1
Dziękuję ci, bracie. Dzień dobry, przyjaciele. Uważam to na pewno za przywilej, że mogę być dzisiaj do południa tutaj w kaplicy, chociaż jesteśmy już spakowani do odjazdu.
Spodziewamy się wielkich nabożeństw, które rozpoczną się w San Jose w tym tygodniu - w San Jose w Kalifornii. Zaraz po nabożeństwie odjeżdżamy na Zachodnie Wybrzeże. A potem będziemy w Coconut Gardens również dwa dni, o ile Pan pozwoli, u chrześcijańskich biznesmenów. Oczekujemy, że będziemy przeżywać wspaniałe chwile z Panem na Zachodnim Wybrzeżu. Osiemdziesiąt dwa zborów będzie to sponsorować i dwa stowarzyszenia z San Joaquin i z dolin na Zachodnim Wybrzeżu. Będziemy tam w ośrodku, gdzie odbywały się targi. Jeżeli znacie tam kogoś z waszych przyjaciół, kto chciałby przyjść na niektóre z tych nabożeństw, ucieszylibyśmy się, że możemy spotkać się z waszymi przyjaciółmi i z waszymi krewnymi.
2
I spodziewamy się... Jestem w jeszcze większym oczekiwaniu dzisiaj rano, niż na większości innych nabożeństw, na których byłem, ponieważ wierzę, że jesteśmy właśnie w przededniu czegoś, co ma się wydarzyć lada chwila. Wyglądam tego już od długiego czasu. Wierzę, że znajdujemy się tuż na progu tego obecnie - że Bóg uczyni coś, co pomoże Jego dzieciom, aby mogły iść dalej w tej pielgrzymce.
Wy wiecie, Biblia mówi, że kiedy nieprzyjaciel nadciąga jak powódź, Duch Boży podnosi sztandar przeciwko niemu. A kiedy Bóg daje Swojemu kościołowi błogosławieństwo i oni podążają razem z tym błogosławieństwem tak długo, aż ono staje się pospolitą rzeczą dla świata, to oni zaczynają w tym ustawać. Potem Duch Boży podejmuje się tego i na nowo podnosi sztandar. I rozpoczyna się przebudzenie, czy coś podobnego.
Naszą wielką nadzieją jest to, że pewnego dnia Duch Boży ześle Jezusa Chrystusa z powrotem na ziemię. I potem będzie to doskonałe. To będzie prawdziwy sztandar.
3
Słuchacze stoją teraz po prostu pod ścianami i tak dalej, i dookoła całego budynku. Kiedy zatrzymałem mój samochód na parkingu, spotkałem się z pewnym człowiekiem, a on powiedział... Powiedziałem: „Słuchaj, ja zostawię tutaj mój samochód z kluczykiem, i ty możesz go przesunąć na inne miejsce, jeżeli będziesz chciał”.
On powiedział: „Otóż, usiłowałem wejść do środka; nie mogłem jednak znaleźć miejsca, gdzie bym mógł stanąć”.
Nasza kaplica jest naprawdę za mała dla nabożeństwa. Wyjeżdżamy jednak dzisiaj, a zapowiedziałem ubiegłej niedzieli, gdy byłem tutaj, że przyjadę tu znowu, by się modlić o chorych i dać wam kilka instrukcji odnośnie tego, co, jak widzieliśmy, działo się. I z łaski Bożej było dodane do tego więcej dla dzisiejszego nabożeństwa.
4
Głosiłem tu obecnie, a również inni przede mną, o bliskim przyjściu Pańskim, które nastanie wkrótce. Wierzymy, że
ono jest coraz bliżej. Oczywiście, że jest - każdego dnia jest bliżej. Obyśmy się zatrzymali i pomyśleli, że pewnego dni usłyszymy to po raz ostatni, a potem Pan Jezus naprawdę przyjdzie.
Cała ziemia, cała przyroda, drzewa, ludzie, kościół, wszystko wzdycha, płacze i czeka wytrwale na ten dzień Jego przyjścia. Przyroda wie, że potem zakończą się wszystkie cierpienia. Ludzie też wiedzą, że potem zakończą się wszystkie cierpienia. Śmierć straci swoją władzę, a grób i piekło będą pochłonięte w zwycięstwie.
5
Tak bardzo ucieszyłem się dzisiaj rano, że spotkałem się z młodym pastorem z Sellersburgu, który grał nam na instrumencie i śpiewał. Jeden z braci mówił o przebudzeniu, które rozpoczęło się na północy. Sądzę, że ostało to już ogłoszone, i tak dalej. Więc to jest bardzo miłe. Niech Pan błogosławi ich tam na północy oraz wszystkie ich wysiłki, których podjęli się dla królestwa Bożego. To jest moją szczerą modlitwą.
6
Otóż, Słowo od Pana jest najkosztowniejsze dla nas. My to wiemy. Więc dzisiaj - ja wierzę, że jesteśmy tak blisko przyjścia Pańskiego, a pola misyjne tak bardzo potrzebują usługi.
Właśnie rozmawiałem z kilkoma braćmi. Uważam, że wielka część mojej usługi będzie się teraz odbywać w krajach zamorskich. Zaraz po świętach Bożego narodzenia planujemy wyruszyć do Afryki oraz do Australii, i do innych krajów. Pan działa obecnie i otwiera dla nas drogi. Miałem zaproszenia z różnych krajów świata już od długiego czasu. I może uda nam się wyjechać na te zaproszenia obecnie zaraz po świętach, jeżeli wszyscy będziecie modlić się o nas.
7
Mam tu teraz przed sobą otwarte Słowo Boże. Otwarłem właśnie jego stronice; z pomocą Bożą i fizycznie potrafię to uczynić - otworzyć Biblię, lecz nie potrafię otworzyć jej duchowej zawartości. Jest tylko jeden, kto to potrafi uczynić, a jest to sam Bóg. On właśnie napisał ją przez Swojego Ducha Świętego. I jedynie On może otworzyć Biblię dla nas. Ufam, że On otworzy nasze serca, kiedy ją będziemy czytać, i da nam ją poznać. Postaram się mówić tak krótko dzisiaj do południa, jak to będzie możliwe.
Najpierw pragnę uczynić coś, co wam obiecałem - opowiedzieć wam wszystko, co wydarzyło się właśnie w ostatnich dniach odnośnie zmiany w mojej usłudze. A potem mam krótki tekst do rozpatrzenia i będziemy się modlić o chorych. Myślę, że będzie również chrzest, bo widziałem, że baptysterium jest napełnione wodą.
Lecz zanim pójdziemy dalej, pochylmy teraz nasze głowy na chwilę do modlitwy. Chciałbym wiedzieć, ilu z was słuchaczy tutaj uświadamiacie sobie, że potrzebujecie Boga i chcielibyście podnieść wasze ręce ku Bogu, i wyrażając przez to swoją prośbę powiedzieć: „Pamiętaj o mnie, Panie. Ja potrzebuję takich i takich rzeczy”.
8
Módlmy się. O Panie, cicho... Uświadamiamy sobie, że musimy przyjść cicho do obecności Bożej, bo ten, kto przychodzi do Boga, musi wierzyć, że On istnieje i wynagradza tych, którzy Go pilnie szukają. Przychodzimy więc w uciszeniu ducha do Twojego tronu, o Boże.
Podnosimy nasze serca przed Tobą i mówimy: „Przebadaj je, o Panie”. A jeśli jest jakaś nieczysta rzecz w nas, usuń ją, Panie, tak daleko jak wschód jest od zachodu. A jeśli jest jakakolwiek nieprawość w naszych sercach, coś, co stoi na przeszkodzie, aby nasze modlitwy zostały wysłuchane, modlimy się, żebyś Ty sprawił, by krew Pana Jezusa usunęła każdą plamę z naszego ducha i naszego serca. Bo jest napisane: „Jeżeli knuję nieprawość w moim sercu, Pan mnie nie wysłucha”.
Ty widziałeś te ręce, kiedy podnosiły się w górę, a przed naszymi fizycznymi oczami reprezentują potrzeby ich serc. Modlimy się, o Panie, żebyś Ty odpowiedział każdemu poszczególnemu z nich, wszystkim. Jest tutaj wielu będących w potrzebie.
9
Chcielibyśmy poprosić w zgromadzeniu tych ludzi dzisiaj do południa, żebyś Ty pamiętał i o nadchodzącym nabożeństwie w San Jose. Pomóż nam, o Panie, kiedy setki mil zaśnieżonych i oblodzonych dróg leży przed nami w naszej podróży. Lecz my jedziemy w imieniu Pana, by usiłować uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, by pomóc Twojemu ludowi, Panie. Pomóż zgubionym odnaleźć Ciebie, jako swego Zbawiciela, pomóż słabym i ślepym, i wygładź drogi dla innych, którzy kroczą za nami.
Pobłogosław nasz mały zbór i jego pastora, naszego brata Neville, wszystkich członków zarządu, diakonów i prostych wierzących, oraz wszystkich nauczycieli i wszystkich, którzy są złączeni z nami, i nie tylko ich, lecz również wszystkie zbory, które są reprezentowane tutaj. Panie, chcielibyśmy poprosić o tych młodych ludzi, którzy czuwają wytrwale w Sellersburg, żeby Twoja ręka była wyciągnięta do nich. Panie, obyś Ty wzbudził potężny zbór żyjącego Boga w Sellersburg. Spełnij to, Panie.
10
Uzdrów chorych, przywróć wzrok ślepym, wzmocnij słabych i okaż zbawienie potrzebującym. Kiedy będziemy czytać z Twego Słowa dzisiaj rano, niech Duch Święty przyjdzie, wejdzie do Słowa i ożywi je naszym sercom. Pobłogosław tych, którzy pragną zostać ochrzczeni. Niech zostaną napełnieni Duchem Świętym, kiedy powstaną z wody, oddając chwałę Bogu. Weź chwałę dla samego Siebie, Panie.
A kiedy zgromadziliśmy się dzisiaj do południa dla oczyszczenia naszych dusz i naszych myśli, obyśmy odeszli z tej kaplicy dzisiaj z większą determinacją, niż jaką mieliśmy kiedykolwiek, by służyć Tobie. Obyśmy żyli zgromadzeni razem, ciasno spleceni i związani przez Ducha Świętego aż do tego dnia, kiedy spotkamy się w Twoim domu w chwale około Twojego tronu, gdzie miliony ludzi będą śpiewać: „Hosanna, Hosanna”. Obyśmy tam wszyscy mogli być, niech nie brakuje ani jednego. Spełnij to, Panie. Aż do tego czasu zachowuj nas zdrowych, szczęśliwych i napełnionych Twoim Duchem, służących Tobie. Prosimy o to wszystko w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
11
Niechby Pan dodał Swoje błogosławieństwa, kiedy czytamy teraz w Ewangelii Marka, 11. rozdział, począwszy od 1. wersetu. A potem, po tym krótkim cytacie napominającym nas, przejdziemy do naszego tematu. To jest czytanie, które wam pragnę przekazać.
A kiedy oni przyszli...
Przepraszam was, chcę rozpocząć od 10. wersetu, by zaoszczędzić czas; od 10. wersetu z 11. rozdziału.
Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które nadchodzi w imieniu Pańskim! Hosanna na wysokościach!
I wszedł do Jerozolimy, do świątyni, obejrzał wszystko, a że już była późna godzina, wyszedł z dwunastoma do Betanii.
A nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód,
I ujrzawszy z daleka drzewo figowe pokryte liśćmi, podszedł, by zobaczyć, czy może czegoś na nim nie znajdzie, ale gdy się zbliżył do niego, nie znalazł nic poza liśćmi, nie była to bowiem pora na figi.
A odezwawszy się, rzekł do niego: Niechaj nikt na wieki z ciebie owocu nie jada. I słyszeli to uczniowie Jego.
I przyszli do Jerozolimy. A gdy wszedł do świątyni, począł wyganiać tych, co sprzedawali i kupowali w świątyni, i wywrócił stoły wekslarzy oraz ławy sprzedawców gołębi.
I nie pozwolił, żeby ktoś choćby naczynie przeniósł przez świątynię.
I nauczał, mówiąc im: Czyż nie jest napisane: Dom mój będzie przez wszystkie narody nazywany domem modlitwy? A wy uczyniliście zeń jaskinię zbójców.
I słyszeli to arcykapłani i uczeni w Piśmie, i szukali sposobu, jak by go stracić; bo się go bali, gdyż cały lud zdumiewał się nad nauką Jego.
A gdy nastał wieczór, wyszli poza miasto.
A przechodząc rano ujrzeli drzewo figowe, uschłe od korzeni.
I wspomniał Piotr, i rzekł do niego: Mistrzu, oto drzewo figowe, które przekląłeś, uschło.
A Jezus, odpowiadając, rzekł im: Miejcie wiarę w Boga!
Zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek rzekłby tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się.
Dlatego powiadam wam: Wszystko, o cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam.
12
Jaka to wspaniała obietnica. A ona jest absolutną prawdą. To wbijało mi klina w głowę, czy jak miałbym to wyrazić, już długi czas. Jak mogłoby się to stać?
Pewnego razu, kiedy zaczynałem głosić tutaj w kaplicy na początku przed wieloma laty, natrafiłem na słowo „piekło”. Wiele razy studiowałem odnośniki do niego, i ono odnosiło się do słowa „Hades” w języku greckim, które oznacza „grób”. I ja nie wiedziałem, co mam powiedzieć, ponieważ nie chcę być odpowiedzialny za dusze ludzi w dniu sądu. Studiowałem to więc i badałem, aż stwierdziłem, jaka jest prawda. Około czterech lub pięciu lat nie poruszałem tematu „piekła,” aż stwierdziłem, jaka jest prawda odnośnie niego.
13
A potem to miejsce Pisma wbiło mi jeszcze większego klina w głowę, ponieważ ono jest niesamowite - taka obietnica uczyniona przez nikogo innego, jak samego Jezusa Chrystusa. A kiedy On powiedział Swoim uczniom: „Cokolwiek wypowiecie, możecie mieć. Jeżeli powiesz tej górze: ‚Podnieś się i wrzuć się w morze,' a nie będziesz wątpił w swoim sercu, lecz będziesz wierzył, że to, co powiedziałeś, urzeczywistni się, możesz mieć to, co powiedziałeś”.
O, gdybyśmy się mogli zastanowić nad tymi słowami: „Możesz mieć to, co ty powiesz,” nie to, co Ja mówię, lecz co ty powiedziałeś. „Możesz mieć to, co powiedziałeś”.
Przez wiele lat ociągałem się z wyjaśnieniem tego. Szukałem w każdym słowniku, w komentarzach, w każdym tłumaczeniu, nawet w Douay wersji. I każdy tłumacz tłumaczy to tak samo: „Możesz mieć to, co mówisz”.
Więc ja wiem, że skoro to jest napisane w Piśmie Świętym - dla mnie całe Pismo Święte jest prawdą. A jeśli ja dzielę się nim właściwie, ono jest ciągle prawdą.
14
Więc ja wierzę, że czasami Bóg pozwala nam zrozumieć te sprawy, gdy jest właściwa pora, abyśmy je zrozumieli. On powstrzymuje te błogosławieństwa. Podobnie jak błogosławieństwa, z których cieszymy się dzisiaj, a nasi praojcowie nie cieszyli się z nich. Nie była wtedy na nie właściwa pora.
15
Przypominam sobie, jak Duch Święty tego wieczora, gdy wróciłem za tą kazalnicę z jaskini, w której się modliłem, i powiedziałem wielu słuchaczom, siedzącym tutaj, że On napełnił mnie ponownie Swoim Duchem i dał mi polecenie dla całego świata, że chromi będą chodzić, ślepi będą widzieć, oraz że królowie i monarchowie będą mnie prosić o modlitwę. I to rozpocznie przebudzenie między braćmi, które rozejdzie się po całym świecie przed przyjściem Pańskim.
Trudno było w to uwierzyć. Ja miałem trudności, by temu uwierzyć. Lecz to właśnie się urzeczywistniło. To właśnie wypełniło się obecnie - ognie przebudzenia Ducha Świętego płoną dookoła całego świata. W Indiach, w Afryce, w Azji, w całej Europie, i wszędzie. Duchowi mężowie, napełnieni Duchem Świętym rozpalają cały świat przebudzeniem dzięki mocy zmartwychwstałego Chrystusa. Chromi chodzą, ślepi widzą, głusi słyszą, niemi mówią, dzieją się wspaniałe cuda wszelkiego rodzaju, ponieważ Bóg to obiecał. A Boża obietnica jest prawdą.
16
I kiedy zacząłem zastanawiać się nad tym, nie mogłem inaczej, lecz prosiłem Tego, który mówił do mnie. Ja byłem niewystarczający.
I przypuszczam, że Bóg musiał wziąć do ręki jakiegoś prostego, niefrasobliwego, niepiśmiennego człowieka, ponieważ w tej sprawie On - Bóg, bierze kogoś, kto jest niczym, kogoś, kto został odrzucony. To właśnie sprawia, że miłuję tak bardzo Bożych ludzi. Inni odrzucają ich jako religijnych fanatyków albo nieślubne dzieci. Lecz właśnie wtedy Bóg jest gotowy wziąć ich do ręki i uczynić coś przy pomocy nich. Tak Mu się upodobało. To właśnie wskazuje, że On jest Bogiem. On bierze nic i czyni z tego coś; bierze takiego grzesznika jak ja i czyni z niego chrześcijanina - rękę Bożą.
17
Mówiłem Mu, że nie jestem do tego zdolny. A On powiedział mi, że mam się modlić o chorych ludzi. Jego polecenie brzmiało: Pozyskaj ludzi, aby wierzyli i byli szczerzy, wtedy nic nie ostoi się przed twoją modlitwą. Wielu z was przypomina to sobie, zostało to nawet wydrukowane w broszurach i rozeszło się po całym świecie.
Pytałem się, jak ja mógłbym to czynić, kiedy nie mam wykształcenia. A On powiedział: „Będą ci dane dwa znaki, jakie były dane Mojżeszowi”. Jeden z nich będzie podobny do ręki Mojżesza. On przemienił ją z trędowatej w zdrową rękę. I to samo działo się, kiedy wkładałem moją rękę na ludzi. I jak bardzo manifestowało się to potem. Następnie On powiedział: „Ty będziesz wiedział tajemnice ich serc”.
A ja - powiedziałem: „To dlatego jestem tutaj?”
On powiedział... Potem On wyjaśniał mi miejsca Pisma Świętego. I ach, od tego czasu Biblia stała się nowym Słowem dla mnie. Inaczej się na nią patrzyłem, o wiele więcej ją zrozumiałem. Coś wydarzyło się.
Potem, trochę później, On powiedział: „Więc jeśli będziesz szczerym i pozostaniesz pokornym, i będziesz się trzymał z dala od pieniędzy i tak dalej” - powiedział - „to Ja będę cię ciągle błogosławił i będziesz się wspinał na coraz wyższy poziom”.
18
Jak często patrzymy się na ludzi, którzy podnoszą się na wysokie stanowiska i otrzymują zaszczytne imię. Lecz czasami Bóg nie nazywa tego czymś wielkim. Czy przypominacie sobie, kiedy Jan wyszedł i zaczął głosić? Biblia przepowiedziała, że każda góra będzie poniżona, a każda dolina, zostanie podniesiona. Rozumiecie? A kiedy się to stanie, ludzie będą sobie myśleć, że on zstąpi z niebios na ognistych rydwanach. Lecz jak się to urzeczywistniło? Nikt inny, jak ubogi człowiek, odziany w kawał owczej skóry, owiniętej koło jego boków; i on głosił na brzegach Jordanu, na jego błotnistych brzegach, nie był nawet w kościele. Lecz Bóg uważał to za coś wielkiego.
I Jezus powiedział wtedy uczniom, że nie było nikogo większego od Jana Chrzciciela z tych, którzy narodzili się z niewiasty. Weźcie wszystkich królów, i Dawida proroka i cały jego wielki splendor, nawet Salomona; oni nie dorównywali wcale Janowi. A jednak on nie miał nawet miejsca, gdzie mógłby położyć swoją głowę.
Więc człowiek nie musi być bogaty i potężny w oczach tego świata, aby być wielkim w oczach Bożych. Musisz być jedynie pokornym w swoim sercu i to Bóg nazywa wielkością - tego, który jest na tyle wielkim, że potrafi upokorzyć się. Ten, któremu zarzucają winę za wszystko, a potrafi upokorzyć się, jest naprawdę wielkim człowiekiem. To jest wielkość.
19
Stwierdzamy więc, że chodzi o to, co Bóg powiedział. Potem zostało to wypowiedziane spoza tej kazalnicy po raz pierwszy. Wykonało to dokładnie to, co On zapowiedział.
Powstało tam... Kościół zielonoświątkowy nawiedziło przebudzenie i dzisiaj kościół zielonoświątkowy jest najszybciej rozrastającym się kościołem na całym świecie. W ubiegłym roku zarejestrowano (my nie jesteśmy do nich zaliczeni, również ci, którzy nie są w denominacjach) jeden milion i pięćset tysięcy nawróconych w ubiegłym roku, co równa się ilości nawróconych we wszystkich pozostałych kościołach protestanckich i katolickich. Myślę, że katolicki kościół miał tylko czterysta siedemdziesiąt pięć tysięcy, czy coś w koło tego, nawróconych na całym świecie. Lecz zielonoświątkowcy rozrośli się liczebnie o milion i pięćset tysięcy. Bóg przygotowuje Swój kościół.
Mężczyźni nie mający wykształcenia, z niskiej warstwy społecznej, powstają w mocy i dzięki namaszczeniu Duchem Świętym, wychodzą bez żadnego wykształcenia lub czegokolwiek i ogłaszają niezgłębione bogactwa Chrystusowe. To właśnie jest wielkie w oczach Bożych.
20
I zauważamy, że wszystkie te rzeczy zaczęły płonąć i Duch Święty był wierny Swemu Słowu. Po około pięciu latach chwytania ludzi za rękę... Potem pewnego wieczora w mieście królowej - w Regina w Kanadzie - pewien mężczyzna przechodził przez podium i tam zostało jego życie obnażone w całej pełni przed Duchem Świętym. Zaczęło się rozeznawanie, jak On obiecał.
I to działo się po całym świecie. Jest to wydrukowane w wielu, wielu językach niemal na całym świecie i cały świat wie o tym. A następnie wszedł w to wróg i drwił sobie z tego, i mówił, że to jest czytanie myśli, i powstały różne podrabiania tego i wszystko możliwe. Lecz wśród całego tego zamieszania Bóg działał ciągle dalej niezmiennie. Bóg pozostał wierny Swojej królewskiej obietnicy. On będzie takim w każdym czasie.
21
Otóż, później stwierdziliśmy - pewnego dnia, kiedy jechałem na ryby na południe do Dale Hollow z kilkoma mężczyznami - z panem Wood i jego bratem. Oni byli świadkami Jehowy, a właśnie nawrócili się i zostali ochrzczeni we wierze. I gdy łowiliśmy tam ryby niedaleko od brzegu... Mówiłem wam o tym już wiele razy.
Wtedy brat Wood powiedział - Banks Wood, jeden z zarządu tutejszego zboru - powiedział o jednej starej siostrze, która zawsze ugościła ich kromką własnoręcznie upieczonego chleba i masłem. Ona należała do Kościoła Bożego. I powiedział swemu bratu: „Lyle, powinniśmy pójść do niej i powiedzieć jej, że zostaliśmy zbawieni”.
Wiecie, są po prostu pewne sprawy, które możemy powiedzieć, które poruszą Ducha Świętego, po prostu pewne sprawy, które podobają Mu się. I kiedy mówimy coś takiego...
Pragnę, abyście zauważyli: „Co ty powiesz”. Gdybyśmy tylko mogli stwierdzić, co mamy mówić. Twoje słowa osądzą cię. Twoje słowa cię potępią albo cię pobłogosławią.
22
I Banks musiał nieświadomie powiedzieć właściwą rzecz. Bo skoro to tylko powiedział... Ja siedziałem na rufie łodzi, łowiłem na muszkę małe płotki, które potem chciałem używać jako przynęty, bo skończyły nam się przynęty. Łowiłem więc te małe rybki i wkładałem je do wiadra, by je potem użyć jako przynęty na pstrągi. A kiedy to Banks wypowiedział, nagle coś dotknęło mnie. On powiedział właściwą rzecz. A Duch Święty przemówił i powiedział: „TAK MÓWI PAN, stwierdzicie, że w następnych kilku godzinach nastąpi wskrzeszenie małego zwierzątka”.
Myślałem sobie, że może chodzi o kotka, którego mój mały syn ścisnął za mocno i pozbawił go tchu, i puścił go na podłogę, zanim odjechaliśmy. Myślałem sobie, że chodzi właśnie o niego.
Lecz ku naszemu zdziwieniu następnego poranka, kiedy siedzieliśmy w łódce... Wiem, że Banks jest tutaj. Myślę, że i Lyle jest. Banks, czy Lyle jest tutaj? Jeśli tu jesteś, Lyle, podnieś swoją rękę. On zawsze wyjeżdża na południe razem z nami.
23
On również łowił i złowił małą płotkę na długi haczyk. A ona połknęła ten haczyk głęboko do wnętrza. Chwycił więc tę małą rybkę i zamiast wyjąć jej tylko haczyk z pyszczka, który był zaczepiony tak głęboko, on po prostu wyciągnął całe jej wnętrzności. Wyciągnął jej żołądek i wnętrzności, i skrzela - po prostu wszystko przez jej pyszczek. I on po prostu porzucił ją na wodę - taką małą rybkę, jakie łowiliśmy ubiegłego wieczora, a pocięliśmy na kawałki sto lub więcej takich rybek na przynęty.
A ta mała rybka drgnęła cztery lub pięć razy próbując otworzyć swój mały pyszczek, lecz nie mogła, ponieważ był pełny skrzeli i wnętrzności. I Lyle powiedział: „To są twoje ostatnie konwulsje, maleńka”.
Otóż, ja łowiłem dalej ryby, nie myśląc wcale o tym. Potem (Bóg czyni sprawy tak dziwnie), nagle odczułem, że coś wieje ponad wierzchołkami drzew. Duch Święty zstąpił i powiedział: „Powstań!” I powiedział: „Mów do tej małej rybki, a ona znowu ożyje”. Ona leżała martwa na wodzie już pół godziny, zdryfowało ją do sitowia.
Ja powiedziałem: „Mała rybko, mogę ci dać życie w imieniu Pana Jezusa”. I ta rybka przewróciła się grzbietem do góry, poruszyła się jak sprężyna i pomknęła w wodzie tak szybko, jak tylko potrafiła.
24
Ja tam stałem i nie wiedziałem, co mam robić. Brat Banks Wood powiedział: „Jak to dobrze dla nas, że możemy być tutaj”.
A Lyle powiedział: „Ty masz na myśli mnie, ponieważ ja powiedziałem jej: ‚To były twoje ostatnie konwulsje, maleńka'„. I on był cały podniecony.
Ja powiedziałem: „Nie, tak nie jest”. Próbowałem pocieszyć Lyle. Więc powiedziałem: „Tak nie jest”.
I potem przyszło mi znowu to miejsce Pisma. Miałem na liście co najmniej sto dzieci z porażeniem kurczowym, abym się o nie modlił, oraz wielu ludzi chorujących na leukemię, raka, pożartych przez gruźlicę, ślepych, głuchych i niemych. Mam w domu stronicę za stronicą - pełne nazwisk chorych ludzi. I wydawałoby się, że miłosierny Bóg miałby raczej zająć się nimi, zamiast używać Swoją moc dla małej, nic nieznaczącej rybki. Lecz On pozostaje suwerennym Bogiem.
25
Dlaczego On nie użył Swojej mocy dla trędowatych przy bramie, zamiast dla małego figowego drzewa? Co nam to ma powiedzieć? Bóg pragnie nam pokazać, że On troszczy się. On wie o wszystkich sprawach. On jest Bogiem figowego drzewa. On jest Bogiem rybki. On jest Bogiem wszelkiego stworzenia. On jest Bogiem nad wszystkimi sprawami. I nie ma niczego zbyt małego lub zbyt nieznaczącego, czym On by się nie interesował.
To daje nam poznać, że choć jesteśmy mali i nic nie znaczący, Bóg jest nami zainteresowany, abyśmy uczynili coś dla Niego. On lubi manifestować Swoją chwałę.
I to zatkało mnie tak bardzo, że nie mogłem odreagować się cały dzień i noc. Wydarzyło się to dwa lata temu. I ustawicznie nękało mnie to. Mawiałem sobie: „O, ja nie mogę nic o tym mówić, ponieważ nie mogę tego zaszeregować do ofiary przebłagania”.
Cokolwiek ty powiesz, stanie się. Możesz mieć to, co mówisz.
I ja stałem tutaj za tą samą kazalnicą i starałem się, natrafiłem na to miejsce Pisma, i powstrzymywałem się od tego i zawracałem, ponieważ obawiałem się użyć ten tekst podczas głoszenia.
Człowiek nie może mieć wiary, dopóki nie wie, co czyni.
26
Pewien człowiek przyszedł do mnie niedawno i powiedział: „Bracie Branham, czy myślisz, że to jest złe, gdy chrześcijanin pali tytoń?”
A ja odrzekłem: „Dlaczego pytasz się mnie? Jeżeli to kwestionujesz w swoich myślach, zostaw to w spokoju. Nie rób nigdy...”.
Nie możesz mieć wiary, dopóki nie jesteś zupełnie pewien, że postępujesz właściwie. Kiedy pierzchną wszelkie cienie wątpliwości, wtedy możesz mieć wiarę i ufność. Ani ja nie mógłbym wyjść do słuchaczy i głosić Pismo Święte, nie wiedząc, o czym mówię. Mimo wszystko jednak wiem, że to było od Pana.
27
Wielu z was ludzi słyszycie moje wzmianki w ciągu ostatnich dwóch lat - słyszeliście mnie, że ciągle mówiłem spoza tej kazalnicy, że coś jest bardzo blisko i wydarzy się lada chwila. I ja wyciągam rękę wiedząc, że to jest na dosięgnięcie ręki. Wydaje się, że tego po prostu nie mogę dosięgnąć.
Mówię: „Natrafiłem na miejsce Pisma i teraz nie wiem, co mam czynić, ponieważ Pismo Święte...”. Chociaż mógłbym powiedzieć wykład do tego... Gdyby ktoś zapytał się mnie, to powiedziałbym mu to i odszedłbym, odwróciłbym się od tego do czegoś innego. Lecz aby zająć stanowisko w tej sprawie...
Podobnie musimy zająć stanowisko w tej sprawie: Czy chrzest Duchem Świętym jest właściwy albo niewłaściwy? Musimy zająć stanowisko w tej sprawie: Czy Jezus Chrystus jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki? Czy to jest prawdą albo nie jest? Musimy zająć nasze stanowisko w tej sprawie. Musimy wiedzieć, że Boże Słowo jest zawsze prawdą.
28
Więc tak ciągła się ta sprawa. Raz byłem pozytywnie nastawiony, raz miałem wątpliwości i utkwiło to w moim umyśle, i nie mogłem się tego po prostu pozbyć. I gdziekolwiek się udałem, zawsze przychodziło mi to na myśl. „Jeżeli powiesz tej górze: ‚Podnieś się i rzuć się w morze,' a nie wątpisz w swoim sercu, lecz będziesz wierzył, że to, co powiedziałeś, urzeczywistni się, możesz mieć to, co powiedziałeś”.
Pomyślałem: „Jak się to może stać, Panie. Przecież bym to mówił ja. Nie byłoby to do niczego przydatne, ponieważ ja mówiłbym to. A ja nie mogę powiedzieć nic innego prócz tego, co Ty powiedziałeś, i mówię to po prostu na podstawie Pisma Świętego”.
Wszystkie sprawy są zawarte w ofierze przebłagania. Nie ma żadnych błogosławieństw poza ofiarą przebłagania, ponieważ poza ofiarą przebłagania jesteśmy grzesznikami. Gdyby ona była uniwersalną ofiarą dla wszystkich, to wszyscy byliby zbawieni. Lecz chodzi o twoje nastawienie do tych błogosławieństw z ofiary przebłagania; ono przynosi te błogosławieństwa dla ciebie.
Podobnie jest ze zbawieniem. Z Bożej strony ja zostałem zbawiony, kiedy Jezus umarł. Lecz to mi nie pomoże, dopóki mi nie zostanie objawione, że On jest Synem Bożym, a ja przyjąłem Go jako mojego Zbawiciela. I z każdym miejscem Pisma Świętego jest tak samo.
Boże uzdrowienie jest dla ciebie, jeżeli Bóg objawi ci, że ono jest dla ciebie. Nie możesz po prostu być chwiejnym w tej sprawie. Musi ci to przyjść przez objawienie. A kiedy zostanie ci objawione, że „Jego ranami zostałeś uzdrowiony,” to nie ma niczego, co szatan mógłby uczynić, jak nasz młody brat z Sellersburgu powiedział: „Wszystkie diabły nie mogą tego ruszyć”. Oczywiście. Kiedy coś zostanie ci objawione!
29
Zważajcie. W ciągu tej ostatniej jesieni wielu powiedziało mi: „Czemu jest tak, że każdego poranka, kiedy jesteś w domu, bierzesz do ręki swoją strzelbę i wyruszasz do lasów na polowanie?”
Chcę, abyście wiedzieli, że On jest Bogiem lasów tak samo, jak On jest Bogiem miasta. On jest tam Bogiem w tej samej mierze, jak On jest Nim tutaj. I Bóg zawsze działa przy pomocy ludzi według ich zdolności i tego, co potrafią. Podobnie jak Dawid, u cichych wód i na paszach zielonych, ponieważ on był pasterzem, a On objawił mu się w różne sposoby. I coś...
Zazwyczaj wstaję wcześnie rano i wychodzę do lasów naprawdę wcześnie, około czwartej godziny, by upolować wiewiórkę. I nawet moja żona powiedziała mi: „Billy, czy ty się nigdy nie zmęczysz chodzeniem na polowanie?”
Widzicie, ten bój wiary muszę zwyciężyć samotnie. Moja żona nie pojmuje tego. Ja tego nie pojmuję. Lecz to jest bój. Człowiek musi stać w nim samotnie. Nikt nie może stać razem z tobą. Tam jest tylko miejsce dla ciebie i Jezusa.
Czy jestem niezrozumiany? Oczywiście. Ona powiedziała nawet mojej młodej córce Rebece: „Gdybym kiedykolwiek miała poślubić męża, a on nadmieniłby tylko o chodzeniu na polowanie, to bym go nie poślubiła”. Córka powiedziała: „Ja wiem, przez jakie trudności musiała moja mama przechodzić - jej mąż wyjeżdża gdzieś na nabożeństwa, a gdy tylko wróci do domu, bierze do ręki swoją starą strzelbę albo pręt do łowienia ryb i wyrusza do lasów”.
Zapytałem: „Chciałabyś raczej, żeby twój mąż tak czynił, względnie chciałabyś, żeby chwycił do ręki talię kart, albo też jakąś blondynkę i odjechał z nią z domu? Chciałbym wiedzieć, jaka jest twoja opinia”.
I kiedy wróciłem owego dnia, ona rzekła: „Tato, przepraszam cię za to. Ja poślubię mężczyznę takiego jak ty, który lubi polować, lecz ja pójdę na polowanie razem z nim”. Ona rzekła: „Ja pójdę do lasów razem z nim”.
Ja odrzekłem: „Otóż, to jest również dobre. Życzyłbym sobie, gdybyś mogła porozmawiać o tym trochę z twoją matką”.
30
W tych lasach jest coś niesamowitego. Gdy dowiedziałem się na początku o Bogu, chciałem czynić pokutę. Nie wiedziałem jednak, jak mam pokutować. Nie wiedziałem, jak mam z Nim rozmawiać. Usiadłem więc i napisałem Mu list, i prosiłem Go, aby mi wybaczył. Nie wiedziałem, jak Mu go mam posłać, wiedziałem jednak, że odczuwałem coś w lasach. Przypiąłem go więc pluskiewką na drzewie i gdy On będzie przechodził przez lasy w tym miejscu, gdzie Go widziałem, żeby go mógł przeczytać i zrozumieć, co Mu chciałem powiedzieć - iż żałuję tego, że Mu nie służyłem i pragnę, żeby On wybaczył mi moje grzechy. Potem zawstydziłem się i zdjąłem ten list. Powiedziałem: „Jeżeli On jest człowiekiem, to On będzie rozumiał jak człowiek; On jest moim Stworzycielem”.
Poszedłem więc do szopy i zacząłem mówić do Niego jak do człowieka, a On odpowiedział mi jak człowiek.
31
Wtedy - było to w jesieni, a ja miałem ustalonych kilka terminów tutaj. Dwunastego października, raczej piętnastego rozpoczynał się sezon polowań na jelenie w stanie Wyoming. Dwunasty październik był ostatnim dniem, gdy mogłem wyjść na polowanie, a mieliśmy wyjechać stąd dwunastego. Chciałem powiedzieć, że dziesiątego byliśmy w lasach, było to w sobotę. W niedzielę głosiłem, a było to jedenastego. W poniedziałek brat Sothmann i brat Roberson - tam w tyle i my pozostali wyjechaliśmy na polowanie na jelenie do Wyomingu.
Więc owego poranka dziesiątego byłoby to... Potem osiemnastego kończył się sezon tutaj w Indianie. Nie mogliśmy już polować na wiewiórki. Więc powiedziałem: „To będzie ostatni raz, gdy mogę wyjść do lasów”. Zgromadziliśmy się jako grupa razem, i ja wysłałem ich na wszystkie strony do okolicznych lasów. A ja udałem się do głuszy - do miejsc, gdzie lubię chodzić - koło Salem. Był już późny sezon. Wiewiórek było niewiele. Wychodziłem na polowanie kilka razy, a ustrzeliłem za każdym razem tylko jedną wiewiórkę.
32
Więc owego poranka udałem się do tych samych lasów. Powstał wiatr i zaczął wiać. I każdy, kto chodzi na polowania, wie, że to jest nieodpowiedni poranek. Przeszedłem cały las w okolicy, a nie zobaczyłem i nie usłyszałem ani jednej wiewiórki. Zszedłem na dół do potoku i wyruszyłem koło niego, by przejść do innej małej części lasów. A kiedy zbliżyłem się do tych małych lasów, było tam wiele drzew orzechowych i laskowych orzechów. Ich liście były już opadłe, po prostu goła gęstwina.
Przechodziłem koło dwóch drzew figowców. Otóż, wiewiórki nie przebywają w pobliżu figowców. Lecz zaraz za nimi zobaczyłem jakby mignięcie - zobaczyłem króciutko wiewiórkę, przemykającą po drzewach, lecz ona biegła szybko. „Otóż” - powiedziałem sobie - „nie ma sensu dalej polować. Hen na polu są ludzie. Rolnicy zbierają kukurydzę tuż za tym małym laskiem. Wiewiórek tutaj nie będzie.
33
Usiadłem więc między dwoma drzewami, oparłem moją stopę na jednym, a plecami oparłem się o drugie i grzałem się w ciepłych promieniach słońca. Pomyślałem: „Zdrzemnę się tutaj na chwilę. Potem odszukam brata Banksa i brata Sothmanna, i innych w mojej powrotnej drodze”. I kiedy tam tak siedziałem... [Brat Branham zakaszlał - wyd.] Wybaczcie mi. Kiedy tam tak siedziałem oparty o drzewo, głowa opadła mi w dół, a ciepłe słońce świeciło na mnie, coś powiedziało mi: „Jeśli powiesz tej górze: ‚Podnieś się i rzuć się w morze,' a nie będziesz wątpił w swoim sercu, lecz będziesz wierzył, że to co powiedziałeś, urzeczywistni się, otrzymasz to, co powiedziałeś”.
Powiedziałem sobie: „Otóż, to miejsce Pisma przychodzi mi teraz znowu na myśl”. Pomyślałem: „Mam tutaj teraz chwilę czasu, może godzinę, zanim będę musiał odejść i zwołać pozostałych łowców, będę więc rozważał to miejsce Pisma”. I powiedziałem sobie: „Więc jak mógłbym je zastosować?” Pomyślałem: „Oto jest jedyny sposób, jak się to mogło stać. Tamci uczniowie żyli jeszcze przed ofiarą przebłagania. To przebłaganie zostało dokonane później - około kilka tygodni później, potem zostało dokonane przebłaganie. Jezus dał im moc przed złożeniem ofiary przebłagania, podobnie On dał ją prorokom.
A kiedy powiedziałem „prorokom,” coś tknęło mnie znowu. „Kim byli prorocy?”
34
Potem zacząłem rozmyślać o tym, co On uczynił przy pomocy proroków. I kiedy tak rozmawiałem ze sobą na chwilę w moim wnętrzu, po prostu zastanawiałem się nad tym, aż uświadomiłem sobie, że Ktoś jest w pobliżu i ja rozmawiam z Kimś.
A ktoś powiedział mi: „To właśnie jest w ofierze przebłagania, bo jeśli mężczyzna lub niewiasta jest tak poświęcony i podporządkowany Bogu, że Bóg po prostu wchodzi do niego i posługuje się jego głosem, to już nie mówi ten człowiek; jest to Bóg, który mówi w nim”.
Pomyślałem sobie: „To prawda”.
Ktoś powiedział do mnie: „Co myślisz, kto - jak widzisz te wizje na podium? Jak widzisz te wizje tutaj w przyrodzie? Co to jest? Czy sobie myślisz, że to jest twoja własna mądrość - że ty mógłbyś przepowiedzieć coś, co wydarzy się za każdym razem co do litery? Czy myślisz, że to ty mówisz? Co myślisz, kiedy czasami Duch Święty wejdzie do poselstwa, a ty nie wiesz, co powiedzieć. Kto to jest, kto mówi wtedy? Kto to jest, gdy człowiek mówi obcym językiem, którego w ogóle nie zna? Kto to jest, kto podaje wykład tego samego języka, a ani jeden z nich nie wie nic o tym? Czy to jest ten indywidualny człowiek albo to jest Duch żyjącego Boga?
Powiedziałem: „To jest prawdą. Teraz to rozumiem. Jest to Bóg, który mówi, a wszystko, czego kościół potrzebuje, jest stanąć bliżej Niego, i żyć bardziej poświęconym życiem, by żyć dla Niego”.
35
I kiedy tam tak siedziałem chwilę lub dwie rozmyślając o tym, przyłapałem się, że rozmawiam z Kimś. I usłyszałem, jak ktoś rzekł: „Proś... Powiedz, czego chcesz, a stanie ci się”.
I ja powiedziałem: „Kim Ty...”. Powiedziałem: „Z kim rozmawiam? Kim Ty jesteś? Kto stoi tutaj w tych krzakach, że ja słyszę ten głos, mówiący do mnie? Kim Ty jesteś? Mów do mnie”. Byłem cały podniecony i wyskoczyłem spomiędzy tych drzew. Powiedziałem: „Mów do mnie. Kim Ty jesteś? Ja Ciebie nie widzę”. Szukałem wzrokiem tej światłości, ale nie mogłem niczego zobaczyć. Krzyknąłem: „Kim Ty jesteś? Gdzie Ty jesteś? Co Ty chcesz dla mnie uczynić? Panie, gdzie Ty jesteś?”
Ktoś jakby zawrócił i powiedział: „Powiedz, czego chcesz, a będzie ci to dane”.
Zapytałem: „Panie, czy Ty dokonujesz zmiany w mojej usłudze? Czy to jest ta zmiana, o której Ty mówiłeś? Czy to jest to, do czego dochodzimy? Czy to jest to, co będzie się dziać - coś w tym małym domku, który widziałem w tej wizji? Czy to jest to?”
W tej chwili coś naprawdę głębokiego - słodkie namaszczenie Ducha Świętego podniosło mnie jakby z moich nóg i powiedziało: „Powiedz, czego chcesz, a będzie ci to dane”.
36
Stałem tam zdumiony. Opuściło mnie to; nie miałem niczego. Pomyślałem: „Otóż, co mógłbym powiedzieć? Nie ma tutaj chorych ludzi. Nie ma tutaj nikogo. Jestem w tych lasach. Co mógłbym powiedzieć? Co - co - co mógłbym ja uczynić?” I pomyślałem: „Co się to dzieje? Czy tracę mój zdrowy zmysł? Czy zastanawiałem się nad tym tak mocno, że moje mentalne siły załamują się?”
I w tej chwili usłyszałem go tak samo, jak wy słyszycie mnie. Rzekł: „Czy nie jesteś na polowaniu i nie masz jeszcze żadnej zwierzyny?” Dalej rzekł: „Wypowiedz coś, czego sobie życzysz”.
Więc pomyślałem tak: „Bóg powiedział: Wszystkiego doświadczajcie”. Powiedziałem więc: „Panie Boże, czy to Ty jesteś, a to jest znakiem, że Ty przygotowujesz mnie do zmiany mojej usługi - z tych wizji do czegoś większego, czego wyglądałem tak długo?” I dodałem: „Niech się stanie, że Ty odpowiesz na moją modlitwę”.
I stałem tam na chwilę. Rozmyślałem: „Co On powiedział? On mi nie powiedział: ‚Módl się.' On powiedział: ‚Powiedz, czego chcesz.' Po prostu to powiedz, a twoje słowa zmaterializują się. Mów do tej góry, a ona uczyni dokładnie to, co ty mówisz”.
37
Oparłem się więc ramieniem o drzewo. Zazwyczaj mam ustawioną moją strzelbę tak, abym mógł trafiać w pluskiewki na pięćdziesiąt jardów. Rozejrzałem się więc dookoła, by zobaczyć drzewo oddalone o pięćdziesiąt jardów. A to drzewo, które było oddalone pięćdziesiąt jardów ode mnie, nie miało żadnych listków. Pomyślałem sobie: „Jest absolutnie niemożliwe, żeby wiewiórka wyskoczyła na takie drzewo - tuż w pobliżu tych rolników, zbierających kukurydzę”. I powiedziałem: „Lecz tam będzie czerwona wiewiórka, wejdzie na koniec tej gałęzi i przykucnie tam, a ja zastrzelę ją z tego miejsca tutaj”.
I ledwie to powiedziałem, była tam wiewiórka. Drżałem trochę, celowałem z góry w dół i zastrzeliłem tą wiewiórkę, podszedłem tam i wziąłem ją do ręki. Cały się trząsłem. Powiedziałem sobie: „Może to przytrafiło się w ten sposób”. Wy wiecie, jak człowiek potrafi wątpić. Lecz pragnąłem być tego pewien. Nie czyń niczego, dopóki nie jesteś przekonany. Wtedy wiesz, co czynisz.
38
Pocierałem ręką moją twarz i popatrzyłem się - doskonałe trafienie w oko. Poszedłem więc wyżej i usiadłem na zboczu wzgórza, i rzekłem: „Panie, w Twoim Słowie jest napisane, że ustami dwóch lub trzech świadków będzie potwierdzone każde słowo”. Powiedziałem: „Jeżeli to Ty jesteś, wybacz mi moją głupotę. Lecz proszę Cię, daj mi drugą wiewiórkę w ten sposób”. I powiedziałem: „Potem będę Ci wierzył, że to Ty jesteś. A diabeł nie będzie mógł w ogóle powiedzieć, że przytrafiło się to po prostu w ten sposób”.
Usiadłem więc. Za moment przyszło znowu to super namaszczenie, jak to nazywam. Ogarnęło mnie znowu, a ja niemal zwaliłem się z moich nóg, i powiedziało: „Powiedz, czego chcesz, a będzie ci to dane”.
Rozejrzałem się w lesie, aż znalazłem inne drzewo, oddalone ode mnie o pięćdziesiąt jardów. Było całe otoczone pnączami i dzikim winogronem wokół jego pnia. Wiewiórki bardzo rzadko włażą na takie drzewo. Powiedziałem: „A tam będzie kolejna młoda lisowata wiewiórka, będzie siedziała wprost tam”.
Opuściłem mój palec i rozglądałem się wśród drzew, spojrzałem znowu na to drzewo i tam siedziała ta lisowata wiewiórka i patrzyła się prosto na mnie. Zastrzeliłem ją i podniosłem z ziemi. I myślałem - o, jak drżałem. Zastanawiałem się: „Pomyśl no, wielki wszechmogący Bóg niebios jest tutaj w lasach i On potwierdza mi w mój własny sposób, kiedy tutaj poluję, że On będzie czynił dokładnie to, co On powiedział mi piętnaście lat temu”.
Czekałem na chwilę w czujności i powiedziałem: „Panie, niech się to stanie jeszcze raz”.
On powiedział: „Powiedz, na którym miejscu ma ona być”.
Pomyślałem: „Powiem to tak, aby się zjawiła na niezwykłym miejscu”. I rzekłem: „Na tym starym pniu, sterczącym tam obok pola, na gołym, śliskim białym pniu”. Powiedziałem: „Tam przyjdzie kolejna czerwona wiewiórka i ona wyjdzie na wierzchołek tego pnia i będzie się patrzeć na pole na rolników. Tak się to stanie”. Spojrzałem do tyłu, a nie było tam żadnej wiewiórki. Patrzyłem się około pięciu minut; nie było tam żadnej wiewiórki. Powiedziałem: „Dobrze...”. Powiedziałem: „Dwie wiewiórki, to jest fajne”. I rzekłem: „Dwaj są świadkiem. Ja temu tak wierzę”.
A ktoś powiedział: „Lecz ty powiedziałeś, że tam będzie wiewiórka”.
39
Odczekałem kolejnych pięć minut, i nic. Cytowałem to sobie ciągle w moim sercu: „Ty powiedziałeś, że tam będzie wiewiórka”. I czekałem i czekałem.
Ktoś powiedział: „Czy wątpisz?”
Ja odrzekłem: „Nie, ani trochę”.
I zaledwie to powiedziałem, na tę gałąź wyskoczyła czerwona wiewiórka, stanęła i patrzyła się na tych rolników. Bóg jest moim sędzią, stojącym tutaj. Zastrzeliłem tę wiewiórkę. Poszedłem tam, podniosłem ją z ziemi i potem szedłem lasami, i spóźniłem się o kilka godzin na miejsce, gdzie miałem się spotkać z innymi mężczyznami, by zobaczyć, czy pozostał tam gdzieś ktoś z nich. Nie było ich tam już. Więc wróciłem do domu i powiedziałem wam o tym.
40
A siódmego listopada byłem w stanie Kentucky. Byłem tam z szwagrem brata Wood bratem Charlie Cox, stojącym tam przy filarze, i z bratem Tony Zable, jednym z diakonów tutejszego kościoła. Czy jesteś tutaj, Tony? Tak, on jest gdzieś tutaj - brat Tony Zable, a również brat Banks Wood. Byliśmy wysoko w górach na polowaniu.
Wyruszyłem do lasów, a wiewiórki bały się bardzo i pochowały się, liście z drzew opadło już na ziemię. Wszedłem do lasów, a ktoś powiedział mi: „Ile wiewiórek chcesz dzisiaj do południa?”
Ja odrzekłem: „Otóż, ustrzeliłem ich już sto czternaście w tym roku, raczej sto siedemnaście”. I rzekłem: „Gdybym ustrzelił jeszcze trzy, byłoby ich sto dwadzieścia. To byłaby parzysta liczba, na której byłoby trzeba skończyć”. Dodałem jednak: „Inaczej byłoby fajne, gdyby ich było - gdyby mi było dane sześć wiewiórek, abym je mógł przynieść do domu”. Bowiem ja lubię je bardziej, niż jakiekolwiek inne mięso. I powiedziałem: „Gdybym tylko mógł ustrzelić jeszcze trzy wiewiórki...”.
41
Szedłem dalej przez las i ach, nie było tam żadnej. Dobrzy myśliwi, jak Charlie i inni mieli już po jednej. Więc powiedziałem: „Otóż ja...”.
Ktoś powiedział: „Przemów do nich. Wypowiedz te trzy wiewiórki, a będziesz je miał”.
Powiedziałem: „To się już raz wydarzyło”.
Stałem obok małego drzewa późno po południu na zboczu grzbietu górskiego. I to namaszczenie przyszło w tak wielkiej mierze, że niemal nie mogłem stać na ziemi, i powiedziało: „Mów! Nie wątp w to, co powiesz, a możesz mieć to, co powiedziałeś”.
Powiedziałem: „Ja chcę upolować trzy wiewiórki”.
On zapytał: „Skąd one mają przyjść?”
Ja odrzekłem: „Jedna przyjdzie z tej strony, jedna z tamtej strony, a jedna tutaj z tyłu”. Powiedziałem to tak, aby to wyglądało skrajnie. Bóg nie dba o to, jak skrajnie to wygląda. On jest Bogiem, kierującym okolicznościami.
42
I kiedy tam stałem kilka minut, nie słyszałem żadnego strzelania innych myśliwych. Przypadkowo obejrzałem się do tyłu. W odległości około dziewięćdziesięciu jardów zauważyłem coś na pniu. Obserwowałem to. Po chwili zwierzątko zeskoczyło z pnia i była to szara wiewiórka. Tak daleko - na drugiej stronie polany, rozciągającej się na wierzchołku tego grzbietu. Kiedy przechodziła obok drzewa, zastrzeliłem ją. Była oddalona około dziewięćdziesiąt jardów, jednak pocisk uśmiercił ją. Powiedziałem sobie: „Tam jest jedna. Mogę więc odwrócić się i spojrzeć w innym kierunku, bo one przychodzą”.
Widzicie, Bóg ma swój sposób, jak przyprowadzić te rzeczy do ciebie i upewnić cię w tym, o czym mówisz. To namaszczenie, które odczuwałem, odstąpiło potem ode mnie. Dobrze, czekałem i patrzyłem się w tę stronę chyba godzinę. Nic się nie stało. Zaczęło mi być zimno. Pomyślałem: „Jeżeli to jest Duch Święty, który mi mówi te sprawy, z pewnością urzeczywistnią się dokładnie, bo kiedy to namaszczenie odpoczęło na mnie, powiedziałem to słowo, i ono musi urzeczywistnić się w ten sposób”.
43
Słuchajcie teraz uważnie tego, co mówię. Będzie to także nagrane na taśmie, która pójdzie do całego świata.
Otóż, potem po mojej lewej stronie - ciągle czuwałem. Po chwili popatrzyłem na drzewo. Zobaczyłem, jak koło buka przychodzi szara wiewiórka. Powiedziałem: „Zupełnie dokładnie - z tej strony. To jest właściwe, Panie”.
Odwróciłem się i podniosłem strzelbę, by ją zastrzelić, a szła tam druga wiewiórka. „Tam są dwie. Po prostu dokładnie. To daje mi trzy”. Wycelowałem i zastrzeliłem pierwszą wiewiórkę.
Ta druga wbiegła pod kłodę. Widziałem ją, jak rozgryza orzeszek z hikorowego drzewa, czy coś podobnego pod tą kłodą. A kłoda była chyba tak wysoko na jednym końcu - podniesiona nad ziemią o jedną stopę. Widziałem dobrze tę wiewiórkę. Zastrzeliłem pierwszą. Powiedziałem: „Teraz zastrzelę drugą”.
Celowałem lufą z góry w dół, aż krzyżyk w lornetce był za jej uszami; nie była dalej niż czterdzieści czy pięćdziesiąt jardów, ale trafiłem w kłodę. A wiewiórka nawet się nie przestraszyła. Włożyłem drugi nabój do lufy, a wiewiórka odwróciła się i szła po tej kłodzie aż na drugi koniec. Więc celowałem z góry w dół i starałem się celować jak najlepiej umiałem. Za cały rok chybiłem może tylko pięć razy. Więc celowałem z góry w dół, by mieć doskonały strzał, pociągnąłem za cyngiel i trafiłem około cztery całe nad nią. Powiedziałem sobie: „Musiałem chyba wytrącić moją lornetkę z właściwego ustawienia”.
44
I potem obserwowałem znowu. Ta wiewiórka pobiegła i znikła na zboczu w lesie - na bok ode mnie. „Hm” - powiedziałem - „wytrąciłem sobie lornetkę na strzelbie. Zastrzelę ją po prostu z boku - w klatkę piersiową. Powstałem i wycelowałem krzyżykiem w lornetce... Pomyślałem: „Może dygotałem z zimna”. Lecz pomyślałem: „Nie było mi zimno i nie dygotałem, kiedy zastrzeliłem pierwszą”. Więc potem - po prostu to samo wydarzyło się za minutę lub dwie.
45
Chwyciłem się ręką drzewka jako podpórki, trzymałem strzelbę naprawdę mocno i wycelowałem ją w dołek na klatce piersiowej wiewiórki, i pociągnąłem za cyngiel. Trafiłem o jedną stopę poniżej wiewiórki. Pociągnąłem znowu za cyngiel, by wystrzelić drugi nabój i ja... Strzelba była pusta. Kiedy ją na nowo ładowałem, powiedziałem sobie: „Ja ją dostanę, jeśli tam będzie stać”. Lecz kiedy strzeliłem, wiewiórka pobiegła do lasów.
I stałem tam rozmyślając: „Co to znaczy? Trzy strzały z rzędu spudłowałem. A przedtem spudłowałem tylko cztery lub pięć razy na sto czternaście celnych strzałów”. Powiedziałem sobie: „Jak to jest możliwe, moja strzelba musi być źle ustawiona”.
46
I właśnie w tej chwili przyszło mi to. „Nie mogę przecież zastrzelić wiewiórki z tej strony. Ona musi przyjść z tamtej strony”. Boże Słowo jest doskonałe. Nie mogę jej zastrzelić, jeśli przyjdzie od południa; musi przyjść od północy. „Dobrze” - pomyślałem - „odwrócę się więc w tę stronę i będę obserwował, aż ona przyjdzie z północy”.
Włożyłem dalsze naboje do strzelby i czekałem. Powiedziałem sobie: „Gdy ona przyjdzie, będzie bardzo blisko mnie”. Nie lubię strzelać na krótką odległość, to nie jest sportowe. To nie jest piękne tak strzelać. Więc jedna była w tym gąszczu tam... Powiedziałem: „Dobrze, będę musiał ustrzelić tę z północy, ponieważ powiedziałem to w ten sposób”. Stałem więc zwrócony w tę stronę i czuwałem.
Pomyślałem sobie, że jest już późno. Powiedziałem: „Jest za piętnaście czwarta. Otóż, o czwartej będę musiał odejść, aby spotkać się z tymi dwoma, bo ci chłopcy czekają na mnie”. A więc czekałem krótką chwilę. Była już czwarta godzina - trzy minuty po czwartej. Powiedziałem: „No cóż, pójdę i pozbieram moje wiewiórki”. Wyszedłem i pozbierałem wiewiórki, i wróciłem na poprzednie miejsce. Było już tak ciemno, że zaledwie widziałem coś na tej polanie.
47
Zacząłem iść w dół po tej polanie. I kiedy szedłem po niej w dół, ściemniało się. Przechodziłem koło tego miejsca, na którym stałem przedtem. Coś powiedziało mi: „Czy nie pójdziesz tam w górę, by upolować tę wiewiórkę?”
Odrzekłem: „Jak mógłbym ją teraz zobaczyć?” Miałem tylko małą lornetkę, taką małą lornetkę do strzelania do tarczy. A było jeszcze na tyle jasno, że widziałem tylko na kilka stóp przed sobą. Powiedziałem: „Jak mógłbym ją zobaczyć?”
On powiedział: „Lecz ty powiedziałeś, że będzie jeszcze jedna”.
O, życzyłbym sobie, żebym to mógł jakoś wyjaśnić, jak mogłem zrozumieć to, co słyszałem - co to w rzeczywistości oznacza, przyjaciele. Widzicie, będąc pod tym namaszczeniem, nie byłem to ja, który to powiedział; był to Bóg, który to powiedział.
Zrobiłem parę dalszych kroków. Powiedział: „Zawróć i idź z powrotem na północ. Twoja wiewiórka jest tam”.
Zawróciłem więc i powiedziałem: „Panie Boże, ja nie chcę wątpić, ani trochę”. Zacząłem iść z powrotem w północnym kierunku. Tutaj siedzą bracia, którzy o tym wiedzą, że zacząłem iść w kierunku północnym. I dalej na tym grzbiecie - pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt jardów ode mnie - wiewiórka wybiegła na drzewo. Było jeszcze na tyle jasno, że ją ujrzałem. Patrzyłem się przez moją lornetkę po drzewie do góry i w dół, ale nie mogłem znaleźć tej wiewiórki. Po chwili myślałem, że zobaczyłem kłębek na drzewie, wysoko w koronie. Było tak ciemno. Powiedziałem: „Dobrze, spróbuję mimo wszystko”. I strzeliłem. Po wystrzale wiewiórka skakała dookoła po drzewie i zbiegła w dół. Słyszałem, jak spadła na ziemię. Myślałem, że ona uskoczyła w bok.
W tym samym czasie, kiedy się to stało, około dwadzieścia stóp od tego drzewa inna wiewiórka wybiegła na biały dąb. I powiedziałem: „On spędził z drzewa jedną i wypędził na drzewo drugą. Teraz, Panie, z pewnością nie pozwolisz mi chybić tej wiewiórki, kiedy to już wypowiedziałem pod namaszczeniem, że tak się stanie, a Ty potwierdzasz moją usługę. To będzie szósty raz, że Ty potwierdziłeś to dla mnie”. To liczba człowieka - sześć razy. Powiedziałem: „Ty nie pozwolisz, żebym ją minął”.
48
Patrzyłem się na to drzewo do góry i w dół. I zupełnie na wierzchołku wydawało mi się, że widzę jakieś liście. Widziałem, że coś poruszało się w nich. Podniosłem więc strzelbę i strzeliłem. A wiewiórka spadła na ziemię martwa jak kamień. Schodziłem ze wzgórza ciesząc się i radując. Podszedłem do pierwszego drzewa po mojej lewej stronie, a tam leżała wiewiórka. „Dobrze” - powiedziałem - „wiem, że upolowałem tamtą, lecz nie jestem pewien, co do tej tutaj. I powiedziałem: „Więc, Panie, Ty dajesz mi jedną, bym miał pełną ilość”.
Poszedłem dalej, by znaleźć drugą wiewiórkę; nie było jej tam. Patrzyłem się i patrzyłem, szukałem jej pod liściem, podnosiłem kawałki drewna, rozerwałem kawał starej kłody. A leżała tam tylko jedna kłoda w okręgu trzydziestu jardów. Porozrywałem ją na kawałki, patrzyłem się pod jej boki, szukałem moimi rękami w liściach posługując się dotykiem. Nie było tam nigdzie tej wiewiórki.
Dalej w górę - był tam taki stary pień na wierzchołku tego wzgórza. Podszedłem do tego starego pnia i była tam taka niewielka dziura. Próbowałem w niej patykiem i odczułem, że moja wiewiórka posuwa się w górę i w dół. Kiedy tak próbowałem, powiedziałem: „Dobrze nie mogę się dostać do niej. Więc rano przyprowadzę tu chłopców i wyjmiemy ją”. Muszę im to powiedzieć i poszedłem na dół do brata Charlie. Zatkałem tę dziurę, poszedłem w dół do brata Charlie i innych, i powiedziałem im to.
49
Udaliśmy się owego wieczora do ich domu na kolację. Cieszyliśmy się w obecności Pańskiej. Zanim poszliśmy do łóżek, brat Charlie poprosił brata Tony Zable (jest tam w tyle), aby się pomodlił z nami.
Otóż, nie mówię tego, aby obrazić albo zranić brata Tony. On jest jednym z najzacniejszych chrześcijan dżentelmenów, których znam. Lecz mówię to tylko, aby wam pokazać, jak Pan działa. Tony powiedział w swojej modlitwie owego wieczora: „Panie Boże, niech nam to będzie wiadome, że nasz brat mówi nam prawdę i jutro znajdzie tą wiewiórkę w tym pniu”.
To było... Ja wcale nie powiedziałem pod namaszczeniem, że znajdę wiewiórkę w pniu. Powiedziałem: „Ja zastrzelę wiewiórkę”. Oczywiście, nie mogłem dostać tej wiewiórki, bo gdyby ją dostałem, byłoby ich więcej, niż powiedziałem. Bóg dał ich dokładnie tyle, ile powiedziałem będąc pod namaszczeniem. Więc nie powiedziałem już nic odnośnie tego.
Widzicie, tak właśnie ludzie mówią wiele razy: „Brat Branham powiedział tak-a-tak”. Kiedy brat Branham mówi coś, to nie ma żadnego znaczenia. Lecz kiedy to mówi Bóg, jest to wiekuistą prawdą.
Lecz brat Tony tego nie zrozumiał. On powiedział: „Jeżeli ta wiewiórka tam jest, to będziemy wiedzieć, że nasz brat powiedział nam prawdę”.
50
Brat Wood, brat Charlie, oni wszyscy zrozumieli to. Nie mówiliśmy nic. Spałem z bratem Tony owej nocy. Następnego poranka siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy. O, była niedobra pogoda tego dnia. A brat Tony powiedział: „Otóż, jest jedna sprawa. Brat Branham pójdzie może wydostać swoją wiewiórkę z tego pnia dzisiaj rano, z tego drzewa”.
Ja powiedziałem: „Bracie Tony, ja wcale nie powiedziałem, że ta wiewiórka tam jest. Ja powiedziałem, że dotykałem się czegoś. Kiedy to podniosłem, znowu opadło to w dół”.
On powiedział: „Ona tam będzie. Ona będzie w tym pniu”.
Wyruszyliśmy do lasów. Kiedy wysiadłem z samochodu, zacząłem tam wracać i powiedziałem sobie, że coś jest nie tak. Powiem to bratu Tony raczej teraz, bo jeśli ta wiewiórka nie jest w tej dziurze - w tym pniu, to ja wrócę bez żadnej wiewiórki, i wtedy zgodnie z tym, jak modlił się ubiegłego wieczora, będzie mimo wszystko myślał, że ja powiedziałem im kłamstwo. Powiedziałem więc: „Boże, Ty wiesz, trzymam rękę na mojej Biblii, że ja powiedziałem prawdę”. I Bóg wie, że to było prawdą, powiedziałem dokładną prawdę.
51
Szedłem więc dalej. Coś popychało mnie naprzód. Szedłem pod górkę przez lasy i szukałem zwierzyny. Ciągle myślałem: „Co, jeśli tam nie ma tej wiewiórki?” Tony dał mi swój nóż myśliwski, abym mógł wyciąć większą dziurę i sięgnąć do niej i chwycić ręką tę wiewiórkę.
A coś powiedziało mi: „Jeżeli jej tam nie ma, albo jeżeli tam jest, jaka w tym różnica?”
Ja odrzekłem: „On sobie pomyśli - on mi nie będzie wierzył. Modlił się i powiedział: „Jeśli znajdziemy tę wiewiórkę, to będę wiedział, że nasz brat powiedział nam prawdę”.
A to wielkie namaszczenie przyszło i powiedziało: „Powiedz po prostu, że ta wiewiórka tam będzie, i ty ją dostaniesz”.
Pomyślałem: „Z pewnością, Panie, oczywiście. To będzie siódmy raz z rzędu, kiedy to namaszczenie odpoczywa na mnie”. Zapytałem: „Czy to Ty jesteś?”
On powiedział: „Powiedz, czego chcesz!”
Powiedziałem więc: „Ja odnajdę tą wiewiórkę”. I to namaszczenie opuściło mnie.
52
Polowałem dalej aż do dziewiątej trzydzieści. Co powinniśmy byli zrobić? Zejść na dół i przyprowadzić kilka psów. Oni myśleli, że byłyby pomocne. Wyszedłem więc na to wzgórze o dziewiątej trzydzieści, popatrzyłem się do tej dziury, macałem ręką w niej, powiększałem ją nożem. Nie było żadnej wiewiórki w tej dziurze. Obmacałem wszystko dookoła. Otóż, to, czego dotykałem, były małe delikatne korzonki trawy albo korzonki drzewek. Ja je podnosiłem do góry i dotykałem ich, a one spadały z powrotem z kija, kiedy wetknąłem do tej dziury kij i podnosiłem je w górę ot tak. Myślałem sobie, że podnoszę w górę wiewiórkę, a ona spadała mi z kija, lecz były to małe korzonki, itp.; nie było w niej żadnej wiewiórki.
Rozmyślałem: „Co ja teraz zrobię?” Powiedziałem: „Jest dziewiąta trzydzieści, muszę już wracać z powrotem”. Chwyciłem do ręki moją strzelbę i zacząłem schodzić ze wzgórza.
A coś powiedziało: „Czy nie powiedziałeś, że znajdziesz tę wiewiórkę?”
Zapytałem: „Gdzie miałbym ją znaleźć?”
53
Bóg jest moim uroczystym Sędzią, a stoję tutaj z Jego Słowem; jestem mężczyzną w wieku pięćdziesięciu lat, kaznodzieją Ewangelii, stojącym za tą kazalnicą; ktoś powiedział: „Popatrz pod ten mały kawałek kory”.
Odrzekłem: „Panie, nie będę Ci wątpił w niczym”. Poszedłem tam i podniosłem tą korę, ale nie było tam żadnej wiewiórki. Pomyślałem: „Chyba byłem...”.
Lecz zanim to wypowiedziałem, ktoś powiedział: „Co, jeśli jej tam nie ma?”
Powiedziałem: „O, ona tam będzie”. Podniosłem tą korę, a nie było tam żadnej wiewiórki. Patrzyłem się na ziemię zdumiony. Zobaczyłem kawałek siwej sierści, sterczącej spod liścia. Wyciągnąłem ją i tam leżała ta wiewiórka, potwierdzając dokładnie to, co On polecił mi uczynić.
54
Zszedłem ze wzgórza na dół i powiedziałem im o tym. I cieszyliśmy się. Kiedy przyszedłem do samochodu, stał tam Charlie i Banks. Oni rozmawiali. „Czy to nie było dziwne, że Tony wypowiedział coś takiego w swojej modlitwie, skoro on miłuje brata Branhama? Dlaczego on wątpił w jego słowa i modlił się w ten sposób?” Rozumiecie, on po prostu musiał to powiedzieć w ten sposób, bo Bóg wiedział, że ja będę stał za tą kazalnicą dzisiaj do południa, i będę twierdził to samo.
Musisz zważać na to, co mówi człowiek, a potem zważać na to, co mówi Bóg. To, co mówi Bóg, jest prawdą.
Potem pomyślałem: „Otóż, chwała bądź Bogu”. I poszedłem na dół. Przeżywaliśmy wspaniałe chwile, kiedy wróciliśmy do domu.
55
Brat George Wright już od wielu lat robi wino do Wieczerzy Pańskiej, (ja już kończę), on robi wino do Wieczerzy Pańskiej dla zboru. Brat Roy Roberson (tam w tyle) przedzwonił do mnie i powiedział: „Bracie Branham, jedźmy do brata Wright i przywieźmy wino do Wieczerzy Pańskiej”. Brat Wright siedzi tutaj razem ze swoją rodziną.
Słuchajcie tego teraz uważnie, kiedy kończymy. O, Boże. Przybyliśmy do brata Wright wcześnie rano i jak zwykle zostaliśmy bardzo mile przywitani. Potem rozmawialiśmy o tym winie. A młoda Edith - młoda ułomna dziewczyna siedziała tam; ja ją miłuję, miłujemy ją tak tutaj w tej kaplicy (nie tylko ja, lecz cała nasza kaplica), jakby ona była naszą własną siostrą. Rodzina Wright jest najstarszą naszą rodziną. Jedną z nich była rodzina Slaughterów tutaj - Roy Slaughter i jego rodzina. Więc rodzina Wrightów a także pani Spencer należą do najstarszych, którzy chodzą do naszej kaplicy. Uważam, że rodzina Wrightów chodzi tutaj do kaplicy już około dwudziestu pięciu czy dwudziestu sześciu lat.
56
Modliłem się i modliłem o tą młodą dziewczynę. Modliłem się bym mógł zobaczyć, że Bóg ją uzdrowił. Widziałem już schorzenia o wiele gorsze od niej, a zostały uzdrowione. Pościłem więc i modliłem się, i tęskniłem i szukałem Pana ze łzami, prosząc o uzdrowienie tej młodej dziewczyny. Biedactwo, została zaatakowana chorobą, kiedy była jeszcze niemowlęciem, prawdopodobnie był to paraliż niemowlęcy, który pokurczył i wykrzywił jej małe rączki i nóżki.
Ona cierpiała już wiele lat. I kiedy modliliśmy się o nią po raz pierwszy, jej cierpienia ustały. Było to - około dwadzieścia sześć lat temu. Kiedy ma bóle żołądka albo bóle zębów, skoro tylko idę i pomodlę się o nią, wiem, że Pan usunie te bóle.
Lecz to schorzenie? Widziałem ją siedzącą tutaj w budynku, kiedy inni ułomni wstawali i odchodzili, uzdrowieni z różnych chorób, i tak dalej, i zastanawiałem się: „Dlaczego ta młoda dziewczyna nie chodzi? Panie, pojaw się nad nią. Niech anioł Pański zacieni tę dziewczynę, żebym mógł powiedzieć TAK MÓWI PAN”. Gdyby to było zależne ode mnie, ja bym to wypowiedział. Lecz nie jest to zależne ode mnie. Jest to zależne od Niego.
57
I my rozważaliśmy o tym. Kiedy wróciliśmy, ona chciała królika. Brat Wood i ja wyszliśmy, upolowaliśmy dwa króliki i przynieśliśmy je jej. I ona miała gotowy obiad - pani Wright z innymi.
I właśnie w tym czasie siostra Hattie Mosier - jej małżonek właśnie niedawno umarł. Udzieliłem ślubu tej parze przed kilkoma laty. Oni mieli dwoje dzieci, a brat Watt został uśmiercony. Jego własny syn znalazł go pod jego traktorem - przygniecionego i zmarłego. I ten młody chłopak doznał załamania nerwowego; coś się z nim stało. Brat Wood i ja poszliśmy do nich pewnego wieczora i pozostaliśmy tam aż do nocy; jego matka i wujek ciągle czuwali przy nim. Pan uzdrowił go i on siedzi tutaj dzisiaj do południa.
Jego matka była bardzo zatroskana o niego - nastolatek i po prostu zaczął uciekać do świata - miał około piętnastu lat, a jego młodszy brat miał dwanaście lub trzynaście lat.
58
Siostra Hattie Wright - jak wszyscy wiecie - my nazywamy ją Wright, lecz jej nazwisko brzmi Mosier. Ona była zawsze wierną niewiastą, zwykłą gospodynią domową. Mieszkała w dwu pokojach wysoko na wzgórzu - mozoliła się ze szpadłem i motyką, starając się usuwać chwasty z poletka kukurydzy, z którego żywiła swoją rodzinę. Ciągle wiernie pracowała.
Kiedy siedziałem przy stole i spożywałem obiad, wyjaśniałem, czym jest wiara. Powiedziałem: „Jeżeli wiara jest czymś takim - gdybym ujrzał wizję o bracie Shelby siedzącym tam, i o każdym innym - jacy są...”.
A siostra Hattie siedziała dalej w tyle, blisko innego pokoju. Nie miała wiele do powiedzenia - nigdy nie ma.
59
I potem, gdy rozmawialiśmy, ja powiedziałem: „Gdyby Pan pokazał mi wizję, że coś się wydarzy, to ja mógłbym to powiedzieć. To właśnie pobudza moją wiarę”. Powiedziałem: „Gdyby Pan pokazał mi, co się będzie dziać, to ja miałbym ufność, że się to tak stanie, skoro On pokazuje mi to”.
Powiedziałem: „Ja bym tu zaraz przyszedł, skoro ta młoda chora dziewczyna siedzi tam, a Pan pokazałby mi, że ona zostanie uzdrowiona. Jam by tu zaraz przyszedł i stanąłbym na ścieżce, by zobaczyć, czy wszystko jest dokładnie tak, jak On powiedział, i potem powiedziałbym: TAK MÓWI PAN, Edyto, powstań i chodź”. I rzekłem: „Zobaczylibyście, jak te małe nogi rozwijają się, jak te małe ręce rozwijają się, i ona wstałaby z tego krzesła i chodziłaby ku chwale Bożej”. Powiedziałem: „Gdyby to przyszło w ten sposób...”.
60
Opowiadałem im o tym przeżyciu i powiedziałem: „Czy wiecie...? Chcę was o coś zapytać”. Brat Banks Wood siedział obok mnie przy stole. A obok niego... Potem siostra Hattie siedziała dalej w tyle, a chłopcy siedzieli tutaj, a pani Wright i pan Wright, i Shelby siedzieli w tyle po mojej lewej stronie.
Słuchajcie teraz. Nie przeoczcie tego. Pokażę wam suwerenność Boga. I kiedy rozmawialiśmy, powiedziałem: „Chcę was o coś zapytać. Kto umieścił tam te wiewiórki? Tam w lasach nie było wiewiórek. Ja polowałem i polowałem. Nie jestem najlepszym myśliwym, lecz polowałem już od małego chłopca. A tam polowałem blisko ludzi i wiewiórki były na najbardziej niezwykłych miejscach, a ja powołałem je do istnienia słowem i zjawiły się w najbardziej niezwykły sposób”. I zapytałem: „Kto je tam umieścił?”
Powiedziałem: „Zastanawiam się, czy chodzi o to, że moja usługa lada chwila ulegnie zmianie - że Bóg Abrahama potwierdza Swoją obietnicę tak, jak potwierdził ją Abrahamowi?”
61
Kiedy Abraham był na szczycie góry i potrzebował zwierzątka na ofiarę na miejsce swego syna, Jahwe-Jireh uczynił cud i umieścił tam barana - sto mil daleko na odludziu. Abraham trzy dni podróżował. Każdy zwykły człowiek może ujść dwadzieścia pięć mil za dzień. A potem on podniósł swój wzrok i zobaczył w oddali górę. Potem wspiął się na tę górę, aż na szczyt tej góry. I na tym odludziu był baran, tak baran; przecież dzikie zwierzęta uśmierciłyby go. I tam, na szczycie tej góry, gdzie nie było żadnej wody? Jak się tam dostał ten baran? Co się stało? Bóg potrzebował ofiary, by udowodnić Abrahamowi, że On jest Jahwe-Jireh. Sam Bóg stworzenia powołał barana słowem do istnienia. Otóż, nie była to wizja. Abraham zabił tego barana i krew wyszła z tego zwierzęcia. Nie była to wizja; był to baran.
Ja powiedziałem: „Ten sam Bóg...”. Alleluja! Bóg, Jahwe-Jireh, On jest tak samo Jahwe-Jireh dzisiaj, jak On był na tej górze z Abrahamem. On ciągle może stworzyć zwierzę ku Swojej chwale. Te wiewiórki nie były wizją. Ja je zastrzeliłem; krew wyszła z nich. Oporządziłem je i potem zjadłem. Nie były to wizje; były to wiewiórki.
62
Powiedziałem: „Ten sam Jahwe-Jireh stara się przekazać mi Swoją obietnicę, chociaż mam ociężały i tępy umysł. On mógł powołać słowem do istnienia to, czego potrzebowałem tak samo, jak On mógł powołać słowem do istnienia to, czego potrzebował Abraham”.
Zaledwie to powiedziałem, a siostra Hattie (siedzi tutaj teraz i płacze) przedtem nie powiedziała ani słowa, lecz nagle powiedziała: „To nic innego niż prawda”.
Ona powiedziała właściwą rzecz. Powiedziała ją tak samo, jak wtedy powiedział Banks. Słyszałem jej głos i rozchodził się z moich uszów jakby do lasów. Pani Wright siedziała w tyle pokoju obok jej młodej dziewczyny i próbowała przekazać nam to, co powiedziała Edyta, a ja niemal nie słyszałem pani Wright.
To super namaszczenie ogarnęło mnie i powiedziało: „Powiedz Hattie, że znalazła łaskę w oczach Bożych”. Kto pomyślałby...? Powiedziało mi: „Powiedz jej, aby prosiła, czegokolwiek chce, potem ty wypowiesz to przy pomocy tego daru słowem do istnienia. O cokolwiek ona poprosi, wypowiedz to i stanie się”.
Spojrzałem na siostrę Hattie. Po raz pierwszy miało się to dokonać na ludzkiej istocie. Powiedziałem: „Siostro Hattie, proś, czego chcesz. Bóg ci to da”.
63
Co myślicie o tym? Czy dociera to do was? Siedem razy On potwierdził to w przypadku zwierzątka. Siedem jest Bożą kompletną liczbą. Tutaj było to po raz pierwszy w przypadku człowieka. A On - kogo On obrał do tego? Czy jakiegoś arystokratę? Czy jakiegoś wielkiego, wybitnego kaznodzieję? Zwykłą, biedną wdowę, która nie umiała się niemal podpisać. Bóg wie, co czyni. Powiedziałem: „Proś, czegokolwiek chcesz”.
Hattie zapytała mnie: „Bracie Branham, co masz na myśli?”
Ja odrzekłem: „Proś o cokolwiek, czego pragnie twoje serce, a stanie się to zaraz tutaj, abyś wiedziała, że Pan Bóg niebios odpowiada, a Jego Pismo jest prawdą”. Był to mój pierwszy raz z nowym darem, moje pierwsze namaszczenie... Niemal jej nie słyszałem.
A ona się rozejrzała. Rozmawialiśmy przedtem o jej młodej ułomnej siostrze. Powiedziałem sobie w moim sercu: „O, nie wątp, w ciągu kilku minut młoda Edyta będzie podskakiwać ku chwale Bożej”.
Hattie rozglądała się i rozglądała. Wreszcie powiedziała: „Bracie Bill, moim największym pragnieniem jest zbawienie moich dwóch synów”.
64
Jaka prośba! Wiecie, mogłoby się wydarzyć coś większego. Ona mogła poprosić o dziesięć tysięcy dolarów; ona by je otrzymała. Co, gdyby to był jakiś milioner? Poprosiłby o kolejny milion. Bóg wiedział, o co ona będzie prosić.
Siostro Hattie, co najmniej siedem lub osiem świadków stało tam. Wy wszyscy, którzy byliście tam obecni, kiedy się to wydarzyło, podnieście swoją rękę - z was wszystkich w kaplicy, którzy byliście obecni, kiedy się to wydarzyło. Jeden, dwaj, trzej, czterej, pięciu, sześciu, siedmiu. Siedmiu - ośmiu słuchaczy było tam obecnych, kiedy się to wydarzyło.
Ja powiedziałem: „Proś o cokolwiek, czego chcesz, ponieważ Bóg rzekł mi, abym ci to dał - czegokolwiek pragniesz”.
Ona mówiła przedtem, że jej chłopcy zaczynają wpadać w szał nastolatków. I powiedziała: „Proszę o zbawienie moich dwóch synów”.
Ja powiedziałem: „Według woli Bożej i dzięki mocy Bożej daję ci w imieniu Jezusa Chrystusa twoje pragnienie”. A jej dwaj synowie zadrżeli pod mocą Bożą, i cały budynek zadrżał. Banks upadł twarzą do swego talerza. Shelby chwycił się... A Hattie krzyczała tak mocno, że usłyszelibyście ją na dwie przecznice w mieście. I jej dwaj synowie ze łzami, toczącymi im się po policzkach przyjęli zbawienie dokładnie tak, jak ona prosiła o to przedtem.
O, po raz pierwszy posłużyłem się tym dla ludzkiej istoty. „Proś czego chcesz, a będzie ci to dane”. Jej chłopcy siedzą tutaj razem z nią dzisiaj do południa.
65
O co ona poprosiła? Co, gdyby poprosiła o uzdrowienie jej młodej siostry? Co, gdyby poprosiła o to? Ta młoda dziewczyna zostałaby uzdrowiona, lecz jej dwaj synowie byliby zgubieni. Co gdyby ta biedna wdowa, która mi właśnie powiedziała, że próbowała dać na budowę tej kaplicy pięćdziesiąt dolarów, jako jej wkład na budowę nowej kaplicy, a brat Roberson nie przyjął ich, pozwolił jej dać tylko dwadzieścia dolarów z tego.
I kiedy to mówiła, ja powiedziałem sobie: „Ja jej dam z powrotem tych dwadzieścia dolarów”.
Lecz Bóg powiedział mi w moim sercu, nie przez wizję, lecz w moim sercu: „Kiedy Jezus stał tam i obserwował, jak wdowa wrzuciła trzy grosze do skarbnicy, w której leżały tysiące dolarów, co uczyniłbyś ty?”
Powiedziałem: „Otóż, gdybym stał w pobliżu, powiedziałbym: ‚My ich nie potrzebujemy, siostro. Mamy dosyć pieniędzy'„.
Lecz Jezus tak nie powiedział. On zostawił ją w spokoju, aby to uczyniła, ponieważ On wiedział, co jest przed nią w jej życiu. Więc tak mi Boże dopomóż. Ty jesteś moim uroczystym Sędzią, Bóg wiedział, co było przed nią w jej życiu.
66
Sięgnąłem moją ręką do kieszeni, by wyjąć portmonetkę i dać jej tych dwadzieścia dolarów z powrotem i powiedzieć: „Siostro Hattie...”.
Lecz On powiedział: „Nie rób tego”.
Potem, za kilka minut, kiedy mówiłem o Nim jako o Jahwe-Jireh, ona powiedziała: „To jest nic innego niż prawda”. A wyszło to z serca biednej wdowy, kobiety, i Bóg wiedział, że ona poprosi o największą rzecz, jaka może zostać uczyniona.
Jak długo istnieją niebiosa, kiedy gwiazdy przeminą, kiedy nie będzie już księżyca ani ziemi, nie będzie oceanów, ci chłopcy będą żyć dalej w wieczności z tym samym Jahwe-Jireh, który dał nieśmiertelną obietnicę. Jego obietnice nie mogą zawieść.
Wyglądam tego, co będzie się dziać na nabożeństwie tam na południu w San Jose. O, czy to właśnie zacznie się dziać w wielkiej mierze?
Otóż, kiedy to namaszczenie przychodzi: „Proś, czego chcesz,” to ja mam doskonałą gwarancję, że kiedy ono przypadnie i cokolwiek Bóg mi przedłoży, abym o to prosił, wypełni się to dokładnie w ten sposób. Tak musi być. „Bo jeśli powiecie tej górze...”. Rozumiecie, to nie mówi człowiek. To nie jest człowiek; jest to Bóg. Jesteś to ty, jeśli jesteś tak podporządkowany Bogu.
67
Zwróćcie teraz uwagę na proroków w dawnych czasach, kiedy kończę. Prorocy w dawnych czasach, kiedy widzieli przyjście Pana Jezusa, oni byli tak podnieceni w Duchu, że mówili to tak, jak chodziłoby o nich samych.
Popatrzcie na Dawida w Psalmach - w 22. Psalmie woła: „Boże mój, Boże mój, czemu mnie opuściłeś?” Nie chodziło o Dawida. Chodziło o Chrystusa osiemset lat później. „Zliczyłbym wszystkie moje kości, a oni gapią się i rozdziawili na mnie swoje gęby, kiwali swoimi głowami i mówili: ‚Innych ratował, a samego Siebie ratować nie może”. Dawid mówił to, jakby chodziło o niego samego, lecz był to Duch Boży w nim, Chrystus wypowiadający to.
O, Bogu bądź chwała. On działa w Swoim kościele w pełni Swojej mocy, działa wśród Swojego ludu, rozciąga Swoje wielkie skrzydła miłosierdzia; obyśmy Go uwielbiali.
68
Nie miałem czasu, by wygłosić moje kazanie. Pochylmy teraz nasze głowy na chwilę. Czy jest tutaj ktoś dzisiaj do południa, względnie ilu z was tutaj wie, że nie jesteście przygotowani w tym czasie, by spotkać się z Bogiem? Czy chcielibyście podnieść wasze ręce i powiedzieć: „Módl się o mnie, bracie Branham?” Nie możemy zaprosić was do ołtarza, ponieważ miejsce u ołtarza jest przepełnione. Niech ci Bóg błogosławi, bracie, i tobie siostro, tobie bracie, tobie, i tobie tam w tyle, wszystkim dookoła, tobie, młoda pani, tobie, mój bracie. Tam, daleko w tyle i wszędzie w budynku; Bóg widzi wasze ręce.
Jeżeli On potrafi powołać do istnienia barana tam, gdzie nie ma baranów, jeżeli On może powołać do istnienia zwierzęta, jeżeli On jest zainteresowany małym figowym drzewem, rosnącym na zboczu wzgórza, albo małą rybkę, leżącą na wodzie, o ileż więcej On zna twoje pragnienia w twoim sercu? Na pewno je zna. On wie, że Go potrzebujesz. „Proś, a będzie ci dane. Kiedy się modlisz, wierz, że otrzymasz to, o co prosisz”. Czy to był Duch Święty, który podniósł twoją rękę? Jeżeli to był On, wtedy to namaszczenie odpoczywa na tobie. Módl się więc i wierz Bogu, a będziesz miał to, co powiedziałeś.
69
Niebiański Ojcze, kiedy zbliża się południe dnia dzisiejszego, a ja mówiłem tak długo dzisiaj do południa o Twojej Bożej łasce, według Twego Słowa, jest napisane w Piśmie Świętym, że Jezus, nasz Pan powiedział: „Kto wierzy we Mnie, dzieła, które Ja czynię, i on czynić będzie”. I my wiemy, że te dzieła są prawdą. Ty potrafiłeś rozpoznawać myśli ludzi. Ty powiedziałeś Piotrowi, kim jest, jak się nazywa, kim jest jego ojciec. Ty powiedziałeś Filipowi, gdy przyprowadził Natanaela - raczej powiedziałeś Natanaelowi, że widziałeś go pod drzewem, zanim on przyszedł. Ty powiedziałeś tej kobiecie przy studni, ilu już miała mężów. O, nic nie jest zakryte przed Tobą. Ty wiesz wszystkie sprawy. A to były Twoje dzieła. Potem widzimy, jak Ty powiedziałeś temu figowemu drzewu...
O Panie, ja wierzę, że wkrótce przyjdzie ta godzina, gdy będą pomnażane bochenki chleba i rybki. Niedługo przyjdzie również znamię bestii. Powstanie konfederacja kościołów i oni ogłoszą - ten zjednoczony kościół, że żaden człowiek nie może sprzedawać ani kupować. Twojemu kościołowi nie wyrządzi to krzywdy, bo Twój Duch Święty będzie ich prowadził i karmił ich tak, jak Ty karmiłeś Izraela na pustyni. Ty jesteś Bogiem. Nie pozwól, abyśmy to przegapili, Panie. Pozwól, abyśmy pozostali wierni. Pozwól, abyśmy byli szczerzy i oddani Tobie.
70
Otóż, ja nie wiem, kiedy wydarzy się to znowu, Panie, może jeszcze dzisiaj do południa. Może wydarzy się to znowu w tej kaplicy dzisiaj, ufam, że się to stanie, Panie. Ufam, że Ty dasz wiarę do serc ludzi. Wiem, że nie wprowadzałem ich w błąd i nie powiedziałem czegoś niewłaściwie. Powiedziałem to dokładnie tak, jak mi to przychodziło - najlepiej, jak to umiem i wiem w moim sercu, Panie, zważam więc na moje słowa i daję na nie baczenie wiedząc, że ty mi to potwierdziłeś, jak powiedziałem już siedem razy, i wiem, że bezpośrednio potem potwierdziłeś to dla pierwszej ludzkiej istoty, do której przemówiłem, i ona otrzymała pragnienie jej serca w tym momencie, kiedy je wypowiedziała.
Zatem, Panie, słuchacze będący tutaj mają wiele pragnień dzisiaj do południa. Będziesz więc musiał namaścić Twojego sługę, Panie. Jeśli Ty po prostu ześlesz to namaszczenie i pozwolisz, żeby odpoczęło na mnie dzisiaj do południa - jeżeli ktoś będzie miał potrzebę, Ty powiesz mi ją po prostu, Panie, kiedy oni mówią, czy kiedykolwiek względnie cokolwiek Ty chciałbyś dokonać i to się urzeczywistni. Więc teraz ja wiem, że to, co będzie powiedziane potem, nie będzie ode mnie, lecz będziesz to mówił Ty, Panie.
71
Podporządkowuję samego siebie Tobie. I zanim opuszczę tą usługę - ten stary sposób usługi dzięki wizjom i tak dalej, przy tym ołtarzu, gdzie poświęciłem Tobie na nowo moje życie - od głoszenia Ewangelii do znaków i cudów - ja poświęcam siebie dzisiaj do południa na nowo Tobie, Panie, do usługi. Zostało to wypowiedziane po raz pierwszy, Panie, po raz pierwszy zostało to zamanifestowane i tutaj siedzą świadkowie tego. O, Panie Boże, jeżeli jest jeszcze coś, do czego mógłbyś użyć tą starą łupinę - mnie, ja jestem Twoim, Panie. Weź mnie, przekształć mnie, przemień mnie i uczyń coś, Panie, co Ci przyniesie cześć i chwałę.
Rozpowszechnij to między innymi kaznodziejami. Roześlij to do czterech krańców świata. Jest już bardzo późna godzina, Jezus przychodzi. Błogosław Twój lud wspólnie. Zbaw zgubionych. Zbaw każdego z tych, którzy podnieśli swoje ręce dzisiaj do południa, Panie. Daj im Ducha Świętego. Niech ich życia są poświęcone dla Ciebie.
Ten mały zbór, Panie, jego pastor, i każdy pastor będący tutaj, każdy ewangelista, nauczyciel, każdy członek innego zboru. O, Boże, my jako zbór oddajemy się Tobie. Weź nas, Panie, i użyj nas. My jesteśmy Twoi i spodziewamy się, że przyjdziemy do Ciebie pewnego dnia w pokoju.
A teraz, jeśli są tutaj chorzy i cierpiący, niech zostaną uzdrowieni dzisiaj do południa. Niech Twoja łaska i wiekuiste błogosławieństwa odpoczną na nich, kiedy modlimy się o nich wkładając na nich nasze ręce, i modlę się, żeby Duch Święty przyszedł i wykonał to dzieło, które On postanowił wykonać. Spełnij to, Ojcze. Prosimy o te błogosławieństwa w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
72
Powiedziałem wam szczerą prawdę, dokładnie tak, jak to Bóg objawił i jak to spełnił; powiedziałem wam szczerą prawdę. A teraz gorąco pragnę i potrzebuję waszych modlitw. Uświadamiam sobie, że mężczyzna w moim wieku, mający pięćdziesiąt lat...
Niedawno rano powiedziałem mojej żonie: „Mam już pięćdziesiąt lat, kochanie. Jeżeli mam uczynić coś dla Pana, muszę się pośpieszyć”.
Ona powiedziała: „Bill, Bóg ćwiczył Mojżesza osiemdziesiąt lat”. I rzekła: „On może ćwiczyć cię kolejnych pięćdziesiąt lat, abyś Mu służył choć jeden dzień. On ma pewien zamiar z tobą, więc stój cicho”.
Myślę, że w tym jest wiele mądrości. Stój cicho. Bóg porusza wszystkimi wskazówkami dokładnie według Jego wielkiego planu. Więc uspokójcie się. Nie próbujcie coś przeforsować, wywierać nacisk. Wtedy szedłbyś przed Nim. Jest o wiele lepiej naśladować kogoś, niż prowadzić; bo On jest Przewodnikiem.
73
Teraz do mojego małego zboru tutaj, do mojego małego stadka, które jest stale tak wierne i modli się o mnie, kiedy podróżuję po całym świecie: Wierzę, że przychodzi kolejne wstrząśnięcie na skalę ogólnoświatową. Te sprawy, które wam powiedziałem, są prawdą. W dniu sądu ja stanę tam przed wami mówiąc to samo, tak samo wiernie, jak stoję tutaj.
Jestem teraz pewien, że wszyscy rozumiecie, o co chodzi. Jest to przychodzące większe i głębsze namaszczenie Ducha Świętego. Jak wejść do niego? Ja ni wiem. Wiem tylko jedno: Jedynie Bóg może cię umieścić do niego. Żyj więc o prostu tak mile i pokornie, i tak blisko Boga, jak tylko potrafisz. Nie wątp w Niego. Wierz tylko, że wszystko współdziała ku dobremu dla ciebie i wszystko dookoła ciebie będzie działać właściwie. Rozumiesz?
74
Pamiętaj tylko: Ty jesteś barankiem; On jest gołębicą. To gołębica prowadzi baranka. A baranek i gołębica mają tą samą naturę. Gołębica jest najłagodniejszym ptakiem ze wszystkich ptaków pod niebem; a baranek jest najłagodniejszym ze wszystkich zwierząt na ziemi. Widzicie więc, ich duchy zgadzają się, są identyczne. Otóż, gołębica nie może odpocząć na wilku, rozumiecie? Ona by na nim nie odpoczęła; wilk jest mordercą. Baranek jest łagodnym stworzonkiem. Widzicie więc, jest to baranek i gołębica, a jedno prowadzi drugie.
Czy widzicie, gdzie Gołębica doprowadziła Baranka? Prowadziła Go całą drogą - aż na Golgotę na ukrzyżowanie, a On nie otworzył Swoich ust. Kiedy plwali na Niego, On nie odgryzał się pluciem. Gdy policzkowali Go, On ich nie policzkował; On po prostu szedł dalej wiedząc, że czyni to ku chwale Bożej; On wypełniał wolę Bożą.
75
Siostro Hattie, my jesteśmy niemal w tym samym wieku. A brat George Wright siedzący tam, jej tata, i jej synowie, i matka, Shelby - chcę to powiedzieć: Sądzę, że dziwiliście się, dlaczego tak szybko powstałem i wyszedłem z waszego domu. Nigdy dotychczas nie odczułem... Byłem w Południowej Afryce, gdzie trzydzieści tysięcy nieokrzesanych pogan zostało zbawionych na raz - przyszli do Chrystusa. Myślałem sobie, że to było największe namaszczenie, jakie odczułem kiedykolwiek. Lecz ono w ogóle, pod żadnym względem nie dorównywało temu, które zstąpiło na mnie owego dnia w domu George Wrighta. Nigdy nie odczuwałem czegoś takiego. Wydawało się, że cały ten pokój był po prostu światłością chwały Bożej.
Otóż, siostra Hattie jest bardzo cichą, pobożną prostą kobietą; nigdy nie podnosi swego głosu w żadnej sprawie. Lecz słyszelibyście ją na dużą odległość, kiedy Duch Święty nawiedził ich dom. Wszyscy będący w nim odczuwali Go. Było to wspaniałe. Może będziemy żyć jeszcze długo, lecz siostro Hattie, jak długo będziesz miała pamięć w swoim umyśle, będziesz to pamiętać - siostro Wright.
76
Otóż, aby ludzie wiedzieli, że to, co mówiłem, jest dokładną prawdą, czy podniosłabyś swoją rękę, siostro Hattie? Tak, siostro Wright i wy wszyscy, którzy tam byliście, by was słuchacze po prostu mogli zobaczyć. Widzicie, oto oni. Tutaj... Powstań, siostro Hattie. Oto jest zwykła wdowa, kobieta, dla której stał się ten cud; ona jest pierwszą. On ominął wszystkich innych ludzi na świecie, żeby ta rzecz stała się najpierw tej biednej, zwykłej, pokornej wdowie, która żyje hen na wzgórzu i usiłuje hodować kukurydzę i zbierać plon na nieurodzajnym poletku, by się zatroszczyć o pokarm dla jej dzieci. Właśnie jej Bóg okazał ten zaszczyt, jako pierwszej od czasów Jezusa Chrystusa, i powiedział: „Proś o cokolwiek, czego chcesz”.
77
Powiedziałem: „Apeluję do każdego w imieniu Pańskim: Kiedy Duch Święty przypada i mówi tak, to nie dbam o to, o co prosisz; będzie ci to dane”.
Czy wiecie, dlaczego plutokraci nie otrzymują tego, ani wielcy i im podobni ludzie? Jest tak dlatego, ponieważ Bóg wiedział, że będą prosić o takie rzeczy, które nie są dla nich dobre. On daje to ludziom, o których wie, że będą prosić o właściwą rzecz. I o co więcej mogłaby ta kobieta... O co większego? Powiedzcie mi po prostu, o co większego od zbawienia mogłaby ona poprosić. Jej ojciec i matka są zbawieni; jej młodsza siostra jest zbawiona. Cała rodzina była już zbawiona z wyjątkiem tych dwóch chłopców w tym czasie. Oni nie byli zbawieni.
Oni są ubogimi ludźmi. Shelby powiedział mi, że jego stały dochód za dobre żniwo, był sześćset dolarów netto za rok, a pracował, póki chłopcy... Jest mniej więcej w moim wieku, a jest już cały załamany i wyczerpany, a ciągle pracuje, by się zatroszczyć o swego ojca i matkę, bo oni są starzy. Usiłuje się również troszczyć o jego młodą sparaliżowaną siostrę, lecz on jest zbawiony. Brat Wright - oni wszyscy są zbawieni. Lecz ci dwaj nie byli zbawieni. I Hattie prosiła o zbawienie dla jej dzieci. Jak długo istnieje wieczność, ona mogła prosić o dziesięć tysięcy dolarów, a otrzymałaby je. Ona mogła poprosić o cokolwiek, czego chciała. Lecz Bóg wie, o co będziesz prosił, zanim On udzieli tego namaszczenia. To się zgadza.
78
Siostro Hattie, czy to prawda, że ja powiedziałem: „Proś o cokolwiek, czego sobie życzysz? Czegokolwiek pragnie twoje serce, poproś o to, Hattie”. Czy to prawda, siostro Hattie? Widzicie? Widzicie? „Proś, czego chcesz; nie ma znaczenia, co to jest, proś o to. Bóg powiedział mi: „Tylko wypowiedz to, o co ona prosiła, a otrzyma to”.
On powiedział: „Proś o to teraz - po prostu o cokolwiek, czego pragniesz”. I ona to uczyniła.
O, bracie, siostro, czy zdajecie sobie sprawę z tego, w jakim czasie żyjemy? Jest to najwspanialszy czas, kiedy Bóg niebios proponuje ludzkim istotom, abyście prosili, czegokolwiek chcecie, a On wam to da. Wiecie, to jest zbyt głębokie dla mojego umysłu; wiem to. Mam jednak nadzieję, że moje serce może pojąć tak dużo z tego, ile ja potrafię. Jest to po prostu... Ja żyłem dzięki temu. Prosperowałem dzięki temu. Wyruszam na zachód dzięki temu. Urządzam tam nabożeństwa dzięki temu. Żyję dzięki temu. Boże Słowo ma rację.
79
Otóż, na ile mi wiadomo, to jest ostatnia rzecz, która ma się dziać. Ja nie wiem o niczym innym, co mogłoby to być; po prostu zostało to dane ludzkim istotom: „Proś o cokolwiek, czego pragniesz. Bez względu na to, co to jest, tylko proś o to, a będzie ci to dane”.
I czy widzieliście tą mądrość? Ilu z was wierzy, że ta niewiasta prosiła o największą rzecz, o jaką można prosić? Pozwólcie zobaczyć wasze... Czy moglibyście sobie wyobrazić kobietę, która ma sparaliżowaną siostrę i mogła poprosić o jej uzdrowienie; kobietę, która jest uboga, a jej matka i ojciec też są ubodzy, i cała rodzina jest uboga? Przecież mogła prosić o pieniądze, a otrzymałaby je. Mogła poprosić, aby jej były dodane lata do jej życia, a otrzymałaby je. Lecz ona poprosiła o największą rzecz, o którą można poprosić - o zbawienie jej niezbawionej rodziny, i otrzymała je. Amen. To jest główna rzecz: Otrzymała je od tego samego Boga, który dał tę obietnicę. Bóg - o jak Go miłuję!
80
Teraz będziemy... Czy jest tutaj ktoś chory, o kogo miałbym się modlić? Podnieście swoje ręce.
Pewna kobieta dzwoniła mi kilka wieczorów temu (One są trzy, jak myślę - z Kalifornii; tak mi mówiono), ona powiedziała: „Przybyliśmy już dwa lub trzy razy. I były rozdane karty modlitwy, ale nasze numery nie zostały wywołane. Obiecałem jej, że jeżeli pozostanie na dłużej, to ja będę się modlił o chorych, właśnie dzisiaj do południa.
Ilu z was było tutaj, kiedy mieliśmy usługę rozpoznawania i tym podobnie? O, wszyscy, jak przypuszczam, wszyscy będący tutaj. Widzicie? My wiemy, że to jest prawdą. Obecnie posuwamy się dalej - poza nią. O, chwała bądź Bogu, posuwamy się na wyższy poziom od niej.
Może będzie się to dziać. Ja nie wiem, co Bóg będzie czynił dzisiaj do południa. Lecz wy, słuchacze, którzy jesteście chorzy i cierpiący, poproszę was, żebyście przychodzili po kilku na raz. Niech ci po tej stronie tutaj podejdą tu, żebyśmy się mogli modlić o tych po tej stronie najpierw. Może uda się to urządzić w ten sposób. Podejdź wprost tutaj, siostro. Po prostu ustawiajcie się do kolejki tutaj, ponieważ nie mamy... Musimy posyłać ich z powrotem tym samym przejściem, żeby mogli powracać na swoje miejsca. [Puste miejsce na taśmie - wyd.]
81
Mógłbym to mówić w ten sposób, jak ten młody człowiek mówił dzisiaj rano; on wierzy w Boże uzdrowienie. Ja wiem, że on wierzy w moc Bożą. Czy jest tutaj jeszcze inny kaznodzieja dzisiaj do południa, który wierzy, że Bóg uzdrawia chorych? Jeżeli tu jest, niech przyjdzie tutaj, jeśli jest tak łaskawy, niech przyjdzie tutaj i stanie razem z nami, kiedy będziemy się modlić o chorych i cierpiących. Ktokolwiek z was braci, kto wierzy, że Bóg uzdrawia chorych. Niech ci Bóg błogosławi; chodź tutaj do przodu, rozumiesz, chcemy, żebyś tu przyszedł i stanął razem z nami.
Otóż, my nie wiemy, co Duch Święty może uczynić. Duch Święty może tym razem działać dokładnie tak, jak On czynił w domu siostry Wright owego dnia. Ja ufam, że On tak będzie działał. Ja nie wiem. Rozumiecie. Ilu z was wie... Otóż, nie pozostało was tutaj wielu, którzy widzieliście, jak te wizje rozpoczęły się na początku. Ja nie wiem, o której porze one przyjdą i co będą dokonywać. Wszystko jest zależne od woli Bożej, i musi być kierowane przez Boga. Ilu z was to wie? Bóg nie mógłby dać człowiekowi rzeczy, którymi by człowiek kierował. Gdyby tym ludzie kierowali, nie byłby to Bóg, rozumiecie? Nie byłby to Bóg, lecz byłby to... Pragnę, abyście pomyśleli tutaj przyjaciele w tej małej miłej kaplicy, jak Pan działał absolutnie - bracie Mike - ponad wszelki cień wątpliwości, błogosławił nas i dokonywał i czynił po prostu dokładnie to, co On obiecał czynić.
82
Ilu z was słyszało kiedykolwiek o pozazmysłowym spostrzeganiu? Wielu z was. To jest - to nie jest po prostu nic innego niż coś mistycznego, spirytyzm. Wiecie jednakowoż, oni nie mogą... Te sprawy nie trwają długo. One nie są trwałe. Oni nie mogą to niczym uzasadnić. Siedzą tam sobie i mają - oni mówią: „To jest duch, to jest duch”. I oni próbują zrobić zdjęcie tego, lub jakoś to udowodnić. Nie mogą tego jednak. Widzicie, to po prostu nie istnieje. Jest to tylko wyobraźnia, coś w umyśle. Rozumiecie?
Lecz to, co czyni Bóg, jest doskonałe. Kiedy Mojżesz rzucił na ziemię swoją laskę, egipscy magicy rzucili również swoje laski; obie zamieniły się w węże. Czy to prawda? Lecz co stało się z laską Jannesa i Jambresa? Laska Mojżesza połknęła je. I kiedy Mojżesz chwycił do ręki swoją laskę, była to ciągle laska. Lecz gdzie były potem ich laski? W lasce Mojżesza. Widzicie, nie można ich było zobaczyć.
Kiedy Bóg czyni coś, On czyni to jako coś rzeczywistego. Ludzie mówią mi, że Duch Święty - wiecie, oni mówią: „Chodzi o to, że ci ludzie wpadli po prostu w podniecenie. To jest tylko coś w umyśle. Te wizje i inne sprawy, to jest tylko mentalna telepatia”.
83
Otóż, kiedy George J. Lacy badał tamto zdjęcie, na którym anioł Pański... Wielu z was, stojących tutaj, widziało Go nad rzeką i wiele innych razy. On potem rzekł: „Bracie Branham, mechaniczny obiektyw tego aparatu nie mógł zrobić zdjęcia psychologii”. Oświadczył: „Ta światłość tam była”. Tam ona jest. Ona jest wiecznie trwająca. Ona jest prawdą.
Widzicie więc, jest to ten sam anioł Boży. Obserwujcie Go teraz. Jego natura potwierdza to. Kiedy On był tutaj na ziemi, On przebywał w Panu Jezusie Chrystusie, który był zamanifestowanym Bogiem. I wtedy Jezus powiedział: „Jeszcze krótki czas, a świat nie zobaczy Mnie już więcej. Lecz wy Mnie zobaczycie, bo Ja będę z wami, nawet w was, aż do skończenia świata. A sprawy, które Ja czynię, i wy czynić będziecie”.
Obserwujcie, kiedy On przychodzi. Człowiek nie może nic powiedzieć, lecz kiedy stoi za tym Bóg, potwierdza to jako prawdę. Obserwujcie teraz naturę tego anioła. Gdy On pozyska osobę, która jest tak podporządkowana Jemu, On czyni to samo, co Jezus czynił, kiedy był tutaj na ziemi, ponieważ my jesteśmy synami i córkami Bożymi - o ile jesteśmy zrodzeni z Jego Ducha. Rozumiecie? I to nie jest jakaś mistyczna sprawa. Jest na to dowód, aby to udowodnić. On wskazuje na to, że to jest prawdą. Więc nasze zbawienie jest absolutnie doskonałe.
84
Bóg niebios, który polecał wszystkim prorokom mówić o przyjściu Pana Jezusa... A kiedy przyszedł Jezus, On wypełnił każde proroctwo. Wiele z nich wypełniło się na krzyżu. „On był zraniony za nasze nieprawości”. A Dawid powiedział: „Boże mój, czemu Mnie opuściłeś”. Lecz kiedy Bóg posyła proroka, to prorok mówi, a Bóg potwierdza to jako prawdę - jeżeli to jest od Boga. Dzięki temu On powiedział, że ich zna. Jeżeli oni mówią, „a to, co mówią, urzeczywistnia się, to im wierzcie, bo Ja jestem z nimi”. Jeżeli się to nie wypełnia, to oni nie są prorokami. Są fałszywymi prorokami. On powiedział: „Lecz aby ich rozpoznać, patrzcie, czy to co mówią, urzeczywistnia się”.
Słuchajcie teraz. Jeżeli Bóg, który mówił w świętych prorokach, mówił o przyjściu Mesjasza ku chwale i czci Bożej... Gdybym wiedział, kto będzie prezydentem następne jesieni i wypowiedziałbym to, byłoby to proroctwo. Zgadza się. Lecz Bóg nie prorokuje tak tylko dlatego, aby się bawił. Bóg czyni zawsze coś, by uwielbić samego Siebie. Rozumiecie?
85
Lecz kiedy Mesjasz przyszedł i kiedy Mesjasz odszedł... Pragnę zapytać was wszystkich - metodystów, baptystów, prezbiterian, katolików, luteranów, zielonoświątkowców, nazarejczyków, pielgrzymów świątobliwości, was wszystkich - pragnę was o coś zapytać: Czy nie myślicie, że ten Król proroków, Jezus, wiedział jak ma ustanowić Swój własny kościół? Jeżeli wszyscy prorocy mówili o Nim i wskazywali na Niego...
Jaki kościół On ustanowił? Kiedy odchodził, On powiedział... Kiedy był tutaj na ziemi, On powiedział Piotrowi: „Na objawieniu Słowa Bożego” - powiedział On - „na tej skale Ja zbuduję Mój kościół, a bramy piekieł nie przemogą go”. Czy to prawda? W porządku. Kiedy On był tutaj, zanim odszedł, w Ew. Marka 16. On powiedział: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą”. Czy On tak powiedział? „W Moim imieniu diabły wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś śmiertelnego wypili...”. On również rzekł: „Sprawy, które Ja czynię, i wy czynić będziecie”. Czy to prawda? To są te znaki, które mają towarzyszyć Jego kościołowi. Nie jest to jakaś denominacja. Jest to ustanowiona organizacja, postanowiona przez Boga, napełniona Duchem Świętym - kościół zrodzony z niebios, który wyszedł ze wszystkich denominacji - prawdziwie wierząca grupa ludzi.
86
Ci kaznodzieje stojący tutaj są po prostu zgodni ze mną. Jesteśmy tylko ludźmi. On jest Bogiem. Lecz jesteśmy tutaj, by reprezentować Boga. Jesteśmy tutaj, by wam powiedzieć, że my - że Bóg posłał nas wykonywać to dzieło, by wkładać ręce na chorych. „Te znaki będą im towarzyszyć”. Te znaki - wszystkie znaki, o których On mówił, będą towarzyszyć wierzącemu. I oto one towarzyszą nam. One się dzieją.
A Bóg nie ma względu na osobę. Co On uczynił dla Hattie, to On uczyni i dla ciebie. Co On uczynił dla ślepego, to On będzie czynił dla was ślepych. Co On uczynił dla głuchego, to On uczyni i dla ciebie. Cokolwiek On uczynił dla kogoś innego, to On uczyni i dla ciebie, jeśli tylko będziesz wierzył. Czy się to zgadza?
Zatem, bracie Teddy, proszę, żebyś grał: „Tylko Mu wierz”. A gdy ci ludzie przejdą w kolejce modlitwy, potem weźmiemy tą drugą stronę. Będziecie przechodzić kolejką, a my wszyscy będziemy wkładać na was ręce i modlić się o was, żebyście zostali uzdrowieni z waszych chorób. I to może... To będzie... Ja nie wiem, co Bóg ma zamiar czynić. Stoję tu teraz w tej chwili, nie wiedząc, co mam czynić. Będę się więc modlił o chorych, jak obiecałem to komuś - po prostu będę się modlił o was.
Ubiegłej niedzieli - przypominacie sobie - opowiedziałem wam ubiegłej niedzieli, czym są objawienia i tak dalej. Dzisiejszej niedzieli będę się modlił o chorych.
87
Módlmy się teraz. Panie, stoimy tutaj jako Twoi słudzy. Stoimy przed Twoim ludem. Jesteśmy tutaj. Nie wiemy, co Ty będziesz czynił. Może będziesz mówił obcymi językami. Może będziesz podawał wykład. Może dasz mi wizję. Może skłonisz mnie, abym chwycił kogoś za rękę, by otrzymać objawienie. Może Ty przemówisz i dasz mi autorytet, abym powiedział to, co Ty chcesz. Ja nie wiem, co Ty będziesz czynił, Panie. A może Ty chcesz, żebyśmy wkładali ręce na chorych. My nie wiemy, co mamy robić; pragniemy tylko znaleźć upodobanie u Ciebie, Panie. Stoimy tutaj jako Twoi słudzy, a oni są Twoim ludem. I my staramy się im pomóc zgodnie z tym, co poleca nam czynić Twoje Słowo. Staramy się wypełniać twoje instrukcje. Więc modlę się do Ciebie, Panie, żebyś Ty dał nam to, czego nam trzeba, abyśmy mogli usługiwać tym ludziom, w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
Pragnę, żebyście wszyscy pozostali mieli pochylone głowy i modlili się, podczas gdy brat Wood - jeśli będziesz tak łaskaw... A wy, bracia kaznodzieje, myślę, że staniemy wprost tam. Ilu was tam jest? Czterej są tutaj. W porządku, stańcie dwaj z was po każdej stronie, a ja będę stał wprost tutaj na początku tej kolejki, właśnie tutaj. Rozumiecie? Chwileczkę tylko. Teraz - dobrze, dobrze. Chodź tutaj, bracie Gary. To jest właściwe. Stań tam. A kiedy oni będą przechodzić, niech całe zgromadzenie modli się. Otóż, wy młodzi chłopcy przesuńcie się trochę do tyłu, żeby oni mogli odchodzić. Teraz, kiedy wszyscy modlicie się - powracajcie z powrotem na wasze krzesła. Potem, za kilka minut, poproszę tych z drugiej strony.
88
Teraz każdy z was, nie tylko kaznodzieje, ale każdy z was powinien modlić się o tych chorych. Nie wiesz, co Bóg może uczynić dla ciebie, gdy modlisz się o kogoś innego. Co, jeśli powiesz właściwe słowo? Co jeśli... Tutaj jest kobieta, stojąca wprost tutaj, która jest tak chora, że muszą ją podtrzymywać. Co, jeśli w twojej modlitwie powiesz właściwe słowa, tak samo jak Banks powiedział właściwe słowa, jak Hattie prosiła o właściwą rzecz? Co, jeśli wypowiesz właściwą rzecz i twoja modlitwa skłoni Boga, żeby zstąpił w dół i uczynił coś doniosłego? Widzicie, to nie jest tylko jedna osoba, jest to kościół żyjącego Boga. Wszyscy teraz! Niech wszyscy są pogrążeni w modlitwie.
89
Więc teraz - bracie Banks, ty po prostu prowadź ich do kolejki. Niech ktoś stanie tutaj - jeśli jesteś tak łaskaw. Odźwierni - bracie Willard, pomóż nam tutaj z nimi. A ty bracie Banks, chodź tutaj.
Módlmy się. Panie Jezu, ci ludzie przychodzą teraz, aby zostali uzdrowieni. Niech zostaną uzdrowieni...
Chodźcie tu teraz, każdy z was. Módlcie się teraz, bracia... [Kawałek nagrania jest niezrozumiały - wyd.]
Jest tutaj sterta chusteczek, Panie, małych kawałków tkaniny, które pójdą do chorych i cierpiących do różnych miejscowości. Niech oni zostaną pobłogosławieni, Ojcze, ku czci i chwale Bożej, w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
90
Otrzymałem teraz kartkę z wiadomością. Potem - wy bądźcie gotowi, zaraz potem.
W porządku. Niech Ci Pan błogosławi, bracie. [Pewien brat mówi coś bratu Branhamowi - wyd.] Dobrze, z Oregon. San Jose? Dobrze, wspaniale. Niech ci Bóg błogosławi. Mam nadzieję, spodziewam się, że to będzie po prostu jedno z najwspanialszych zgromadzeń. Dziękuję ci, mój bracie. Niech ci Pan błogosławi.
Czy to nie jest jak w niebie? Kiedy myślę o głoszeniu Ewangelii, a dusze podnoszą swoje ręce do Chrystusa, chorzy i cierpiący przechodzą przez kolejkę modlitwy, inni przyjmują chrzest wodny, mają społeczność, braterstwo, to jest po prostu trochę nieba, które zstąpiło na ziemię. Wy wiecie, że to jest On! Czuję się tak, jak ci apostołowie powiedzieli w owym czasie: „Dobrze nam tu być”. Gdybyśmy mogli... Nie potrzebujemy więcej niż jedną kaplicę. Lubimy być tutaj i służyć Bogu.
91
Teraz każdy z was, słuchacze, którzy przechodziliście przez kolejkę modlitwy dzisiaj i modliliśmy się o was, pamiętajcie po prostu, że ten sam Bóg, który darował nam wszystkie te przeżycia, o których słyszeliście, jak działy się w całym kraju... A one są prawdą, są tak prawdziwe, jak tylko mogą być. Również wszyscy ci kaznodzieje tutaj i to, co zostało uczynione w ich usłudze, jak również to, co zostało dokonane w tej usłudze, którą mi Pan dał. Staliśmy tutaj w szczerości całych naszych serc, modliliśmy się i wkładaliśmy ręce na was, i działo się dokładnie to, co Jezus powiedział: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą: Na chorych ręce wkładać będą, a oni wyzdrowieją”.
To działo się właśnie teraz. Jest tylko jedna rzecz, która może w tym przeszkodzić, a mianowicie, kiedy temu nie wierzycie. Jezus powiedział: „Pójdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam sprawię odpocznienie. Ktokolwiek chce, niech przyjdzie”.
Otóż, możecie to przegapić tylko w jeden sposób. Boże Słowo jest prawdą. Możecie to ominąć tylko wtedy, jeśli nie przyjdziecie. Czy się to zgadza? Tylko z powodu tego ominie was to. Bóg powiedział: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą: Na chorych ręce wkładać będą, a oni wyzdrowieją”. Więc możecie to przegapić tylko z jednego powodu, mianowicie nie uwierzyć temu. Jeżeli będziecie wierzyć Bożemu Słowu, Bóg dotrzyma Swego Słowa. Rozumiecie, to byłoby - to jest pierwsza, wstępna sprawa - tak właśnie mamy się modlić o chorych: zaprosić ich do kolejki modlitwy, wkładać na nich ręce, namaszczać ich i czynić cokolwiek Bóg powiedział w tej sprawie.
92
Jednak oprócz tego wszystkiego Bóg czyni znaki i cuda, aby wam pokazać, że On jest wpośród Swego ludu. I widzicie, że to są znaki i cuda żyjącego Boga, i to On dokonuje tych spraw. Więc jak On jest cudowny! Czy tak nie myślicie?
Bracia robią teraz przygotowania do uroczystości chrztu. Odbędzie się za chwilę. A zatem ci, którzy mają zostać ochrzczeni - kobiety pójdą do tamtego pokoju... Czy tak - czy kobiety pójdą tam? Kobiety idźcie tam, a mężczyźni na drugą stronę.
Kiedy się przygotowujemy do uroczystości chrztu, pragnę czytać miejsce z Pisma Świętego przez następnych kilka minut. I będziemy... Wiem, że niektórych z was bolą już nogi, bo stoicie tak długo. Lecz jeśli potraficie stać jeszcze kilka chwil, zobaczycie piękny widok, mianowicie zobaczycie zanurzanie tych ludzi w wodzie.
93
Pragnę teraz czytać miejsce z Pisma Świętego, które znajduje się w Dziejach Apostolskich w 2. rozdziale, kiedy czynią przygotowania do chrztu. Myślę, że jest ich tylko dwóch lub trzech, którzy pragną zostać ochrzczeni. Nie potrwa to dłużej niż chwilę. Pragnę, żebyście teraz słuchali uważnie. Rozpocznę czytać z Dziejów Apostolskich 2. rozdział, począwszy od 28. wersetu.
Dałeś mi poznać drogi żywota (drogi żywota - jest to w liczbie mnogiej) Napełnisz mnie błogością przez obecność twoją.
Mężowie bracia, wolno mi otwarcie mówić do was o patriarsze Dawidzie, że umarł i został pogrzebany, a jego grób jest u nas aż po dzień dzisiejszy.
Będąc jednak prorokiem...
Ilu z was wiedziało, że Dawid był prorokiem? Oczywiście. On był Psalmistą i prorokiem.
Będąc jednak prorokiem i wiedząc, że mu Bóg zaręczył przysięgą, iż jego cielesny potomek zasiądzie na tronie jego, (wzbudził Chrystusa, by usiadł na jego tronie).
Mówił, przewidziawszy to, o zmartwychwstaniu Chrystusa, że nie pozostanie w otchłani ani ciało jego nie ujrzy skażenia.
Tego to Jezusa wzbudził Bóg, czego my wszyscy świadkami jesteśmy; (Czy to nie jest aktualne dzisiaj? My jesteśmy świadkami tych rzeczy. Mogłem powiedzieć dzisiaj do południa - Hattie i wy pozostali - jesteśmy świadkami tych rzeczy.)
Wywyższony tedy prawicą Bożą i otrzymawszy od Ojca obietnicę Ducha Świętego, sprawił to, co wy teraz widzicie i słyszycie.
Albowiem nie Dawid wstąpił do nieba, powiada bowiem sam: Rzekł Pan Panu memu: Siądź po prawicy mojej, (Pamiętacie, co mówiłem ubiegłej niedzieli o prorokach, o wszystkich wielkich mężach, jak oni musieli umrzeć? Lecz przyszedł On, królewskie nasienie.) Siądź po prawicy mojej,
Aż położę nieprzyjaciół twych podnóżkiem stóp twoich.
Niechże tedy wie z pewnością cały dom Izraela, że i Panem i Chrystusem uczynił Go Bóg - tego Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście.
A gdy to usłyszeli... (że Jezus jest i Panem i Chrystusem). A gdy to usłyszeli, byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia?
A Piotr przemówił do nich: Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie waszych grzechów, a otrzymacie dar Ducha Świętego.
Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła.
Wielu też innymi słowy składał świadectwo i napominał ich, mówiąc: Ratujcie się spośród tego pokolenia przewrotnego.
Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz.
I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach.
A dusze wszystkich ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków.
Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne,
I sprzedawali posiadłości i mienie, i rozdzielali je wszystkim, jak komu było potrzeba.
Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca.
Chwaląc Boga i ciesząc się przychylnością całego ludu. Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni.
94
Zatem, kiedy oni przychodzą teraz do wody... Dajcie mi znak, gdy on pójdzie do wody.
Obyście mogli wiedzieć, że Bóg sprawuje władzę suwerenną łaską. Pragnę powrócić do tego. Nie mogę sobie pomóc, muszę jeszcze coś powiedzieć. Czy wiedzieliście, że ci dwaj chłopcy, synowie tej niewiasty, którzy zostali zbawieni - Bóg wiedział to już przed założeniem świata i ich imiona były rzeczywiście zapisane w Barankowej księdze życia już przed założeniem świata? Biblia tak mówi. I to musiało funkcjonować aż do tej minuty.
Czy wiedzieliście, że Bóg wiedział, iż będę stał tutaj, już dziesięć milionów lat przedtem, nim ziemia została w ogóle stworzona? Czy wiedzieliście, iż On wiedział, że będziemy stać tutaj dzisiaj do południa? Bóg, który jest nieograniczony, wiedział o każdej pchle, o wszystkich komarach - ile razy mrugną swymi oczami i ile można wytłoczyć z nich łoju. Bóg to wiedział już przedtem, zanim świat został w ogóle ukształtowany.
95
Wy teraz powiecie: „Dobrze, jeśli On to wie, to dlaczego ty głosisz?” To jest Boży - część Bożego programu. Głoszenie jest w Jego programie. Kiedy On spojrzał na apostołów, popatrzył się na żniwa. On powiedział: „Żniwo jest dojrzałe, ale robotników jest mało. Proście więc Pana żniwa, aby On wysłał robotników na Swoje żniwo”. Ilu z was przypomina to sobie? Otóż, dlaczego oni mieli modlić się do Pana żniwa, aby wysłał robotników na Swoje żniwo, jeżeli Pan żniwa stał tam i wiedział, że to będzie czynione? Dlaczego? Bóg to tak postanowił, że Jego...
Słuchajcie teraz tego. Bóg to tak postanowił, że Jego program nie może funkcjonować bez ciebie i mnie. I jak długo nie czynimy tego, do czego nas Bóg prowadzi, to paraliżujemy Jego program. Lecz kiedy kościół działa pod namaszczeniem Ducha Świętego, to postępujemy według Jego woli, wykonując Jego program.
96
O, skoro tylko powrócę z Kalifornii, o ile Pan pozwoli, kaplica Branhama potrzebuje naprawdę przebudzenia. Ludzie potrzebują przebudzenia i napełnienia Duchem Świętym. Ja wiem, że to jest wielka potrzeba tej kaplicy, niektórzy z najzacniejszych ludzi tego świata chodzą tutaj. Najwięcej potrzebujemy chrztu Duchem Świętym. Ja to odczuwam i rozpoznaję. I skoro tylko powrócę, jeżeli Pan pozwoli, będziemy mieć nabożeństwa ewangelizacyjne właśnie w tym celu: Żeby usługujący w tej kaplicy i inni ludzie, pragnący Ducha Świętego, mogli przyjść i otrzymać Go, baptyści i wszyscy inni. Będziemy tu mieć zgromadzenia modlitewne, abyście mogli przyjąć Ducha Świętego. To jest, jak odczuwam, wolą Bożą. Działajmy więc według programu Bożego, skoro On idzie naprzód.
Niech was Pan błogosławi. Myślę, że oni są teraz gotowi przy tym baptysterium.
Ty ich bierz i przyprowadzaj, a ja wejdę do wody i będę modlił się o nich... [Koniec nagrania - wyd.]