Widzimy też, że czas upływa teraz szybko. Twoje Słowa są wszystkie prawdą. A teraz jesteśmy tutaj na końcu tej drogi, wyszliśmy na pola zbierając z nich pokłosie, zbierając te ostatnie kłosy z tego ostatniego przebudzenia.
66
Zatem, Ojcze, jesteśmy jeszcze raz na tym wielkim skrzyżowaniu świata dzisiaj wieczorem, tutaj w Chicago, Illinois. Jak bardzo ludzie pragnęli tego i mówili: „O, gdyby mogło zostać wstrząśnięte, gdyby tylko mogło zostać wstrząśnięte!”
O, Boże ci ludzie, przeznaczeni na atomową zagładę, biegający po ulicach, nie będą nigdy zatrzęsieni. Zatrzęsie nimi atomowa bomba. Lecz Twój kościół został wstrząśnięty jak nigdy przedtem. On widział takie rzeczy, jakich nie widział nigdy przedtem, ani nie zobaczy tego żaden kościół potem, od czasu, gdy Chrystus był tutaj na ziemi. On został wstrząśnięty, Panie. Twoi prawi ludzie uwierzyli temu całym swoim sercem.
Obecnie nastała pora, by przyszła zmiana, bo przychodzi wielka susza, duchowa posucha nawiedzi ten kraj, a potem przyjdzie Chrystus. Modlę się, żebyś Ty udzielił nam, Panie dzisiaj wieczorem, aby ta Ewangelia mogła działać jeszcze ten jeden raz. A być może jest tutaj wśród nas ktoś obcy. Jeżeli taki człowiek jest tutaj dzisiaj wieczorem, który wypadł spod krwi, modlę się, Boże, aby stało się coś, żebyś Ty uczynił coś dzisiaj wieczorem, tak jak czyniłeś tam w Emaus owego czasu, i żebyś potwierdził znak dla tych ludzi, tak samo jak uczyniłeś przed Twoim ukrzyżowaniem, żeby mogli poznać, iż Ty jesteś tym samym Jezusem, który wstał z martwych i jest tutaj dzisiaj wieczorem.
Ja poruczam samego siebie razem z tym poselstwem, które wyszło, a Chrystus, który jest obecny przed wszechmogącym Bogiem - aby jego usługa mogła być kontynuowana. Niech wielu ludzi otrzyma pomoc, w imieniu Jezusa. Amen.
67
Zatem, w imieniu Jezusa Chrystusa, biorę teraz każdego ducha będącego tutaj pod moją władzę ku chwale Bożej. Bądźcie teraz wierni i módlcie się. Tylko wierzcie.
Nie będę teraz wywoływał tutaj kart modlitwy, ponieważ myślę, że nie mamy tutaj żadnych, może sporadycznie ma ją ktoś tu i tam. Tak czy owak jest już późno. Zanim ustawiłaby się kolejka modlitwy, wyczerpalibyśmy nasz czas. Teraz jest dziesiąta godzina. Lecz ja pragnę coś powiedzieć. Wy wszyscy ludzie w audytorium, którzy wiecie, że ja jestem dla was obcym, a jesteście chorzy i wierzycie, że Chrystus jest najwyższym Kapłanem, On posłał mnie tutaj, abym był po prostu tym krzewem, chciałem powiedzieć tą latoroślą na winnym krzewie. Czy wierzycie, że gdybyście się Go mogli dotknąć, to On mówiłby przeze mnie i że będzie czynił to samo dzieło? Podnieście wasze ręce wy, którzy wiecie, że ja was nie znam. Dziękuję wam.
Popatrzcie teraz w tym kierunku. Jeden przypadek powinien to udowodnić. Lecz weźmy co najmniej trzech chorych. Pragnę, żebyście wierzyli całymi swoimi sercami. Jeżeli wierzycie, wszystkie rzeczy są możliwe. Ja nie wiem...
Mówicie: „Z której strony rozpoczniemy, bracie?” Ja nie wiem; jest to zależne od tego, z której strony On zacznie, gdzie On zacznie. Ja mogę iść tylko tam, gdzie On idzie. Rozumiecie? Ja muszę tylko obserwować, i gdziekolwiek On rozpocznie - ja oczekuję na coś. Jest to namaszczenie. Ja jestem teraz tutaj; Bóg to wie. Rozumiecie? Mówię to jednak przed Jego Słowem, że ja was nie znam. Znam tutaj dwóch lub trzech ludzi, jeden siedzi wprost tutaj, dwaj. Myślę, że to jest siostra Downing, czy się to zgadza? Myślę, że to jest ona. Rozumiecie? Znam też tego mężczyznę siedzącego tutaj, mojego brata i siostrę Dauch, siedzących tam w kącie, dwóch, siedzących tam.
68
Ja będę teraz odwrócony do was plecami. Nawet gdybym musiał... Gdyby On przyszedł na nich, ja musiałbym powiedzieć, że tam jest, ponieważ to jest wszystko, co ja mogę powiedzieć. Ilu z was wierzy, zanim stanie się cokolwiek, wy wierzycie, że to jest prawdziwe? Niech was Bóg błogosławi.
Widzisz to, szatanie? Ty jesteś kłamcą.
Mówicie: „Czy on kusi ciebie w ten sposób, bracie Branham?” Ależ, oczywiście, on stoi tutaj i próbuje mnie kusić. Jeżeli on kusi ciebie, to co myślisz, co dopiero on czyni wobec mnie tutaj?
Tam w tyle siedzi pewien mężczyzna i modli się o swoje dziecko, które siedzi obok niego; ma coś niedobrego ze swoją stopą. To jest prawdą, czy tak? Ja ciebie nie znam; ty jesteś obcym dla mnie. Lecz panie Farmer, czy wierzysz, że Bóg uzdrowi to dziecko i przywróci mu zdrowie? Jeżeli jestem obcym dla ciebie, podnieś swoją rękę ot tak. Czy to jest to, o co się modliłeś? Czy tak brzmi twoje nazwisko i wszystko inne zgadza się? Podnieś proszę swoją rękę. Otrzymałeś swoją prośbę.
Jest tutaj pewna pani, siedzi wprost tutaj. Ona ma artretyzm. Ma również wyprysk w swoim uchu. Pani McGill, powstań na swoje nogi, jeżeli to jest prawdą. Pomachaj swoją ręką, jeżeli jestem dla ciebie obcym. Pomachaj swoją ręką, jeżeli jesteśmy wzajemnie obcymi. Otrzymałaś swoją prośbę. Idź do domu; Chrystus uzdrawia cię.
Przed wszechmogącym Bogiem, ja nigdy w życiu nie widziałem tych ludzi. Proszę was, abyście wierzyli. Tylko miejcie wiarę. Nie wątpcie.
69
Daleko w tyle, tam na końcu rzędu, daleko w tyle, przy tylnej ścianie siedzi pani, która ma dolegliwości w płucach; ona martwi się z powodu tego. Boże, pomóż mi rozpoznać ją. Pani Miller, powstań i przyjmij swoje uzdrowienie. Jezus Chrystus uzdrawia cię. Jeżeli tak nazywasz się, a ja jestem obcym dla ciebie... Czy masz kartę modlitwy, pani Miller? Ty nie masz? Nie potrzebujesz żadnej. W porządku. Idź do domu i bądź zdrowa. Jezus Chrystus uzdrawia cię.
Ta pani, mulatka, siedząca zaraz za nią, wprost tam w tą stronę ode mnie - ty masz guza, gotujesz się na odejście do szpitala na operację, względnie oni chcą, żebyś tam szła. Młoda pani, ja widzę ją po prostu między dwoma białymi mężczyznami. Powstań pani. Ja jestem dla ciebie obcym. Ja ciebie nie znam. Czy masz kartę modlitwy? Ty nie masz. Nigdy w moim życiu ciebie nie spotkałem. Jesteśmy sobie wzajemnie obcy. Jeżeli to jest prawdą, pomachaj swoją ręką ot tak. Czy to, co ci powiedziałem, jest prawdą? Jezus Chrystus uzdrawia ciebie. Idź do domu i przyjmij swoje uzdrowienie.
Czy wierzycie?
70
Tutaj. Obserwujcie tego demonicznego ducha, on przechodzi tutaj przez pomieszczenie; ta ciemność usadawia się wprost na tej kobiecie tutaj, na innej murzynce, siedzącej wprost tutaj. Czy pani masz kartę modlitwy? Nie masz. Ty nie potrzebujesz żadnej. Ty masz również guza. Czy chcesz, abym ci powiedział, gdzie on się znajduje? Jest na twoim lewym ramieniu, również na twoim boku i biodrze. To jest prawdą, czy tak? Wierz całym swoim sercem.
Pani Holtzmaster, płacząca tam w tyle, ty sobie myślisz, że masz raka; lecz ty będziesz w porządku. Niech ci Bóg błogosławi. Powstań. Ja ciebie nie znam. Ty boisz się raka, nieprawdaż? Lecz on cię opuścił. Teraz jest wszystko w porządku.
71
Słuchaj, czy zrobisz mi przysługę, siostro, skoro Bóg zrobił ci przysługę? Jesteśmy sobie obcy, nieprawdaż? Połóż swoją rękę na tę niewiastę za tobą, nazwij ją pani McAlister. Ona mnie nie zna. Raczej McAllen. Ona ma dolegliwości w swojej głowie. Lecz to ją opuści i ona będzie w porządku. Ona nie słyszy zbyt dobrze. W porządku, teraz wszystko przeminęło, pani McAllen, możesz iść również do domu. Wierz, że Jezus Chrystus uzdrawia cię teraz. W porządku. Idź więc do domu i bądź zdrowa.
Ilu z was wierzy Mu teraz, że On jest Jezusem Chrystusem? Jest czas, by wyjść, pora wystąpić na scenę. Jest czas, by wierzyć całym swoim sercem. Czy temu wierzycie? Ilu z was przyjmie Go teraz jako swego Lekarza? On przechadzał się po całym budynku tam i z powrotem, w tą i w tamtą stronę, do przodu i do tyłu, wierzcie temu. Czy wierzycie temu całą swoją wiarą, na jaką was stać? Powstańcie na swoje nogi w imieniu Jezusa Chrystusa i przyjmijcie swoje uzdrowienie. Podnieście wasze ręce.
Powtarzajcie za mną: [Zebrani powtarzają za bratem Branhamem - wyd.] Panie, ja wierzę, że Ty jesteś Synem Bożym. Wyrzekam się mojego niedowiarstwa. Przyjmuję Ciebie, jako mojego Zbawiciela. Przyjmuję Ciebie jako mojego Lekarza. Przyjmuję Ciebie, jako mojego Króla. Wierzę teraz Tobie, Panie. Od tej chwili moje świadectwo nie będzie nigdy negatywne. Ja będę Ciebie uwielbiał w imieniu Jezusa Chrystusa.
Podnieście teraz wasze ręce i uwielbiajcie Go. Wszelka choroba ustąpiła. Niech was Bóg błogosławi. Oddaję was do Jego rąk.