1
Cieszę się, że mogę być tutaj razem z wami i uwielbiać Boga. A teraz zanim zacznę głosić poselstwo, mam tutaj na podium mojego dobrego przyjaciela, doktora Lee Vayle z Pierwszego Baptystycznego Kościoła w Lima, Ohio, który był jednym z moich sponsorów na nabożeństwach w Limie. Poprosiłem go, żeby przyszedł tutaj dzisiaj rano i w ciągu następnej minuty lub dwóch przemówił kilka słów do zgromadzonych, może odnośnie nabożeństw w Limie. Uważam to za przywilej, że mogę wam przedstawić dzisiaj wieczór doktora Lee Vayle, kolejnego baptystę, który ma Ducha Świętego.
[Brat Lee Vayle mówi czternaście minut, świadcząc o tym, że wielu ludzi zostało uzdrowionych. — wyd.]
Amen. Niech Bóg błogosławi i tobie, bracie Vayle.
2
To wszystko było dosyć mocne jak na baptystycznego kaznodzieję, nieprawdaż? Więc, cieszymy się bardzo, że mamy wśród nas brata Vayle. I oczywiście, drzwi są dla niego otwarte, żeby mógł przyjechać znowu w odwiedziny do nas, kiedykolwiek będzie mógł. A zatem, dzisiaj wieczór... Jutro wieczorem będziemy rozważać „Złożenie do grobu” Pana Jezusa.
W niedzielę rano o godz. szóstej będzie nabożeństwo o wschodzie słońca. Myślę, że brat ogłosił już dalszą część nabożeństwa. Módlmy się teraz na chwilę.
Błogosławiony Panie, Twoje Słowo jest prawdą, i jesteśmy wdzięczni za mężów, którzy posługują się Nim bez bojaźni, kiedy je podają ludziom. I kiedy otwieramy Biblię dzisiaj wieczorem względnie przewracamy jej stronice, niech błogosławiony Duch Święty przyjdzie i otworzy to słowo, abyśmy je zrozumieli. Prosimy o to w imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
3
W ten doniosły wieczór, który obchodzimy dzisiaj — w dzień ukrzyżowania naszego błogosławionego Pana, pragnąłbym dzisiaj wieczór przeczytać te Słowa, które wyszły z Jego własnych kosztownych ust, które On polecił zapisać w Jego Księdze. W Ew. Mateusza 5. rozdział, 47. i 48. werset, czytamy następująco:
A jeślibyście pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?
Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest.
4
Oznajmiłem, że dziś wieczór będziemy rozważać temat „Doskonałość”. Będziemy więc... Wydaje się, że to jest bardzo dziwny tekst, który wziąłem na dzisiaj, w rocznicę śmierci naszego Pana. Dzisiaj słuchaliście może radio i słyszeliście różne poselstwa i posłańców, jak przedstawiają ten doniosły i okropny dzień, w którym nasz Pan umarł za grzechy świata. Wybrałem więc dzisiejszego wieczoru, że podejdę do tego drogą okrężną w inny sposób, więc będę mówił o tym trochę inaczej i może będziecie trochę orzeźwieni. Niechby błogosławiony Duch Święty dał mi teraz inspirację do tego Słowa, kiedy usiłuję je przedłożyć.
Bóg wymaga doskonałości. Pragniemy to mieć na uwadze, że nic częściowego tylko nie może wejść do obecności Bożej. Musi to być doskonałe — nasze uwielbianie Boga, wszystko.
5
Zatem w ogrodzie Eden — Bóg miał Adama i Ewę w ogrodzie Eden, ale oni zgrzeszyli i naruszyli zakon Boży przez grzech i nieposłuszeństwo. A jeśli chodzi o naruszenie, to nieposłuszeństwo jest naruszeniem zakonu. A zakon Boży — On jest święty, po prostu nieskazitelnie święty, dlatego żadna plama bezbożności nie może się ostać w Jego obecności. Więc jeśli grzech przyszedł na świat przez naruszenie zakonu, to trzeba załatwić się z grzechem, zanim grzesznik może w ogóle stanąć w obecności Bożej.
6
Otóż, jeżeli nie ma zakonu, to nie ma sądu. Lecz zakon wymagał... Względnie sprawiedliwość wymaga zakonu. A zakon — kiedy powołujemy się na zakon, on wymaga sprawiedliwości.
Zatem, na podstawie zakonu nie może być zbawione żadne ciało. Zakon nie może nas zbawić. To właśnie zakon wtrącił nas do więzienia, lecz on nie ma odkupiającej mocy. Zakon pokazał nam tylko, że byliśmy grzesznikami i potępił nas. Więc zakon sam w sobie nie może zbawić. On może tylko ścigać sądownie.
A Bóg, będąc świętym i sprawiedliwym, On musiał mieć środek do dochodzenia sądowego. On musiał ścigać grzesznika, ponieważ przekroczył granice łaski i stał się obywatelem naruszającym prawo. Więc musiał zająć się nim.
I każde prawo wymierza karę, albowiem karą za naruszenie Bożego prawa jest śmierć. I on musiał przedkładać śmierć rodzajowi ludzkiemu. Więc cały rodzaj ludzki jest pod karą tego prawa.
7
Gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, nie było żadnego sposobu, żadnego innego środka zaradczego, żeby mogli kiedykolwiek stanąć znowu w obecności Bożej, gdyby nie była załatwiona sprawa tego grzechu. I każdy człowiek, który popełnia grzech jakiegokolwiek rodzaju, nie ważne jak jest mały lub jak wielki — ten indywidualny grzech musi najpierw zostać załatwiony, zanim ten, kto go popełnił, może w ogóle stanąć w obecności Świętego Boga.
Dlatego więc, kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli i przekroczyli zakon, stali się podatni na śmierć. I to prawo musiało zostać wykonane; dlatego ono postawiło cały rodzaj ludzki pod karę śmierci. Gdybyśmy się tylko mogli skupić w naszych myślach teraz na kilka chwili popatrzeć na ten wielki obraz i zapamiętać sobie, że każdy człowiek będący tutaj, zalicza się do tego. Każdy mężczyzna i niewiasta, dziecko, podlega karze śmierci na skutek naruszenia zakonu przez głowę ludzkiego rodzaju, Adama; na skutek jego naruszenia zakonu każdy z nas stał się ofiarą grzechu.
8
A z grzechem trzeba się załatwić. A zatem Bóg w Swojej wielkiej nieskończoności i Swej wielkiej miłości... Zadaniem zakonu było oddzielić grzesznika od Jego Stwórcy; potem został on unicestwiony i to całkiem unicestwiony; nie byłoby żadnej możliwości dla niego, że mógłby powrócić, dopóki nie została załatwiona sprawa jego grzechu. I byłoby bardzo łatwą rzeczą uwierzyć w zupełne unicestwienie grzesznika na końcu, bo on był kompletnie i na zawsze oddzielony od obecności Bożej.
9
Zwróćcie teraz uwagę na grzech. Jak Bóg będąc sprawiedliwym — On nie mógł czynić nic innego niż postępować sprawiedliwie, bo On jest źródłem wszelkiej sprawiedliwości, zatem On nie mógł postąpić inaczej jak zadać karę za to naruszenie. A karą była śmierć, bo On powiedział: „Dnia, którego spożyjesz z niego, na pewno śmiercią umrzesz”. Więc jest to ciemny obraz, który tutaj mamy.
Lecz potem, jeżeli pójdziemy po prostu trochę dalej i znajdziemy, jakie są atrybuty samego Boga — Biblia mówi nam jasno, że Bóg jest miłością. Pomimo to, że On jest miłością, musi być sprawiedliwym. Więc miłość to nie jest jakaś rzecz, którą można pieścić lub igrać z nią sobie. Tak, miłość jest Bożą sprawiedliwością.
10
Kiedy Bóg widział, że Jego dzieci przekroczyły Jego zakon i że musiały umrzeć śmiercią, wtedy suwerenna łaska zainterweniowała, by utorować drogę. Bóg widział bowiem, że te dzieci miały zostać całkowicie unicestwione i usunięte z Jego obecności. Nie można było uczynić nic innego, bo one naruszyły Jego zakon, a karą za naruszenie Jego zakonu była śmierć.
I wtedy miłość Boża wyszła do Jego poddanych. I gdy zostaje okazana Boża miłość, to suwerenna łaska wydaje na świat obiekt miłości. I Bóg dzięki uprzedniej wiedzy, skoro On umiłował Swój lud tak bardzo, a jednak groziła im kara, On sprawił, że ofiara zastępcza zajęła ich miejsce w ogrodzie Eden. Było to wtedy, gdy On wziął jako ofiarę zastępczą niewinne stworzenie — małego baranka, który nie poznał grzechu, i on w zastępstwie zajął miejsce człowieka i umarł zamiast grzesznika, który był winny. I był to baranek, który został zabity, aby zachować życie Jego podwładnych.
11
W ciągu całego Starego Testamentu składano w ofierze krew baranków i kozłów, owiec, byków i jałówek — była to zastępcza śmierć. Lecz w całej ekonomii Bożej w głębi Jego umysłu był rzeczywisty obiekt, który miał przyjść, a byłby to... Tamte były cieniami tego rzeczywistego obiektu, który miał przyjść. A tym rzeczywistym obiektem, który miał przyjść, był Jego jednorodzony Syn. Wszystkie te baranki, które umarły, były tylko Jego cieniem. A cień jest tylko negatywną stroną jakiegoś obiektu. One tylko mówiły o tym, że przychodzi ofiara na Golgocie.
12
Otóż, żeby mieć do tego ilustrację, przejdźmy do Listu Hebrajczyków i weźmiemy tutaj to, co powiedział Paweł, ten wielki apostoł, próbując oddzielić te rzeczy dla nas. W 10. rozdziale Listu do Hebrajczyków czytamy o tym.
Ja po prostu miłuję Słowo. Słowo jest prawdą i ja lubię je czytać przed moim zborem, ponieważ wiem, że stanę razem z nimi na sądzie. I będę musiał zdać z tego rachunek. Więc jeśli przynoszę to ze Słowa, nie będę winien; ponieważ to jest Słowo, a Bóg jest odpowiedzialny za Swoje Słowo.
13
Widzimy dzisiaj tak dużo ewangelistów i tak dalej, polegających na osobistościach. O, to jest haniebna rzecz. I stwierdzamy w chodzeniu do zborów, kiedy przyjdziemy do jakiegoś zboru i znajdziemy jakiegoś pastora, który ma pewien szczególny sposób postępowania, jakieś niewielkie podniecenie, to jeśli zwrócicie na to uwagę, całe zgromadzenie przyjmie tego ducha. Jeżeli on jest po prostu trochę emocjonalny albo szarpie swoją głową, albo czyni jakąś małą niezwykłą rzecz, to całe zgromadzenie będzie po chwili czynić to samo. I mamy to dzisiaj w naszych nowoczesnych kościołach, w których są podniecenia i inne tym podobne rzeczy, i przynosi to takie zamieszanie. Lecz ach, moi umiłowani bracia, jeżeli kiedykolwiek był czas, abyśmy stali na Słowie, jest to obecnie.
Rozumiecie, nie chciałbym stanąć na sądzie i wiedzieć, że miałem jakieś małe zmienne przejawy jakiegoś szczególnego objawienia i wprowadzałem ludzi w błąd. Nie chciałbym, żeby ludzie mieli mojego ducha, i moje ruchy, lecz chciałbym, żeby mieli Ducha Bożego dzięki Słowu Bożemu, który przedkłada prawdę.
14
Więc przy tej wielkiej okazji dzisiaj wieczorem chciałbym przeczytać z Bożego wiecznego Słowa. Uświadamiamy sobie, że zakon istniał wiele lat, lecz zakon nie mógł usunąć grzechu. Jak już mówiłem w przeszłości, on był tylko domem więziennym. Był on wielkim detektywem, który mówił ci, co uczyniłeś, lecz nie miał środka zaradczego, aby cię wyzwolić. On umieścił cię do lombardu, lecz nie było Zbawiciela, aby cię wydostać z niego. On cię tylko wtrącił do więzienia, by ci oznajmić, że jesteś grzesznikiem. Lecz zauważcie teraz w Liście do Hebrajczyków, rozdział 10, gdy to czytamy:
Albowiem zakon, zawierając w sobie tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy...
Pamiętajcie, był to cień obrazu, który miał przyjść. Cień świadczy tylko o tym, że istnieje obraz, który rzutuje cień.
... cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz... (zwróćcie uwagę) tych rzeczy — sam obraz rzeczy, nie może w żadnym razie przez te same ofiary, nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą.
15
Otóż, Bóg już na początku wymagał doskonałości. Jezus — kiedy On przyszedł na ziemię, powiedział: „Bądźcie wy doskonałymi, jak Bóg w niebiosach doskonały jest”. A zakon, będąc cieniem rzeczy, które miały nastać, nie mógł nigdy uczynić czciciela doskonałym. Czy to pojmujecie? Weźmy to więc jeszcze raz, abyście tego na pewno nie przegapili. Bóg wymaga doskonałej świątobliwości. Nikt nie może manifestować Jego podobieństwa, jeżeli ma troszeczkę grzechu. Jezus świadczył to samo i powiedział: „Bądźcie więc doskonałymi tak, jak Bóg w niebie doskonałym jest”.
A Biblia mówi, że zakon nie mógł nigdy przy pomocy swoich ofiar uczynić człowieka doskonałym. Zatem, zakon nie mógł udoskonalić niczego. On był tylko wskazówką. Te ofiary, składane każdego roku, nie mogły nigdy uczynić ofiarującego doskonałym. Dlatego więc nikt, kto był pod zakonem albo przestrzegał zakonu, względnie był pod tym cieniem, nie mógł być doskonałym.
Bo czyż nie zaprzestano by ich składać? (2. werset)
16
Jeżeli istnieje coś, czym mógłbym uczynić sam siebie doskonałym w obecności Bożej, to Chrystus nie musiał umierać za mnie. Gdyby istniała jedna rzecz, którą mógłbyś uczynić, aby sobie na coś zasłużyć w obecności Bożej, to Chrystus umierał na próżno. Nie jest to przestrzeganie zakonu, nie twoje własne legalistyczne idee, żadna twoja własna świątobliwość, ani żadna rzecz, którą przestałbyś ty czynić — zaniechać kłamania, zaniechać kradzenia, zaniechać palenia tytoniu, czy chodzenia do kina; mimo wszystko jesteś zgubiony.
Żadna z tych rzeczy nie może tego dokonać. Przyłączenie się do kościoła, obrządki, ceremonie, chrzest, rozporządzenia kościoła, czytanie wyznań wiary, zmawianie modlitw, wszystkie te rzeczy nie liczą się. Ty jesteś zgubiony. Nie możesz uczynić żadnej rzeczy sam z siebie, ponieważ jesteś grzesznikiem pod wyrokiem potępienia. I nie ma w tobie niczego, żadnego wyznania wiary ani niczego, co mógłbyś ty uczynić, albo pomyśleć o sobie, przez co zasłużyłbyś sobie choćby na jedną rzecz w obecności Bożej, ponieważ jesteś od początku grzesznikiem.
17
Biblia stwierdza, że my wszyscy urodziliśmy się w grzechu, jesteśmy ukształtowani w nieprawości, przyszliśmy na świat mówiąc kłamstwo. A Bóg nie mógł przyjąć, żeby jeden człowiek umarł za drugiego człowieka, ponieważ jeden jest tak samo winien jak i drugi. W obecności Bożej arcybiskup urodzony na tym świecie był tak samo winien jak najpodlejszy bywalec barów w tym mieście. Jeden nie może złożyć ofiary pojednania za drugiego.
Dlatego On wziął niewinne życie zwierzątka — małego baranka. I w czasach Starego Testamentu zakon nakazywał, że jeśli człowiek zgrzeszył, miał przynieść baranka na ołtarz. Powiedzmy, że jeśli naruszył jedno z przykazań, to przyniósł baranka, położył go na ołtarzu, położył swoje ręce na tego baranka i wyznawał swoje grzechy — że postępował grzesznie i wiedział, że był winien i był... Zakon wymagał śmierci. Więc on przyniósł za siebie baranka. I kiedy on... Gardło tego małego zwierzęcia zostało przecięte i ono zaczęło kopać swoimi małymi nóżkami i beczeć. Jeżeli widzieliście kiedykolwiek zabijanego baranka — jakie to żałosne jęki; to biedne stworzenie próbuje beczeć, gdy jego żyła w szyi jest przecięta. I gdy ono kopie i drży, prostuje się i znowu drży i beczy, a krew wytryska i broczy jego wełnę oraz ręce składającego ofiarę.
18
I gdy składający ofiarę uświadamia sobie, że to jest za popełnienie cudzołóstwa, za kłamanie, kradzenie, czy jakakolwiek była jego wina, czy tylko złe myśli — cokolwiek to było, choćby tylko najmniejszy cień, on był winien, ponieważ taka była jego natura. On był winnym człowiekiem, być może nie na skutek pożądliwości, lecz był winien na skutek swojej natury. I on musiał sobie uświadomić, że ten niewinny baranek umarł zamiast niego i było mu żal tego małego stworzenia.
Lecz, kiedy ten baranek w końcu umarł, ten człowiek mając krew baranka na swoich rękach, wychodził z tego budynku z tą samą pożądliwością w swoim sercu, jaką miał na początku. Dlaczego? Ponieważ życie, które było w tym małym baranku... Życie znajduje się w krwi. Twoje życie jest w twojej krwi. My to wiemy. Lecz to życie w krwi baranka było życiem zwierzęcym, dlatego, kiedy jego małe ciało zostało poturbowane i życie wyszło z tego zwierzęcia, ono nie mogło powrócić na składającego ofiarę, ponieważ składający ofiarę był ludzką istotą.
19
Ta krew dokonała przykrycia, lecz nie była doskonałą ofiarą pojednania, bo ten człowiek odszedł z tego budynku z tą samą pożądliwością do grzechu, jaką miał na początku. Lecz kiedy składał tą ofiarę, wyglądał czasu, kiedy przyjdzie doskonały Baranek. I on składał go na całopalną ofiarę, ponieważ to był jedyny sposób, jaki on znał.
Widzicie więc, że kiedy lała się ta krew i życie wychodziło z baranka, ono nie mogło przejść na tego człowieka, ponieważ był to baranek, a on był człowiekiem: niewinne zwierzę i winny człowiek.
20
Lecz ach, pewnego dnia przed niespełna dwoma tysiącami lat Baranek Boży urodził się w małym żłóbku w Betlejem i był prowadzony jako owca na zabicie. Przed około dziewiętnastoma stuleciami takiego popołudnia jak dziś o trzeciej godzinie On umarł. Ten niewinny nie mający skazy Baranek Boży wisiał na krzyżu Golgoty i umarł za każdego grzesznika. Otóż, kiedy człowiek przychodzi do tego Baranka we wierze... A jest to innego rodzaju Baranek. Ten Baranek nie jest taki, jak te inne.
Żaden człowiek nie może przyjść do tego Baranka, jeśli go najpierw Bóg nie pociągnie. Czy widzicie suwerenność Boga? O, mam nadzieję, że to wsiąka teraz naprawdę głęboko. Popatrzcie. Bóg wiedział, że miał owce na tym świecie. On wiedział, że będzie miał ludzi, którzy będą zbawieni i Jego miłość spoglądała w dół i zobaczyła tych, którzy mieli być zbawieni; dlatego dzięki Swojej uprzedniej wiedzy On predestynował kościół, aby mógł spotkać się z Nim bez zmazy i bez zmarszczki. A jeśli Bóg wymagał kościół bez zmazy i zmarszczki, to On musiał mieć coś, aby go uczynić takim. On nie mógł wymagać Swojej sprawiedliwości... Jego sąd nie zezwoliłby Mu wymagać takiej rzeczy, gdyby nie było możliwości, jak to osiągnąć.
21
A człowiek nie mógł uczynić tego sam ze siebie. On jest zupełnym fiaskiem. Bóg pozwolił mu to oglądać poprzez zakon, przez sędziów i przez cały Stary Testament. Posłał proroka; posłał sprawiedliwego człowieka i oni stwierdzili, że wszyscy zawiedli.
Więc Bóg w Swojej suwerennej łasce zesłał z bram chwały Swego jednorodzonego Syna, aby zajął nasze miejsce.
22
Pamiętajcie, gdyby On powiedział, żeby się tego podjął papież z Rzymu, on nie mógłby tego uczynić. Gdyby On powiedział, aby się tego podjął arcybiskup z Canterbury, on nie mógłby tego uczynić. Gdyby On zawołał najbardziej świętego i czcigodnego ojca względnie biskupa na tym świecie, on nie mógłby się tego podjąć. Zostałby tak samo odrzucony, jak Judasz Iszkariot. On nie mógłby się tego podjąć, ponieważ był urodzony w grzechu, ukształtowany w nieprawości, przyszedł na świat mówiąc kłamstwo i potrzebował ofiary pojednania za samego siebie. Alleluja.
Lecz zstąpił Baranek z bram chwały; nikt inny — nie był to człowiek żaden dobry człowiek, ani Żyd ani poganin; nie był to nikt mniejszy niż On — Wszechmogący Bóg, ukryty w ludzkim ciele. On sam zstąpił, by ofiarować Swoją własną krew, ponieważ On nie przyszedł przez seks. Seks nie miał z tym nic wspólnego. Lecz On zacienił dziewicę i wydał na świat Tego niewinnego z komórki krwi, którą On sam w niej stworzył.
23
Zatem moje i wasze zbawienie nie jest zależne dzisiaj wieczorem od naszych zasług ani naszych własnych uczynków. Ono jest zależne od suwerennej łaski Wszechmogącego Boga, który wybrał nas w Nim. Na pewno. Ja nie mógłbym być doskonały, ani ty nie mógłbyś być doskonały. I my nie twierdzimy, że jesteśmy doskonali. Lecz pocieszamy się tym, że nasza wiara odpoczywa na doskonałej ofierze, która już została przyjęta.
24
Zatem, jak możemy wiedzieć, że to posiadamy? Kiedy człowiek włoży swoje ręce we wierze na ciało Pana Jezusa i odczuwa tę złość grzechu i drwiące plwociny na swojej własnej twarzy, odczuwa te westchnienia w Getsemane, tą agonię na Golgocie, i wie, że jest winien, i wyzna szczerze swoje grzechy: „O, błogosławiony Panie, ja jestem winien. I nie mam żadnej innej pomocy, jedynie gdy Ty mi pomożesz”. I we wierze...
Ty jesteś zaproszony! Duch Święty przyszedł i zaprasza mnie, abym przyszedł. I ja teraz we wierze przyjmuję Jezusa jako mojego osobistego Zbawiciela„. To życie, które przyszło od Niego z Golgoty, nazwane Duchem Świętym, które było ukryte w komórce krwi Pana Jezusa, powraca na tego człowieka i chrzci go Duchem Świętym do ciała Chrystusa.
25
I On jest już osądzony. Nie musicie się martwić o sąd. Gdy się odwrócę i popatrzę na ten mały krzyż, uświadamiam sobie, że on reprezentuje Jego ciało. A zatem, to ciało już zostało osądzone. Bóg nie może go już słusznie osądzić, ponieważ ono już zostało osądzone. Bóg uderzył to ciało sądami śmierci. I skoro tylko znajdę sposób, jak ukryć się w tym ciele... On został osądzony za mnie i za ciebie. Jesteśmy więc wolni. Rzymian 8,1. mówi: „Dlatego nie ma już potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, którzy nie według ciała chodzą, ale według Ducha”. Tutaj to macie, nie ma już potępienia. Nie dbam o to, co przychodzi lub co się dzieje; ty jesteś ukryty pod krwią.
26
Zatem, jak wejdziemy do tego ciała? 1.Koryntian 12,13. mówi, że przez jednego Ducha! Jak przychodzi ten Duch? Poprzez ofiarę. Gdzie znajduje się ten Duch? We krwi. Dlaczego duch zwierzęcia nie mógł przejść na człowieka? Było to zwierzę. Duch zwierzęcia nie mógł przejść na ludzkiego ducha i dokonać czegoś w nim, ponieważ ludzki duch był na wyższym poziomie życia niż zwierzęcy. Lecz żaden inny ludzki duch nie mógłby przyjść z powrotem. Gdybyś miał ducha jakiegoś przodka, byłby to spirytyzm.
Jednakowoż przyszedł sam Bóg, to znaczy Jego własny Duch, który jest najwyższym Duchem, jaki istnieje. On może przez krew Chrystusową zstąpić na człowieka w postaci chrztu Duchem Świętym i przenieść go do ciała. Wtedy on jest bezpieczny.
27
Zważajcie. Krew wołów i kozłów nie mogła tego dokonać, skoro była taka słaba. Zacznijmy teraz czytać około 12. wersetu. W porządku. Krew wołów i kozłów nie mogła niczego zdziałać, ani nie mogła odpokutować. Zważajcie:
Lecz ten Człowiek... (Który człowiek? Czy biskup? Nie. Czy papież? Nie.)...
Lecz gdy On złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej,
Oczekując teraz, aż nieprzyjaciele jego położeni będą jako podnóżek stóp jego.
Czy jesteście gotowi? Czy jesteście gotowi na czytanie Słowa? Słuchajcie tego i pragnę, żeby to teraz głęboko do was wsiąknęło. Słuchajcie uważnie.
Albowiem jedną ofiarą... (nie składaną corocznie, nie od jednej ewangelizacji do drugiej, nie od nabożeństwa do nabożeństwa, nie dzień za dniem)... lecz jedną ofiarą uczynił na zawsze d-o-s-k-o-n-a-ł-y-m-i... (Czy oni to uczynili? On tego dokonał!)... jedną ofiarą uczynił doskonałymi... (takie było Boże wymaganie)... na zawsze tych, którzy są uświęceni.
28
Tutaj to macie. To jest odpowiedź przez śmierć Chrystusa. To jest odpowiedź Golgoty. On całkowicie odkupił nas z naszych grzechów Swoją własną krwią i uczynił na zawsze doskonałymi Swoich wierzących. Dlatego w Chrystusie stoimy bez zmazy, doskonali w obecności Boga Wszechmogącego.
Jeśli opieramy się na naszych własnych doktrynach, jesteśmy ludźmi żyjącymi poniżej naszych przywilejów. Byliśmy i jesteśmy nauczani, że musimy się podnieść na pewne określone miejsce, że musimy uczynić jakąś określoną rzecz. Nie, mój bracie, nie chodzi o to, co ty zrobiłeś; chodzi o to, co Bóg uczynił dla ciebie. Jesteśmy obecnie — jeżeli jesteśmy usprawiedliwieni przez wiarę, to jesteśmy udoskonaleni na zawsze w obecności Bożej.
29
Następnie Jezus powiedział: „Bądźcie więc doskonałymi”. Zostaliśmy więc udoskonaleni na zawsze. Bóg przez śmierć Chrystusa dziewiętnaście stuleci temu uczynił na zawsze doskonałym wierzącego, którego On przejrzał przed założeniem świata. I tych, których On powołał, tych usprawiedliwił. Tych, których znał przedtem, tych On również powołał. Tych, których On powołał, tych usprawiedliwił; tych, których On usprawiedliwił, tych już uwielbił. On uczynił Swoich wierzących doskonałymi.
30
Zważajcie teraz, wróćmy się do 1. wersetu:
Albowiem zakon, zawierając w sobie tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy, nie może w żadnym razie przez te same ofiary, nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą.
Zważajcie mówimy właśnie o doskonałości.
Bo czyż nie zaprzestano by ich składać, gdyby ci, co je składają, nie mieli już żadnej świadomości grzechów, gdy raz zostali oczyszczeni?
Co myślicie? To słowo „świadomość” — jego właściwy wykład brzmi „pożądliwość”. I jeżeli człowiek przychodzi właściwie jako pokutujący przed Chrystusa i widzi Jego cierpienia, złoży w ofierze samego siebie Chrystusowi i powie: „O, Panie Boże, nie ma we mnie niczego, co mogłoby dokonać przebłagania, lecz ja całkowicie polegam na Tobie,” wtedy ten Duch Święty wchodzi do ludzkiego serca. Sprawa grzechu została załatwiona na zawsze, ponieważ każda pożądliwość grzechu została usunięta z ciebie. Bo jeśli zakon mógłby tego dokonać, to ofiary nie musiałyby zostać usunięte; lecz skoro on nie mógł tego dokonać, to Chrystus musiał umrzeć, aby nas uczynić doskonałymi.
31
Przyjaciele, jest tak dużo spraw, które moglibyśmy powiedzieć dzisiaj wieczór na temat doskonałości. Zawsze próbujemy wydłubać oczy komuś innemu, abyśmy się mogli robić kimś bardziej świętymi od niego, albo od innych. Lecz gdybyśmy tylko popatrzyli na ten obraz — jest to tylko Boża łaska, że jesteśmy tym, czym jesteśmy.
32
Niedawno nauczyłem się tutaj w Ohio trudnej lekcji. Urządzałem zgromadzenia w Ohio i przebywaliśmy poza miastem. Z powodu dużej ilości słuchaczy nie mogłem pozostać w mieście.
Spożywaliśmy obiady w niewielkiej restauracji Drunkard. I były tam takie miłe młode kelnerki, przyzwoicie ubrane i tak czyste, jak tylko mogły być, zachowywały się jak prawdziwe damy i czekały na nas. Był to taki mały kawałek nieba, gdy mogliśmy spożywać pokarm na takim miejscu. Ich kuchnia była schludna i czysta. A w niedzielę oni zamknęli i poszli do ich kościoła. Byłem już trochę głodny, a miałem głosić w niedzielę po południu.
Poszedłem więc do zwykłej, małej — po prostu do pospolitej małej amerykańskiej restauracji, aby sobie kupić coś do zjedzenia. I kiedy wszedłem do drzwi, nie usłyszałem nic innego niż maszynę do gier hazardowych. I stał tam mężczyzna w moim wieku, prawdopodobnie był to żonaty mężczyzna, obejmował swoim ramieniem kobietę i grał na tej maszynie hazardowej. Przedstawiciel naszej władzy, który ma ochraniać naszą sprawiedliwość, nasze dobra, stał tam i naruszał prawo, którego miał być stróżem. Ponieważ w Ohio jest rzeczą nielegalną granie na maszynie do gier hazardowych.
33
Odwróciłem się i spojrzałem do tylnej części tego budynku i była tam grupa chłopaków nastolatków i grali rock-and-roll płyty na gramofonie. Młoda kobieta około osiemnastoletnia schludnie ubrana, dysponująca piękną kobiecą sylwetką, lecz stała tam w swojej sukience, spuszczonej nisko na przedzie, a jeden z tych chłopaków dotykał swoimi rękami tej dziewczyny tam, gdzie nie powinien, i oni palili i pili... I ja pomyślałem: „O, Boże, jak Ty to możesz ścierpieć?”
34
I popatrzyłem się w prawo ode mnie, kiedy usłyszałem jak ktoś głośno westchnął. I siedziała tam kobieta w podeszłym wieku, mająca może sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt lat. Miała na sobie taką krótką, obcisłą wulgarną sukienkę, sięgającą zaledwie do połowy ud, a jej biedne, stare pomarszczone ciało wisiało po prostu — tak sflaczałe jak tylko mogło być. Miała tutaj na wargach szminkę i duży purpurowy makijaż wymalowany na obu licach. Na nogach miała takie pantofle, sandały, z których sterczały purpurowo namalowane paznokcie; purpurowo namalowane pazury. A jej włosy były ostrzyżone naprawdę krótko, były nakręcone i pofarbowane na niebiesko. Patrzyłem się na nią.
35
A z drugiej strony stołu siedzieli dwaj mężczyźni, pijani. Jeden z nich (a było to w lecie) miał na sobie duży, ciężki płaszcz wojskowy, koło szyi miał owiniętą siwą chustę, twarz miał całą zarośniętą wąsami, i miał uporczywą czkawkę. I oni usprawiedliwiali się przed nią — ci mężczyźni, i zaczęli wychodzić ot tak — do ubikacji.
Ja tam stałem i powiedziałem: „Boże, dlaczego Ty nie zniszczysz tego wszystkiego? Dlaczego Ty nie pogrążysz tego po prostu w ziemi?” Dalej rzekłem: „Czy moja mała Sara i Rebeka mają wyrastać w takim paskudnym środowisku?” I powiedziałem: „Jak możesz Ty, Boże, w Swej wielkiej świątobliwości w ogóle znosić i patrzyć się na coś takiego jak to, a nie ześlesz trzęsienia ziemi, by to pochłonęła?”
I wtedy stałem tam potępiając tę kobietę, tak właśnie czyniłem, a potem wyszedłem za drzwi. Odczuwałem, że Duch Boży przyszedł do mnie, więc wyszedłem za drzwi.
36
I zobaczyłem coś jakby wirującego. A kiedy to było w tej wizji, była to ziemia obracająca się w kółko. I kiedy to obserwowałem, dookoła ziemi była szkarłatna smuga, dookoła tej ziemi. I kiedy podszedłem do tej ziemi, zobaczyłem samego siebie po prostu jako małego chłopca, czyniącego rzeczy, których nie powinienem był czynić; może nie w ten sposób, lecz był to grzech. I każdym razem, gdy uczyniłem coś złego, widziałem, jak ten wielki czarny cień podnosił się ku niebu, a Bóg zabiłby mnie w tej chwili.
Potem zobaczyłem, że między mną a Bogiem stała ta doskonała ofiara. Widziałem Go, stojącego tam z cierniami na Jego głowie i plwocina zwisała Mu z twarzy. I każdym razem, gdy moje grzechy zaczęły unosić się ku Bogu. On wyciągnął rękę i zatrzymał je jak zderzak samochodu. On ochraniał mnie przed śmiercią. I każdym razem, gdy uczyniłem coś złego. Bóg uśmierciłby mnie. Oczywiście, Jego świątobliwość wymaga tego. Jego zakon wymaga tego. Jednakże każdym razem, gdy popełniłem coś, lub ty popełnisz coś, krew Jezusa Chrystusa działa jak zderzak. I kiedy widziałem tą szkarłatną smugę, oznaczało to, że krew jeszcze ciągle zachowuje tę ziemię.
37
I kiedy tam stałem i patrzałem, podszedłem trochę bliżej do Niego, kiedy Go obserwowałem. I usłyszałem, jak On mówi: „Ojcze, wybacz mu, on nie wie, co czyni”. I spojrzałem w dół, a tam leżała księga. A był tam zapisujący anioł, stał tam obok Niego. I każdym razem, gdy zgrzeszyłem, zostało to zanotowane w tej księdze. A moje nazwisko było napisane na niej. I uświadomiłem sobie, że pewnego dnia ta smuga krwi zostanie podniesiona i ja będę musiał stanąć w obecności Bożej z moim grzesznym życiem. Lecz widziałem, że On z Swojej łaski zachowywał mnie od sądu.
Podszedłem do Niego, pokornie. Uklęknąłem na moje kolana i powiedziałem: „O, Jezu, Ty Synu Boży, ja nie jestem godzien przyjść do Twojej obecności. Lecz proszę, czy Ty wybaczysz mi to, co popełniałem?”
On dotknął Swoją ręką Swego boku, wziął tę starą księgę i napisał na niej „wybaczone,” odrzucił ją do tyłu za Siebie, i moje grzechy zostały unicestwione. Potem On spojrzał mi surowo w twarz; On powiedział: „Ja ci teraz wybaczyłem, a ty chcesz ją potępiać?” Wtedy zrozumiałem, co to znaczyło.
38
Kiedy ocknąłem się z tej wizji, podszedłem do niej. Powiedziałem: „Dzień dobry”.
Ona coś popijała. Ona spojrzała na mnie i odrzekła: „A, cześć”.
Zapytałem: „Czy mógłbym się przysiąść?”
Ona odrzekła: „Mam już towarzystwo”.
Powiedziałem: „Nie myślę tego w tym sensie, pani. Pragnę tylko porozmawiać z tobą na chwilę”. Ona odrzekła: „Proszę, usiądź”.
I powiedziałem: „Pani, tylko kilka minut temu stałem tam za tymi drzwiami ..”. Zacząłem jej to opowiadać. A kiedy mówiłem, spojrzałem i oto łzy zaczęły spływać jej po policzkach. I ona mi powiedziała... Ja rzekłem: „Pani, ty nie chciałaś czynić tych rzeczy. Jezus umarł i sąd Boży jest powstrzymywany przez Jego krew. Ty tego nie chciałaś czynić”.
A ona odrzekła: „Absolutnie nie”. Dalej mówiła: „Mój ojciec był diakonem w kościele. Ja byłam wychowywana w chrześcijańskim domu. Mój mąż i ja byliśmy członkami zboru i żyliśmy życiem chrześcijańskim”. I ona zaczęła mi opowiadać, że po śmierci męża... Ona miała dwie młode córki, a one odeszły na manowce. A gdy córki opuściły ją, ona porzuciła swoje chrześcijańskie życie. I ona myślała, że nie ma już dla niej żadnej nadziei.
Lecz ja jej powiedziałem: „Bóg jest miłosierny. Tych, których On przejrzał, tych On powołał”.
Ona zapytała: „Czy jesteś kaznodzieją Branhamem, z kampanii?”
Ja odrzekłem: „Tak, jestem”.
Ona powiedziała: „Wstydzę się za siebie, że tutaj tak siedzę”. Dalej zapytała: „Czy myślisz, że byłaby jeszcze jakaś szansa dla mnie?”
Ja powiedziałem: „Jezus wyciągnął Swoje ramiona i czeka na ciebie, żebyś przyszła, pani”. A inni ludzie zaczęli wstawać na nogi. Zapytałem: „Czy chciałabyś wyjść tutaj na środek i stanąć tu razem ze mną?” Ona odrzekła: „Tak, chcę, proszę pana”.
Chwyciłem ją za rękę i powiedziałem: „Ty jesteś mniej więcej w wieku mojej matki. Czy uklękłabyś tutaj na podłodze razem ze mną?” I tam na tej podłodze zamieniliśmy ten lokal owego popołudnia na staromodne nabożeństwo ewangelizacyjne. I Bóg z Jego łaski zbawił tę kobietę. Ona ubrała się przyzwoicie i przyszła na nabożeństwo, i na ile mi wiadomo, żyje chrześcijańskim życiem aż do dzisiaj.
39
Co to jest? O, Bóg wymaga doskonałości. On wymaga twojej pokuty. On wymaga twojej wierności wobec Niego. Lecz On patrzy się dzisiaj wieczorem. Bez względu na to, jak bardzo grzeszyłeś, jak mało lub jak dużo, ty jesteś ciągle grzesznikiem i nie możesz wejść w żaden inny sposób jak przez Jezusa Chrystusa — przez Bożą wystarczalną na wszystko ofiarę. I w Nim stałeś się doskonałym na zawsze. Rozmyślaj o tym.
Nie chodzi tu o to, co ty czynisz. Nie chodzi tu o odwracanie nowych stronic w twoim życiu. Nie chodzi tu o nowe życie, które ty rozpoczniesz. Chodzi tu o wyznanie twoich grzechów i Bożą łaskę dla ciebie. To cię prowadzi do doskonałości i potem stajesz się doskonałym w Jezusie Chrystusie.
40
Ja ufam dzisiaj wieczorem, mój przyjacielu, kiedy jesteśmy tutaj w tym rozstrzygającym momencie teraz, kiedy musi być podjęta decyzja. Po usłyszeniu tego opowiadania — może nie słyszałeś go nigdy przedtem. Lecz nie możesz wyjść z tych drzwi taki sam człowiek, jaki tutaj wszedłeś; musisz stąd wyjść lepszy lub gorszy.
I kiedy pochylimy nasze głowy za chwilę, pragnę, abyś o tym mocno rozmyślał. Co z twoją duszą dzisiaj wieczorem? Jezus Chrystus umarł za ciebie.
41
Ty mówisz: „Bracie Branham, kiedy uda mi się skończyć z paleniem, kiedy uda mi się skończyć z piciem, kiedy uda mi się naprawić te rzeczy, wtedy to osiągnę”. O, to nie będzie uczynione właściwie. Nigdy nie uda ci się to uczynić. Dlaczego po prostu nie przyjdziesz taki, jakim jesteś? I we wierze podejdź do tego źródła, które jest zasilane z Jego ran, wtedy odkupiająca miłość będzie twoim tematem, a to aż do twojej śmierci.
Dlaczego miałbyś przyjmować namiastkę? Dlaczego próbujesz wejść poprzez twój kościół? Dlaczego usiłujesz wejść dzięki temu, że przestałeś pić i kłamać? Wejdź na drodze doskonałości. „Albowiem jedną ofiarą On uczynił doskonałymi na wieki tych, którzy są poświęceni”.
42
„Jak zostanę poświęcony?” Wyznaj swoje grzechy w obecności krwi Jezusa; a życie, które wychodzi z tej krwi, przychodzi z powrotem na uniżonego człowieka i poświęca go, oczyszczając z pożądliwości tego świata. Albowiem przez tą na wszystko wystarczalną ofiarę on poświęcił nas; przez jednego Ducha jesteśmy wszyscy ochrzczeni w jedno ciało. „Dlatego nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, którzy nie według ciała chodzą, lecz według Ducha”. Jeżeli próbujesz chodzić według Ducha, a ciągle masz pożądliwości cielesne, ta ofiara nie była jeszcze wystarczająco zastosowana dla ciebie. Lecz kiedy człowiek zostanie raz oczyszczony, nie ma już więcej pożądliwości do grzechu.
43
Taka była Golgota. Nie było to miejsce, gdzie sprzedaje się kwiaty albo jakieś inne miejsce, gdzie można uczynić to lub owo. Było to miejsce, gdzie Bóg i człowiek zostali pojednani. Było to miejsce, gdzie pokój i doskonałe bezpieczeństwo zostało przyniesione ludzkości. Czy możesz pójść razem ze mną, mój przyjacielu grzeszniku, na Golgotę i we wierze zastosować tę krew dla swojej własnej duszy, i czy pozwolisz Duchowi Świętemu, by przyszedł i poświęcił cię Swoją wielką ofiarą?
Zanim będziemy się modlić, czy podniesiesz swoją rękę ku Bogu i powiesz: „Bądź mi miłościwy, Boże. Ja teraz wyznaję wszystkie moje grzechy, w ten dzisiejszy Wielki Piątek wieczór. I doceniam te wielkie cierpienia, które Chrystus poniósł za mnie. Ja teraz podporządkuję moją własną wolę, moje własne cele i wszystko, aby Ciebie naśladować od dnia dzisiejszego na zawsze”. Czy podniesiesz swoją rękę i powiesz: „Wspomnij mnie, bracie Branham, w modlitwie. Taka jest decyzja mojego serca?”
Czy jest tutaj ktoś tego wielkiego wieczora, kiedy czekamy po prostu na chwilę? Tutaj po tej stronie, po mojej prawej ręce, tam jest na pewno jeden. Czy wstydzisz się z powodu swoich grzechów? Czy wstydzisz się z powodu tego, co uczyniłeś?
44
Dzisiejszy świat poszukuje bohaterów i ma bohaterów, mówiąc cieleśnie.
Pewnego dnia hen w Szwajcarii, gdy chodziło o życie Szwajcarów, ta mała grupa Szwajcarów zebrała się na polach, by bronić ich gospodarki. Wielka nadciągająca armia była zbyt duża dla nich; wszyscy byli dobrze wyćwiczeni, mieli długie włócznie i tarcze. Szwajcarzy nie mogli uczynić nic innego, niż poddać się. Zostali przyparci do zbocza góry. Wtedy wystąpił pewien bohater. Ktoś musiał umrzeć. Gdyby przegrali bitwę...
45
Nie mieli niczego więcej niż stare sierpy, kamienie i kije, którymi mogli walczyć, natomiast nadchodząca armia wyglądała jak kamienny mur. Gdyby Szwajcarzy zostali pojmani, ich miłe żony zostałyby zgwałcone, ich młode dziewczyny zostałyby zgwałcone, ich dzieci byłyby pozabijane, roztrzaskano by im głowy, ich domy zostałyby zrujnowane, wszystko byłoby stracone.
Był tam jednak pewien mężczyzna, którego nazwisko zapominam szybko; nazywał się Arnold von Winkelried. On wystąpił i powiedział: „Mężowie Szwajcarii, dzisiejszego dnia oddaję moje życie za Szwajcarię”. On powiedział: „Zaraz za tą górą jest mój mały biały domek. Mam tam żonę i troje dzieci, które na mnie czekają. Lecz oni mnie już nie zobaczą, bo dzisiaj oddaję moje życie za Szwajcarię”.
Oni zapytali: „Co uczynisz, Arnoldzie von Winkelried?”
On powiedział: „Naśladujcie mnie i walczcie jak najlepiej potraficie, tym co macie w ręku”.
46
I on rozejrzał się ponad tę nadciągającą armię i znalazł miejsce gdzie było włóczni najgęściej. Potem wyciągnął swoje ręce do góry i pobiegł w kierunku tego wielkiego muru włóczni i krzyczał: „Toruję drogę dla wolności! Toruję drogę dla wolności!” Sto włóczni skierowało się w niego, by zatrzymać jego szarżowanie; on wyciągnął swoje ramiona i skupił je wszystkie do swojej własnej piersi. Włócznie przekłuły go na wylot i on umarł na końcach tych włóczni. Pozostali Szwajcarzy naśladowali go z pałkami i kijami w rękach. Ten wielki bohaterski czyn rozgromił tą armię do tego stopnia, że Szwajcarzy pokonali ją i wygnali z kraju. I od tego dnia nie mieli już nigdy wojny.
47
Jeżeli staniecie w Szwajcarii i wymienicie imię Arnolda von Winkelrieda, zobaczycie, jak łzy spływają im po policzkach. Dlaczego? On ocalił ich kraj. To był wielki bohaterski czyn. Niewielu mogłoby mu dorównać, a nikt na ziemi nie uczynił czegoś większego.
Lecz ach, była to mała rzecz w porównaniu z tym, co stało się pewnego dnia, kiedy rasa Adama stała tam, demony maszerowały ze wszystkich stron; prorocy zawiedli, zakon zawiódł; ofiary z byków i baranków zawiodły; ludzka natura zawiodła i wszystko zawiodło. A mała grupa Adama stała tam pokonana; diabły, zabobony, choroby i niemoce przewyższały ją liczebnie. Był tam Jeden, który wystąpił w niebiosach i powiedział: „Dzisiaj Ja umrę za rasę Adama”. On przyszedł na ziemię i stał się ciałem. Popatrzył się w dół gdzie było włóczni najwięcej. Wszyscy ludzie najbardziej obawiali się śmierci, ale On skierował tą śmierć w Swoją własną pierś. I na Golgocie On złożył siebie w ofierze i zawołał: „Toruję drogę dla wolności!”
48
I On woła dzisiaj do Swojego kościoła: „Weźcie to, co Ja wam zostawiłem — Moją krew i Mojego Ducha, i walczcie ze wszystkim złem tym, co macie”. Możemy tym przezwyciężyć dzisiaj wieczór, przyjacielu. Możesz tym wypędzić diabła z siebie. Każdy stary nieprzyjaciel, który jest w twoim życiu, może zostać wypędzony przez krew i przez Ducha Chrystusa, i ty możesz stanąć doskonały w Jego obecności. Chrystus utorował tę drogę.
Czy możesz uczynić tylko tyle, że podniesiesz swoją rękę do Niego i powiesz: „Wybacz mi?” Niech ci Bóg błogosławi, bracie. Czy ktoś jeszcze? „Bądź mi miłościwy, Boże, ja wyznaję teraz moje grzechy?”
Czy są tutaj jacyś letni członkowie kościoła, którzy chodzą do kościoła każdego dnia i może próbują być tacy pobożni, jak tylko potrafią być, lecz mimo wszystko wiecie, że popędliwość, obojętność, samolubstwo, nałogi przygniatają was do ziemi i dlatego nie macie zwycięstwa? Czy chciałbyś zostać oczyszczony przez krew dzisiaj wieczór od tego wszystkiego? „Bo uwielbiający człowiek będąc raz oczyszczony, nie ma już więcej świadomości ..”. Czy chciałbyś podnieść swoją rękę, członku kościoła? Niech ci Bóg błogosławi, pani. Podnieście swoje ręce i powiedzcie: „Bracie Branham, wspomnij mnie w modlitwie”. Niech ci Bóg błogosławi, pani. To jest właściwe. To jest rzeczywiste. To jest właściwa rzecz, którą trzeba uczynić. Niech panu Bóg błogosławi — tam w tyle.
49
Czy ktoś jeszcze podniesie swoją rękę i powie: „Bądź mi miłościwy, Boże. Ja wiem, że wyznaję chrześcijaństwo, lecz nie żyję według tego. Ja wiem, że tak nie żyję. A w moim sercu nie jestem naprawdę w porządku przed Tobą. Pragnę być jednym z Bożych wybranych. Odczuwam w moim sercu, że jestem wybranym, lecz dotychczas jeszcze nie odłożyłem wszelkich ciężarów, które mnie tak łatwo obstępują. Pragnę je odłożyć na bok dzisiaj wieczorem i z Bożej łaski uczynię to. Módl się o mnie”. Czy podniósłbyś swoją rękę? Niech ci Bóg błogosławi, pani. Czy ktoś jeszcze? Poczekamy jeszcze chwilę.
Kiedy teraz czekamy w ciszy, miejcie wszyscy pochylone swoje głowy w modlitwie i łagodnie nućcie ten refren:
Jest źródło napełnione krwią
Płynącą z żył Emanuela.
A grzesznicy zanurzeni w Jego krwi
Pozbędą się wszystkich swoich plam i win.
Czy nie zastanowiłbyś się teraz nad tym? Nie próbuj jej zmywać. Krew Chrystusa jest na twoich rękach. Piłat próbował ją zmyć owego poranka około szóstej godziny, lecz jego ręce są ciągle skrwawione, winne przelania krwi. Wy wiecie, co się z nim stało. Wiele lat później Piłat udał się do Szwajcarii, postradał zdrowy zmysł i popełnił samobójstwo w pewnym jeziorze. Dzisiaj do południa ludzie w Szwajcarii przychodzą do tego jeziora, by obserwować tą scenę; niebieska woda bulgoce z głębin tego jeziora. Oni tam przychodzą każdego roku. Jest to stara legenda. Oni mówią, że Bóg zabronił wodzie, by obmyła jego ręce.
50
Bracie, nie ważne, jak wiele razy zostałeś ochrzczony, cokolwiek próbujesz czynić, nic prócz krwi Chrystusa nie oczyści twoich rąk. Bóg to odrzuca. A niebieska woda ciągle wypływa do góry — po niemal dwóch tysiącach lat. Bóg to odrzuca. Twoja własna sprawiedliwość nie może oczyścić twoich grzechów. Nic innego niż krew Jezusa. Pomyśl o tym teraz. Będziemy się za chwilę modlić.
Zastanawiam się, czy mógłbym o coś poprosić dzisiaj wieczorem. Gdy On stał tam w hali sądowej Piłata owego poranka i powiedział: „Gdyby Moje królestwo było z tego świata, mógłbym poprosić Mego Ojca, a On posłałby Mi natychmiast dwanaście legionów aniołów (chociaż jeden anioł potrafiłby zniszczyć cały świat). Ja bym tylko przemówił do Niego, a dwanaście legionów aniołów byłoby zaraz do Mojej dyspozycji”. On mógłby to uczynić. Lecz On tam stał, cichy i pokorny, aby wziąć na siebie twoją karę śmierci, aby zdjąć z ciebie twoje grzechy.
51
Czy będziecie wystarczająco wdzięczni za tę ofiarę dzisiaj wieczorem — wy, którzy jej potrzebujecie i potrzebujecie Bożych błogosławieństw, czy powstalibyście na swoje nogi do tej modlitwy? Powstańcie po prostu na swoje nogi, wy, którzy pragniecie być wspomniani w tej modlitwie i powiedzcie: „Boże, bądź mi miłościwy. Ja jestem winien; popełniłem wiele grzechów i pragnę teraz przyjąć moje wybaczenie przez Jezusa Chrystusa. Czy powstaniesz na swoje nogi właśnie w tej chwili? Niech ci Bóg błogosławi, młoda pani. To jest odwaga. Pozostań po prostu stać tam.
52
Czy mi chcesz powiedzieć, że podniosłeś swoją rękę, a potem nie jesteś na tyle szczery, by powstań na swoje nogi? Czy Ewangelia wykonała dla ciebie już coś dobrego kiedykolwiek? O, jakie to jest odgrywanie kościoła, igranie sobie z Bogiem! Niebawem nadejdzie ta godzina, pewnego dnia bomba atomowa uderzy gdzieś tutaj do jednej z wielkich fabryk produkujących broń. Potem nie będziesz miał ani ułamka sekundy, aby to przemyśleć. Potem będzie już za późno, a może się to stać przed następnymi świętami Wielkanocnymi albo nawet przed tymi świętami Wielkanocnymi.
Czy nie powstaniesz teraz i powiesz: „Boże, bądź miłościwy mnie grzesznikowi. Ja teraz przyjmuję Chrystusa i Jego ofiarę jako przebłaganie za moje grzechy. A z Jego łaski i tylko z Jego łaski ja... [Puste miejsce na taśmie — wyd.]... pozostanę w obecności Boga”. Czy wyznasz swoje grzechy? Kto zakrywa swoje grzechy, temu się nie powiedzie. Kto wyzna swoje grzechy, otrzymuje łaskę. Jest to zależne od ciebie; On cię obserwuje.
53
Nasz błogosławiony Panie, w tej grupie ludzi, którzy się zdecydowali dzisiaj wieczorem, są trzy pokutujące dusze — jeden mężczyzna i dwie kobiety.
Kiedy myślę Panie o Golgocie, gdy jeden człowiek po Jego boku powiedział: „Panie, wspomnij na mnie, kiedy przyjdziesz do Twojego królestwa,” a ten drugi powiedział: „Jeżeli to Ty jesteś, pozwól nam zobaczyć cud, zdejmij nas z krzyża i ocal samego siebie”. A ten pierwszy powiedział: „Boże, bądź mi miłościwy”. I Ty odwróciłeś Swoją głowę w prawo i powiedziałeś: „Dzisiaj będziesz ze Mną w raju”. Lecz względem tego drugiego milczałeś, bo on nie pokutował.
I Ojcze, Boże, modlę się o tych ludzi. Ufam, że może są tutaj w tym budynku tylko trzej, którzy odczuwają, że trzeba im wyznać swoje grzechy. Lecz oni przychodzą w wystarczalny na wszystko sposób — drogą krzyża. Wybacz im, Panie, i pobłogosław ich. Oni stoją tutaj dzisiaj wieczór tak, jak Ty stałeś za nich w hali sądowej Piłata, jak Ty zawisłeś zamiast nich między niebem i ziemią, kiedy słońce zaszło, a księżyc nie wydał swojego światła, a zasłona w świątyni została rozerwana od góry w dół. Modlę się, Boże, żebyś ich Ty pobłogosławił i dał im Twoje miłosierdzie i oczyścił ich Twoją krwią. I ochrzcij ich Twoją poświęcającą mocą do ciała Twojego własnego Syna, Jezusa Chrystusa, potem oni będą zachowani na czas i wieczność.
Pobłogosław również innych, którzy odczuwają, że są zupełnie w porządku, że już spełnili te wymagania i uczynili tak. Modlę się o to błogosławieństwo dla nich, w imieniu Chrystusa. Amen.
54
Niech was Bóg błogosławi. A wy, którzy stoicie blisko tych, którzy powstali, niech ktoś z was wyciągnie rękę i uściśnie im dłonie i powie: „Niech ci Pan błogosławi”. To jest właściwe — podajcie im rękę na znak społeczności.
Mamy już trochę późno w naszym nabożeństwie. Ilu z was miłuje Pana Jezusa, podnieście swoją rękę. Zastanawiam się, czy byśmy teraz w milczeniu albo tak cicho, jak tylko potrafimy, mogli łagodnie zaśpiewać na upamiętnienie tego, który jest wszechobecny i jest tutaj dziś wieczór:
Było to tam na krzyżu, gdzie mój Zbawca zmarł
Tam wołałem o oczyszczenie z moich grzechów;
Tam do mojego serca...
Kiedy spełnisz wymagania i włożysz swoje ręce na Niego
Tam została zastosowana krew dla mojego serca.
O, chwała Jego imieniu!
Śpiewajmy to teraz łagodnie, skłońmy nasze głowy przed Nim.
Tam gdzie na krzyżu mój Zbawca zmarł
Tam wołałem o oczyszczenie z moich grzechów.
Tam została zastosowana krew dla mojego serca.
O, chwała Jego imieniu!
Chwała Jego imieniu!
Chwała Jego imieniu, (kosztowne imię!)
Chwała Jego kosztownemu imieniu!
Tam została zastosowana krew dla mojego serca.
O chwała Jego imieniu!
55
Teraz cicho i miejcie pochylone wasze głowy. Ty, który jesteś zbawiony, powiedz: „O ..”. Podnieś teraz swoją rękę.
O, kosztowne źródło, które zbawia od grzechu!
Tak bardzo się cieszę, że wszedłem do niego.
Tam mnie Jezus zbawia i zachowuje czystym.
Chwała Jego imieniu!
Chwała Jego kosztownemu imieniu!
Chwała Jego kosztownemu imieniu!
Tam dla mojego serca została zastosowana krew;
Chwała Jego imieniu!
Teraz, kiedy macie wasze ręce opuszczone a wasze głowy pochylone, przyszło mi coś na myśl. Ktoś zawołał mnie przed kilkoma minutami i powiedział, że ktoś chciał być wspomniany w modlitwie dzisiaj wieczorem z powodu jego ciała. Oni nie mogli przybyć z powrotem na nabożeństwo w niedzielę wieczorem na to wielkie nabożeństwo uzdrowieniowe. Czy powstałbyś na swoje nogi — ty który pragniesz być wspomniany w tej modlitwie w tej chwili.
... dla mojego serca była to krew...
Chwała Jego imieniu! Chwała Jego...
56
Teraz, kiedy macie pochylone swoje głowy: „On był zraniony za wasze przestępstwa, starty za wasze nieprawości, kaźń pokoju waszego była na Nim, a Jego sinościami zostaliście uzdrowienie”.
Chwała Jego imieniu!
Zatem, błogosławiony Ojcze, kiedy zbliżamy się teraz pokornie do krzyża, gdzie łaska i miłosierdzie znalazła mnie, tam ta jasna poranna Gwiazda rozlała Swoje promienie wokół mnie. Ci chorzy stoją w Twojej obecności. Oni wierzą w tej chwili i we wierze spoglądają na Twoje posiniaczone plecy. „A Jego sinościami zostaliśmy uzdrowieni”.
Najświętszy Ojcze, my przychodzimy teraz wyznając naszą wiarę, wierząc, że Ty uzdrowisz nasze chore ciała, dzięki tej wielkiej zastępczej ofierze i cierpieniom Pana Jezusa. I modlimy się teraz modlitwą wiary o tych ludzi, którzy stoją, bo Ty obiecałeś, że ona uzdrowi chorego. I my wszyscy razem jesteśmy jedną grupą wierzących dziś wieczorem. Ty powiedziałeś: „Gdziekolwiek dwaj lub trzej są zgromadzeni, tam Ja będę wśród nich”.
Prosimy więc o miłosierdzie dla nich, żeby Twoja łaska mogła teraz dotknąć ich duszy w najgłębszym wnętrzu, żeby coś mogło zakotwiczyć się głęboko, aby poznali, że Chrystus jest tutaj i przemówił do nich, mówiąc: „Moje dziecię, Ja wziąłem twoje choroby tam na Golgotę. Więc teraz rzuć po prostu wszystkie swoje troski na Mnie, bo Ja troszczę się o ciebie”. I niechby zostali uzdrowieni, pod każdym względem, bowiem prosimy o to w imieniu Jezusa. Amen.
57
I kiedy teraz usiądą, niech ktoś w pobliżu nich włoży swoje ręce na nich — ktoś, kto modlił się o nich. Biblia mówi: „Na chorych ręce wkładać będą, a oni wyzdrowieją”. Niech was Pan błogosławi.
58
Jeżeli się nie mylę — czy nie patrzę się na tego człowieka, który został uzdrowiony tutaj przed kilkoma dniami, względnie przed kilkoma tygodniami, a był przedtem głuchy, czy miał jakieś kłopoty z uszami? Widzę, że cieszysz się z tego nabożeństwa dzisiaj wieczorem. Czy słyszysz mnie teraz zupełnie dobrze? To jest dobre. Cudownie. Proszę, powstań na swoje nogi na chwilę. Ilu z was przypomina sobie, że on był tutaj? On przeszedł kolejką modlitwy, przyprowadzono go z powrotem na podium, a Pan uzdrowił go i jest zupełnie zdrowy. Niech będzie błogosławiony Pan. Dziękuję ci, bracie, za twoje świadectwo. Mogłoby ich tu być wiele tuzinów. Czy On nie jest cudowny?
59
Otóż, pragniemy was zobaczyć jutro wieczorem, wcześnie. A potem w niedzielę rano, wcześnie, w niedzielę po południu, i jeżeli możecie tu powrócić na nabożeństwo uzdrowieniowe w niedzielę wieczorem. Aż się znów spotkamy, powstaniemy może i zaśpiewamy pieśń na zakończenie: „Weź imię Jezusa z sobą”.
Weź imię Jezusa z sobą
Dziecię smutku i niedoli
Ono ci da radość i pociechę...
Odwróćcie się teraz i uściśnijcie z kimś rękę.
Weź je gdziekolwiek idziesz.
Kosztowne imię, o, jak słodkie!
Odwróćcie się i uściśnijcie sobie ręce.
Nadzieja dla ziemi i radość niebios.
Kosztowne imię, kosztowne imię, o, jak słodkie!
Nadzieja dla ziemi i radość niebios.
Popatrzcie teraz w tę stronę.
Przed imieniem Jezus się kłaniamy
Padamy na twarz u Jego stóp.
Ukoronujemy Króla królów w niebie
Kiedy zakończy się nasza pielgrzymka.
Kosztowne imię, o jak słodkie! (Jak słodkie!)
Nadzieja ziemi i radość niebios.
Kosztowne imię, (Jak słodkie!)
Nadzieja ziemi i radość niebios.
60
Nuże, nie zapomnijcie o chórze brata Neville, jego kwartet będzie nadawany jutro rano o dziewiątej, na stacji WLRP. A brat Stricker przyjdzie o 9.45 w niedzielę rano. Właśnie dzisiaj po południu robili dla niego taśmę na temat zmartwychwstania.
A teraz, zanim spotkamy się znowu, niech błogosławieństwa Pana odpoczną na was, kiedy pochylimy nasze głowy. Poproszę teraz mojego dobrego przyjaciela i brata, brata Palmera z Macon, Georgia, czy chciałby rozpuścić słuchaczy słowami modlitwy, kiedy będziemy się modlić.
Bracie Palmer.