Jam jest zmartwychwstanie i żywot

Chicago, Illinois, USA

52-0810A

1
…ono rozchodzi się do obcych państw. I zawsze staram przyjść i przemówić choć krótko do ludzi. Ja… Brat Baxter i inni zbierają ofiarę. A wszystkie te pieniądze z naszych kampanii to bardzo dziwna rzecz. Ja… jestem tak szczęśliwy, iż mogę powiedzieć to tutaj, że Ewangelia Jezusa Chrystusa nie była dla mnie źródłem dochodów. Gdybym tak myślał o niej w ten sposób, a byłaby to jedyna alternatywa, jaką mam, to powróciłbym do domu - udałbym się z powrotem i rozpocząłbym ponownie moją pracę jako państwowy strażnik w rezerwacie przyrody stanu Indiana, i chodziłbym do pracy.
Głosiłem przez dwanaście lat w kaplicy w Jeffersonville, nie pobierając ani centa wynagrodzenia, ofiar lub czegokolwiek. Pracowałem i tak było. Gdyby gdzieś przytrafiło się teraz, że mógłbym otrzymać… to wydaje mi się bardzo dziwne. Lecz gdybym to wiedział, kiedy byłem w Chicago, że mógłbym zyskać pracę… Nikt nie zatrudniłby mnie, może tylko do kilofa i łopaty gdzieś na ulicy. Zrobiłbym wszystko, co musiałbym, aby zatroszczyć się o siebie. Nie chcę tylko zgrywać pokornego; mówię to z serca. Rozumiecie? I mógłbym odprężyć się więcej. Lecz widzicie? Jednak kiedy mamy takiego rodzaju zgromadzenia, nie można tak postępować, człowiek musi ustawicznie przebywać z Bogiem, żeby wiedzieć, co stanie się na następnym zgromadzeniu.
2
Zatem pamiętajcie o mnie… na większych nabożeństwach, na których siedzimy razem, znajdują się krytycy; jest tam wszystko. Szatan czeka tylko na jeden zły ruch, by potem… Wszystko, na co go stać, to czepiać się właśnie tego. Rozumiecie? A więc… muszę uważać.
Tylko pomyślcie, przyjaciele, na nabożeństwach zgromadzeniach, które już mieliśmy przeminęły, co gdyby to nie było dokładnie prawdą. Spójrzcie, co stałoby się.
Wielu z was czytało moją książkę pod tytułem „Człowiek posłany od Boga”. Widzieliście wszystkie te świadectwa i tak dalej. Co stałoby się, gdyby na jednym z tych bliskich miejsc, gdzie krytycy, maniacy i oni wszyscy im podobni, podbiegli prosto do podium i powiedzieli: „Zabiję cię zaraz teraz. Wezmę cię i zmiażdżę wszystkie kości w twoim ciele”. Cóż, oni byli zdolni to uczynić… Kaznodzieje wycofali się i uciekli. Stałem tam i widziałem, jak Wszechmocny Bóg uderzył w ich życie, a dana osoba upadła na podłogę.
3
Stałem tam i widziałem jak mówili: „To psychologia; ty czytasz myśli ludzi”.
Różni agenci, a najczęściej kaznodzieje biegli do podium, mówiąc: „To psychologia. Ty tylko czytasz myśli ludzi”. Lecz wy widzicie moc Wszechmogącego Boga, jak zstępuje i udaremnia te sprzeciwy wywraca to (Rozumiecie?), gdziekolwiek to jest - w Szwecji, Finlandii, Afryce, gdziekolwiek udalibyście się, zawsze jest tam opozycja: szatan.
To jest powód, dlaczego wielu ludzi… Nie wiecie, jak bardzo chciałbym przyjść i odwiedzić wielu z was. Pragnę to zrobić, jednak w tym wypadku… Nie mogę porównywać mojego życia z waszym i mówić wam, żebyście żyli tak jak ja. Rozumiecie? Muszę żyć, tak, jak On chce, żebym żył.
4
Więc albo będę sługą ludzi, albo sługą Bożym. Ażeby być sługą Bożym, muszę wstrzymywać się. Bez względu na to, jak bardzo was miłuję, muszę wstrzymywać się od ludzi. Nie jestem izolacjonistą. Nie znacie mojego serca - jak bardzo miłuję ludzi. Lecz muszę trzymać się z dala od ludzi, aby stać z Bogiem. Nie ma znaczenia, kim jest dana osoba, nawet moi właśni ludzie… Mój własny brat, przyjechał onegdaj, moja żona siedziała z nimi. A propos mojego brata … Jest moim fizycznym bratem. Powiedział… „nie byłeś w moim domu już tyle lat”. Moja matka płakała i mówiła: „Billy, dlaczego nie odwiedzisz ich?” Jednak ja… Jest to moja matka, lecz ja ją kocham. Jednak powody…
Oto dama siedząca w tym… dzisiaj po południu, ona jest moją żoną. Obiecałem Bogu i jej, że całą moje uczucie miłości będę wyrażał jej jako części kobiecej. Obiecałem to.
Gdy idę ulicą, a jakaś młoda pani przechodzi i mówi: „Czy jesteś bratem Branhamem?” „Oczywiście”. „Cóż, kocham cię”. Pierwsza rzecz: gdybym pomyślał, że ją kocham, że odczuwam miłość do tej dziewczyny, byłoby to fałszywe. Moim pierwszym obowiązkiem jest miłość, którą przyrzekłem mojej żonie. Muszę najpierw myśleć o niej. To jest pierwsza rzecz. Następnie… Bez względu na to, jakbym myślał tutaj, wiem, że to nie jest właściwe, ponieważ to musi być przede wszystkim właściwe. Jeżeli to jest sprzeczne z tym, muszę najpierw rozpocząć od tego. To właśnie przyrzekłem Bogu. A tak właśnie ma się sprawa z prawdą i Ewangelią, i Chrystusem, i ludźmi. Miłuję ludzi z całego mojego serca, ale moja pierwsza miłość jest względem Chrystusa. To jest mój pierwszy obowiązek względem Niego. Dlatego muszę Jemu służyć. Wy to rozumiecie, czyż nie?
5
A te ofiary na misje - starałem się wydać pieniądze… nigdy w życiu nie przyjąłem ofiary pieniężnej, nigdy w życiu nie przyjąłem ofiary pieniężnej.
Przypominam sobie pewne zdarzenie. Czasami mówię o tym. Moja żona będzie mi to wypominać, a więc może jest już gotowa, by mnie zganić dzisiaj, ponieważ jest tutaj.
Zaraz po tym, co byliśmy po ślubie już dwa lata. Wiecie, czasy kryzysu były trudne. Ja… Nie mogliśmy powiązać końca z końcem. Czy kiedykolwiek byliście w takim stanie? Wszyscy przez to przechodziliśmy. Myślę, że przechodziliście. I ja zarabiałem tygodniowo, o, około szesnastu do osiemnastu dolarów, a były dzieci do utrzymania i wszystko, i pomyślałem: „o moi drodzy, co zrobię?” Więc powiedziałem: „Wiesz co? Zbiorę dzisiaj wieczór ofiarę”.
Ona powiedziała: „Hm, przyjdę cię obserwować, jak to czynisz”. Nigdy nie zebrałem żadnej, ale ona powiedziała…
6
Kiedy budowaliśmy ten mały zbór, właśnie w tamtym czasie w 1932 roku, pożyczyłem pieniądze, by go zbudować, i nigdy nie zebrałem żadnej ofiary. Na małym pudełku w tylnej części zboru jest napisane: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych Moich najmniejszych, Mnie uczyniliście”. Nigdy nie mówiłem ludziom, że ona jest tam umieszczona, jednak kiedy miałem zapłacić moje rachunki, one tam były. To jest życie we wierze. Ufaj Bogu w tej sprawie. Rozumiecie, właśnie tak, jak ja zaufałem. I przypominam sobie jeden wieczór, kiedy wyszedłem i zamierzałem zebrać ofiarę. Nie dlatego, że ludzie nie daliby mi ich. Z całą pewnością, oni umarliby za mnie. Lecz oni… gdyby to było niezbędne, oni zrobiliby to. Ale ja jej nie chciałem. Byłem młody i pracowałem, miałem pracę. Wszyscy pozostali pracowali, więc dlaczego ja miałbym nie pracować? Nie kolidowało to z moją usługą, więc kontynuowałem pracę zarobkową.
Lecz pamiętam ten wieczór, kiedy powiedziałem… „Przyjaciele”, powiedziałem, „nie lubię o tym mówić, lecz jestem w kłopotach. Więc ja… Zbierzemy ofiarę”. Powiedziałem: „Bracie Wisehart, czy weźmiesz mój kapelusz?” Nie mieliśmy tac do zbierania ofiar. „Czy weźmiesz mój kapelusz?”
On powiedział: „Tak jest, Billy”. I tak jakoś dziwnie spojrzał na mnie, podszedł i wziął mój kapelusz. Popatrzyłem się, a oto - blisko siedziała niepozorna pani o nazwisku Ware … niepozorna stara matka, miała ubrany fartuch w kratkę, z wewnętrzną kieszenią (wiecie?), tu po tej stronie. Wiecie, o czym mówię, niektóre z was matek. Więc zobaczyłem, jak odgarnęła do tyłu ten mały fartuszek i wyciągnęła taką małą portmonetkę z zatrzaskiem u góry. Wiecie? Otworzyła tę portmonetkę i zaczęła grzebać w tych pięciocentówkach. O ludzie, nie mogłem tego przyjąć! To niepokoiłoby mnie do końca mego życia, że zabrałem tej staruszce pieniądze. Patrzyłem się na nią i zaczęło mnie dławić w gardle. I powiedziałem: „Otóż, przyjaciele, ja tylko testowałem waszą wiarę. Nie myślałem tego poważnie”. Powiedziałem… Moja żona siedziała ot tam, patrząc, jak będę sobie radził w tej sprawie. Wiecie?
7
Pewien stary mężczyzna - on zazwyczaj jest tutaj na każdym nabożeństwie. Nie wiem, czy jest dzisiaj tutaj, czy nie. Nazywa się John Ryan. Nie John Rhyn, który był ślepy. To inny John Ryan. Pomyślelibyście, że należy do Domu Dawida; ma długie włosy i długą brodę. Był na nabożeństwie w Hammond i w Zion. On może być gdzieś tutaj, to wszystko, co wiem.
On przyszedł, aby zobaczyć się ze mną. Więc przyjechał na rowerze. Ten rower kosztował go prawdopodobnie trzy dolary. To było, to było prawdziwie… Wiecie? I oto on przychodzi, z długimi rozczochranymi włosami, brodą po jednej stronie twarzy, przyszedł, aby zobaczyć się ze mną. Cóż, pomyślałem, że on odszedł do świata, kiedy tam siedział.
Trudno jest baptyście powiedzieć coś takiego, czyż nie? Odpadł od wiary. Jednak on… Mimo wszystko przyjechał na rowerze. Powstał i powiedział: „Bracie Bill, możesz sobie go wziąć”. I z powrotem jechał autostopem.
Więc on dał mi ten rower. I kiedy wróciłem do domu tej nocy, moja żona powiedziała: „Myślałam, że miałeś zamiar zebrać ofiarę?”
W poniedziałek, pomyślałem sobie: „Co ja teraz zrobię?” Pojechałem i zaopatrzyłem się w puszkę farby za piętnaście centów i ponaprawiałem ten stary rower, i pomalowałem go, i sprzedałem za dziesięć dolarów. Mimo wszystko, nie musiałem zbierać tej ofiary. Więc… To…
Jednak to uczucie, którego nie mogłem znieść… Wiedziałem, że ta biedna niepozorna staruszka wrzuci te drobne monety, a może oszczędzała je na coś innego. Ja - młody człowiek, a ona ma sześćdziesiąt pięć lat, lub tak jakoś; nie mogłem tego zrobić.
Więc staramy się czynić właśnie w ten sposób. Nasze nabożeństwa nie są po to, aby wyciągać pieniądze od ludzi. Gdybym kiedykolwiek usłyszał, jak któryś z moich menażerów wyprasza pieniądze, to on przestaje być moim menażerem. Nie mamy już takich menażerów. Bo jeśli Bóg nie zaspakaja moich potrzeb tutaj, to On chce, abym odszedł do domu. A więc my - i czekamy na następną wizję.
8
Więc ja nie jestem tak dobry w tej sprawie, bracie Boze, jestem… Widzę, że jestem zbyt blisko tego mikrofonu. Przypominam sobie, kiedy po raz pierwszy próbowałem przemawiać przez mikrofon, byłem wystraszony na śmierć. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Byłem na nabożeństwie w zborze zielonoświątkowców, a zaproszono mnie na podium. Nie wiedziałem, jak blisko mam podejść, byłem wystraszony z powodu tej rzeczy. I patrzyłem się na mikrofon, i cofnąłem się do tyłu; a było to tutaj, blisko Mishawaka. [Brat Boze mówi - wyd.] Tak. W porządku.
Zatem, [brat Branham rozmawia z kimś na boku - wyd.] Absolutnie tak. Prawdopodobnie jest, ponieważ z całą pewnością niczego nie wiem o tym. Jestem tego pewny. W porządku. Słuchajcie, wiecie, że pieniądze odgrywają w tym dużą rolę, czy tak nie jest, bracie? Byłem pewny, że załatwimy to teraz. W porządku. Dziękuję ci bracie. To bardzo miłe.
9
Więc dzisiaj po południu, gdy jesteśmy tutaj… brat Baxter powiedział: „Hm, bracie Branham, a co praca misyjna…” Nie mogłem… Mogłem… gdyby musiał nastać taki czas dla mnie, by zebrać ofiarę dla Pana, mógłbym to zrobić. Lecz nie mogę tego zrobić dla siebie.
Ale tutaj nie tak dawno, poważna suma pieniędzy (wielu w was słyszało o tym,) była mi przekazana, a ja nie chciałem nawet popatrzyć na nią. Mogłem uczynić was wszystkich szczęśliwymi, po prostu ją przyjąć… obecnie wśród was… Było tego półtora miliona dolarów, rozumiecie. Nie chciałem na nie ani spojrzeć. Rozumiecie? Napisano o tym artykuł w gazecie. Lecz ja nie chciałem ich. Tu nie rozchodzi się o pieniądze. Ten, kto zaczyna rozmyślać o pieniądzach, popularności i rzeczach tego rodzaju, jest z całą pewnością na zewnątrz.
Są trzy sprawy, na które zwróciłem uwagę, czytając historię, a które niszczą życie kaznodziei od samego początku: jedną z nich to pieniądze, miłość do nich. Następną to popularność. Kiedy myśli sobie, że jest kimś, chociaż jest tak czy owak nikim. A następną są kobiety. To się zgadza. Człowiek bierze pieniądze, kobiety i popularność. To są trzy główne rzeczy, z którymi Bóg miał kłopoty w przypadku Jego dzieci. Z tym łączy się wiele innych spraw również. Ale główną rzeczą jest, kiedy Bóg zaczyna brata błogosławić i daje mu coś, trochę więcej niż - lub coś innego, aby pomagał ludziom, potem ten człowiek zaczyna sobie myśleć: „Widzicie, kim jestem?” Zaraz potem on stacza się swoją drogą w dół.
Czy chcecie, żebym wam powiedział, jak iść w górę? Uniżajcie się. Droga do góry jest drogą w dół. Ten, kto jest pokorny, tego Bóg wywyższy. Czy się to zgadza? Ten, kto wywyższa samego siebie, będzie poniżony.
10
Przemawiając dzisiejszego popołudnia w ten sposób… Ja nie jestem kaznodzieją. Kiedy przychodzę po bracie Baxter, i Starr i bracie Boze, tych innych kaznodziejach, którzy siedzą tutaj, którzy są wykształconymi mężczyznami, moje wykształcenie ze szkoły podstawowej ma daleko do tego, mówię wam.
Na nabożeństwach w Fort Wayne - nigdy nie zapomnę o tym. Byłem tam i głosiłem zapamiętale (wiecie?) i powróciłem za kurtyny po nabożeństwie, aby odpocząć; byłem zbyt słaby, aby powrócić. I był tam znakomity uczony, który podszedł do mnie i powiedział: „Bracie Branham”, rzekł, „twoja gramatyka jest okropna”.
Odpowiedziałem: „Tak jest. Wiem o tym”. Powiedziałem: „Mam tylko siedem lat wykształcenia. Mój ojciec umarł i musiałem zatroszczyć się o dziesięciu…”
„O, nie możesz się tak usprawiedliwiać”. On powiedział: „O, rety,” powiedział, „te błędy, jakie popełniłeś dzisiaj wieczorem”. Powiedział: „Powinieneś znać lepiej gramatykę niż na takim poziomie ze względu na ten tłum, do którego przemawiałeś”, powiedział: „to ci przynosi hańbę”.
Domyślam się, że on był częścią zespołu Webstera, wiecie, więc powiedziałem: „Proszę pana”, powiedziałem, „ma pan rację”, powiedziałem, „Ale…”.
On powiedział: „Mógłbyś zacząć kursy korespondencyjne”.
Powiedziałem: „Absolutnie tak. Lecz rozumie pan, w tamtym czasie”, powiedziałem, „ja byłem… musiałem zadbać o dużą rodzinę i wszystko, by powiązać koniec z końcem”, powiedziałem, „a teraz,” powiedziałem, „praca dla Pana jest tak czasochłonna - jestem ciągle zajęty”, powiedziałem, „że nie mam czasu, by je rozpocząć”.
On powiedział: „O, to żadna wymówka”. On powiedział: „Słyszałem, jak powiedziałeś dzisiaj wieczorem: Wy wszyscy, którzy podchodzicie to tego polepitu dzisiaj wieczorem, wierzcie, że zostaniecie uzdrowieni”.
Powiedziałem: „Tak jest. A co było w tym złego?” Nie widziałem różnicy. A on powiedział: „Cóż, nie powinieneś mówić polepit”, powiedział, „powinieneś powiedzieć pulpit”. On powiedział: „Ci ludzie docenialiby cię bardziej, gdybyś powiedział pulpit”.
On uszczypnął mnie trochę za mocno. Rozumiecie? Więc położyłem rękę na jego ramieniu i powiedziałem: „Bracie, nie chcę zranić twoich uczuć (rozumiecie?) ale ci ludzie nie troszczą się o to, czy powiem polepit czy pulpit. Chcą, żebym głosił Ewangelię i przyniósł owoce tego, o czym mówię. Oni widzą Jezusa Chrystusa; o to tylko rozchodzi się im”. To się zgadza… Więc teraz, ja… To jest powód, dlaczego mówię, że nie jestem ani usługującym ani kaznodzieją.
11
Kiedy byłem małym chłopcem, mój tata był jeźdźcem i zazwyczaj udawał się na rodea i tak dalej, i jeździł na popisy. Dobrze strzelał z pistoletów i zwykle obserwowałem go, jak ustawił sobie na dworze rząd puszek, właśnie tych maleńkich puszek, jak ta, i porozrzucał je w ten sposób, wziął dwa pistolety i turlał tą puszką. Cóż, ja nie mógłbym trafić puszki ze smalcem ze strzelby w taki sposób, więc… Patrzcie, co za różnica. A jako jeździec, on mógł po prostu… Widziałem jak jeździł, dopóki krew nie zaczęła wychodzić z jego nosa i uszu. I pomyślałem sobie: „O rety, to jest… On…”.
Kiedy wyrosłem na dość dużego chłopca, powiedziałem: „będę taki, jak mój tata”. Więc, mieliśmy starego konia pociągowego. Większość swego życia spędziłem w Indianie. Posiadaliśmy starego konia pociągowego, miał około czternastu lat. Cały dzień orano tą starą szkapą i mieliśmy koryto do pojenia wyciosane z drewnianej kłody. Czy kiedykolwiek widzieliście takie, wyciosane ze starej kłody? Wy tutaj wyglądacie na wieśniaków, czyż nie? O, moi drodzy, to jest w porządku. Więc zdejmę teraz moją marynarkę i mój krawat.
12
A więc to stare koryto do pojenia, do niego musiano napompować wodę. Czy to znacie? Jedno z dzieci musiało udać się tam niemal pół godziny przedtem, by napompować dosyć wody do napojenia konia.
Udaliśmy się więc za stodołę, żeby tata nie mógł nas zobaczyć. Wyśliznąłem się i zabrałem jego siodło (rozumiecie?) i wrzuciłem go na konia, kiedy został napojony, zdjąłem z niego uprząż, cały ten sprzęt. Następnie wyciągnąłem rękę, wziąłem garść łopianów i przyczepiłem je pod siodło (wiecie?), i dociągnąłem popręg. Potem wlazłem na grzbiet tego starego konia w słomianym kapeluszu. Rozumiecie? A ten biedny stary koń, tak stary i sztywny i zmęczony, nie mógł podnieść swoich nóg od ziemi. On tylko zarżał. I kiedy tam stał i rżał… A ja wziąłem kapelusz do ręki i wrzeszczałem i krzyczałem, a wszyscy moi bracia siedzieli dookoła na płocie, wszyscy tam siedzieli. Byłem kowbojem. O, moi drodzy, naprawdę mogłem jechać. Ten stary biedny koń tylko kołysał się, było to podobne do jechania na koniu na biegunach tutaj na zewnątrz; nie było to tak złe.
13
Więc kiedy miałem około osiemnastu lat, pomyślałem sobie: „jestem już dosyć stary. Udam się na zachód i będę tam kowbojem”. Prawdopodobnie widziałem zbyt dużo filmów. A więc udałem się na zachód. I wylądowałem w Arizonie właśnie w okresie czasu, gdy odbywało się rodeo. Udałem się tam, miałem trochę pieniędzy, i kupiłem sobie skórzane jeździeckie nogawice. Więc musieli znaleźć ładną, wielką parę. Rozumiecie? I założyłem je sobie w ten sposób. Byłem jeszcze chłopcem (wiecie?), więc około osiemnastu cali skóry zwisało na ziemię, kiedy je ubrałem. Wyglądałem jak jeden z tych kurczaków liliputów (wiecie?), z takimi zwisającymi do tyłu piórami, ot tak. Myślałem sobie: „Cóż, one są tutaj w Arizonie za duże dla nas Kentakijczyków”.
Więc włożyłem na siebie Levis'y, wdrapałem się na płot zagrody, w której jeżdżono na koniach podczas rodeo. Słyszałem, jak mówiono: „Następnym będzie dziki koń z Kansasu. Pojedzie na nim taki-i-taki”, i tak gadali sobie - przechodził ten człowiek, który wywoływał. Popatrzyłem się na płot, na tych wszystkich zeszpeconych kowbojów (rozumiecie?), którzy tam siedzieli, z osmaganymi niepogodą twarzami. Wiecie? Patrząc na nich wszystkich, pomyślałem sobie: „Oto, gdzie ja właśnie należę - do tych facetów”. A więc zeskoczyłem i przedostałem się tam, i usiadłem na płocie zagrody (rozumiecie?), ubrany w Levis'y, z kapeluszem przykrywającym moje uszy, bo był za duży dla mnie. Kosztowały około jednego dolara i dziewięćdziesięciu centów, a więc nie było to dużo. Rozumiecie? Pomyślałem sobie, że jestem prawdziwym kowbojem, ponieważ jeździłem na tym starym koniu pociągowym (rozumiecie?) i myślałem: „Mogę robić to samo”. Nigdy nie widziałem prawdziwego rodeo. Rozumiecie?
14
Więc po chwili wpędzili tego dzikiego konia po pochylni do zagrody - do koralu. I kiedy ten koń wybiegł, ten ujeżdżacz zeskoczył z płotu do jego siodła, które mu przedtem podpięli. I słyszałem, jak ten koń zarżał i ryknął i parsknął, a ja pomyślałem: „O, o. To nie jest żaden stary koń pociągowy, jakiego miałem w domu”.
Kiedy koń wyskoczył z ganku, ten jeździec wskoczył mu do siodła. Koń skoczył w bok raz w tę i raz w drugą stronę, wygiął grzbiet w kabłąk, i siodło i człowiek, i wszystko zleciało z niego. Kiedy jeździec spadł na ziemię, jeźdźcy z rodeo chwycili konia, a karetka zabrała tego mężczyznę. Krew ciekła mu z nosa i uszu i wszystkiego. I oto przychodzi mężczyzna, który wywoływał, mówiąc: „Dam komukolwiek pięćdziesiąt dolarów, kto utrzyma się na nim trzydzieści sekund”.
Cóż, ja… Pojechałem tam, aby jeździć, powiedziałem: „W porządku”. A ci kowboje, którzy siedzieli na płocie… Powiedział: „Dam komukolwiek pięćdziesiąt dolarów, kto zdoła jeździć na nim trzydzieści sekund”. Ówczesna oferta równała się prawie że dwu tysiącom dolarów w obecnym czasie. Człowieku, tych pięćdziesiąt dolarów brzmiało bardzo dobrze. On spojrzał wprost na mnie i powiedział: „Czy jesteś jeźdźcem?”
Odpowiedziałem: „Absolutnie nie”. To nie był koń pociągowy.
15
Dlatego właśnie, kiedy mówię o tym… Kiedy jestem w domu w pobliżu zboru, a ktoś zapyta: „Czy jesteś kaznodzieją?” mówię „Tak”.
Lecz kiedy wyjadę i jestem wśród tych słynnych kaznodziejów, a zapytają: „Czy jesteś kaznodzieją?” mówię: „Absolutnie nie”.
Nie. Lecz miłuję Słowo Pańskie i lubię uwielbiać Go gdziekolwiek, kiedy mamy społeczność wokół Słowa Pańskiego. Mam kilka krótkich tekstów, którymi zazwyczaj posługuję się, jak na przykład ten. W domu zagłębiam się do Biblii, nauczam ze Starego Testamentu i Nowego, i tak dalej, nie w języku greckim czy hebrajskim, ponieważ ich nie znam. W taki sposób właśnie je rozumiem i w taki, jak Duch Święty mi objawi.
16
Dzisiejszego popołudnia, jeżeli Pan pozwoli, chciałbym zaczerpnąć tutaj krótki tekst. Może ja - ktoś z was tutaj już słyszał, jak głoszę na ten temat. Głosiłem już cztery lub pięć krótkich tematów w tym kraju, mniej więcej coś jak „Chodźcie i zobaczcie Człowieka”. Czasami posługuję się tym. Na przykład: „Kobieta przy studni”, i zazwyczaj staram się podejść do tego w odmienny sposób, aby to za każdym razem było inne. Taki krótki tekst jak ten, ponieważ nie chcę oddalić się za daleko w jedną stronę, bowiem kiedy powrócę dzisiaj wieczorem, by podjąć się usługi, jest to inne namaszczenie i czasami mnie to wyprowadza z równowagi. Rozumiecie?
A więc albo „Czy w to wierzysz?” albo „Cztery sposoby postrzegania Boga”, albo „Wtedy On zawołał”, lub krótkie tematy jak te.
Więc dzisiaj wieczorem chcę przeczytać z Ewangelii świętego Jana… na temat „Nawet teraz, Panie”.
17
Pragnę teraz czytać z ew. Jana 11. rozdział... A czytanie Słowa - Bóg przyniesie rezultaty dzięki czytaniu Słowa. Czy temu nie wierzycie? Mówiłem na ten temat gdzieś przedtem; może w sąsiedztwie, gdzieś tutaj i gdzieś w tym kraju. Jeżeli mówiłem, to spróbuję podejść do tego w inny sposób. Więc weźmy te... A zatem - to brat Baxter będzie głosił. Ja dopiero co przyszedłem tutaj dzisiaj wieczorem; po południu trochę odpocząłem na dzisiejszy wieczór.
18
11. rozdział z ew. Jana i rozpocznijmy może 18. czy 19. wersetem, 18. wersetem powiedzmy, i przeczytajmy tutaj po prostu krótki ustęp Pisma świętego.
A Betania była blisko Jerozolimy, około piętnastu stadiów.
I przyszło wielu Żydów do Marty i Marii, aby je pocieszyć po stracie brata.
Gdy więc Marta usłyszała, że Jezus idzie, wybiegła na jego spotkanie; ale Maria siedziała w domu.
Rzekła więc Marta do Jezusa: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój.
Ale i teraz wiem, że o cokolwiek prosiłbyś Boga, da ci to Bóg.
Rzekł jej Jezus: Zmartwychwstanie brat twój.
Odpowiedziała mu Marta: Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym.
Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.
A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?
Rzecze mu: Tak, Panie! Ja uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boży, który miał przyjść na świat„.
Pochylmy teraz nasze głowy na chwilę, by mówić do Autora tej Księgi.
19
Panie Jezu, Mistrzu Życia, Dawco wszelkich dobrych darów z Twojej łaski, my wiemy, że jesteśmy zbawieni, nie dla naszych zasług, lecz z łaski Bożej, która została rozlana w naszych sercach przez Ducha świętego. Kiedyś byliśmy obcymi, oddzielonymi od Boga poganami, oddającymi cześć niemym bożkom. Lecz w odpowiednim czasie Chrystus umarł - Niewinny za winnych, by nas zabrać do Ojca. I teraz jesteśmy synami i córkami Bożymi. ,Jeszcze się nie objawiło, czym będziemy, lecz wiemy, że będziemy mieć ciało podobne do Niego, albowiem ujrzymy Go takim, jakim On jest„.
Panie, jak my wzdychamy w tych ciałach, abyśmy zostali przyodziani w nieśmiertelność, abyśmy zostali przyobleczeni Jego Duchem, by pewnego dnia...
20
Wiemy, że krew byków i kozłów w Starym Testamencie nie mogła usunąć grzechu. Ona tylko przykryła grzech. A żyjąc sprawiedliwie, czekali w raju na ten dzień, kiedy grzech miał zostać usunięty. Lecz kiedy Jezus przyszedł - Syn Boży, Mesjasz - On usunął grzech. On go oddzielił, nie przykrył go; On go usunął precz. Więc teraz - od tego czasu jeżeli ten ziemski przybytek zostanie zburzony, to mamy inny, czekający w chwale; pójdziemy prosto do Obecności Ojca, by tam zostać przyobleczeni w nieśmiertelność. O, jeśli ten ziemski przybytek - gdyby on miał zostać zabrany dziś po południu... Jesteśmy urodzeni w grzechu, ukształtowani w nieprawości, przyszliśmy na świat mówiąc kłamstwo, grzesznicy z natury, potem Bóg, który nas odkupił, a On odkupił naszą duszę i ma błogosławione ciało, czekające na nas, które nigdy nie będzie chore, będzie nawet odporne na pokuszenia - będzie to ciało podobne do Jego własnego chwalebnego ciała; potem Go zobaczymy takim, jakim On jest.
21
Teraz, Ojcze, przychodzimy do Twego Słowa. Nie było nikogo, kto by mógł otworzyć tę Księgę, względnie zerwać z niej pieczęcie. Lecz Baranek, który został zabity przed założeniem świata - On był godzien. I On przyszedł i wziął tę Księgę z prawej ręki Tego... i otworzył Księgę i zerwał jej Pieczęcie. I niechby teraz przyszedł Duch święty, wziął wszystkie te słowa, które właśnie czytaliśmy, i niechby On mówił dzisiaj, unosił się bezpośrednio ponad tymi słuchaczami tutaj, i niechby Duch święty dał Kościołowi dokładnie to, czego potrzebujemy: Wiarę.
Przygotuj usługę na dzisiejszy wieczór, Panie. Oby dzisiaj wieczorem była najwspanialsza usługa, nie dlatego, że ja tu jestem, lecz dlatego, że Ty jesteś tutaj. Niechby to była największa usługa, jaką ten kościół Filadelfia przeżył od czasu, kiedy został założony. Niechby święty Bóg z niebios zatrząsł tym miejscem, kiedy siedzimy na tym wielkim stadionie, względnie w jakimś audytorium gdzieś indziej, niech trzęsie miastem Chicago przez trzy lub cztery miesiące. Daruj tego, Ojcze.
Uczyń to nadzwyczaj obficie dzisiaj. Przygotuj teraz te serca. Rozkrusz glebę, wykop wszystkie zielone ciernie, osty i kolce, oraz korzenie gorzkości i przyprowadź Ducha świętego w takiej mierze dzisiaj wieczorem, żeby Anioł Boży mógł ogarnąć ten budynek w wielkim nabożeństwie, bowiem prosimy o to w Imieniu Jezus. Amen. Dziękuję ci, bracie.
22
Kiedy przychodzimy do Słowa teraz na kilka chwil... Ja zdejmę mój zegarek. Nie wiem, gdzie tutaj macie zegar. Jest to... I spróbuję nie trzymać was dłużej, niż... żebyście mieli wystarczająco dużo czasu, by się przygotować.
A mój syn prosił mnie przed kilkoma minutami, abym ogłosił ludziom, że kto chce kartę modlitwy na dzisiejszy wieczór, aby był tutaj o szóstej, o ile to możliwe, by otrzymał kartę modlitwy; ci, którzy są chorzy i w potrzebie, aby byli tutaj o szóstej wieczorem, by otrzymać kartę modlitwy.
Otóż, nasze miejsce Pisma świętego przeniosło nas z powrotem tuż przed... względnie do czasu, kiedy nasz Pan usługiwał. On stał się po prostu bardzo sławnym, ponieważ Bóg był z Nim. On był Człowiekiem i nie miał piękności, dla której mielibyśmy Go pragnąć. On był - nie było na Nim wiele do oglądania - prawdopodobnie mały, słabowity Człowiek. A Biblia mówi, że On nie był pięknym pod tym względem, żeby był wysoki sześć, czy siedem stóp, jak Saul, lecz On był małym Mężczyzną.
23
Biblia mówi: „Jako zakrywający twarz Swoją, a myśmy mniemali, że On jest zraniony, ubity od Boga i utrapiony”. Lecz te sprawy, które Bóg czynił w Nim, były tak doniosłej wagi, że ludzie wiedzieli, iż On przyszedł od Boga.
Bo nawet ten wielki nauczyciel Nikodem, który przyszedł do Niego w nocy, powiedział: „Wiemy, że Ty jesteś nauczycielem, przychodzącym od Boga, bowiem żaden człowiek nie może czynić tych rzeczy, które ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim”. Oni to wiedzieli bez żadnego cienia wątpliwości.
Otóż, kapłani w owych czasach mówili: „On jest psychiatrą. On potrafi czytać myśli. On czyta myśli człowieka. W taki sposób On wie, co dolega tym ludziom; On czyta ich myśli”. On tak czynił. Jezus potrafił czytać ich myśli. To was trochę zaszokowało, nieprawdaż? Lecz On potrafił. On dostrzegał ich myśli. Czy się to zgadzał Otóż, to jest czytanie myśli. Rozumiecie? Nie któraś z tych siedzących tam - jedna z tych zwykłych kobiet, siedzących tam na rogu ulicy, biorąca gałązkę palmową z twojej ręki; to jest namiastka, którą ma diabeł, coś, by to podrobić. To jest fałszywy dolar w stosunku do dolara prawdziwego. Rozumiecie?
24
Wszystko, co czynił Bóg, diabeł uczynił namiastkę tego, uczynił coś fałszywego. Rozumiecie? I dlatego właśnie są te dwa duchy w ostatnich dniach, one zaraz temu towarzyszą i ludzie stają się tak formalni i fundamentalni, że zupełnie nie dostrzegają tego ducha, rozumiecie - w ten sposób. A niektórzy z tych po radykalnej stronie idą z tym wprost do „izmów”, lecz Prawda Boża idzie dokładnie środkiem drogi - pozostaje tam razem z pełnią mocy Bożej. Tam właśnie Ona się znajduje.
Otóż, oczywiście, do wszystkiego, co ma Bóg, ma szatan jakąś imitację - rozumiecie, on sporządza jakąś imitację tego. A Jezus dostrzegał ich myśli, więc dlatego wielki ortodoksyjny ruch owych dni mówił: „Ten Człowiek jest najlepszym wróżbitą w kraju. On jest Belzebubem, księciem diabła”. Czy się to zgadzał Otóż, to właśnie mówili kaznodzieje. A najwięksi nauczyciele Biblii owych dni mówili: „On jest Belzebubem”.
25
Zobaczmy teraz, co powiedział diabeł. Diabeł powiedział, że On jest Synem Bożym: „My wiemy, kim Ty jesteś - Tym świętym Bożym”. Czy się to zgadzał W tym wypadku diabły miały więcej wiadomości o Bogu, niż kaznodzieje. Czy się to zgadza?
Kiedy Paweł i Sylas byli tam w mieście i czynili wielkie sprawy Boże, była tam zwykła, młoda wróżka, która chodziła tam i z powrotem po ulicy każdego dnia i wołała za Pawłem. Mówiła: „Oto jest człowiek, który nam opowie drogę życia. To jest mąż Boży”.
A tutaj byli kaznodzieje, którzy orzekli: „To są oszuści. Oni obracają świat do góry nogami. Oni nie są dobrzy”. A ta... Tam byli kaznodzieje, mówiący: „To są oszuści”. A diabeł mówił: „Oni są mężami Bożymi”. Co było poprawne? Widzicie, diabeł miał rację. Czy się to zgadzał Oczywiście - miał. Widzicie więc, że nawet ludzie...
Możecie być tak obeznani ze Słowem, że sobie myślicie: „O, Słowo, to Słowo!” To się zgadza. Lecz Ewangelia nie przyszła tylko w Słowie, lecz w mocy i demonstracji Ducha świętego do tego stopnia, że to Słowo stało się Życiem! Rozumiecie?
Pszenica jest dobra w twojej ręce, lecz tak nie otrzymasz z niej plonu. Musisz ją zasiać do gleby i pozwolić jej na nowo wyróść. Czy się to zgadzał
26
Otóż, to Słowo ma rację; to jest Boży sposób, oczywiście. Lecz tylko Słowo? „Litera zabija, lecz Duch daje Życie”. Czy rozumiecie, co mam na myśli?
Otóż - i dlatego diabeł musiał świadczyć o Bogu. W Swojej usłudze tutaj On wyszedł i zaczęły się dziać pewne rzeczy. I wtedy kościół został całkiem zamknięty dla Niego i mówili: „Otóż, jeżeli ktoś pójdzie tam, by Go słuchać, to skreślimy zaraz jego członkostwo. Taki człowiek będzie musiał odejść. Nie będzie już więcej u nas”.
Lecz byli tam pewni ludzie, nazywali się Marta, Maria i Łazarz, brat i siostry. I oni słuchali Jezusa, widzieli Jego cuda, więc nie dbali o to, czy On był... co mówili ci ortodoksyjni, co mówił kościół, wcale się o to nie troszczyli. Oni Mu wierzyli i chodzili z Nim. I oni Mu wierzyli, ponieważ wiedzieli, że On był Mężem Bożym. Więc On przyszedł i przebywał w ich domu, w Betanii.
27
I potem, kiedy On mieszkał tam razem z nimi, Jego usługa była tak wielka, że pewnego dnia On musiał odejść z domu. Tłumy ludzi wywołały Go na zewnątrz - było tam zbyt wielu ludzi zebranych z powodu Niego. Ludzie przychodzili do Niego tysiącami i On wymknął się spośród nich, i odszedł gdzieś na osobne miejsce, rozumiecie, by być sam na sam z Ojcem - by się modlić. Miasta zapraszały Go do siebie, lecz On udał się w góry, sam, by zobaczyć, jaką drogą poprowadzi Go Ojciec. On przyszedł, by wykonywać dzieło Ojca. To właśnie powinniśmy czynić dzisiaj - być w sprawach Ojca, to się zgadza; nie tak bardzo w rangach społecznych i tak dalej, lecz w sprawach Ojca.
28
Weźmy teraz tego cudownego Jezusa na chwilę i obserwujmy Jego przyjście - tuż, zanim On przyszedł. Było tam... Najpierw, zanim On przyszedł, było to ogłoszone. Kościół wycofał się całkiem do tyłu i był w zupełnym zamieszaniu, dokładnie tak, jak dzieje się dzisiaj. Jedni mieli to - faryzeusze, saduceusze, celnicy - cały szereg - wszelkiego rodzaju „izmy” wokół tego. A wystąpiło nawet kilku mężów i twierdzili, że to on jest tym wielkim, który wywabił setki ludzi na pustynię i oni poginęli. Wy znacie te dzieje. I wszystko temu podobne...
Lecz w końcu przyszedł czas względnie potrzeba, aby przyszedł ...?... Oni czekali na Niego. I pewnego dnia... Obserwujmy to.
Widzę pewnego starego mężczyznę i kobietę, dawno przekroczyli wiek rodzenia potomstwa - zwłaszcza ta kobieta. I ona powiedziała, że modlili się przez wszystkie te lata do Boga, by zdjął z niej tą hańbę, aby mogła rodzić dzieci, ponieważ dla każdej żydówki było honorem urodzić dziecko.
29
Jak oni to teraz zmienili. Dzisiaj jest niemal hańbą mieć dziecko. Otóż, czy to nie jest prawdą? Może nie powiecie na to amen, ale to jest prawdą. Kobieta zapłaci raczej sto dolarów za małego kundla z płaskim nosem i okazuje mu swoją macierzyńską miłość, zamiast bawić się z niemowlęciem. Otóż, wy wiecie, że to prawda. Spaceruje z nim po ulicy w króciutkim sweterku na sobie. I widziałem jedną z największych klinik, jakie widziałem kiedykolwiek, tutaj niedaleko - klinikę dla psów. Nie umiem sobie tego wyobrazić. Nie mogę tego zrozumieć. Dobra. Tak czy owak, to sprawa między wami a Bogiem.
Słuchajcie teraz. Wówczas Zachariasz był sprawiedliwym człowiekiem, kapłanem. I on przyszedł do domu Bożego; jego usługą było palenie kadzidła, podczas gdy ludzie modlili się. A potem, pewnego dnia, kiedy on palił kadzidło, czas obietnicy przybliżył się. I Bóg posłał tam anioła - do tego ołtarza. Czy wierzycie w aniołów? [Zgromadzeni mówią: „Amen” - wyd.] Tak jest.
30
Ktoś powiedział niedawno: „Bracie Branham, ty się mylisz co do tego Mężczyzny, który mówił do ciebie”.
Powiedział: „To był Pan”.
Ja odrzekłem: „To był anioł”.
On powiedział: „Ja jestem posłany z Obecności Boga”.
To nie był Pan. On był aniołem.
„O” - powiedział on - „to jest całkiem błędne”.
Dalej mówił: „Bracie Branham, Bóg mówił w dawnych czasach - w Biblii mówił” - powiedział - „a był wówczas Daniel i wszyscy pozostali. Tak, oni byli... Mieli aniołów i tak dalej, lecz nie mieli nauki Nowego Testamentu”.
A był to ten człowiek, który powiedział: „My mówimy tam, gdzie mówi Biblia, a milczymy tam, gdzie milczy Biblia”. Pomyślałem sobie: „Jak bardzo on milczy w sprawie czegokolwiek, co mówi Biblia”. Powiedziałem: „Czy mi chcesz powiedzieć, że nie wierzysz, iż aniołowie Boży...?”
Ten człowiek powiedział: „Absolutnie nie. Duch święty prowadzi Kościół”.
Ja odrzekłem: „Masz rację, lecz oni mają usługujące duchy posłane z Obecności Bożej”.
On powiedział: „W Nowym Testamencie nie, bracie”.
Ja powiedziałem: „O, tak. W Nowym Testamencie”.
On powiedział: „Duch święty, nie aniołowie, Duch święty...”
Ja powiedziałem: „Popatrz, pragnę ci zadać pytanie”. I powiedziałem: „Był to anioł Boży, który spotkał się z Marią?”
On odrzekł: „Tak, lecz to było przed Wylaniem Ducha świętego. Po Dniu Pięćdziesiątym był to Duch święty” - powiedział - „od tego czasu”.
31
Ja powiedziałem: „To prawda, Duch święty prowadzi Kościół, to jest prawdą. Lecz spójrz” - mówiłem dalej - „czy wierzysz, że Filip miał chrzest Duchem Świętym?”
Czy wy temu wierzycie - wszyscy? Oczywiście, że miał. Dobrze, więc kiedy on był w Samarii i urządzał tam zgromadzenia ewangelizacyjne, kto to był, kto przemówił do niego i powiedział: „Wyjdź na pustynię w kierunku Gazy”? Czy to był Duch święty? O, nie. Anioł Pański przemówił do niego. Czy się to zgadzał „Wyjdź tam na pustynię w kierunku Gazy i mów”.
Patrzcie, ilu z was wierzy, że Piotr miał Ducha świętego? Zobaczmy. Czy wierzycie, że on miał chrzest Duchem Świętym? Kiedy on był w więzieniu owej nocy, a w domu Jana Marka modlili się za nim na zgromadzeniu modlitewnym, kto to był, kto zaświecił jak światło w oknie i otworzył mu drzwi? Czy to był Duch święty? Anioł Pański.
32
Ilu z was wierzy, że Paweł miał Ducha świętego? Otóż, kiedy on był tam na okręcie czternaście dni i nocy, nie było widać księżyca ani gwiazd i wszelka nadzieja zginęła, to on udał się na dno tej łodzi, by się modlić i potem wrócił na pokład. Powiedział: „Bądźcie dobrej myśli, bowiem Anioł Pański, którego sługą ja jestem, stanął przy mnie ubiegłej nocy i rzekł: „Nie bój się, Pawle”. Czy się to zgadzał Anioł Pański...
Cała Księga Objawienia została napisana dzięki świadectwu Anioła. „Ja, Jezus, posłałem Mojego Anioła, by świadczył o tych sprawach, aby zostały napisane dla Kościoła”. Czy się to zgadza?
Jan upadł, by oddać pokłon aniołowi. A anioł powiedział: „Nie czyń tego”. Otóż, to nie był Józef Smith. Lecz on powiedział... prawdziwy anioł nie ścierpiałby tego, by mu się kłaniano. Wy to wiecie. O nie. On powiedział: „Bogu się kłaniaj”.
33
I Bóg ma nadal aniołów. Jeżeli oni odwiedzają ludzi... Nie oddajemy czci aniołom, bowiem to są anielskie istoty, które są atrybutami Bożymi, wysłanymi, by usługiwać Kościołowi - poprzez ludzi. O, moi drodzy. Jak bardzo brakuje nam dzisiaj prawdziwego apostolskiego Kościoła.
My ludzie, którzy twierdzimy, że tam jesteśmy - którzy twierdzimy, że zakosztowaliśmy z kielicha błogosławieństw, jak bardzo nam tego brakuje. My sobie tańczymy na mydlanych bańkach, a nie wiemy, co jest na dnie. To prawda.
Zatem, przyjaciele, kiedy stoję tutaj, ponoszę odpowiedzialność nie przed słuchaczami, lecz przed Bogiem. To się zgadza. I moje słowa muszą być... Ja wiem, że mam wiele milionów ludzi, którzy słuchają i zważają na każde słowo, które wypowiadam, więc ja muszę być całym moim sercem tak wiernym Bogu, jak tylko potrafię. I ja mówię dzisiaj, że nawet jeszcze nie zadrasnęliśmy powierzchni tego. To się zgadza. Kościół musi dotrzeć do sedna sprawy. Moi drodzy, czytaliśmy... Jest to podobne do czytania, pisania i arytmetyki. Zwróćcie uwagę.
Więc ten anioł przyszedł, był to Gabriel. Otóż, Bóg posyła mniejszych aniołów (to się zgadza), prawdopodobnie jeden z nich przychodzi tutaj. A niektórzy ludzie będą się nadymać w swoich myślach, twierdząc, że widzieli aniołów i inne sprawy - myśląc sobie, że ich widzieli i tym podobnie. To jest tylko imitacja.
34
Jeżeli ktoś zobaczył Anioła Bożego i otrzymał polecenie od Boga albo ten anioł dał mu polecenie od Boga i był posłany od Boga, to się zaraz okaże, czy to jest prawdą. Czy temu wierzycie? Lecz jeżeli się tak nie stanie, nie jest to prawdą. To jest jedna rzecz, na której możecie polegać: „Według ich owoców poznacie je”. To prawda.
35
Zwróćcie teraz uwagę, że tym aniołem był Gabriel. Otóż, ci mniejsi aniołowie przychodzą, lecz kiedy widzicie lub słyszycie, że przychodzi Gabriel, bądźcie gotowi, bo wydarzy się coś wielkiego. To Gabriel właśnie oznajmił pierwsze przyjście Jezusa Chrystusa. Czy się to zgadzał I jesteśmy nauczani w Biblii, że Gabriel oznajmi drugie przyjście. On zatrąbi na trąbie Bożej (czy się to zgadzał) - ogłosi przyjście Pańskie, anioł Boży, Gabriel, który stoi po prawicy Boga.
Otóż, ten wielki Gabriel zstąpił tam do tego kapłana, który huśtał swoją kadzielnicą, paląc kadzidło, podczas gdy ludzie na zewnątrz modlili się. On stał u ołtarza. I on spojrzał ponad - w bok od ołtarza, a tam stał wielki archanioł. To przestraszyło kapłana. A on mu powiedział wszystko o jego życiu, i inne sprawy, i co on ma uczynić. Powiedział: „Kiedy się skończą dni twojej usługi tutaj, idź do domu do Elżbiety, twej żony, a ona urodzi dziecko, i nazwiesz go imieniem Jan”.
Słuchajcie teraz. Ten kapłan powiedział: „Jak się to może stać? Ona jest stara”. Widzicie?
36
Byli to sprawiedliwi ludzie chodzący ustawicznie w światłości Pańskiej; do takiego domu właśnie może Bóg wstąpić. Otóż, jeżeli urządzacie różne przyjęcia towarzyskie z piciem piwa i wszystkim możliwym w waszym domu, to Bóg nie nawiedzi was tam nigdy. To się zgadza. Lecz jeśli macie dom, który jest oczyszczony, i żyjecie dla Boga w modlitwach, a Biblia jest otwarta i jest na niej kilka plam od łez, wtedy Bóg może was odwiedzić. To się zgadza. Bowiem wy musicie otworzyć kanał, przez który On może wejść do środka. Lecz tam właśnie tak było.
Kiedy Bóg odpowiedział na modlitwę Zachariasza i Elżbiety, wydawało się, że go to przestraszyło na śmierć, oczywiście. On sobie nie myślał, że to mogłoby się stać. Lecz On powiedział: „Jam jest Gabriel, stojący w Obecności Boga, i Moje słowa wypełnią się w ich czasie”. Potem Zachariasz wyszedł, a ludzie... On oniemiał. I on miał być niemym aż do dnia, kiedy się urodzi to dziecię.
I wówczas Zachariasz wyszedł, a ludzie... On skinął ręką na ludzi. Wtedy oni zrozumieli, że on zobaczył wizję czy coś takiego. Więc on poszedł do domu, a Elżbieta poczęła i ukrywała się przez sześć miesięcy. I ona miała się stać matką.
37
Obserwujcie potem, jak tam w Nazarecie, w najpodlejszym mieście tego kraju, prawdopodobnie gorszym od Chicago - może tak zepsutym jak Jeffersonville, skąd ja przybywam... Ni stąd ni zowąd, pewnego dnia szła tam młoda dziewica, zaręczona z mężczyzną, który miał około czterdzieści pięć lat, był wdowcem i miał może czworo dzieci. Patrzcie, ona szła do domu orientalnego typu.
Prawdopodobnie było to w poniedziałek. Niosła może na głowie wodę do mycia w glinianym naczyniu, jak to czynią do dzisiaj, i szła drogą. I nagle zajaśniała przed nią wielka światłość. Ona... to przestraszyło młodą dziewicę. Spojrzała, a tam był Gabriel, stojący obok niej. Powiedział: „Bądź pozdrowiona, Mario” albo „Zatrzymaj się”. Dalej powiedział: „Błogosławioną jesteś między niewiastami”. Powiedział jej, że jej kuzynka, Elżbieta, poczęła w jej podeszłym wieku i urodzi dziecię. Rzekł jej też, że ona urodzi Dziecię, nie poznawszy męża.
Spójrzcie na tę różnicę między Zachariaszem - tym kapłanem, który studiował Pismo ciągle na nowo i na nowo, od początku do końca, i miał wiele wzorów: Była tam Sara, Anna, i tak dalej; w Starym Testamencie wiele wzorów. On jednak wątpił w to, że się tak naprawdę stanie. Lecz ta młoda dziewczyna nie wątpiła. Ona powiedziała: „Oto służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa”. Co za różnica!
38
Otóż, czasami człowiek może stać się zatwardziałym. Czyta Biblię i po prostu jakby czytał gazetę. Jeżeli masz tą samą wiarę, jaką masz przy czytaniu gazety, to zatwardzasz samego siebie. Kiedy czytasz Boże Słowo, to Mu wierz dokładnie tak, jak w Nim jest powiedziane i weź Boga za Jego Słowo.
Otóż, w tej chwili, kiedy to ona usłyszała względnie zobaczyła to przed sobą, a Anioł Pański powiedział: „Ty będziesz miała dziecię” - spójrzcie, czemu ona musiała uwierzyć. Ona musiała uwierzyć temu, co się dotychczas nigdy nie wydarzyło. Zachariasz nie musiał... Wydarzyło się to już dość dużo razy w Piśmie Świętym. On miał dość dużo przykładów. Lecz Maria musiała uwierzyć w coś, co było zupełnie niemożliwe i nie stało się to jeszcze dotychczas. Jednak ona nie zachwiała się w tym. Po prostu powiedziała: „Oto służebnica Pańska, niech mi się tak stanie”. Ona wzięła Boga za Jego Słowo.
A dzisiaj, bezpośrednio tutaj teraz, kiedy setki ludzi z całego świata zostały uzdrowione w tych wielkich kampaniach tego współczesnego przebudzenia, które się rozchodzi po świecie - właśnie dzisiaj, właśnie w tej chwili tuziny i setki ludzi na zgromadzeniach tutaj w Stanach Zjednoczonych zostają uzdrowione w tej chwili mocą Bożą; wiele przykładów każdego dnia, każdego wieczora. A pomimo tego siedzimy i zastanawiamy się: „Boże, dlaczego nie uczynisz tego” i „dlaczego Ty nie uczynisz tamtego?” Weźcie Boga za Jego Słowo!
39
Maria powiedziała: „Oto służebnica Pańska”. Zaczęła się radować. Była szczęśliwa. Bóg to obiecał; ona wiedziała, że będzie miała dziecię. Myślę, że mówiłem coś na ten temat ubiegłego wieczora. Ona nie czekała, aż opuści kolejkę. Nie czekała, aż będzie o tym przekonana. Nie czekała na jakiś widzialny znak. Ona po prostu uwierzyła, że to, co powiedział Anioł, jest Prawdą. Tutaj to macie.
Kłopot w tym, że my kwestionujemy Boga. A jeśli kwestionujemy Boga, nie możemy wierzyć Bogu. Wiara jest substancją rzeczy, których się spodziewamy, i dowodem rzeczy, których nie widzimy, nie smakujemy, nie dotykamy, nie wąchamy, nie słyszymy. Amen.
Zaczynam się czuć trochę religijnie w tej chwili. Ja... W porządku. O, weźcie Boga za Jego Słowo. Ona się zaczęła radować i uwielbiać Boga, kiedy to tylko usłyszała. „Wiara jest ze słuchania, słuchania Słowa Bożego”. Czy się to zgadzał [Zgromadzenie mówi: „Amen” - wyd.] „Wiara przychodzi ze słuchania”.
40
Skoro tylko usłyszysz Słowo Boże, mówiące ci, że możesz zostać uwolniony, to temu uwierz! Raduj się z tego. Bóg pokaże ci dowód, kiedy to przyjmiesz. Lecz najpierw to przyjmij.
Chrystus umarł za grzeszników. Ja temu wierzę. Ja to przyjmuję. Zaczynam się radować. Bóg sprawia przez to sprawiedliwość.
Ja wierzę, że On został zraniony dla mojego uzdrowienia. Ja temu wierzę. Ja to przyjmuję. Boże Słowo jest dla mnie uzdrowieniem. Widzicie, skoro tylko uwierzę. On mi nie może pomóc, dopóki nie uwierzę. Ja muszę wierzyć i wyznać to najpierw, a potem Bóg jest zobowiązany wobec Swego Słowa.
A jeśli On jest Wszechmogącym Bogiem, to On może czynić wszystkie rzeczy. Gdyby On nie mógł czynić wszystkich rzeczy, to by nie był Bogiem Wszechmogącym. Tutaj to macie. W porządku.
Zważajcie. Jaki to powinien być chłopiec? Jakiego rodzaju osoba? Bóg dotrzymuje Swego Słowa, Bóg obiecał uczynić wszystko i Bóg to uczyni.
Kiedy dzieci Izraelskie zostały wyprowadzone z Egiptu, Bóg obiecał, że się będzie o nich troszczył, kiedy pielgrzymowali po pustyni. Bóg rzekł, że się będzie o nich troszczył i On to też czynił. Bez względu na to, gdzie wiodła droga i wróg stanął na Bożej drodze; on został skompromitowany. Widzę, jak oni przyszli nad Morze Czerwone. Bóg wytyczył na Swojej mapie drogę, po której On ich wyprowadzi.
Oni posuwali się prosto nad Morze Czerwone; nie było sposobu przeprawić się na drugą stronę. Tutaj była armia faraona - z jednej strony góry, tutaj armia faraona, a Morze Czerwone przed nimi. Mojżesz podniósł swoje ręce. Psalm „2. mówi, że Bóg spojrzał w dół. On zobaczył tą drogę, wiodącą po dnie morza. Tam były Jego dzieci - wprost tam, potrzebujące obietnicy, biorące Boga za Jego Słowo.
41
Bóg spojrzał w dół poprzez ten Słup Ognia swoimi gniewnymi oczami. I gdy to uczynił, morze się przestraszyło i wycofało się do tyłu, i powstała sucha droga, a Izrael przeszedł przez nie po suchym gruncie. Weźcie Boga za Jego Słowo!
Kiedy przekroczyli Morze Czerwone, to ci nie obrzezani, ci ludzie, którzy rościli sobie pretensje, że nimi są, podobnie jak pozorni wierzący dzisiaj, którzy tak próbują czynić, poginęli. Potem przyszło wielkie zwycięstwo, kiedy zobaczyli, jak ich przeciwnicy poginęli.
Miriam pod inspiracją Ducha chwyciła tamburyn i poszła nad brzeg, tańcząc. Może was to trochę szokuje. Tańczyła, uderzała w tamburyn. A córki Izraelskie szły za nią, uderzając w tamburyny i tańcząc w Duchu. Jeżeli to nie było staromodne przebudzenie, to ja się na tym wcale nie znam. Zwycięstwo!
Tam leżeli ci martwi - tam w głębi morza - ci, którzy ich tak bardzo ciemiężyli we wszystkim.
42
Tak samo jest z tymi przewlekłymi chorobami, które cię trapiły - te długoletnie dolegliwości żołądka. O, moi drodzy! Z tym starym bodźcem, z tym starym grzechem, z wszystkimi rzeczami, które ci przeszkadzały i powstrzymywały cię - kiedy przejdziesz przez Krew Jezusa i Bóg oczyści twoją duszę, to będzie miało miejsce kolejne tańczenie. Niebiańskie dzwony radości zabrzmią w twoim sercu.
Był tam wódz, Mojżesz, który również wpadł w podniecenie. Tak. Podniósł swoje ręce w powietrze i śpiewał pieśń w Duchu. Wyglądało to jak nabożeństwo pod gołym niebem, nieprawdaż? Tak jest.
43
Oni teraz byli wolni od wszystkich prac przy żniwach. Odeszli od wszystkiego, co mieli. Mały koszyk z zagniecionym ciastem na chleb na swojej głowie - oni go nieśli, zjedli; nie było chleba, nic do jedzenia. „Bóg obiecał”. W porządku.
Tego wieczora udali się do łóżka. Następnego poranka obudzili się, a na ziemi leżało pełno manny. Bóg zatroszczył się o wszystko, czego oni potrzebowali. Tam była manna, leżała wszędzie na ziemi. Oni wyszli i zbierali ją. A kiedy ją zaczęli spożywać, ona smakowała jak miód. O, moi drodzy. Czy spożywaliście już kiedyś z niej - coś z tej manny? Jaki to piękny obraz!
On, powiedział: „Nazbierajcie dzisiaj wystarczająco dużo i na sobotę. Tylko na sobotę, tyle żeby wystarczyło na sabat”. On rzekł: „Nazbierajcie dziś tylko tyle, abyście to spożyli dzisiaj: jutro otrzymacie trochę nowej”. Kłopot z dzisiejszymi ludźmi w tym, że próbują polegać na przeżyciu, które mieli przed dwudziestu laty. Czy wiecie, co się stało z tą manną? Przez noc zaroiło się w niej od kręcących się ogonów!
44
Tak właśnie jest z wieloma naszymi zielonoświątkowymi przeżyciami - polegamy na czymś, co się wydarzyło przed wieloma laty, a to już roztoczyły robaki i zalatuje to stęchlizną. A co dzisiaj? Dzisiaj jest ten dzień. Dzisiaj jest właściwa pora. W porządku. Otóż, ja na to zważam. Cudowne... Ono mówi: „Smakuje to jak miód ze skały”. Dawid powiedział: „Jak słodkie to było”. Miód, który lubi Bóg - to ma znaczenie. Zauważcie, Dawid był pasterzem, a pasterze nosili zazwyczaj torbę u swego boku. Do tej torby wkładali miód. A kiedy ich owca zachorowała, to brali trochę tego miodu i posmarowali nim skałę. A chora owca podeszła do tej skały i zaczęła lizać tę skałę, to kiedy zlizywała ten miód, zlizywała również wapień z tej skały i ten wapień uzdrawiał chorą owcę.
45
Jaki piękny przed obraz na dzisiaj. Słuchajcie, przyjaciele, ja mam tutaj pełną torbę miodu i posmaruję nim tę Skałę - Jezusa Chrystusa, a wy chore owce zacznijcie teraz lizać i z pewnością odzyskacie zdrowie, jest to absolutnie pewne. Liżcie z Golgoty, nie z ręki jakiegoś człowieka, czy jakąś namiastkę, lecz z Golgoty; nie z kościoła baptystycznego, względnie z kościoła metodystycznego, prezbiteriańskiego, zielonoświątkowego, lecz z Golgoty - ze Skały Wieków. Liżcie z tego i powrócicie do zdrowia. A jeżeli kiedykolwiek był czas, by chore owce miały zacząć lizać, jest to właśnie dzisiaj.
Zauważcie, Bóg powiedział: „Pragnę, żebyście uczynili tak: Wyjdźcie i nazbierajcie kilka wielkich gomerów tego i włóżcie to do świątyni, by to przechować, żeby cała generacja, która ma przyjść później, kiedy oni pojawią się na widowni...” Każdy mężczyzna, który wstąpił do kapłaństwa, który był podporządkowany kapłaństwu, mógł wejść do środka i zjeść z tej oryginalnej manny. Ta manna, przechowywana w świątyni, nie ulegała skażeniu. Ona zachowywała swoją pełną wartość. I każdy kapłan, kiedy został wyświęcony na kapłana, mógł podejść do zasłony i potem każdy z nich mógł zjeść z tej oryginalnej manny, która spadła pierwszego dnia, gdy zaczęła spadać. Wtedy właśnie Bóg zawołał ich, aby nazbierali pełny gomer z tej pierwszej manny.
46
Jaki piękny przed obraz Ducha świętego w Dniu Pięćdziesiątym! Jak Bóg prowadził naturalny Kościół przez pustynię, tak On prowadzi obecnie Swój duchowy Kościół. A nasza manna, nasze podtrzymujące życie środki przychodzą przez Ducha świętego. A kiedy tylko apostołowie pokonali wszelki strach i wątpliwości, i zgromadzili się w górnym pokoju, Bóg dał im chrzest Duchem Świętym. Kiedy On zstąpił, była to nasza Manna, przychodząca od Boga z Niebios, jak potężny szumiący wiatr, i napełniła całe pomieszczenie, w którym oni siedzieli. Rozdzielone języki jakby ognia odpoczęły na nich. Oni wyszli z budynku na ulice i zaczęli głosić i świadczyć, a Bóg dokonywał cudów. Czy się to zgadzał Nasza Manna...
Czy Bóg wycofał coś z tego obecnie? Piotr powiedział w Dz. Ap. 2, 30. i 38. - on powiedział: „Pokutujcie każdy z was i dajcie się ochrzcić w Imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie waszych grzechów, a przyjmiecie dar Ducha świętego. Albowiem ta obietnica jest dla was i dla waszych dzieci, i dla tych, którzy są jeszcze daleko, ilukolwiek powoła Pan, nasz Bóg”.
47
Więc dzisiaj, jeżeli Bóg ciągle woła, każdy mężczyzna czy kobieta, który przychodzi do źródła napełnionego Krwią, płynącą z żył Emanuela, i staje się kapłanem albo dzieckiem - znowuzrodzonym dzieckiem Bożym w Królestwie Bożym, ma prawo do oryginalnego chrztu Duchem Świętym - nie tylko do jednego łyku, lecz do całej duszy pełnej tej samej mocy, która przypadła w dniu Pięćdziesiątym.
Ja nie jestem podniecony. Wiem, gdzie się znajduję. Pozwól, że ci coś powiem, bracie. Dzisiejszy kościół nie potrzebuje nowego burmistrza miasta albo nowego demokraty, względnie nowej Partii Republikańskiej. On potrzebuje staromodnego, posłanego od Boga przebudzenia Ducha świętego - Biblii i Ducha świętego znowu z powrotem w Kościele. Tego właśnie Mu trzeba. Jak to jest cudowne. O, tak.
Kiedy byli pragnący, uderzyli w skałę. Oni pili ze źródła - ze skały. Kiedy byli w potrzebie, Bóg zaspokoił tę potrzebę. Kiedy Chrystus był gotowy przyjść na ziemię, Bóg poczynił przygotowania.
48
Spójrzcie teraz na młodą Marię. Oto ona wyrusza na pustynię, w góry, by odwiedzić Elżbietę, swoją kuzynkę. Jezus i Jan byli na wpół - byli dalszymi kuzynami - drugiego stopnia. Maria i Elżbieta były kuzynkami pierwszego stopnia. Ona wyruszyła w góry, by się ucieszyć społecznością ze swoją kuzynką. Tego właśnie trzeba nam dzisiaj. Po prostu... Najbardziej martwą rzeczą na świecie jest Morze Martwe, które wszystko pochłania, a niczego nie wydaje. A jeśli przyjdziemy na nabożeństwo i Bóg napełni naszą duszę chwałą, to powinniśmy o tym powiedzieć pięćdziesięciu ludziom dziennie, wszędzie i każdego dnia powiedzieć kolejnym pięćdziesięciu i dalszym pięćdziesięciu. Wydać z siebie. To zachowuje cysternę czystą. W porządku. Zważajcie. Więc ona wyruszyła w góry. Widzę, jak się zaczyna przybliżać. Widzę wybiegającą niewiastę. Ona tam siedziała. Zdramatyzujmy to trochę. Widzę ją, siedzącą tam i robiącą na drutach, wiecie, szydełkującą, czy cokolwiek kobiety robiły w owych dniach. Zobaczyła nadchodzącą Marię; odłożyła więc swoje szydełko i robotę na drutach. Wyszła z domu naprawdę szybko, objęła ją w swoje ramiona - zarzuciła na nią swoje ramiona i pocałowała, i rzekła: „O, Mario, tak bardzo się cieszę, że cię widzę”. Wzajemna miłość jednej do drugiej, o to właśnie chodziło teraz. Otóż, czy to nie jest prawdął Wszystko przeminęło...
49
Patrzcie, dzisiaj się człowiek nawet nie dowie, że sąsiad zmarł, dopóki o tym nie przeczyta w gazecie. Czy tak nie jest? Przypominam sobie, jak dawniej musieliśmy pożyczać pieniądze i wszystko z farmy od innego farmera. Spróbujcie to teraz uczynić. Musicie mieć pewne zabezpieczenie. To jest hańba. Miłość - dlatego właśnie świat umiera dzisiaj - z pragnienia miłości. Już nie muszą być tacy ortodoksyjni w swoim głoszeniu. Jakiś człowiek - może nie będzie tutaj dwóch takich, którzy by się zgadzali w tej samej rzeczy, lecz możemy się zgodzić w tym: „Miłość Boża jest rozlana w naszych sercach przez Ducha świętego”. Miejmy więc miłość jedni do drugich. Jezus powiedział: „Po tym poznają wszyscy ludzie, że jesteście Moimi uczniami, kiedy miłość mieć będziecie jedni do drugich”.
50
Niedawno byłem na południu na Florydzie. Pragnę to po prostu przekazać. Pan Bosworth, wielu z was go zna, stary tata Bosworth, F. F. Bosworth urządzał tutaj przed laty wielkie zgromadzenia. Niektórzy z was - stare matki i ojcowie przypominacie go sobie w Chicago. A kiedy tam byliśmy, on po prostu... Kiedy on przyszedł po raz pierwszy na moje nabożeństwo, mieliśmy... Ja tam poszedłem, byłem jeszcze młodzieńcem, głosiłem na nabożeństwie. Oni mieli... On powiedział, że chyba niebawem odejdzie z tej ziemi. Udałem się tam i urządziłem nabożeństwo, a tego wieczora przybyła tam księżna. Myślę, że tak ją nazywacie - jedną z tych kobiet, wiecie, która jest z wysokiej warstwy społecznej. A brat Bosworth powiedział: „Bracie Branham, ta księżna, która jest właścicielką tego - całej tej posiadłości tutaj, pragnie zobaczyć się z tobą”. Ja odrzekłem: „Otóż, ja teraz nie mogę”.
51
A więc kiedy przeszliśmy przez namiot owego wieczora do tyłu, do małego pomieszczenia na modlitwę, ona tam stała. O, bracie, skąpo odziana, z przesadnym makijażem, wiecie. Dwa wielkie kolczyki zwisały jej z uszu, wyglądały jak strzemiona dla diabła, wiecie - siodło miał na jej szyi i właśnie nadjechał. I ona tam stała. Miała zdjęte okulary, trzymała je w ręce. Nie kpię sobie z tej kobiety, ale nie miała na sobie nawet tyle odzienia, by nim zatkać lufę dobrego muszkietu. I ona tam stała na dworze, trzymając swoje okulary w ręce, opartej na lasce, ot tak, wiecie, trzymała je tak przed sobą. Ona rzekła: „Czy pan jest dr Branhamem?” Ja odpowiedziałem: „Nie, proszę pani”. Ona rzekła... Dalej rzekłem: „Jestem bratem Branhamem”. Ona rzekła: „Otóż, jestem tak zachwycona, że cię spotykam”.
52
Otóż, ja nie wiedziałem, o czym mówi ta kobieta. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem tą wielką, starą rękę, tą tłustą rękę - wydawało mi się, że ma na niej około czterdzieści obrączek. Chwyciłem ją za rękę. Powiedziałem: „Zdejmij to tutaj, a ja zobaczę, kiedy się z tobą znowu spotkam”. Tak. Ona była ubrana i zachowywała się w bardzo ekstrawagancki sposób. Czym ona była? Sześcioma stopami brudu - z zewnątrz. To się zgadza.
O, tak właśnie jest dzisiaj. Jak On może oczekiwać czegoś więcej, kiedy ludzie nurzają swoje dusze w wszelkiego rodzaju zepsuciu i w tym podobnych sprawach.
„Ptaki, mające jednakie pióra, latają razem”. Wy wiecie, że jednymi z najpiękniejszych na zewnątrz ptaków są sępy. To prawda. Otóż, gdyby nie zwracano uwagi na to zewnętrzne; przecież liczy się to, co jest wewnątrz! To się zgadza. W porządku.
Tam wówczas - Maria wyszła i spotkała... Maria wyszła i spotkała Elżbietę, i objęła ją rękoma.
I powiedziała: „O, moja droga, tak bardzo się cieszę, kiedy wiem, że będziesz miała dziecię”.
Ona odrzekła: „Tak, ja będę miała dziecię. To prawda”. Dalej rzekła: „Wiesz, Pan zjawił mi się również”. Rozumiecie? Ona otrzymała również błogosławieństwo i chciała się tym podzielić. Powiedziała: „Pan zjawił mi się i powiedział mi, że będę miała dziecię, chociaż nie poznałam męża. Mam Mu nadać Imię Jezus”.
53
A mały Jan, na ile nam wiadomo, nie okazywał życia. Elżbieta mówiła, że się obawia. Była brzemienną już sześć miesięcy, nosiła niemowlę, a nie okazywało życia. To było nienormalne. Było to zupełnie nienormalne. Już po dwóch czy trzech miesiącach - a tutaj już sześć miesięcy, a nie okazywało życia.
A skoro tylko Maria wypowiedziała to Imię „Jezus”, malutki Jan otrzymał życie i zaczął podskakiwać z radości w łonie swojej matki. Jeżeli Imię Jezus Chrystus, wypowiedziane po raz pierwszy przez usta śmiertelnika, przyniosło życie martwemu niemowlęciu, to co powinno Ono uczynić dla narodzonego na nowo Kościoła? Alleluja! Co powinno Ono uczynić choremu człowiekowi? To Imię „Jezus” przyniosło martwemu niemowlęciu życie.
54
A Biblia mówi, że Jan otrzymał chrzest Duchem Świętym, względnie otrzymał Ducha świętego w łonie swojej matki i urodził się napełniony Duchem Świętym. Alleluja. Tutaj to macie. Otrzymał radość i zaczął kopać nóżkami i podskakiwać. A Duch święty zstąpił na jego matkę i ona prorokowała. O, moi drodzy! Czy chcecie mówić o niedostatku w Królestwie Bożym? O, tak.
Potem, gdy Maria przebywała u niej wiele dni, powróciła do domu. Spójrzcie na malutkiego Jana, gdy się urodził. „Co za dziecko to będzie?”
„Hm, uważam, że go będziemy musieli posłać do seminarium” - cmentarza - czy jakkolwiek chcecie. Obydwa miejsca zieją martwotą.
55
Kaznodzieja z seminarium przypomina mi kurczęta z wylęgarni. To małe kurczę z wylęgarni wylęga się mechanicznie i ono tylko ćwierka i ćwierka, nawołując mamę, a nie ma żadnej, do której mogłoby pójść. Dokładnie tak samo jest z kaznodzieją z inkubatora. On się uczył czytać, pisać, matematyki, wie, jak ma należycie stać i pochylać swoją głowę i zawołać „amen” - jak zdychające cielę. A nie wie o Bogu więcej, niż Hotentot o egipskiej nocy. To się zgadza. Wy wiecie, że to prawda. Może nie powiecie na to „Amen”, ale to prawda. To się zgadza.
O, ja nie dbam o to, czy mój syn zna choć abecadło; pragnę, aby znał Chrystusa, otrzymał całkowite przebaczenie grzechów i chrzest Duchem Świętym. Alleluja. Oni nie rozeznają łupanego grochu od kawy. To dla mnie nie ma żadnego znaczenia, o ile on zna Chrystusa i otrzymał przebaczenie grzechów.
56
Spójrzcie na tego małego chłopca - w wieku dziewięciu lat został on zabrany na pustynię; nie do jakiegoś seminarium, by do niego pompowano jakąś balsamującą ciecz. Absolutnie nie. On wyszedł na pustynię. Tam żył on z Bogiem, aż do swoich trzydziestu lat. Wiecie, urodzenie Jezusa... Już nam upływa czas, nie będę więc zabierał czasu, by to powtarzać. Wy to znacie.
Lecz kiedy miał trzydzieści lat - „Cóż to za kaznodzieja?” Oto on przychodzi z pustyni. Nie miał sztywnego, odwróconego kołnierza ani smokingu na sobie, nie zajadał sobie smażonych kurczaków i bułeczek każdego dnia na obiad. Absolutnie nie. Alleluja.
Wyszedł z pustyni w starych kosmatych spodniach na sobie, otoczony pasem baraniej skóry. Lecz on głosił pokutę.
57
Wyobrażam go sobie. Przyszedł Herod, wiecie, żyjący z żoną swego brata Filipa. Słyszę, jak niektórzy z starszych wyszli i mówili: „Nie głoś dzisiaj na temat małżeństwa i rozwodu. Tam siedzi Herod”. Stary Jan, będąc pełen Ducha świętego (czy moglibyście sobie wyobrazić, by się powstrzymywał?) przyszedł i stanął bezpośrednio przed nim i powiedział: „To jest przeciwko prawu, że ją masz”. To się zgadza. Boże, daj nam kilku takich Janów.
Patrzcie, ja mówię dzisiaj, że baptystyczny kościół potrzebuje trochę więcej takich Janów jak Jan Chrzciciel, którzy nie będą zawierali kompromisów, lecz będą głosić niedościgłe, nie przebadane bogactwa Chrystusa. Bracie, on nie miał żadnego wykształcenia, nie wiemy, czy był choć jeden dzień w szkole. On nie miał żadnej promocji, żadnego bakałarza czy stopnia naukowego, czy jakkolwiek to nazywacie.
D.D.D.D - czy jak to chcecie nazywać. Czy wiecie, co to znaczy D. D? „Dead dog” = martwy pies. („Doctor of Divinity” = doktor teologii). W porządku. On nie wiedział nic o tym. Lecz on im powiedział, gdzie żyją i co mają czynić. Boże, daj nam trochę więcej takich baptystów. To się dokładnie zgadza. On powiedział: „To jest nielegalne, że ty ją masz”. To prawda.
58
Pewien człowiek pewnego dnia - mówiłem o pewnej pani; cytowałem opowiadanie o pewnej pani, grającej na pianinie. A teraz możecie... Otóż, to wasza sprawa. Jest to zależne od was. Rozumiecie? Lecz ta pani - ona miała na sobie tak dużo makijażu - ta kobieta miała tyle farby na sobie, że wystarczyłoby niemal na wymalowanie stajni. I wtedy on powiedział - ten mężczyzna powiedział: „Bracie Branham, to jest moja żona”. Dalej rzekł: „Ona jest święta”.
Ja odrzekłem: „Bracie, ja nie chcę ranić twoich uczuć, lecz wygląda jak „hain't” - straszydło. Ona mi wcale nie wygląda na świętą„. Dlatego właśnie...
Czy wiecie, co to znaczy „hain't” Tam na południu jest to straszydło. W porządku. Pozwólcie, że wam to powiem. Słuchajcie. Jedyną niewiastą w Biblii, która kiedykolwiek malowała swoją twarz na spotkanie z mężczyzną, była Jezabela, a Bóg dał ją na pożarcie psom. Więc jeśli stoicie... Ci ludzie, którzy powinni być tak dobrzy i mieć Ducha świętego! Możecie powiedzieć: „Jak się pani powodzi, pani „żarcie dla psa”. Tak właśnie nazywa ją Bóg - ona jest dla Niego żarciem dla psa. Rozumiecie? Dobrze.
59
Pozwólcie, że wam powiem, czego nam dzisiaj trzeba: Kaznodziejów, którzy zdejmą swoje rękawiczki i staną za kazalnicą, i głoszą pełną Ewangelię Jezusa Chrystusa w mocy i manifestacji Ducha świętego. Musi dojść do tego, że człowiek musi zatrząść nimi trochę w ten sposób, a nie zawierać kompromisów ani trochę. Właśnie tak postępowali luteranie. Tak właśnie postępowali metodyści, tak właśnie postępowali baptyści. I tak właśnie postępują 20 zielonoświątkowcy. Coś takiego! Wy mnie po tym nie będziecie lubić. Lecz ja nie... Pozwólcie, że wam coś powiem. To jest główna rzecz - ja jestem odpowiedzialny przed Bogiem. To się zgadza. Ja wierzę, że to jest niezłomna prawda Boża. O tak. Jedyną rzeczą, którą musicie uczynić, jest uporządkować swoje serce.
60
Otóż, my wszyscy żyjemy tutaj w środkowo wschodnich stanach. Mamy tutaj dęby. Każdym rokiem, nawet w zimie na dębach są liście. Lecz na wiosnę stare liście opadają z drzew. Nie musicie ich zrywać. Kiedy nowe życie wstępuje do góry, stare liście opadają. Kiedy człowiek jest naprawdę znowuzrodzony, a jego serce - kobieta czy mężczyzna - to stare liście opadają, a pojawia się nowe życie i zajmuje jego miejsce. Niech tylko uporządkują swoje życie przed Bogiem, potem to zauważycie. Po owocach ich poznacie je.
I pozwól, że ci powiem mój przyjacielu. Raczej zakończę właśnie na tym. To się zgadza. Przypominam sobie w moim życiu pierwszy mały posmak tego; i wtedy musiałem odejść. Chodziłem z młodą dziewczyną i myślałem sobie... Wy wiecie, jak mieliście po raz pierwszy przyjaciółkę. O, ona miała oczy jak gołębica, szyję jak łabędź, zęby jak perły. Myślałem sobie, że jest najśliczniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem. A kiedy wyjechaliśmy - mój przyjaciel i ja; mieliśmy koka-kolę i kilka kanapek. Ja wysiadłem z samochodu, by kupić kilka kanapek mojej dziewczynie. I ona jadła kanapkę i piliśmy koka-kolę. Ja odszedłem, by oddać butelki z powrotem. Kiedy powróciłem z... Było to właśnie w tym czasie, kiedy kobiety zaczęły gubić swoją przyzwoitość, wiecie. A więc ona tam siedziała i paliła papierosa. Spojrzałem na nią. Zawsze miałem moją opinię o kobiecie, która pali papierosa, i mam ją ciągle do dziś. To jest najpodlejsza rzecz, którą ona kiedykolwiek uczyniła. Nie rumieńcie się na swojej twarzy. Rozumiecie? Nie wstawajcie i nie wychodźcie, wiecie, kiedy jesteście winni. Dobrze.
Lecz pozwólcie, że wam coś powiem. Jeżeli Bóg myśli... Jeżeli On uważa, że tak właśnie jest, a Anioł Boży poświadcza mnie tutaj - właśnie dzisiaj po południu na podium, to wy będziecie mieć trudności wejść do tych bram tam po drugiej stronie, mówię wam, kiedy staniecie przed Nim. Najpierw się uciszcie. Zatrzymajcie się. Odłóżcie na bok te sprawy. Godzina sądu jest blisko. I jeśli panna Maria musiała iść wówczas do górnego pokoju i czekać, aż otrzyma chrzest Duchem Świętym i wyszła, taczając się jak pijana kobieta, to wy nie dostaniecie się do nieba z czymś mniej wartościowym, niż to. To się zgadza. Kiedy człowiek...
Słuchajcie mnie. Ja wam mówię prawdę. Przyjmijcie Boga tutaj do wnętrza, a On zatroszczy się o resztę. Potem się tylko rozglądajcie. Nie musicie mówić: „Otóż, ja to mam”. Owoce pokażą, że tak nie jest. Więc to jest... Proszę, nie mówcie tak. Idźcie tylko naprzód, wy wiecie, gdzie się znajdujecie. W porządku.
61
Spójrzcie teraz. Widzę, jak potem Jan wyszedł tam i zaczął głosić, moi drodzy, po prostu pokutę - tak twardo, jak tylko potrafił głosić. Oto siekiera jest przyłożona do korzeni drzewa i każde drzewo, które nie przynosi dobrego owocu, zostanie wycięte i w morze wrzucone. I zwróćcie uwagę... względnie w ogień raczej. Potem przyszedł Jezus. Kiedy On został ochrzczony, wyszedł zaraz z wody, a Głos Boży przemówił: „To jest Mój umiłowany Syn, w którym mam upodobanie”. On odszedł na pustynię i był kuszony przez diabła. Każdy mężczyzna i kobieta, kiedy zostanie ochrzczony Duchem Świętym, to diabeł zacznie zaraz atakować na niego ze wszystkich stron. Jeżeli tak nie jest, to raczej wróć z powrotem.
62
Zatem, każdym razem, kiedy zostaniesz uzdrowiony, przychodzą zaraz symptomy, pojawiają się dolegliwości i kuszą cię. Jeżeli tak nie jest, to bądź ostrożny. Rozumiesz? Wiara jest zawsze gotowa przyjąć to, co Bóg uczynił.
Potem jego usługa stała się wielką i On odszedł. Tam w... Potem przychodzi nasz tekst. Szybko teraz.
Widzimy potem Łazarza... On odszedł z tego domu. A skoro tylko Jezus odszedł z tego domu, zaatakowała choroba i zaczął się smutek. I słuchajcie, chrześcijanie, kiedy Jezus odchodzi z waszego domu, choroby i kłopoty pojawią się zaraz za tym. Kiedy On odejdzie z waszego domu, przygotujcie się na kłopoty, ponieważ one już w tej chwili są w drodze. Zaproście Go więc do swego domu. Niechaj On jest tym niewidzialnym Gościem. Usiądźcie do stołu i nie spożywajcie pokarmu, dopóki Mu za to nie podziękujecie.
Spotykam wielu ludzi, którzy nazywają samych siebie chrześcijanami, a nie odwzajemniają się podziękowaniem - tacy analfabeci, jak świnia pod jabłonią. świnia potrafi siedzieć pod jabłonią, a jabłka uderzają ją po głowie przez cały dzień i ona będzie je ćpać tak, że już nie potrafi ani chrząknąć; lecz ona nigdy nie spojrzy do góry, skąd one spadają. To się zgadza. To jest dokładną prawdą. Ludzie są po prostu tak „niewdzięczni, bezbożni, bez przyrodzonej miłości, wiarołomni, fałszywi oskarżyciele, bezlitośni, niepowściągliwi, gardzący dobrymi, zdrajcy, skwapliwi, nadęci, rozkosze raczej miłujący niż Boga, mający formę pobożności, lecz zapierający się jej mocy; od takich się odwróć”. To właśnie powiedział Duch w liście do Tymoteusza. Czy się to zgadza?
63
Oto, w czym żyjemy dzisiaj, a zielonoświątkowcy wpadają wprost do tego. Wy pielgrzymi świątobliwości idziecie prosto do tego, na oślep. To jest prawdą. O, moi drodzy. Jaki to smutny widok. Bracie, dzisiaj trzeba nam przebudzenia, podniecenia, załamania, skruszenia - z powrotem do domu garncarza.
Zważajcie. Widzę, że Jezus odchodzi teraz z tego domu. Łazarz zachorował. Otóż, to jest historia; powiedzmy, że miał krwotok w swoich płucach. Ja nie wiem. Tego nie ma w Biblii; są to tylko zapiski historyczne. Oni miewali krwotoki. Kiedy Jezus odszedł z domu, to Marta i Maria, i wszyscy pozostali opuścili synagogę i szli za Jezusem. One posłały po Jezusa, by przyszedł i modlił się za Łazarzem. Czy myślicie, że On to uczynił? On odchodził ciągle dalej.
64
Otóż, gdybyście to byli wy, ach, gdybyście posłali po waszego pastora, a on by nie przyszedł, to powiedzielibyście: „Patrzcie, ten stary obłudnik. Już nigdy nie pójdę do Filadelfijskiego kościoła. Już tam więcej nie powrócę”. On nie przyszedł. Lecz gdyby Maria pomyślała o tym - i Marta, jaki byłby to dzień? Otóż, on mnie nie prosił, abym to powiedział. Ja to po prostu powiedziałem. To jest dla każdego kościoła. Musicie mieć wiarę w waszego pastora, jako w męża Bożego. Jeżeli nim nie jest... Jeżeli nie jest, to go wydalcie i weźcie zamiast niego kogoś, kto nim jest. To się zgadza. Nie zatrzymujcie kościoła. To się zgadza, idźcie naprzód. Jeżeli on nie jest mężem Bożym, jeżeli on nie żyje, nie czyni, nie postępuje i nie głosi tego, co powinien, to go wydalcie i postawcie na jego miejsce kogoś innego, kto to będzie czynił.
65
Otóż, potem musicie mieć zaufanie. To jest dom sądu, dom Boży, gdzie Bóg zstępuje w dół i wykonuje Swój sąd. Wasz pastor powinien być sprawiedliwym człowiekiem. Zgromadzenie powinno stać za nim - stuprocentowo. Powinniście być po prostu stuprocentowo razem. A jeżeli nie jesteście, to szatan ma jakąś drogę, jak dostać się do wewnątrz. Macie gdzieś jakąś lukę, więc będzie trzeba wszystko uporządkować.
Potem, kiedy one posłały znowu po Jezusa, to zamiast przyjść, On szedł po prostu dalej; nie przyszedł ani nie powiedział słowa odnośnie tego. On miał wizję od Ojca. Będę głosił o tym dzisiaj wieczorem, jeżeli to będzie możliwe. On miał wizję od Ojca, że Łazarz umrze, i On musiał postępować według tej wizji. Oczywiście, On tak postępował. On poszedł dalej. Po pewnym czasie oni powiedzieli...
On powiedział: „Mój przyjaciel Łazarz śpi”.
Otóż, ci uczniowie, oni rzekli: „Dobrze, jeżeli on śpi, to się mu powodzi bardzo dobrze; on odzyskuje zdrowie. Powodzi mu się lepiej”.
Potem On powiedział im to w ich własnym języku. On powiedział: „On jest martwy. A ze względu na was cieszę się, że tam nie byłem. Lecz Ja idę go wskrzesić”. On wiedział, dokąd idzie. Bóg mu to już powiedział. On postępował według tego, co Mu Ojciec polecił czynić, nie według tego, co Mu powiedział człowiek; co Bóg powiedział. On po prostu wiedział, co ma czynić.
66
Słyszę, jak niektórzy z nich mówią: „Hej. Ten ekstrawagancki religijny fanatyk był właśnie tutaj, zwiastował Boskie uzdrowienie. I ach, Łazarz tak bardzo zachorował z powodu tego krwotoku, a to było zbyt trudne dla Niego. On odszedł. Otóż, zobaczymy, co się będzie dziać”. W porządku. Wtedy On powiedział: „Idę go wskrzesić”. Otóż, pierwszy dzień przeminął... Stała się smutna rzecz, Łazarz umarł i wzięto i zabalsamowano jego ciało, zabrano go i pogrzebano w grobie. Wszelka nadzieja znikła. Przeminął drugi dzień, ciągle było ciemno. Przeminął trzeci dzień i jego ciało zaczęło ulegać skażeniu. Minął czwarty dzień.
67
Potem nie wiadomo skąd ktoś przyszedł, a biedna Marta i Maria siedziały w domu i płakały. Ich żywiciel umarł. O, one mówiły... Spójrzcie, co się działo. One zrezygnowały z ich kościoła. Teraz ten...?... miał im widocznie dodawać odwagi. Wszelka nadzieja zginęła. Ich brat umarł. Zostały wyłączone z kościoła. Ten Człowiek uczył o Boskim uzdrowieniu, a ich pastor jakby... On odszedł. Wszelka nadzieja i wszystko zginęło.
I mniej więcej w tym czasie nadszedł Jezus. W takiej sytuacji On zazwyczaj przychodzi - właśnie w najciemniejszej godzinie. A była to najciemniejsza godzina, kiedy Jezus przyszedł.
Leżałem tam w szpitalu. Lekarz wszedł do pokoju i spojrzał na mnie. Powiedział: „Mój chłopcze, masz jeszcze trzy minuty życia. Twoje serce bije tylko siedemnaście razy za minutę”. Najciemniejsza godzina - wtedy przyszedł Jezus. Tak.
Był to E. Howard Cadle tutaj w Indianapolis, leżał tam na ulicy pijany, muchy latały mu po twarzy. Taczając się wszedł do kościoła, w którym odpadł od wiary. A demokraci uczynili z niego wielką halę zjazdową. On wszedł do piwnicy - pijany, taczając się doszedł do kupy węgla, a tam leżało zdjęcie jego matki. Tam się modlił. Była to najciemniejsza godzina, jaką on kiedykolwiek widział; przeziębiony, pijany i umierał. Wtedy przyszedł Jezus. Tak.
68
Lecz wówczas, gdy w klinice braci Mayo powiedziano mi, że pozostało mi tylko kilka chwil życia, wtedy przyszedł Jezus. Była to najciemniejsza godzina, kiedy On przyszedł. Zawsze tak czyni, właśnie w takim czasie, we właściwym czasie. Jezus przyszedł.
Otóż, biedna Marta, ona się bardzo ociągała w tych sprawach - ona - w sprawach Królestwa Bożego, i tak dalej. Lecz ja podziwiam jej odwagę. Skoro tylko usłyszała, że Jezus przychodzi, ona zaraz wyszła - tak szybko, jak tylko potrafiła. Słyszę, jak oni mówili: „Spójrzcie, ona wychodzi. Słyszałem, jak mówiono tam na dworze, że ten ekstrawagancki religijny fanatyk powraca”. Ona to po prostu pominęła milczeniem. Chciała dojść do Jezusa.
Marta czytała o tym gdzieś w Biblii. Pewnego razu była tam kobieta, Sunamitka, która zrobiła wielką przysługę prorokowi. Wiedziała, że on jest prorokiem. Rozumiecie? Był to Elizeusz. A Elizeusz błogosławił jej i powiedział jej, że będzie miała dziecię - określonego dnia i godziny. A to niemowlę urodziło się w czasie, kiedy u niej skończył się już wiek rodzenia dzieci. I ona urodziła dziecię. Potem to dziecko musiało doznać udaru głowy od słońca, czy coś takiego. Ono narzekało: „Moja głowa. Moja głowa”. Było na polach razem z jego ojcem. Było około jedenastej godziny do południa. On posłał swojego sługę i odesłał dziecię na łono matki. I ono leżało jej na łonie aż do południa i zmarło. Spójrzcie na tą Sunamitkę, jak wierzącą ona była.
69
Ona wzięła to dziecię i położyła je wprost w małym pokoiku, w którym Elizeusz spał. Ona mu tam przygotowała miejsce, gdzie on mógł się zdrzemnąć, kiedy przechodził koło nich. Jakie to było dobre miejsce, na które ona go położyła - wprost na łóżko proroka, tam gdzie spał prorok. Ona go położyła na jego łóżko. Potem wyszła do sługi i rzekła: „Osiodłaj mi teraz osła i jedźmy, nie zatrzymuj się” - o, moi drodzy - „dopóki ci nie rozkażę”. Powiedziała: „Jedźmy na górę Karmel, na której jest prorok”. Jej mąż powiedział: „Nie ma nowiu miesiąca ani sabatu. Jego tam nie będzie”. Ona rzekła: „Wszystko jest w porządku. Pozwól mi jechać”. Ja lubię takie zdecydowanie. Ja to lubię. Alleluja! „Alleluja” znaczy tyle, co „Chwała Bogu” w hebrajskim języku, więc nie martwcie się o to. Dobrze.
70
Ona wyruszyła. Powiedziała słudze: „Nie zatrzymuj się. Jedź teraz. Popędzaj tego muła, jedźmy tak szybko, jak on potrafi”. Kiedy przybliżyła się do Góry Karmel, wiedziała tylko jedno: Bóg dał jej to dziecię. A najbliższym Jego reprezentantem na ziemi, którego znała, był Elizeusz, Jego prorok. Ona nie wiedziała, dlaczego Bóg zabrał to dziecię, lecz wiedziała, że jeśli uda się jej skontaktować z tym prorokiem - bowiem Bóg był w tym proroku - „Gdybym tylko mogła dotrzeć do tego proroka, to stwierdzę, dlaczego moje dziecię umarło. To on powiedział mi, że ono się urodzi i ja wiem, że on jest Bożym prorokiem. I jeżeli tylko dotrę do niego - może będę musiała jechać szybko, może będę musiała jechać daleko. Lecz jeżeli uda mi się dotrzeć do proroka, to on może mi powiedzieć, dlaczego to dziecko umarło”.
Więc tam stał ten prorok. Bóg nie zawsze mówi Swoim prorokom o wszystkim, co się dzieje. Więc Elizeusz wyszedł do drzwi, a Giezy wraz z nim, i powiedział: „Tam przychodzi ta Sunamitka”. Dalej rzekł: „Wygląda na zmartwioną. Coś nie jest w porządku”.
On rzekł: „Bóg mi tego nie powiedział. Ja nie wiem, o co chodzi”. Tak on powiedział, kiedy widział, jak przychodzi. Ona podjechała blisko. On powiedział: „Czy jesteś zdrowa? Czy twój mąż jest zupełnie zdrowy? Czy twoje dziecko jest zdrowe?” Słuchajcie tego.
„Wszystko jest w porządku”. Chwała! Ja nie... Niemal brakuje mi tu teraz miejsca, bym mógł swobodnie głosić.
Pozwólcie, że wam coś powiem. „Wszystko jest w porządku”. Dlaczego Jej dziecko było trupem, jej mąż załamywał swoje ręce i chodził po podłodze, a jej serce było zdruzgotane w rozpaczy. „Wszystko w porządku”. Hm?
71
Jej wiara mówi: Jeżeli tylko dotrę do proroka. To było wszystko, czego ona potrzebowała. „Znalazłam cię, Elizeuszu. Ty jesteś reprezentantem Boga. Bóg jest w Swoim proroku i ja przyszłam teraz tutaj. Jestem przekonana, że Bóg to objawi. Wszystko jest w porządku”. Ona podbiegła i upadła mu do nóg. Giezy pomyślał sobie: „No, no”. On powinien był powstrzymywać ludzi z dala od swego mistrza. Szarpnął ją do góry. Prorok powiedział: „Zostaw ją”. Dalej rzekł: „Jej serce jest zasmucone, a ja nie wiem, o co chodzi”. I ona zaczęła mu wyjawiać, co się wydarzyło. Zważajcie teraz. On powiedział: „Giezy, weź moją laskę i idź naprzód, idź do tego dziecięcia. Jeżeli ktoś przemówi do ciebie, nie odpowiadaj mu. Jeżeli cię ktoś pozdrowi, nie odpowiadaj mu. Jeżeli ktoś powie „Halo”, nie odpowiadaj mu nic. Idź prosto naprzód„.
72
O to właśnie chodzi dzisiaj. Choć mamy Poselstwo, zatrzymujemy się z powodu różnych towarzyskich spraw - na kolacje i przyjęcia towarzyskie, i tym podobne rzeczy, do kółka robót ręcznych, i obgadujemy panią Taką-i-taką. Nic dziwnego, że nie możemy do niczego dojść. Człowiek, który ma Boże Poselstwo, mówi: ,Idźmy naprzód„. W porządku.
„Lecz weź moją laskę”. Elizeusz dotknął się tej laski. On wiedział, że wszystko, czego się dotknął, było błogosławione. Dlaczego wkładamy ręce na chorych? Dlaczego ordynujemy starszych przez wkładanie rąk na nich? Elizeusz wiedział, że to, czego się dotknął, było błogosławione. Ja myślę, że dlatego brano chustki od ciała Pawła. Rozumiecie?
Paweł wiedział, że czegokolwiek się dotknął, było błogosławione. Jeżeli ludzie pragną temu wierzyć, oni mówią, że człowiek otrzymuje to samo błogosławieństwo, dokładnie takie, o jakie on modlił się dla nich i wkładał na nich ręce, cokolwiek to było.
73
A Elizeusz wiedział, że ta laska będzie błogosławiona. On powiedział: „Giezy, weź moją laskę do swej ręki, trzymaj ją przed sobą i idź teraz naprzód. Nie zatrzymuj się z powodu niczego. Jeżeli ktoś przemówi do ciebie, nie odpowiadaj. Masz teraz polecenie. Idź, weź tę laskę”.
To było w porządku. Chusteczki były w porządku. Lecz ta niewiasta, Sunamitka, ona nie wiedziała, czy Bóg jest w tej lasce, czy nie, lecz ona wiedziała, że Bóg jest w proroku. Więc ona rzekła: „Jako żywy Pan...”
On powiedział: „Idź teraz razem z nią”.
74
Ona odrzekła: „Jako żywy Pan, jako żywa dusza twoja, ja cię nie opuszczę”. O, tutaj to macie. „Ja pozostanę tutaj, właśnie przy tobie, ty masz moją sprawę na swoich rękach, dopóki nie dowiem się o tym”.
On powiedział: „Idź razem z...”
„Nie”.
Giezy poszedł naprzód, więc on przepasał swoje biodra i wyruszył razem z nią. Oto oni idą - ta niewiasta razem z prorokiem... pragnienie było w jej sercu - idą dalej.
Elizeusz mówił sobie: „Ja nie wiem. On nie powiedział mi o tym nic. Nie mogę ci powiedzieć. Pójdę więc tam”.
Oto powraca Giezy. Zapytał go: „Czy włożyłeś na nie tę laskę?”
„Tak”.
„Czy były jakieś oznaki?”
75
„Żadnego życia. Ono ciągle śpi. Ono jest ciągle martwe. Ono umarło”. Rozumiecie? Wiara tej niewiasty nie spoczywała w tym. Ona spoczywała w proroku. Ona wiedziała, że... Gdyby wierzyła, że Bóg był z tą laską, wykonałaby to samo. Lecz ona wiedziała, że Bóg był w Swoim proroku.
Więc oto przychodzi Elizeusz. Wszyscy sąsiedzi zgromadzili się u drzwi i oni płakali, krzyczeli, narzekali i zachowywali się w ten sposób. Stary Elizeusz wszedł między tłum, ot tak. Wszedł do domu i zamknął drzwi za sobą. Tam leżały te małe zwłoki, wiele wiele godzin były martwe; prawdopodobnie była już późna godzina wieczorna. Elizeusz chodził tam i z powrotem po pokoju. O, moi drodzy. Alleluja. Chodził tam i z powrotem, chodził tam... On wiedział, że Bóg był w nim. Położył więc swoje ciało na to dziecię, przyłożył swoje usta do jego ust, swój nos do jego nosa, czoło do jego czoła. On tam podtrzymywał swoje ciało, nie modlił się; położył się. On tam leżał.
76
Po chwili odczuł, że ciało dziecka zagrzewa się. Powstał. Znowu chodził. O, moi drodzy. Tam i z powrotem po podłodze, tam i z powrotem. Na zewnątrz było słychać łkanie, płacz i awanturowanie się. Elizeusz chodził... Znowu podszedł, położył swoje ciało na to dziecię, a dziecię kichnęło siedem razy. Podniósł je i powiedział: „Zawołajcie teraz tę Sunamitkę”. Tutaj to macie.
I niewątpliwie Marta to czytała. Ona wiedziała, że jeśli Bóg był w Swoim proroku, to na pewno On jest w Swoim Synu. Alleluja. „Mój brat jest martwy, lecz niech tylko dotrę do Syna Bożego. Ja będę pocieszona, kiedy tam dotrę”. Ona zaraz wybiegła z domu.
A więc, spójrzcie. Wydawało się, jakby Mu coś zarzucała. Wydaje się, jakby Nim pogardzała. Powiedziała: „Dlaczego nie przyszedłeś do mego brata. Dlaczego nie przyszedłeś, kiedy Cię zawezwaliśmy Zostawiliśmy wszystko, by iść za Tobą. Zostawiliśmy kościół. Straciliśmy cały nasz prestiż w mieście. Uczyniliśmy wszystko. A kiedy posłaliśmy po Ciebie, żebyś przyszedł i modlił się za twoim własnym serdecznym przyjacielem, to Ty odmówiłeś”. Wydawało się, jakby ona miała prawo tak uczynić. Gdyby ona tak postąpiła, to wydarzenie nie byłoby w ogóle zapisane.
77
Chodzi tu o twoje nastawienie do tego. Twoje nastawienie do Bożego daru da ci dokładnie to, o co prosisz. Czy rozumiesz O, jak bardzo chciałbym się zatrzymać właśnie na tym, bracie Boze, i kłaść na to nacisk przynajmniej pół godziny, lecz nie mogę tego uczynić. Twoje nastawienie: Bóg może posłać dar i bez względu na to, co ty... Decydujące jest twoje nastawienie do tego. Spójrzcie na tych, którzy Go uderzali po twarzy i plwali na Niego, i czynili wszystko możliwe. Nie było tam żadnej mocy. Lecz niewiasta, która uwierzyła w Słowo, dotknęła się rąbka Jego szaty i została uzdrowiona. Czy się to zgadzał W porządku. Jest to zależne od tego, co ty myślisz o tym. Bóg to posyła. Właśnie twoje nastawienie do każdego Boskiego daru decyduje o tym, co otrzymasz od Niego.
78
A zatem... Ona wiedziała. I podbiegła do Niego. On spojrzał na nią. Podoba mi się to. Ona podbiegła właśnie tam, ta młoda żydowska dziewczyna upadła do Jego nóg i powiedziała: „Panie”. Tym właśnie On był. Oto twój tytuł. Wierzę, że Ty jesteś Panem. „Panie, gdybyś był tutaj, nie umarłby mój brat”.
Przypatrzcie się temu. Wszelka ciemność, wszelkie zwątpienie, wszelki strach, wszystko przeminęło; ponieważ ona była z Jezusem. Ona wiedziała, jeżeli On - jeśli Bóg był w Swoim proroku, Bóg był w Swoim Synu. I On był wtedy Bożym Przedstawicielem. Czy się to zgadza? Bóg ma zawsze jednego głównego przedstawiciela tu na ziemi. On miał jednego Eliasza, a gdy tylko Eliasz został zabrany, wystąpił Elizeusz. Rozumiecie? Tylko jeden główny przedstawiciel. Czy wiecie, kto jest Jego głównym przedstawicielem dzisiaj? Duch Święty, to Jego przedstawiciel.
Jeżeli moglibyście przyjść do Niego dzisiaj po południu i odczuć Jego błogosławieństwo, o, o, coś wydarzy się. Tutaj to macie. Gdy tylko będziecie odczuwać Jego - odczujecie Jego dotknięcie waszego ciała, i gdy wiara potwierdzi: „Tak, wierzę w to”. Coś wydarzy się.
79
Ona upadła do stóp Jezusa, powiedziała: „Panie, gdybyś był tutaj, nie umarłby mój brat”.
Tak jak Szunamitka przyszła do proroka, tak Maria przyszła do Syna Bożego. Ona rozpoznała, że jest Synem Bożym. Tym właśnie On był. Ona rozpoznała Go jako Pana. Tym właśnie On był. Bez względu na inne sprawy, On był Synem Bożym.
Ona powiedziała: „Gdybyś był tutaj…” Gdyby tylko mogła znaleźć upodobanie w Jego oczach, otrzymałaby to, o co prosiła. To jest powód, dlaczego Szunamitka znalazła przychylność u Eliasza. Rozumiecie? Ona wiedziała, że tam jest Boży przedstawiciel, a gdyby tylko znalazła przychylność u niego, dlatego - to jest właśnie ten przypadek, to załatwia sprawę. „Gdybym tylko znalazła upodobanie w oczach Jezusa, to załatwi całą sprawę”.
80
Dzisiaj po południu, jeśli tylko znajdziemy łaskę u Ducha Świętego, to załatwia sprawę. To załatwi sprawę od razu: to jest Boży przedstawiciel. „Jeszcze krótką chwilkę, a świat już mnie nie zobaczy więcej, jednak wy Mnie zobaczycie. Będę z wami, a nawet w was”. Znajdź upodobanie u Niego, a obserwuj, jak wywoła cię w audytorium dzisiaj wieczorem z powodu twojej choroby lub czegokolwiek innego. Znajdź upodobanie u Niego, a obserwuj sprawy, które wydarzą się w tym zborze dzisiaj wieczorem lub nawet nie dzisiaj wieczorem, ale właśnie teraz; właśnie teraz.
81
O, ona dotarła do Niego i powiedziała: „Gdybyś był tutaj, mój brat nie umarłby”. Lecz patrzcie: „Mój brat jest martwy, Panie. Jest już martwy od czterech dni. Robaki skórne pełzają po ciele na wskroś. Skażenie, okropny smród tam jest. On jest martwy. Śmierdzi w grobie. Gdybyś był tutaj, nie umarłby. Lecz nawet teraz, Panie, o cokolwiek Ty poprosisz Boga, Bóg to uczyni”.
Ona miała to niepozorne uczucie właśnie tutaj, że coś wydarzy się. Czy wierzycie w to? „Nawet teraz, Panie, o cokolwiek Ty poprosisz Boga, Bóg to uczyni”.
82
O, jak bardzo życzę sobie od Boga, aby każda osoba mająca raka tutaj, każdy mający problemy z sercem, każdy z jakiegokolwiek rodzaju chorobą… Może starałeś się znaleźć prawie że każdą przychodnię lekarską tutaj w Chicago. Może byłeś w każdej klinice, byłeś wszędzie, gdziekolwiek było można udać się; „Lecz nawet teraz, Panie, o cokolwiek poprosisz Boga, Bóg to uczyni”. „Nawet teraz…”
Powiesz: „Bracie Branham, lekarz powiedział, że nie pożyję już zbyt długo. Lecz nawet teraz, Panie, o cokolwiek Ty poprosisz Boga, Bóg to uczyni”. Modlitwa zmienia rzeczy. Czy to prawda?
Mówisz: „ Bracie Branham, nie mogę chodzić. Powiedziano mi, że już nigdy nie będę mógł chodzić. Lecz nawet teraz, Panie, o cokolwiek poprosisz Ty Boga, Bóg to uczyni”. Tutaj to macie. Patrzcie, wtedy coś się stanie.
83
Rozumiecie, ja patrzę na Jezusa. On powiedział: „Twój brat znowu powstanie”. O, moi drodzy. Ona powiedziała: „Tak, Panie, on był dobrym chłopcem, dobrym żydowskim chłopcem. On był dobrym człowiekiem. Nigdy nie uczynił nic złego. On zrobił wszystko; on wierzy Tobie, i tak dalej; wiem, że powstanie w czasie ogólnego zmartwychwstania”.
Spójrzcie na Niego. Biblia mówi, że nie było w Nim żadnej piękności, by na Niego popatrzeć, mały niewielki, przygarbiony gościu. Lecz on wyprostował się i powiedział: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot”. Alleluja. On jest tym obecnie. O. „Jam jest zmartwychwstanie i żywot. Ten, kto wierzy we Mnie, chociażby umarł, to jednak żyć będzie. Ktokolwiek żyje i wierzy we Mnie, ten nie umrze. Czy wierzysz w to?”
Ona odpowiedziała: „Tak, Panie, wierzę, że jesteś Synem Bożym, który miał przyjść na ten świat”. Coś musi wydarzyć się.
84
Rozmyślajcie teraz o Bogu. Załatwcie tę sprawę. Tutaj to macie. Ona była z Prorokiem wszech proroków. Jeśli Szunamitka stanęła koło proroka, który urodził się tutaj w tym śmiertelnym ciele i tak dalej, to był prorok Eliasz, a wiedziała na podstawie znaków i cudów i jego przepowiedni, że jest prorokiem; a ta Szunamitka otrzymała to, o co prosiła, a tak samo Maria. Przyszła do Niego. Nazwała go „Panem”. Ona wiedziała, kim On jest. Ona powiedziała: „wierzę, że jesteś Synem Bożym, który miał przyjść na ten świat”.
Oto wyznawca; oto wierzący z rzeczą niemożliwą na sercu, by została wykonana przez Niego, jednak ona rozpoznaje Boży dar. Ona rozpoznaje Bożego Męża, Jego Syna; ona trafiła w dziesiątkę. Wszystkie koła zazębiają się, jak to, do dokładnego miejsca. Coś musi wydarzyć się.
85
„Wierzę, że chociaż jest martwy, chociaż tam jego ciało gnije w grobie; był już martwy od czterech dni. Nie mam nic przeciwko temu. Nawet już o tym nie myślę. Ty jesteś Synem Bożym, który przyszedł na ten świat i wierzę, że o cokolwiek poprosisz Boga, Bóg to uczyni”. O, moi drodzy.
On odrzekł: „Jam jest Zmartwychwstanie i Żywot. Ten, kto wierzy we Mnie, chociażby umarł, żyć będzie. Ktokolwiek żyje i wierzy we Mnie, nigdy nie umrze. Czy wierzysz w to?”
Ona powiedziała: „Tak, Panie”.
„Gdzie go pochowaliście?” Oto On nadchodzi. Cztery dni po ceremonii pogrzebowej, kilku niewielkich Żydów, ze złamanym sercem, płacząc - Jezus płakał, kiedy przyszedł do grobu. Czy się to zgadza?
86
Nie tak dawno temu tutaj, dobra wykładowczyni z pewnego kościoła przyszła do mnie i powiedziała, „bracie Branham, za bardzo przechwalasz się Jezusem”.
Odrzekłem: „Za bardzo przechwalam się Nim? Nie mogę powiedzieć za wiele o Nim”. …
Ona powiedziała: „O, on był tylko człowiekiem. On był filozofem”.
Powiedziałem: „On był Bogiem, tym On właśnie był”.
Ona powiedziała: „O, nie. On nie był boski, bracie Branham”. Powiedziała: „On nie był boski”.
Powiedziałem: „Bóg był w Chrystusie, jednając świat ze Sobą”.
Ona powiedziała: „O, jeśli chodzi o Jego miłość i tak dalej, to On był Bogiem”.
Odrzekłem: „Nie, On był Jahwe”. Ludzie próbują pomiatać Nim, mówiąc, że On jest tylko dobrym człowiekiem lub tylko zwykłym człowiekiem. On był Boży - Bóg zamanifestowany w ciele, widziany przez aniołów, głoszono o nim, został przyjęty do niebios, siedzi po prawicy Ojca. Z pewnością, On był Bogiem. On był więcej niż człowiekiem. On był Bogiem-człowiekiem. On był Człowiekiem w ciele, ale Bogiem w Duchu. Tym był właśnie On, Bóg zstąpił, aby cierpieć pokuszenie i męczeństwo, by wziąć na Siebie grzechy, ażeby będąc posłany dla ludzkiej rasy, poniósł Sam nasze grzechy.
87
Ona powiedziała: „Mogę udowodnić tobie na podstawie Biblii, jeżeli zechcesz to przyjąć do zrozumienia, że On był tylko człowiekiem”.
Powiedziałem: „Zrób to na podstawie Biblii, a ja uwierzę w to”.
Odrzekła: „Kiedy on udał się, aby wzbudzić Łazarza z umarłych…”, powiedziała, „On, idąc drogą, płakał z całą resztą ludzi. W Biblii jest powiedziane: Jezus płakał. A to udowadnia, że On jest śmiertelnikiem”.
„Tak”, powiedziałem, „może On płakał. To prawda. Kiedy szedł drogą, by spotkać się z Łazarzem, On był jak najbardziej ludzką istotą, jeśli myślimy o Nim jako o człowieku. W ciele On był ludzką istotą, ale w Duchu On był Bogiem.” Powiedziałem: „On płakał. To był Człowiek, który płakał. On był Człowiekiem, kiedy płakał, udając się do grobu Łazarza, lecz kiedy tam stał i wyprostował się, i powiedział: Łazarzu wynijdź. A mężczyzna, który był już martwy od czterech dni, powstał znowu do życia - wtedy On był więcej niż człowiekiem. To był wtedy przemawiający Bóg”. Alleluja. Bóg był w Swoim Synu. To był Bóg przemawiający przez ciało śmiertelnika. Skażanie znało swego Mistrza. Czy wierzysz w to?
88
On był Człowiekiem, kiedy był pewnej nocy w górach, schodził w dół i spojrzał na małe drzewo figowe, które tam stało i nie było na nim nic do zjedzenia. On był głodny. On był człowiekiem, kiedy był głodny. Jednak kiedy wziął pięć chlebów i dwie rybki, i nakarmił pięć tysięcy ludzi, wtedy był kimś więcej niż człowiekiem; to był Bóg w Człowieku„. Alleluja.
On był człowiekiem, kiedy leżał na tyłach małej łódki owej nocy, kiedy dziesięć tysięcy diabłów morza zaprzysięgło, iż utopią Go. Nastała burza i ta mała łódka była kołysana na jeziorze jak korek butelki. Diabeł powiedział: „Utopcie to dzisiejszej nocy”.
On był tak zmęczony; moc odstąpiła od Niego po całym dniu głoszenia i uzdrawiania, że był tak bardzo zmęczony, iż nawet burza nie obudziła Go. Lecz gdy uczniowie Go budzili, On był człowiekiem, który tam leżał i spał. Jednak gdy On postawił stopę na gejtawie, powiedział: „Pokój, ucisz się”, wtedy był więcej niż człowiekiem. To był Bóg mówiący przez swego Syna. Alleluja. Tak, tak było. Czy wierzycie w to?
89
On był człowiekiem, kiedy zawołał na Golgocie: „Boże mój, czemu opuściłeś mnie?” Umarł jako człowiek; lecz w poranek wielkanocny On powstał, łamiąc pieczęć śmierci, skażenia, powstał, by wstąpić do góry do Ojca, pokazując, że jest więcej niż człowiekiem. On był Bogiem w ciele. Czy wierzycie w to?
W Biblii jest powiedziane, że Jezus Chrystus jest ten sam wczoraj, dziś i na wieki. Czy wierzycie w to? Kobieta mająca chore ciało, mająca krwotok od dwunastu lat, dotknęła podołka Jego szaty, a jej krwotok został zatamowany, od razu zatrzymany. Czy wierzycie w to?
90
Córka Jaira była martwa. I widzę, jak przekracza rzekę, przychodząc tam; On powiedział: „Udam się i pomodlę się za nią”.
A oto przychodzi posłaniec, mówiąc: „Twoja córka jest już martwa; nie trudź Mistrza”. Serce Jaira zamarło. A ciemne oczy Jezusa rozglądnęły się wokoło i On powiedział: „Czy nie powiedziałem: nie bój się? Zobaczysz chwałę Bożą?” Wszedł do tego pomieszczenia śmierci, gdzie byli zgromadzeni ludzie, mówiąc: „Nie umarła; śpi”. Powiedzieli: „Ten fanatyk, który jest tutaj w pobliżu…”
On powiedział: „Wyprowadźcie ich”. Kiedy on wyprowadził ich z pomieszczenia, przeszedł się po pokoju i posiadał moc Ducha Świętego, że mógł przemówić w innym języku. A wszystkie te ziemskie rzeczy zawiodły Go, i On przemówił wtedy w innym języku, i powiedział: „Tabita”, co znaczy „córeczko, wstań”. A w zakresie duchowym, gdzie ta dziewczynka leżała martwa i nie było w niej życia, leżała na kanapie, on przemówił Słowo do zakresu duchowego, a ta dziewczynka, która była martwa, powstała na nogi i ponownie żyła. Alleluja. Alleluja. Czy wierzycie w to?
On jest tutaj dzisiaj. Czy wierzycie w to?
91
Około siedmiu lat temu, stojąc w Green's Mill, Indiana, trapiły i męczyły mnie wizje i tego rodzaju sprawy, nadnaturalna moc przemawiająca z krzaków, a kaznodzieje mówili mi, że jest to z diabła, i żebym nie miał z tym nic wspólnego. Pewnej noc zabłysło światło na podłodze, przyszedł Człowiek z założonymi rękami, mówiąc: „zostałem posłany z obecności Wszechmogącego Boga, by powiedzieć tobie, że masz modlić się za chorymi. Staną się te wszystkie rzeczy: rozpoznasz tajemnice serca i tak dalej. A jeśli skłonisz ludzi, aby uwierzyli tobie i będziesz szczery, kiedy będziesz modlił się, nic nie ostoi się przed tobą w modlitwie”. Czy wierzycie w to?
92
Wierzę, że On jest teraz tutaj. Wierzę, że to uczucie, które porusza się tutaj w tym zborze właśnie teraz jak droga mleczna - przechodzi przez to pomieszczenie, wierzę, iż to ten sam Duch Święty, który spadł w czasie Pięćdziesiątnicy. Czy wierzycie w to?
Z całego serca wierzę, że porusza się, abyście mogli wzrastać szybko właśnie tu. Wierzę, że to jest Duch Święty, który stara się przedostać do środka. Czy wierzycie w to?
Wierzę, że On uzdrowi każdą osobę tutaj właśnie teraz. Czy wierzycie w to? Podnieśmy nasze ręce, by oddać Mu chwałę. Alleluja, alleluja.
Panie Jezu, jesteśmy… Dziękujemy Tobie za Twoją dobroć. O Boże, wierzymy, że jesteś tutaj. Wierzymy, że przygotowujesz ludzi. O, przyjdź, Panie Jezu, uzdrów tę oto grupę ludzi. Ześlij Ducha Świętego tutaj. O Boże, poruszaj się jako rwący potężny wiatr przez te przejścia. Dotknij każde serce, wyczuj wiarę; w Imieniu Jezusa Chrystusa. Alleluja, alleluja.