1
Dziękuję wam bardzo i dobry wieczór, przyjaciele. Uważam to naprawdę za wielki przywilej, że mogę być tutaj dzisiaj po południu w tym miłym audytorium, zapełnionym ludźmi, oddającymi cześć Panu Jezusowi Chrystusowi.
Jest trochę gorąco, lecz myślę, że jakoś pogodzimy się z tym w ciągu tych kilku chwil, kiedy mamy społeczność wokół Jego Słowa i jesteśmy uczestnikami cierpień krzyża, chwały Bożej i zmartwychwstania, które przychodzi po krzyżu.
A zatem, jestem bardzo wdzięczny za waszą obecność na stadionie. Było to naprawdę przywilejem, że mogłem tam usługiwać ostatnie dwa wieczory i jestem wdzięczny za pełne czci nastawienie ludzi i ich uwagę - niepodzielną uwagę, jaką mnie darzyli słuchacze. Jesteśmy tak wdzięczni za to. I wszystko przebiegało po prostu wyśmienicie.
2
A zatem, mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu, o ile Pan pozwoli, będziemy tam mieć kilka wielkich nabożeństw i błogosławieństwa Pana odpoczną na nas, jeżeli będziecie modlić się o mnie. Bowiem jedynie wtedy możemy je przeżyć - kiedy się modlicie. Już jeden modlący się jest wielką pomocą. A jeśli modlimy się wszyscy, to Bóg będzie działał - kiedy wszyscy zaczniemy się modlić. To jest Jego obietnica. A wiemy, że Jego obietnice są prawdą.
Oczekujemy, że Bóg dokona tam wielkich uzdrowień również w tym tygodniu, uzdrawiając ludzi z ich chorób.
3
Na tym polega moja usługa - modlenie się o chorych. I zazwyczaj menażer tych nabożeństw usługuje Słowem, a ja po prostu ograniczam moją usługę do modlenia się o chorych. I tak jest to lepsze. Oczywiście, to jest… Mogę temu poświęcić więcej czasu i studiować to. Wystąpić za kazalnicę i po prostu rozpocząć modlenie się o chorych jest naprawdę inną usługą, niż kiedy człowiek wystąpi i usiłuje głosić krótką chwilę, potem zrobi może wezwanie do ołtarza, a potem modli się o chorych, i ludzie ustawią się w kolejce, i dzieją się inne rzeczy, które temu towarzyszą.
Zazwyczaj jest mi dane niedzielne popołudnie, żebym miał krótki czas społeczności z ludźmi, abym trochę odpoczął i cieszył się z nimi. I czasami ludzie myśleli sobie, że jestem kompletnym samotnikiem dlatego, bo nie wychodzę pomiędzy ludzi. Lecz to jest błędne mniemanie, mój drogi przyjacielu. Uważam, że miłuję ludzi i społeczność, na ile umie to okazać człowiek.
Stwierdzam jednak, że kiedy jestem gdzieś na zewnątrz wśród ludzi, to jestem oddalony od Boga. Muszę być albo sługą Bożym, albo sługą ludzi. A prócz tego wiem, że będę miał przez całą wieczność społeczność z każdym z tych, którzy Go miłują i przyjmują Go.
4
Obecnie jest jednak czas działania. Mój ojciec mawiał zazwyczaj… W niedzielę my chłopcy chcieliśmy sobie gdzieś popływać. W ciągu tygodnia mieliśmy wiele pracy przy żniwach, i tak dalej, lecz kiedy mieliśmy już wszystko… Zbieraliśmy siano aż do późnego wieczora, musieliśmy jeszcze podoić krowy, nakarmić je, i tak dalej. Mawiałem tacie: „My nie mamy w ogóle czasu na pływanie”. On odpowiadał: „Możecie popływać, gdy skończą się żniwa”. On miał rację.
Tak bardzo się cieszę, że pewnego dnia zakończy się żniwo. Potem wszystko się skończy. Chcę umówić sobie spotkanie z każdym z was. Wiecie, chciałbym przyjść do waszego domu, odwiedzić was i delektować się czymś z staromodnej południowej kuchni. Ja - lubię ją po prostu. Chciałbym tak czynić, lecz nie mogę tego czynić obecnie.
Lecz umówię się na spotkanie z wami. Kiedy zakończy się to życie, chciałbym spędzić z każdym z was tysiąc lat, żebyśmy mogli usiąść po prostu koło stołu. Tam nie będzie nam ubywać czasu, kiedy to nastanie. Będziemy tam po prostu siedzieć w kółko, usiądziemy koło studni Jakuba jak za dawnych czasów, będziemy się cieszyć wspólnie, i będziemy mieć wiele czasu społeczności. Czy to nie będzie wspaniałe?
5
Właśnie - pragnę tam podejść do Daniela i powiedzieć: „Bracie Danielu, jak się czułeś, kiedy te lwy zaczęły wtedy ryczeć?” Chciałbym też powiedzieć Szczepanowi, kiedy został ukamienowany: „Jak to wyglądało, Szczepanie, kiedy modliłeś się o wybaczenie dla tych, którzy cię prześladowali, kiedy spojrzałeś w górę i zobaczyłeś Jezusa stojącego po prawicy Boga? Jak się czułeś, Szczepanie?” Z wieloma z nich chcielibyśmy mieć społeczność, nieprawdaż? I będziemy ją mieć. Z taką pewnością, jak Bóg istnieje, będziemy ją mieć.
6
Zatem, dzisiaj po południu postaram się nie trzymać was zbyt długo, ponieważ jest gorąco, a wiem, że macie nabożeństwo dzisiaj wieczorem. Jest już dosyć późno po południu.
A więc, chcę do was mówić teraz trochę, kiedy jesteśmy zebrani wokół Słowa, pragnę mieć krótką chwilę społeczności przy Słowie Bożym razem z wami - dla naszego błogosławieństwa. A skoro mamy taką społeczność, pragnę czytać pewien fragment Pisma Świętego, który znajduje się w 1. liście Jana, 1. rozdział począwszy od 5. wersetu.
„A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności, Jeśli mówimy, że z nim społeczność mamy, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy, Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”.
Jak to cudowne. Pochylmy teraz nasze głowy, gdy będziemy mówić z Autorem tego Słowa.
7
Nasz Niebiański Ojcze, jesteśmy dzisiaj wdzięczni Tobie, Autorowi i Dokończycielowi naszej wiary, Który przyszedł na ziemię przyodziany w ludzkie ciało, upokorzył się w ciele i stał się podobnym do grzesznego ludzkiego ciała. Wtedy Ty niosłeś nasze choroby i nasze dolegliwości, nasze grzechy - w Twoim własnym ciele, i tam zapłaciłeś pełną cenę odkupienia, żeby człowiek dzięki wierze w Twoją znamienną śmierć, w tą najwyższą Ofiarę, mógł zostać pojednany i mieć ponownie społeczność z Bogiem.
A pewnego chwalebnego dnia w bliskiej przyszłości, te nasze nikczemne ciała zostaną przemienione i staną się podobne do Jego chwalebnego ciała. Albowiem ujrzymy Go takim, jakim On jest. Jeszcze się nie objawiło, czym będziemy na końcu, lecz wiemy, że będziemy mieć ciało podobne do Niego. Albowiem ujrzymy go takim, jakim On jest.
O, jak bardzo tęsknimy za tym dzisiaj, widząc choroby, grzech, ból serca i kłopoty atakujące ze wszystkich stron. Jeżeli chodzi o to ciało, które jest siedliskiem chorób zakaźnych, to od czasu do czasu odczuwamy tęsknotę, by zupełnie z niego wyjść. Lecz kiedy jesteśmy w pielgrzymce, nasi ukochani są tutaj, wielu z nich jest wyobcowanych od Ciebie i są bez nadziei, bez Boga, bez miłosierdzia. A ja lubię mówić do nich o Twojej miłującej dobroci.
Czy nie przyjdziesz dzisiaj, Ojcze, by złączyć się z nami i obrzezać te usta, które mówią i uszy, które słuchają? Obyśmy mieli społeczność wokół Słowa, bo prosimy o to w Jego Imieniu. Amen.
8
Będę mówił tylko kilka chwil. Myślę, że stoję zbyt blisko mikrofonu. Mój głos brzmi okropnie.
Przejdziemy z powrotem do Słowa. Ja miłuję Słowo, bo mimo wszystko tutaj właśnie powiedziałem ubiegłego wieczora, że wiara ma swój pewny fundament - stoi na Słowie Bożym.
Może ktoś przyjdzie i powie: „Dobrze, ja widziałem, że dzieje się to lub tamto”. Pomimo to, jeśli to nie ma żadnego fundamentu z Pisma, to z trudnością uwierzymy, że to jest prawdą. Lecz kiedy znajdujemy TAK MÓWI PAN, to sprawa jest dla mnie załatwiona. Kiedy Bóg tak powiedział, jest to na zawsze prawdą. A my miłujemy Słowo.
9
Zatem, jest to coś… Najwspanialszą rzeczą, którą możemy mieć jako śmiertelnicy, jest społeczność. I ja pragnę mówić dzisiaj po południu na temat: „Społeczność dzięki pojednaniu przez Krew”, jeżeli Pan pozwoli - tylko krótką chwilę.
Mój syn i kilku z moich współpracowników mówiło mi o tym nabożeństwie. Oczywiście, kiedy zstąpi na mnie namaszczenie, wszystko dzieje się w mojej podświadomości. Wiem, że może niektórzy z was, bracia metodyści i prezbiterianie i tak dalej, myślicie sobie: „O, myślę bracie Branham, że to brzmi trochę fanatycznie”.
Tak wydawałoby się i mnie, gdybym nie wiedział o czymś innym. To jest… Lecz kiedy staje się to rzeczywistością, wtedy… Gdybyście tylko stanęli w moich śladach, poznalibyście, że to było rzeczywistością, przychodzącą od Boga.
10
Dwa tygodnie - obecnie upłynęły już trzy tygodnie, gdy mieliśmy wielkie nabożeństwo w Chicago, w audytorium podobnym do tego. Może było to już trochę dawniej; było to na… Po prostu nie wiem dokładnie, kiedy to było. Tak czy owak był tam syn katolickiego księdza, nie rzymskokatolickiego, lecz ortodoksyjno katolickiego księdza. Jego syn nawrócił się na nabożeństwie. I on był…
Owego dnia menażer zamknął już budynek i byliśmy krótki czas na dworze mając społeczność. A on właśnie oddał swoje życie Panu Jezusowi. I on powiedział: „O, gdybym tylko mógł mieć kilka chwil społeczności”. Chciał mi powiedzieć coś o sobie. Pochodził z Grecji. Jego ojciec był księdzem w grecko-katolickim kościele.
Miał ze sobą innego mężczyznę, który go przywiózł z Minneapolis, Minnesota, gdzie on prowadzi kilka restauracji. A ten człowiek mieszkał w Illinois. I on opowiadał o tym, jak został zbawiony. Ten człowiek był architektem, budował duże drapacze chmur w całym państwie.
11
On powiedział, że jego przyjaciel gdzieś z okolicy Moline, Illinois, zatelefonował mu i powiedział: „Janie, chciałbym spotkać się z tobą na stacji. Ja tam przyjadę. Chciałbym pojechać tam, gdzie brat Branham ma kampanię ewangelizacyjną. Chcę go poprosić, czy pomodliłby się o moją córeczkę, która umiera na reumatyczną gorączkę serca. Lekarze zostawili ją zrezygnowani”. A on powiedział…
Powiedział mi: „Widziałem ten artykuł w gazecie, ale pomyślałem sobie, że to jest tylko jakaś grupa fanatyków”. Dalej mówił: „Hm, chciałbym wiedzieć, co on uczyni z takim wielkim zgromadzeniem”.
Powiedział więc, że spotkał się z nim, a on powiedział: „On nie spotkał się dotychczas z nami, lecz czytał twoją broszurę. A miał tam również swoich sąsiadów, z których jeden urodził się głuchy i niemy. Oni zostali przyprowadzeni na to nabożeństwo ze szkoły dla głuchoniemych i potem mówili i słyszeli”. I on powiedział: „Pomyślałem sobie, że może pojadę i porozmawiam z tym człowiekiem; może pomodli się o moją córeczkę”.
12
Więc on wyruszył i spotkał się ze swoim przyjacielem; wiecie, ten człowiek - jego przyjaciel był tym budowniczym drapaczy chmur. Oni przyjechali do tego miasta i on powiedział: „To jest jakaś szkoła”. powiedział: „Możemy po prostu skorzystać z naszego wolnego czasu. Jest to audytorium w szkole. Jest to wielkie audytorium, które pomieści kilka tysięcy ludzi. Uważam więc, że będziemy tam mieć dosyć miejsca. Wykorzystajmy więc nasz czas”. Dalej rzekł: „Może będzie tam tylko pięćdziesiąt do siedemdziesięciu pięciu ludzi, tylko tyle zbierze się ich”. I powiedział: „Większość ludzi, którzy chodzą na takie nabożeństwa, to zielonoświątkowcy i religijni fanatycy, i tak dalej”.
Potem jednak powiedział, że kiedy przyjechali w pobliże tej szkoły, nie mogli się nawet dostać na jej teren, a co dopiero wejść do budynku. Ludzie stali na zewnątrz - na ulicach. Lecz w końcu udało im się dotrzeć do budynku i podeszli do drzwi. Zagadnęli odźwiernego stojącego w drzwiach: „Chcemy rozmawiać z bratem Branhamem”.
On odrzekł: „Dobrze, lecz on jest teraz na podium i modli się właśnie o chorych”.
On powiedział: „Cóż, chciałbym z nim porozmawiać o mojej córce”.
Odźwierny odrzekł: „Nie możesz rozmawiać teraz, ponieważ on modli się właśnie”. Dalej powiedział: „Nie można się z nim w ogóle spotkać. Musiałbyś iść do jego menażera, i tak dalej. Lecz podczas nabożeństwa nie pozwalają ludziom na osobiste rozmowy”. I powiedział: „Napisz po prostu twoją prośbę na kartce i daj ją jednemu z porządkowych braci, a on poda ją menażerowi, a menażer przekaże ją jemu”.
On odrzekł: „O rety, więc tak ma się ta sprawa?” Był z tego powodu bardzo zniechęcony. Powiedział więc swemu przyjacielowi: „No cóż, wejdźmy i idźmy przejściem do przodu, jak daleko nam się uda”.
13
Dowódca straży pożarnej nie pozwolił, żeby więcej ludzi stało w przejściach. Więc on powiedział: „Przejdźmy tutaj trochę na bok”. Byli około siedemdziesiąt pięć jardów od miejsca, gdzie ja stałem. Dał swoją kartkę jednemu z odźwiernych i powiedział: „Daj ją menażerowi, aby ją przekazał kaznodziei”.
On odrzekł: „Teraz nie mogę spotkać się z menażerem, dopiero po nabożeństwie”. Odźwierny wziął jego kartkę, powiedział mu jednak: „Czemu się nie modlisz?” I dodał: „Stań tam i módl się”.
On powiedział: „Modlę się już około dwa tygodnie, a moje dziecię umiera”.
Odźwierny odrzekł: „Dobrze, módl się tylko dalej”.
14
Więc ten człowiek stał tam i zaczął zauważać, że Duch Święty poruszał się wśród słuchaczy i mówił pewne sprawy pewnym ludziom. Kiedy usłyszał, jak mówię kilka komentarzy, powiedział: „Panie Jezu, jeżeli to jest od Ciebie, to niech ten człowiek przemówi do mnie”. Potem powiedział, że zaledwie wyszło to z jego ust, ja odwróciłem się i powiedziałem: „Ci dwaj mężczyźni stojący tam w przejściu - jeden z nich jest z Moline, Illinois. Nazywa się Tak-i-tak. On przychodzi tutaj w sprawie swego dziecka”. I powiedział: „On ma córeczkę, która umiera na reumatyczną gorączkę serca. Ona jest w szpitalu. Lecz TAK MÓWI PAN: wracaj do domu, Bóg uzdrowił twoje dziecię”. On powiedział, że obejrzał się na swego towarzysza, a jego towarzysz popatrzył na niego. Powiedział, że stali tam tak kilka minut.
Powiedział, że jego towarzysz zwrócił się do niego: „Co ty myślisz o tym”?
On odpowiedział: „Ja wierzę, że zastanę moją córeczkę zdrową”.
„Dobrze” - powiedział on - „jeśli się tak stanie, powiadom mnie o tym, czy zechcesz?” I dodał: „Ten człowiek po prostu czyta myśli ludzi. Na tym to wszystko polega”.
On powiedział: „Ja tak nie myślę”. Dalej rzekł: „Jak on mógłby czytać moje myśli tam w tyle, skoro ja nawet nie rozmyślałem o tym? Słyszałem, jak on wymienia grzechy ludzi i inne sprawy, chociaż oni nie… Oni nie rozmyślali teraz o tych sprawach, które popełnili trzydzieści lat temu i tym podobnie”.
On powiedział: „No dobrze”. Wsadził go do pociągu o dziesiątej tego wieczora i on przyjechał do domu około szóstej następnego poranka. Nie mógł iść do szpitala o tej porze. Wyszedł więc na piętro i położył się w łóżku. Wstał o 9.30 lub o dziesiątej i udał się do szpitala. Spotkał lekarza, który stał w swoim gabinecie. Zapytał: „Panie doktorze, jak się powodzi mojemu dziecku?”
Lekarz powiedział: „Raczej zabierz ją sobie do domu. Ja nie mogę dać sobie z nią rady”. Wybiegł po schodach na piętro, a ona walczyła z innymi dziećmi, rzucali w siebie poduszkami po całym pomieszczeniu.
Potem powiedział: „Od tego czasu była zupełnie zdrowa”. I rzekł: „Ja przychodzę, by oddać moje serce Panu Jezusowi Chrystusowi”. I dodał: „Ja to krytykowałem”. Tutaj to macie. Zbawienie duszy jest rzeczą najważniejszą. Ten człowiek chciał tylko chwilkę społeczności, aby mi podziękować za modlitwę. Ja powiedziałem: „Ja się nawet nie modliłem, bracie. Była to twoja wiara, która tego dokonała”.
15
Teraz mówmy o społeczności - człowiek pragnie ją mieć. Największą społeczność, którą człowiek mógłby kiedykolwiek mieć, jest społeczność z Chrystusem. Ja lubię spotykać ludzi. Słuchacze, wszyscy przecież lubimy społeczność jedni z drugimi, czasami udamy się gdzieś do restauracji, by coś zjeść. Kobiety sąsiadki, często plotkują przez płot, albo schodzą się z okolicy na małe pikniki - spotykają się razem i mają społeczność.
Lecz najwspanialszą społecznością, którą może poznać śmiertelnik, jest czas, gdy znajdzie się w błogosławionej Obecności Wszechmogącego Boga. Żadna inna społeczność nie może jej zastąpić.
Na początku był taki czas, gdy człowiek miał doskonałą społeczność z Bogiem. Taki był zamiar Boży. Dlatego człowiek ma gorące pragnienie w swoim sercu i wygląda czegoś - jakiegoś kontaktu.
16
Usługiwałem już w wielu pogańskich narodach, w których ludzie nie umieją nawet rozróżnić prawej ręki od lewej. Lecz nigdy w życiu nie widziałem ludzkiej istoty, nie ważne jak daleko żyje od cywilizacji, jak jest prymitywna, która nie oddawałaby czci czemuś. Będzie na przykład oddawać cześć słońcu. Będzie oddawać cześć wiatrowi. Będzie oddawać cześć gwiazdom. Zrobi sobie posąg czegoś, ponieważ to jest po prostu w niej. Jest to instynkt oddawania czci, dążenie, by mieć społeczność. Zatem naszym obowiązkiem jest przyjąć Poselstwo żyjącego Boga.
Na początku, kiedy Bóg stworzył człowieka na Swoje własne podobieństwo, umieścił go w ogrodzie Eden. Człowiek miał doskonałą społeczność z Bogiem. Późno po południu, w czasie wieczora, kiedy nastał zmrok, widzę, jak wielki Jahwe nadchodzi ponad wierzchołkami palm z towarzyszącym grzmotem gromu, kiedy Adam i Ewa zgromadzili się tam w tej wielkiej otwartej katedrze i oddawali cześć Bogu, mieli społeczność i rozmawiali z Nim.
Podchodził lew, tygrys - wszystko stworzenie żyło zgodnie - w doskonałej harmonii. Czy by to nie było cudowne miejsce do życia, miejsce przebywania, gdzie nie ma żadnej choroby ani smutku, ani powodu, żeby człowiek miał zostać wyprowadzony z równowagi. Wszystko było w doskonałej harmonii - Bóg w harmonii ze Swoim stworzeniem, a stworzenie w harmonii ze swoim Stwórcą. Jaki to był doskonały czas ścisłej społeczności. W taki sposób zamierzył to Bóg.
17
Lecz potem, kiedy człowiek zaczął grzeszyć, odseparował się od społeczności ze swoim Stworzycielem. Był to grzech, który go odłączył od Niego. I to jest prawdą, wierzymy, że tak jest. Biblia mówi jedynie prawdę. A jeżeli to jest prawdą, a została przygotowana droga - przebłaganie za grzech, to człowiek dzięki temu przebłaganiu może powrócić znowu do doskonałej społeczności i harmonii ze swoim Stworzycielem. Czy temu wierzycie? To się zgadza.
Pozostaje nam jedynie znaleźć tę drogę, to znaczy pragniemy znaleźć ten środek zaradczy.
18
Niedawno byłem w Grecji, w Atenach, w Grecji. Patrzyłem się tam na obraz w pomieszczeniu, które było praktycznie tak duże, jak to tutaj. Grecki artysta podobno namalował obraz stworzenia. Taka okropna karykatura - jak może niegodziwe serce grzesznego człowieka zmienić wygląd naszych praojców… obraz, który namalował ten człowiek, przedstawiający naszego ojca i matkę, Adama i Ewę. Ewa stała tam i wyglądała jak bydlę. Moi drodzy, ona wyglądała jak okropna istota. Stał tam Adam, wyglądał jak jakieś prehistoryczne zwierzę, wąsy sterczały mu z nosa ot tak długie, a jego szczęka była wykrzywiona w bok, długie kły sterczały mu w dół jak u drapieżnego zwierza.
Takie właśnie myśli o Bożym stworzeniu może mieć człowiek bez Chrystusa. Lecz człowiek, który jest narodzony na nowo, wie, że Bóg nie czyni niczego niedoskonale. On czyni wszystkie rzeczy dobrze.
19
Ja myślę, że Adam i Ewa byli najdoskonalszą parą ludzi, jaka kiedykolwiek chodziła po ziemi. Widzę sylwetkę Adama, nie miał dużych ramion jak wrota stodoły, lecz był doskonale zbudowanym mężczyzną, a Ewa była piękna. Wyobrażam ją sobie teraz, kiedy została… Ona obudziła się po tej operacji wyjęcia z Adama i on spojrzał na nią. Jej piękne włosy zwisały w dół na jej plecy, jej oczy iskrzyły się jak gwiazdy na niebie. Adam dotknął jej ciała i powiedział: „Ona jest ciałem z mego ciała i kością z moich kości”. Jej piękność nie miała nigdy zwiędnąć. Nie musiała malować swoich ust ani nakładać jakiegoś makijażu na swoją twarz, aby wyglądała ślicznie. Grzech spowodował, że tak postępujecie. Bóg uczynił ją doskonałą.
Wyobrażam sobie, że ona uczepiła się jego ramienia i spacerowali po wielkim ogrodzie Bożym, doskonali, doskonali w miłości. Nic szkodliwego ani niebezpiecznego nie mogło podejść do nich. Widzimy, jak potem wróg wypaczył to wszystko i wprawił w takie zamieszanie, w jakim jesteśmy dzisiaj. Upływa po prostu kilka lat, a już pojawiają się siwe włosy, zmarszczki na twarzy, widzimy kondukty pogrzebowe, słyszymy jęki w szpitalach. To jest diabeł, który to uczynił.
20
Kiedy Bóg miał ich pod Swoim doskonałym kierownictwem, oni chodzili z Nim i rozmawiali z Nim w ogrodzie. Lecz kiedy człowiek utracił swoją społeczność z Bogiem, stał się tułaczem, włóczącym się po okolicy, nie miał miejscowości, do której mógłby pójść, był miotany z miejsca na miejsce. W takim samym stanie są ludzie dzisiaj.
Tutaj to jest, słuchajcie teraz. Gdy człowiek wychodzi ze społeczności z Bogiem, staje się tułaczem, chodzi od jednego kościoła do drugiego, przyłączy się do jednego, potem wyjdzie z niego i przyłączy się do drugiego. Tutaj nie znajduje zadowolenia, więc idzie do metodystów, z metodystów odejdzie do baptystów, potem do zielonoświątkowców, do pielgrzymów świątobliwości - przechodzi z miejsca na miejsce i tuła się, ponieważ utracił społeczność, mianowicie społeczność z Bogiem.
Odrzucasz jeden kościół z powodu tego a drugi kościół z powodu tamtego, a może powodem jesteś ty. Znajdź sobie po prostu społeczność i czuj się jak w miłym domu, jak długo masz tam społeczność z Panem. Amen. Jest to trochę twarde, ale zrobi ci dobrze. Wyprostuje i naprawi cię, abyś miał społeczność. Jest w tym więcej witamin niż mają wszystkie apteki w mieście do dyspozycji. Amen.
Daje ci to radość, pokój, zrozumienie, ufność, kiedy masz społeczność z Panem.
21
Widzę ich po tym, gdy zgrzeszyli. Człowiek w swoim prymitywnym stanie wtedy po upadku pragnął znaleźć drogę ucieczki dla siebie. On sam chce tego dokonać.
Tak samo czynią ludzie jeszcze dzisiaj. Wielki wysiłek połączony z tym wtedy pokazuje, że to usiłowanie jest ciągle w człowieku. On zszył sobie fartuch z liścia figi. Włożył też jeden na Ewę i myślał sobie, że kiedy Bóg zstąpi do ogrodu i zawoła go, to będzie mógł stanąć w Obecności Boga w zrobionym własnoręcznie fartuchu. Lecz to nie funkcjonowało. On stwierdził, że musi stanąć przed Bogiem, a ten fartuch nie będzie do niczego przydatny, ponieważ on zrobił to sam, a każde „własnoręcznie zrobione” wyznanie wiary nie ostoi się w ogóle w Obecności Bożej.
My próbowaliśmy zastąpić społeczność wykształceniem. Weźcie grupę ludzi, którzy kształcili się razem; myślicie, że to wykształcenie przyniesie im społeczność? Jeżeli chodzi o wykształcenie, to mówię tak: „Wykształcenie było zawsze największą przeszkodą, jaką miała Ewangelia o Jezusie Chrystusie. Brzmi to dziwnie, lecz to jest prawdą.
22
Niedawno, kiedy kapitan Al Farrar, jeden z szefów FBI nawrócił się na moim nabożeństwie, po chodzeniu na nie przez dwa lata, zabrał mnie raz do więzienia, i pokazał mi tam te młode panie, i innych uwięzionych w lochach.
On powiedział: „Kaznodzieja Branham uczynił niedawno wzmiankę o wykształceniu”. I powiedział: „To jest prawdą. Dziewięćdziesiąt procent z nich to inteligentni, wykształceni ludzie”. Oni są tak inteligentni, iż sobie myślą, że potrafią przechytrzyć prawo. Lecz prosty, zwykły chłopak ma respekt przed prawem i staje się zdyscyplinowanym.
Ludzie dochodzą do stanu, że potrafią wyobrazić sobie wszystko o tym, a Bóg nie ma nic z tym do czynienia. Oni sobie myślą, że uda im się ujść bezkarnie nie przestrzegając prawa. Lecz ten, kto boi się Pana, nauczy się sprawiedliwości.
Więc oni starali się ponownie zastąpić społeczność wykształceniem. Starali się zastąpić ją denominacjami, tak dobrymi, jak tylko mogą być. Wykształcenie jest w porządku, jeżeli ma swoje miejsce. Denominacje są w porządku na swoim miejscu.
Członkostwo - ludzie próbowali społeczność zastąpić członkostwem. Członkostwo jest w porządku i na miejscu, lecz nigdy nie zastąpi społeczności z Synem Bożym.
23
Zwróćcie teraz uwagę. Wtedy, gdy sobie uświadomili, że zgrzeszyli i odeszli od Boga, Bóg musiał zabić jakieś zwierzę, prawdopodobnie była to owca, ponieważ Chrystus był Barankiem, zabitym przed założeniem świata. I kiedy Bóg zabił baranka względnie tę owcę, rzucił skórę Adamowi i Ewie, i oni okryli się skórą, i stanęli w Obecności Boga, aby otrzymać wyrok sądu i ich wieczne miejsce przeznaczenia.
Nie mogli się ostać w żaden inny sposób. Bóg nie mógł patrzeć na nich nieokrytych. I Bóg nie może patrzeć się na ciebie, jeżeli nie jesteś przykryty. A przykryciem w tamtym czasie była krew. Tak samo jest i dzisiaj.
Obawiam się, że my wierzący w Pełną Ewangelię, schodzimy trochę za daleko z naszego szlaku, kiedy to ominiemy. Powróćcie do tego.
24
Przed laty chodziłem na nabożeństwa wierzących Pełnej Ewangelii i jak wtedy ludzie postępowali; było wtedy zupełnie inaczej. Ja nie jestem tutaj… Macie kaznodziejów, którzy wam głoszą. Ja przychodzę na usługę uzdrawiania. Lecz zauważyłem, że kiedy przychodziłem do was nie więcej niż przed dziesięcioma laty, widywałem zazwyczaj, że kobiety, przychodzące na nabożeństwa Pełnej Ewangelii, były przyzwoicie odziane i miały długie włosy. A dzisiaj mają obcięte włosy. Wtedy było to grzechem, a dzisiaj mają różnego rodzaju pomadki i makijaż, i wszelkie paskudztwo. Co się stało? Chrystus się nie zmienił. Coś jest nie tak, coś się wydarzyło. Jeżeli było to grzechem wtedy, jest to grzechem i dzisiaj.
Czego nam dzisiaj trzeba? Staromodnego przebudzenia, jak w czasie św. Pawła, oraz Biblii, Ducha Świętego, zwiastowanego na nowo w zborze z staromodnym przekonaniem, mężczyzn i kobiety przychodzące do Pana przez przelaną Krew, przeżywających pojednanie i uważających się za umarłych. Wtedy nie byłoby na nich tyle mody.
25
Dawniej chodziłem do zboru starego metodystycznego kaznodziei; on zwykle śpiewał pewną krótką pieśń - stary brat Kelly, w swoim zborze mawiał: „Popuściliśmy cugli. Nie wymagaliśmy dyscypliny, zawieraliśmy kompromis z grzechem. Popuściliśmy cugli i owce wyszły, lecz jak dostały się między nich kozły?” Wy popuściliście cugli. To jest jasne. Tak!
Czego nam dzisiaj trzeba? Trochę dobrego, prostolinijnego głoszenia z Biblii, nauczania, z powrotem do tych staromodnych kolejek obcinania i oczyszczania przelaną Krwią. Bóg przedłożył światu mapę, aby ludzie i rodziny mogły powrócić do Domu - a mianowicie dzięki pojednaniu przez Krew. On tego nie zmienił od tamtego czasu aż do dzisiaj.
Ktoś mówi: „Ja należę do metodystów, ja do zielonoświątkowców, ja należę do tych”. To nie znaczy przed Bogiem ani tyle. Musisz narodzić się na nowo. Musisz przyjść i uznać, że Krew Jezusa Chrystusa była przelana za ciebie, i jesteś martwy dla samego siebie i dla rzeczy tego świata, a jesteś urodzony na nowo w Jezusie Chrystusie, przez obmycie i odrodzenie dzięki Krwi. Amen!
Mówię to bez ogródek, lecz bracie, to jest prawda. To nie jest dla formalnego kościoła, nie przyjmie tego w staromodny sposób. Mamy zbyt dużo ewangelizacji z Hollywoodu. Wy wiecie, że to jest prawdą.
26
Jeżeli człowiek uda się gdziekolwiek w kraju do zboru wierzących w Pełną Ewangelię… Niedawno byłem tutaj na takim nabożeństwie, ten człowiek rozpuszczał zgromadzonych …?… chyba trzy razy…?… [bardzo kiepskie nagranie - wyd.] Te panie na podium były wszystkie świątobliwe, jak oni mówili. Pewien człowiek przedstawił mnie swojej żonie i ach, ja nie chcę - nie jestem tutaj, aby krytykować; jestem tutaj, by mówić prawdę. A ta kobieta była pianistką; wyglądała jak gwiazda z Hollywoodu z całym swoim manikiurem, makijażem, i tak dalej.
Zapytałem go: „Czy ona jest świętą?”
On powiedział: „Tak jest”.
Odparłem: „Według mnie wygląda na to, że nie jest!” Dalej rzekłem: „Nie patrz na…”
27
Słuchaj bracie, człowiek to tylko sześć stóp nieczystości, i jest to zbyt złe, że mamy te rzeczy ponownie w kościele. Czego nam zatem trzeba? Wyczyszczenia i wyjścia z tego. Amen. Przyjdź pod Krew - po obmycie Krwią! Ona została wniesiona na ołtarz. Wejdź przez Krew, a będziesz miał społeczność. Drogi Syn Boży - popatrzcie, co On czyni? Godzi cię na nowo z Bogiem i wtedy postępujesz tak, jak powinieneś.
Nie możesz tego osiągnąć, jeśli najpierw nie przyjdziesz do Chrystusa. Nie można mówić świni, że robi źle, kiedy żłopie kałużę, póki nie zmienisz jej natury. Nie ważne, jak dobrze byś ją wykąpał. Rozumiesz? Musisz osiągnąć, aby zmieniła się jej natura. Więc twoja natura musi zostać przemieniona, abyś nie grzeszył! Amen!
Adam i Ewa stali tam w Obecności Bożej i bronili swojej sprawy. Bóg wyrzekł sąd. On powiedział: „Dlatego, że usłuchałeś swojej żony zamiast Boga, z prochu cię wziąłem i w proch się obrócisz”. Powiedział jego żonie: „Dlatego, że usłuchałaś węża zamiast twego małżonka, pozbawiłaś życia ten świat, więc będziesz musiała rodzić życie na świat, i pomnożę twoje boleści, i tak dalej. Wężu, na swoim brzuchu pełzać będziesz, a twoim pokarmem będzie proch, ciernie i osty, i tak dalej”.
28
Potem - oglądam to dramatyczne wydarzenie. Widzę, jak człowiek odchodzi z Obecności Bożej. A kiedy zaczął wychodzić, w jakim był stanie. Gdyby nie było przelanej Krwi, to wszyscy przepadliśmy. Lecz Bóg dokonał pojednania grzechu Adama przez przelanie krwi niewinnej ofiary zastępczej.
Wy metodyści, zastosujcie jej trochę w waszym kościele. Wy baptyści i wy pielgrzymi świątobliwości, i wszyscy inni. Przyjmijcie Chrystusa. Potem zobaczycie, że te wielkie tajemnicze sprawy, które zaczynają się pojawiać, nie będą już tak tajemnicze dla was.
Jak możesz poznać Boga, jeżeli nie masz Boga w sercu? Człowiek zna Boga tylko wtedy, gdy woła do niego o coś. Dawid powiedział: „Kiedy głębia przyzywa głębię…” Jeżeli tutaj wewnątrz masz głębię, która woła, to musi być Głębia, by jej na to odpowiedzieć„. Zanim była płetwa na grzbiecie ryby, musiała najpierw być woda, w której by ryba pływała i posługiwała się tą płetwą; inaczej ryba nie miałaby płetw. Zanim było drzewo, które rośnie na ziemi, musiała być najpierw ziemia.
29
Słuchajcie, niedawno czytałem o tym, jak mały chłopczyk zjadał gumki z ołówków, zjadł też gumę z pedału roweru. Wzięli go więc na badania na klinikę, by stwierdzić, co się dzieje z tym chłopcem. Tam stwierdzono, że jego młode ciało potrzebuje siarki. A siarka była w tej gumie.
Więc zanim wyłoni się potrzeba siarki, musi być siarka do dyspozycji by zaspokoić tę potrzebę. I zanim może być - jeżeli człowiek pragnie w swoim sercu więcej Boga, to gdzieś musi znaleźć więcej Boga. Jeżeli człowiek wierzy w Boskie uzdrowienie i wie, że Bóg jest uzdrowicielem, gdzieś musi być otworzone Źródło. Musi być Głębia, która odpowie na każde pragnienie. Amen.
Czego nam dzisiaj trzeba? Staromodnego zerwania z wszystkim - wyrzucenia z lodówki piwa i likierów, zerwania z tańcami i zabawami, wyrzucenia stolików do grania w karty! Trzeba nam znowu powrócić do staromodnych nabożeństw modlitewnych, powrócić ponownie do rąk żyjącego Boga. Tego właśnie potrzebujemy dzisiaj.
Ameryka tego potrzebuje, to jest jedyny środek zaradczy. Bóg nie podaje żadnego innego środka w Jego nauce. Wszystkie inne sprawy nie będą nigdy uznane, dopóki nie przyjdziesz przez Krew. Do dokonania tego jest potrzebna Krew.
30
Doskonała społeczność. Job ją miał, sprawiedliwy człowiek. Spójrzcie, jaką on miał społeczność. Kiedy przyszedł do Obecności Bożej, to nasz Bóg… raczej szatan przyszedł przed Boga i synów Bożych. Bóg zapytał go: „Gdzie ty byłeś?”
On odpowiedział: „Chodziłem tu i tam, na północ i na południe po ziemi”.
Bóg zapytał: „Czy obserwowałeś mego sługę Joba, sprawiedliwego męża, doskonałego męża? Nie ma na ziemi takiego jak on”. Co Bóg powiedział? Job, jego sługa był doskonały. Wszyscy czytaliśmy o utrapieniach Joba, jak on przechodził przez czasy nieszczęść i klęsk. O, ja po prostu lubię czytać o nim.
Pewnego roku przebierałem - głosiłem z księgi Joba. Zajęło mi to około rok i pół, zanim ją przebrałem. Kiedy doszedłem do miejsca, gdzie on był na kupie popiołu, „trzymałem go tam” około sześć czy osiem tygodni. Jedna siostra z naszego zboru - nie chciała mi ranić uczuć, więc napisała mi list.
Zapytała: „Bracie Branham, kiedy nareszcie zdejmiesz Joba z tej kupy popiołu?”
31
A ja go tam ciągle miałem. Były to okropne chwile w życiu Joba. On rozglądał się i widział, jak kwiaty wracają do prochu ziemi - Job. 14. Te kwiaty umierały. One przechodzą swój regularny proces. Przyjdzie na nie mróz i uśmierca te małe kwiatki, pochyla ich główki, ich płatki opadną i wypadną z nich nasiona.
Potem mają uroczystość pogrzebową na nieboskłonie. Jesienią nadciągają chmury, spadają deszcze, które pogrzebią w glebie te małe nasionka. One leżą pod powierzchnią gleby. Mróz przenika do gleby i zmrozi ją na kilka cali głęboko. Z biegiem czasu to małe nasionko nabrzmiewa, potem zmarznie w zimie, pęknie i wyrasta z niego kiełek.
Kiedy nadejdzie wiosna, płatki kwiatu zbutwiały, listki zbutwiały, źdźbło zbutwiało, nasienie znikło, kiełka nie widać. Wszystko, co było widoczne z tego kwiatka, znikło. Człowiekowi wydaje się, że kwiatek przestał istnieć. Lecz niech tylko wzejdzie ciepłe słonko nad horyzontem na Wielkanoc i zacznie ogrzewać ziemię. Gdzieś w tej glebie znajduje się mały zarodek życia. Ten mały kwiatek znowu powstaje do życia. A jeśli Bóg przygotował drogę dla kwiatu, aby mógł żyć na nowo, to co dzieje się z człowiekiem, który został stworzony na podobieństwo Boga?
32
Niedawno miałem krótką społeczność przy porcji lodów ze starym kaznodzieją metodystów. Siedzieliśmy w niewielkiej cukierni i właśnie nadawali w radio Louisville audycję o rolnictwie. Siedzieliśmy na krzesłach i rozmawialiśmy o Panu - z bardzo dobrym znowuzrodzonym starym bratem.
I mówili tam, że nieduży klub 4-H udoskonalił jakieś urządzenie, które produkuje ziarno kukurydzy, po prostu tak doskonałe, jak gdyby urosło na polu. Mówili, że można z worka wziąć garść tego ziarna, które wyszło z tej maszyny, a drugą garść z worka ziarna, które wyrosło na polu i nie ma między nimi żadnej różnicy. Z tego sztucznego można upiec tak dobry chleb kukurydziany, jak z tego naturalnego ziarna. Tak samo dobre płatki kukurydziane - mają te same składniki. Rozcinają je i badają w laboratorium, zmieszają je razem. Rozetną je w laboratorium, oba ziarna mają tą samą ilość wilgoci, wapnia, i wszystkich innych składników.
Jedynym sposobem, jak można rozpoznać różnicę, jest zagrzebanie ich w glebie. To ziarno, które wyprodukowało to urządzenie, nigdy nie wykiełkuje. Lecz to ziarno, które stworzył Bóg, ma w sobie zarodek życia i ono wzejdzie na nowo. Powiedziałem: „Bracie Kelly, chwyć mnie za rękę, bo wprawię cię tutaj w zażenowanie”.
Ponieważ ja wiem jedno: Człowiek może chodzić do kościoła i podrabiać chrześcijaństwo, postępować jak chrześcijanin, składać do zboru dziesięciny, i tak dalej, i żyć dobrym życiem w tej społeczności. Lecz jeśli człowiek nie narodzi się na nowo, to on nie wstanie w czasie zmartwychwstania; jest zgubiony. Amen. Jednakże Bóg przygotował drogę ucieczki dla tych, którzy ją pragną przyjąć.
33
Pragnę, abyście teraz słuchali uważnie. Job wtedy w całym swoim nieszczęściu siedział tam na popiele. Członkowie kościoła przyszli i odwrócili się plecami do niego i tak siedzieli siedem dni. Trochę później niemal każdy z tych mężów, którzy przyszli do niego, mówił: „Jobie, ty jesteś sekretnym grzesznikiem. Ty uczyniłeś coś złego. Sekretnie grzeszyłeś”.
Job wiedział, że nie zgrzeszył, ponieważ przychodził na podstawie Słowa Bożego. On przyszedł na podstawie przelanej krwi, wiedząc, że Bóg wymagał ofiary krwi. I była to krew, którą Job przyniósł w ofierze wiedząc, że Bóg nie może jej odrzucić. Najważniejszą rzeczą przy tym jest doskonałe objawienie.
34
W ogrodzie Eden… Wielu ludzi dzisiaj - może to teraz zrani trochę, lecz wielu ludzi dzisiaj myśli sobie, że jeśli chodzą do kościoła i oddają cześć Panu, i składają dziesięciny w kościele, to jest to wystarczające. Bracie, Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby przyjął takiego człowieka.
W ogrodzie Eden - zostali potem opuszczeni i wyrzuceni. Pierwszym dzieckiem, które się im urodziło, był Kain. Drugim był Abel. I kiedy obaj uświadomili sobie, że są śmiertelnikami, starali się znaleźć upodobanie u Boga. Obaj podeszli do wschodniej strony Edenu do bramy, w której Cherubin stał z ognistym mieczem. Obaj młodzieńcy zbudowali ołtarz Panu. To przedstawiało kościół.
Gdyby tylko przynależność do kościoła była wszystkim, czego Bóg wymaga od grzesznika, aby przynależnością do kościoła zrobił pokutę, to Bóg byłby niesprawiedliwy, gdyby przyjął Abla, a odrzucił Kaina, bo obaj mieli kościół.
35
I nie tylko to, lecz Kain przyszedł i złożył ofiarę. Gdyby ofiarowanie było wszystkim, czego Bóg wymaga, to On byłby niesprawiedliwy, gdyby potępił Kaina.
Nie tylko to, lecz Kain nie był osobą niewierzącą. Kain był wierzącym. On usiłował znaleźć pojednanie. I Kain pokornie uklęknął, podniósł swoje ręce i oddawał cześć Panu. On nie był komunistą ani jakimś ateistą. On był wierzącym. Lecz on nie miał duchowego objawienia.
A kiedy przyszedł Abel… Wyobrażam sobie, że widzę Kaina, jak dekoruje swój ołtarz pięknymi liliami i czyni go ślicznym, „jak lalunia”, jak to nazywamy. Tak właśnie ludzie myślą sobie dzisiaj. Jeżeli uda im się zbudować piękny, wielki kościół, który swoim blaskiem prześcignie wszystkie pozostałe, będzie miał pluszowe krzesła, umieszczą w nim piszczałkowe organy za dziesięć tysięcy dolarów i duży krucyfiks na przedzie i nad nim, to sobie myślą, że Bogu będzie się to podobać. Bogu nie podobają się dzieła ludzkich rąk. One są lotnym piaskiem.
36
Zauważcie, jak Kain udekorował tam swój ołtarz, żeby wyglądał ślicznie, i myślał, że znajdzie upodobanie u Boga. On uklęknął i oddawał cześć Bogu. Czy ten duch nie żyje dzisiaj w ludziach - co myślicie? Popatrzcie tylko - na całym świecie!
Zwróćcie teraz uwagę, kiedy przyszedł Abel - nie było żadnej piękności przy jego ofierze. Myślę, że on wziął młodą latorośl, ponieważ nie mieli w tamtym czasie powroza, na ile mi wiadomo. Wziął więc latorośl jako powróz, włożył ją na szyję młodego baranka i zaczął go ciągnąć do ołtarza, położył go na kamieniu, odchylił jego główkę do tyłu, wziął ostry kamień; myślę, że nie mieli lancy, i zaczął nim przecinać jego szyję.
37
A czy ktoś z was słyszał już kiedykolwiek baranka, albo jak beczą te małe baranki, kiedy umierają… Czy słyszeliście kiedykolwiek owieczkę albo baranka umierającego? Jest to najbardziej żałosne beczenie, jakie słyszeliście kiedykolwiek. Ręce Abla były zbroczone krwią, gdy przecinał jego gardło. I ten baranek beczał i beczał.
Nie umiał mówić po angielsku, więc musiał mówić obcymi językami. Lecz on mówił o tym, co wydarzy się około cztery tysiące lat później, kiedy Baranek Boży zawiśnie na krzyżu zbroczony Swoją własną krwią, i umrze nie mając przyjaciela na ziemi. Bóg spojrzał w dół na Abla i powiedział: „To jest usprawiedliwienie”. I spodobał się w oczach Bożych. Dlaczego? Ponieważ to było duchowe objawienie. On nie miał niczego innego, według czego by postępował, lecz miał duchowe objawienie.
38
Jezus dał obietnicę uczniom, kiedy zstępowali z góry. Zapytał się ich: „Co mówią ludzie - za kogo Mnie, Syna Człowieczego uważają?”
„Jedni mówią, że Ty jesteś Mojżeszem, a drudzy, że jesteś Eliaszem. A inni mówią, że jesteś Jeremiaszem”. On zapytał: „A za Kogo wy Mnie uważacie?”
Piotr zaraz powstał i powiedział: „Ty jesteś Chrystus, Syn żyjącego Boga”. On mu powiedział: „Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jonasza, bo ciało i krew nie objawiły ci tego”. Nie nauczyłeś się tego w seminarium. Nie nauczyłeś się tego od żadnego człowieka. „Ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Mój Ojciec, który jest w Niebiosach, objawił ci to”.
Katolicki kościół mówi dzisiaj: „Był to Piotr, na którym opierało się to wyznanie”. Protestancki kościół mówi, że to był Chrystus, Skała, na której On zbudował Swój Kościół. Lecz jeśli przyjrzycie się temu dokładnie, nie jest to ani Piotr ani Skała. Była to prawda Boża duchowo objawiona Piotrowi, że Jezus jest synem Bożym.
A Biblia mówi: „Nikt nie może nazwać Jezusa ,Chrystusem', tylko przez Ducha Świętego”. Amen. On powiedział: „Na tej skale Ja zbuduję Mój Kościół, a bramy piekielne nie przemogą go! Ja zbuduję Mój Kościół na duchowo objawionej prawdzie!” Amen. Dzięki suwerennej łasce Bożej Bóg zwraca się do Swoich mężów i objawia im Samego Siebie. Amen.
39
Tego właśnie potrzebuje dzisiaj Macon. Nie tylko Macon, lecz każde miasto w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie - ludzie potrzebują duchowego objawienia mocy zmartwychwstania Pana Jezusa Chrystusa. Zatrzyma to młodzieńczą przestępczość i sprawi, że rozbite domy złączą się ponownie. Sprawi to, że ten kraj będzie tak suchy, iż przemytnicy alkoholu musieliby być pojeni trzydzieści minut, aby mieli dosyć wilgoci w ustach, by mogli splunąć.
Mówię wam, że dzisiaj nie potrzebujemy towarzyskich spotkań; potrzebujemy Ewangelii, która jest głoszona w mocy i manifestacji Ducha Świętego. Z powrotem do społeczności z Panem Jezusem Chrystusem. Amen.
Ależ, czuję się nabożnie w tej chwili. Amen. O, kiedy pomyślę, że mamy tak wspaniały plan zbawienia.
Job będąc prorokiem, wiedział, że jego dusza jest czysta przed Bogiem. Bez względu na to, jak bardzo go oskarżali, on wiedział, że jest niewinny. I Job złożył ofiarę, całopalną ofiarę. To był jedyny sposób, w jaki miał społeczność z Bogiem. Lecz widocznie Bóg odwrócił się plecami do Joba. Jednak on wiedział, że nie zgrzeszył i stał na tym mocno.
40
O, mam nadzieję, że to pojmujecie. Każdy człowiek, który przychodzi do Boga, musi być najpierw doświadczany. Utrapienia i doświadczenia są częścią życia chrześcijanina. Bóg nie obiecał łatwego życia na kwiecistym łożu. Mówię do każdego z was, który przyjmuje uzdrowienie, popatrz, jak diabeł jest wnet na miejscu, aby cię zaraz dręczyć, jak najwięcej potrafi. Bo każdy, kto przychodzi do Boga, musi być najpierw doświadczany.
Job wiedział, że ofiara tam leżała. On złożył ją w ofierze i przelał przy tym krew - to jedyny Boży sposób pojednania grzeszników z Bogiem. On złożył ją w ofierze Bogu i wiedział, że jest sprawiedliwy, kiedy tak czyni. Bez względu na to, w którą stronę uderzały fale, Job stał niezachwiany. Tutaj to macie. Tak właśnie musicie postępować. Nie ważne, co powiedziała pani Kowalska, względnie pani Job. To go wcale nie martwiło. On wiedział, że jest w zgodności z Bogiem, dzięki pojednaniu. On złożył Bogu obmyślaną ofiarę - baranka.
41
Nawet jego żona obróciła się przeciwko niemu, gdy siedział tam na tej kupie popiołu, drapiąc czerepem glinianym wrzody, które pojawiły się na jego ciele. Jego dzieci zostały uśmiercone, jego owce przepadły. Wydawało się, że wydarzyło mu się wszystko to najgorsze, lecz Job nadal pozostał na swoim posterunku. Jego żona wyszła i powiedziała: „Jobie, dlaczego nie przeklinasz Boga, abyś umarł?” On odrzekł: „Mówisz jak głupia niewiasta”.
On wcale nie powiedział, że ona jest głupia; powiedział, że mówi jak głupia. Powiedział jej: „Ty mówisz jak głupia niewiasta. Pan dał, Pan wziął. Niech będzie błogosławione Imię Pańskie”. Tutaj to macie.
42
Potem przyjechał ze wschodu młody książę Elihu, reprezentant Chrystusa. Szkoda, że nie mamy czasu przeanalizować imię „Elah”, itd. Pokazałbym wam, że on był reprezentantem Pana Jezusa. On przybył do Joba i korygował go.
Powiedział: „Słuchaj Jobie, kiedy przypatrujesz się tym kwiatom, jak wchodzą do gleby, a następnego roku wyrastają znowu, drzewo upada na ziemię, i znowu wyrasta. Lecz” - mówił dalej - „człowiek kładzie się i wyzionie ducha. Potem ulegnie zepsuciu. I gdzie on jest? Jego synowie przychodzą i opłakują go, oddają mu honor, lecz on tego już nie czuje”. Dalej mówił: „Jobie, ty przypatrujesz się temu wszystkiemu. Ty jesteś sprawiedliwy, ponieważ złożyłeś ofiarę w przewidziany przez Boga sposób. Przychodziłeś do Boga, by mieć z Nim społeczność. Złożyłeś w ofierze zabite zwierzątko. I ty jesteś sprawiedliwy, Jobie”.
I mówił dalej: „Te kwiaty nigdy nie zgrzeszyły, ani drzewo nie zgrzeszyło. Lecz człowiek zgrzeszył i odseparował się od Boga; dlatego nie powstaje na nowo do życia na wiosnę”. Dalej mówił: „Lecz Jobie, słuchaj, przychodzi Ten sprawiedliwy Zbawiciel, Który może stanąć w obronie grzesznego człowieka przed świętym Bogiem, położyć Swoją rękę na każdym człowieku i dokonać za niego pojednania”.
43
Job, będąc prorokiem, wszedł w Ducha Świętego. To jest jedyny sposób, jak możesz otrzymać cokolwiek mimo wszystko, mianowicie gdy wejdziesz w Ducha. On wszedł w Ducha! Moc Boża zstąpiła na niego. On zobaczył Przyjście Pańskie. Powstał na swoje nogi, otrząsnął się. Grzmoty zagrzmiały, błysnęły błyskawice.
Job powiedział: „Ja wiem, że mój Odkupiciel żyje. A w ostatecznych dniach On stanie na tej ziemi. Choćby robaki skórne zniszczyły to ciało, jednak w moim ciele zobaczę Boga. Ja sam Go zobaczę, moje oczy Go ujrzą, a nie innego”.
44
Nic nie przynieśliśmy na ten świat, z pewnością też niczego stąd nie zabierzemy. Co on zobaczył? On zobaczył, że ten baranek, którego on zabił, reprezentował przyjście Sprawiedliwego. A jeśli Job mógł mieć taką wiarę w przedobraz Syna Bożego w tamtym czasie, jaką wiarę powinniśmy mieć my, którzy wchodzimy do Jego Obecności dzięki pojednaniu, dokonanemu przez Jego własną Krew i Jego śmierć? Amen.
On miał wtedy doskonałą społeczność i Bóg przywrócił mu ponownie dwukrotnie wszystko, co on kiedykolwiek utracił. Jedyne miejsce, które miał Izrael, jedyne miejsce, które Bóg kiedykolwiek obiecał i wyznaczył do spotkania się z grzesznikiem, jest pod Krwią, nie pod jakimś kościołem, nie pod jakąś denominacją. One są wszystkie dobre, lecz trzeba przyjść pod Krwią.
Przyjaciele, o czym staram się rozmyślać? Pragnę wam powiedzieć jedną rzecz: Nie mówię, że nie macie należeć do zboru; macie należeć. Lecz tylko przynależność do zboru nie wystarczy. Musi to być głęboko poświęcony, przez Boga dany Duch Życia w tobie. Nie możesz tego osiągnąć tylko dzięki temu, że masz społeczność z ludźmi. Musisz mieć społeczność z Chrystusem. Musisz narodzić się na nowo. Musisz przyjść pod Krew.
45
Jedynie w komórce krwi znajduje się życie. Chrystus najpierw ukształtował malutką komórkę życia. On zamieszkał w komórce krwi. Lecz kiedy okrutna rzymska włócznia przekłuła tę komórkę krwi na Golgocie, to wyzwoliło z niej Chrystusa, Ducha Świętego. I obecnie, jedyny sposób, jak możesz wejść do Chrystusa, jest przez tą przekłutą komórkę krwi, poprzez moc Bożą, aby oczyściła twoją duszę od grzechu i wprowadziła cię do społeczności z Nim. To jedyny sposób, jak możesz to uczynić.
Potem masz Żywot Wieczny i nie możesz iść na potępienie, ponieważ przeszedłeś ze śmierci do Życia.
46
Zauważcie, że Izrael - gdziekolwiek oni byli, mieli tylko jedno miejsce społeczności. Było pod przelaną krwią. Kiedy człowiek przyszedł, aby był pojednany z Bogiem, on musiał najpierw przyjść do świątyni. Było to miejsce, gdzie były ciała zabitych zwierząt. Była tam krew na ołtarzu i to było jedyne miejsce, na którym Jahwe obiecał spotykać się z ludźmi - pod przelaną krwią; jedyne miejsce, gdzie On kiedykolwiek spotykał się z ludźmi, i jedyne miejsce, gdzie On będzie spotykał się z ludźmi.
Ktoś pytał się tysiące razy: „Bracie Branham, co to oznacza, kiedy odczuwasz, że twoje własne życie odchodzi od ciebie, a Coś wchodzi do ciebie i zajmuje jego miejsce?” Ależ, to jest społeczność z Bogiem. To jest cudowne. Ty wiesz, że to już nie jesteś ty sam. Podporządkowałeś samego siebie kompletnie Bogu. I potem nie ty mówisz. To jest On, który mówi. To nie ty potrafiłbyś coś uczynić, lecz jesteś tak szczęśliwy wiedząc, że On to czyni. I towarzyszy temu taka miłość, że po prostu nie potrafisz powstrzymać swej radości. Ty wiesz, że to Bóg czyni coś dla ludzi.
47
A jak możecie mieć społeczność z Bogiem, kiedy nie możecie mieć społeczności między sobą? Kiedy kościoły są poróżnione, sprzeczają się i kłócą i rzucają argumenty innym kościołom, jak możemy spodziewać się, że miłujemy Boga, kiedy nie możemy miłować jedni drugich? Uważam, że jest najwyższa pora, gdy powinny być usunięte wszelkie bariery i powinniśmy być wszyscy razem, jako jedna wielka jednostka.
Zauważcie, jak Izraelita wchodził pod przelaną krew. Ofiarne zwierzę było najpierw obmyte w miednicy i potem położone na ołtarzu. Grzesznik położył swoje ręce na tego baranka i jego gardło zostało przecięte. Kiedy baranek umierał, jego krew tryskała i ten człowiek odchodził pojednany dzięki tej przelanej krwi. Lecz za każdym razem, gdy zgrzeszył, musiał znowu przyjść i złożyć baranka. I raz w roku była składana ofiara za grzechy. Kto dalej grzeszył, umierał bez miłosierdzia.
48
Gdyby on zgrzeszył, gdyby ten grzech był popełniony dwa razy w roku, to nie ważne, czy to był burmistrz miasta, czy to był król, kimkolwiek on był, został ukamienowany bez miłosierdzia.
Obecnie, kiedy Chrystus jest Barankiem, jeśli raz włożyliśmy nasze ręce na Jego głowę i wyznaliśmy nasze grzechy jako zło, a On przyjął nas, o ileż sroższe będzie karanie, jeśli wzgardzimy dziełem łaski i Krew przymierza, przez którą zostaliśmy poświęceni, zelżyliśmy i uważamy za pospolitą!
Lecz w tamtym czasie on odszedł z powrotem z tym samym charakterem, z jakim tam wszedł. Może to ukłuje trochę niektórych z was, braci. Słuchajcie. Powodem, dlaczego ten człowiek wyszedł po złożeniu krwi baranka… Może on wyszedł z świątyni i znowu zamordował kogoś. On wyszedł z tym samym morderczym duchem w swoim sercu, chociaż był pojednany z Bogiem, bo złożył w ofierze krew.
Lecz wyszedł z świątyni z tym samym duchem w swoim sercu. Może popełniał cudzołóstwo i on wyszedł z tym samym duchem w swoim sercu, ponieważ krew tego zwierzątka nie mogła… W tej krwi było życie. Lecz życie zwierzęce nie może odpowiadać za życie ludzkie, nigdy tego nie zdoła.
49
Lecz kiedy człowiek przyjdzie we właściwy sposób i włoży swoje ręce na Jego głowę we wierze w Pana Jezusa Chrystusa i wyznaje swoje grzechy, wtedy Krew Jezusa Chrystusa oczyszcza go. Tym Życiem, które było w Nim, był Sam Bóg. I to Życie wchodzi do tego człowieka potem, gdy wyznał swoje grzechy i przyjął Chrystusa, i on wszedł do społeczności z Chrystusem przez chrzest Duchem Świętym, a w jego sercu nie ma już więcej pożądliwości do grzechu. Amen.
Dlatego w liście do Hebrajczyków 10. jest powiedziane: „Bo czciciel raz oczyszczony, nie ma już więcej świadomości grzechu”. Wtedy człowiek ma społeczność z Bogiem. Rzeczy tego świata są martwe dla ciebie. Już więcej nie zważasz na nie. Uważasz samego siebie za martwego, a twoje życie jest ukryte przez Chrystusa w Bogu i zapieczętowane Duchem Świętym. Potem spoglądasz na niebiańskie rzeczy.
Dawniej bywało tak, że z trudnością wytrzymałeś w zborze dziesięć minut. Lecz kiedy naprawdę otrzymałeś Ducha Świętego, możesz siedzieć w zborze we dnie i w nocy, bo coś w tobie karmi się. Kłopot w tym, że ludzie dzisiaj mają w sobie świeckie duchy, a chodzą do zboru.
50
Był taki czas, kiedy pracowałem w spółce usług. Pewnego razu poszedłem do pewnej pani powiedzieć jej, że nie zapłaciła rachunku za prąd elektryczny, a jeśli go nie zapłaci, to przyjadą z centrali i odłączą ją od sieci. Podszedłem do jej domu, zapukałem do drzwi i podeszła do nich młoda dziewczyna, młoda kobieta w wieku osiemnastu do dwudziestu lat, odziana w tak skąpym odzieniu, że wystarczyłoby zaledwie na zatkanie lufy muszkietu. Podeszła do drzwi i rzekła: „O, ty jesteś z elektrowni”. Dalej rzekła: „Matka powiedziała mi już kilka dni temu, abym zapłaciła ten rachunek”. Ja odrzekłem: „Tak, proszę pani”. Ona rzekła: „Dobrze, zaczekaj, ja ci dam te pieniądze”. Odrzekłem: „Dziękuję”. Zapytała: „Czy możesz przyjąć te pieniądze ode mnie?” Odpowiedziałem: „Tak, pani”.
Zaczęła iść po podłodze, a w radiu grała właśnie jakaś świecka, zwariowana muzyka jakiegoś wypaczonego skrzypka. Wy wiecie, jak tnie piła - taka właśnie muzyka była nadawana, jakaś stara świecka piosenka. A ona zaczęła się kręcić - muzyka grała bardzo szybko, tak czyni to diabeł. Więc ona zaczęła się kręcić po podłodze i zapomniała w ogóle, że ja tam jestem.
Zaczęła tańczyć po podłodze i wykrzykiwała: „Tudlej, tudlej, tudlej”. Kręciła się po podłodze w jakimś tańcu jazzowo akrobatycznym, rumble mumble i tym podobnie. Wykrzykiwała przy tym bezbożne, dzikie słowa, jakich jeszcze nie słyszałem. I ona się tak kręciła po podłodze, nie bacząc na nic. Aż - nagle rozejrzała się dookoła.
Ja tam stałem i pomyślałem sobie: „Och, co za biedactwo. O rety, ona jest zupełnie tym pochłonięta”. Patrzyłem na nią i pomyślałem: „Cóż, ona jest jeszcze dzieciakiem. Jaka to hańba”. Po chwili zatrzymała się i spojrzała… [Puste miejsce na taśmie - wyd.]
„O nie! Zapomniałam, że stoisz przy drzwiach”. Wzięła pieniądze i podeszła do drzwi. Powiedziała: „Ja po prostu tak bardzo lubię tańczyć”. Odrzekłem: „Tak, pani. Widzę to”.
Więc ona usiadła, a kiedy ten spiker powiedział, że będą urządzać jakiś stary taniec gdzieś na zielonej ciernistej ścieżce, czy coś takiego, ona przyklękła i posłała mu całusa do radia. Powiedziała: „Do zobaczenia, drogi”. I dodała: „Ja tam zaraz będę, aby się zobaczyć z tobą”.
Pomyślałem: „Z pewnością tam będziesz. Nie ma nikogo, kto by cię powstrzymał od tego”. Absolutnie nie.
51
Pewnego razu wylazłem na słup obok fajnego kościoła w naszym mieście. Jest to wielki kościół; dr Brown jest w nim pastorem, jest moim przyjacielem. Kiedy złaziłem z tego słupa - usuwałem z niego stare, niepotrzebne już przewody i kiedy złaziłem w dół, nadszedł doktor Brown. Zapytał: „Jak się masz, Billy”? Odpowiedziałem: „Po prostu fajnie”.
On zapytał: „Masz ciągle duże tłumy ludzi w swojej kaplicy?”
Odpowiedziałem: „Liczne tłumy”.
On powiedział: „Billy, wiesz, od czasu, kiedy jestem w tym mieście - w ubiegłym tygodniu wysłałem kwestionariusze”. I powiedział: „W moim zborze jest tysiąc sześć set, chciałem powiedzieć co najmniej sześć tysięcy ludzi”. Powiedział: „Mam sześć tysięcy członków naszego kościoła, żyją gdzieś tutaj w okolicy”. I powiedział: „Wysłałem kartki do nich, aby się zobowiązali, iż będą przychodzić na nabożeństwa modlitewne co najmniej sześć miesięcy w roku”. I powiedział: „Czy wiesz, ilu odpowiedziało z tych sześciu tysięcy kartek?”
Powiedziałem: „Nie”.
On powiedział: „Dwaj”.
52
Byłem tam raz na nabożeństwie, na którym mieli spotkanie stowarzyszenia kaznodziejów. Jestem jego członkiem. I on wystąpił na podium. Powiedział: „Mamy dzisiaj wśród nas najlepszego skrzypka z naszego państwa. Nie jednego z najlepszych, lecz tego najlepszego”. I brzmi to szokująco, lecz czy wiecie, co oni tam grali na podium? „Indyka w słomie”. Tak jest.
Potem powiedzieli: „Mamy tu najlepszy kwartet, jaki jest w naszym kraju i będą nam śpiewać. Wielki kościół w Sellersburg, tuż na północ od nas. Czy wiecie, co oni śpiewali? „Dom na ranczu”. Wiecie, pomyślałem sobie, że ta impreza skończy się fiaskiem. No cóż, wstałem i wyszedłem. Za to zostałem ekskomunikowany spośród nich.
Lecz patrzcie, ja powiedziałem: „Doktorze Brown…” Opowiedziałem mu to wydarzenie o tej na wpół nagiej tańczącej dziewczynie. Zapytałem: „Czy myślisz, że pan Mac Mitchum będzie musiał tej dziewczynie dać kartkę do podpisania, żeby się zobowiązała, iż pójdzie na ten taniec dzisiaj wieczorem?”
On odrzekł: „Nie”.
Powiedziałem: „Dlaczego? Ponieważ to jest w jej sercu; jej dusza karmi się takim paskudztwem”. Pozwól mi zobaczyć, jakiej muzyki słuchasz. Pozwól mi zobaczyć, jaką literaturę czytasz. Mogę ci zaraz powiedzieć, jaki jest twój charakter. To się zgadza.
53
Powiedziałem więc: „Nie, ona tam pójdzie, choćby musiała dać w zastaw swoje buty”. I powiedziałem: „O, gdybyś tylko miał staromodny ołtarz w swoim kościele i prowadziłbyś tych ludzi, aby zostali napełnieni Duchem Świętym! Wtedy nie musiałbyś wysyłać żadnych kartek do podpisów. Gdy zadzwonią dzwony kościoła, przyszliby mimo wszystko”. To się zgadza.
Dlaczego? Nie możecie się przyłączać do takich społeczności. Musi to być Krew Jezusa Chrystusa, która wprowadza was do społeczności z Chrystusem, to jest jedyna droga. Moi drodzy, moglibyśmy rozmawiać cały wieczór o tych sprawach, lecz przyjaciele, słuchajcie tego. Tak się nigdy nie dowiecie, czym jest doskonałe zadowolenie.
Może jesteście miotani tam i z powrotem, przyłączacie się do kościołów i biegacie, próbując znaleźć to, tamto i owo. Za każdym razem, gdy coś małego wydarzy się tutaj, zaraz lecicie za nowym światłem, za czymś nowym.
Dlaczego nie idziecie po prostu do Chrystusa i nie załatwicie raz na zawsze tej sprawy? Kiedy raz narodzisz się na nowo, to cała sprawa jest załatwiona na zawsze. Raz zrodzony z Ducha Bożego, masz Żywot Wieczny i nie możesz iść na potępienie, ale przeszedłeś ze śmierci do Życia. Potem możesz się cieszyć. Potem modlisz się z radością. Nie musisz zastanawiać się nad tym, czy Bóg coś czyni. Kiedy uklękniesz i modlisz się, jesteś bezpośrednio w Jego Obecności. Kiedy idziesz po ulicy, jesteś wprost w Jego Obecności. Gdziekolwiek się znajdujesz, jesteś w Jego Obecności przez cały czas, ponieważ masz doskonałą społeczność z Synem Bożym.
54
Jakie to cudowne, jakie to zwycięskie życie! Połowiczne życie jest najnędzniejszym życiem, jakie istnieje. A nawiasem mówiąc coś takiego jak połowiczny chrześcijanin nie istnieje. Nigdy takiego nie zobaczycie ani nie zobaczyliście.
Czy widzieliście kiedykolwiek czarnego-białego ptaka w tym samym czasie? Czy widzieliście kiedykolwiek pijano-trzeźwego człowieka? Czy widzieliście już świętego grzesznika? Albo jest człowiek świętym, albo grzesznikiem. Zawsze jesteś po jednej stronie płotu. Jeśli jesteś narodzony na nowo, to jesteś zbawiony.
Jeśli nie jesteś narodzony na nowo, to jesteś bez Chrystusa, bez nadziei, bez Boga na tym świecie. Lecz Bóg poczynił przygotowania, żebyś mógł być zbawiony.
55
On przygotował wszystko, a to wskazywało na dzisiejszy wspaniały czas. W czasie ostatecznym, w którym żyjemy obecnie, kiedy już padają cienie… Pomyślcie tylko, kilka tygodni temu… Kościół już wiele lat głosi, że Pan przychodzi; widać już czas ostateczny! Wszystko, tak wszystko, co wiem, jako kaznodzieja Ewangelii, wskazuje na to, że to jest czas końca. Już jesteśmy na końcu.
Wielka piramida, którą zbudował Enoch - wy, którzy ją studiujecie, wskazuje na czas końca. Zodiak rozpoczyna się Panną - pierwsze przyjście Chrystusa. Kończy się Lwem - drugim przyjściem. Ono jest bardzo blisko.
Naukowy świat krzyczał w całym państwie przed około pięciu tygodniami w niedzielę i ostrzegali, że już widać czas ostateczny, każdej chwili możemy zostać zdmuchnięci z powierzchni ziemi. Żyjemy w czasie ostatecznym.
56
Jak było w dniach Noego, tak będzie w czasie przyjścia Syna człowieczego. O, nie bawcie się, przyjaciele. Czy nie rozumiecie teraz, kim jesteście? Żyjecie sobie tutaj w Ameryce, a nie wiecie, jak toczą się różne sprawy w innych państwach.
Niedawno zabrali mnie hen na północ - do Finlandii i kiedy przelatywaliśmy nad wielką linią graniczną, którą nazywają „żelazną kurtyną”. Potem po przejechaniu około stu pięćdziesiąt mil był długi solidny tunel, który oni zbudowali własnymi rękoma. Niemiecki oficer zatrzymał nas atrapą pistoletu w swoim ręku. Wnętrze naszego małego samochodu, w którym jechaliśmy zacieniły cienie. Ja zapytałem: „Co to ma wszystko znaczyć?” A obok mnie siedział oficer Finlandczyk. Było to tam, gdzie ten mały chłopiec został wzbudzony z martwych i on odwoził mnie z tego miejsca. Myślę, że czytaliście o tym, co się tam wydarzyło.
I on powiedział: „Tam za tą żelazną kurtyną, bracie Branham, mają wszelkiego rodzaju tajemnicze urządzenia. Mają samoloty, które mogą wypuścić w przestrzeń na rakietach, i one zbombardują nasze państwo i wystarczy im na to godzina czasu. Nikt nie potrafi się tam do nich przedostać”.
57
Mają bomby wodorowe i bomby tlenowe, i wszystko wisi tam jakby na wadze. A ludzie brną ustawicznie coraz głębiej do grzechu. Nie chcą już chodzić na zgromadzenia modlitewne wieczorem, raczej włączają sobie telewizory i słuchają „Lucji” i wszystkich innych programów, i tym podobnie, a uważają się za chrześcijan.
No cóż, chyba jestem nikim innym, jak staromodnym włochatym kaznodzieją. Lecz ja wierzę w staromodną ewangelię, głoszoną w głębi lasów, pod gołym nieboskłonem - religię, która uśmierca grzech i obmywa człowieka, i czyni go białym jak śnieg. Bracie, to jest jedyna rzecz, która mnie zbawiła. Ona zrobi ci dobrze, jeżeli ją tylko przyjmiesz. Ona mówi, że musisz przyjść przez Krew Pana Jezusa - to jest jedyna właściwa droga, która jest przygotowana.
58
Chcę to powiedzieć, jako sługa Pański: Ja wierzę, że to mogłoby się urzeczywistnić każdej chwili. Absolutnie unicestwienie! Ono może się zacząć każdej chwili. Popatrzcie, jak było w dniach Noego. Tak właśnie oni wytrącili ziemię z jej równowagi w dniach Noego - kiedy budowali piramidy, sfinksa i tak dalej. Nie moglibyśmy zbudować ich dzisiaj i gdybyśmy musieli. Moc benzyny ani moc prądu elektrycznego nie wystarczy do tego. Jedynie energia atomowa.
Więc oni zatrzęśli ziemią i wytrącili ją z jej orbity. Ona była gorąca i odchyliła się i to spowodowało, że woda pokryła całą ziemię. Tym razem On ma zamiar wdmuchnąć ją do słońca. Po prostu dokładnie, naukowo - wprost przez jego środek. Bóg powiedział, że to się stanie. Obecnie jest to tuż przed nami. Jesteśmy na końcu czasu, a ludzie są ciągle nieprzygotowani.
Bóg posyłał przebudzenia do całego narodu, wielkie znaki i cuda i znamiona pojawiały się wszędzie. Uzdrowienia chorych, wskrzeszenia z martwych, i tym podobnie. A ludzie brną ciągle dalej i pogrążają się, nie bacząc na żadne czerwone światło, przełamując każdą barierę, odrzucając Boga.
59
O, ty mówisz: „Ja chodziłem do kościoła. Jestem tak dobry jak ty”. O to nie chodzi. Czy przyjąłeś Pana Jezusa Chrystusa za swego Zbawcę? Czy jesteś pojednany z Nim?
Może mówisz: „Należę do najpiękniejszego kościoła tutaj w mieście”. O to nie chodzi. Czy jesteś narodzony na nowo z Ducha Bożego? Czy masz społeczność z Nim - doskonałą społeczność? Czy rzeczy tego świata są martwe dla ciebie? O, mówisz: „Przecież nic mnie nie potępia”. Wiesz, mój bracie, niektórzy ludzie nie mają nawet sumienia. Oni po prostu służą swemu…
Pewnego razu stary murzyn zagadnął mnie, kiedy skończyłem głosić na rogu ulicy: „Kaznodziejo, czy wiesz, czym jest twoje sumienie?”
Ja odrzekłem: „Mam o tym pojęcie. Co ty myślisz o tym?”
On powiedział: „Jest to taka mała rzecz, która sterczy i ma cztery ostre szpice”. Miał na myśli ostrza. Powiedział: „Jeśli zrobisz coś źle, ona tnie”. Dalej mówił: „Jeżeli zostawisz ją ciąć dalej, ona wytnie taki okrąg dookoła. I po pewnym czasie nie odczuwasz jej już wcale”. To jest prawdą. Człowiek pozostaje po prostu letnim, zaczyna dryfować i schodzi z właściwej drogi, i po pewnym czasie jest zupełnie na manowcach.
60
Odwróćmy teraz naszą scenę na minutę, zanim zakończę. Popatrzmy na Adama i Ewę tam w ogrodzie Eden. Zgrzeszyli, zostali wyobcowani od Boga i nie mieli już społeczności, byli miotani wszelkim wiatrem nauki, nie wiedzieli, co mają robić. Bóg stanął przed nimi jak na sądzie i ogłosił nad nimi wyrok. Obserwujcie teraz, co oni uczynili.
Oto idzie Adam z Ewą, obejmując się ramieniem wzajemnie. Widzę nieszczęsną młodą Ewę płaczącą teraz. Te piękne, niebieskie, iskrzące się oczy, które wyglądały jak gwiazdy na nieboskłonie, a teraz łzy spływają jej po policzkach. One pokryją się zmarszczkami po pewnym czasie. Te śliczne blond włosy, zwisające jej na plecy, posiwieją. Również czarne kędzierzawe włosy na głowie Adama posiwieją pewnego dnia. Jego wielkie muskuły skurczą się i jego ciało zamieni się w proch, a robaki skórne będą w nim pełzać. Tak musiało się stać.
Choroby i smutek leżały teraz na ścieżce ich życia. I on tam idzie poprzez te niebezpieczeństwa, bez nadziei, wyrzucony z Obecności Bożej. Widzę, jak obejmuje swoimi ramionami swoją ukochaną i łzy spływają mu po policzkach i kapią po jej głowie, potem spływają po jej ciele - łzy zmieszane z krwią z tych skrwawionych skór owczych. I tak oni wychodzili z ogrodu Eden - potępieni.
61
Słuchajcie. Słyszę coś jakby [Brat Branham klasnął dwukrotnie w swoje dłonie - wyd.] Co to było? Była to skrwawiona owcza skóra, uderzająca po nogach Adama, kiedy wychodził z ogrodu, potępiony na śmierć - Boże własne dziecko, wychodzące z ogrodu, oddzielone, wyobcowane od Boga, idące do piekła diabła, bez żadnego miłosierdzia. Kiedy Bóg, który napełnia całą przestrzeń i całą wieczność…
Niedawno byłem hen na Mount Palomar i patrzyłem się przez teleskop w przestrzeń kosmiczną. Mogłem oglądać sto dwadzieścia lat świetlnych przestrzeni kosmicznej. Gdybyście to chcieli przeliczyć na mile, to musielibyście napisać szereg dziewiątek stąd aż do Jeffersonville w Indianie, a pomimo tego nie wystarczyłyby do zapisania tej odległości w milach. I w tej przestrzeni - w systemie słonecznym, widziałem tam ziemie i księżyce i tak dalej i gwiazdy, na odległość stu dwudziestu lat świetlnych przestrzeni kosmicznej.
A Bóg - On napełnia całą tę przestrzeń i cały czas. Gdybyśmy Go skomasowali do butelki z czteroliterowym napisem: m-i-ł-o-ś-ć (w j. ang. „l-o-v-e”), miłość - On nie mógłby przecież patrzeć na to, jak jego dziecko odchodzi od Niego. Słyszę, jak On mówi: „Zaczekaj chwilę, Adamie. Ja położę nieprzyjaźń między potomstwem niewiasty a potomstwem węża. Jego głowa zetrze jej piętę, a jej pięta zetrze jego głowę” - obiecał Zbawiciela. Jaki to był ponury obraz wtedy.
62
Skierujmy teraz naszą kamerę na Jeruzalem cztery tysiące lat później. Pewnego poranka w Jeruzalem- była wielka wrzawa w całym kraju przez trzy i pół roku, bo był tam pewien człowiek, uzdrawiający chorych, czyniący cuda, mający wizje. Twierdził, że jest Synem Bożym. Twierdził, że Bóg był w Nim; że nie czynił nic z siebie samego, ale oddał chwałę i cześć za to Bogu.
Kościół tamtych czasów potępił Go i odrzucił Go, i powiedział: „On nie przyłączy się do naszego kościoła, więc nie będziemy mieć z nim nic wspólnego”. I nie zgodzili się na to, aby członkowie przyjęli Go. „Do swej własności przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli”. On był wzgardzony i odrzucony, i odtrącony: sam Bóg niebios,zamanifestowany w ciele.
Nastał poranek w Jeruzalem; jesteśmy w pokoju. Odsłońmy zasłony; na zewnątrz słyszę hałas. Wyjrzyjmy przez drzwi przez chwilę. Tam, idzie ulicami człowiek z krzyżem na swoich plecach,krwawe ślady stóp pozostają na ulicach, a ten stary krzyż rozmazuje ślady stóp tego, który go niesie; podskakuje na tych starych kocich łbach, kiedy On szedł tą ulicą, udając się na miejsce kary śmierci, aby umrzeć..
Tłumy podążają zanim, niektórzy z nich wołają: „O, On uzdrowił moje dziecko”.
Następny powiedział: „Co On uczynił?”
Inny powiedział:„Precz z takim człowiekiem! On nawet nie musi żyć. On nie zgodzi się z naszym kościołem. On nie zgodzi się z naszą teologią. Precz z takim człowiekiem!”
Miał na swoich ramionach białą szatę. Zauważyłem, że na tej szacie były małe białe plamki…biała szata z małymi czerwonymi plamkami na całej powierzchni. Zastanawiam się,co to za plamki. Kiedy On udaje się w stronę Golgoty, widzę, że te małe plamki stają się większe i większe. Małe czerwone plamki, gdy szedł w stronę Golgoty.On stają się większe i większe. Po chwili łączą się w jedną wielką czerwoną plamę.
Słyszę, jak ponownie ktoś idzie. Kto to jest? Jest to drugi Adam: krew Jezusa Chrystusa,Bożego Syna, krwawiącego na tej krwawej ścieżce dla każdego grzesznika, który chce obrać tę drogę.
Idzie na wzgórze,opuszczony, łzy toczą się po Jego policzkach. „Do Swej własności przyszedł, ale swoi Go nie przyjęli.” Oto idzie On, Ten, który był nasieniem kobiety, co zetrze głowę węża.
Śmierć ma żądło. Widzę, jak pszczoła śmierci lata zajadliwie wokół Niego, gotując się do użądlenia, by odszedł za parę minut - po prostu bzyczy.
Za chwilę, kiedy On jest powieszony tam na krzyżu, by umrzeć między niebem a ziemią, ta pszczoła śmierci użądli Go. Lecz każdy wie, że kiedy pszczoła albo jakiś owad, który ma żądło - jeśli raz użądli, to wyrywa z niego żądło. Nie ma już żadnego żądła.
Chrystus, Syn Boży, będący Bogiem w ciele, przyszedł na ten świat i dokonał to w tym grzesznym ciele, że mógł wyrwać to żądło śmierci.
Kiedy wierzący wchodzi do obecności Bożej, a śmierć zaczyna uderzać w niego, śmierć może bzyczeć tak jak ta pszczoła; ale ona nie ma już żadnego żądła. Śmierć nie ma już żadnego żądła dla wierzącego. Ono zostało wbite w Chrystusa Jezusa tam na krzyżu, gdzie Baranek Boży został zabity przed założeniem świata, by wziąć na Siebie grzech każdego niewierzącego.
I oto tam On jest, wisząc tam. Nic dziwnego, że Paweł mógł powiedzieć, kiedy oni przygotowywali się, aby ściąć mu głowę…
Byłem w tej starej galerze parę tygodni temu, w Rzymie, gdzie oni ścinali głowy. Wpakowali jego stare ciało do kanału ściekowego i jego rozerwane ciało brudziło ulicę.
Co on powiedział? On powiedział: „O śmierci, gdzie jest żądło twoje? Grobie, gdzie jest twoje zwycięstwo? Lecz Bogu niech będą dzięki, który daje nam zwycięstwo przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”.
Po tamtej stronie- siedząc przed każdym mężczyzną i kobietą, chłopcem i dziewczyną tutaj dzisiaj- są wielkie czarne drzwi: są nazwane „Śmierć”. Z każdym jednym biciem twego serca przybliżasz się o krok do tych drzwi. A pewnego dnia musisz przez nie przejść, ponieważ każdy śmiertelnik musi stawić temu czoła.
Kiedy nastanie ostatnie uderzenie mojego serca, nie chcę przejść przez te drzwi jako tchórz. Nie chcę przejść przez te drzwi jak ktoś z tego świata. Chcę przejść przez nie,wiedząc to, że kiedy moje serce uderzy po raz ostatni, chcę przyoblec się w szatę Jego sprawiedliwości i iść z Nim, wiedząc to, że znam Go w mocy Jego zmartwychwstania, dopóki on mnie nie wywoła z umarłych, pokażę z tymi, którzy będą żywi.
O grzeszny człowieku, dzisiaj bez nadziei
Moja wiara nie jest zbudowana na niczym innym,
niż na krwi Jezusa i Jego sprawiedliwości.
A kiedy wszystko inne zawiedzie,
On jest moją nadzieją i przystanią.
Na Chrystusie mojej skale stoję
A wszystko inne jest tylko sypkim piaskiem.
Czy to jest denominacja kościoła, społeczność z tym światem, cokolwiek to jest, wszystko poza Panem Jezusem Chrystusem jest grząskim piaskiem.
Skłońmy nasze głowy przez chwilę. Każdy- módlcie się cicho.
Nasz Niebiański Ojcze, jesteśmy tak bardzo wdzięczni za Ciebie. Tylko wyobrażając sobie, że to Ty niosłeś ten stary szorstki krzyż na ramionach, krew broczyła po Twych plecach. Szedłeś na Golgotę, by zająć moje miejsce. Może zanim nastanie poranek, Ty zawołasz mnie. Może są tu tacy, Panie, których zawołasz, zanim słońce zajdzie dzisiaj po południu.
Stojąc tutaj dzisiaj, praktycznie na ile nam jest wiadomo, zdrowi ludzie, a jednak ich serce może zatrzymać się zanim zajdzie słońce. W tym audytorium mogą być ludzie dzisiaj, którzy może męczyli się, czy umrą w swoim stanie, zanim zajdzie słońce albo może pójdą spać dzisiaj wieczorem jako zdrowi, radośni, śmiejący się ludzie, a zanim obudzą się rano, będą w innym świecie. Kiedy te linie, którymi idziemy, nazywane „liniami życia” są kruche, nie wiemy, kiedy złamią się.
Boże, bądź nam miłościw i pobłogosław niezbawionych i przyprowadź ich do społeczności z Twoim drogim, umiłowanym Synem. Uczyń to, Ojcze. Pozwól im poznać, że tylko przez pojednanie dzięki krewi Pana Jezusa mogą Go dzisiaj otrzymać. Ty uzdrawiasz chorych, sprawiasz, że ślepi widzą, głusi słyszą, wzbudzasz z martwych tych,którzy odeszli. Lekarze odchodzą i posyłają do kostnicy, a ty przychodzisz i przyprowadzasz ich z powrotem.
Jesteśmy na końcu drogi, Ojcze. Modlę się, aby oni… żeby w imieniu Jezusa, abyś przyprowadził grzeszników do Siebie, bowiem prosimy o to dla Jego chwały.
Podczas gdy każda głowa jest pochylona, zastanawiam się dzisiaj, kiedy stoimy tutaj w obecności Boga i w tym ogromnym nieznanym towarzystwie, jeśli jest tutaj mężczyzna lub kobieta, którzy są z dala od Chrystusa, tutaj, na dolnym piętrze, czy nie podniesiesz swoją rękę, a przez to powiesz Jezusowi - nie mi, twemu bratu, ale Chrystusowi - powiesz: „Panie, jestem grzesznikiem. Chcę, żebyś mnie zbawił.Chcę przyjść. Byłem miotany. Długo zastanawiałem się, czy jest to właściwe, czy też nie. Chcę wiedzieć, czy jestem w porządku. Chcę, abyś objawił się mi dzisiaj. Podnoszę moją rękę do Ciebie, Panie”.
Czy podniesiesz swoją rękę, gdziekolwiek na dolnym piętrze? Niech ci Bóg błogosławi. To jest dobre. Niech ci Bóg błogosławi, bracie. Czy ktoś jeszcze? Niech ci Bóg błogosławi. Czy ktoś jeszcze? Niech ci Bóg błogosławi, siostro. Niech ci Bóg błogosławi, bracie. To jest wspaniałe. Niech ci Bóg błogosławi, panie, widzę tam twoją rękę.
Niech każdy jest teraz w modlitwie. Powiedz: „Panie, bądź miłościw dla mnie”. Niech ci Bóg błogosławi, pani, widzę cię po mojej lewej stronie.
Tylko podnieś swoją rękę i powiedz: „Czy przyniesie to coś dobrego, bracie Branham?” Oczywiście. Pamiętaj, Jego obecność jest tutaj.
Czy jest ktoś na balkonie, tutaj po mojej prawej stronie, tutaj? Podnieś swoją rękę, powiedz:„Bracie Branham, nie jestem chrześcijaninem, chcę, żebyś modlił się za mnie”. Niech ci Bóg błogosławi, panie. Niech ci Bóg błogosławi. Niech ci Bóg błogosławi,właśnie, prosto przed nami, teraz.
Czy jest jeszcze ktoś w tej części balkonu, czy podniesiesz swoją rękę? Niech ci Bóg błogosławi.Z lewej strony, tutaj, czy jest ktoś tutaj, kto podniósłby swoją rękę? Niech ci Bóg błogosławi, panie, tam w tyle. Niech ci Bóg błogosławi, pani. Niech Bóg błogosławi ciebie, ciebie, ciebie, ciebie. Niech was Bóg błogosławi. To jest…Niech ci Bóg błogosławi, panie, widzę twoją rękę.
Pamiętaj, że Pan Jezus cię widzi. Tylko…