Wielki i potężny Zwycięzca

Jeffersonville, Indiana, USA

57-0421S

1
Dzień dobry, życzę wesołych świąt każdemu z was. To jeden z największych dni dla upamiętnienia zmartwychwstania naszego Pana. Jeden z największych dni w całej światowej historii. To jest zmartwychwstanie. I jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy być tutaj dzisiaj rano w czasie tego wielkiego dnia. Widzieć wschód słońca i kwiaty wyrastające z ziemi - wszystko mówi o Wielkanocy. A teraz, skłońmy nasze głowy na moment.
2
Ojcze, Boże, przychodzimy do Twojej Obecności. I oczekujemy, że Ty dasz nam dziś rano trochę dodatkowych błogosławieństw z nieba, trochę „odczuć” wielkanocnych w naszych własnych duszach, tak, iż wychodząc stąd będziemy mogli powiedzieć tak jak ci, którzy szli do Emaus: „Czy nasze serca nie pałały w nas z powodu Jego Obecności?”. Albowiem prosimy o to w Jego Imieniu i dla Jego chwały. Amen.
3
Z ostatniej księgi, z rozdziału 28 Ewangelii Świętego Mateusza, i wersetu siódmego chciałbym przeczytać to, co nawiązuje do tematu, którym zajmiemy się w czasie tej usługi.
A idąc śpiesznie powiedzcie uczniom jego, że zmartwychwstał, i oto poprzedza was do Galilei, tam go ujrzycie; oto powiedziałem wam.
Ludzkości tej ziemi zostało przekazanych wiele wielkich poleceń. Ale nie ma ważniejszego polecenia niż to: „Idźcie, powiedzcie Jego uczniom, że On powstał z martwych”. Jest to wielkie polecenie. I żeby ono mogło być wydane, najpierw musiało być wielkie zwycięstwo.
4
Jest wielu ludzi w naszych czasach i w czasach, które minęły, w wielkiej historii tego świata; na polach bitewnych było wielu wielkich zwycięzców, działy się wielkie rzeczy w dziejach ludzkiej rasy.
Na przykład, pomyślałem sobie o tym, kiedy szedłem tu dziś rano, obudziłem się wcześnie i nie miałem zbytnio okazji, aby się przygotować, ponieważ w miniony wieczór nie wiedziałem który z nas, pastor czy ja, będzie usługiwał rano, a który wieczorem. Ale w drodze tutaj przyszło mi na myśl, że najlepiej będzie, jeśli dzisiaj rano to ja podam Jego ludziom jakieś poselstwo. Pomyślałem o czymś takim: „Idźcie i powiedzcie Jego uczniom”.
Otóż, Jego uczniowie to Jego zwolennicy. „Uczeń” to „ktoś, kto jest zwolennikiem kogoś”. I pomyślałem sobie o takim temacie: „Wielki i potężny Zwycięzca”.
5
I pomyślałem sobie, że w tym świecie mieliśmy bardzo dużo zwycięzców, którzy dokonali wielkich czynów dla pogłębienia i wysławienia ludzkiego sposobu życia. Pomyślałem o wielkim Napoleonie i jego czasach, że nie był tak do końca Francuzem, ale miał pewien zamysł. Początkowo gardził Francją; nie lubił jej. Pochodził z wyspy. Ale miał pewien zamysł w głowie, że któregoś dnia stanie się zwycięzcą. Dlatego właśnie miał coś takiego w głowie, musiał coś takiego mieć, żeby potem móc to realizować.
Każdy człowiek, zanim podejmie się jakiejś pracy, musi mieć jakiś cel, jakiś wybór, coś, co potem będzie realizował, cel pracy, coś, co będzie realizował.
6
Jak wszystkim nam wiadomo z historii życia Hitlera, nie, nie Hitlera, ale Napoleona, przechodził on zmienne koleje losu i nie zawsze było mu lekko. Ale nie poddawał się i czekał na swój czas, ponieważ wiedział, że kiedyś w końcu odniesie sukces. Przedostał się do Francji i został wielkim żołnierzem. Posłał wielu ludzi na śmierć, ponieważ nie zgadzali się z nim. I oczyścił cały kraj ze wszystkich osób, które były mu przeciwne. Absolutnie wytępił wszystkich, musiał tak zrobić. Gdyby tego nie zrobił, cały czas miałby niektórych przeciwko sobie, i jego wielki plan, który miał w głowie, mógłby się nie powieść. Stawką było jego własne życie, więc jego całe królestwo musiało działać perfekcyjnie.
7
Sądzę, że śledzicie to, o czym mówię - wielki Zwycięzca, ten, którego mam na myśli. Wszystko w Jego Królestwie musi być dla Niego. Sercem, duszą i ciałem musi być dla Niego. Nic nie może być przeciwko Niemu. Jeśli będzie cokolwiek przeciwko Niemu, On będzie musiał to usunąć. On musi mieć absolutnie wszystko dla Siebie.
8
I kiedy Napoleon zdobył już broń, armaty, karabiny, muszkiety, miecze i wyruszył z tym wszystkim, przyświecała mu jedna myśl - zdobyć świat. I praktycznie stało się to, kiedy miał 33 lata. W młodym wieku był zwolennikiem prohibicji. A wielka sława, jaką osiągnął spowodowała, że stał się samozwańczym [władcą - tł.]. Wszystko to doprowadziło jego nerwy do takiego stanu, że w końcu zmarł jako alkoholik w wieku 33 lat. Nie był w stanie wytrzymać popularności.
Mam na myśli właśnie takiego człowieka, który w wieku 33 lat zawojował świat, a zmarł jako alkoholik, z powodu sławy, i zatracił wszystkie zasady, o które walczył. On był - był pewnego rodzaju typem, nie, nie typem, o którym chciałbym mówić, ale instrumentem diabła. I próbował zawojować świat i przegrał mając 33 lata.
9
Ale, ach, ten wielki, potężny Wojownik, o którym mówię, wieku 33 lat przezwyciężył wszystko, co było na ziemi i w - w piekle. W wieku 33 lat - wielki i potężny Zwycięzca…
Myślę teraz o tych wielkich bataliach stoczonych na polach bitewnych. Wiemy, jaki koniec spotkał Napoleona, że jego koniec był pod Waterloo. Miałem przywilej nie tak dawno oglądać imitację resztek jego wozów, i jeźdźców, jego ludzi leżących na polu bitwy. I te wozy leżały całymi stosami, z połamanymi kołami, na tych równinach, które przedstawiała ta wystawa.
Jaki to kontrast. Mamy tu człowieka w wieku 33 lat, okrytego niesławą, leżącego tam na pamiątkę jego wielkiej bitwy i zwycięstwa, a następnie udajmy się do Jeruzalem, aby obejrzeć pusty grób - jako pamiątkę tego wielkiego i potężnego Zwycięzcy.
10
Jakoś inaczej - jest coś w tym zwyciężaniu. Jeśli mamy coś, z czym musimy walczyć, jaką dolegliwość w naszym ciele, i toczymy walkę na śmierć i życie, jakież będzie nasze zwycięstwo, gdy zobaczymy, że to przezwyciężyliśmy. Jeśli przezwyciężamy jakiś wielki nałóg albo coś wielkiego, co osaczyło nas, i w końców te wielkie flagi [zwycięstwa - tł.] załopoczą i ogłosimy nasze zwycięstwo, to jakież będzie wtedy nasze samopoczucie, wewnątrz nas - staliśmy się bowiem zwycięzcami.
11
Myślę teraz o ostatniej wojnie, o zajęciu Warszawy przez Hitlera. Niemcy uważali, że to było jedno z ich największych zwycięstw, ponieważ ich główny wódz, Adolf Hitler, prawie natychmiast pogrążył całą Warszawę, niszcząc mosty, które zawaliły się. Gazety zamieściły wielkie zdjęcia zawalonych mostów. Niemcy przemaszerowali ulicami, przy dźwiękach werbli i wyciu syren, a tysiące samolotów przeleciało nad nim, nad zwycięzcą w pierwszej wielkiej batalii, zamierzającym, tak jak Aleksander Wielki czy Napoleon, zawojować świat. Ale jak skończył? W niełasce. Oczywiście, tak właśnie skończył.
12
Przypominam sobie, jak zbudowano wielką „Burma Pass”. Musiało być… Jeśli pokonano góry… Niektórzy chłopcy, którzy siedzą tu dziś rano, zapewne mieli okazję pokonać tę wielką przełęcz. Jakie to musiało być wyzwanie [dla budowniczych - tł.]. Jakich nakładów pracy to wymagało. I jaka faktycznie była to robota. Ile pieniędzy trzeba było wydać, aby zbudować taką „Burma Pass”, miliony dolarów. Chłopcy, którzy stracili życie podczas budowy… Ale koniec końców, kiedy ukończono budowę ostatniej mili drogi, kiedy ta droga przez przełęcz była już gotowa - ludzie krzyczeli z radości, wydając okrzyki zwycięstwa. Mieli drogę przez przełęcz, która pozwalała im przekroczyć góry i odnieść zwycięstwo.
13
Myślę teraz o innej drodze przez przełęcz, która pewnego dnia kosztowała Życie naszego błogosławionego Pana. Nie była to tylko jakaś tam droga na ziemi, ale była to droga zwana „drogą świętości”, którą nieczysty nie będzie mógł podążać, jedynie ci, którzy mają piętno. Jedynie ci, którzy są po tej stronie, po której On jest, będą mogli podążać tą drogą.
14
Odnoszono wielkie zwycięstwa. Wielu z nas dzisiaj pamięta dobrze Pierwszą Wojnę Światową. Pamiętam, że kiedy byłem małym chłopcem, to słyszałem te wyjące syreny; i nawet farmerzy na polach zatrzymywali swoje konie i wymachiwali kapeluszami. Wszyscy wiwatowali i krzyczeli z radości. Co się stało? Skończyła się wojna. Zostało odniesione zwycięstwo. Ta wielka gospodarka, o którą walczyliśmy - w końcu odnieśliśmy zwycięstwo.
15
Myślę teraz o tej ostatniej światowej wojnie. Mieszkałem po drugiej stronie ulicy. I kiedy syreny zaczęły wyć, ludzie wybiegli na podwórka; kobiety w fartuchach zdejmowały je i wymachiwały nimi w powietrzu. Kule przelatywały przez [korony - tł.] drzew. Syreny wyły. Samochody ścigały się po ulicach. Ludzie padali na kolana i wznosili ręce w górę. Krzyczeli i płakali. Dlaczego? Bo skończyła się wojna. I ci błogosławieni, drodzy chłopcy, tam po drugiej stronie morza, wkrótce przypłyną z powrotem do nich do domu. Co za zwycięstwo! Co za chwila! Drżenie w każdym sercu! Co za jubileusz! Tej nocy każdy był w takim nastroju, że mógłbyś pójść do restauracji i najeść się, a potem wyjść nie płacąc, i nikt by nie robił z tego problemu. Mógłbyś skorzystać z czyjegoś samochodu i wszystko byłoby w porządku. Mógłbyś poprosić, o co tylko chcesz, i najprawdopodobniej byś to miał. Dlaczego tak? Zostało odniesione zwycięstwo. Chłopcy wracają do domu. To wszystko się skończyło.
16
I myślę, mój bracie, że bardzo szkoda, iż taki nastrój nie może trwać przez cały czas. Ale dla chrześcijanina dziś rano - zostało odniesione zwycięstwo. Dzwonią dzwony radości. Skończyła się wojna pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Zostało odniesione zwycięstwo.
Żeby odnieść zwycięstwo, trzeba zapłacić wysoką cenę. Och, wysoką! Czasami dotyka to bardzo głęboko, powoduje blizny i rozdarcia. Ale aby mieć górę, trzeba mieć też i dolinę. Dopiero po deszczu można mieć przebłysk słońca. Żeby mieć światło poranka, potrzebna jest noc. Żeby była prawda, musi być też i fałsz, inaczej skąd można wiedzieć, czym w ogóle jest fałsz.
17
Ale aby pokonać i zwyciężyć w tej największej batalii, jaka kiedykolwiek miała miejsce, ten Ktoś zstąpił z chwały wiele lat wcześniej. I On nie przyjął postaci Anioła. Nie chciał być jakąś wielką osobą. Ale On zamierzał udowodnić, że nie potrzebne są do zwycięstwa w wojnie ani muszkiety ani kule ani bomby atomowe. On ubrał się w pokorę już jako małe dziecko i urodził się w żłobie. Nie było nawet miejsca dla Jego narodzin, kiedy przyszedł na świat. Chciałbym, abyście dostrzegli, jak odmiennych środków walki On używał.
18
Otóż, cała rasa Adama była w niewoli. Byli w niewoli, bez nadziei, bez Boga, bez szansy, bez miłosierdzia, bez czegokolwiek, co mogłoby im pomóc. Ten wielki wróg z nizin zatracenia zamknął ich w ciemności. Stamtąd nie było drogi wyjścia. Nie było nikogo, kto mógłby pomóc. Nie można było nic zrobić. Wyglądało to jak całkowita strata.
Ale nasz Bohater, który zstąpił z wrót chwały przyjmując łaskawie… Gdyż na ziemi nie było nikogo, kto mógłby wykonać to zadanie. Wszyscy, mówiąc świeckim językiem, płynęli w tej samej łódce. Wszyscy narodziliśmy się w grzechu, ukształtowani w nieprawości, przyszliśmy na świat mówiąc kłamstwa. Nikt z nas nie mógł pomóc drugiemu. Byliśmy bezbronni, pokonani. Kompletny chaos, brak porozumienia. Nie byliśmy w stanie dochować zakonu i obrzędów. Mając świadomość ich słabości, nie byliśmy w stanie tego dokonać. I wyglądało na to, że cała rasa ludzka obróciła się w niwecz.
19
I wówczas On przyszedł; zstąpił w dół. Ponieważ On był na początku, w Biblii jest powiedziane: „On był Słowem”. On był tym Logos, które wyszło z Boga. I to Logos, na początku, było Słowem. I On stał się Słowem. Potem, kiedy On wstąpił w górę w ów chwalebny Dzień Wielkanocny, stał się nie tylko Słowem, ale stał się również Najwyższym Kapłanem Swojego własnego Słowa. Och, co za chwalebna rzecz, bracie Neville. Pomyśl. On jest nie tylko Słowem, ale jest również Najwyższym Kapłanem Swojego własnego Słowa. Jak moglibyśmy w to wątpić? Jak moglibyśmy przyjść do Niego i nie wierzyć, że otrzymamy to, o co prosimy? Albowiem On jest Słowem i Orędownikiem Słowa. Logos stało się Słowem, a Słowo stało się ciałem; i to samo ciało, które było Słowem poszło do góry do chwały i teraz jest Najwyższym Kapłanem dokonującym wstawiennictwa przez samego Siebie u Jego Słowa.
O to właśnie tu chodzi. Taki środek [walki - tł.] posiada Kościół. Co to za broń? Nigdy nie było kogoś takiego. On był Słowem. A kiedy przyszedł, urodził się w żłobie. On przyszedł, by używać broni zwanej m-i-ł-o-ś-ć, by używać miłości do przezwyciężania świata. Nie kul wojskowych, nie karabinów maszynowych i czołgów, ale On przyszedł w inny sposób. Przyszedł w postaci miłości. On był Bożą miłością.
20
W swoim czasie, jako mały chłopiec, sądziłem, że Chrystus mnie miłuje, a Bóg nienawidzi, ponieważ Chrystus zmarł za mnie; ale Bóg ma coś przeciwko mnie. Ale w końcu stwierdziłem, że Chrystus jest samym Bożym sercem. „Bóg tak umiłował świat, że dał Swego jednorodzonego Syna, aby ktokolwiek, kto żyje w Nim nie zginął, ale miał Żywot Wieczny”.
Otóż, On przyszedł najpierw, aby zwyciężyć. A diabeł wydał na ten świat nienawiść. I On przyszedł, by przezwyciężyć nienawiść. Kiedy wygrywamy nasze bitwy i tak dalej, w tych światowych bitwach, zawsze jednak pozostaje nienawiść; ponieważ bitwy tego rodzaju są [bitwami - tł.] wroga. Ale Chrystus przyszedł z miłością, aby przezwyciężyć nienawiść, umiłować tych, którzy byli niemiłujący. On przyszedł z odmienną bronią. I On upokorzył się, uczynił trochę mniejszym od Aniołów, aby ponieść śmierć i dać przykład. A kiedy był tu na ziemi, chadzał razem z ludźmi.
21
On udowodnił Swoją broń, kiedy uzdrawiał chorych. Kiedy wziął pięć małych bochenków i dwa kawałki ryby i nakarmił nimi pięć tysięcy ludzi, udowodnił, że ma moc większą od tej atomowej. Nie tylko rozmnożył ryby, ale rozmnożył upieczone ryby. Nie tylko rozmnożył pszenicę w tych chlebach, ale rozmnożył upieczoną pszenicę w tych chlebach. To pokazuje, że On był wielkim i potężnym Zwyciężcą. Nie tylko wziął wodę ze studni, ale uczynił z tej wody - wino. On udowodnił, że miał moc, aby przezwyciężać. I On miłował i Jego bronią była miłość.
22
Otóż, zauważcie. Wtedy, kiedy On to zrobił, kiedy stał pewnego dnia koło grobu Łazarza, mężczyzny, który zmarł i nie żył już od czterech dni. Nawet ci, którzy stali obok, mówili: „Już cuchnie”. Swym nosem to czuł; robaki skórne pełzały po nim. A Jezus stał tam jako potężny Zwycięzca, kiedy powiedział do Marty i Marii, stojących tam: „Czy wam nie powiedziałem: «Jeśli możecie tylko wierzyć, ujrzycie chwałę Bożą»?”. Wbrew temu, co one mówiły („Nasz brat zmarł” i tak dalej), On rzekł: „Jestem Zmartwychwstanie i Żywot. Ten, który wierzy we Mnie, choćby i umarł, mimo to ożyje. I ktokolwiek żyje i wierzy we Mnie nigdy nie umrze. Czyż nie powiedziałem wam, że ta wiecznie błogosławiona moc leży we Mnie?”. On nie tylko czynił same oświadczenia, był w stanie ziścić to wszystko, o czym mówił, gdyż był potężnym Zwycięzcą.
23
Mieszkając w Nim, utajony, zasłonięty w ludzkim ciele, jako człowiek, ale wewnątrz mieszkał nikt inny jak tylko sam Wszechmocny Bóg, wielki i potężny Bóg. On mógł stwarzać na nowo. Mógł stwarzać nowe rzeczy. Mógł powiedzieć, i to, co powiedział, w sekundzie się stawało. Ale On upokarzał się; stale się uniżał. Chciał dać przykład. Chciał być właściwego rodzaju Zwycięzcą. I Nim był. Otóż, On udowodnił, że Nim jest.
Jak często już mówiłem o tym na swoich zgromadzeniach, może to będzie świadectwem dziś rano w tej grupie ludzi, w czasie tego pięknego poranka Wielkanocnego. Pewna pani, należąca do pewnego kościoła, który nie wierzy w przyjmowanie Krwi Pana Jezusa… „Bez przelanej Krwi nie ma odpuszczenia grzechów”. Ona powiedziała mi, że ten Człowiek był po prostu prorokiem, wspaniałym Człowiekiem, a Ja robię Go Bóstwem. Powiedziałem: „On był Bóstwem. Był Bogiem”.
Powiedziała: „Starasz się uczynić Go zbyt wielkim”.
Powiedziałem: „Nie ma słów, którymi można by wyrazić Jego wielkość”. Ludzkim językiem nie da się tego wyrazić.
24
Rozmawiałem z pewnym człowiekiem któregoś dnia, z dyplomatą ze stolicy, z Waszyngtonu, który powiedział, dał takie krótkie świadectwo podczas śniadania, gdy byliśmy wszyscy razem, powiedział: „Bracie Branham, przez całe życie byłem luteraninem”. Ale on powiedział: „Pewnego dnia, uczestnicząc w staromodnym przebudzeniu” - powiedział - „klęknąłem na kolana przy ołtarzu i chciałem mieć przeżycie z Bogiem”. Powiedział: „I kiedy byłem tam na swych kolanach…”. Otóż, był to waszyngtoński dyplomata, który nawet służył pod rządami prezydenta Cooledge'a. A kiedy spojrzał do góry, powiedział: „Ujrzałem wizję Jezusa”. Powiedział: „Jestem w stanie płynnie mówić dziewięcioma językami”. Powiedział: „Ale nie potrafiłem znaleźć żadnego słowa w każdym z tych dziewięciu języków”. Powiedział: „Więc podniosłem swoje ręce i On dał mi nowy język, abym z Nim rozmawiał”. Powiedział: „Widziałem chwałę Jego oblicza”.
25
Ta pani powiedziała mi, powiedziała: „Bracie Branham, Jezus był tylko człowiekiem, prorokiem”.
Powiedziałem: „On był Bogiem, moja siostro”.
Powiedziała: „Robisz Go Bóstwem, ale On Nim nie był”. Więc powiedziała: „W drodze do… grobu Łazarza, w Biblii jest powiedziane, że zapłakał”.
Z pewnością, On był samym Bożym sercem. On cierpiał, tak jak i my. On miał ciało, tak jak i my. Doznawał w Swym ciele tych samych pragnień i wszystkiego innego, co i my. Przecież aby stać się doskonałą Ofiarą, musiał taki być. I taki był. Ale powiedziałem… Ona powiedziała: „Zapłakał, idąc do grobu Łazarza”.
Powiedziałem: „Ale, ach, proszę pani, to prawda. On był Człowiekiem, kiedy zapłakał. Ale kiedy stał tam w pobliżu tego grobu, gdzie panowała śmiertelna cisza, gdzie leżało to gnijące ciało, przykryte chustą, kiedy On powiedział: «Odejmijcie ten kamień», wyciągnął swe ramiona i powiedział: «Łazarzu, wyjdź!». I ten człowiek, który nie żył już od czterech dni, stanął na nogi”.
Co to było? Zniszczenie poznało swego Stwórcę. Dusza poznała swego Mistrza. I ten wielki i potężny Zwycięzca udowodnił tam, że ma moc nad śmiercią, śmiercią, piekłem i grobem.
Z pewnością to porusza nasze serce. Czy mówimy teraz o drobiazgach życia codziennego? Świat powinien dziś rano obchodzić jubileusz, nie było czegoś takiego wcześniej, Jego ludzie powinni wołać i krzyczeć, ponieważ to jest dzień pamięci, że On przezwyciężył ostatecznie tego wroga i uczynił nas wolnymi.
26
Tak, On był Człowiekiem. To prawda. On udowodnił, że był Człowiekiem i udowodnił, że był Bogiem. Pewnej nocy, kiedy to wielkie rozszalałe morze, które nazywano tysiącami istnień… Być może niektóre z tutejszych matek dziś rano straciły swych chłopców tam, na rozszalałym morzu, być może oni utonęli w tych falach w tych ogólnoświatowych bitwach. Niektórzy z waszych umiłowanych leżą właśnie tam, być może na dnie morza.
Ale pewnej nocy, kiedy On leżał w tej małej łódce, a fale wyskakiwały w górę wszędzie wokół jak korek z butelki, On wstał, postawił Swą nogę na burcie łodzi, spojrzał w górę ku niebu i powiedział: „Umilknij”. Do tych fal powiedział: „Uciszcie się”. I to wielkie morze stało się tak gładkie, że nawet zmarszczki na nim nie było widać. Oczywiście, On był [Bogiem - tł.].
27
To prawda, że odczuwał głód, tak jak człowiek. Kiedy schodził w dół z tej góry i był głodny, spojrzał na drzewo, szukając na nim czegoś do jedzenia - wtedy był Człowiekiem. Ale kiedy wziął tych pięć chlebów i parę ryb i nakarmił nimi pięć tysięcy - wtedy był to więcej niż Człowiek.
Kiedy zmarł 1900 lat temu - przedwczoraj - wisząc na krzyżu, wołając o miłosierdzie: „Boże Mój, Boże Mój, czemuś Mnie opuścił?”. On umarł jak Człowiek. Ale 1900 i coś lat temu - w dzisiejszy ranek - On udowodnił, kim był. On przybił Swoją ostatnią pieczęć jako Mesjasz, kiedy rozerwał na kawałki te kajdany śmierci i piekła i triumfalnie powstał z grobu: „Jestem żyw odtąd na zawsze. A ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie również”.
To jest Zwycięzca. Mówiono, że zdejmowały fartuchy i nimi wymachiwały. Ludzie mówią, że jesteśmy szaleni, ponieważ krzyczymy, biegamy, wołamy i wykrzykujemy. Oni nigdy nie odczuwali tych zwycięskiego dreszczu emocji z nieba, że : „Ta bitwa już skończona”. Nasz wielki, potężny Zwycięzca odniósł całkowite zwycięstwo. On stoi sam dziś rano nieskazitelny.
28
Kiedy przyszedł na ziemię, nazywano Go najgorzej jak się da - fanatykiem, Belzebubem, księciem diabłów. To prawda. On udał się do najniżej położonego miasta na ziemi - do Jerycha, a najniższy człowiek z tego miasta musiał patrzeć z góry, aby Go zobaczyć. Ale kiedy Bóg, 1900 lat temu, wzbudził Go… To było to właśnie, co człowiek uczynił dla Niego. Ale wyposażony w broń miłości, On przezwyciężył każdego diabła.
A Bóg wyniósł Go tak wysoko i dał Mu Imię ponad wszelkie inne imię, jakie jest w niebiesiech i na ziemi. Każde imię w niebie skłania się przed Imieniem Jezusa. Każdy Anioł, każdy monarcha, wszystko skłania się przed Imieniem Jezusa. Każdy język wyzna Go; każde kolano skłoni się przed Nim. I On został wyniesiony tak wysoko, że nawet On musi patrzeć w dół, aby zobaczyć niebiosa. To jest ten potężny Zwycięzca. To jest Ten, który tego dokonał. Kiedy opuścił ziemię (mieliśmy o tym w zeszły wieczór), miał klucze śmierci i piekła, wiszące u Jego boku (Amen): „Nie bójcie się, Jam jest ten, który był umarły, i żyję znów odtąd na zawsze. I («i» jest spójnikiem) mam klucze śmierci i piekła, wiszące właśnie tu”. Mowa o Zwycięzcy… „A ponieważ Ja zwyciężyłem, w ten sposób przygotowałem wam drogę do podróży”.
29
Człowiek nie miał dostępu do nieba, droga do niego była dla niego zamknięta. Nie było żadnej drogi. Ale On przyszedł uczynić drogę, której do tej pory nie było. Och, tak! W pierwszej linii był demony wątpliwości, w drugiej - uprzedzenia, w trzeciej - egoizm; ta ziemia była pokryta liniami mocy demonicznej; następnie choroby, dolegliwości. Ale kiedy On zaczął wstępować do Nieba… W zeszły wieczór mieliśmy o tym, jak On wychodzi z piekła z kluczami śmierci i piekła u Swego boku. Dziś rano bierzemy o tym, jak On powstał. Alleluja. Kiedy On podniósł się, On… Stał się triumfatorem. I kiedy poszedł w górę, zerwał wszystkie moce demoniczne, trzymające do tej pory ludzi. On wstąpił na wysokości i dał ludziom dary, dar Ducha Świętego. Potężny Zwycięzca, On stoi sam dziś rano. A pomiędzy Nim i każdym wierzącym jest błogosławiona stara droga świętości, którą sprawiedliwy będzie podążał. Nie ma innej drogi ratunku. Jest tylko jedna linia wycięta do chwały. On pozostawił krwawe ślady, kiedy przechodził korytarzami mocy demonicznych i przygotował drogę dla nas wszystkich w taki właśnie sposób. On siedzi na wysokościach dziś rano jako potężny Zwycięzca.
30
Jego ludzie obchodzą jubileusz. Dziesiątki tysięcy z nich na całym świecie wznosi okrzyki zwycięstwa.
Obserwuję ten stary, zimny, formalny kościół, do którego się przynależy. Potrafię sobie wyobrazić, jak ktoś mówi… Pokażę wam odrzucenie tego.
Kiedy zakończyła się Pierwsza Wojna Światowa, i wiadomość o tym dotarła tutaj, to ludzie jadący autobusem linii „Greyhound”, nie wiedząc jeszcze o tym, dziwili się: „ Co to za hałas? O co chodzi?”.
A jeden z nich powiedział: „Spójrzcie tutaj, jest o tym w gazecie. Wojna się skończyła”.
I każdy zaczął wołać i krzyczeć, ale jedna kobieta powiedziała: „Och, nie! Dlaczego musiała się skończyć właśnie teraz?”. Powiedziała: „Gdyby potrwała kilka dni dłużej” - powiedziała - „to Jan i ja siedzielibyśmy na easy street”. Powiedziała: „Tam właśnie byśmy siedzieli”.
Z tyłu - po środku autobusu siedział jakiś mężczyzna. Chwycił tę kobietę i chciał wyrzucić ją za drzwi. A kiedy zatrzymała go policja, powiedział: „Zrobiłem to” - powiedział - „bo ta kobieta nie miała nikogo tam po drugiej stronie, kto by ją obchodził. Ale ja mam tam dwóch chłopców”. Powiedział: „Nie mogłem powstrzymać swych emocji”.
31
Och, bracie. Mam tam ojca. Mam tam bliskich. To coś dla mnie znaczy, że Jezus stał się Zwycięzcą. Mam żonę. Mam dziecko. Mam bliskich. Ten wielki, potężny Zwycięzca. Możecie mnie nazywać świętoszkiem, fanatykiem religijnym, jak chcecie. Ale kiedy pomyślę o tej wielkiej wojnie, że sprawa została załatwiona, że cena została zapłacona, że zwycięstwo zostało odniesione - Jezus powstał z martwych, ostatecznie przypieczętował to, że jest Mesjaszem, wszystko się skończyło. On teraz żyje, mając klucze śmierci i piekła. Mam bliskich, którzy są tam, po drugiej stronie granicy. Podążam tą wspaniałą drogą, zmierzam tam, by ich zobaczyć. Nie myślcie sobie, że oszalałem. Och, ale jestem tak bardzo szczęśliwy, że ta sprawa jest już załatwiona, że to zakończone dzieło.
Żyjąc, On umiłował mnie; umierając, zbawił mnie;
Będąc pogrzebany, On zaniósł moje grzechy daleko stąd;
Zmartwychwstając, On usprawiedliwił mnie na zawsze;
Pewnego dnia On przyjdzie, o, chwalebny to będzie dzień!
32
Ten błogosławiony, stary, dobry chrzest Duchem Świętym, by prowadzić nas tą cudowną drogą, ach, jak chwalebny On jest. Jak mógłbym kiedykolwiek wstydzić się Go? Dziś rano stoję razem ze świętym Pawłem, mówiąc to: „Nie wstydzę się Ewangelii Jezusa Chrystusa, gdyż jest Ona mocą Bożą do zbawienia”. To jest moc do pokonania choroby. To jest moc do pokonania śmierci. To jest moc do pokonania grobu.
Kiedy ten stary, twardy apostoł doszedł do końca swej drogi i był już wykopany dla niego grób, a śmierć zaczęła zaglądać mu w twarz, on zaśmiał się wprost w tę jej twarz. Powiedział: „Śmierci, gdzie twoje żądło? Grobie, gdzie twoje zwycięstwo?”. Potem on krzyknął na chwałę Bożą: „Ale dzięki niech będą Bogu, który dał nam zwycięstwo przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”. To najpotężniejszy Zwycięzca, który kiedykolwiek żył, najpotężniejszy Zwycięzca, który kiedykolwiek zmarł, gdyż On był tym jedynym Zwycięzcą, który był w stanie pokonać, umrzeć i pokonać śmierć, i triumfalnie powstać na nowo. On udowodnił, kim był. To była ta ostateczna Jego pieczęć jako Mesjasza.
33
A teraz, przy okazji, jeśli jest tu ktoś w tym budynku dziś rano, kto jest letnim członkiem kościoła, i nie zaznał radości po skończonej bitwie… Ludzie krzyczą, ludzie cieszą się, ludzie płaczą. Powie ktoś: „Co się z nimi dzieje?”. Oni wiedzą, że coś się skończyło. Że wszystko skończone. Na pewno. Bijemy brawo z całych sił [Brat Branham klaszcze - wyd.]. Dmiemy w trąby, a Ewangelia się rozchodzi. Chwała i moc Boża zostały poznane. Jest to skończone dzieło. Umowa została podpisana. Chwała Bogu. Chrystus podpisał ją Swoją Własną Krwią. Batalia się skończyła. Zostało odniesione zwycięstwo. Ja wcale nie zwyciężyłem, to On zwyciężył. I to mnie bardzo cieszy, właśnie mnie.
34
Kiedy niektórzy z tych chłopców powracali zza morza, mówili mi, że kiedy statek zbliżał się do Nowego Jorku, kiedy zbliżał się do portu, przypatrywali się i zobaczyli Statuę Wolności. To pierwsze ujrzycie, podnosząc się. Oni wstawali, niektórzy z nich byli okaleczonymi weteranami, na pokładzie tego statku, żeby móc lepiej widzieć. I kiedy dostrzegli tę Statuę Wolności, zaczęli płakać. Płakali. Nie potrafili się powstrzymać. Potężni mężczyźni, szerocy w barach, trzęśli się i chwiali. Nie potrafili zapanować nad swoimi emocjami. Dlaczego? Był to symbol wolności. Za tą Statuą Wolności leżała… był tata, mama, bliscy, ukochana, żona, dziecko, ci wszyscy na tej ziemi, którzy byli im drodzy, znajdowali się właśnie za nią. I zanim tam dotarli, rozpoznali już, że to jest ich wolny kraj i ojczyzna dzielnych ludzi. Na pewno, to poruszyło ich emocje, ta stara powiewająca flaga. Pomyśleć, okaleczony w bitwach weteran przybija do portu. Z pewnością musiała to być wspaniała chwila.
35
Ale, och, bracie, jednego z tych poranków, kiedy zbliżał się do portu ten stary Syjoński Statek, i mogłem zobaczyć ten symbol, który tam stoi, ten stary, szorstki Krzyż, podczas gdy te wiatry powiewały tymi ciemnymi sztandarami, jako że on przedzierał się przez mgły śmierci - jakież to było zwycięstwo! Cóż, nic dziwnego, że nie mogliśmy powstrzymać naszych emocji. Coś się stało, staliśmy się współobywatelami. To się skończyło.
36
Kiedy rozpięto ten wielki most pomiędzy Północną i - i - i - i Południową Australią, od Sydney, aż do Południowej części Sydney, to każdy człowiek wziął… Cóż, szukano po całym kraju ludzi, którzy potrafiliby to zrobić. Było to wielkie wyzwanie, ponieważ nikt wcześniej czegoś takiego nie dokonał. W końcu jakiś człowiek z Anglii powiedział: „Mogę się tego podjąć”. A kiedy zabrał się do roboty, to sprawdził każdą śrubę, jakiej użyto do budowy tego mostu. Chodziło przecież o jego reputację. Sprawdził cały ten muł i wszystko inne, co wchodziło w grę. Miał wokół siebie najlepszych ludzi, jakich mógł znaleźć, miał samych najlepszych mechaników, samych najlepszych chemików, samych najlepszych z innych branż, których mógł znaleźć.
W końcu, kiedy ukończono ten most i nadszedł dzień jego testowania, krytycy ustawili się po jednej stronie, mówiąc: „Nie utrzyma się i zerwie. Jest tu zbyt piaszczysto”.
Ale on kopał wciąż dalej. Miał pewność. Wiedział, że wszystko zostało sprawdzone. I on powiedział: „Sam osobiście, jako pierwszy, przemierzę go”. I zaczął iść wzdłuż tego mostu, na przedzie, a burmistrzem z tyłu za nim; a te wielkie pociągi, ze sześć obok siebie, jechały za nimi, wstrząsając tym mostem. Ten wielki człowiek, który zbudował go, szedł na przedzie tego pochodu, o tak, „Jeśli się zawali, to razem ze mną”. Ale on miał pewność.
37
Tak właśnie postąpił nasz błogosławiony Pan, kiedy tworzył Swój Kościół. On przetestował każdą„śrubkę”, wszystko, co wchodzi w Jego skład, gdyż On musi być omyty Krwią. A jeden z tych krytyków stojących z boku powiedział: „To banda świętoszków. Oni nie utworzą go”. Ale któregoś chwalebnego dnia… Ten wielki, potężny Zwycięzca idzie dzisiaj z przodu nas jako triumfator. Niech sobie drga, robi, co chce. On… W nim nie będzie ani jednego błędu, gdyż On przygotował drogę i dokończył go. Z pewnością.
Myślimy dzisiaj o ludzkich sprawach, nasze myśli mamy skierowane na rzeczy tego świata. Ale pozwól, bracie, że coś ci powiem, nie pozwól mi, abym wstydził się tej Ewangelii. Och, bracie, jestem staromodnym, zrodzonym na nowo, zrodzonym z Ducha Świętego Bożego. W ten sposób się urodziłem; taki jestem teraz i taki chcę być dalej.
38
Pewnego razu, nie tak dawno, pewna dziewczyna, skończyła szkołę średnią (bardzo ładna dziewczyna) i wracała do domu, wioząc z sobą niektóre z tych szkolnych pomysłów.
I być może dziś rano niektórzy z was mają z sobą też takie pomysły z zewnątrz. Być może napchaliście, wybierając się do kościoła, sporą ilość takich pomysłów. Cóż, uwolnijcie się od nich, tak będzie najlepiej, uważam.
W pociągu, który wjeżdżał właśnie na stację, razem z tą dziewczyną była jeszcze jedna, wiecie, taka z tych „ironicznych szczebiotek” w rodzaju Elvisa Presleya. I kiedy stała w tym pociągu,wiecie… Jej matka stała na peronie; stara kobieta z twarzą pokrytą bliznami, drobna, przygarbiona; w skromnej perkalikowej sukience, ramiona okręcone szalem. I ta „ironiczna szczebiotka”, która z nią była, ta druga dziewczyna, spojrzała w dół i powiedziała: „No, kto to jest ta ohydna starucha?”.
39
Cóż, wiecie, to bardzo zakłopotało tę dziewczynę, powiedziała: „Ja nie wiem”, ponieważ była bardzo pruderyjna i miała tyle tych świeckich pomysłów w głowie. A to była jej własna matka.
Kiedy wysiadła z pociągu, ta biedna matka pobiegła, aby rzucić się jej w ramiona, mówiąc: „Och, moja droga, niech Bóg błogosławi twoje serduszko”. A ona odwróciła się i zaczęła iść w drugą stronę, tak jakby jej w ogóle nie znała. Była zakłopotana, ponieważ jej matka była taka brzydka.
A tak się złożyło, że konduktor tego pociągu znał tę historię. Podszedł więc do tej dziewczyny, położył rękę na jej ramieniu i obrócił ją twarzą do siebie i powiedział: „Wstydź się. Wstydź się”. Powiedział: „Pamiętam te czasy, kiedy twoja matka była dziesięć razy ładniejsza od ciebie”. Powiedział: „Ona była… Mieszkałem w tej okolicy”. I powiedział: „Byłaś małym dzieckiem i leżałaś na górze w łóżeczku. A twoja matka wieszała pranie z tyłu podwórka”. I powiedział: „Niespodziewanie z pieca buchnął ogień i zajął się cały dom. Kiedy przybiegła twoja matka i zobaczyła, że ty jesteś na górze…”. Powiedział: „Ludzie krzyczeli i próbowali ją powstrzymać. Ale ona wyszarpnęła się im i pobiegła przez ten ogień na górę, ściągnęła ubranie z ciała i okręciła ciebie nim. I pobiegła razem z tobą, tak owiniętą, z powrotem w dół na zewnątrz przez te płomienie. A na podwórzu zemdlała, z tobą w ramionach”. I powiedział: „Ona zdjęła to, co by mogło ją ochronić, i nałożyła na ciebie, by ciebie ochronić”. I powiedział: „Dlatego dzisiaj ty jesteś ładna, a ona - brzydka. I śmiesz mi powiedzieć, że wstydzisz się tych blizn na twarzy swojej matki?”.
Myślę dzisiaj:
Czy Jezus sam musi nieść krzyż,
A cały świat ma sobie iść beztrosko?
Jest krzyż dla każdego,
Jest krzyż także dla mnie.
40
Skoro Jezus był uważany za Belzebuba przez ten świat, był wyśmiewany i wyszydzany, i zawisł na krzyżu i poniósł hańbę dla mnie, to jestem więcej niż szczęśliwy znosić hańbę Jego świętości. Tak, panowie. Nazywany świętoszkiem, jak tam chcecie, jakie by mi nie robiono przytyki, ani odrobinę mnie to nie zatrzyma. Jestem dziś rano szczęśliwy z tego, że w moim sercu żyje zmartwychwstały Chrystus i panuje. Jestem jednym z Jego poddanych. Mam nadzieję, że wy także.
41
Nasz czas się skończył. Jest punkt siódma, a było powiedziane, że skończymy o tej godzinie. Następna usługa rozpocznie się za trochę więcej niż dwie godziny - o dziewiątej trzydzieści.
Skłońmy nasze głowy na chwilę w modlitwie.
Błogosławiony niebieski Ojcze, przeminęło 45 minut, Słowo wyszło. Nasze serca są szczęśliwe. Jubileusz trwa, nie jest to jednodniowy jubileusz, ale wieczny jubileusz. W chwale Aniołowie śpiewają. O, Boże, ten Kościół triumfujący śpiewa. Dzwonią dzwony radości. Dusze, które kiedyś zostały potępione na śmierć i umarły i poszły do diabelskiego grobu - diabeł został pokonany. Śmierć została pokonana. Grób został pokonany. Choroby zostały pokonane. Przesądy zostały pokonane. Złe zamiary zostały pokonane. Nienawiść została pokonana. Obojętność została pokonana. Sztywność została pokonana. Samolubstwo zostało pokonane. Wszystko zostało pokonane. Chrystus jest wielkim Zwycięzcą.
Patrzcie, oto potężny Zwycięzca (powiedział poeta),
Patrzcie, oto On na naszych oczach.
Gdyż On jest wielkim Zwycięzcą,
Odkąd rozdarł tę zasłonę na dwoje.
42
On rozdarł tę zasłonę, która zakrywała człowieka przed Bogiem i teraz Bóg mieszka pomiędzy ludźmi. On rozdarł tę zasłonę, która powstrzymywała Boskie uzdrawianie. Rozdarł tę zasłonę, która powstrzymywała Boże błogosławieństwa. Rozdarł tę zasłonę, która powstrzymywała Bożą radość. Rozdarł tę zasłonę, która powstrzymywała Boży pokój. Teraz ta zasłona jest rozdarta na dwoje. Ze Swoją Własną Krwią On wkroczył jako Zwycięzca. Bitwa się skończyła; On udowodnił to przed nami w Swoim zmartwychwstaniu. A teraz Duch Święty jest Świadkiem. Został posłany, aby nam przewodzić.
O Wieczny Boże, jeśli jest tu dziś rano ktoś, kto bawi się… chodzi tam i z powrotem po tej drodze, upadając na poboczu, nie będąc w stanie iść prawidłowo jej środkiem, razem z wielkimi bohaterami, tymi wielkimi bohaterami, którzy kroczyli środkiem tej drogi, modlimy się dziś rano, aby oni powierzyli wszystko Tobie i wyszli i radowali się tym wielkim zwycięstwem, które zostało odniesione przez naszego powstałego Pana. Spraw to, Ojcze, gdyż prosimy o to w Imieniu Chrystusa.
43
Mając pochylone głowy, zastanawiam się w tym momencie, czy nie zechciałbyś podnieść swoich rąk do Chrystusa i powiedzieć: „Chryste, cenię to sobie; nigdy już więcej nie będę wstydził się Ciebie. Byłem trochę nieśmiały”. Niech Bóg panią błogosławi. Niech Bóg pana błogosławi. Niech Bóg błogosławi ciebie i ciebie. O, coś takiego, ręce w górze wszędzie. „Byłem trochę nieśmiały. Byłem jakby zawstydzony. A teraz naprawdę dostrzegam swoją pozycję. Nie powinienem nigdy tak postępować. Powinienem stać odważnie, dać świadectwo. Powinienem tak właśnie zrobić. Powinienem każdemu mówić, że jestem ponownie zrodzony. Powinienem powiedzieć każdemu, że przyjąłem Ducha Świętego. Nie wstydzę się Ewangelii, gdyż jest mocą Bożą do zbawienia. Chę być prawdziwie postępującym chrześcijaninem. Bo nie byłem. Ale z Bożą pomocą od dzisiejszego poranka wielkanocnego, taki będę. Będę.”. Ktoś jeszcze podniesie swoje ręce teraz przed modlitwą? Niech Bóg błogosławi ciebie, ciebie, ciebie.
44
Ojej, patrzcie na te decyzje. Co najmniej 25 albo 30 spośród siedzących tutaj, tej małej grupki ludzi dzisiaj rano, podjęło decyzję. Od tego wielkiego porannego triumfu oni zamierzają z Bożą łaską wstać i nie wstydzić się Ewangelii, gdyż Ona jest mocą Bożą do zbawienia.
O, Boże, kiedy te ręce są podniesione, a muzyka słodko odbija się na tej drodze, kiedy przeszliśmy ze śmierci do Życia, gdyż Ty powiedziałeś: „Ten, który słucha Moich Słów i wierzy w Tego, który Mnie posłał ma Żywot Wieczny”. Oni przeszli ze śmierci do Życia, ponieważ Ty stałeś się śmiercią, aby oni mogli stać się Życiem poprzez Twoje zmartwychwstanie. Ty stałeś się niższy od Aniołów, zstąpiłeś w dół, aby stać się człowiekiem, opuściłeś tę wspaniałą Teofanię, tam, gdzie byłeś, i stałeś się ciałem, i miałeś Krew, i przelałeś tę Krew, abyś mógł uczynić drogę ratunku dla nas wszystkich. I nie tylko to (czytaliśmy o tym w Biblii), ale Ty udowodniłeś niezawodnie powstanie z umarłych, gdyż powstałeś z umarłych, kiedy byłeś tu na ziemi; nie tylko to, ale Ty dałeś, dałeś podwójny dowód, jak to sprawiłeś dla Abrahama; otóż, oprócz tego Ty posłałeś z powrotem Ducha Świętego jako Świadka. I my mamy Jego błogosławioną Obecność z nami i w nas, który nam przewodzi, prowadząc nas do wszelkiej Prawdy i Światła.
45
Dziękujemy Ci za te wszystkie ręce, które zostały uniesione do góry dzisiaj rano, mówiące: „Ja teraz przyjąłem Chrystusa jako swojego”. O Boże, jeśli oni jeszcze nie zostali ochrzczeni w wodzie, aby zaprezentować wielką śmierć, pogrzeb i zmartwychwstanie w nich błogosławionego Pana, oby oni wrócili na tę [kolejną - tł.] usługę dziś rano, przynosząc swoje ubrania i byli w gotowości, by wejść do tego zimnego basenu. Spraw to, Ojcze.
Pobłogosław nas. Wybacz nam nasze grzechy. Będziemy oddawać Ci chwałę w czasie tych nadchodzących wieków. Kiedy ta batalia całkowicie się skończy, kiedy wszystkie te dymy uniosą się w górę i przeminie ta radość płynąca z ziemskich ust, którymi oddajemy Ci chwałę za wszystko, co mamy, wtedy będziemy musieli mieć nowe głosy, nowe ciała, aby wychwalać Ciebie. Obyśmy weszli do tego wtedy z radością. Albowiem prosimy o to w Imieniu Chrystusa. Amen.
46
Powstańmy teraz na nogi. [Brat Branham rozmawia z kimś - wyd.] Nie zapomnijcie o tych usługach o dziewiątej trzydzieści. Idźcie do domu, zjedzcie śniadanie. Wróćcie z powrotem, spodziewamy się was tutaj. A potem wieczorem, pamiętajcie. Muszę po południu wyjechać gdzieś, aby studiować i modlić się.
Gdyż powiadam wam, że Chrystus żyje - On nie jest umarły. I ja wierzę z całego serca, że On będzie w tym budynku dziś wieczór, aby pokazać, że żyje, uczynić te same rzeczy, które czynił w czasie tego pierwszego Wielkanocnego poranka i w czasie Swojej życiowej wędrówki. Jeśli tak nie jest, to jestem fałszywym prorokiem. Bardzo się raduję, że to wiem, w tej wielkiej ciemnej godzinie, w której obecnie żyjemy, kiedy cała nadzieja, na pozór, przeminęła, że jest Chrystus, ta solidna Skała, na której możemy stać, wszystko inne jest sypkim piaskiem. W porządku.
47
Nasza krótka, pieśń na wyjście, „Dziecię, nie płacz, nie narzekaj”. Wszyscy razem teraz.
Dziecię, nie płacz, nie narzekaj,
Jezusowe imię bierz,
Ono radość ci…
Obróćcie się wokół siebie i uściśnijcie sobie ręce, i powiedzcie: „Chwała Panu”, do kogoś obok was.
Słodkie jest imię to,
Przed nim znika wszelkie zło.
Teraz każdy patrzy tu w tę stronę? Chwalmy Go. Podnieśmy ręce i powiedzmy: „Dzięki Ci, Panie, za zbawienie mojej duszy”. Dobrze, każdy.
Dzięki Ci, Panie, za zbawienie mojej duszy.
Dzięki Ci, Panie, za uczynienie mnie całego.
Dzięki Ci, Panie, za danie mi
Twojego wielkiego zbawienia w całości za darmo.
48
Co za błogosławiona rzecz. Czy miłujecie Go? Powiedzcie: „Amen”. [Zgromadzenie mówi: „Amen” - wyd.] Och… Wszystko zostało dokończone, dzieci. Wszystko się skończyło; nie ma już batalii; nie ma już więcej żadnej wojny, nie trzeba nic robić; to już się skończyło. Po prostu radujemy się. Och, coś takiego! Jesteśmy całkowicie w Nim.
Boże ramię, to jest w ucisku pewny gród;
Boże ramię do Niebieskich mnie zawiedzie wrót.
O, jak słodko mi Jego uczniem być,
Gdy o Jego ramię oprę się.
W Jego świetle iść, w Jego mocy żyć,
Gdy o Jego ramię oprę się.
Boże ramię, to jest w ucisku pewny gród;
Boże ramię do Niebieskich mnie zawiedzie wrót.
Ci, którzy chcą i mają chusteczki, wyjmijcie je.
Boże ramię, to jest w ucisku pewny gród;
Boże ramię do Niebieskich mnie zawiedzie wrót.
Otóż, twoja Biblia…
Boże ramię, to jest w ucisku pewny gród;
Boże ramię do Niebieskich mnie zawiedzie wrót.
49
Czym jest? To w ucisku pewny gród. Wszystko skończone, wszystko zakończone, batalia skończona, ta ostatnia pieczęć złamana, On wstąpił w górę. Alleluja.
Boże ramię, to jest w ucisku pewny gród;
Boże ramię do Niebieskich mnie zawiedzie wrót.
50
Teraz skłońmy nasze głowy w kierunku prochu, skąd Bóg nas wziął, gdzie któregoś dnia podniesiemy się z prochu ziemi. Gdyż nasz Pan, powstały z prochu, poszedł do prochu, aby dać nam Swojego nieśmiertelnego Ducha; On podniósł się z tego prochu. I wszyscy ci, którzy są w Nim powstaną z Nim któregoś dnia do tych błogosławionych okręgów.
Kiedy mamy nasze głowy skłonione. Widzę, że brat Smith jest tu z nami dziś rano, pastor Zboru Bożego, odwiedził mnie w zeszły wieczór. Bracie Smith, czy zechciałbyś zejść tu. Zastanawiam się, czy brat Smith nie zechciałby rozpuścić nas słowem modlitwy. Kiedy pospieszycie potem do domów na śniadanie, powróćcie tu z powrotem na usługę szkoły niedzielnej i usługę chrztu, niezwłocznie zaczynającą się o dziewiątej trzydzieści. Pochylmy nasze głowy, podczas gdy… Bracie Smith, rozpuść nas modlitwą.