Zakon

Chicago, Illinois, USA

55-0115

1
Byłem — pewna mała dziewczynka przyszła tam na nabożeństwo; wielu z was widziało to. Było to w artykule „My ludzie”. Opublikowano ten artykuł o małej ślepej dziewczynce [Puste miejsce na taśmie — wyd.] … w wielu. A więc oni… Ta mała dziewczynka uczepiła się mnie i trzymała się mnie dalej. Była to mała dziewczynka, nosiła okulary, miała bardzo kiepski wzrok. Zaledwie rozpoznawała cienie i myślę, że to było wszystko, co ona widziała. Ja nie… Wybaczcie mi, ale myślę, że ona nie widziała nawet cieni. Myślę, że z trudnością odróżniała światłość od ciemności. Nie przypominam sobie tego teraz już dokładnie, lecz poprzedniego wieczora było tam małe dziecko ze zdeformowanymi stopami i miało na nogach już kilka lat ortopedyczne szynki. I Duch Święty przemówił i powiedział im jak długo — było tak już cztery lub pięć lat, i powiedział, co się stanie. I potem wyszła jego matka i odpięła mu te szynki, i oto ono przechodziło po podium zupełnie normalnie.
2
I było to tam, gdzie ten mężczyzna na wózku inwalidzkim… Pani Morgan była pielęgniarką z kliniki Mayo i ona została uzdrowiona z choroby raka. Była już osiem lat na liście zmarłych; tak sobie myśleli. Lecz ona jest ciągle pielęgniarką. Chwała — ponieważ Pan Jezus uzdrowił ją. I ona interesowała się tym mężczyzną. Otóż, możemy mu dać kartę modlitwy, lecz zawołać go do kolejki modlitwy — tego nie możemy. „Bowiem to jest… My… Musi to uczynić suwerenny Bóg. My po prostu rozdajemy te karty każdego dnia na nowo. I kiedykolwiek przyjdzie mi to na myśl, wywołuję po prostu kilku ludzi, i odczuwam, że tego właśnie Bóg pragnie, rozumiecie — kogokolwiek On obiera. W taki sposób nikt nie wie po prostu, gdzie to będzie. Tak samo bracia, którzy rozdają te karty, Billy i czasami brat Woods, czy ktokolwiek mu pomaga, oni po prostu nie wiedzą, która karta to będzie. I ja też nie wiem. Po prostu przychodzę i wybieram od pewnego numeru.
I ten biedny człowiek był na nabożeństwie każdego wieczora, ale nie otrzymał karty. I on był… Było to na ostatnim wieczornym nabożeństwie — przynieśli go tam i położyli. On próbował się poruszyć — leżał na swoich plecach. Zobaczyłem w wizji, że Pan Jezus go uzdrawia. Więc musiałem — w tej wizji miałem podejść do niego i dotknąć się go. Nie wiem dlaczego; inaczej by się to… Byłem po prostu posłuszny temu, co Bóg polecił mi uczynić, to było wszystko.
3
A więc, kiedy szedłem w kierunku niego, by się go dotknąć, był tam pewien mężczyzna, cały pokręcony przez artretyzm w zaawansowanym stanie, na skutek czego jego palce i członki były wykręcone. I przechodząc koło niego, dotknąłem się go i ten mężczyzna zaraz powstał ze swego wózka inwalidzkiego i zaczął podskakiwać, i musieli go usadowić na krześle. Ten drugi stary mężczyzna dotknął się tylko lekko mojego odzienia, czy coś w tym sensie, kiedy przechodziłem koło niego. Otóż, wy wiecie, że w mojej marynarce czy w odzieniu nie ma niczego do uzdrawiania. Nie chodziło tu o mnie. Było to coś, na czym on mógł odpocząć swoją wiarą, rozumiecie, coś, w co on uwierzył.
I mniej więcej po tygodniu od dnia, kiedy ten mężczyzna został uzdrowiony i wyskoczył ze swego wózka inwalidzkiego, jechał drogą swoim samochodem i popatrzył na bok, i zobaczył mężczyznę, orzącego pole ciągnikiem, i poznali się wzajemnie. Był to ten mężczyzna, który tam leżał na noszach. Wyskoczył więc ze swego samochodu a ten drugi ze swego ciągnika, podbiegli do siebie i objęli się wzajemnie, i po prostu podskakiwali przez chwilę, uwielbiając Pana.
I dzięki uzdrowieniu tego mężczyzny z wózka inwalidzkiego zostałem zaproszony, abym się modlił o króla Jerzego z Anglii, bo był przyjacielem jego prywatnego sekretarza, który posłał mi wiadomość, abym się modlił o niego. I ten król został uzdrowiony ze stwardnienia rozsianego. Myślę, że on mógł powstać tylko na chwilę, czy coś w tym sensie. Nie pamiętam już. Dostałem list od niego, na którym była jego pieczęć.
4
Otóż, ta ślepa dziewczynka otrzymała owego wieczora swój wzrok. Błogosławiony Pan Jezus przywrócił wzrok tej dziewczynce — była to na pewno cudowna rzecz. I ona była tak bardzo szczęśliwa z powodu tego. Wywołało to wielkie poruszenie wszędzie. I to czasopismo „My ludzie” opublikowało to. Czasopismo to jest drukowane w wielu językach — jedno z największych… Publikują w nim artykuły naukowe i religijne, i tak dalej. A prócz tego wy ludzie ze Zborów Bożych — pojawiło się to również w waszej gazecie. Kilka czasopism zwiastujących uzdrowienie opublikowało to także. Niech będzie za to oddana wszelka chwała naszemu Panu Jezusowi, który tego dokonał.
5
Słyszałem, jak brat Boze powiedział kilka minut temu: „Ludzie przejechali wiele mil, by tu przybyć”. Na pewno. Prawdopodobnie dostanę listy od wielu ludzi z ich hotelów itd., którzy przybyli z różnych stron tego kraju, oznajmiające: „Otóż, przebyliśmy długą podróż, żeby przybyć tutaj; przywieźliśmy chore dziecko. My…” Potem przyjdzie dalsze świadectwo. Może następnego dnia otrzymam następny list, oznajmiający: „Pan uzdrowił je ubiegłego wieczora w czasie podróży; przyjechaliśmy do domu szczęśliwi”. A zatem, jesteśmy tak wdzięczni za wszystkie te rzeczy. Niech będzie Pan uwielbiony.
6
A teraz — zauważyłem, że w tym budynku pozostał tylko jeden wózek inwalidzki względnie nosze; nie ma ich więcej. Oznajmiono mi, że niedawno wieczorem pewna pani z kliniki braci Mayo została uzdrowiona z czegoś. Widziałem o niej wizję i ona została uzdrowiona. A jest tutaj pewna mała dziewczynka, która siedzi w wózku inwalidzkim. Droga siostro, żywię nadzieję, że za godzinę od teraz nie będziesz już w nim siedziała. Jezus Chrystus uzdrowi cię i odejdziesz stąd. Życzyłbym sobie, żebym mógł coś uczynić w tej sprawie, na przykład zejść na dół i uzdrowić cię. Droga siostro, ja mam w domu również małą córeczkę; ona ma dopiero osiem lat, lecz zastanawiam się, co gdyby ona siedziała tutaj w tym wózku inwalidzkim? Ja byłbym szczęśliwy, gdyby ją Jezus uzdrowił. Będę się więc cieszył, kiedy On uzdrowi ciebie. Ja mogę powiedzieć tylko to, co On poleci mi powiedzieć, rozumiesz. Módl się więc. Ja wierzę, że Jego wolą jest uzdrowić cię. Jeżeli twoja wiara potrafi się podnieść tak wysoko, to ta choroba ustąpi. Więc…
To jest jedna rzecz: nigdy nie będziemy wiedzieć, dlaczego ci siedzący w tym budynku — i widzę, że ktoś siedzi tutaj może i jest paskudnie chory, a zostanie uzdrowiony, a ktoś inny siedzi tutaj i nie jest tak bardzo chory, a nie zostanie uzdrowiony. A czasami ten schorzały człowiek nie zostanie uzdrowiony, a ten drugi, który nie jest tak bardzo chory, zostanie uzdrowiony.
7
Kilka wieczorów temu — być może ta osoba jest tutaj w tym budynku dzisiaj wieczorem. Oni są z tego instytutu — z tej słynnej szkoły tutaj po drugiej stronie, z tej uczelni. Oni mnie powiadomili — napisali mi list oznajmiający: „Bracie Branham, próbowaliśmy skontaktować się z tobą w całym kraju w sprawie tej dziewczyny, która odeszła i była zgubiona rok lub dwa lata”, czy co się wydarzyło. A FBI orzekła, że ta dziewczyna umarła, czy coś w tym sensie. Odeszła z jakiejś hulanki z narkomanami, jak sądzę, czy z jakiejś zabawy, na której była. Odeszła z niej z pewnym mężczyzną i tyle ją widziano. I oni sobie myśleli, że może poproszą mnie, abym się modlił i Pan pokaże mi wizję, co się właściwie stało.
I jest was tutaj wielu z różnych stron — zastanówcie się tylko nad sobą i rozmyślajcie o tym, co działo się gdziekolwiek, co kiedykolwiek widzieliście lub słyszeliście, albo o czym mówił ktoś inny — że każdym razem, kiedy On oznajmi, co się będzie dziać, urzeczywistni się to każdym razem. Widzicie więc, że tutaj nie chodzi o waszego brata, ponieważ ja jestem tylko… ja mógłbym — jestem tylko człowiekiem.
8
Lecz owego dnia miałem tak wiele różnych spraw, o które miałem się modlić. Było tam chore dziecko i ludzie chorujący na różne choroby. Pomyślałem sobie: „O, rety!” Wszedłem do budynku owego wieczora i modliłem się aż do około 11. godziny. Potem wróciłem, wszedłem do mego pokoju i położyłem się do snu. Następnego poranka obudziłem się o 3.30 lub o 4. godz. i pomyślałem: „Dobrze, zastanawiam się, z powodu czego On obudził mnie o tej porze”. Wstałem więc z łóżka, włączyłem lampkę przeczytałem rozdział z Biblii i czekałem krótką chwilę. I po chwili zacząłem się kłaść z powrotem do łóżka. Podniosłem mój wzrok i zobaczyłem przychodzącą młodą panią. Była ubrana w brązowy aksamitny kostium (tak go nazywacie, myślę), składający się z żakietu i sukni, wiecie. A więc, ona szła w ten sposób, miała jakieś czerwone włosy, rudawe, ciemno czerwone włosy, powabnie wyglądająca dziewczyna, raczej mocniejszej budowy, i uśmiechała się. Powracała do domu.
Rozpoznałem więc, że to jest coś, czego Pan chciał. Więc skoro tylko zajaśniało światło dzienne, mieliśmy nasze — moja żona raczej miała przedzwonić do siostry, która wysłała ten list; nie podawał żadnego opisu. Więc ona przedzwoniła i była to ta dziewczyna. To była ona — miała czerwone, rudawe włosy i powracała do swojego domu. Jak cudownym jest Pan.
9
Owego poranka widziałem ciągle przede mną małe dziecię. Przedzwoniłem do biura i oni przeczytali wszystkie listy, których jeszcze nie wysłali„. Pomyślałem: „O, Boże, gdzie jest to niemowlę?” Rozejrzałem się znowu, miałem ten spis w domu, przeczytałem go, nie było w nim żadnego niemowlęcia. Miałem tam tylko jedno małe dziecko w wieku około 5 lat, które miało raka w obu oczach — na południu w Kentucky. Lecz On mówił ciągle: „Jest to niemowlę”. Wertowałem ciągle te listy i zastanawiałem się, gdzie może być to niemowlę. Nie otrzymałem wizji. Wiedziałem jednak, że ono istnieje; chodziło o małe dziecię, niemowlę.
Przypadkowo przypomniałem sobie, że kiedy siedziałem w mojej kaplicy około dwa tygodnie przedtem, mała dziewczynka poszeptała mi do ucha i rzekła: „Módl się o moją najmłodszą siostrzyczkę”. Pomyślałem: „To jest córeczka kaznodziei Ledforda”, baptystycznego ewangelisty. Jestem pewien, że o nią właśnie chodziło i ona mi to powiedziała. Dobrze, zatelefonowałem — znalazłem jego nazwisko w książce telefonicznej i zadzwoniłem do kaznodziei Ledforda. Lecz nie było go w domu.
10
Zadzwoniłem więc znowu do mojego biura, a sekretarka powiedziała: „Otóż, on ożenił się z pewną dziewczyną tutaj w mieście, która nazywała się — zapomniałem — myślę, że Thompson lub podobnie… Jackson, Jackson. Więc on powiedział… Ona podała mi imię jej ojca — Thomas Jackson. Przedzwoniłem więc do nich i powiedziałem: „Jestem bratem Branhamem”. I powiedziałem: „Nie chcę, abyście sobie myśleli, że jestem mentalnie upośledzony, lecz…”
A ona zapytała: „Dlaczego, bracie Branham?”
Powiedziałem: „Otóż, dzisiaj rano przez ostatnie dwie godziny, nim wyszedłem z mojego gabinetu, ciągle zjawiało się małe niemowlę przede mną”. I powiedziałem: „Kiedy tylko pomyślałem o tej małej — o twojej małej wnuczce, która mi to poszeptała do ucha — była to córeczka kaznodziei, że jej najmłodsza siostrzyczka jest chora…” Powiedziałem: „Duch Święty ostrzegał mnie właśnie, że chodziło o to niemowlę”.
A ona zaczęła płakać i powiedziała: „Bracie Branham” — mówiła — „oczywiście, ja ciebie znam. Chodzę do twojego zboru”. Natomiast ja nie bywam w nim tak często, by wiedzieć, kto do niego chodzi. Ona powiedziała: „Rozumiem”. Dalej rzekła: „Jak cudowny jest nasz Pan”. I mówiła: „To niemowlę było półprzytomne ostatnich dziesięć dni. Nie można mu było w żaden sposób pomóc. Lekarze zostawili je zrezygnowani. Było w szpitalu i dawali mu transfuzję krwi tego poranka. Ojciec i matka byli tam i dlatego nie odpowiadali na telefon, oczekiwali bowiem, że to niemowlę odejdzie z tej ziemi każdej chwili”.
11
I ja wiem, jak oni dają transfuzję krwi niemowlęciu — wkłują igłę do żyły tutaj w głowie. Rozumiecie? I jest to bardzo… Wydaje się, że to jest bardzo bolesne dla tego niemowlęcia, lecz tylko w tym miejscu potrafią trafić w żyłę. I powiedziałem: „Dobrze, poczekam może godzinę, aż skończą jej dawać transfuzję, potem pojadę do szpitala”.
Ona zaczęła płakać i rzekła: „Bracie Branham, czy myślisz, że to niemowlę…”
Ja odrzekłem: „Nie wątp w to wcale, to niemowlę będzie żyć”. Dalej powiedziałem: „Ja to po prostu wiem”.
Ona powiedziała: „O, bracie Branham, ja w to wierzę całym moim sercem. Jeżeli ty tak powiedziałeś, ja temu wierzę”.
Ja odrzekłem: „Nie mów tego dlatego, że ja tak powiedziałem; mówię to dlatego, ponieważ to nie była wizja, było to objawienie. Ja wiedziałem — zapomniałem o tym niemowlęciu, lecz Bóg objawił tą sprawę na nowo”. Więc powiedziałem: „Będę się teraz modlił o to niemowlę i będę się modlił godzinę, potem pojadę do szpitala”.
12
I przyjaciele, szpital mógłby wam dać sprawozdanie o tym, także ojciec i matka. Wyjechałem około godzinę później albo może godzinę i pół później — do tego szpitala. Jej matka stała tam i czekała na mnie, z wielkim serdecznym uśmiechem na swej twarzy. Ja powiedziałem: „Dzień dobry”. I zapytałem: „Czy jesteś panią Ledford, żoną kaznodziei D. W. Ledforda?”
Ona odrzekła: „Tak, jestem”. I powiedziała: „Ty jesteś bratem Branhamem. Czy sobie mnie nie przypominasz?”
Ja powiedziałem: „Myślę, że cię już widziałem, siostro”.
Ona powiedziała: „Otóż, jeździmy do waszego zboru, wiele razy już tam byliśmy”. Powiedziała: „Oczywiście, od czasu kiedy wyjechałeś, wiem” — mówiła — „mój mąż głosił w twojej kaplicy”. A ja odrzekłem: „Dobrze, jestem za to wdzięczny”. I łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Pomyślałem: „Hm, to…” Coś musiało się wydarzyć.
13
Więc ona powiedziała: „Kaznodziejo Branham, moja matka telefonowała mi przed około godziną”. I mówiła: „Ona mi powiedziała, co ty widziałeś w wizji i co wydarzyło się dzisiaj rano”. Dalej mówiła: „To niemowlę — ja jestem tutaj z nim; oni się spodziewali, że ono umrze każdej chwili”. I powiedziała: „Lekarze nawet nie wiedzą, co mu dolegało”. Dalej mówiła: „Wiemy tylko jedno — że to była cukrzyca”. A ono miało dopiero pięć miesięcy. I mówiła: „Była to cukrzyca i zapomniałam, co wszystko oni jeszcze stwierdzili, lecz nie wiedzą, co było powodem tej półprzytomności”. I powiedziała: „Rozmawiałam z moją matką. Kiedy mi to powiedziała moja matka, wiedziałam w moim sercu, że to niemowlę będzie żyć”. I powiedziała: „Kiedy się odwróciłam, ono kopało swoimi piętami, robiło gu-gu-gu i uśmiechało się”. Powiedziała: „Chodź, popatrz na nie”. I powiedziała: „Więc ja czekam teraz po prostu na lekarza, aby je zwolnił ze szpitala” — doktor Roby z Jeffersonville.
Wszedłem do pokoju, a to małe niemowlę miało podniesioną swoją butelkę ot tak i piło. Lekarz obejrzał się na mnie i znowu na te małe bezzębne usta, uśmiechające się ot tak i włożył mu jego butelkę z powrotem do ust. Jego matka starała mu się wyjąć tę butelkę. O, nie, ono wzięło ją znowu do ust. Potem lekarz wszedł znowu i zbadał to niemowlę, i powiedział: „Zabierzcie je do domu. Już mu nic nie dolega”.
Rozumiecie? Jest lepiej postępować według kierownictwa Ducha Świętego. Gdybyśmy my chrześcijanie mogli tylko uciszyć samych siebie, rozumiecie, i nie bylibyśmy w takim pośpiechu. Uciszmy się. Jedno powołanie od Pana ma większe znaczenie, niż dziesięć tysięcy naszych własnych ludzkich wysiłków. Wierzmy Mu całymi naszymi sercami. On jest taki miły.
14
Otóż, dzisiaj jest to sobotni wieczór; jutro rano wstaniecie z łóżek i pójdziecie na lekcję szkoły niedzielnej. [Pewien brat mówi: „Czy możemy ustawić wzmacniacz trochę głośniej? Obawiam się, że ci, którzy siedzą w tyle, nie słyszą dobrze” — wyd.] Więc niech technik — ktokolwiek troszczy się o to…
Pragnę teraz, abyście otworzyli razem ze mną Pismo Święte, które będziemy czytać. Ufamy teraz, że Bóg spotka się z nami w Swoim Słowie. Czy wierzycie, że Bóg jest w Swoim Słowie? Zawsze.
Tak się składa, że jutrzejszy wieczór będzie naszym ostatnim wieczornym nabożeństwem. Pozostajemy zazwyczaj pięć wieczorów — trzy do pięciu wieczorów. W następnym tygodniu pojedziemy dalej, o ile Pan pozwoli, pojedziemy zaraz dalej. Więc my… Staram się więc, aby nie wygarnąć wszystkiego z siebie na raz. Przemawiam ze Słowa przez pewien czas i to sprawia mi wielkie odprężenie.
15
Więc teraz będziemy czytać z listu do Hebrajczyków, 10. rozdział, pragniemy przeczytać pewien odcinek ze Słowa. I zajmę po prostu około dwudziestu, trzydziestu minut, jeżeli Bóg pozwoli, i będę przemawiał na ten temat. Nie jest to ustalone z góry; ale po prostu tak, jak mnie Duch Święty poprowadzi w tej chwili. Otóż, miłuję czytanie Słowa, bo wiara przychodzi przez słuchanie; wiara jest ze słuchania Słowa Bożego. I ja Je miłuję, wiem bowiem, że to jest Boże Słowo dla nas. Paweł pisze tutaj (wierzymy, że to był Paweł) do Żydów 10, 1-3. Przeczytajmy to:
„Albowiem zakon, zawierając w sobie tylko cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy, nie może w żadnym razie przez te same ofiary, nieprzerwanie składane rok w rok, przywieść do doskonałości tych, którzy z nimi przychodzą. (Pragnę podkreślić to słowo „doskonałość”.)
Bo czyż nie zaprzestanoby ich składać, gdyby ci, co je składają, nie mieli już żadnej świadomości grzechów (wzg. pożądliwości do grzechu, mówi lepsze tłumaczenie), gdy raz zostali oczyszczeni?
Przeciwnie, one właśnie przywodzą na pamięć grzechy co roku„.
Teraz 11. werset:
„A każdy kapłan sprawuje codziennie swoją służbę i składa wiele razy te same ofiary, które nie mogą w ogóle zgładzić grzechów;
Lecz gdy On złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej,
Oczekując teraz, aż nieprzyjaciele jego położeni będą jako podnóżek stóp jego.
Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni„.
16
Chcielibyśmy rozważać o tym dzisiaj wieczorem w terminologii tego wspaniałego listu apostoła Pawła, bo wierzymy i będziemy temu wierzyć. (Znawcy Pisma nie ustalili jeszcze, kto napisał list do Hebrajczyków, lecz wierzymy, że to był św. Paweł). On próbował to pokazać i posługiwał się mniej lub więcej — on był tutaj typologiem. Próbował pokazać, że zakon był cieniem przyszłych dobrych rzeczy, które miały przyjść, i nie był tym właściwym obrazem, tzn. tymi rzeczywistymi dobrymi rzeczami; on był tylko ich przedobrazem.
Wiele razy słyszałem ludzi cytujących Psalm 23. i mówiących: „Tak, choćbym przechodził doliną cienia śmierci…” Jeżeli zwrócicie uwagę, nie jest to ciemny cień; jest to po prostu cień. Nie ma w nim ciemności. „Cień doliny śmierci”. Otóż, nie mogłoby to być ciemne, a jednak rzucać cień. Musi być bowiem pewna ilość światła, zanim może powstać cień. Gdyby to było zupełnie ciemne, nie byłoby tam cienia. Więc: „Choćbym przechodził cieniem doliny śmierci”.
Zatem musi byś wystarczająca ilość światła, aby powstał cień. Gdyby tutaj było ciemno, mój cień nie padałby na tę kazalnicę. Lecz skoro jest tutaj światło, ono sprawia, że pojawia się cień. Rozumiecie? Więc śmierć jest ciemna pod pewnym względem, lecz jest to tylko cień. Rozumiecie? „Dolina cienia śmierci…” Zatem musi być pewna ilość światła w śmierci, aby mogła rzucać cień. Czy nie cieszycie się, że tak jest, że w tej dolinie jest światłość?
17
Pewnego dnia pójdziemy wszyscy tą drogą, przyjaciele. Każdy z nas jest na tej drodze dzisiaj wieczorem. I każde uderzenie naszego serca pomniejsza o jedno ilość wszystkich jego uderzeń, które jeszcze zrobi. Ono uderzy po prostu tyle i tyle razy podczas tej pielgrzymki. Pewnego dnia uderzy po raz ostatni. Potem musimy przejść przez dolinę cienia śmierci. Jesteśmy więc tak szczęśliwi, iż było nam obiecane, że Poranna Gwiazda spotka nas tam i oświetli tą dolinę, i będzie nam świecić, abyśmy mogli przejść na drugą stronę tej rzeki.
Ja muszę odejść tą drogą pewnego dnia. Dlatego właśnie pragnę poświęcić całe moje życie dla Pana Jezusa — wszystko, cokolwiek mogę uczynić dla Niego. I mogę Mu służyć tylko wtedy, gdy służę Jego ludziom. Możecie Go miłować tylko wtedy, gdy miłujecie się wzajemnie. Ja mogę Go miłować tylko wtedy, gdy miłuję was, a wy miłujecie mnie. A razem miłujemy Boga. I my stajemy się Jego dziećmi dzięki temu, że ja służę wam, a wy służycie mi. I tak właśnie służymy Bogu. Jezus powiedział: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Więc jeśli pragniemy błogosławieństwa, bądźmy błogosławieństwem dla kogoś innego, a to błogosławieństwo powróci. Tak jak rzucalibyście chleb na wodę — on powróci. I to jest prawdą. Stwierdzicie to na wszystkich drogach waszego życia. Zazwyczaj zbieracie takie żniwo, jakie zasialiście. Więc czyńmy dobrze. Mówmy dobrze o drugich i bądźmy życzliwi. Gdy ludzie obmawiają nas, my będziemy mówić dobre rzeczy i życzliwe rzeczy. I dobre rzeczy zajdą nam drogę — jeżeli będziemy je rozdawać.
18
Zatem, Paweł mówi tutaj o dolinie, względnie o cieniu, o zakonie będącym cieniem dobrych rzeczy, które miały przyjść, który jednak nie potrafił uczynić wiernego doskonałym. Potem on kontynuuje dalej, by pokazać, czym jest doskonałość. Otóż, dziwna rzecz, że takie są myśli tak wielu ludzi. Oni mówią: „Otóż, ja jestem słaby, moja wiara nie jest taka mocna; nie jestem zbyt dobrym chrześcijaninem”. To jest właśnie to, co diabeł chce ci wmówić. Wtedy posługujesz się jego językiem. Rozumiesz? Nie wolno ci nigdy tak mówić. Nigdy nie pozwól, aby twoje świadectwo było negatywne; niech ono jest pozytywne przez cały czas. „Ja jestem zbawiony. Mam Boga w moim sercu. Wierzę Mu całym moim sercem”. Czy wierzysz w Boże uzdrowienie? „Całym moim sercem”.
Niechaj twoje świadectwo i twoje myśli są zawsze pozytywne. Nigdy nie pozwól, by jakaś negatywna myśl przyszła ci do głowy, jeżeli potrafisz sobie pomóc w tej sprawie. Gdy zacznie przychodzić, nie igraj sobie z nią. Otóż, ty mówisz: „Nie mogę sobie pomóc, aby mi nie przychodziły takie myśli”. Dobrze, będzie to jak w przypadku tego rolnika, który powiedział, że nie potrafił zabronić ptakom, aby nie przelatywały nad jego głową, lecz na pewno potrafił zabronić im, aby sobie nie zrobiły na niej gniazda„. Więc to jest ważna — to jest dobra rzecz. Rozumiecie? Nie możecie sobie pomóc, kiedy przychodzą te myśli, lecz nie igrajcie sobie z nimi; puśćcie je po prostu z głowy. „O, nie. Jezus Chrystus jest moim Zbawicielem; wszystkie rzeczy są moje dzięki Bogu. I ja będę się ich trzymał. Będę o nich świadczył”.
I Bóg może cię błogosławić tylko wtedy, gdy wyznajesz, że On uczynił to dla ciebie. Widzicie, On jest Najwyższym Kapłanem naszego wyznania. Czy się to zgadza? List do Hebrajczyków 3. On powiedział, że On jest Najwyższym Kapłanem naszego wyznania. On może czynić to dla nas tylko wtedy, gdy to przyjmujemy, wierzymy w to i wyznajemy to.
O, być może jutro po południu, jeżeli Bóg pozwoli, pragnę rozpatrzyć coś, co odczuwam tak mocno w moich myślach w tej chwili — mianowicie jak przyjąć Pana Jezusa. Lecz może będzie lepiej podjąć się tego na lekcji szkoły niedzielnej jutro po południu.
19
Dzisiaj wieczorem pragnę mówić o zakonie. Otóż, w czasach Starego Testamentu — wielu myśli sobie, że zakon, względnie przelewanie krwi rozpoczęło się w czasach zakonu. Lecz ofiara za grzech została złożona, zanim nastał zakon. I kiedy ludzie zostali wygnani z ogrodu Eden, Abel złożył w ofierze Bogu baranka, co było przedobrazem ofiary Pana Jezusa.
Otóż, Abel wyszedł i wziął swojego baranka, skręcił sobie powróz, względnie nie powróz… Prawdopodobnie w owych czasach ludzie nie wiedzieli, co to jest konopie, jak sądzę, z którego można skręcić powróz; lecz powiedzmy, że wziął winną latorośl, zawiązał ją na szyi małego baranka i przyciągnął go do kamiennego ołtarza, położył na nim, wziął kamień i przeciął nim jego szyjkę, i krew zaczęła broczyć jego wełnę, a on rzęził i umierał… Czy słyszeliście kiedykolwiek umierającego baranka? O, jest to najbardziej patetyczna rzecz, jaką kiedykolwiek słyszeliście. I ten baranek, umierający tam, przedstawiał symbolicznie Pana Jezusa Chrystusa. Wydawało się to dziwne, że…
20
Czy zauważyliście to kiedykolwiek w Piśmie Świętym, że Jezusa odprowadzili. Czy zwróciliście uwagę dlaczego, czy zastanawialiście się, dlaczego On nie urodził się w domu i nie był w kołysce jako małe dziecię? On urodził się w stajni, w oborze. Baranki nie rodzą się w kołyskach; one rodzą się w oborach. On był Barankiem Bożym. I oni prowadzili — Abel przyprowadził swojego baranka. Chrystus też był prowadzony — Baranek prowadzony na ubój.
Abel w przedobrazie ofiarował baranka na ołtarzu i przeciął mu gardło kamieniem i krew tryskała z jego żył i tryskała na jego małe ciało, i jego biała wełna była zbroczona i czerwona, a baranek rzęził i rzęził, i rzęził, gdy słabnął, aż w końcu przestał drgać i umarł.
Przedstawiało to symbolicznie Pana Jezusa Chrystusa na Golgocie, poranionego, loki Jego włosów były zbroczone krwią, która kapała w dół na Jego ciało, i wołał w obcym języku, który mógł być wyłożony tylko przy pomocy duchowego wykładu: „Boże mój, Boże mój, czemu Mnie opuściłeś?” On umarł, mówiąc obcymi językami — Jezus tak umarł. On był Barankiem, mówiącym obcym językiem, podobnie jak baranek Abla wydawał rzężenie. Abel składający baranka w ofierze nie mógł zrozumieć, co mówił jego baranek. Tak samo ci, którzy krzyżowali Baranka Bożego, nie mogli zrozumieć, co On mówił. Lecz po przetłumaczeniu oznaczało to: „Boże Mój, Boże Mój, czemu Mnie opuściłeś?” Wszystko było uprzednio podane w przedobrazach, które przetrwały wiele lat.
21
W Starym Testamencie, jeżeli człowiek uczynił cokolwiek złego, musiał przyjść pod krew, aby został na nowo usprawiedliwiony, bo bez przelanej krwi nie było wtedy odpuszczenia grzechów. Jak piękne, jak uderzające jest to dla nas dzisiaj. Bez przelania krwi nie ma wybaczenia grzechów. Nie ważne, do jakiego kościoła należysz, do jakiej denominacji, organizacji, jak dobrego ojca lub matkę masz, jest to indywidualna sprawa. Bowiem każdy mężczyzna czy kobieta dzisiaj nie musi studiować teologii, aby został zbawiony; oni nie muszą się uczyć jakiejś szczególnej modlitwy. Jedyną rzecz, którą oni muszą uczynić, jest przyjąć przelaną Krew Pana Jezusa Chrystusa, która została dla nich przygotowana. Potem dzięki tej przelanej Krwi przychodzi wybaczenie grzechów, względnie są im odpuszczone grzechy.
22
Otóż, w Starym Testamencie był to piękny obraz grzesznika, przychodzącego, by złożyć ofiarę za siebie. On musiał znaleźć (wiemy wszystko dzięki tym przedobrazom, jak to musieli robić) baranka bez skazy, musiał być przyprowadzony z… Ofiara za grzech musiała być pierwociną z owiec, pierwszym barankiem starej matki owcy. I on musiał być bez skazy. I musieli go przyprowadzić i złożyć w ofierze; on umarł za grzechy ludzi.
Zważajcie. Zatem, jeżeli człowiek uczynił coś złego — popełnił cudzołóstwo, używał Imienia Pańskiego nadaremno albo naruszył przykazania, on przyniósł baranka do kapłana. A więc, najpierw ten baranek został obmyty, i tak dalej, co przedstawiało wodny chrzest. Potem on przyprowadził tego baranka i wyznał swój grzech przed kapłanem — to co uczynił, ten grzech, który popełnił. I potem kapłan… Zostało to zanotowane w księdze.
Jeżeli ten człowiek popełnił ten sam grzech dwa razy w roku, umarł bez miłosierdzia. Jeżeli został przyłapany na cudzołóstwie, a baranek został już raz za to złożony w ofierze — kiedy ofiara za grzech pokropiła ubłagalnię i wstawiała się za nim, potem on nie mógł już złożyć kolejnego baranka za ten grzech. List do Hebrajczyków 10. rozdział mówi: „Kto wzgardził zakonem Mojżesza, umarł bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch lub trzech świadków”. I ten rozdział mówi dalej: „Zbezcześcił krew przymierza, przez którą został poświęcony i znieważył Ducha łaski!” Oni tak nie mogli czynić. Musiało to być raz na zawsze — aż kolejny baranek został zabity pod koniec roku.
23
Może poproszę was teraz, abyście rozważali o tym. W 10. rozdziale do Hebrajczyków około 40. wersetu, gdzieś tam, chcę was poprosić, jeżeli kiedykolwiek rozmyślaliście o tym albo słyszeliście ludzi, mówiących o tym, czym jest niewybaczalny grzech. Dawniej mawiała mi moja matka, że niewybaczalnym grzechem było zrobienie aborcji. Innymi słowami, kobieta, która pozbyła się swojego płodu, zanim się to niemowlę urodziło, odbierała życie temu dziecięciu, zanim ono otrzymało okazję do życia — że to jest niewybaczalny grzech.
Lecz to… Ja wierzyłem w to wiele lat, ponieważ tak mawiała mi moja matka. Ona sądziła tak tylko na podstawie… Nie była jeszcze chrześcijanką w tym czasie, więc uważała to za przesądzone — że tak ma się ta sprawa; ona tak uważała. Inni mówili, że chodziło o popełnienie morderstwa. Mężczyźnie, który popełnił morderstwo, nie mogło ono zostać wybaczone. Kiedy ja sam przeczytałem Biblię, stwierdziłem, że nawet odebranie życia człowiekowi może zostać przebaczone.
24
Nuże, zapamiętajcie sobie, wy panie, to jest okropna rzecz.
Niedawno przyszła do mojego domu pewna kobieta i powiedziała: „Kaznodziejo Branham, ja zwariuję”.
Zapytałem: „Z powodu czego?” Ona opowiedziała mi o tym, jak pozbawiała życia swoich własnych niemowląt, zanim się one urodziły, albo dojrzały do tego stadium, aby się mogły urodzić. I ona rzekła: „Ja — każdym razem, gdy zastanawiam się nad sobą” — mówiła — „słyszę w moich uszach krzyczące niemowlęta”. I powiedziała: „Każdym razem, gdy usiądę, aby napisać list czy coś innego, odczuwam małe zimne rączki grzebiące w moich włosach”.
„Co siejesz, to będziesz żąć”. Zapamiętajcie to sobie. Żyjcie właściwie, żyjcie uczciwie i rzetelnie. Wyznawajcie swoje grzechy przed Bogiem, porzućcie tą złą drogę i chodźcie jak powinni chodzić i żyć mężowie i kobiety, jako słudzy Boży.
Lecz mimo wszystko to nie jest niewybaczalny grzech.
25
Jezus powiedział, kiedy On był tutaj na ziemi… Przyprowadzili do Niego pewnego dnia grupę ludzi i oni mówili: „On wyganiał diabły przez Belzebuba, księcia diabłów”.
A Jezus odpowiedział im: „Jeżeli powiecie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie wam odpuszczone. Lecz ktokolwiek powie słowo przeciw Duchowi Świętemu, temu nie będzie odpuszczone ani w tym świecie, ani w tym, który ma nastać” — ktokolwiek mówi przeciw Duchowi Świętemu! Bo oni wzywali… Widzicie, ta ofiara pojednania, ta komórka krwi nie była jeszcze starta, jak dojdę do tego za chwilę, więc wtedy mogło to być przebaczone. Duch Święty nie przebił się jeszcze z tej komórki Krwi. Lecz z chwilą, gdy z niej wyszedł, jest to niewybaczalny grzech.
26
Paweł mówi o tym również w liście do Hebrajczyków 10, 26-27; myślę, że to tam jest, i mówi: „Jeśli świadomie grzeszymy po przyjęciu poznania prawdy, nie pozostaje już więcej ofiara za grzechy, lecz straszliwe oczekiwanie sądu. Kto wzgardził zakonem Mojżesza, umierał bez miłosierdzia na podstawie zeznania dwóch lub trzech świadków, bez względu na to, kto to był. O ileż sroższej kary godzien jest ten (kaznodzieja, czy ktokolwiek to jest), kto Jezusa Chrystusa podeptał swymi nogami, zbezcześcił krew przymierza, przez którą został poświęcony, i znieważył Ducha łaski?” Ja cytuję Pismo Święte. Przejdźmy teraz wstecz na początek.
„Bo jeśli świadomie grzeszymy po otrzymaniu poznania prawdy…”
Zdaję sobie teraz sprawę z tego, że dzisiaj wieczorem siedzą tutaj może dwa tuziny kaznodziejów (prawdopodobnie) z różnych wyznań wiary. Pragnę was o to zapytać, moi drodzy bracia: „Czym jest grzech?” Jeżeli potrafimy stwierdzić, czym jest grzech, to możemy zrozumieć, co to znaczy, jeśli grzeszymy świadomie. Palenie papierosów, picie, popełnianie cudzołóstwa, lubieżne życie — te sprawy nie są grzechem. Są to atrybuty grzechu. Człowiek to czyni, ponieważ jest grzesznikiem.
27
Ja nie jestem legalistą; nie jestem ani Arminianinem ani Kalwinistą. Wierzę jednak, że każdy z nich miał pewną doktrynę. Lecz oni z nią zupełnie wykoleili. Oni trzymali się tylko swojej doktryny i nie mieli jej zrównoważonej ze Słowem. Istnieje główna droga i ścieżka, a ta ścieżka jest właściwym szlakiem. Główna droga ma słupki po obu stronach daleko od siebie, lecz środkiem tej głównej drogi biegnie szlak. Jeśli zejdziesz do… Możesz być na głównej drodze, a iść rowem. Lecz wejdź na ten szlak. Izajasz powiedział: „Będzie tam droga i ścieżka”. „I” to spójnik, który łączy tą główną drogę ze ścieżką. I po niej właśnie pielgrzymujesz, mianowicie tym szlakiem. Pielgrzymka tym szlakiem przebiega gładko.
Czy sobie przypominacie, jak oni nazwali ją w Biblii „drogą”? Wszystko, co znajdowało się na „tej drodze”. Było to nazwane „drogą”.
28
Zważajcie teraz. „Kto świadomie grzeszy…” Otóż, grzech jest w tym zawarty. Istnieją dwa elementy. Jednym z nich jest wiara. Tym drugim jest niewiara. A niewiara to grzech. To jest jedyny grzech, jaki istnieje, mianowicie niewiara. Rozmyślajcie o tym. Niewiara! Jezus powiedział w ew. św. Jana 3. następująco: „Kto nie wierzy, już jest potępiony”. Rozumiecie? Taki nie ma szansy. Zatem, nie ma jakichś połowicznych chrześcijan. Albo jesteś wierzącym albo nie wierzącym.
Teraz chodzi o wiarę. Czym jest wiara? Co to jest wiara? „Wiara jest substancją rzeczy, których się spodziewamy i dowodem rzeczy niewidzialnych”. Więc jeśli człowiek wierzy, to żyje sprawiedliwym życiem. Jeżeli nie wierzysz, to możesz żyć połowicznym życiem albo być obłudnikiem — innymi słowy odgrywasz obłudnika. Względnie możesz udawać, że wierzysz, jesteś niby-wierzącym. Lecz jeśli jesteś prawdziwym wierzącym, to Bóg przygotował drogę, abyś wiedział, że jesteś wierzącym. Sam Jezus powiedział: „Te znaki będą towarzyszyć tym, którzy wierzą. W Moim Imieniu będą wyganiać diabły, będą uzdrawiać chorych”, itd.
29
Otóż, jeżeli wam to jest przedłożone… Popatrzcie więc: „Bo jest rzeczą niemożliwą, rozumiecie, żeby ci, którzy raz zostali oświeceni i stali się uczestnikami Ducha Świętego, znowu odpadli od wiary. Bo jeśli grzeszymy (nie wierzymy) świadomie…” Pozwólcie, żeby to wsiąknęło do was. „Jeśli świadomie nie wierzymy po otrzymaniu poznania prawdy, nie pozostaje już ofiara za grzechy”.
Jeżeli prawda Ewangelii była ci przedstawiona w taki sposób, że ją musisz zrozumieć, ale z powodu popularności i czegoś innego odwracasz się do niej plecami i odchodzisz, i nie chcesz jej więcej oglądać, wtedy właśnie przekraczasz linię graniczną. „Bo ten, kto rozmyślnie nie wierzy po otrzymaniu poznania prawdy — dla niego nie pozostaje już więcej ofiara za grzechy”.
30
Otóż, zgodnie z zakonem wierzący przyszedł błagalnie, przyniósł swojego baranka i złożył go na ołtarzu w ofierze. On wyznawał swój grzech. Jaki to piękny przedobraz tutaj. Potem kapłan przeciął jego gardło. A wierzący włożył swoje ręce na umierającego baranka. I kiedy go trzymał i widział, jak ten baranek wierzga nogami, jego krew tryskała i szarpał swoją główką, i ten baranek próbował beczeć, a żyła w jego szyi była przecięta i on rzęził, umierając w drgawkach i sztywniejąc, to grzesznik podniósł wzrok ku Bogu i powiedział: „To miało spotkać mnie. Lecz ja ofiaruję Ci tego baranka i on umiera zamiast mnie”. On wiedział, że jest winien naruszenia Bożego prawa, i dlatego musiał umrzeć. „Bo tego dnia, kiedy spożyjesz z niego, umrzesz”. I kiedy on wyznał swoje grzechy, a niewinny baranek zajął jego miejsce, on sobie uświadomił, gdy jego ręce spoczywały na tym baranku i odczuwał, że on umiera zamiast niego, w swojej świadomości on wiedział, że jest winny, a ten baranek był niewinny; niewinna ofiara zastępcza zajęła jego miejsce. A jeżeli on potem tym wzgardził albo to znieważył, to pod koniec roku umierał bez miłosierdzia.
31
Otóż, to jest piękny przedobraz dzisiejszego wierzącego, który przychodzi, uwierzy i wkłada swoje ręce na głowę Chrystusa, i tam przy ołtarzu albo na swoim krześle — gdziekolwiek spotka się z Chrystusem, wkłada swoje ręce na Niego na Golgocie i uświadamia sobie, że wszelkie te cierpienia i agonia należała się jemu… I przychodzisz z głęboką skruchą i smutkiem w swoim sercu. Gdy włożysz na Niego swoje ręce, zostajesz przemieniony. Już więcej nie będziesz takim samym. To zdjęło z ciebie wszelkie potępienie. On — będąc pod zakonem, który był cieniem przyszłych rzeczy — ten człowiek odchodził usprawiedliwiony, lecz ciągle miał tą samą pożądliwość.
Powiedzmy, że został przyłapany na popełnieniu cudzołóstwa i złożył za to baranka w ofierze. I ten baranek umarł zamiast niego. On odszedł z tego budynku mając w swoim sercu tą samą pożądliwość, z jaką tam przyszedł. „Albowiem krew wołów i kozłów” — jak mówi Pismo Święte — „nie usuwa grzechu”. Bowiem był to tylko przedobraz albo cień dobrych rzeczy, które miały przyjść, ponieważ życie w komórce krwi umierającego zwierzęcia — tej ofiary zastępczej, było tylko życiem zwierzęcia.
32
Lecz w tym przypadku… Tutaj to mamy. W tym przypadku było to nie tylko życie ludzkie, lecz Życie Boże. Doskonały Bóg, który zstąpił do łona dziewicy w postaci Ducha Świętego, Sam Stworzyciel zasłonił Samego Siebie w komórce krwi. On nie miał ziemskiego ojca. Maria była nietknięta przez mężczyznę. Ona była dziewicą. I Sam Bóg zacienił ją, albo innymi słowy było to nieskalane poczęcie, ponieważ Bóg stworzył tę komórkę Krwi.
A życie przychodzi z mężczyzny, nie z kobiety. Kobieta jest inkubatorem. Lecz życie przychodzi z mężczyzny. I jeżeli życie przychodzi z mężczyzny, a Bóg był mężczyzną w tym przypadku, to Duch Święty, Sam Bóg zstąpił do łona kobiety i ukształtował wokół Siebie komórkę krwi. O, moi drodzy. Uwierzcie temu, a zobaczycie, co stanie się z waszymi ślepymi oczami. Uwierz temu i obserwuj, co stanie się z twoim rakiem.
Ta komórka krwi, którą Bóg Sam w niej stworzył, podobnie jak On stworzył pierwszą komórkę — On stworzył Sobie komórkę. W niej zaczęło się rozwijać życie i wydało na świat Syna, Jezusa Chrystusa. A gdy rzymska włócznia, z powodu naszego grzechu i potępienia, przekłuła Jego święte serce na krzyżu, ta komórka krwi została przebita i zaczęła pryskać rozrywając w dół rozdzielającą zasłonę, i wprowadziła wierzącego do ciała Jego własnej Istoty — dzięki przelanej Krwi.
33
Krew zwierzęcia nie mogła być doskonała. Lecz Krew Chrystusa była doskonała. Otóż, ja nigdy nie będę doskonały i ty nigdy nie będziesz doskonały. Ja nigdy nie będę doskonały w twoich oczach. Ty nigdy nie będziesz doskonały w moich oczach. Lecz odłóżmy to na bok. A co w oczach Bożych? Ja patrzę się na ciebie jako człowiek. Patrzę się na ciebie jako na brata. Lecz Bóg patrzy się na ciebie przez Krew Swojego Syna i widzi cię odkupionego. Jezus powiedział: „Bądźcież więc doskonałymi, jak Ojciec was w niebiosach doskonałym jest”. I nie chodzi o to, co uczyniłeś. Nie masz niczego, by sobie na to zasłużyć, lecz chodzi o to, co Bóg uczynił dla ciebie.
O, czy to pojmujecie? „Bowiem dzięki…” Gdyby te ofiary były składane dotychczas, to nie potrzebowalibyśmy już żadnej ofiary więcej. „Bowiem kiedy czciciel został raz oczyszczony…”! Pozwólcie, aby to głęboko do was wsiąknęło. „Gdy czciciel został raz oczyszczony, nie miał już więcej świadomości (albo pożądliwości) do grzechu”. Jeżeli on jest naprawdę oczyszczony! Wy wiecie, co to oznacza oczyszczenie czegoś. Jeżeli to zostało oczyszczone… Wierzący raz oczyszczony nie ma już pożądliwości do grzechu. Tak powinno być. Dlatego więc krew wołów i kozłów nie mogła tego dokonać, bowiem to życie, które wyszło z komórki krwi kozłów i owiec, i z ofiary całopalnej, było tym życiem, które wyszło na spotkanie ze Stworzycielem jako stworzenie zwierzęce.
Lecz Życie, które wyszło z komórki krwi Syna Bożego, nie było nikim innym niż Samym Bogiem, Który zstąpił na ziemię i był w Chrystusie, jednając świat ze Sobą — z tym wielkim Jahwe. Był to wtedy człowiek, ale nie miał ludzkiego życia; było to Boże Życie. Biblia mówi, że jesteśmy zbawieni przez Krew Bożą, bo nie było tam żadnego innego mężczyzny prócz Boga, a Bóg jest Duchem. Więc nie mogło to być na drodze seksu. On musiał przyjść w nadprzyrodzony sposób. Dlatego też Jego Kościół dzisiaj wierzy w rzeczy nadprzyrodzone.
34
A człowiek, który kiedykolwiek wyznał swoje grzechy, stanął tam i włożył swoje ręce na głowę umierającego Baranka, Chrystusa, i spojrzał na Golgotę, nie może już więcej być takim samym. To się zgadza. „Albowiem przez jedną ofiarę…” Hebrajczyków 10, 14: „Albowiem jedną ofiarą On uczynił doskonałymi na wieki tych, którzy są poświęceni” albo oczyszczeni przez Krew Baranka.
Widzisz to, grzeszniku, i patrzysz się na to. Ty na pewno… Nie próbuj polepszyć się; ty nie możesz polepszyć się w ogóle. Przyjdź po prostu taki, jaki jesteś. Nie ważne, co ty czynisz; ty nie mógłbyś zasłużyć sobie na nic. Jedyną rzecz, którą możesz uczynić, jest uwierzyć w Niego; to usprawiedliwia bezbożnego. Kiedy to uczynisz, to jesteś zbawiony. O, jaka zmiana nastała w moim życiu, kiedy Jezus wstąpił do mojego serca; i ja mogę iść tam, by mieszkać w tym mieście w górze — odkąd Jezus wstąpił do mojego serca.
Jaką różnicę to sprawiło. To zniża się do tych najpodlejszych — do prostytutki. Jest to dla pijaka, dla gracza hazardowego, dla milionera, dla arystokraty, dla członka kościoła. „Kto pragnie, niech przyjdzie i pije ze źródła wody Życia za darmo”.
Obserwujcie w wielkim Bożym planie — Jezus będąc Barankiem Bożym, zabitym od założenia świata… Zanim ta wielka myśl stała się Słowem Bożym, widzimy, że te rzeczy były predestynowane już przed założeniem świata.
Popatrzcie do ogrodu Eden. Bóg nie postawił nas tutaj, abyśmy umarli. On postawił nas tutaj, abyśmy żyli. On nie umieścił nas tutaj, abyśmy musieli odprawiać pogrzeby. On umieścił nas tutaj, abyśmy byli szczęśliwymi dziećmi, abyśmy się radowali na zawsze. I chociaż nawet grzech zniweczył ten obraz, odkupiająca Krew Jezusa Chrystusa oczyściła go.
35
Czy wiecie, co Krew Chrystusa czyni z wyznanym grzechem? Czy wzięliście kiedykolwiek… Wy kobiety, czy mogłybyście sobie wyobrazić, że macie wannę pełną bielidła i weźmiecie małą pipetą kroplę atramentu i kapniecie ten atrament do tej wanny pełnej wywabiacza. Co stanie się z tym atramentem? Stanie się częścią tego wywabiacza. Co się stało? Nie osłabiło to ani trochę tego wywabiacza. Tak właśnie dzieje się z wyznanym grzechem. Kiedy zostanie wyznany pod Krew Pana Jezusa Chrystusa, on zmienia swój kolor i staje się sprawiedliwością. Bowiem wy jesteście ochotni zaakceptować to i przyjąć Bożą obmyślaną drogę dla was, abyście zostali zbawieni. Nie ma niczego podobnego do niej, przyjaciele.
Nic dziwnego, że dawna Armia Zbawienia śpiewała zwykle tą pieśń: „Co może obmyć mój grzech? Nic prócz krwi Jezusa”. Nie jest to przyłączenie się do kościoła i rozpoczęcie nowej rzeczy, albo przeczytanie tu i tam jakiejś literatury, czy coś podobnego.
„Nic prócz Krwi Jezusa.
Co może mnie na nowo uzdrowić?
Nic prócz Krwi Jezusa.
O, cudowny jest ten strumień,
Który mnie czyni białym jak śnieg.
Nie znam żadnego innego źródła
Niczego, prócz Krwi Jezusa„.
Rozmyślam o tym dzisiaj wieczorem. Rozmyślajcie o tej pieśni odkupienia:
„Przez wiele niebezpieczeństw, trudów i sideł przeszedłem
Była to łaska, która przenosiła mnie bezpiecznie dotąd,
I tylko łaska przeprowadzi mnie dalej„.
36
Wtedy w Ogrodzie Eden — przedstawię wam tutaj pewien obraz na chwilę. Spójrzcie na Boże młode dzieci, na Adama i Ewę, spacerujących w tym ogrodzie: Byli mili, nie chorowali, nie mieli dolegliwości serca, nic ich nie krzywdziło ani nie niszczyło, nie starzeli się wcale. Kiedy Adam obudził się owego poranka, gdy Bóg wyjął z jego boku żebro i uczynił kobietę… Ja wiem, że grecki artysta, a również inni artyści tego świata malują obraz Ewy jako okropnie wyglądającą bestię. To jest niewłaściwe. Wasze zwykłe, codzienne poznanie pozwala wam wiedzieć, że taką nie była. Nikt nie podziwiałby kogoś o takim wyglądzie. Chociaż one może wyglądają tak i nie mogą nic na to poradzić; jest nam ich żal.
37
Lecz ja wierzę, że Ewa była najpiękniejszą kobietą, jaką Bóg postawił kiedykolwiek na tej ziemi. Widzę ją znajdującą się tam, jej oczy były niebieskie i iskrzące się jak gwiazdy ponad nieboskłonem, jej długie włosy zwisały jej w dół na plecy. Była najpiękniejszą z wyglądu kobietą, jaka kiedykolwiek była na ziemi; taką ona była. Bóg dał Adamowi tą najlepszą, jaką mu mógł dać.
Adam wziął ją za rękę i powiedział: „Ona jest ciałem z mego ciała i kością z mojej kości”. I oni tam stali ramię w ramię w ogrodzie Eden; Wszechmogący Bóg urządził pierwszą uroczystość ślubną tej parze. Jak może to czynić jakiś pijany urzędnik stanu cywilnego? Jest to święta, poświęcona sprawa. To się zgadza. Bóg przeprowadził tą pierwszą ceremonię.
[Pewien brat mówi obcymi językami — wyd.] …?…
38
Boży wielki Duch Święty działający w sercach ludzi prowadzi dzisiejszego Adama i Ewę razem znowu do ich doskonałości, do Bożej świątobliwości, do Bożej doskonałości. Co się wtedy stało? Grzech wepchnął się do nich. I z chwilą, gdy pojawił się grzech — co się stało? On zepsował Boży obraz. Jaka to była okropna rzecz.
Pragnę więc, abyście na to zwrócili uwagę. Adam — aby pokazać, jakie nadwerężenie to było dla człowieka, skoro tylko Adam uświadomił sobie, że zgrzeszył, on zamiast wyjść z tym na jaw i wyznać to, czy wiecie, co on uczynił? On uciekł i ukrył się. I tak właśnie postępują ludzie dzisiaj. Tak właśnie postępują poszczególni ludzie. Oni uciekają i ukrywają się przed Bogiem, zamiast przyjść i wyznać swoje grzechy. To właśnie powinni czynić teraz ludzie wszędzie, mianowicie przyjść i wyznać swoje grzechy, zamiast starać się je ukryć. Czy temu nie wierzycie?
Lecz co jest tego powodem? Napięcie. Oni to ciągle czynią. Zwróćcie uwagę. Potem Bóg szedł przez ogród Eden i wołał: „Adamie, Adamie, gdzie jesteś?” Co się stało? Adam się ukrył. Chociaż sporządził sobie jakiś fartuszek, którym się przepasał, by stanąć przed Bogiem, na nic się to zdało, kiedy stanął przed Bogiem.
Więc Bóg, aby móc przyprowadzić Adama z powrotem do Siebie i aby móc z nim rozmawiać — Bóg wyszedł i wziął kilka owczych skór, i uczynił im okrycia. Czy się to zgadza? Więc jeśli On wziął skórę, coś musiało umrzeć, aby miał tą skórę. Widzicie, musiała to być ofiara zastępcza. Coś musiało zastąpić miejsce winnego człowieka. I był to ten baranek, którego On uśmiercił wówczas, który był symbolicznym przedobrazem Jezusa Chrystusa. I On przyniósł tam te skóry baranie, wrzucił je do krzaków, a Adam i Ewa włożyli je na siebie. I oto oni wychodzą, aby stanąć przed Ojcem, Bogiem.
39
Spójrzcie teraz tutaj. Popatrzcie na ten obraz. Pragnę, żebyście szczególnie wy, którzy nie jesteście w Chrystusie, popatrzyli dzisiaj wieczór na to. Oto oni. Oni są potępieni i stoją tam. Bóg powiedział Adamowi: „Dlaczego to uczyniłeś?”
I zazwyczaj wszyscy ludzie próbują wymigać się z tego: „To ta kobieta, którą Ty mi dałeś”.
Kobieta powiedziała: „Wąż mnie zwiódł” — zarzucając winę komuś innemu.
Popatrzcie, co potem powiedział Bóg. Widzę wielkiego Jahwe, który z tej wirującej Światłości unoszącej się nad krzakami mówił do Adama i Ewy. Popatrzcie na to, co On powiedział, dlatego że to uczynili; On powiedział: „Wężu, już nie będziesz miał nóg. Po twoim brzuchu pełzać będziesz całe swoje życie. Będziesz znienawidzony. Proch będzie twoim pokarmem. Adamie, ziemia będzie przeklęta. Ciernie i osty będą na niej rosnąć i będziesz musiał uprawiać glebę. I w pocie czoła będziesz pracował, abyś miał pokarm. I dlatego, że wyjąłem cię z prochu, w proch się obrócisz. A ty kobieto, dlatego że zabrałaś życie z ziemi, będziesz musiała rodzić życie na ziemię. Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje”. Z powodu wszystkich tych rzeczy On nie mógł ich już więcej ścierpieć przed Swoim wzrokiem. Grzech!
Popatrzmy teraz na tą śliczną młodą parę: Adam miał mocne męskie ramiona, kędziory jego włosów zwisały mu na szyję. Ewa — może jej blond włosy zwisały jej na plecy; miała niebieskie oczy. I Adam stał tam teraz, jego mocne muskularne ciało było w drgawkach i trząsł się. Dlaczego? Coś się stało. Obserwujcie teraz, jak łzy toczyły mu się po policzkach. Był teraz śmiertelnikiem, musiał umrzeć. Łzy spływały mu po policzkach na głowę Ewy, mieszały się z jej łzami i spływały w dół po jej ciele… Grzech jest okropną rzeczą. Bóg powiedział: „Odejdźcie”.
40
I zauważcie, widzę ich, jak oni wychodzą, idąc poprzez ogród Eden, odchodzą z Obecności Bożej. Patrzcie na nich, jak oni idą tam — jego duże, mocne męskie muskuły w jego nogach. Gdy zaczął odchodzić, łzy spływały mu po policzkach, mniejsza Ewa obejmowała go swoim ramieniem, a on obejmował ramieniem Ewę, i płakali odchodząc precz z Obecności Bożej. Każdy grzesznik będzie czynił to samo, odchodząc z Jego Obecności.
Potem, kiedy oni zaczęli tak odchodzić, zauważcie, słyszę, jak te owcze skóry odbijały się od dużych nóg Adama [Brat Branham klaska — wyd.] i klapały po jego nogach, gdy szedł, wychodząc z ogrodu i odchodząc od Boga.
41
Potem słyszę Boga w całej ogromnej Wieczności, która Go tworzy — cała przestrzeń kosmiczna i cała światłość. Widzę, jak to wszystko skoncentrowało się do kilku liter: m-i-ł-o-ś-ć. To jest jedyna rzecz, jedyna nadzieja, którą mamy dzisiaj wieczorem; wszystko jest zawarte w miłości Bożej. Nic dziwnego, że poeta powiedział:
„O miłość Boża, jak bogata, jak czysta!
Jak niezgłębiona i mocna!
Ona będzie na zawsze…
… w śpiewach świętych i aniołów„.
Nie możecie po prostu opisać ani w jakiś sposób zmierzyć, co w rzeczywistości oznacza miłość Boża. Zostało to odkupione tam w ogrodzie Eden przez miłość. On powiedział: „Ja położę nieprzyjaźń między jej nasieniem a nasieniem węża. On zetrze jego głowę, głowę węża, a głowa węża zetrze jego piętę.
42
Zmieńmy teraz nasz obraz na kilka minut. Przesuńmy się o cztery tysiące lat do przodu. Popatrzmy do Jeruzalem. Jest poranek, około ósmej godziny. Słyszę jakąś wrzawę na dworze. Wszyscy rozmawiali. Co się działo? O, było tam wiele zgiełku, niektórzy gwizdali, niektórzy krzyczeli, niektórzy drwili. Odsuńmy więc zasłonę i wyjrzyjmy przez okno, co się tam działo. Ależ, popatrzcie, po ulicy ktoś szedł, był to Mężczyzna. Za Nim szli dwaj złoczyńcy. On niósł krzyż na Swoich plecach. „Hm, Kto to jest?” — pytam się moich towarzyszy na piętrze.
Oni mówią: „To jest Jezus z Nazaretu, ten oszust, ten Boski uzdrowiciel, ten który robi zamieszanie w naszych kościołach i sprawia im kłopoty, nauczając takich rzeczy, którym nie wierzą kapłani. To jest On. Oni go wiodą na Golgotę. Tam Go ukrzyżują”.
Ten krzyż podskakiwał Mu na ramieniu, uderzając w te wielkie kocie łby, kiedy On wyszedł z bramy. I kiedy Go tam prowadzili, zauważyłem, że miał na sobie szatę, ona była utkana i nie miała żadnego szwu, a wszędzie na niej pojawiały się małe czerwone punkty. Czy ona była pstrokata? Czy to był jej naturalny kolor? Nie, ona była biała. Dlaczego te małe czerwone punkty? Obserwujmy je. Kiedy On szedł na Golgotę, te małe punkty robiły się coraz większe. I po pewnej chwili one wszystkie zlały się w jedną wielką czerwoną plamę. Co to było? Krew.
43
I kiedy On zaczął iść na Golgotę, słyszę, jak coś chlapało [Brat Branham imituje chlapanie — wyd.] Co to było? Drugi Adam, Odkupiciel — Krew Sprawiedliwego, brocząca za grzeszników, by obmyć nasze grzechy. A my pluliśmy Mu w twarz. Kiwaliśmy naszymi głowami i mówiliśmy: „Ja będę praktykował religię w mój własny sposób. Ja mam swoją własną religię, nie potrzebuję czegoś takiego”. Bez tego jesteś zgubiony, bez nadziei, bez Boga, bez Chrystusa, w tym umierającym świecie, idziesz do grobu grzeszników i do diabelskiego piekła bez tego.
Bóg obmyślił dla ciebie wyzwolenie. Widzę Go, idącego na wzgórze niosącego ten krzyż, Jego słabe ciało chwiało się z wycieńczenia, kiedy On wstępował na to wzgórze. Ni stąd ni zowąd coś zaczęło wirować koło Niego. Była to śmierć, która atakowała na Niego twardo, a On wlókł się dalej, niosąc krzyż na Swoich barkach, idąc tam — na Golgotę. Dlaczego? Czy dlatego, że On musiał? Nie, dlatego, że miłość skłaniała Go do tego.
44
Pomyślcie tylko o tym. Oni mówili: „On zbawiał innych… Innych ratował, a Samego Siebie nie może ratować”. To był komplement. On nie mógł ratować innych, ratując Samego Siebie. Czy rozmyślaliście kiedykolwiek o tym? On był Ojcem. Amen. On był Ojcem Bogiem jako Ofiara. Dlatego też miłuję tą pieśń, bracie. Jeżeli próbujecie uczynić Go tylko prorokiem… On był więcej niż prorokiem; On był Bogiem, zamanifestowanym w ciele.
Dlaczego On nie mógłby… On powiedział, że mógłby otrzymać dwanaście legionów aniołów. Dlaczego On ich nie zawołał? On nie mógł. Dlatego właśnie Jego własne dzieci wołały o Jego Krew. Czy moglibyście sobie wyobrazić, że wasze własne dzieci domagają się waszej krwi? Gdyby On ich potępił, to potępiłby Swoje własne dzieci. On powiedział: „Ja was nie będę potępiał przed Ojcem”. On powiedział: „Mieliście jednego, który was potępiał i oskarżał przed Bogiem; był to Mojżesz, a wy mu wierzycie”. On ich nie potępiał. Powiedział: „Wybacz im, Ojcze, oni nie wiedzą, co czynią”.
45
I widzę to żądło śmierci, atakujące na Niego jak pszczoła, starając się Go ukłuć z tej lub z drugiej strony. On umierał jako złoczyńca. On nie popełnił żadnego grzechu, lecz wszystkie grzechy świata ciążyły na Nim. Każda plama grzechu, każda kara za grzech, każda łza, każdy ból serca, każde rozczarowanie ciążyło na Jego ramionach. A to żądło atakowało ze wszystkich stron. Patrzcie, On był Bogiem. I On musiał stać się ciałem, aby mógł zostać ukłuty tym żądłem śmierci.
Wy wiecie, że pszczoła… Wiecie, jaka jest pszczoła. Pszczoła ma żądło. I ta pszczoła potrafi ukłuć. Lecz z chwilą, gdy ta pszczoła wkłuje swoje żądło, to jest jej koniec. Kiedy chce odlecieć, to żądło zostaje z niej wyrwane. Śmierć miała swoje żądło i była groźna aż do tego czasu. Lecz kiedy ta pszczoła śmierci ukłuła Jezusa Chrystusa, Bóg stał się ciałem i w Nim utkwiło żądło śmierci. Więc ta pszczoła nie ma już więcej tego żądła. Śmierć nie może już ukłuć wierzącego. Nic dziwnego, że święty Paweł powiedział: „O, śmierci, gdzież jest żądło twoje? Grobie, gdzież jest zwycięstwo twoje? Lecz dzięki bądź Bogu, który daje nam zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa”.
46
Bez przelania krwi nie ma odpuszczenia grzechów. Zakon był cieniem przyszłych dobrych rzeczy. Każdy baranek, który zmarł pod zakonem, wskazywał na Baranka Bożego na Golgocie. I mocą zmartwychwstania Samego Bóstwa wskrzesił On Swoje ciało, było bowiem niemożliwe, żeby go śmierć zatrzymała. Ponieważ Dawid powiedział, będąc w Duchu: „Ja nie pozwolę, aby Mój Święty oglądał skażenie, ani nie zostawię jego duszy w piekle”. Więc On wstał z martwych trzeciego dnia dla naszego usprawiedliwienia, i dał nam obietnicę Ojca: „Ja ześlę na was Ducha Świętego, który pozostanie z wami na zawsze, mianowicie Ducha prawdy, Którego ten świat przyjąć nie może”.
I dzisiaj wieczorem ten błogosławiony Duch Święty jest w tym budynku w mocy zmartwychwstania prawdziwego Baranka, którego symbolizował każdy baranek, który umarł od czasów ogrodu Eden. „Jezus Chrystus jest tym samym wczoraj, dzisiaj i na wieki”. Chrystus umarł za grzeszników, umarł za choroby… Niech będzie Bóg błogosławiony za Jego miłosierdzie i Jego dobroć.
47
On jest tym samym Bogiem, siostro siedząca tam, i może cię uzdrowić z twoich żylaków. Czy temu wierzysz? Czy to przyjmiesz? Dobrze, zatem powstań na swoje nogi i bądź uzdrowiona w Imieniu Pana Jezusa Chrystusa. Baranek Boży usuwa grzech tego świata. Bóg nie ma względu na osoby.
Tam siedzi stara niewiasta, stara chrześcijanka, mulatka, i patrzy się na mnie; moglibyście powiedzieć, że jest niepiśmienną mulatką. Lecz łaska Boża odpoczywa na niej. Ona ma raka na swojej prawej piersi, który ją gnębi. Czy to prawda, pani, siedząca tam? Czy wierzysz, że Bóg uzdrowi cię z tego raka, z tej dolegliwości w twojej piersi? Czy temu wierzysz całym swoim sercem? Czy myślisz…
Tam jest inna kobieta, siedzi bezpośrednio za nią i ma kłopoty z nosem i z ustami. Czy wierzysz, że Bóg uzdrowi cię z tego? Jedyną rzeczą, którą musisz uczynić, jest przyjąć Pana Jezusa Chrystusa i wierzyć Mu całym swoim sercem. Wtedy będziesz miała wszystko, o co prosiłaś.
48
Chrystus, ten Umiłowany, zmartwychwstał. On jest tutaj dzisiaj wieczorem. Kto to jest tutaj, kto czyni te rzeczy? Kto to jest każdego wieczora, kto zna tajemnice serca, i potrafi wywoływać ludzi spośród słuchaczy, kiedy teraz On unosi się tutaj jako mleczna droga? Co to jest? Jest to Życie, które było w komórce krwi, którą przekłuto na Golgocie.
„Jest źródło napełnione krwią
Płynącą z żył Emanuela
Kiedy grzesznicy zanurzą się w tym strumieniu,
Pozbędą się wszystkich swoich plam i win.
Umierający łotr ucieszył się, gdy ujrzał
To źródło w swoim czasie.
Tam mogę i ja, choć taki podły jak on,
Obmyć wszystkie moje grzechy.
[Puste miejsce na taśmie — wyd.]
… wiarą zobaczyłem ten strumień wypływający z Jego ran
Odkupiająca miłość stała się moim tematem
I będzie nim, aż umrę.
Potem w imponującej, miłej pieśni
Będę opiewał Twoją moc do zbawienia.
Kiedy ten biedny, sepleniący i jąkający się język
Będzie cicho leżał w grobie„.
O, przyjacielu grzeszniku, odstępco, letni człowieku, który nie zostałeś jeszcze obmyty tą Krwią, czy nie chcesz przyjść dzisiaj wieczorem? W tej chwili jest otwarte dla ciebie źródło. Czy nie chciałbyś przyjść? Jeżeli Wszechmogący Bóg może wziąć biednego, niepiśmiennego parobka od pługa — bo ja zaledwie znam abecadło i muszę ćwiczyć czytanie Biblii, zanim wyjdę za kazalnicę, mam jednak poddajne serce Temu, który mnie miłuje, to On pokaże Swoją moc wśród ludzi poprzez ten sam kanał. Sprawi, że ślepi będą widzieć, głusi będą słyszeć, kalecy będą chodzić, i będzie dokonywał Swoich dzieł Ducha Świętego w tej samej postaci, jak ich dokonywał, kiedy był tutaj na ziemi, ponieważ Ja Mu wierzę i miłuję Go. Wierzcie, że On zbawi was dzisiaj wieczorem, kiedy pochylimy teraz nasze głowy.
49
Wszechmogący Boże, okaż miłosierdzie dzisiaj wieczorem, Ojcze, tym, którzy są w potrzebie. Spełnij to Panie w Imieniu Jezusa. Wielu jest tutaj chorych i cierpiących. Modlimy się, żebyś ich ty uzdrowił. Panie, wielu jest tutaj zgubionych, och, duchowo chorych. Oni po prostu przechodzili z kościoła do kościoła i z miejsca na miejsce, i próbowali znaleźć miejsce, próbowali przezwyciężyć. Wygląda na to, że tego po prostu nie potrafią. Niech uchwycą się tego Ducha, który jest tutaj dzisiaj wieczorem, niech zostaną wciągnięci do tej komórki Krwi przez samego Boga, zapieczętowani tam, w tej komórce wokół nich dzięki Duchowi Świętemu. Spełnij to, Panie.
50
Kiedy macie pochylone głowy, chciałbym wiedzieć, czy jest tutaj jakiś grzesznik, mężczyzna lub kobieta, który podniósłby swoją rękę i powiedział: „Bracie Branham, módl się o mnie. Ja pragnę wejść do tej komórki Krwi razem z Panem Jezusem”. Niech ci Bóg błogosławi, i tobie, i tobie, i tobie. O, wszędzie podnoszą się ręce.
Nuże, czy ktoś po mojej prawej stronie podniesie swoją rękę i powie: „Wspomnij mnie”. Niech ci Bóg błogosławi. Niech ci Bóg błogosławi. Ktoś letni i obojętny — czy chciałbyś podnieść swoją rękę i powiedzieć: „Bracie Branham, ja zawsze chciałem żyć naprawdę szczerym chrześcijańskim życiem”. Czy podniesiesz swoją rękę i powiesz: „Módl się o mnie, bracie”. O, niech wam Bóg błogosławi.
51
Teraz, gdy macie wszyscy pochylone głowy i jesteście pełni bogobojnej czci — o ile macie to pragnienie. Wszyscy, którzy wierzycie, że Bóg stoi tutaj i patrzy się — ja jestem tylko waszym bratem. Miłuję was; dlatego właśnie jestem tutaj dzisiaj wieczorem. To właśnie czynię tutaj. Nie próbuję przyłączyć was do jakiegoś kościoła. Pragnę, abyście przyszli do tego, co według mego przeżycia jest prawdą. Chodźcie do któregokolwiek zboru tylko chcecie, lecz ja pragnę, abyście byli naprawdę zbawieni. Pragnę, abyście mimo wszystko przyszli do tego strumienia Krwi. I gdy raz zostaniecie zamknięci tam w Jezusem Chrystusem, bo On uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy przyszli przez tą przelaną Krew do Ciała Chrystusa. Czy chcielibyście teraz… Wy, którzy pragniecie modlitwy, czy powstalibyście teraz na swoje nogi? Ci, którzy pragną modlitwy o coś, czy chcielibyście teraz powstać na swoje nogi, wszędzie. Grzesznicy, czy chcielibyście powstać do krótkich słów modlitwy? Niech wszyscy inni prócz tych stojących, pochylą swoje głowy. Wy po prostu stójcie i mówcie: „Oświadczam teraz, że pragnę, aby Bóg był miłościwy mnie grzesznemu”. Czy chcielibyście powstać, wszędzie? To jest dobre. To jest właściwe.
Bądźcie teraz wszyscy pogrążeni w modlitwie — wy, którzy nie jesteście grzesznikami. Wszyscy znowuzrodzeni chrześcijanie, bądźcie pogrążeni w modlitwie. Niech wam Bóg błogosławi. Widzę, jak powstają starsi ludzie, mający siwe włosy; młodzi ludzie, mający czarne lśniące włosy; małe dzieci, młode panie, starsi ludzie, wszędzie i przyjmują Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela. Czy nie myślicie, że wielki Duch Święty jest tutaj i spogląda w dół na was tutaj w tej chwili? Czy On nie wie, że to jest Jego wolą?
52
Wy, którzy jesteście obecnie trochę letni i nie uporządkowaliście jeszcze swojego życia zupełnie w stosunku do Jezusa, czy nie chcecie prawdziwie… Wy wierzycie, że Bóg wysłuchuje moje modlitwy o chorych; On z pewnością wysłucha także modlitwy o grzeszników. Czy wstaniecie po prostu na wasze nogi i powiecie: „Oświadczam przez to, Panie Jezu — Ty znasz moje serce; ja pragnę być narodzony na nowo. Pragnę naprawdę przyjść przez Krew Twojego Syna, Pana Jezusa dzisiaj wieczorem i być napełniony Twoim Duchem i znaleźć się wewnątrz Ciała Chrystusa. Ja przychodzę poprzez tą komórkę Krwi. I Panie, we wierze wstaję teraz i przyjmuję to”. Czy to uczynisz? Czy powstaniesz na swoje nogi w tej chwili, abym się mógł pomodlić o ciebie? Niech ci Bóg błogosławi. Proszę, pozostańcie stać — wy wszyscy.
„Ja teraz przyjmuję Ciebie, Panie Jezu”. Wiara przychodzi dzięki słuchaniu, słuchaniu Słowa Bożego. To jest Słowo Boże, to najlepsze, co znam, jak wam je przynieść w mój biedny, pokorny sposób — że Bóg tak umiłował świat, iż On dał Swego Syna. On dał Swego Syna, a On umarł na Golgocie. A ta Krew została przelana — z Jego Ciała, aby odkupić ciebie, grzeszniku, i przyprowadzić cię z powrotem do społeczności z Ojcem. Niech wam Bóg błogosławi.
53
Czy jest tutaj jeszcze ktoś, kto chciałby powstać razem z tą wielką, dużą grupą, która stoi teraz z prośbą o modlitwę? Czy powstanie jeszcze ktoś, kiedy będziemy się teraz modlić? Tam — niech ci Bóg błogosławi, bracie. Ja po prostu odczuwam, że was jest jeszcze więcej. To się zgadza. Niech ci Bóg błogosławi. Niech ci Bóg błogosławi, siostro. Niech ci Bóg błogosławi. To jest właściwe.
Ja nie jestem fanatykiem, ludzie. Starałem się wam to udowodnić, względnie Bóg to czynił, z pewnością, że ja nie jestem fanatykiem. Lecz ja naprawdę odczuwam, że są tutaj jeszcze inni, którzy chcieliby powstać. Czy nie? Może mówisz: „Hm, ja powstałem już przedtem”. Uczyń to po prostu jeszcze raz, czy zechcesz? Powstań jeszcze tym razem i powiedz: „Panie, bądź mi miłościwy”. Niech ci Bóg błogosławi. Niech ci Bóg błogosławi. „Ojcze, bądź mi teraz miłościwy. Czy darujesz mi to, Panie?” Stójcie proszę dalej. Stójcie jeszcze wszyscy gdziekolwiek, którzy pragniecie być teraz wspomniani w modlitwie, kiedy chcemy zakończyć tą część nabożeństwa. Stójcie, w porządku — kiedy macie pochylone wasze głowy.
54
Nasz łaskawy Niebiański Ojcze, modlę się o Boże miłosierdzie dla tych, którzy przyjmują Ciebie teraz jako swojego Zbawiciela. O Boże, Ty patrzysz teraz do tego audytorium i widzisz tych ludzi, ich choroby i ich — kim oni są, Ty mówisz teraz do serc tych, którzy są tutaj. Ty widzisz tych, którzy stoją, widzisz również tych, którzy powinni byli powstać. Ojcze, mów po prostu Słowo do nich, czy zechcesz? Wybacz im wszelki grzech i nieprawość. Niechaj Krew Twojego umiłowanego Syna, Pana Jezusa, oczyści ich w tej chwili od wszelkiej niesprawiedliwości. I niech oni są pokorni i mili, zbawieni ku Twojej chwale.
55
Teraz, kiedy mamy pochylone nasze głowy, organy będą grać łagodnie jakąś pieśń przez chwilę.
[Pewien brat śpiewa pieśń: „Kiedy przyjdę do tej rzeki na końcu czasu” — wyd.] Rozmawiając…
„Kiedy dmuchną ostatnie wiatry smutku,
Tam będzie ktoś czekał, by mi pokazać drogę.
Ja nie pójdę przez Jordan samotny.
Ja nie pójdę przez Jordan samotny.
Jezus umarł i złożył ofiarę za wszystkie moje grzechy
Kiedy zobaczę ciemności, On będzie czekał na mnie.
Ja nie pójdę przez Jordan samotny„.
56
Teraz wy, którzy stoicie, kiedy będą dalej śpiewać tę pieśń, czy chcielibyście przyjść tutaj do ołtarza na chwilę, abym się o was modlił? Wszyscy, którzy stoicie, podejdźcie tutaj do ołtarza na chwilę…?…
[Puste miejsce na taśmie — wyd.] … nad tym audytorium teraz. Ja obserwuję tą Światłość, kiedy Ona porusza się nad ludźmi. Co Ona czyni? Oczywiście, Ona jest uzdrowieniem dla chorych; mówi do serc ludzi. Czego On potrafiłby dokonać tylko w tej chwili, gdyby Kościół pozwolił Mu tylko! Jeszcze kilku przyszło od chwili, gdy zacząłem was wzywać. Czy jeszcze ktoś pragnie? Tylko na chwilę, abyśmy się modlili — ty, kto pragniesz być narodzony na nowo. Oni są tutaj, by przyjąć miłego Pana Jezusa, Syna Bożego, Mesjasza. W porządku.
57
Ojcze, modlimy się teraz, żebyś Ty pobłogosławił tych ludzi, kiedy stoją teraz pełni bogobojnej czci przy ołtarzu, wyznając wszystkie swoje grzechy i oddając dzięki Tobie, za to, że im przebaczyłeś, Ojcze. Ty jesteś zobowiązany wobec Twego Słowa. Ty powiedziałeś: „Kto pragnie, niech przyjdzie; niech przyjdzie”. I „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli go najpierw nie pociągnie Mój Ojciec. A wszyscy, którzy przyjdą do Mnie, tych nie odrzucę. Ja dam im Żywot Wieczny i wskrzeszę ich w dniu ostatecznym”. Twoje Słowo mówi w ten sposób, Ojcze. Ja wiem, że Ty dajesz Żywot Wieczny i jesteśmy Ci za to wdzięczni.
Otóż, Ojcze, działaj wśród słuchaczy teraz, gdy nasz brat śpiewa i ludzie się modlą. W Imieniu Jezusa.
Bądźcie teraz pogrążeni w modlitwie, kiedy nasz brat śpiewa ten następny werset.